Witam wszystkich.Jestem mężatką od 8 lat.Życie poukładane,na pierwszy rzut oka normalne..Mamy dwoje dzieci,psa,mieszkanie.I co z tego??Coś umarło,zgasło między nami już dawno,dawno temu..Czekałam na coś.Na co nie wiem tzn wtedy nie wiedziałam.Kilka tygodni temu spotkałam się z moim były chłopakiem,nie widzieliśmy się 11lat.To była moja pierwsza miłość,ja byłam także jego pierwszą miłością.Był u mnie,rozmawialiśmy i wszystko było ok.Przy wyjściu przytuliłam się do niego ,nie wiem czemu porostu musiałam i tyle.Później spojrzeliśmy na siebie i pocałowaliśmy się.Co to było nie wiem.Jakaś magia.Nie sądziłam ze jeszcze kiedykolwiek poczuję coś takiego.Myślałam o nim wcześniej,dużo wcześniej przed spotkaniem,chyba myślałam o nim zawsze.Teraz spotykamy się,mój mąż o niczym nie wie.Chciałam mu powiedzieć zaraz na początku ale zdołałam mu powiedzieć jedynie że jestem nieszczęśliwa i że go nie kocham.I tak żyjemy obok siebie jak do tej pory.Nie zdradziłam mojego męża fizycznie,z moim kochankiem nigdy się nie kochałam,niestety.Myślałam że to uczucie czymkolwiek jest przejdzie mi po tygodniu,ale nie przechodzi.Spotykamy się nadal,dzwonimy,piszemy..Nie wiem co zrobić.Dla mnie najlepszym wyjściem jest rozstanie z mężem.Ale z drugiej strony tak ciężko zostawić kogoś o 8 latach i złamać mu życie.Mój mąż mnie kocha , przynajmniej tak twierdzi,lecz ja nie mam z nim o czym rozmawiać,on mówi mi o pracy itp.Natomiast z moim kochankiem wystarczy żeby był i tyle.Uwielbiam jak na mnie patrzy,jak mnie całuje,dotyka..z mężem jest mi nawet ciężko spać w jednym łóżku,nie lubię z nim być,to chore.Czy ktoś przeżywa coś podobnego?Co mam zrobić?
Podobne tematy
Moim zdaniem powinnaś zrobić wszystko co możliwe, żeby uratować małżeństwo, żeby miłość do Twojego męża wróciła.
Najłatwiej jest odejść i zacząć nowe życie, trudniej ratować to co wydaje się już stare,spowszedniałe i szare.
Prawdziwym wyzwaniem jest sprawienie, żeby Wasze małżeństwo znowu nabrało kolorów i było takie jak na początku.
Wybór należy do Ciebie, ja mam nadzieję, że wybierzesz to ambitniejsze rozwiązanie.
Natomiast z moim kochankiem wystarczy żeby był i tyle.
To chyba sprawa jest prosta? Zwróć wolność mężowi, a kochanek.... niech po prostu będzie...
A tak poza tym - małe masz wymagania ![]()
(...)Dla mnie najlepszym wyjściem jest rozstanie z mężem.(...)
To o co pytasz? Decyzje już podjęłaś.
Mamy, słuszność jej, potwierdzić?
Rudas1983 napisał/a:Natomiast z moim kochankiem wystarczy żeby był i tyle.
To chyba sprawa jest prosta? Zwróć wolność mężowi, a kochanek.... niech po prostu będzie...
A tak poza tym - małe masz wymagania
Małe wymaganie?Nie bardzo rozumiem.
Może po prostu tego nie rozumiesz?Dla mnie to że ten kochanek jest ze mną kilka godzin znaczy dla mnie więcej niż 8 lat małżeństwa w samotności i tyle.
Moim zdaniem powinnaś zrobić wszystko co możliwe, żeby uratować małżeństwo, żeby miłość do Twojego męża wróciła.
Najłatwiej jest odejść i zacząć nowe życie, trudniej ratować to co wydaje się już stare,spowszedniałe i szare.
Prawdziwym wyzwaniem jest sprawienie, żeby Wasze małżeństwo znowu nabrało kolorów i było takie jak na początku.
Wybór należy do Ciebie, ja mam nadzieję, że wybierzesz to ambitniejsze rozwiązanie.
Starałam sie walczyć,rozmawiać kilka lat .Niestety nic z tego nie wychodzi,nawet w bardzo trudnych sytuacjach nie potrafił ze mną rozmawiać,dlatego jeszcze nie podjęłam decyzji.Myślę nad tym co byłoby najlepszym rozwiązaniem i dla kogo.
Nie chcę być samotna w związku do końca życia,dlatego nadal się staram,ale w głowie mam bez przerwy mojego kochanka,dziwnie si piszę o kochanku z którym nigdy się nie spało.
Nie pisz posta pod postem. Użyj opcji edytuj.
moderatorka-apoteoza
niekochana72 napisał/a:Rudas1983 napisał/a:Natomiast z moim kochankiem wystarczy żeby był i tyle.
To chyba sprawa jest prosta? Zwróć wolność mężowi, a kochanek.... niech po prostu będzie...
A tak poza tym - małe masz wymaganiaMałe wymaganie?Nie bardzo rozumiem.
Może po prostu tego nie rozumiesz?Dla mnie to że ten kochanek jest ze mną kilka godzin znaczy dla mnie więcej niż 8 lat małżeństwa w samotności i tyle.
No więc wszystko, co napisałam to prawda.
Kilka godzin z kochankiem znaczy więcej niż 8 lat małżeństwa - to nad czym się zastanawiasz? Sprawa jest prosta.
Abyś była szczęśliwa kochanek ma tylko BYĆ - małe wymagania, nie sądzisz? Wobec męża chyba inną miarkę używałaś, bo nie wystarcza, jak tylko JEST, prawda?
Rudas1983 napisał/a:niekochana72 napisał/a:To chyba sprawa jest prosta? Zwróć wolność mężowi, a kochanek.... niech po prostu będzie...
A tak poza tym - małe masz wymaganiaMałe wymaganie?Nie bardzo rozumiem.
Może po prostu tego nie rozumiesz?Dla mnie to że ten kochanek jest ze mną kilka godzin znaczy dla mnie więcej niż 8 lat małżeństwa w samotności i tyle.No więc wszystko, co napisałam to prawda.
Kilka godzin z kochankiem znaczy więcej niż 8 lat małżeństwa - to nad czym się zastanawiasz? Sprawa jest prosta.
Abyś była szczęśliwa kochanek ma tylko BYĆ - małe wymagania, nie sądzisz? Wobec męża chyba inną miarkę używałaś, bo nie wystarcza, jak tylko JEST, prawda?
Jak pisałam wcześniej ,wystarczy dokładnie przeczytać-spotykamy się od kilku tygodni nie miesięcy czy lat.Może i mam małe wymagania ale nie jestem niekochana??
Jak pisałam wcześniej ,wystarczy dokładnie przeczytać-spotykamy się od kilku tygodni nie miesięcy czy lat.Może i mam małe wymagania ale nie jestem niekochana??
Co ma do tego jak długo się spotykacie? Nie bardzo rozumiem?
Skarbie - nietrudno być kochaną jak ma się małe wymagania ![]()
10 2011-09-21 12:28:01 Ostatnio edytowany przez Rudas1983 (2011-09-21 12:29:16)
Rudas1983 napisał/a:Jak pisałam wcześniej ,wystarczy dokładnie przeczytać-spotykamy się od kilku tygodni nie miesięcy czy lat.Może i mam małe wymagania ale nie jestem niekochana??
Co ma do tego jak długo się spotykacie? Nie bardzo rozumiem?
Skarbie - nietrudno być kochaną jak ma się małe wymagania
Jasne, jasne..Wiesz fajnie się wymądrzać nie będąc w takiej sytuacji,oceniać ludzi nie znając ich także.Miałam problem więc napisałam,bo nie mam komu o tym powiedzieć .Tyle.Nie pisałam po to aby ktoś oceniał czy mam duże wymagania czy nie.To moja sprawa,chciałam żeby ktoś mi napisał że jest lub był w podobnej sytuacji i że jest ewentualnie jakieś dobre wyjście.A poza tym znam swoją wartość.Aha a wymagania nie mają raczej nic wspólnego z miłoscią.
(...)chciałam żeby ktoś mi napisał (...)że jest ewentualnie jakieś dobre wyjście.(...)
"Dobre" jest pojęciem względnym.
Zrób bilans. Zastanów się nad wadami i zaletami każdej sytuacji. Wybierz wersję najbardziej optymalną dla siebie.
