netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

21 odpowiedzi3 951 wyświetleńzałożony przez beladonna, 02.10.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 22 ]

1

Temat: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

siedzę na sofie, w naszym jeszcze mieszkaniu z kredytem hipotecznym na głowie.
laptop na kolanach
pies w nogach
mąż u kochanki.

w maju, po 13 latach małżeństwa i coraz większej pustki między nami postanowiliśmy się rozwieść.
nadal mieszkamy razem i nic jeszcze nie zostało załatwione.
ja spędzam samotne wieczory i noce w domu
on, szybko pocieszył się w ramionach nowej kobiety. rozwódki. młodszej. szczuplejszej. ładniejszej. nowej. wychodzi w piątek wraca w niedzielę...


poradziłabym sobie z obopólnym kryzysem, ale teraz... czuję się gorsza. beznadziejna.  brzydka i gruba.
wieczorami płaczę
i boję się że już zawsze będę sama...

2

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

A tam. Takim gadaniem to wiesz co? Sama dorzucasz sobie 100 kilo wagi i 200 kilo celulitu.
Pogon buraka, jak mu tak dobrze u swojej panienki to niech spada, brakuje jeszcze zebys mu obiady gotowala, a on na weekend do tamtej na rozrywki latal.
Cos sie skonczylo, ale zaczelo cos nowego. Sama jestes pania swojego losu, nie trac czasu.

3

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

P&P no tak mniej więcej jest, o ironio.
gotuję, przecież nie będę żyć kanapkami. ot na przykład wczoraj pyszna zupa krem z dyni.
pan mąż wraca nocą zmęczony po kolejnej randce z panią Basią. i siuuu do lodóweczki po zupę.
kiepski ten film wiem.

4

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

Matulu! I krew Cie nie zalewa wtedy? Bo mi sie w kieszeni noz otwiera i epitety takie cisna na usta, ze chyba Ciebie bardziej bym zwyzywala od glupich niz jego! Nudzisz sie, nie masz co robic, to pakuj mu walizeczki iniech do "Pani Basi" zjezdza! Radze dobrze, chociazby z szacunku do samej siebie.

5

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

na moją propozycję, żeby się wyprowadził ma stałą odpowiedź "że to jest tak samo jego mieszkanie jak moje", do Basi się nie przeprowadzi bo "za wcześnie jeszcze, nic pewnego". potrafi tylko rzucić czasem "trzeba szybko sprzedać mieszkanie i wyprowadzić się". niestety nic w tym celu nie robi...
a ja nie będę mu ułatwiać i robić wszystkiego za niego. może powinnam, ale i tak jest mi ciężko uporać się z codziennością. niedawno zmarł mój ojciec, zmieniłam pracę, teraz rozstanie...
podobno co 7 lat, życie człowieka ulega diametralnej zmianie... jeszcze tylko niecały rok...

6

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

temu pasożytowi po prostu jest wygodnie nadal z tobą mieszkać.. mój ojciec robił to samo z moją mamą...
niby nie wchodzili sobie w drogę, ale np:
-masło, cukier, kawka, jedzonko-wszystko w domu było, więc pasożyt sobie podżerał i nie musiał się martwić zakupami...
-łazieneczka posprzątana...
-ręczniki wyprane...

i coś trochę brutalnego, ale:
czy ty naprawdę masz ochotę myć kibel po tym pasożycie? a ręczniki? rozumiem, że pierzesz wasze ręczniki razem, a co jeśli cię zarazi jakąś rzeżączką czy innym syfem od kochanki (przez ręczniki można, poza tym skąd wiesz,czy się np twoim nie wyciera)

i zobacz, co jeśli poznasz jakiegoś fajnego faceta i nie będziesz go mogła zaprosić do domu, bo tam mieszka twój pasożyt? i co taki facet sobie pomyśli, jak się dowie, że mieszkacie razem???

daj sobie szansę. powiedz jasno, że sprzedajecie mieszkanie i koniec.
a jak słyszę, że biedaczek się do innej nie wyprowadzi, bo to za wcześnie, żeby wiedzieć, czy to poważny związek...to krew mnie zalewa... gość chce mieć wygodny domek pełny jedzenia i kochaneczkę na boku...
kopnij w d....... tego gościa.

