Jeśli chodzi o bajki,to nie przypominam sobie, żeby któraś wywoływała we mnie strach.
Odnośnie innych lęków z dzieciństwa to trochę pozostało z nich do dzisiaj.
Jak byłam mała i nie chodziłam jeszcze do zerówki to często było tak ,że zostawałam sama w domu ,mama jezdziła do pracy ,a mnie zostawiała samą w domu,byłam zamknięta pod kluczem i często jak się budziłam ,to bałam się nawet wyjrzec spod kołdry ,bałam się każdego szmeru w domu.Przez to pewnie dzisiaj boję się przebywac w zamkniętych pomieszczeniach,panicznie boję się jazdy windą.Wieczorem boję się wyjśc do łazienki,a nawet jak siedzę w nocy przy kompie to coraz oglądam się wokół siebie, czy nikt za mną nie stoi.
Potem, jak zaczęłam chodzic do szkoły to trzeba było jezdzic autobusem,który często był zatłoczony ,jezdziłam sama i trzęsłam się ze strachu,bo bałam się, gdy autobus przechylał się na każdym zakręcie,że w końcu się przewróci.W rezultacie często nie wsiadałam do takiego autobusu i łapałam okazje .Dzisiaj nie wsiądę do przetłoczonego autobusu ,boję się jezdzic w roli pasażera ,dobrze się czuje tylko jako kierowca,boję się tłumu ludzi,boję się przebywac w obcym mieście.
Będąc dzieckiem byłam strasznym niejadkiem,mama nie mogła zrozumiec ,że coś mi nie smakuje ,więc jak chciała ,żebym coś zjadła np pomidora to trzymała mnie na siłę i wysmarowywała siłą mi twarz tym pomidorem.Może w rezultacie tego dzisiaj często dławię się przy jedzeniu, potrafię dławic się nawet własną śliną ,mam problemy z przełykaniem,choc już czasem zaczynam sobie z tym radzic i to ustępuje.
Od dziecka też nigdy nie przepadałam za wędliną ,więc mama robiła mi kanapkę z wędliną i siedziała nade mną ze sznurem i musiałam siedziec i jeśc tą kanapkę z płaczem,choc wolałam nieraz dostac niż to zjeśc, bo brało mnie na wymioty.Obecnie wędliny prawie nie jadam w ogóle ,na szczęście już nikt mnie do niej nie zmusza.
Ogólnie mam same złe wspomnienia z dzieciństwa,strasznie się też bałam, gdy ojczym był pijany ,to często jak szedł spac, to wkładał sobie pod poduszkę siekierę i trzeba było czekac aż uśnie i wyjąc ją spod poduszki,innym razem chodził z nożem i wszystkich straszył.
Także czymś strasznym była dla mnie choroba brata,epilepsja,najbardziej bałam się ,gdy matka wychodziła wieczorem z ojczymem do znajomych ,nam gasili światło i mieliśmy iśc spac,bałam się ,że znowu będzie miał atak ,gdy to się zdarzyło to wkładałam mu trzonek od młotka w usta,bo widziałam ,że oni też tak nieraz robili.
Obecnie sporą częśc lęków udało mi się już pokonac, np jeśli chodzi o bliskośc drugiego człowieka,dzisiaj już raczej nie mam z tym problemów ,także jeszcze inne lęki też jest coraz lepiej, w miarę normalnie da się z tym życ.