12 2011-09-21 12:34:34 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-21 12:35:48)
Jasne, jasne..Wiesz fajnie się wymądrzać nie będąc w takiej sytuacji,oceniać ludzi nie znając ich także.Miałam problem więc napisałam,bo nie mam komu o tym powiedzieć .Tyle.Nie pisałam po to aby ktoś oceniał czy mam duże wymagania czy nie.To moja sprawa,chciałam żeby ktoś mi napisał że jest lub był w podobnej sytuacji i że jest ewentualnie jakieś dobre wyjście.A poza tym znam swoją wartość.
A czy ja dyskutuję z tym, ze znasz swoją wartość? Przecież tylko zacytowałam Twoje słowa, czego wymagasz od swojego potencjalnie nowego mężczyzny.
Napisałaś, że nie lubisz być z mężem, a uwielbiasz być z kochankiem - więc chyba wszystko jasne?
Poza tym - mężowi nie złamiesz życia odchodząc. Łamiesz mu życie będąc taką żoną.
Spróbuj zrobić coś uczciwie - powiedz mu prawdę.
P.S. Wymagania mają za to wiele wspólnego z SZACUNKIEM. Ale o czym ja mówię..... ![]()
Hej rudas, odpowiedzi na to co zrobić tu nie dostaniesz. Odnosze wrażenie, że jestes bardzo smaotna a twoje małżeństwo to juz fikcja. Piszesz, ze twoje 8 lat malzenstwa to samotnosc. Tzn, nie widujesz sie z mezem, nie rozmaiwacie? Romasn to nie jest rozwiazanie i mzsle ze o tzm wiesz, jesli chcesz ratowac zwiazek to czas na terapie malzenska.
Myślę nad tym co byłoby najlepszym rozwiązaniem i dla kogo.
Pewnie myślisz, że dla Ciebie najlepszym rozwiązaniem byłoby odejść do kochanka. Nie zapominaj, że z mężem stanowicie całość jako małżeństwo i dobrze by było jakbys podejmując decyzję tym się kierowała. Nie co jest najlepsze dla Ciebie, a co dla Niego tylko co dla Was. Nie wspominając o dzieciach.
Kiedyś podjęliście decyzję o małżeństwie i teraz trzeba ponosić tego konsekwencje.
Proponuję kubeł zimnej wody na główkę póki jeszcze Twój kochanek jest tylko "kochankiem".
Rudas, to głupie co robisz. Wróciłas do swojej pierwszej miłości, bo ona gdzieś głęboko utkwiła w Twojej pamięci. Gdzieś ostatnio o tym czytałam, o takich problemach jak Twój. O pielęgnowaniu dawnych uczuć do kogoś z przeszłości. I wyczytałam, że te uczucia tkwią w kobiecie, bo nie nastapiło rozładowanie, to znaczy nie było seksu, tak jak u Ciebie. Spotykanie sie z kims takim po latach to igranie z losem. To Cie oślepiło, to spowodowało, ze podważasz wszystkie swoje wcześniejsze wybory, swoje małżeństwo. A przeciez z jakiegos powodu to nie za swoją pierwszą miłość wyszłaś za mąż, tylko za swego męża, w którym widzisz teraz same wady. Dziwię się, że Twój mąż toleruje stan w którym tkwisz.
Biegniesz jak ćma do świecy i jestem pewna, że gdy juz pójdziesz ze swoim kochankiem do łóżka i zostawisz męża, przyjdzie otrzeźwienie i wrócą powody, dla których nie jesteś z nim od dawna. Tylko wtedy może byc juz za późno na ratowanie małżeństwa.
ja bym się głeboko zastanowiła
kiedyś gdy w moim małzenstwie był kryzys , gdy też chciałam odejść moja mama powiedziała mi coś mądrego
usiądz sama w ciszy wez karkę i napisz po jednej stronie wady i zalety męża .. Ty napisz po jednej stronie imie meża po drugiej kochanka.. wymien ich wady i zalety.. wtedy głęboko sie zastanów..
teraz mam wrażenie działasz strasznie emocjonalnie , impulsywnie nie wiem czy to takie dobre
są dwie opcje , szczerze powiedz o wszystkim męzowi co czujesz , czego oczekujesz i zobaczysz jaki bedzie rezultat .. ten jeden ostatni raz się przełam
lub
powiedz ze to koniec i idz do kochanka.. pytanie tylko czy on tego chce???? czy on jest wolny? /nic nie napisałas o tym/
co wtedy z dziećmi , jak miałoby wyglądac wasze dalsze życie
pomysl bo rozwalić jest bardzo łatwo a poskładac bardzo cięzko i dużo wody upłynie zanim zobaczysz efekty
ja bym się głeboko zastanowiła
kiedyś gdy w moim małzenstwie był kryzys , gdy też chciałam odejść moja mama powiedziała mi coś mądrego
usiądz sama w ciszy wez karkę i napisz po jednej stronie wady i zalety męża .. Ty napisz po jednej stronie imie meża po drugiej kochanka.. wymien ich wady i zalety.. wtedy głęboko sie zastanów..teraz mam wrażenie działasz strasznie emocjonalnie , impulsywnie nie wiem czy to takie dobre
są dwie opcje , szczerze powiedz o wszystkim męzowi co czujesz , czego oczekujesz i zobaczysz jaki bedzie rezultat .. ten jeden ostatni raz się przełam
lub
powiedz ze to koniec i idz do kochanka.. pytanie tylko czy on tego chce???? czy on jest wolny? /nic nie napisałas o tym/
co wtedy z dziećmi , jak miałoby wyglądac wasze dalsze życiepomysl bo rozwalić jest bardzo łatwo a poskładac bardzo cięzko i dużo wody upłynie zanim zobaczysz efekty
Tak dokładnie jest.
Wiem ze działam pod wpływem emocji.Dlatego narazie nie mówię mężowi,choć bez przerwy zamierzam mu powiedzieć i nie to że się boję mu powiedzieć ale myślę właśnie o dzieciach i jak to wszystko najlepiej poukładać i ogarnąc.Ten mój kochanek nie jest w związku ale ma dziecko z inna kobietą.Najgorsze jest to że jak narazie czujemy to samo..Dlatego potrzebuję też czasu.
Jeeeeeeeeeeeeeeeju i znów to samo... czarne i białe... a nikt nie moze pojąc i przyjąc do wiadomości ,że CZASAMI zycie wygląda tak że kobieta/meżczyzna sa na zakręcie...??? jasny gwint... zarzucacie jej brak uczciwości, brak szacunku do samej siebie |( prosze mnie nie łapac za słówka to jest napsiane MIEDZY wierszami) oczywiście jest głupia, zła i nieuczciwa.. Takkkk.. ulzyło??? bo tak sie czasami ludziom zycie układa...
A teraz do autorki wątku... Jesli przemyslisz to wszystko jak pisze powyżej ONA 1977..przetrawisz i przeanalizujesz i dojdziesz do wniosku ,że nie mozesz ratowac małżeństwa! ( czasami tak bywa !!! ojeju jeju) że nie warto, nie masz siły, nie masz po co, nie chcesz, nie możesz... to oznajmij męzowi, że rozwodzisz sie...
magia która pojawiła sie w relacji z dawna sympatia to oczywista dość sprawa... pytanie tylko czy ma byc tym jedynym powodem to rozstania z mężem???
Kuuurza twarz ludzie sie gubią w zyciu.. po to trafiaja tu żeby się poradzić wyżalic.. a dla niektórych jest TYLKO jeden jedyny obraz CZŁOWIEKa..
NIE BŁADZI, NIE RANI, NIE GUBI SIE, NIE MYKLI SIE.. itd itd..
Nie .. sa ludzie którzy nie sa idealni.... jak neiktórzy z Was....
19 2011-09-21 13:11:37 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-21 13:12:45)
(...)Ten mój kochanek nie jest w związku ale ma dziecko z inna kobietą.(...)
Jeśli podejmiesz decyzję o życiu z kochankiem, będziecie mieli dzieci Twoje, jego i (ewentualnie) wasze. Zastanów się, czy tak chcesz i, czy tego chcesz.
Dlatego narazie nie mówię mężowi,choć bez przerwy zamierzam mu powiedzieć i nie to że się boję mu powiedzieć ale myślę właśnie o dzieciach i jak to wszystko najlepiej poukładać i ogarnąc.Ten mój kochanek nie jest w związku ale ma dziecko z inna kobietą.Najgorsze jest to że jak narazie czujemy to samo..Dlatego potrzebuję też czasu.
Tiaa...
