Chciałabym was zapytać, jak postrzegacie swoją przyjaźn z inną kobietą? ja długo ona trwa ,jakie etapy przechodziła i które z nich były najtrudniejsze? Czy zakonczyłyście kiedyś przyjaźń?
Podobne tematy
Przeczytaj sobie mój wątek,,Przyjaciółka czy zdrajczyni,, a dowiesz sie do czego są zdolne niektóre przyjaciółki. Od tamtego zdarzenia unikam przyjaźni pomiędzy kobietami,po prostu nie wierze w przyjaźń.
Nie odsyłaj użytkowniczek do innych tematów, ponieważ takie działania zaciemniają temat i nie wnoszą niczego sensownego do dyskusji.
moderatorka-apoteoza
3 2011-11-04 13:03:36 Ostatnio edytowany przez strzała (2011-11-04 13:32:29)
To co w moim mniemaniu było przyjaznią legło w gruzach.
Koleżanka 5 lat starsza, wmawiała mi, że jestem jej najlepszą przyjaciółką .
Uwierzyłam w to,dawałam z siebie dosłownie wszystko .
Miała problemy finansowe ,4 dzieci.
Pożyczałam jej pieniądze co miesiąc,ale ciągle jej było mało.
Pieniądze często jej anulowałam,liczyła się tylko ona ,jej problemy,których ciągle miała dużo.
Mi wystarczał jej uśmiech na twarzy,czasem mnie pocałowała,powiedziała coś miłego,a ja brnęłam w to coraz bardziej,świat stanął mi na głowie.
Powymieniałam jej okna w domu,kupiłam telewizor,dołożyłam jej kasy na nową lodówkę,obkupiłam ją złotem.
Nie wiem jak to się stało ,ale w pewnym momencie poczułam ,że ona jest dla mnie wszystkim.
Robiłam wszystko co chciała,żeby tylko była szczęśliwa.
Jak była w ciąży z 4 dzieckiem ,a jeszcze pracowała i miała na rano do pracy, to specjalnie dla niej wstawałam zimą o 5 rano, żeby nie szła piechotą 3 km, bo były duże mrozy i woziłam ją do tej pracy samochodem.Woziłam ją wszędzie,po lekarzach,po zakupach,nigdy nie wzięłam grosza za paliwo.
Poprosiłam męża,żeby wykończył jej pokój,nie wziął ani grosza.
Niestety jej ciągle było wszystkiego za mało,a problemy wcale jej nie znikały.
Ona nawet już przestała mnie o coś prosic ,bo wiedziała że kiwnie palcem,a ja polecę za nią chocby i na koniec świata.
Przestała mnie szanowac, traktowała mnie jak wycieraczkę do butów.Gdy przyjeżdżałam do niej,czasem chciałam,żeby podała mi szklankę wody ,bo mi się pic chciało,to mi mówiła,że ona nie będzie nikomu usługiwac .Gdy czułam ,że już tego wszystkiego nie zniosę ,dawałam jej znowu pieniądze, wtedy przez jakiś czas znowu była miła.
Nie mogłam zrozumiec jej podejścia do dzieci,które ciągle wyzywała ,mąż też dla niej nie istniał ,miała go za nic,miała kochanka,czasem podrzucała mi dziecko najmłodsze,gdy się z nim spotykała.
Było mi zle,wiedziałam ,że już muszę z tym skończyc,ale to było ponad moje siły.
Postanowiłam ,nie odzywałam się,ale wystarczył jeden jej telefon i byłam w stanie już zrobic dla niej wszystko.
Nieraz oficjalnie przy wszystkich mówiła o mnie,że takiej przyjaciółki, jak ja ona nie będzie miała nigdy.
Któregoś dnia nie wytrzymałam i wykrzyczałam jej wszystko w twarz,to jak mnie traktuje, a jednocześnie daje mi do zrozumienia ,jaka jestem ważna dla niej.
Wyrzuciła mnie za drzwi,zmieniła pracę,poznała nowe koleżanki,nie chciała mnie znac.
Mój świat się zawalił.Nie byłam w stanie już normalnie życ.Zgłosiłam się do psychologa,stwierdzono -uzależnienie emocjonalne ,przeszłam 9 miesięczną terapie,było chwilami bardzo ciężko,ale udało się ,stanęłam na nogi.
Dzisiaj wiem ,że to była chora przyjazń,bardzo tego żałuję,że takie coś miało miejsce w moim życiu.
Mogłam stracic wszystko,4 lata wyrwane z kalendarza.
Wiem ,że dla koleżanki liczyła się tylko kasa,ale nie będę jej obwiniac,wina leży po środku.
Ona chciała po czasie,żebyśmy znowu wróciły do tego.
Na szczęście już miałam siłę ,żeby nie godzic się na to.
I teraz jestem szczęśliwa,że to się skończyło.
Nie wiem do dzisiaj co sprawiło ,że stała się dla mnie wtedy taka ważna,ale coś w tym było,że charakterem przypominała moją matkę.
Tak samo dawała mi złudne nadzieje na jakieś ciepło,uczucia,których nigdy nie zaznałam ,których mi bardzo brakowało.
Obecnie mam bliską koleżankę,ale nie potrafię i nawet nie chcę zaufac.
Tak naprawdę,to ona nic o mnie nie wie,nie chcę nawet tego zmieniac,nie wierzę najbliższym osobom.
Niekiedy unikam ludzi,znajomych ,czy inne koleżanki,wolę byc sama ,odizolowana od wszystkich.
Jestem w stanie zaufac, ale tylko ludziom,którzy mnie nie znają,którzy są daleko ode mnie.
Mam nawet taką koleżankę ,z którą widzę się raz na kilka lat,mamy kontakt tel i przez neta, wiemy o sobie wszystko.
Ale to dlatego,że mieszkamy daleko od siebie,inaczej nie była by tą przyjaciółką w realu na co dzień.
Pozdrawiam
Przeczytaj sobie mój wątek,,Przyjaciółka czy zdrajczyni,, a dowiesz sie do czego są zdolne niektóre przyjaciółki. Od tamtego zdarzenia unikam przyjaźni pomiędzy kobietami,po prostu nie wierze w przyjaźń.
Nie odsyłaj użytkowniczek do innych tematów, ponieważ takie działania zaciemniają temat i nie wnoszą niczego sensownego do dyskusji.
moderatorka-apoteoza
Apoteoza przepraszam,poprostu nie chciałam znowu opisywac tej samej histori w tym wątku.
