Witam,
Mam 22 lata i obecnie mieszkam w Toronto. Przyjechalam tu pol roku temu, rok po skonczeniu szkoly sredniej i zrobieniu matury. W Polsce wychowalam sie na wsi gdzie nie mialam rowiesnikow, ale za to mialam 5 rodzenstwa z tym, ze sa ode mnie duzo starsi. Moje starsze rodzenstwo jest z malzenstwa mojej mamy i brata mojego ojca. On umarl a mama bedac samotna ulegla mojemu ojcu pewnwj nocy i za 9 miesiecy urodzilam sie ja. rodzina ojca zawsze dawala mi odczuc, ze jestem wielka pomylka i wogole nie powinno mnie tu byc na swiecie. Wiem tez, ze jak tylko dowiedzieli sie o ciazy mamy to namawiali ja by usunela. Nawet namawial ja do tego moj ojciec, a kiedy juz sie urodzilam odtracal mnie i nie pozwalal mi do siebie mowic "tato". Z mama rowniez w dziecinstwie nie mialam idealnych kontaktow, ale z czasem to sie polepszalo chociaz ona do tej pory nie rozumie mojego problemu. Ojciec zawsze z nami mieszkal pomimo tego ze nie wzieli ze soba slubu (bo on nie chcial), i wiem tez ze ze soba nie wspolzyli. Ojciec naduzywal tez alkoholu przez co byly czeste awantury w domu, niezaleznie od tego czy to byl zwykly dzien, niedziela czy Wigilia Bozego Narodzenia. Ja zawsze czulam sie winna za te klotnie poniewaz uwazalam ze gdybym sie nie urodzila ojciec by tu nie mieszkal by nie pil a mama bylaby szczesliwsza. Coraz bardziej zamykalam sie w sobie, nie majac komu sie zwierzyc. Potem kiedy zaczelam chodzic do szkoly czulam sie gorsza od kolezanek i kolegow. Moj stan pogardy dla samej siebie sie poglebial. Nie mialam zadnej kolezanki wciaz chodzilam sama a inni sie ze mnie smiali. W nocy zawsze moczylam lozko a mama zawsze byla na mnie zla.W 6 klasie szkoly podstawowej zakolegowalam sie z jedna z dziewczyn z klasy(bylo nas tylko5), jednak kiedy po wakacjach poszlismy do Gimnazjum ona poznajac inne kolezanki odtracila mnie. A ja przestalam sie uczyc bo wciaz myslalam ze jestem nikim. Znow samotnosc, ciagly placz, zdenerwowanie i klotnie ze wszystkimi o wszystko. Ale przed wszystkimi w domu udawalam ze jest wszystko ok, ze jestem szczesliwa, a w szkole mam duzo kolezanek. Mama nigdy nie zauwazyla co sie ze mna dzieje. Pewnego dnia do domu przyprowadzilam kolege z klasy( to byl nie lada wyczyn bo bylam bardzo nie smiala) jednak mama zaczela sie ze mnie smiac ze przyprowadzam chlopaka zaczela mowic to do rodziny i przez to docinki zamknelam sie jeszcze bardziej na chlopakow. Wciaz zylam we wlasnym swiecie, nie rozumiejac rodziny ani rowiesnikow ktorzy wedlug mnie byli nie dojrzali, dziecinni pomimo ze bardzo pragnelam ich przyjazni. Po trzech latach nauki w gimnazjum poszlam do szkoly sredniej. Tam nowe otoczenie, zamieszkanie w internacie. Nie umialam sobie poradzic ze stresem niesmialoscia glupimi docinkami ze strony rowiesnikow. Zaczelam myslec o samobojstwie ale nigdy nie mialam odwagi zrealizowac moich mysli. Tam po 2 latach samotnosci poznalam kolezanke i to byla prawdziwa przyjazn ktora nadal trwa.