Przełóżmy to na język szczerości i uczciwości: Nie mówię na razie mężowi, bo nie wiem, jak się ułożą sprawy z kochankiem. Po co palić za sobą mosty i zostać na lodzie z dwójką dzieci. Poczekam, zobaczymy co będzie. A mąż? Przecież on mnie nie interesuje...
ja zgodzę się z NIEKOCHANA 72 nie przeciągaj tego , nie oszukuj meża , jemu nalezy się szczerosc..
obawiam się ze chcesz przeczekać i zobaczyć ..
nawet jesli tak jest to dla zwykłej uczciwości okresl sobie kilka dni i sprawę wyjasnij , sądze że tak będzie lepiej a na pewno będzie w tym chociaż trochę lojalności
a dlaczego twojej pierwszej miłości nie ułożyło się w związku???myślę ze podejmując decyzję warto temat przemyśleć bo moze kochanek nie jest takim plastrem miodu??
powiem ci jedno zastanów a raczej zapytaj kochanka co on o tym myśli żebyś zostawiła mężą i była z nim bo być może jak to się często zdarza facet ma ochotę na romans nie koniecznie na związek.
Musisz być tego pewna co chcesz uczynić bo takie rzeczy bywają nie odwracalne wiesz co zastanów się być może żyjesz tamtym sentymentem a nie ma to nic wspólnego z miłością.
Pomyśl masz dziecko warto odbierać mu ojca???A co jeśli po kilku miesiącach stwierdzisz że jednak nie pasujecie do siebie bo z jakiś powodów się kiedyś rozstałaś z kochankiem.Nie myśl że będzie tak samo jak kiedyś bo jesteście innymi ludźmi czas robi swoje.
A to co ty nazywasz nudą związku to zwykła codzienność ja bym była za ratowaniem małżeństwa będziesz wtedy pewna że zrobiłaś wszystko aby uratować ten związek.Ja też jestem 8 lat po ślubie i rutyna też jest u nas bo nie da się wiecznie szaleć ale czasem pozwalamy sobie na odskocznie od normy i gdyby spotkało to mnie co ciebie wtedy zrobiłabym wszystko aby ratować nasz związek i gdyby mi się nie udało z czystym sumieniem odeszłabym od męża ale bez walki nie podałabym się tak łatwo bo ślub to nie zabawa a rozwód to trauma przede wszystkim dla dziecka
powiem ci jedno zastanów a raczej zapytaj kochanka co on o tym myśli żebyś zostawiła mężą i była z nim bo być może jak to się często zdarza facet ma ochotę na romans nie koniecznie na związek.
Musisz być tego pewna co chcesz uczynić bo takie rzeczy bywają nie odwracalne wiesz co zastanów się być może żyjesz tamtym sentymentem a nie ma to nic wspólnego z miłością.
Pomyśl masz dziecko warto odbierać mu ojca???A co jeśli po kilku miesiącach stwierdzisz że jednak nie pasujecie do siebie bo z jakiś powodów się kiedyś rozstałaś z kochankiem.Nie myśl że będzie tak samo jak kiedyś bo jesteście innymi ludźmi czas robi swoje.
A to co ty nazywasz nudą związku to zwykła codzienność ja bym była za ratowaniem małżeństwa będziesz wtedy pewna że zrobiłaś wszystko aby uratować ten związek.Ja też jestem 8 lat po ślubie i rutyna też jest u nas bo nie da się wiecznie szaleć ale czasem pozwalamy sobie na odskocznie od normy i gdyby spotkało to mnie co ciebie wtedy zrobiłabym wszystko aby ratować nasz związek i gdyby mi się nie udało z czystym sumieniem odeszłabym od męża ale bez walki nie podałabym się tak łatwo bo ślub to nie zabawa a rozwód to trauma przede wszystkim dla dziecka
Ok wynika z tego że poprostu kochasz męża .A ja mojego nie.
Tak niech będzie jestem zła,niedobra,wogóle całkiem BEE.Weszłam na to forum po to żeby się wyżalic.Nigdy nie byłam w takiej sytuacji.Taka sytuacja mi się trafiła,ciężko mi to ogarnąć.Nie mam zamiaru wychowywać dziecka mojego kochanka,moich dzieci napewno nie zostawię biorąc pod uwagę fakt że mój syn jest dzieckiem leżącym głęboko upośledzonym,ma 9 lat i wazy 32kg.Mojego męża nie ma,a jak już jest to jest nieobecny nie szukam ojca dla moich dzieci i nie chcę żeby mój kochanek był ich ojcem bo one mają już ojca.Jeśli ktoś był w podobnej sytuacji wie że takie decyzje nie są proste.I nie jestem jakąś bezwzględna suką która myśli o sobie.Dlatego tu piszę.Jak ktoś wcześniej wspomniał jestem bardzo samotna,i mam świadomość że ten romans to nie rozwiązanie.Ale ja chcę się z nim spotykac,czy ktoś to rozumie??? Nie planowałam tego.Tak się stało.Czy tylko jaa na świecie jestem taka zła??
nie jesteś zła.. przeczytaj co napisałam wyżej.Bądź poprostu mądra.
Jeeeeeeeeeeeeeeeju i znów to samo... czarne i białe... a nikt nie moze pojąc i przyjąc do wiadomości ,że CZASAMI zycie wygląda tak że kobieta/meżczyzna sa na zakręcie...??? jasny gwint... zarzucacie jej brak uczciwości, brak szacunku do samej siebie |( prosze mnie nie łapac za słówka to jest napsiane MIEDZY wierszami) oczywiście jest głupia, zła i nieuczciwa.. Takkkk.. ulzyło??? bo tak sie czasami ludziom zycie układa...
A teraz do autorki wątku... Jesli przemyslisz to wszystko jak pisze powyżej ONA 1977..przetrawisz i przeanalizujesz i dojdziesz do wniosku ,że nie mozesz ratowac małżeństwa! ( czasami tak bywa !!! ojeju jeju) że nie warto, nie masz siły, nie masz po co, nie chcesz, nie możesz... to oznajmij męzowi, że rozwodzisz sie...
magia która pojawiła sie w relacji z dawna sympatia to oczywista dość sprawa... pytanie tylko czy ma byc tym jedynym powodem to rozstania z mężem???Kuuurza twarz ludzie sie gubią w zyciu.. po to trafiaja tu żeby się poradzić wyżalic.. a dla niektórych jest TYLKO jeden jedyny obraz CZŁOWIEKa..
NIE BŁADZI, NIE RANI, NIE GUBI SIE, NIE MYKLI SIE.. itd itd..Nie .. sa ludzie którzy nie sa idealni.... jak neiktórzy z Was....
Dzięki za post.Jasne ze jeśli będę wiedziała co zrobić to powiem mężowi.Przynajmniej ty mnie nie oceniasz.
no to kochana moim skromnym zdaniem to co napisłaś zmienia postać rzeczy
z uwagi na chore , niepełnosprawne dziecko powinnas się milion razy zastanowić !!!
nie jest łatwo być biologicznym rodzicem dziecka niepełnosprawnego a co dopiero być ojczymem .
pomysl , nikt tutaj na ciebie nie naskakuje , czasami warto posłuchac innych opinii , innego spojrzenia na sytuację
czy twoj kochanek byłby w stanie być ojcem dla twojego chorego dziecka???
Rudas1983 napisał/a:Dlatego narazie nie mówię mężowi,choć bez przerwy zamierzam mu powiedzieć i nie to że się boję mu powiedzieć ale myślę właśnie o dzieciach i jak to wszystko najlepiej poukładać i ogarnąc.Ten mój kochanek nie jest w związku ale ma dziecko z inna kobietą.Najgorsze jest to że jak narazie czujemy to samo..Dlatego potrzebuję też czasu.
Tiaa...
Przełóżmy to na język szczerości i uczciwości: Nie mówię na razie mężowi, bo nie wiem, jak się ułożą sprawy z kochankiem. Po co palić za sobą mosty i zostać na lodzie z dwójką dzieci. Poczekam, zobaczymy co będzie. A mąż? Przecież on mnie nie interesuje...
Tak pewnie masz rację , przecież jesteś taka mądra.Dziękuję za tłumaczenie moich postów,bo jestem upośledzona i nie wiem co chcę napisać.
28 2011-09-21 14:01:18 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-21 14:02:30)
Ok wynika z tego że poprostu kochasz męża .A ja mojego nie.