7

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...
beladonna napisał/a:

siedzę na sofie, w naszym jeszcze mieszkaniu z kredytem hipotecznym na głowie.
laptop na kolanach
pies w nogach
mąż u kochanki.

w maju, po 13 latach małżeństwa i coraz większej pustki między nami postanowiliśmy się rozwieść.
nadal mieszkamy razem i nic jeszcze nie zostało załatwione.
ja spędzam samotne wieczory i noce w domu
on, szybko pocieszył się w ramionach nowej kobiety. rozwódki. młodszej. szczuplejszej. ładniejszej. nowej. wychodzi w piątek wraca w niedzielę...


poradziłabym sobie z obopólnym kryzysem, ale teraz... czuję się gorsza. beznadziejna.  brzydka i gruba.
wieczorami płaczę
i boję się że już zawsze będę sama...

Kochana, dość płaczu!!! Jesteś wartościową osobą, nie muszę Cię znać, by Ci to powiedzieć, jesteś młoda (35 lat to nie starość), życie przed Tobą. No i co, że tamta szczuplejsza, zaraz się nim znudzi. Weź życie w swoje ręce i nie daj się tak pomiatać, nie zasłużyłaś na taki los!!! Wykop go, gdzie pieprz rośnie, niech ta Baśka się nim nasyci albo udławi, jak kto woli. Wystąp o rozwód z wyłącznej winy męża, załatw go jego własną bronią. Nie poddawaj się i proszę mi tu bez takich, że "jestem beznadziejna, brzydka i gruba"!!!

8

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

Ej Beladonna, przecież jesteś lekiem na całe zło :-), tylko nie rozumiesz tego, a co gorsza ten Twój facecik tego nie rozumie, mam nadzieję, że jak zrozumie, to już będzie za późno, tak Ty będziesz już daleko do tego swojego dzisiejszego losu, Twój los się obróci na Twoją korzyść, pójdziesz swoją drogą, zapomnisz i zrozumiesz, że zamknęły się jedne drzwi, a za chwilkę otworzą się następne, przez które przejdziesz do nowego etapu swojego życia. Trzymam kciuki za Ciebie. Buziaki

9

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

dzięki kochane :*

10

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

A weź Ty go kobieto spakuj raz na zawsze, wystaw graty za drzwi i niech spada do kochanicy mieszkać!!!
Mam nadzieję, że mu już nie gotujesz, nie pierzesz, nie sprzątasz itd

Rzuci go nowa niunia to przyleci jak piesek.

11

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

beladonna i tak jestes silna ,ze gotujesz , ja nie potrafie nic zrobic ani ugotowac ani zjesc jakby nie mama to chyba bym się zagłodziła. nie mam apetytu i nie moge jesć. A macie dzieci????

12 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-10-03 10:58:17)

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...
beladonna napisał/a:

siedzę na sofie, w naszym jeszcze mieszkaniu z kredytem hipotecznym na głowie.
laptop na kolanach
pies w nogach
mąż u kochanki.

w maju, po 13 latach małżeństwa i coraz większej pustki między nami postanowiliśmy się rozwieść.
nadal mieszkamy razem i nic jeszcze nie zostało załatwione.
ja spędzam samotne wieczory i noce w domu
on, szybko pocieszył się w ramionach nowej kobiety. rozwódki. młodszej. szczuplejszej. ładniejszej. nowej. wychodzi w piątek wraca w niedzielę...


poradziłabym sobie z obopólnym kryzysem, ale teraz... czuję się gorsza. beznadziejna.  brzydka i gruba.
wieczorami płaczę
i boję się że już zawsze będę sama...

najpierw pytania, potem moze jakies, rady:)

pytanie1: postanowiLISCIE sie rozwiesc czy on postanowil? Bo skoro obopolna decyzja to skad zal, ze uklada sobie na nowo zycie? Zazdrosc, ze on znalazl kogos a Ty jeszcze nie? Znajdziesz i Ty tylko wstan z tej sofy:)

pytanie 2: skad wiesz jaka ta druga jest? widzialas ja, jej zdjecia, on opowiadal? to Twoja ocena tej pani czy jego czy moze obiektywna osob postronnych?

pytanie 3: skoro teraz czujesz sie bleee, to jak czulabys sie po kolejnych nastu latach coraz wiekszej pustki w malzenstwie? Ladniejsza, szczuplejsza, mlodsza, weselsza?

pytanie 4: dlaczego boisz sie, ze zawsze bedziesz sama? masz 35 lat a przecietna dlugosc zycia ludzkiego to 70-80 lat - troche czasu Ci zostalo na znalezienie drugiej polowki..nawet duzo lepszej niz ta pierwsza.