Ja jakoś nigdy nie potrafiłam być w bardzo bliskich stosunkach z kobietami. Zawsze będzie rywalizacja między nimi, podkopywanie dołków etc. Jak się pojawi na horyzoncie fajny facet to przyjaciółka przestaje istnieć... Mam tak naprawdę 2 przyjaciółki, obie jeszcze z gimnazjum. Jedna artystka, bardzo uduchowiona i dojrzała. Nigdy nie wyczułam u niej negatywnych uczuć, zawsze miałyśmy dla siebie mnóstwo ciepła mimo ekstremalnie sprzecznych poglądów (ja jestem antykatolicka, ona głęboko wierząca). Druga to typ chłopczycy, bo z tzw. normalnymi dziewczynami nie potrafię się dogadać. Nie umiem dyskutować o ciuchach, kosmetykach, chłopakach etc. Ją w każdym razie bardzo cenię za bycie sobą non stop, jest zawsze szczera, choć czasem potrafi mi przez to nieźle przygadać. Ale na tym właśnie polega przyjaźń. A do mojej obecnej sąsiadki się jakoś przekonać nie mogę. Niby miła dziewczyna, ale mam wrażenie, że odbieramy na zupełnie innych falach. Ona mnie bardzo lubi, ciągle przychodzi do mnie, żeby pogadać, gotujemy razem w kuchni. Ale jesteśmy totalnie inne i jakoś w jej towarzystwie czuję nieco atmosferę rywalizacji, nie wiem czemu. Może dlatego, że jest wręcz za miła i wydaje mi się to trochę sztuczne? Nie wiem naprawdę. Tak naprawdę zbliżyłam się trochę do niej jak pewnego razu mi się rozpłakała i opowiedziała smutną historię swojego poprzedniego związku. Pomyślałam wtedy, że musi mnie jednak w pewnym sensie cenić, żeby mi się zwierzać z takich rzeczy. Plus podkarmiała mnie jak nie miałam kasy na jedzenie, więc jestem jej bardzo wdzięczna. Ale coś mi nadal nie do końca w tych relacjach gra.
No własnie, kaisa_malene pisze "jakoś w jej towarzystwie czuję nieco atmosferę rywalizacji, nie wiem czemu", "Ale coś mi nadal nie do końca w tych relacjach gra." - często jest tak, że wchodząc do domu, wyczuwa sie atmosferę, gdy przyjaciółka nie odbiera telefonów, a potem sie tłumacz ["aaa nie miałam zcasu", "nie zauważyłam, wybacz"] to wiesz, że to nie to- wiele rzeczy po prostu się wie, ale...trudno używać tej wiedzy jako argumentów.
Jesli czuję, że moja >przyjaciółka< często chce dowartościować sie moim kosztem, to czy o tym mówić? Wydaje się proste, a jednak czesto takie nie jest. Ja zdecydowanie łatwiej przyjaźnię się z facetami, a z kobietami jestem w stanie sie zaprzyjaźnić tylko takimi, które mają dość "męski" charakter. Ja uznaję tylko kawę na ławe, sprawy przejrzyste, bezpośrednie. Niektórzy ludzie- zwłaszcza kobiety, to niestety utrudniają...
A u mnie jest trochę dziwnie... Mam przyjaciółkę od gimnazjum.. choć bardziej traktuję ją jak siostrę. Mieszkam teraz 2 piętra niżej niż ona. Jest nieokreślona. Lubi malować paznokcie, ale nigdy nie uzyje tuszu czy fluidu,a o założeniu spódniczki nie wspomne.. Dodatkowo przeszła na wegetarianizm i już nie ma wieczorów z filmem i z popcornem.. Żadnej imprezy ani nic co mogło by pokazać jaka ona jest.. 2 to dziewczyna z którą przyjaźniłam się w gimnazjum, ale od 3 gimn do 2 tech nie gadalysmy ze sobą, ona nie chciała, wybrała tą drugą, która była o mnie zazdrosna.. 3 zaś jest z klasy.. zwierzam się jej bardziej niż tej 2, bo ona słucha ale zmienia temat i nic zbyt bardzo mi nie pomoże. Praktycznie nie ma czasu sie spotkać i nie lubi siedzieć w domu. A ja zbyt długo chodzić nie mogę gdyż za bardzo boli mnie odc. lędźwiowy.. z tą 3 zwierzam się na gg bo w sql prowadzimy luźną rozmowę.. nie chce zbytnio się jej też zwierzać bo wiem że jeśli w klasie między dziewczynami wyniknie jakiś spór ona przejdzie na ich stronę.. Klasa mnie nie lubi zbytnio. Bo ja jestem szarą myszką która nie potrafi się odezwać przy większej ilości osób... i to chyba jest mój największy problem, nie mam znajomych by z nimi wyjść na imprezę czy wyjechać na wakacje.. z tych 3 tylko 1 da się wyciągnąc na impreze, ale niestety nie zawsze..-rodzice.
Z tych 3 jestem tą najgorszą... Pomimo że 1 jest jeszcze bardziej nieśmiała to ukrywa przede mną fakt że pisze z kimś sms. Nie ma problemów z matmą i jest świetna z angola. Trochę gorzej z innymi ale nigdy nie miała zagrożenia.. Zaś te 2 są podobne do siebie. Uczą się fantastycznie a prawie nic nie robią. Maja same 4 i 5. Obie w jakiś sposób są artystkami. 1 robi biżuterię jak ja, ale jest w tym o wieeele lepsza.. rysuje, umie jeździć konno. Ta 2 też umie rysować.. A ja jestem po środku.. Nie potrafię rysować, niczego dobrze się nie umiem nauczyć. Biżuterii robię mało i nie mam aż tak pomysłow, a ona już nawet sprzedaje w klasie. Wzięłam od niej pomysł na bombkę z cekinów. Niestety musiała być lepsza i zrobić ze wstążek. Tak trochę jestem zazdrosna bo nic mi się w życiu nie udaje..
Kłotnie... hm jestem zła że nie potrafi znaleźć czasu dla mnie, dla nas.. bo przyjaźnimy się z tą 1. za to że jest w karitasie i pomaga innym w nauce a mnie nie może. jednak nigdy jej tego nie powiedziałam.
rozmawiacie szczerze o wszystkim z przyjaciółką? nie mam na mysli seksu, ale o relacjach między wami dwiema?
i jak takie rozmowy wyglądają ?
to brzmi raczej jak uzależnienie emocjonalne.
Wielu kobietom znany jest pewnie dowcip
Solidarność kobieca:
Żona wraca spóźniona do domu. Mąż zatroskany pyta:
- Gdzie byłaś, kochanie?
- Wiesz, spotkałam Monikę, zasiedzieliśmy się w kawiarni.
Mąż dzwoni do Moniki:
- Cześć Monika, podobno spotkałąś się z moją żoną w kawiarni?
- Skąd, nie widziałam się z nią od miesiąca.
Solidarność męska:
Mąż wraca spóźniony do domu. Żona wściekła.
- Gdzie byłeś!? - krzyczy.
- U Stefana na pokerze - odpowiada mąż.
- Zaraz sprawdzimy - mówi żona, bierze telefon i dzwoni do Stefana - Cześć Stefan, był dziś na pokerze mój mąż?
- Jak to był? Siedzi i właśnie rozdaje!
Takie właśnie sa przyjażnie kobiece, moge mieć koleżanki ale w przyjaciolki to wierzyłam w podstawówce ![]()
Bubuś- fajne
Czasem tak to wygląda. Ale przyjaźń między kobietami jak najbardziej istnieje- tylko musi być dojrzała i odporna na dni cyklu ![]()
U mnie była przyjaźń na całego, na każdej płaszczyźnie. Wszystko się super układało, do momentu aż w grę nie weszły pieniądze. Moja "przyjaciółka" zachowała się jak ostatnia egoistka, po czym złapała mnie za słówko i się śmiertelnie obraziła...
Poczułam autentycznie jakby rozpadł się związek... Identyczne emocje... Ale...
Na szczęście usłyszałam kilka mądrych słów od innej bliskiej mi osoby. Po pierwsze wyszło na jaw jaką była przyjaciółką, a po drugie... Widocznie musiała odejść, by na jej miejsce wszedł ktoś nowy...