Tak niech będzie jestem zła,niedobra,wogóle całkiem BEE.Weszłam na to forum po to żeby się wyżalic.Nigdy nie byłam w takiej sytuacji.Taka sytuacja mi się trafiła,ciężko mi to ogarnąć.Nie mam zamiaru wychowywać dziecka mojego kochanka,moich dzieci napewno nie zostawię biorąc pod uwagę fakt że mój syn jest dzieckiem leżącym głęboko upośledzonym,ma 9 lat i wazy 32kg.Mojego męża nie ma,a jak już jest to jest nieobecny nie szukam ojca dla moich dzieci i nie chcę żeby mój kochanek był ich ojcem bo one mają już ojca.Jeśli ktoś był w podobnej sytuacji wie że takie decyzje nie są proste.I nie jestem jakąś bezwzględna suką która myśli o sobie.Dlatego tu piszę.Jak ktoś wcześniej wspomniał jestem bardzo samotna,i mam świadomość że ten romans to nie rozwiązanie.Ale ja chcę się z nim spotykac,czy ktoś to rozumie??? Nie planowałam tego.Tak się stało.Czy tylko jaa na świecie jestem taka zła??
Odpowiedz mi proszę na jedno pytanie: Dlaczego nie chcesz odejść od męża, skoro go nie kochasz?
Rozumiem, że męża nie ma w domu, bo pracuje na Waszą rodzinę. Domyślam się, że na Twojej głowie jest opieka nad synem.
Rodzina Wasza nie jest "zwykłą" - takie związki są wyjątkowo trudne i wymagają dużo pracy.
Powinnaś zwrócić się o pomoc do fachowca, bo zachowujesz się jak zafascynowana 15-latka, a nie jak dojrzała kobieta.
Z tego, co napisałaś jasno wynika, że chciałbyś aby do Waszego 'układu' rodzinnego dołączył kochanek, dzięki któremu lepiej się poczujesz
A zastanowiłaś się nad konsekwencjami? Jesteś w stanie sama wychowywać i utrzymać dzieci, jeśli mąż postanowi odejść? Bo chyba rozumiesz, że ma do tego prawo, skoro usłyszał, że go nie kochasz?
Pogubiłaś się dziewczyno... Oby już nie było za późno ![]()
niekochana72 napisał/a:Rudas1983 napisał/a:Dlatego narazie nie mówię mężowi,choć bez przerwy zamierzam mu powiedzieć i nie to że się boję mu powiedzieć ale myślę właśnie o dzieciach i jak to wszystko najlepiej poukładać i ogarnąc.Ten mój kochanek nie jest w związku ale ma dziecko z inna kobietą.Najgorsze jest to że jak narazie czujemy to samo..Dlatego potrzebuję też czasu.
Tiaa...
Przełóżmy to na język szczerości i uczciwości: Nie mówię na razie mężowi, bo nie wiem, jak się ułożą sprawy z kochankiem. Po co palić za sobą mosty i zostać na lodzie z dwójką dzieci. Poczekam, zobaczymy co będzie. A mąż? Przecież on mnie nie interesuje...Tak pewnie masz rację , przecież jesteś taka mądra.Dziękuję za tłumaczenie moich postów,bo jestem upośledzona i nie wiem co chcę napisać.
To chodzi o to, czego NIE CHCIAŁAŚ napisać ![]()
no to kochana moim skromnym zdaniem to co napisłaś zmienia postać rzeczy
z uwagi na chore , niepełnosprawne dziecko powinnas się milion razy zastanowić !!!
nie jest łatwo być biologicznym rodzicem dziecka niepełnosprawnego a co dopiero być ojczymem .pomysl , nikt tutaj na ciebie nie naskakuje , czasami warto posłuchac innych opinii , innego spojrzenia na sytuację
czy twoj kochanek byłby w stanie być ojcem dla twojego chorego dziecka???
Hej ja nie szukam ojca dla moich dzieci.To byłoby bez sensu,one mają ojca.Jestem na tym forum dlatego właśnie że myślę nad tym wszystkim.A że nie mam przyjaciółki piszę tutaj.
30 2011-09-21 14:08:17 Ostatnio edytowany przez Rudas1983 (2011-09-21 14:09:53)
Rudas1983 napisał/a:Ok wynika z tego że poprostu kochasz męża .A ja mojego nie.
Tak niech będzie jestem zła,niedobra,wogóle całkiem BEE.Weszłam na to forum po to żeby się wyżalic.Nigdy nie byłam w takiej sytuacji.Taka sytuacja mi się trafiła,ciężko mi to ogarnąć.Nie mam zamiaru wychowywać dziecka mojego kochanka,moich dzieci napewno nie zostawię biorąc pod uwagę fakt że mój syn jest dzieckiem leżącym głęboko upośledzonym,ma 9 lat i wazy 32kg.Mojego męża nie ma,a jak już jest to jest nieobecny nie szukam ojca dla moich dzieci i nie chcę żeby mój kochanek był ich ojcem bo one mają już ojca.Jeśli ktoś był w podobnej sytuacji wie że takie decyzje nie są proste.I nie jestem jakąś bezwzględna suką która myśli o sobie.Dlatego tu piszę.Jak ktoś wcześniej wspomniał jestem bardzo samotna,i mam świadomość że ten romans to nie rozwiązanie.Ale ja chcę się z nim spotykac,czy ktoś to rozumie??? Nie planowałam tego.Tak się stało.Czy tylko jaa na świecie jestem taka zła??Odpowiedz mi proszę na jedno pytanie: Dlaczego nie chcesz odejść od męża, skoro go nie kochasz?
Rozumiem, że męża nie ma w domu, bo pracuje na Waszą rodzinę. Domyślam się, że na Twojej głowie jest opieka nad synem.
Rodzina Wasza nie jest "zwykłą" - takie związki są wyjątkowo trudne i wymagają dużo pracy.Powinnaś zwrócić się o pomoc do fachowca, bo zachowujesz się jak zafascynowana 15-latka, a nie jak dojrzała kobieta.
Z tego, co napisałaś jasno wynika, że chciałbyś aby do Waszego 'układu' rodzinnego dołączył kochanek, dzięki któremu lepiej się poczujesz![]()
A zastanowiłaś się nad konsekwencjami? Jesteś w stanie sama wychowywać i utrzymać dzieci, jeśli mąż postanowi odejść? Bo chyba rozumiesz, że ma do tego prawo, skoro usłyszał, że go nie kochasz?
Pogubiłaś się dziewczyno... Oby już nie było za późnoRudas1983 napisał/a:niekochana72 napisał/a:Tiaa...
Przełóżmy to na język szczerości i uczciwości: Nie mówię na razie mężowi, bo nie wiem, jak się ułożą sprawy z kochankiem. Po co palić za sobą mosty i zostać na lodzie z dwójką dzieci. Poczekam, zobaczymy co będzie. A mąż? Przecież on mnie nie interesuje...Tak pewnie masz rację , przecież jesteś taka mądra.Dziękuję za tłumaczenie moich postów,bo jestem upośledzona i nie wiem co chcę napisać.
To chodzi o to, czego NIE CHCIAŁAŚ napisać
Byłaś w takiej sytuacji???Wiem dokładnie co chcę napisać.piszę nie po to żeby kłamać. Tak może zachowuję sie jak 15-latka bo sama już to zauważyłam.Ale tak się teraz czuję.Jeśli chodzi o nasz "rodzinę"to fakt że większość spraw ja ogarniam co nie znaczy że mąż mi nie pomaga.Pisałam wcześniej-powiedziałam mężowi że nie jestem z nim szczęśliwa i że go nie kocham.Aha czy ja gdzieś napisałam że nie chcę odejść od męża?
(...)
Tak niech będzie jestem zła,niedobra,wogóle całkiem BEE.Weszłam na to forum po to żeby się wyżalic.Nigdy nie byłam w takiej sytuacji.Taka sytuacja mi się trafiła,ciężko mi to ogarnąć.Nie mam zamiaru wychowywać dziecka mojego kochanka,moich dzieci napewno nie zostawię biorąc pod uwagę fakt że mój syn jest dzieckiem leżącym głęboko upośledzonym,ma 9 lat i wazy 32kg.Mojego męża nie ma,a jak już jest to jest nieobecny nie szukam ojca dla moich dzieci i nie chcę żeby mój kochanek był ich ojcem bo one mają już ojca.Jeśli ktoś był w podobnej sytuacji wie że takie decyzje nie są proste.I nie jestem jakąś bezwzględna suką która myśli o sobie.Dlatego tu piszę.Jak ktoś wcześniej wspomniał jestem bardzo samotna,i mam świadomość że ten romans to nie rozwiązanie.Ale ja chcę się z nim spotykac,czy ktoś to rozumie??? Nie planowałam tego.Tak się stało.Czy tylko jaa na świecie jestem taka zła??