Teraz konkrety i jakies akcje..bo od takiego siedzenia i biadolenia, uzalania sie nad soba to tylko zmarszczek i kilogramow przybywa:)

Mieszkanie na kredyt: sprzedac i podzielic zysk 50/50 (prawnik od spraw podzialu majatku wyjasni Ci jak to zrobic, zebys nie stracila). Wczesniej wniosek rozwodowy (chyba, ze juz jest).

W tym samym czasie poorientuj sie jakie masz szanse na male cos dla siebie przy wkladzie wlasnym..czyli to co ze sprzedazy dostaniesz. Moze Ci ktos z bliskich w tym jakos pomoc?
Samotnosc: wez sie za te w/w sprawy a czasu Ci na myslenie o swej samotnosci nie starczy. Malo tego, jeszcze mozesz poznac nowych ludzi jak zaczniesz krecic sie po agencach nieruchomosci, kancelariach, urzedach.

Rozdzial pozycia: to odnosnie teg prania czy gotowania: oznajmij ex-mezowi (bo de facto to juz zaden maz), ze te uslugi juz go nie dotycza. Koniec zakupow i gotowania (postoluj sie przez jakis czas na miescie albo u znajomych), koniec prania brudow (brudy do torebki foliowej i poloz przy jego lozu, bo domyslam sie, ze juz nie wspolnym).


I zamiast siedziec i plakac to wez przyklad z niego i wyjdz dokads, zacznij zyc, bo Twoje zycie dopiero sie zaczyna a nie konczy. Konczy sie etap nieudanego malzenstwa, to tyle. Teraz moze byc juz tylko lepiej.

13

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

A jakby tak trochę pasożytowi życie utrudnić? Co Ci szkodzi, zjedz na mieście, nich ma pustą lodówkę jak wraca. A jego bielizna i ręczniki niech leżą brudne i gniją, niech zaniesie do pani Basi? Słuchaj głośno muzyki, zapraszaj koleżanki i zachowuj się jakby drania w domu nie było.

14

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

A mi się podoba ta troska o męża u belladonny. To dobrze o Tobie świadczy, że po 13 latach wspólnego życia nie traktujesz męża jak zupełnie obcego faceta, bez uczuć (jakichkolwiek). Tak się nie da. Choć pewnie on na to zasługuje..

15

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...
marco napisał/a:

A mi się podoba ta troska o męża u belladonny. To dobrze o Tobie świadczy, że po 13 latach wspólnego życia nie traktujesz męża jak zupełnie obcego faceta, bez uczuć (jakichkolwiek). Tak się nie da. Choć pewnie on na to zasługuje..

Da się, da big_smile

Poziom znieczulenia jest wprost proporcjonalny do poziomu zranienia i samoświadomości big_smile
Belladonna najwyraźniej jeszcze nie dotknęła swojego dna.

16

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...
marco napisał/a:

A mi się podoba ta troska o męża u belladonny.

przepraszam, o KOGO? Mezem to chyba juz tego pana nazwac nie mozna, sam sie wypisal z pewnych przywilejow wiec skoro jest powod czy przyczyna to musi byc i skutek.

17

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

Marco prezentuje zachowawczy styl rozstania, ale niestety kosztem kobiety, która została zdradzona, oszukana i skrzywdzona. Rozumiem wprawdzie intencje Marca, jakże szlachetne, ale jakże nieadekwatne do sytuacji, w jakiej Jej facet ją postawił. Szlachetność owszem, ale dla ludzi szlachetnych.