Okruszka- dobrze, że zaakceptowałaś słowa Heraklita "Wszystko płynie"....:) .... ja też to zrobiłam i jest OK:)
Ja już nie wierzę w przyjaźń kobiet, tak jak kilka z Was. Miałam przyjaciółkę przez 10 lat! Wiedziałyśmy o sobie wszystko, spędzałyśmy ze sobą mnóstwo czasu mimo różnych szkół, studiów, miejsc pracy. Wszystko zaczęło się zmieniać po moim ślubie, kiedy to wyprowadziłam się do miasta 10 km dalej. Nagle ona zaczęła twierdzić, że ślub mnie zmienił... Nic się nie zmieniło oprócz miejsca zamieszkania i stanu cywilnego! No trudno. Przyjaźń kończyła się przez 2 lata aż ostatecznie miesiąc temu napisała mi, że ma dość takiej przyjaźni, bo jestem egoistką, bo ciągle zadaję pytania, bo ona jest zmęczona pytaniami. Zadawałam tylko pytania dlaczego nie odzywa się, dlaczego się rozmijamy, co jest nie tak, gdzie zawaliłam, jak naprawić, prosiłam o spotkanie, błagałam o spotkanie... żebrałam o przyjaźń przez w sumie 2 lata. Powoli dochodziło do mnie, że to nie wróci. W ciągu tych 2 lat ona przeżyła 2 tragedie rodzinne. Nie pozwoliła mi sobie pomóc w ciężkich dla niej chwilach. Odwróciła się wtedy ode mnie. Moje telefony, smsy były odrzucane. Była ona, jej depresja i jej narzeczony. Do tej pory nie wiem dlaczego nie chciała bym jej pomogła. Byłam w stanie zrobić dla niej wszystko. Na jej ślubie byłam i to by było na tyle. Przyjaźń zakończona. Milion pytań mam do niej, na żadne nie usłyszałam odpowiedzi oprócz jednego zdania "że zadaję za dużo pytań i myślę tylko o sobie a ona ma swoje życie i swoje problemy". Nie chcę już żadnych przyjaciółek. 10 lat życia poszło w las. Ciągle przeżywam to rozstanie z nią. Tak, jak tu któraś napisała: "czuję się jakbym zakończyła związek".
Nie potrafię utrzymać przyjaźni. Chyba jest coś ze mną nie tak.. poprzednie moje przyjaźnie też się zakończyły. Ale tamtych nie nazwałabym przyjaźniami. To były raczej dobre znajomości, zrywy albo porywy porozumień dusz ale nie na wszystkich płaszczyznach. Ta ostatnia właśnie, 10 letnia przechodziła wiele burz i kłótni, zazdrości i wspólnego szczęścia aż do momentu ślubu jednej z nas...potem zaczęło się walić..Nie rozumiem...
Nie chcę już niczego rozumieć. Mam dość. Teraz utrzymuję tylko kontakty z kilkoma znajomymi. Zresztą, nie mam ochoty opowiadać o życiu innym, obcym. Po co? By potem znowu się rozczarować?
15 2012-02-14 05:27:13 Ostatnio edytowany przez McMiodek (2012-02-14 05:29:41)
Ja myślę, że to też zależy od tego, jak się pojmuje przyjaźń. Wg mnie są przyjaciółki i "przyjaciółki". Te drugie chcą się widywać codziennie, płaczą Ci w rękaw o najmniejszy drobiazg, lecą, gdy mają problem, chcą się bawić, gdy nie ma problemów... ale tylko ich problemów- Twoje jakos zawsze schodzą na daleeeeeeki plan, gdzie nawet nie są dostrzegalne. W dodatku podbudowywanie siebie Twoim kosztem, zazdrość o..w zasadzie o nic. To nie jest przyjaciółka, tylko "psiapsiółka", której jesteś potrzebna tylko w kłopotach, a jeśli sie do takiej nie odezwiesz raz dziennie, to już gra madame Le Foch.
Pierwszy typ to bliskie osoby, do których nie trzeba wydzwaniać 7 razy dziennie, pisać smsików, bawić się w klubach. To osoby, niekoniecznie z tym samym punktem widzenia, ale które szanują Twoje zdanie, potrafią tak wysłuchać Ciebie, jak i Ty wysłuchać ich i przy których nawet cisza nie jest krępująca- jest częścią przyjaźni. Z takimi przyjaciółkami nawet po długich okresach ciszy można porozmawiać, nikt się nie obraża o nie odzywanie się, bo dwie strony szanują człowieka jako osobę,a nie to,co dla nich się robi. W dodatku, dla takich przyjaciółek chce się coś robić naprawdę od siebie, nie ma zdania "powinnam to zrobić", ale istnieje wyrażenie "chcę to zrobić".
Takie osoby będą zadowolone ze zwykłej herbaty z cytryną, a Tobie nawet zwykła bułka z pomidorem będzie smakować, bo jest spożywana w dobrym towarzystwie.
I moim zdaniem naprawdę trzeba dbać o ten luksus dobierania sobie osób, z którymi chce się spędzać czas. Świadomość tego pozwala zaoszczędzić sporo czasu, który można stracić w kontakcie z toksyczną osobą. Bo przyjaźń to nie miłość- aż tak nie zaślepia i jeśli od początku czujemy, że jest coś nie tak- nie ma sensu ciągnąć jak ruski koń pod górkę w syberyjski mróz.
I owszem, zdarzało mi się kończyć "pisapsiółkowość" kiedy czułam, że tak naprawdę nie chodzi o mnie, ale o korzyści ze mnie wyciągane- i psychiczne i fizyczne
Sorry, szacunek musi być ;D
McMiodek, zgadzam sie z Tobą tu w 100%.
zazdrosc, oraz to ze niektore kobiety nie umieja po ludzku powiedziec, troche tu zawiodlam, a udaja ze nie prawda. i wtedy jest problem
A jak zaufać innej kobiecie jeśli poprzednia "przyjaciółka" nas zawiodła? Skąd znaleźć w sobie pokłady ufności i spokoju wchodząc w nową znajomość? Nie lepiej podarować sobie kolejną przyjaciółkę i być sobie samą albo mieć kilka znajomych zamiast 1 czy 2 przyjaciółek? Właśnie jestem w takim okresie zawieszenia. Mam serdecznie dość przyjaźni. Nie mam ochoty na dzielenie się moim życiem i moimi sprawami z przyjaciółką ale z drugiej strony brak mi przyjaciółki. Mąż to nie kobieta, wysłuchać, wysłucha ale nie tak jak kobieta. Inaczej rozmawiam z mężem, inaczej z przyjaciółką. Jej mogę gadać 45 min o wyborze koloru do paznokci a jemu góra 10 sekund. Brak mi przyjaciół?i ale nie chcę szukać nowej. Z kim mam pogadać skoro nie mam przyjaciółki?
Może przy okazji dodam, że mąż jest dla mnie dobry, ma świetny charakter, lubię z nim przebywać ale to nie jest przyjaciółka.
Dla mnie to są 2 różne osoby. Inną instytucją dla mnie jest małżeństwo a inna przyjaźń. Piszę to, na wypadek gdyby ktoś zarzucił mi, że mój mąż nie jest moim przyjacielem. Jest, ale przyjaciółka to jeszcze ktoś inny. Mąż nigdy nią nie będzie choćby z tego powodu, że jest facetem a nie kobietą.