Nie napisałam, że jesteś zła czy niedobra. Ani mi w głowie ocenianie Ciebie. I nie neguję i nie oceniam również tego, że czujesz się w swym małżeństwie osamotniona.
Napisałam o wspólnym wychowywaniu dzieci, bo taka będzie rzeczywistość, jeśli zdecydujesz się na życie z Twym kochankiem. I nie chodzi tutaj o żadne nazwy, bo i Twoje dziecko ma ojca, i jego dziecko ma matkę. Proponuję tylko, byś się zastanowiła nad różnymi problemami, w tym również nad wychowywaniem dzieci.
I rozumiem, że chcesz się spotykać z człowiekiem, którego nazwałaś kochankiem. I bardzo Ci współczuję tego miotania się. Daj sobie czas na spokojne decyzje.
Byłaś w takiej sytuacji???Wiem dokładnie co chcę napisać.piszę nie po to żeby kłamać. Tak może zachowuję sie jak 15-latka bo sama już to zauważyłam.Ale tak się teraz czuję.Jeśli chodzi o nasz "rodzinę"to fakt że większość spraw ja ogarniam co nie znaczy że mąż mi nie pomaga.Pisałam wcześniej-powiedziałam mężowi że nie jestem z nim szczęśliwa i że go nie kocham.
Czy Ty w ogóle przeczytałaś to, co napisałam? Bo mam wrażenie, że nie...
Rudas1983 napisał/a:(...)
Tak niech będzie jestem zła,niedobra,wogóle całkiem BEE.Weszłam na to forum po to żeby się wyżalic.Nigdy nie byłam w takiej sytuacji.Taka sytuacja mi się trafiła,ciężko mi to ogarnąć.Nie mam zamiaru wychowywać dziecka mojego kochanka,moich dzieci napewno nie zostawię biorąc pod uwagę fakt że mój syn jest dzieckiem leżącym głęboko upośledzonym,ma 9 lat i wazy 32kg.Mojego męża nie ma,a jak już jest to jest nieobecny nie szukam ojca dla moich dzieci i nie chcę żeby mój kochanek był ich ojcem bo one mają już ojca.Jeśli ktoś był w podobnej sytuacji wie że takie decyzje nie są proste.I nie jestem jakąś bezwzględna suką która myśli o sobie.Dlatego tu piszę.Jak ktoś wcześniej wspomniał jestem bardzo samotna,i mam świadomość że ten romans to nie rozwiązanie.Ale ja chcę się z nim spotykac,czy ktoś to rozumie??? Nie planowałam tego.Tak się stało.Czy tylko jaa na świecie jestem taka zła??Nie napisałam, że jesteś zła czy niedobra. Ani mi w głowie ocenianie Ciebie. I nie neguję i nie oceniam również tego, że czujesz się w swym małżeństwie osamotniona.
Napisałam o wspólnym wychowywaniu dzieci, bo taka będzie rzeczywistość, jeśli zdecydujesz się na życie z Twym kochankiem. I nie chodzi tutaj o żadne nazwy, bo i Twoje dziecko ma ojca, i jego dziecko ma matkę. Proponuję tylko, byś się zastanowiła nad różnymi problemami, w tym również nad wychowywaniem dzieci.
I rozumiem, że chcesz się spotykać z człowiekiem, którego nazwałaś kochankiem. I bardzo Ci współczuję tego miotania się. Daj sobie czas na spokojne decyzje.
Dlatego pisałam że chcę sobie to "jakoś" pookładać,myślałam z będzie tu ktoś kto był lub jest w podobnej sytuacji.To co się dzieje jest dla mnie trudne i nie potrafię żyć w taki sposób.
ty się serio pogubiłaś
jak to nie szukasz ojca dla swoich dzieci??? to kogo szukasz?? tylko kochanka który zaspokoi twoje żądze????
kobieto otrząśnij się!!!
jesli zdecydujesz się na odejście zamieszkasz z kochankiem to jak wyobrażasz sobie dalsze życie???
ex bedzie przychodził i pomagał ci przy dzieciach???
smieszna jesteś wiesz??
wiem jak wyglada i jak funkcjonuje rodzina która zmaga sie z kalectwem dziecka
i nie 9 lat ale 30 lat..
widziałam u nich nudę , złe nastroje , posępne miny , strach o kolejny dzień .. ale wiesz oni są do teraz razem , razem niosą ten krzyż , razem walczą!!! i ona nie raz Ku*** rzucała na prawo i lewo , płakała , ale wstawała i działała .. chciała dla DZIECKA!!!
przetrwali niejedną burzę a Ty w tej sytuacji zachowujesz sie jak rozwydrzona panienka która nie ma zobowiazan i oczekuje głaskania nie dość że od kochanka to jeszcze tutaj od ludzi z sieci , nie przyjmując kompletnie tego co inni maja na ten temat do powiedzenia .. bo przecież ty juz masz swój pogląd na sytaucje wicęc nie kumam po co ten wątek??
Rudas1983 napisał/a:Byłaś w takiej sytuacji???Wiem dokładnie co chcę napisać.piszę nie po to żeby kłamać. Tak może zachowuję sie jak 15-latka bo sama już to zauważyłam.Ale tak się teraz czuję.Jeśli chodzi o nasz "rodzinę"to fakt że większość spraw ja ogarniam co nie znaczy że mąż mi nie pomaga.Pisałam wcześniej-powiedziałam mężowi że nie jestem z nim szczęśliwa i że go nie kocham.
Czy Ty w ogóle przeczytałaś to, co napisałam? Bo mam wrażenie, że nie...
tak czytałam co to napisałaś.Rozumiem z tego tyle że wg ciebie powinnam zostać z mężem bo sobie nie poradzę sama.To moja interpretacja Twojego posta.
36 2011-09-21 14:20:42 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-21 14:24:44)
Przykro mi, ale tak to wygląda:
1. masz męża, którego nie kochasz - powiedziałaś mu to i oczekujesz, że On pomimo tego nadal będzie z Tobą tworzył rodzinę i wychowywał dzieci
2. masz kochanka, który ma służyć do zaspokojenia Twoich potrzeb, których nie nie otrzymujesz do męża - mąż jak rozumiem ma to zaakceptować
Noooo...
Obym się myliła, ale wiesz, jak to się może skończyć? Że zostaniesz sama, z dziećmi. ![]()
niekochana72 napisał/a:Rudas1983 napisał/a:Byłaś w takiej sytuacji???Wiem dokładnie co chcę napisać.piszę nie po to żeby kłamać. Tak może zachowuję sie jak 15-latka bo sama już to zauważyłam.Ale tak się teraz czuję.Jeśli chodzi o nasz "rodzinę"to fakt że większość spraw ja ogarniam co nie znaczy że mąż mi nie pomaga.Pisałam wcześniej-powiedziałam mężowi że nie jestem z nim szczęśliwa i że go nie kocham.
Czy Ty w ogóle przeczytałaś to, co napisałam? Bo mam wrażenie, że nie...
tak czytałam co to napisałaś.Rozumiem z tego tyle że wg ciebie powinnam zostać z mężem bo sobie nie poradzę sama.To moja interpretacja Twojego posta.
?????
Przeczytaj, ile razy napisałam, ze powinnaś powiedzieć mężowi prawdę. Nic nie pisałam, że masz z nim zostać.
Dlatego pisałam że chcę sobie to "jakoś" pookładać,myślałam z będzie tu ktoś kto był lub jest w podobnej sytuacji.To co się dzieje jest dla mnie trudne i nie potrafię żyć w taki sposób.
Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak to jest u innych w podobnych przypadkach, proponuję byś przeczytała:
http://www.netkobiety.pl/t29853.html
http://www.netkobiety.pl/t13339.html
http://www.netkobiety.pl/t20038.html
http://www.netkobiety.pl/t29769.html
http://www.netkobiety.pl/t29556.html
Staraj się nie odsyłać użytkowniczek do innych tematów, ponieważ takie działania tylko zaciemniają wątek.
apoteoza
ty się serio pogubiłaś
jak to nie szukasz ojca dla swoich dzieci??? to kogo szukasz?? tylko kochanka który zaspokoi twoje żądze????
kobieto otrząśnij się!!!
jesli zdecydujesz się na odejście zamieszkasz z kochankiem to jak wyobrażasz sobie dalsze życie???
ex bedzie przychodził i pomagał ci przy dzieciach???
smieszna jesteś wiesz??wiem jak wyglada i jak funkcjonuje rodzina która zmaga sie z kalectwem dziecka
i nie 9 lat ale 30 lat..
widziałam u nich nudę , złe nastroje , posępne miny , strach o kolejny dzień .. ale wiesz oni są do teraz razem , razem niosą ten krzyż , razem walczą!!! i ona nie raz Ku*** rzucała na prawo i lewo , płakała , ale wstawała i działała .. chciała dla DZIECKA!!!
przetrwali niejedną burzę a Ty w tej sytuacji zachowujesz sie jak rozwydrzona panienka która nie ma zobowiazan i oczekuje głaskania nie dość że od kochanka to jeszcze tutaj od ludzi z sieci , nie przyjmując kompletnie tego co inni maja na ten temat do powiedzenia .. bo przecież ty juz masz swój pogląd na sytaucje wicęc nie kumam po co ten wątek??