18

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

poodpowiadam w takim razie na powyższe i inne pytania. będzie długo smile

gotuję sobie więc i on je. nie będę kombinować z jedzeniem na mieście, po co? korona mi z głowy nie spadnie. nie mam  tym problemu.

dzieci nie mamy

ad 1. postanowiliśMY. razem wspólnie.  w maju. po wyjątkowo nieudanych wakacjach, które obnażyły jak bardzo się od siebie oddaliliśMY.  przestało nam zależeć chyba. ot takie życie obok siebie + brak seksu.
i teraz tak, skąd żal że układa sobie życie na nowo? no właśnie stąd. w optymalnym scenariuszu oboje cierpimy, rozstajemy się z godnością i każdy jest sam... a tu skucha. pani Basia jest czerwcowa, więc już jakby po. się napatoczyła. i tak jest to zazdrość. poczucie, że jemu się udaje a mnie nie. że ja siedzę teraz w domu marynując grzyby a on właśnie wyszedł.

ad.2 tak wiem jak wygląda. jak się nazywa, co robi, ile ma lat, nawet to, że jest rozwódką. i mimo, że myślę sobie o niej że jest dziwką i szmatą - to tak naprawdę wyłącznie dla poprawienia sobie nastroju. bo może być całkiem miła, na pewno jest niegłupia i też ma prawo sobie układać życie. stety. whatever.
podobno nie sypiają ze sobą, więc określenie kochanka jest być może na wyrost. podobno spotykają się tylko, chodzą do kina... no,   jak to zakochani?!

ad.3 celne pytanie. pozwól że nie odpowiem ;)a tak na serio to trochę jest tak, że  z jednej strony decyzja o rozstaniu jest słuszna, bo jak długo można żyć obok siebie, kiedy coś skończyło się, coś wypaliło się. nie ma namiętności jest tylko wygodne trwanie, jałowe bycie ze sobą... bez uczuć... z drugiej zaś strony, jak to kobieta, bo przecież szkoda, bo pół życia prawie razem, bo łącza nas wspólne zainteresowania, bo tak wiele razem przeżyliśmy. i tylko tej iskry brak, ale to może da się jeszcze naprawić?

ad.4 moja wizja świata po rozwodzie... czasami hurra optymizm, lecz najczęściej czarne barwy. że nikomu nie zaufam, że nikomu się już nie spodobam. bo za stara, bo za gruba, bo...
w jakimś gównianym wynajętym na razie mieszkaniu, znów na początku drogi...
bo boję się tej samotności, że zostanę kompletnym freakiem, zanurzona w moich książkach z psem u stóp. bezdzietny odpad. (przy okazij jeszcze kompleksy wyszły)

konkrety: mieszkanie/kredyt/rozwód. wiem co i jak pozałatwiać. z wykształcenia jestem prawnikiem a pracuję w banku właśnie przy hipotece... pozwu rozwodowego jeszcze nie ma.

nowe mieszkanie? nie wiem czy chcę znów coś na kredyt. na razie chciałabym wyjść na czysto, zostać z niewielką nadwyżką po sprzedaży mieszkania i spłacie kredytu. wtedy się zastanowię co dalej.

samotność? cóż nie jest łatwo mi się otworzyć, nie mam całego stada przyjaciół wokół siebie. z najbliższych wiedzą tylko dwie przyjaciółki i rodzina. pozostali krewni i znajomi królika nie wiedzą nic. nie umiem się otwierać. stąd może jestem tu, bo tu łatwiej...

pranie - nie piorę. o gotowaniu - wyżej...

utrudnianie życia na złość? po co... i tak jest ciężko a przecież zanim sprzedamy mieszkanie trochę czasu jeszcze upłynie.

troska o męża? to nie troska, tylko po prostu nie da się przekreślić tych wszystkich lat. dręczyć się wzajemnie? nie ma po co... to że jest mi źle, nie oznacza, że mam się odgrywać. poza tym, nikt nie powiedział też, że i jemu jest dobrze. na pewno łatwiej, bo jest chyba bardziej zdecydowany no i ma teraz wsparcie.


a to co mi ratuje życie, pozwala  żyć, codzienne chodzić do pracy, gotować zupę z dni i jakoś przeżywać to wszystko to.. bieganie.  przynajmniej 4 razy w tygodniu...

tyle.