A jak zaufać innej kobiecie jeśli poprzednia "przyjaciółka" nas zawiodła? Skąd znaleźć w sobie pokłady ufności i spokoju wchodząc w nową znajomość? Nie lepiej podarować sobie kolejną przyjaciółkę i być sobie samą albo mieć kilka znajomych zamiast 1 czy 2 przyjaciółek? Właśnie jestem w takim okresie zawieszenia. Mam serdecznie dość przyjaźni. Nie mam ochoty na dzielenie się moim życiem i moimi sprawami z przyjaciółką ale z drugiej strony brak mi przyjaciółki. Mąż to nie kobieta, wysłuchać, wysłucha ale nie tak jak kobieta. Inaczej rozmawiam z mężem, inaczej z przyjaciółką. Jej mogę gadać 45 min o wyborze koloru do paznokci a jemu góra 10 sekund. Brak mi przyjaciół?i ale nie chcę szukać nowej. Z kim mam pogadać skoro nie mam przyjaciółki?
Może przy okazji dodam, że mąż jest dla mnie dobry, ma świetny charakter, lubię z nim przebywać ale to nie jest przyjaciółka.
Dla mnie to są 2 różne osoby. Inną instytucją dla mnie jest małżeństwo a inna przyjaźń. Piszę to, na wypadek gdyby ktoś zarzucił mi, że mój mąż nie jest moim przyjacielem. Jest, ale przyjaciółka to jeszcze ktoś inny. Mąż nigdy nią nie będzie choćby z tego powodu, że jest facetem a nie kobietą.
słone_cznik cóż.... chyba jestem w identycznym miejscu jak Ty i mam takie same myśli, obawy i zniechęcenia na ten temat ![]()
Takich osób jest o wiele wiele więcej i pewnie dlatego spotykamy się tutaj ![]()
Patrząc na moją przeszłość, to mogę stwierdzić jedno, często przyjaźń między kobietami nie istnieje, kobitki są za bardzo zazdrosne i pamiętliwe. Mam jedynie bardzo dobre koleżanki, i nie jest mi z tego powodu smutno. ![]()
mnie się dobrze kumpluje z facetami, mam 2 przyjaciół- facetów i z nimi można....odetchnąć bo wali się kawę na ławę.
Kobieca przyjaźń- jeśli głęboka i szczera jest największym nabytkiem,darem,sprawdzającym nasze człowieczeństwo,empatię i wartość.
Jedna z moich "przyjaźni" skończyła się w momencie gdy "przyjaciółka" zaczęła sugerować mojemu mężowi,że gdy przyjeżdżam do niej to nie wracam na noc i ona nie wie gdzie jestem.Kolejna "wpadka" gdy pół roku po urodzeniu mojego dziecka zadzwoniła do mnie z pretensją,że się nie odzywam,że nie przyjeżdżam.Na co ja wytłumaczyłam,że mam małe dziecko i może ona by nas odwiedziła i zobaczyła moją córeczką.Przyjaciółka stwierdziła,że przecież już ją widziała- w szpitalu jak się urodziła.
Na tym zakończyły się nasze kontakty.
Mam jedyną przyjaciółkę,dzieli nas 200 km.Znamy się od czasu egzaminów na studia.
Nasza przyjaźń wiele przeszła ale wszystko przetrwała.
Sporym problemem jest kwestia dzieci.Ona ma dwójkę,chłopiec ma tendencję do wymuszania wszystkiego krzykiem i płaczem.A mama chcąc mieć spokój ulega.Widzę,ze dziewczyna chwilami sobie nie radzi ale próbuje mi to tłumaczyć "on naprawdę taki zawsze nie jest,tylko jak są goście".Dla mnie takie zachowanie jest niedopuszczalne,szczególnie gdy bije swoją starszą siostrę albo moją córkę.
Widzę wiele niekonsekwencji w jej metodach wychowawczych ale wiem,że jest bardzo wrażliwa na tym punkcie więc nie próbuję nawet jej pomóc.Chłopiec dorasta i jakoś to wszystko się zaczyna normować.Ale teraz widzę,że ma problem ze swoją jedenastolatką.Jest opryskliwa,problemem jest dla niej wyniesienie po sobie talerza,ciągle jęczy i marudzi jak pięciolatka.Widzę,że moja przyjaciółka wraca padnięta z pracy a dzieciaki swoim zachowaniem dobijają ją fizycznie i psychicznie.Ale jedyny sposób w jaki mogę jej pomóc to w wakacje czy ferie zabrać jej córkę do siebie.U mnie ta dziewuszka zachowuje się zupełnie inaczej...
Moją przyjaźń zniszczył mąż mojej "przyjaciółki". Mnie się zawsze wydawało, że możemy sobie mówić wszystko. Widziałam na kogo trafiła i że nie jest szczęśliwa i jej to powiedziałam, ale tu okazało się, że według niej przyjaźń polegała tylko na tym by jej przytakiwać, jaki świat jest zły i jak się na nią uwziął, a że zależało mi na dziewczynie, nie chciałam żeby sobie życie zepsuła, żeby popatrzyła na to z innej perspektywy to ... nie mam już z nią kontaktu, jej mąż wmówił jej, że źle im życzę, przekazał mi to osobiście, nie miałam okazji już z nią porozmawiać. Obecnie jestem jej wrogiem numer jeden. Fajnie. Znałyśmy się 12 lat a jeden człowiek, którego znała 2 rozwalił naszą znajomość. Czyli chyba to nie była przyjaźń.
Podsumowując wydaje mi się, że bardzo ciężko o prawdziwą przyjaźń, takie czyste uczucie ... Dużo dziewczyn niby się przyjaźni, a jednak gdzieś tam po cichu cieszy się jak którejś noga się podwinie. Wiele razy miałam do czynienia z takimi relacjami. Szkoda, że tak trudno cieszyć się czyimś szczęściem. Wiele razy też odczułam na własnej skórze, że przyjaciółka jest potrzebna gdy jest źle, a gdy jest dobrze to olewka. Coś w stylu : przyjedź bo muszę się wypłakać. Lecz kiedy druga strona tego potrzebuje to - zdziwko - zostaje sama, bo ta druga jest szczęśliwa i nie ma czasu na spotkanie.
Przyjaciółka ? Na dzień dzisiejszy - nie dziękuję ![]()
Kasia27, może ona nie zrozumiała Twojego przekazu, intencji, w tym byciu szczerą, kiedy mówiłaś jej o tym , że "źle" trafiła. Trudno by kobieta zrywała z mężczyzną, który jest dla niej bliski, idąc za radą przyjaciółki.
Mogło być też tak, że Twoja koleżanka miała zaniżone poczucie własnej wartości ,on je podniósł ,więc jest dla niej "siłą napędową".
Przegryź ta relację z 2 stron: i swojej, którą masz tak jasną i jej
...
Ja myślę, że jeśli przyjaźń jest prawdziwa i szczera to bez względu na płeć przetrwa wszystko. Są podłe kobiety i są podli mężczyźni. Z zerwanymi przyjaźniami jest tak samo jak z nieudanym małżeństwem. "Było cudownie, a nagle się popsuło i już nie znam tego człowieka" wiele wątków o problemach małżeńskich takich jest, ale czy naprawdę nie widzieliśmy z kim się zadajemy? Widzieliśmy tylko zdrowy rozsądek przysłaniały nam różne ciekawe i kolorowe wydarzenia. Nie można mówić o przyjaźni po np miesiącu spotykania się. Przyjaźń tworzy się latami i po latach, jak dobry związek.