Po pierwsze nikogo nie szukam,po drugie Twoi znajomi niosą razem ten krzyż,a ja niosę go sama.Po drugie moje dziecko nie jest dla mnie żadnym krzyżem,to że jest chory nie znaczy że jest dla mnie krzyżem.Kocham go za to że jest a nie jaki jest.Moje dziecko nie ma 90% mózgu rozumiesz????????To nie jest mpd z którego można wyjść prawie bez szwanku.Mój syn umierał mi na rękach kilka razy,nie wiesz o czym piszesz.To że napisałam tu na forum sory to był błąd.Może i się pogubiłam ale ty też nie masz pojęcia o czym piszesz.Mój mąż jest ojcem moich dzieci i tyle,nie mam zamiaru zmieniac im ojca.
Po pierwsze nikogo nie szukam,po drugie Twoi znajomi niosą razem ten krzyż,a ja niosę go sama
versus
Jeśli chodzi o nasz "rodzinę"to fakt że większość spraw ja ogarniam co nie znaczy że mąż mi nie pomaga.
No to jak to w końcu jest?
W zasadzie nie rozumiem oburzenia ze strony autorki. Przecież forumowiczki podają Ci jedyne dobre wyjście. Tu nawet nie ma co sie rozpisywać. Nie kochasz go- odejdź i uwierz mi najmniej go zranisz odchodząc. Bo teraz krzywdzisz go o wiele bardziej.
Ja jako przyjaciółka kiedyś też doradziłam tak samo jak i Tobie pewnej kobiecie. I wiesz co zrobiła? odeszła. Powiem Ci, że jest szczęśliwa- tylko jedno było najważniejsze, że faceta naprawde już nie kochała.
I nie powinnaś najeżdżać na osoby doradzające na tym forum, bo chcą Ci pomóc i mają słuszność.
Co to w ogóle za jakieś dziwne refleksje.. Chcesz ranić męża i czekać aż znajdzie sam dowody zdrady i dopiero go zaboli?
Kobieto działaj. Zdobądź sie na rozmowę z mężem bardzo szczerą, ważne żebyś podała mu wszystkie argumenty do rozstania i to będzie jedyne słuszne wyjście.
A co do kochanka to nie komentuje tego nawet.
to nie licytacja kto ma bardziej chore dziecko
moi znajomi mają córkę pod respiratorem która nie ma z nimi kompletnie kontaktu .. wiem co przezywają
pisząc o krzyżu wcale nie miałam niczego zlego na myśli a wręcz odwrotnie , wiem jakie są relacje w rodzinie gdy jest chory jej członek po prostu ..
sama się gubisz w tym co napisałaś najpierw że mąż pomaga nie zostawia ciebie bez pomocy a zaraz ze nie pomaga..
myslę że po prostu jesteś zmęczona tą całą sytuacją w domu , stąd takie mysli..
Rudas1983 napisał/a:Po pierwsze nikogo nie szukam,po drugie Twoi znajomi niosą razem ten krzyż,a ja niosę go sama
versus
Rudas1983 napisał/a:Jeśli chodzi o nasz "rodzinę"to fakt że większość spraw ja ogarniam co nie znaczy że mąż mi nie pomaga.
No to jak to w końcu jest?
Jest tak że jestem sama , a mąż robi jedynie to co musi.
Rudas1983,
kobieto! Spokojnie.
Nikt niczego Tobie tutaj nie wciska, każdy zaś wyraża swą opinię, ale na to sama się zgodziłaś rozpoczynając swój wątek.
To, że nie wszyscy piszą to, co Ty chcesz przeczytać, to inna sprawa, ale wówczas trzeba było (przepraszam za sarkazm) na początku swego pierwszego postu napisać tekst dla nas do przepisania.
Twoje ostre reakcje są świadectwem, iż autorzy tych postów odczytują to, co skrzętnie (głównie przed sobą) starasz się ukryć. Chciałaś rady, to każdy pokazuje Ci inną stronę Twej sytuacji. Cóż, przeglądanie się w czyichś oczach jest, zwykle, bolesne.
Ale sama chcesz zastanowić się nad rozwiązaniem swej sytuacji. To Ty podejmiesz decyzję.
Zastanów się, czy nie słusznym byłoby zastanowienie się nad innym, nie tak jednostronnym, spojrzeniem na sprawę. A osoby będące w identycznej lub choćby podobnej sytuacji są zwykle złymi doradcami. Zwykle popełniły te same błędy. I znacznie trudniej jest im spojrzeć na taką sytuacje obiektywnie, patrzą przez pryzmat swoich doświadczeń.
A Ty i tak zrobisz, co zechcesz.
to nie licytacja kto ma bardziej chore dziecko
moi znajomi mają córkę pod respiratorem która nie ma z nimi kompletnie kontaktu .. wiem co przezywają
pisząc o krzyżu wcale nie miałam niczego zlego na myśli a wręcz odwrotnie , wiem jakie są relacje w rodzinie gdy jest chory jej członek po prostu ..sama się gubisz w tym co napisałaś najpierw że mąż pomaga nie zostawia ciebie bez pomocy a zaraz ze nie pomaga..
myslę że po prostu jesteś zmęczona tą całą sytuacją w domu , stąd takie mysli..
Może chciałabym mieć kawałek życia dla siebie??
Wielokropek napisał/a:Rudas1983,
kobieto! Spokojnie.
Nikt niczego Tobie tutaj nie wciska, każdy zaś wyraża swą opinię, ale na to sama się zgodziłaś rozpoczynając swój wątek.To, że nie wszyscy piszą to, co Ty chcesz przeczytać, to inna sprawa, ale wówczas trzeba było (przepraszam za sarkazm) na początku swego pierwszego postu napisać tekst dla nas do przepisania.
Twoje ostre reakcje są świadectwem, iż autorzy tych postów odczytują to, co skrzętnie (głównie przed sobą) starasz się ukryć. Chciałaś rady, to każdy pokazuje Ci inną stronę Twej sytuacji. Cóż, przeglądanie się w czyichś oczach jest, zwykle, bolesne.
Ale sama chcesz zastanowić się nad rozwiązaniem swej sytuacji. To Ty podejmiesz decyzję.
Zastanów się, czy nie słusznym byłoby zastanowienie się nad innym, nie tak jednostronnym, spojrzeniem na sprawę. A osoby będące w identycznej lub choćby podobnej sytuacji są zwykle złymi doradcami. Zwykle popełniły te same błędy. I znacznie trudniej jest im spojrzeć na taką sytuacje obiektywnie, patrzą przez pryzmat swoich doświadczeń.A Ty i tak zrobisz, co zechcesz.
Dokładnie
Dzięki dziewczyny,nie byłam w takiej sytuacji i jest mi trudno.Zwyczajnie trudno.Nie chcę żeby ktoś pisał to co chcę przeczytać,bo nie o to chodzi.Czuję się w tym wszystkim parszywie.Strasznie.
przecież nikt ci nie broni abyś miała chwilę dla siebie..
taką chwilę dla siebie można wypracować będąc w związku z meżem również
invisible napisał/a:Wielokropek napisał/a:Rudas1983,
kobieto! Spokojnie.
Nikt niczego Tobie tutaj nie wciska, każdy zaś wyraża swą opinię, ale na to sama się zgodziłaś rozpoczynając swój wątek.To, że nie wszyscy piszą to, co Ty chcesz przeczytać, to inna sprawa, ale wówczas trzeba było (przepraszam za sarkazm) na początku swego pierwszego postu napisać tekst dla nas do przepisania.
Twoje ostre reakcje są świadectwem, iż autorzy tych postów odczytują to, co skrzętnie (głównie przed sobą) starasz się ukryć. Chciałaś rady, to każdy pokazuje Ci inną stronę Twej sytuacji. Cóż, przeglądanie się w czyichś oczach jest, zwykle, bolesne.