19

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

beladonna, teraz moja kolej:)

gotowanie - Twoja sprawa i Twoja decyzja. Jesi Ci to nie przeszkadza to ja tez w tym problemu nie widze. To samo pozostale czynnosci, powiedzmy, gospodarskie. Tez nie jestem za odgrywaniem sie na mezu na sile, wydawalo mi sie z Twoich wczesniejszych postow, ze jednak taki stan rzeczy nie do konca Ci odpowiada. Ale skoro odpowiada to no problem.

Czy odpowiadajac na moje pytania 1 i 2 uswiadomilas sobie, ze Twoje rozterki i zly nastroj wlasciwie sama w sobie wywolujesz? Skoro postanowiliscie razem, ze takie zimne niby malzenstwo nie warte jest kontynuacji i rozstajecie sie to musisz tez pogodzic sie z tym, ze koniec to koniec a nie pol konca.
Kazde z Was ma prawo do przezywania tej decyzji na swoj sposob: Ty chcesz przejsc okres zalobny i masz do tego prawo ale Twoj wkrotce ex-maz, nie ma tej potrzeby, chce od razu przec do przodu - tez ma takie prawo. On Cie nie zmusil do decyzji o rozwodzie - Ty tez tego chcialas wiec skoro powiedzialo sie A to trzeba powiedziec i B, mam na mysli to, ze zycie Twojego meza toczy sie dalej...z nowa partnerka (nie nazywaj jej dziwka ani szmata..nie odebrala Ci meza, skoro poznali sie juz po waszej decyzji).
Twoje zycie tez sie toczy i tylko od Ciebie (nikogo wiecej) zalezy, jak ono sie teraz potoczy. Czy je sobie zmarnujesz siedzac i placzac nad rozlanym mlekiem, myslac, czy daloby sie jakas iskre wywolac w umarlym zwiazku (moim zdaniem malzenstwo to nie akumulator, jak zdechlo to nic go nie ozywi), czy ktos Cie jeszcze pokocha ( adlaczego nie?) i takie tam coby bylo gdyby..czy tez wezmiesz przyslowiowego byka za rogi i wyjdziesz do swiata z usmiechem na twarzy. A swiat usmiechy odwzajemnia.

Piszesz, ze Ci szkoda pol zycia spedzonego razem..watpie, ze to pol zycia, skoro masz TYLKO 35 lat. Teraz masz tyle czasu i szans na poprawe swego losu i przezycie pieknej milosci, co byloby gdybyscie powegetowali jeszcze z nascie lat razem i jako 50-latka zostalabys albo sama albo z mezem i kochanka? To by bylo pol zycia calkowcie zmarnowanego, nie przezytego razem ale obok.

Caly ten Twoj ad. 4 wyrzucilabym natychmiast na smietnik. Co to za przeszkody do bycia szczesliwa jeszcze raz:
-za stara (heh??? zna mnostwo kobiet, ktore dopiero po 30-tce wychodza pierwszy raz za maz),
-za gruba (chyba da sie cos z tym zrobic?),
-bezdzietna (nie znam przyczyn, trudno cos odpowiedziec w te kwestii) ale.. wiesz lepiej poki co w tej sytuacji, ze dzieci brak no ich brak nie przekresla zycia kobiety, mozesz robic wszystko z mysla o sobie i dla siebie
- wynajete gowniane mieszkanie - a kto Ci kaze na takie sie skazywac? przeciez to frajda jak nie wiem co kupic male ale wlasne i zrobic z niego swoja oaze spokoju, do ktorej fajnie jest wracac wieczorami. Urzadzanie od podstaw wedlug wlasnego widzimisie..czy moze byc cos fajniejszego? Kazdy nowy detal jaki sama do niego wniesiesz da Ci wielka satysfakcje, to bedzie Twoje wlasne gniazdko, przez Ciebie stworzone.