Cała środowisko mojej byłej przyjaciółki było i jest przeciwko temu małżeństwu. Niektórzy zresztą po pewnym czasie machnęli na to ręką : jej życie. Jako jedyna wysłuchiwałam jej płaczu jacy to wszyscy są źli i jak bardzo jej źle życzą ... wtedy odważyłam się zwrócić jej uwagę jak to wygląda z ich strony i że nikt jej źle nie życzy, nawet nie skrytykowałam jej męża ( a cisnęło mi się jaki to dupek ). Ona sama widzi, że to wszystko nie tak ma wyglądać, tylko ona jego poniżanie jej tłumaczy sobie, że nikt nie jest idealny. On wymusza zbliżenia na niej, no ale nikt nie jest idealny. Nie wiem w sumie jak, podejrzewam, że coś mu powiedziała o naszej rozmowie. W każdym razie on mi zakomunikował, że to koniec moich z nią kontaktów, a ona stała obok ze spuszczoną głową. Od tego czasu, a minęły już dwa lata, nie mam z nią kontaktu. Raz tylko po całym tym zajściu wysłała mi nagle sms, że ich nie zniszczę. Nic nie odpisałam.
Także teksty przez 12 lat typu : tylko ty mnie rozumiesz, tylko na ciebie mogę zawsze liczyć, jesteś prawdziwą przyjaciółką ... pokazały ile wartości w sobie miały. Ja jej nie powiedziałam nigdy : zerwij z nim. A powinnam.
Moja "przyjaźń" skończyła się chyba przez zazdrość. Moja "przyjaciółka" była zazdrosna, że zaszłam w ciąże... w sumie nie wiem jak to określić, ale gdy się dowiedziała że spodziewam się dziecka totalnie zmieniła do mnie stosunek. Zaczęła wymyślać dziwne rzeczy ze np. przyjaźnię się z nią dla pieniędzy, co było istną bzdurą, bo wcale nie była bogata a wręcz miała problemy finansowe. Powiedziała też że nie wie czy przyjdzie na mój ślub, bo ma tego dnia akurat zajęcia na uczelni i bodajże kolokwium. Mimo, że zraniła mnie bardzo (nie tylko tym co napisane wyżej), to tęsknię za nią... ale duma mi od około 1.5 roku nie pozwala mi się z nią pogodzić. Myślę, że jej także. Mijamy się czasami na ulicy i udajemy, że się nie znamy.Chore.
msmonika czasem jest tak, że pewne znajomości muszą zostać zamknięte, zakończone...
to prawda... troche mi zal bo teraz w sumie nie mam nikogo takiego, ale widocznie tak musialo byc. umiesz liczyc - licz na siebie ![]()
Ja tam się przyjaźnię z facetami, kobiety okropnie są marudne, a ja nie mam zdrowia na wysłuchiwanie ich ciągłego marudzenia.
Miałam w życiu jedną przyjaciółkę, przyjaźniłyśmy się przez całe liceum i studia. Przyjaźń rozpadła się przez ówczesnego jej chłopaka, teraz już od dawna męża. Otóż on był tak szalenie zazdrosny o mnie, o naszą przyjaźń i bliską relację, że po prostu ją ode mnie odseparował. Pamiętam wyraz wściekłości na jego twarzy w momencie kiedy widział, że rozmawiamy o swoich sprawach, że coś tam sobie opowiadamy i spędzamy razem czas. Rozczarowałam się nią okropnie, bez żadnej walki poddała się woli faceta, nie sprawiło jej zbyt wielkiej trudności żeby zerwać ze mną kontakty. I nie raz zadawałam sobie pytanie, czy w takim razie to była prawdziwa przyjaźń?
Na dzień dzisiejszy wolna jestem od przyjaciółek jak ptak ;-)
Chciałabym was zapytać, jak postrzegacie swoją przyjaźn z inną kobietą? ja długo ona trwa ,jakie etapy przechodziła i które z nich były najtrudniejsze? Czy zakonczyłyście kiedyś przyjaźń?
Ja mam dobre dwie przyjaciółki(ze szkoły jeszcze),choć jedna z nich chwilami mnie rozczarowuje bo jak jest bliżej z naszymi wspólnymi koleżankami(taka piata woda po kisielu jak dla mnie) to wsiąka ich głupotę, ich styl bycia a przecież fajna i mądra dziewczyna z niej ogólnie.....
no jest jeszcze jedna która tez podchodzi pod przyjaciókę, bardzo dobra koleżanka(poznałam ja w pracy) w kilku sytuacjach przekonałam sie o jej bezinteresowności, dwa lata się juz znamy i wszystko idzie w dobrym kierunku:)
Ja mam jasna definicję przyjaźni, kiedy trzeba powiedzieć dobre rzeczy to sie je mówi, kiedy trzeba kopnąć w tyłek to się kopie i przede wszystkim moje życie osobiste jest dla mnie piorytetem i ja uważam ich zycie osobiste za piorytet...
Ja się pogodziłam z jednym faktem: czasem ta sama przyjaźń po latach już nie jest tą samą. Bo i ja się zmieniam i ona się zmienia, z czasem po prostu widzisz jak film wstecz sytuacje, w których "dobroć" przyjaciółki była podyktowana czym innym niż "troską" o ciebie, niż "zyczliwością" itd...
Ja tam się przyjaźnię z facetami, kobiety okropnie są marudne, a ja nie mam zdrowia na wysłuchiwanie ich ciągłego marudzenia.
tak i pewnie odciągasz swoich męskich przyjaciół od ich dziewczyn ![]()
Miałam w życiu jedną przyjaciółkę, przyjaźniłyśmy się przez całe liceum i studia. Przyjaźń rozpadła się przez ówczesnego jej chłopaka, teraz już od dawna męża. Otóż on był tak szalenie zazdrosny o mnie, o naszą przyjaźń i bliską relację, że po prostu ją ode mnie odseparował. Pamiętam wyraz wściekłości na jego twarzy w momencie kiedy widział, że rozmawiamy o swoich sprawach, że coś tam sobie opowiadamy i spędzamy razem czas. Rozczarowałam się nią okropnie, bez żadnej walki poddała się woli faceta, nie sprawiło jej zbyt wielkiej trudności żeby zerwać ze mną kontakty. I nie raz zadawałam sobie pytanie, czy w takim razie to była prawdziwa przyjaźń?
A z ta zazdroscią o wasze relacje to faktcznie głuppie, choć zawsze są dwie strony medalu, bo i są przyjacióki albo pseudo przyjacióki które potrafią nieźle namieszać w relacjach partnerskich
"bo i są przyjacióki albo pseudo przyjacióki które potrafią nieźle namieszać w relacjach partnerskich" a żebyś wiedziała!