Ale sama chcesz zastanowić się nad rozwiązaniem swej sytuacji. To Ty podejmiesz decyzję.
Zastanów się, czy nie słusznym byłoby zastanowienie się nad innym, nie tak jednostronnym, spojrzeniem na sprawę. A osoby będące w identycznej lub choćby podobnej sytuacji są zwykle złymi doradcami. Zwykle popełniły te same błędy. I znacznie trudniej jest im spojrzeć na taką sytuacje obiektywnie, patrzą przez pryzmat swoich doświadczeń.A Ty i tak zrobisz, co zechcesz.
Dokładnie
Dzięki dziewczyny,nie byłam w takiej sytuacji i jest mi trudno.Zwyczajnie trudno.Nie chcę żeby ktoś pisał to co chcę przeczytać,bo nie o to chodzi.Czuję się w tym wszystkim parszywie.Strasznie.
Przepraszam, że wypowiem się w imieniu innych. Ale wiedz, że po to tu się gromadzimy, żeby się wesprzeć w trudnościach w jakich się grzebiemy. A jeśli oceniamy negatywnie czyjeś postępowanie to też tylko po to aby pomóc- a spojrzenie oczami osób niezwiązanych emocjonalnie z sytuacją bywa niezwykle wartościowe! bo przypomina o tym gdzie w tym wszystkim znajduje się logika i rozsądek
Ale przecież nikt nie wątpi, ze postawiłaś się w trudnej sytuacji. Tylko nie gryź ręki, którą podajemy, proszę. ![]()
Odzłość się gdzieś na boku, tak, by nikt nie widział. I wróć do przeczytania każdego naszego postu. Powoli, bez podejrzliwości. Przytomniej niż dotąd. A w pogotowiu - szklanka zimnej wody.
przecież nikt ci nie broni abyś miała chwilę dla siebie..
taką chwilę dla siebie można wypracować będąc w związku z meżem również
Właśnie w związku ni mogę liczyć na zbyt wiele.Wiele razy prosiłam o rozmowę,ale nadal nic i nic.Nawet gdy powiedziałam że go ni kocham to milczał nie mówił nic,jak wcześniej.Zero pytań czy starań.Nic.Pustka.Twierdzi że mnie kocha i na tym się wszystko kończy.To straszne,wiem.W łóżku też masakra.Nie potrafię się z nim kochac od bardzo dawna-to jeszcze przed tym kochankiem.Zwykle kochałam się znim jak wypiłam,inaczej nie mogłam,nie chciałam,nie potrafiłam.Chciałam odejść wcześniej , dużo wcześniej ale bałam się że sobie nie poradzę.Dziewczyny ja naprawdę go nie kocham.I ten kochanek-jeśli mogę go tak nazywac,bo ze sobą nie spaliśmy,daje mi to czego tak dawno nie miałam.Jestem silną kobietą,ale teraz czuję się jak najsłabsza istota na świecie.
Ponawiam swą propozycję dokonania uczciwego bilansu.
A kochankiem tego pana nazywamy, boś TY użyła takiej nazwy, jak dla mnie mogę go nazywać "operacja" czy "seler", bo nie o nazwę tutaj chodzi.
.Chciałam odejść wcześniej , dużo wcześniej ale bałam się że sobie nie poradzę.Dziewczyny ja naprawdę go nie kocham.
Najpierw mnie zarzuciłaś, że Ci to wciskam
Teraz w końcu sama to napisałaś.
Coś się zmieniło, że teraz uważasz, że sobie dasz radę? Czy nadal uważasz, że sobie nie dasz rady?
I ten kochanek-jeśli mogę go tak nazywac,bo ze sobą nie spaliśmy,daje mi to czego tak dawno nie miałam.
Co On Ci daje?
Bo mnie przeraża jego zachowanie
Wiedząc, że nie chce tworzyć z Tobą związku - naraża Cię na konsekwencje.
Ja tego nie ogarniam...
To jest wydaje mi się strach przed zmianą- po wieloletnim związku, stabilizacji i wspólnego życia a nie, że sobie nie poradzisz.
Ale jeśli go nie kochasz- to siłę musisz w sobie mieć to nie ulega wątpliwości. Tylko znajdź ja w sobie.
Wszystko jest kwestią postrzegania swojej sytuacji. Czasami zagrzebujemy się w lęku bo boimy się następstw naszych decyzji.. ale Kochana jeśli czujesz słuszność swojego przekonania "nie nie kocham go i chce odejść" to powinnaś podjąć zdecydowane kroki, bo przeciąganie nie koniecznie Cie wzmocni.
Rudas1983 napisał/a:.Chciałam odejść wcześniej , dużo wcześniej ale bałam się że sobie nie poradzę.Dziewczyny ja naprawdę go nie kocham.
Najpierw mnie zarzuciłaś, że Ci to wciskam
Teraz w końcu sama to napisałaś.
Coś się zmieniło, że teraz uważasz, że sobie dasz radę? Czy nadal uważasz, że sobie nie dasz rady?Rudas1983 napisał/a:I ten kochanek-jeśli mogę go tak nazywac,bo ze sobą nie spaliśmy,daje mi to czego tak dawno nie miałam.
Co On Ci daje?
Bo mnie przeraża jego zachowanieWiedząc, że nie chce tworzyć z Tobą związku - naraża Cię na konsekwencje.
Ja tego nie ogarniam...
Tak kiedyś myślałam że nie dam rady,chociaż pewnie dałabym bo myślę że móc to chcieć.Co on mi daje,to wszystko czego nie daje mi mąż tj uwaga,zainteresowanie,czułość,rozmowa itp,nie znaczy to że zachowałabym się tak w stosunku do pierwszego lepszego mężczyzny.Czy ja chcę być z nim w związku tj z tym kochankiem nie wiem , wiem że mogę zostać sama ale moje małżeństwo jest fikcją już od jakiegoś czasu.W sumie to nie wiem czy teraz chcę być jakimkolwiek związku..
To jest wydaje mi się strach przed zmianą- po wieloletnim związku, stabilizacji i wspólnego życia a nie, że sobie nie poradzisz.
Ale jeśli go nie kochasz- to siłę musisz w sobie mieć to nie ulega wątpliwości. Tylko znajdź ja w sobie.
Wszystko jest kwestią postrzegania swojej sytuacji. Czasami zagrzebujemy się w lęku bo boimy się następstw naszych decyzji.. ale Kochana jeśli czujesz słuszność swojego przekonania "nie nie kocham go i chce odejść" to powinnaś podjąć zdecydowane kroki, bo przeciąganie nie koniecznie Cie wzmocni.
Właśnie to chciałam napisac,to jest strach przed zmianą...Tak myślę...
To zacytuję sama siebie. W pierwszym swym poście napisałam:
To o co pytasz? Decyzje już podjęłaś.
Mamy, słuszność jej, potwierdzić?
Tak kiedyś myślałam że nie dam rady,chociaż pewnie dałabym bo myślę że móc to chcieć.Co on mi daje,to wszystko czego nie daje mi mąż tj uwaga,zainteresowanie,czułość,rozmowa itp,nie znaczy to że zachowałabym się tak w stosunku do pierwszego lepszego mężczyzny.Czy ja chcę być z nim w związku tj z tym kochankiem nie wiem , wiem że mogę zostać sama ale moje małżeństwo jest fikcją już od jakiegoś czasu.W sumie to nie wiem czy teraz chcę być jakimkolwiek związku..
Kobieto - przecież sama napisałaś, że nie chcesz z nim wychowywać dzieci!!! To jak Ty to widzisz?
1. Skąd będziesz miała pieniądze na utrzymanie siebie i dzieci? Pracujesz?
2. Gdzie będziesz mieszkać?
3. Czy Ty w ogóle rozmawiałaś z kochankiem o przyszłości - co On na to?
4. Co z dziećmi?
No i Twoje wypowiedzi staja się co raz bardziej logiczne.
Nie kochasz go i masz świadomość, że możesz żyć sama
i nie potrzebujesz faceta, żeby odejść od męża.
Nowa znajomość może pomógła Ci zrozumieć, że Twoje uczucie do męża już naprawde nie istnieje. Zdobądź się na wyżyny szczerośći, działanie i jeszcze raz działanie..
To jest wydaje mi się strach przed zmianą- po wieloletnim związku, stabilizacji i wspólnego życia a nie, że sobie nie poradzisz.