Samotnosc..wybacz, ale sama sie na nia skazujesz, mentalnie, wmawiasz sobie, ze bedziesz samotna bo odejdzie Twoj maz. A czy teraz nie jestes juz samotna? To on swa fizyczna obecnoscia sprawia, ze teraz jest dobrze a jak odejdzie to swiat opustoszeje? Jeden czlowiek stanowi Twoj swiat?.... Ja tez nie mam stada znajomych, nawet nie chce, bo nie lubie takich niby spedow i pogaduszek o byle czym. Przyjaciolki..hmm..moze raczej blizsze kolezanki, tez ze dwie mam, z rodzina lubie rozmawiac o pogodzie, dzieciach, planach swiatecznych a nie o moich rozterkach. A mimo to nie czuje sie wcale samotna. Zyje na planecie pelnej ludzi i innych ciekawych stworzen i zjawisk, wiec jaka samotnosc?Lubie swoje wlasne towarzystwo, lubie lazic po lesie, obserwowac przyrode, podrozowac do fajnych miejsc i przygladac sie innym kulturom, lubie eksperymentowac w kuchni dla siebie i kogokolwiek mam ochote tym uraczyc. Do tego potrzebne mi jedynie zdrowie, dobry nastroj, chec, troche kasy nie zaszkodzi i juz. Nie musze byc szczupla czy mloda by moc cieszyc sie swoim zyciem.
I wiesz co? Tacy naladowanie pozytywna energia ludzie jak magnesy przyciagaja innych.

Przez okolo 6 lat bylam samotna mama i nigdy nie myslalam, ze tak juz zawsze bedzie. Ale zamiast narzekac na swoj ciezki los kobiety samotnej, juz nie mlodej, dzieciatej (tez niedobrze) i zamiast polowac na ew. kandydata na meza zajelam sie soba, dzieckiem, urzadzaniem mieszkania, w wolnym czasie hobby (tak jak Ty)  no i majac mniej wiecej tyle lat co Ty teraz poznalam swojego meza. Z ktorym przezylam 10 lat, dobrych i gorszych i z ktorym po tych 10 latach coraz zimniejszej wegetacji tez sie rozwiodlam, bo nie chcialam skazac sie na kolejnych 10 lat zycia bez milosci. Dla mnie lepsza bylaby tzw. samotnosc i budowanie wszystkiego od nowa niz zycie do konca dni swoich jak zywy trup.

Teraz mam wiecej lat niz Ty i wspanialego mezczyzne obok, odmlodnialam (w oczach wlasnych i tych co mnie wczesniej znali), schudlam (a ciezko cholera bylo) i splacam diabelnie wielki kredyt. A swiat kreci sie dalej i cieszy mnie kazdego dnia. Nigdy nie jest za pozno na zmiany na lepsze:)

20

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

Jakbym czytała o mnie! Też się w moim malżeństwie popsuło, wypaliło, wspólne zainteresowania przestały cieszyć, dom na kredyt. Nie ma jeszcze tej drugiej, ale to chyba kwestia czasu. Widac po nim, że jest strasznie nieszczęśliwy, że go już żona nie podnieca. No i sa nastoletnie dzieci, to trochę uspokaja sytuację. Są obiadki, pranie, on też wywiązuje się z wszystkich obowiązków. Jest miło, ale bezdusznie, bezuczuciowo, żałośnie. Też nie wyobrażam sobie sobie życia w samotności, a mam trochię więcej lat i nie taki dobry zawód. Ciagle  próbuję, zależy mi na nim, chyba ciągle go kocham. Rada? Twój już ułatwił Ci zadanie, zdradził może nie fizycznie, ale emocjonalnie. Ja na razie czekam, zdaję sobie sprawę, że przeważnie to się dobrze nie kończy. Jak jest już ktoś inny - przykro- trzeba sie rozstać. Możemy być jeszcze szczęsliwe. Wśród 40-letnich znajomych są kryzysy, sa rozwody. Ale jak zawierają drugie związki, są duuuużo badziej szczęśliwi. Uczą się na błędach? Szkoda może, że nasi mężowie chca się już starać tylko dla nowej partnerki, poprzednie obrosły tyloma pretensjami, że im się nie opłaca. Nowa kobieta nie wie, jaki facet był w przeszłości. Startują od zera, z poprzednią musiałby się przyznac do porażki?

21

Odp: Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

Nie jestem jeszcze mężatką. Powiedzcie mi dlaczego tak często się słyszy i czyta o takich przypadkach z mężami jak wasze? To jest takie smutne. Chce wziąść slub w przyszłości ze swoim chłopakiem, ale kompletnie nie dopuszczam do siebie myśli że u mnie też bedzie kiedyś źle. A to może spotkać mnie również co was;( jak do tego nie dopuścic???

Posty [ 22 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Bo ja jestem proszę pana na zakręcie...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026