Kiedy bylam jeszcze w podstawowce moj ojciec wyjechal do Kanady i tym bardziej sie jeszcze od siebie oddalilismy. Przez jakis czas dzwonil potem przestal ale wzial mnie do Kanady. Myslalam ze bedziemy miec kontakt ale nie potrafilismy przelamac lodow i ja nie umialam i nie umiem wybaczyc tego ze go nie bylo gdy najbardziej go potrzebowalam. Jestem teraz w Kanadzie ale nie widujemy sie wogole( od 3 lat go juz nie widzialam). Tutaj na poczatku mialam prace ale nie poradzilam sobie i mnie zwolnili a ja dostalam zalamania. Nie pracuje i wciaz klamie. Zyje z tego co udalo mi sie zaoszczedzic jak pracowalam. Nikt nie wie o moim problemie. Pisuje tylko z obcymi mezczyznami na czacie internetowym, uprawiam cybersex( a tak naprawde jestem dziewica). Umawiam sie na skypa i tam sie onanizujemy. Uzaleznilam sie od tego. Czuje ze jestem godna pozalowania. Nadal mysle o samobojstwie i chce umrzec tylko brak mi odwagi. Potrzebuje pomocy ale boje sie o nia wolac bo boje sie odrzucenia. Pomozcie mi. Czekam na wasze wpisy to mnie podtrzyma na duchu
Dziekuje
Podobne tematy
2 2011-10-06 12:00:42 Ostatnio edytowany przez BlackAngel (2011-10-06 12:01:26)
Po pierwsze TY nie jesteś winna TEMU ŻE SIĘ URODZIŁAŚ!! Sama się nie poczęłaś, a skoro matka Cię urodziła to jesteś już w jakiś sposób obdarzona miłością. Zamknij uszy na to, co mówią i co mówili. Nie możesz czuć się winna niczemu, bo nikt nie pytał Cię o zdanie! Nie noś tego w sobie, bo jak widzisz to Cię tylko przygnębia, a nawet doprowadza do myśli samobójczych. Nikt na pewno Tobą gardzić nie będzie, przecież to nie Ty wybierałaś sobie takie życie. Wyrwij się z tego!
Nie będzie Ci łatwo, ale zamknij ten rozdział w swoim życiu, zacznij od pustej, czystej kartki. Wymaż z pamięci całą przeszłość. Poszukaj terapii- zapewne są ludzie, którzy mają podobne problemy..
Stań na nogi, masz przyjaciółkę, prawdziwą przyjaciółkę- na pewno jest oparciem dla Ciebie.
Zacznij żyć normalnie, pełną parą, bo jesteś bardzo młoda, wszystko jeszcze przed Tobą. Poszukaj znajomości w internecie (ale normalnej, koleżeńskiej) Nie musisz nikomu spowiadać się ze swojej przeszłości. Na pewno uzyskasz akceptację w otoczeniu. Zobaczysz że dzięki Twojej ciężkiej pracy wyjdziesz na prostą. Poszukaj specjalisty, jak boisz się spotkania face to face to internetowa terapia także istnieje. Wierzę w Ciebie, że się podniesiesz!
Moja poprzedniczka ma rację! Ty nie jesteś niczemu winna! Ale to, że twoje losy tak się potoczyły, że urodziłaś się w takiej rodzinie, w takich okolicznościach to wcale nie znaczy że musisz dalej tak żyć. Jeśli źle czujesz się w tym otoczeniu zacznij od nowa, w nowym miejscu, z nowymi ludźmi. Najważniejszą rzeczą jest to abyś się nie poddawała i z podniesioną głową szła dalej przez te życie. Musisz być bardzo zdesperowana skoro myślisz nieraz o samobójstwie, ale to nie jest wyjście. Życie jest piękne, tylko musisz to dostrzec. Wyjdź do ludzi, nie wszyscy są zgorzkniali i źli. Gdzieś na świecie na pewno jest ten jeden jedyny, który zaakceptuje cię taką jaka jesteś ze wszystkim: z twoimi wadami, z przyzwyczajeniami, z twoją przeszłością. Tylko musisz się wziąć w garść. Nie masz oparcia w rodzinie, ale znajdź inną motywację do walki. Warto zawalczyć o swoją przyszłość. Bo możesz lepiej żyć.
Życzę dużo powodzenia i samych dobrych ludzi na twojej drodze! ![]()
Dziekuje wam za dobre rady i wiem, ze jesli sama sobie nie pomoge to nikt tego nie zrobi. Tylko ze ja to wiem od dawna.....i co z tego? Nie umiem sie przelamac
Pomyśl o lepszym życiu. Zacznij ryzykować, przecież nic nie tracisz, a możesz tylko wiele zyskać. Na pewno w końcu trafisz na dobrych ludzi którzy ci pomogą.
Aguska20 Bardzo bym chciala by stalo sie tak jak piszesz. Chcialabym wreszcie zaczac nowe zycie zdala od rodziny moze wtedy osiagne spokoj. Bedac jak najdalej od nich
Jeżeli zaczniesz z tym walkę to klęski nie poniesiesz
Brnij do przodu, przecież życie czeka ![]()