Ale jeśli go nie kochasz- to siłę musisz w sobie mieć to nie ulega wątpliwości. Tylko znajdź ja w sobie.
Wszystko jest kwestią postrzegania swojej sytuacji. Czasami zagrzebujemy się w lęku bo boimy się następstw naszych decyzji.. ale Kochana jeśli czujesz słuszność swojego przekonania "nie nie kocham go i chce odejść" to powinnaś podjąć zdecydowane kroki, bo przeciąganie nie koniecznie Cie wzmocni.
Zgadzam sie w 100%./.. to słuszna rada..
Broń Boże nie oceniam Cie.. uważam ,ze każdy może znaleśc się na zakręcie zyciowym , przed taka decyzja... daj sobie troche czasu.. przeanalizuj, wypróbuj dosłownie wszystkiego na upenienie się że odejście z tego zycia będzie słuszną decyzją....
Chwila moment. A gdzie w tym wszystkim główny zainteresowany - czyli mąż? Pierdu pierdu sobie można z byłym frędzlem pomigdalić - jemu bowiem to lotto, może nawet czuje misję - pomaga biednej kobiecie. Samarytanin w cztery rżnięty. Ochłap Ci rzuci - a Ty wniebowzięta. Rozmawiać umie, całować umie, przypomina lata beztroskiej młodości - ale czasu cofnąć nie potrafi. Ot taki drobny feler, który w końcu zauważysz i Ty i on skuma w co się pakuje. Siwy dym po nim zostanie na śmierdzącej psimi szczynami klatce schodowej.
A mąż co? Do roboty jak mniemam zasuwa, Autorka w domu z dziećmi - wyć do księżyca idzie. Jestem w stanie zrozumieć. I podejrzewam że nie jest to żaden krzyż czy poświęcenie - bo to nie obce dzieci z Ugandy, a swoje własne. Czyli obowiązek. Niesprawiedliwość losu - ale obowiązek. Mąż też obowiązki ma. I jak widzę je wypełnia. Cierpliwie i odpowiedzialnie.
Rozmowny nie jest. OK. A pomyślałaś droga Autorko, że jego to też może z deka przerastać? Że jest tak samo samotny jak Ty? Że zwyczajnie nie potrafi rozmawiać o bólu. Tym jaki przeżywa patrząc na to jak Ty się motasz. Jak cierpi jego dziecko. A on może tylko kasę do domu przynosić. I tyle. Może chętnie by się z Tobą zamienił? Wszystko przechodzi mu koło nosa. Nawet seks pańszczyźniany po pijaku. Na pewno marzył po nocach o takim życiu. Mur beton. Wbijasz mu nóż w serce mówiąc że go nie kochasz. No i co on ma teraz zrobić?!
Jak pierdyknie drzwiami i stwierdzi: do zbója pana, młody jestem, będę zarabiał, przysyłał, tylko już patrzeć na to wszystko nie mogę, odwal się ode mnie babo ze swoimi schizami - to co? Wyjdzie na bezdusznego pajaca. Kamień z serca.
A on nie. Mówi że kocha i cierpliwie ciągnie wózek.
Moja rada? Grzmotnij się Autorko z rozpędu banią w ścianę - wlączy się odruch nogi kopiącej kochanka w dupę. Idź na terapię z mężem i nauczcie się rozmawiać. Masz 28 lat, osiem lat małżeństwa, niepełnosprawne dziecko, mąż pewnie równolatek albo kilka lat starszy. A już pogrzebaliście się żywcem. Myślisz że jakikolwiek inny facet to udźwignie? Przypuszczam że wątpię.
Kriss,
jak możesz!
Tak prosto z mostu!
Przecież w tej historii tak dobrze już szło. Mąż - nieczuły cham przynoszący kasę do domu, żona - w trudach i znoju, i on - niedoszły jeszcze, acz wyśniony kochanek. I już decyzja podjęta o heroicznym odejściu z niepełnosprawnym dzieckiem do pełnosprawnego (?) kochanka.
I pojawiasz się Ty, z wanną (bo kubeł to to nie był) lodowatej wody.
I znowu trzeba myśleć. I może próbować reaktywować. A chęci gdzie? Indziej.
Zakładając ze ułożysz sobie życie z kochankiem.
mija kolejnych 8 lat i..............?
Chwila moment. A gdzie w tym wszystkim główny zainteresowany - czyli mąż? Pierdu pierdu sobie można z byłym frędzlem pomigdalić - jemu bowiem to lotto, może nawet czuje misję - pomaga biednej kobiecie. Samarytanin w cztery rżnięty. Ochłap Ci rzuci - a Ty wniebowzięta. Rozmawiać umie, całować umie, przypomina lata beztroskiej młodości - ale czasu cofnąć nie potrafi. Ot taki drobny feler, który w końcu zauważysz i Ty i on skuma w co się pakuje. Siwy dym po nim zostanie na śmierdzącej psimi szczynami klatce schodowej.
A mąż co? Do roboty jak mniemam zasuwa, Autorka w domu z dziećmi - wyć do księżyca idzie. Jestem w stanie zrozumieć. I podejrzewam że nie jest to żaden krzyż czy poświęcenie - bo to nie obce dzieci z Ugandy, a swoje własne. Czyli obowiązek. Niesprawiedliwość losu - ale obowiązek. Mąż też obowiązki ma. I jak widzę je wypełnia. Cierpliwie i odpowiedzialnie.
Rozmowny nie jest. OK. A pomyślałaś droga Autorko, że jego to też może z deka przerastać? Że jest tak samo samotny jak Ty? Że zwyczajnie nie potrafi rozmawiać o bólu. Tym jaki przeżywa patrząc na to jak Ty się motasz. Jak cierpi jego dziecko. A on może tylko kasę do domu przynosić. I tyle. Może chętnie by się z Tobą zamienił? Wszystko przechodzi mu koło nosa. Nawet seks pańszczyźniany po pijaku. Na pewno marzył po nocach o takim życiu. Mur beton. Wbijasz mu nóż w serce mówiąc że go nie kochasz. No i co on ma teraz zrobić?!
Jak pierdyknie drzwiami i stwierdzi: do zbója pana, młody jestem, będę zarabiał, przysyłał, tylko już patrzeć na to wszystko nie mogę, odwal się ode mnie babo ze swoimi schizami - to co? Wyjdzie na bezdusznego pajaca. Kamień z serca.
A on nie. Mówi że kocha i cierpliwie ciągnie wózek.Moja rada? Grzmotnij się Autorko z rozpędu banią w ścianę - wlączy się odruch nogi kopiącej kochanka w dupę. Idź na terapię z mężem i nauczcie się rozmawiać. Masz 28 lat, osiem lat małżeństwa, niepełnosprawne dziecko, mąż pewnie równolatek albo kilka lat starszy. A już pogrzebaliście się żywcem. Myślisz że jakikolwiek inny facet to udźwignie? Przypuszczam że wątpię.
Dziękuję. Bo już traciłam wiarę...
Jak pierdyknie drzwiami i stwierdzi: do zbója pana, młody jestem, będę zarabiał, przysyłał, tylko już patrzeć na to wszystko nie mogę, odwal się ode mnie babo ze swoimi schizami - to co? Wyjdzie na bezdusznego pajaca. Kamień z serca.
A on nie. Mówi że kocha i cierpliwie ciągnie wózek
A przez te klika zdań... Poryczałam się ![]()
Nie rycz.
To wszystko przez laktację. Wena taka. Faceci wcale nie mają tak letko. Wcale. Dlatego jak znajdzie się taki co udźwignie i rokuje na przyszłość, to trzeba być autentycznie durną babą żeby nie doceniać.
W sumie Kriss napisała to co wszyscy próbowali inaczej określić, ale chyba lepiej tak prosto z mostu niż wydziwiać. Od siebie dodam, że warto zwrócić uwagę na wiek Autorki. Od 9 lat ma niepełnosprawne dziecko, które praktycznie nie żyje tylko trwa. Domyślam się, że przez to nieszczęście, które na nią spadło nie miała beztroskiej młodości i chwil zapomnienia. Ona z mężem od razu wskoczyli w głębokie błoto i to wszystko ich wykończyło. Rozumiem, że miłość z dawnych lat dała nadzieję na powrót straconych tak niesprawiedliwie lat młodości, ale sądzę, że to tylko na chwilę. Drobna odskocznia i koniec. A to Wy jako małżeństwo powinniście być dla siebie podporą i ostoją więc nie w ramiona kochanka, ale do terapeuty, żeby ratować małżeństwo, a przede wszystkim siebie, bo od tego wszystkiego można zwariować.