Ja się pogodziłam z jednym faktem: czasem ta sama przyjaźń po latach już nie jest tą samą. Bo i ja się zmieniam i ona się zmienia, z czasem po prostu widzisz jak film wstecz sytuacje, w których "dobroć" przyjaciółki była podyktowana czym innym niż "troską" o ciebie, niż "zyczliwością" itd...
o widzisz! i tego właśnie nie lubię, ze ktos chorągiewka jest, ze wystarczy mu zmiana otoczenia, sytuacji, poznanie przyszłego partnera, i nagle przyjaźni nie ma
Ja się pogodziłam z jednym faktem: czasem ta sama przyjaźń po latach już nie jest tą samą. Bo i ja się zmieniam i ona się zmienia, z czasem po prostu widzisz jak film wstecz sytuacje, w których "dobroć" przyjaciółki była podyktowana czym innym niż "troską" o ciebie, niż "zyczliwością" itd...
Święta prawda- dodam jeszcze, że czasem przeradza sie w bardzo toksyczną relację, od której nie można się uwolnić...
No i ten żal,że jestem tylko od czasu do czasu potrzebna do realizacji jej własnych planów... bo niestety tak jest...
A jak jestem niepotrzebna, to tygodniami cisza...
Tysiąc razy obiecywałam sobie- nie zgadzaj się na to, czy na tamto, a jednak zawsze ( no przeważnie ) daję się namówić, a potem żałuję, bo przy najbliższej okazji jestem olana totalnie...
I tak od wielu lat- 6 czy 7 - teraz i tak jest lepiej, już mnie to tak nie wzrusza, ale był ciężki czas...
A czy zerwałyście przyjaźń? Ja tak. I nie żałuję.
Przyjaźń???? To już zwykła , ale nadal toksyczna znajomość!!!
Wiesz, chciałabym , ale to nie takie proste, mamy dzieci prawie w tym samym wieku,które się kolegują, nasi mężowie się lubią, mieszkamy koło siebie, naprawdę to trudne...
Ja nie dzwonię, nie zagaduję na gg, czasem coś zaproponuję, ale ostatnimi miesiącami w zasadzie nie, bo nie chcę właściwie słyszeć, że: "nie dam rady bo: gotuję, piorę, sprzątam, muszę zrobić zakupy, jechać do banku itp itd... wiecznie to samo"
W zeszłym roku zostały przekroczone wszelkie granice mojej cierpliwości - wygarnęłam prosto w oczy co o tym myślę, nie pomogło!!! znowu to samo...
Jestem wściekła,że dałam się zmanipulować i zgodziłam się na częściowo wspólne wakacje, choć i tak mam w tym swój interes, bo córka nastolatka - niechętnie jeździ z nami , bo nudno, a tak będzie miała towarzystwo koleżanki...
Muszę przyznać, że nie mam skrupułów by kończyć niewygodne lub toksyczne znajomości czy przyjaźnie. Najczęściej same się one rozmywają, ale czasem trzeba je zakończyć i to nie jest łatwe, ale ..... oczyszczające ![]()
Nie wiem ale wydaje mi się, że u facetów łatwiej o przyjaźń.
Zauważyłam na przykład, że kiedy kobieta się zakochuje, to przyjaźń schodzi na inny plan, no chyba, że się musi wyżalić, wtedy sobie przypomina. Kiedy facet się zakochuje, to jego przyjaźnie nie schodzą na tak odległy plan jak u kobiet. Fakt poświęca im mniej czasu bo ma teraz swoją kobietę ale i tak według mnie poświęca kumplom więcej czasu niż kobieta swoim koleżankom.
U kobiet chyba też szybciej obserwuje się zjawisko : zazdrości. Sama się kiedyś na tym złapałam, że naszły mnie myśli : czemu jej się zawsze układa
ale też zawsze się cieszę z sukcesów moich bliskich kumpelek.
Na przyjaźń jednak póki co nie stawiam, nie mam kogoś takiego wśród kobiet, komu naprawdę mogę zaufać. Przejechałam się, trudno, przykro, ale nie jest tak, że nigdy nikomu już nie zaufam... Po prostu jestem już bardzo ostrożna.
44 2012-04-30 23:26:17 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2012-04-30 23:32:31)
nigdy nikomu już nie zaufam nigdy nie mów nigdy ![]()
Kasia27, z facetami też bywa różnie, tyle że u nich zasady funkcjonowania w przyjaźni są prostsze, bo w grę nie wchodzą emocje, rozbudowane życie uczuciowe..... Nie spotkałam się również u facetów z pojęciem "podbudowywania się" kosztem przyjaciela, dawania co krok złotych rad dotyczących związku podyktowanych "troską" o kolegę, - tego szczerze nie znoszę w niektórych kobietach.
Rzecz dla mnie niepojęta: faceci się potrafią pobić po czym za kilka minut wypić razem piwo.
Kobieta: uraz do końca życia, zbuntuje inne kobiety przeciwko "oprawczyni", nawymysla plotek, zmieni wersję wydarzeń na swoją korzyść. Ot taka subtelna różnica ![]()
Dawno dawno temu,za górami, za lasami... miałam 2 przyjaciółki. Jedna wyjechała do Kanady druga została Świadkiem Jehowy. Z Kanadyjką utrzymuję kontakt,ale to już nie jest przyjaźń, to dwa różne swiaty, została więc znajomość. Ze świadkową raz na rok, na ulicy zamienie 5 słów,ale juz nie mamy wspólnych tematów niestety.
Teraz natomiast wlaściwie nie mam koleżanki w realu, mam przyjaciółkę w necie i tyle. Wszystkie koleżanki realne pogoniłam. Na moje szczęście w nieszczęściu mam chyba za bardzo przystojnego męża, grzecznego dla kobiet i na dodatek taki który rozumie kobiety. Wymarzony przyjaciel, i pseudokolezanki lgneły do niego jak muchy do miodu, nie wiedziały tylko że u nas szczerość to podstawa. Ech...
Tak serio, to boję sie miec kogos blisko, a czasem bardzo potrzebuję, od 2 lat o kurcze wlasciwie 3 lat mam znajomych tylko w necie, a w realu jestem diabelnie samotna. Ale ciężko mi zaufać...
46 2012-05-01 11:19:12 Ostatnio edytowany przez Koliber (2012-05-01 11:21:56)
Catwoman napisał/a:Ja się pogodziłam z jednym faktem: czasem ta sama przyjaźń po latach już nie jest tą samą. Bo i ja się zmieniam i ona się zmienia, z czasem po prostu widzisz jak film wstecz sytuacje, w których "dobroć" przyjaciółki była podyktowana czym innym niż "troską" o ciebie, niż "zyczliwością" itd...
Święta prawda- dodam jeszcze, że czasem przeradza sie w bardzo toksyczną relację, od której nie można się uwolnić...
No i ten żal,że jestem tylko od czasu do czasu potrzebna do realizacji jej własnych planów... bo niestety tak jest...
