beladonna, teraz moja kolej:)
gotowanie - Twoja sprawa i Twoja decyzja. Jesi Ci to nie przeszkadza to ja tez w tym problemu nie widze. To samo pozostale czynnosci, powiedzmy, gospodarskie. Tez nie jestem za odgrywaniem sie na mezu na sile, wydawalo mi sie z Twoich wczesniejszych postow, ze jednak taki stan rzeczy nie do konca Ci odpowiada. Ale skoro odpowiada to no problem.
Czy odpowiadajac na moje pytania 1 i 2 uswiadomilas sobie, ze Twoje rozterki i zly nastroj wlasciwie sama w sobie wywolujesz? Skoro postanowiliscie razem, ze takie zimne niby malzenstwo nie warte jest kontynuacji i rozstajecie sie to musisz tez pogodzic sie z tym, ze koniec to koniec a nie pol konca.
Kazde z Was ma prawo do przezywania tej decyzji na swoj sposob: Ty chcesz przejsc okres zalobny i masz do tego prawo ale Twoj wkrotce ex-maz, nie ma tej potrzeby, chce od razu przec do przodu - tez ma takie prawo. On Cie nie zmusil do decyzji o rozwodzie - Ty tez tego chcialas wiec skoro powiedzialo sie A to trzeba powiedziec i B, mam na mysli to, ze zycie Twojego meza toczy sie dalej...z nowa partnerka (nie nazywaj jej dziwka ani szmata..nie odebrala Ci meza, skoro poznali sie juz po waszej decyzji).
Twoje zycie tez sie toczy i tylko od Ciebie (nikogo wiecej) zalezy, jak ono sie teraz potoczy. Czy je sobie zmarnujesz siedzac i placzac nad rozlanym mlekiem, myslac, czy daloby sie jakas iskre wywolac w umarlym zwiazku (moim zdaniem malzenstwo to nie akumulator, jak zdechlo to nic go nie ozywi), czy ktos Cie jeszcze pokocha ( adlaczego nie?) i takie tam coby bylo gdyby..czy tez wezmiesz przyslowiowego byka za rogi i wyjdziesz do swiata z usmiechem na twarzy. A swiat usmiechy odwzajemnia.
Piszesz, ze Ci szkoda pol zycia spedzonego razem..watpie, ze to pol zycia, skoro masz TYLKO 35 lat. Teraz masz tyle czasu i szans na poprawe swego losu i przezycie pieknej milosci, co byloby gdybyscie powegetowali jeszcze z nascie lat razem i jako 50-latka zostalabys albo sama albo z mezem i kochanka? To by bylo pol zycia calkowcie zmarnowanego, nie przezytego razem ale obok.
Caly ten Twoj ad. 4 wyrzucilabym natychmiast na smietnik. Co to za przeszkody do bycia szczesliwa jeszcze raz:
-za stara (heh??? zna mnostwo kobiet, ktore dopiero po 30-tce wychodza pierwszy raz za maz),
-za gruba (chyba da sie cos z tym zrobic?),
-bezdzietna (nie znam przyczyn, trudno cos odpowiedziec w te kwestii) ale.. wiesz lepiej poki co w tej sytuacji, ze dzieci brak no ich brak nie przekresla zycia kobiety, mozesz robic wszystko z mysla o sobie i dla siebie
- wynajete gowniane mieszkanie - a kto Ci kaze na takie sie skazywac? przeciez to frajda jak nie wiem co kupic male ale wlasne i zrobic z niego swoja oaze spokoju, do ktorej fajnie jest wracac wieczorami. Urzadzanie od podstaw wedlug wlasnego widzimisie..czy moze byc cos fajniejszego? Kazdy nowy detal jaki sama do niego wniesiesz da Ci wielka satysfakcje, to bedzie Twoje wlasne gniazdko, przez Ciebie stworzone.
Samotnosc..wybacz, ale sama sie na nia skazujesz, mentalnie, wmawiasz sobie, ze bedziesz samotna bo odejdzie Twoj maz. A czy teraz nie jestes juz samotna? To on swa fizyczna obecnoscia sprawia, ze teraz jest dobrze a jak odejdzie to swiat opustoszeje? Jeden czlowiek stanowi Twoj swiat?.... Ja tez nie mam stada znajomych, nawet nie chce, bo nie lubie takich niby spedow i pogaduszek o byle czym. Przyjaciolki..hmm..moze raczej blizsze kolezanki, tez ze dwie mam, z rodzina lubie rozmawiac o pogodzie, dzieciach, planach swiatecznych a nie o moich rozterkach. A mimo to nie czuje sie wcale samotna. Zyje na planecie pelnej ludzi i innych ciekawych stworzen i zjawisk, wiec jaka samotnosc?Lubie swoje wlasne towarzystwo, lubie lazic po lesie, obserwowac przyrode, podrozowac do fajnych miejsc i przygladac sie innym kulturom, lubie eksperymentowac w kuchni dla siebie i kogokolwiek mam ochote tym uraczyc. Do tego potrzebne mi jedynie zdrowie, dobry nastroj, chec, troche kasy nie zaszkodzi i juz. Nie musze byc szczupla czy mloda by moc cieszyc sie swoim zyciem.
I wiesz co? Tacy naladowanie pozytywna energia ludzie jak magnesy przyciagaja innych.
Przez okolo 6 lat bylam samotna mama i nigdy nie myslalam, ze tak juz zawsze bedzie. Ale zamiast narzekac na swoj ciezki los kobiety samotnej, juz nie mlodej, dzieciatej (tez niedobrze) i zamiast polowac na ew. kandydata na meza zajelam sie soba, dzieckiem, urzadzaniem mieszkania, w wolnym czasie hobby (tak jak Ty) no i majac mniej wiecej tyle lat co Ty teraz poznalam swojego meza. Z ktorym przezylam 10 lat, dobrych i gorszych i z ktorym po tych 10 latach coraz zimniejszej wegetacji tez sie rozwiodlam, bo nie chcialam skazac sie na kolejnych 10 lat zycia bez milosci. Dla mnie lepsza bylaby tzw. samotnosc i budowanie wszystkiego od nowa niz zycie do konca dni swoich jak zywy trup.
Teraz mam wiecej lat niz Ty i wspanialego mezczyzne obok, odmlodnialam (w oczach wlasnych i tych co mnie wczesniej znali), schudlam (a ciezko cholera bylo) i splacam diabelnie wielki kredyt. A swiat kreci sie dalej i cieszy mnie kazdego dnia. Nigdy nie jest za pozno na zmiany na lepsze:)