A jak jestem niepotrzebna, to tygodniami cisza...
w takim razie to żadna przyjaźń
ja potrafiłam pół roku nie widzieć sie ze swoja przyjaciółka, dwa smsy wymieniłyśmy przez ten czas ale jak sie spotkałyśmy to nie było żadnych żali tylko fajnie spędzony czas
A czy zerwałyście przyjaźń? Ja tak. I nie żałuję.
ja nie, od lat te same
ja potrafiłam pół roku nie widzieć sie ze swoja przyjaciółka, dwa smsy wymieniłyśmy przez ten czas ale jak sie spotkałyśmy to nie było żadnych żali tylko fajnie spędzony czas i to jest prawdziwa przyjaźń właśnie. Możesz się nie widzieć pół roku a gdy się spotykacie, to rozmowa zaczyna się od miejsca, w którym się urwała ![]()
dokładnie tak Cat...:)
mam takie dwie koleżanki, był czas że chodziłyśmy razem po klubach, rzadki kontakt ale wiem że nigdy nie bedą moimi przyjaciókami bo chciałyby być w moim zyciu na pierwszym miejscu, nie raz słyszałam teksty typu:a dlaczego masz inne koleżanki-my powinnyśmy ci wystarczyć, po co chcesz brać swojego chłopaka do klubu-to jest tylko babskie spotkanie, po czym na miejscu okazywało sie że pod klubem czekali już na nie ich kochasie ale mój to by tam wadził i w ogóle decydentki...
mam do nich szacunek z racji tego że jakis tam okres czasu spedziłyśmy razem ale spotkania ograniczam do minimum i nie mam oporów powiedzieć wprost że nie mam ochoty sie z nimi widzieć
Koliber no nie dziwię się. Ja unikam tzw. "psiapsiółek" czyli : wspólne zakupy obowiązkowo, kolegujemy się tylko ze sobą, sobie powierzamy wszystkie tajemnice, itd. To było dobre w podstawówce, niestety jak się okazuje takie kobiety TEŻ SĄ w wieku 20 + ! Unikam
Moje przyjaciółki mieszkają zagranicą więc trudno mi się z nimi widywać często, ale piszemy na komunikatorach prawie codziennie.
no jak za granicą to faktycznie...ale kontakt macie i to się liczy:)
W ogóle.... jedna kwestia jeszcze dotycząca przyjaźni: czy mówicie swoim przyjaciółkom totalnie WSZYSTKO?Albo inaczej:L czy one tego oczekują, a wy jako przyjaciółki tego oczekujecie?
Ja niczego nie oczekuje od swoich przyjaciółek i nie mam blokady w mówieniu o sobie czy swoim życiu i wyczuwam że one też...ja gadam o wszystkim:)
53 2012-05-01 19:50:54 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-05-01 19:53:20)
w wieku 22-26 lat bardzo stawialam na lojalnosc, szukalam tez singielek. bo laski od pary nigdzie nie wychodzily. raz zabolalo mnie gdy sylwia wyjechala do NIemiec, drugi raz jak kolezanka wyszla za maz i pojechala daleko do chlopa.
coz. dzis kazdy ma rodzine i brak czasu.
mam 4 przyjaciółki..jedną znam od przedszkola, dwie ze szkoły, czwartą z pracy..nie rozumiem, co to znaczy w przyjaźni zazdrość..cieszymy się swoimi sukcesami..kiedy któraś potrzebuje postawienia do pionu, nie obraża się, kiedy się nią potrzepie..a że każda ma inny charakter, to do jednej można dotrzeć "od kuchni", a do innej trzeba walić z grubej rury..nie oczekuję, żeby mówiły mi wszystko, no chyba, że wszystko, żeby mnie doprowadzić do porządku..szanuję ich intymność, prawo do prywatności, ale i tak tematów tabu nie mamy przed sobą..wprawdzie od lat nie korzystałam, ale z przyjaciółką z pracy uruchamiałyśmy tzw. nocne pogotowie..w razie chandry pełna gotowość..
ja bez przyjaźni nie dałabym rady funkcjonować..potrzebuję ludzi, bratniej duszy...wystarczy mi świadomość, że taką mam, a już czuję się lepiej..
Czy mówię wszystko, czy ona mi mówi ?
Sama świadomość, że ma się taką przyjaźń, gdzie można powiedzieć wszystko jest super. A gdy coś takiego istnieje to nie ma blokady, każda mówi to co chce powiedzieć. Najważniejsze to nie musieć się nigdy zastanawiać czy można zaufać ... trzeba sobie zdawać sprawę z jeszcze jednej rzeczy po co coś komuś mówimy ? Czy aby się tylko wygadać czy chcieć pogadać. W pierwszym przypadku może się nam nie spodobać, że ktoś coś widzi inaczej, a w drugim powinno się być na to przygotowanym.
Z tymi przyjaciółkami, które mam również nie mamy tematów tabu, zwłaszcza z jedną, która jest moją totalnie bratnią duszą
Jest jak siostra, której nigdy nie miałam, starsza ode mnie, ma nastoletnią córkę. Nie psiapsiółkujemy, obecnie widujemy się rzadko, ale regularnie gadamy przez komunikator, nie ograniczamy się również "psychicznie" w jakikolwiek sposób.
Kilka przyjaźni w swoim życiu zakończyłam, a zupełnie nie spodziewałam się, że akurat te, które mam będa przyjaźniami.
Ja mam jedną przyjaciółkę, której naprawdę mogę zaufac, powierzyc jej wszystkie moje największe sekrety. Ale nie było tak zawsze.
Poznałyśmy się w gimnazjum, nasza przyjaźń rosła, stałyśmy się dla siebie jak siostry. Niestety miałyśmy też w tym okresie naszego życia niezbyt mądre pomysły, zaczęłyśmy imprezowac, był alkohol, wracanie nad ranem do domu. Nie chcę jej obwiniac ale to ona była prowodyrką tych wypadów. Matka od zawsze trzymała ją pod kloszem, ona nie miała znajomych, ciągle musiała się uczyc. Więc kiedy tylko poczuła trochę wolności to przewróciło jej się w głowie. Kiedy jej matka szła do pracy na noc to mnie wyciągała. Kiedy nadchodziła północ i musiałam już wrócic do domu to prosiła mnie byśmy jeszcze zostały. I któregoś dnia jej matka o wszystkim się dowiedziała. Że wychodziłyśmy w nocy, że piłyśmy alkohol. i jej matka wszystko zwaliła na mnie! jej córcia przecież nie mogła robic czegoś takiego, że to ja ją wyciągałam! Zabroniła się nam spotykac. Nie mogłam już nawet zapukac do jej drzwi. Straciłam najlepszą przyjaciółkę, a w między czasie poznałam pewnego chłopaka, który nie był zbyt dobry dla mnie, on pochodził z patologicznej rodziny. Ja wtedy poczułam, że jej już nigdy nie odzyskam ale mam za to podporę w nim! To było błędne koło. Ja zaczęłam wagarowac, razem z nim. Piłam alkohol. A ona o wszystkim wiedziała i już zupełnie odwróciła się ode mnie, już nawet nie rozmawiała ze mną na ulicy! nie znała mnie. To bardzo bolało bo przecież ona sama kiedyś taka była! Tylko że ona się poźniej poprawiła, a ja niestety nie.
Po jakimś czasie ja już zmądrzałam, porzuciłam znajomosc z tym chłopakiem, wzięłam się ostro za naukę, w między czasei zmarł mój kochany tata, który sam mnie wychowywał. Musiałam dorosnąc. Poszłam na studia. w tym samym czasie moja dawna przyjaciółka, też poszła na tą samą uczelnie, wyszła za mąż, urodziła dziecko. I znów zaczęłyśmy się spotykac, rozmawiac. Wszystko wróciło! Jesteśmy teraz mądrymi kobietami, po prostu miałyśmy głupi wiek.
Wybaczyłam jej że mnie wtedy odrzuciła ale trochę też się jej nie dziwię. Na co komu taka przyjaźń, która ciągnie człowieka na dno?
W ogóle.... jedna kwestia jeszcze dotycząca przyjaźni: czy mówicie swoim przyjaciółkom totalnie WSZYSTKO?Albo inaczej:L czy one tego oczekują, a wy jako przyjaciółki tego oczekujecie?
Ja od bliskich mi osób również niczego nie oczekuję.
Myślę, że najważniejsza jest świadomość, że ktoś zawsze jest obok. Czasami jest tak, że wystarczy tego świadomość, niekiedy bywa, że jednak potrzebne jest wygadanie się, a nawet wykrzyczenie czy wypłakanie.
Tu nie ma reguły moim zdaniem. Najważniejsze to mieć kogoś, komu jeśli będzie się miało potrzebę, będzie można właśnie to wszystko powiedzieć ![]()
Jeśli chodzi o przyjaźń.. Myślę, że mam jedną taką przyjaciółkę, której mogę powiedzieć co mi leży na sercu, z którą mogę wyjść, pośmiać się, albo najeść się tego co najbardziej niezdrowe. Ale już więcej nawet mówię własnemu chłopakowi, który jest mi najlepszym przyjacielem.
Miałam swego czasu wokół siebie kilka " przyjaciółek", których w tym momencie nie nazwałabym tak nigdy. Takie kontakty trwały rok, zaczęły podupadać, zaczęłyśmy się sprzeczać o co popadnie, a ja zwykle miałam po dziurki w nosie wysłuchiwania tego jak im jest źle, a co lepsze, że tylko one mają w życiu pod górkę, a jak tylko zaczynałam mówić, że życie jest piękne i każdy ma problemy - stawałam się wrogiem numer 1.
5 lat przyjaźniłam się z pewnym chłopakiem. Nigdy między nami nic nie było, nawet najmniejszej iskry. Jestem od niego 3 lata młodsza i od pierwszego dnia naszej znajomości, traktował mnie jak swoją siostrę. Niestety, takie coś też się skoczyło, przez.. Jego głupotę i natręctwo jego dziewczyny. Dlatego od pewnego czasu przestałam wierzyć w taki "bajer" jak przyjaźn. Znajomi - ok, ale trzymam dystans, bo mam dość zmian ludzi przy sobie częściej niż przewiduje ustawa.
Przyjaźń między kobietami na pewno istnieje. Tak uważam mimo,że właśnie powoli "dogorywa" moja przyjaźń. Znałyśmy się wiele lat a w ostatnich kilku bardzo się do siebie zbliżyłyśmy. Spotykałyśmy się, dzwoniłyśmy do siebie a raz do roku wyjeżdżałyśmy gdzieś razem. Obiecałyśmy sobie,że jeżeli będziemy miały ochotę skończyć tę przyjaźń to o tym sobie powiemy. Łatwo powiedzieć trudniej zrobić. No bo jak powiedzieć komuś kto jeszcze jest zaangażowany emocjonalnie,że już nie widzimy możliwości aby wszystko było jak dawniej. Od kilku miesięcy mamy coraz rzadsze kontakty. Nie usłyszałam, że to koniec przyjaźni, ale to się czuje. Jest smutno...
Tak, przyjaźń miedzy kobietami jest możliwa.Nasza płec większośc czasu poświęca rodzinie. Po pojawieniu się dzieci kontakty z przyjaciółkami ulegają jakby zawieszeniu. U mężczyzn zaobserwowałam coś innego. Są wręcz wściekli, gdy żona i dzieci, dziewczyna, partnerka nazbyt czas zabierają. Jeszcze gorzej gdy dziewczyna czy też żona, za wszelką cenę chce go odsunąc od ludzi, z którymi zna się jak przysłowiowe łyse konie.
Mam przyjaciółki, lecz kontakt z nimi jest utrudniony. Wyprowadziłam się w strony męża, a one podobnież migrują. Jedna jest zapracowaną singielką i dopasowanie czasowe średnio nam wychodzi. Tutaj gdzie mieszkam mam dwie dobre koleżanki, też nie pochodzące stąd. Okazuje się, że napływowym trudno jest wejśc w nowe środowisko. Na wsi jest ono wyjątkowo hermetyczne, na nowego patrzy się nieufnie.
Mogłabym napisac, że stara przyjaźń nie rdzewieje. Mnie połączyły z moimi przyjaciółkami pewne przejścia. Nie na darmo mówi się o poznawaniu przyjaciela w biedzie.
Wiele znajomości zerwałam, bo były męczące. Nie wiem czy ktoś lubi, gdy dana osoba sama wpada kiedy jej wygodnie, w drugą stronę zaś to nie działa i trzeba się anonsowac. Jest wiecznie w potrzebie, ale tylko ona. Mało tego, składa kilkadziesiąt wizyt, a rewanżu jak nie było, tak nie ma.
Niestety, to czego w kobietach nie lubię, nazywane jest bezinteresowną zawiścią. Myślę, że na tym polu przodujemy i dlatego tak trudno nam kobietom znaleśc bratnią duszę.
Jeśli przyjaźnie urywają się z powodu zajęcia się domem to wątpię ,że były to prawdziwe przyjaźnie:) Może po prostu koleżeństwo lub zwykła znajomość
Co oczywiście nie jest złe, ale nazywając je po imieniu, można uniknąć rozczarowania, że "przyjaciółka" zawiodła.
Zarówno dla mnie jak i mojego męża przyjaźń jest ważna, nie mamy wielu przyjaciół, ale dbamy o nich, staramy się spotykać regularnie a jak nie, to na pewno kontaktować w jakikolwiek sposób.
63 2012-05-26 17:35:20 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-05-26 17:45:10)
Całkiem możliwe, ze to może podpadac pod koleżeństwo czy znajomośc.
Akurat ta osoba została szczęsliwą mamą bliźniaków, mającą do dyspozycji dychawicznego malucha, żeby było śmieszniej na spółkę z mężem. Dawne czasy, kiedy w soboty i niedziele parę linii kursowało, telefonów komórkowych nie było. Moje odwiedziny u niej to była cała wyprawa ( toboły z pieluchami tetrowymi itp).
Teraz są inne możliwości, logistycznie niby łatwiej. Młodzi, pracujący rodzice nie wyrabiają, czas pracy, dojazdy, korki, gonitwa do żłobka czy przedszkola. Chyba, ze jest się na wychowawczym, ewentualnie dziadkowie zaangażowani, opiekunka.
No właśnie- czy to nie paradoks dzisiejszych czasów?
trudno się spotkać bo TO bo TAMTO bo AUTA nie ma..... tak naprawdę to błędne koło, w które się czasem ludzie wpędzają, a to z kolei tworzy wymówki, które wyglądają jak autentycznie poważne problemy
Tak, znam to. CZAS....
Dlatego młodym ludziom współczuję. Nawet przyjaźń musi byc wciśnięta do kalendarza pomiędzy szkolenie, nadgodziny ( o ile jeszcze łaskawie szef za nie zapłaci). Młody rodzic chcąc dla dziecka jak najlepiej, prowadza go na basen, lekcje gry na czymś tam, tańca, języka i Bóg wie czego.
Umowy śmieciowe powinny by surowo zakazane. Za mobbing w pracy też szefostwo powinno beknąc.Teraz pracuje się na okrągły zegar, nie ma czasu dla rodziny, dzieci. Nie mówiąc o przyjaciołach, znajomych. Cierpią na tym relacje międzyludzkie, dziczejemy.