netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Felerne wakacje.

13 odpowiedzi5 993 wyświetleniazałożony przez kingxa, 29.08.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

1

Temat: Felerne wakacje.

W lutym byliśmy z mężem na wakacjach. Piękne miejce, ciepło. Już pierwszego wieczoru mąz zachował się dziwnie poszedł z komórką do baru i był bardzo speszony gdy przyszłam. Po kilku dniach wakacji siedział z telefonem codziennie po kolacji, myślałam, że czyta prasę. Któregoś wieczoru kiedy był sam w pokoju przyłapałam go na tym, że czytał maila od kobiety. Pisała, że zachody słońca,które jej przesłał chciałaby zobaczyć i że nurek w piance jest fajny i gdyby wyłączyli neta to paaa......a.  Mąż na moje pytania nic nie mówił trzy dni, nie wiedziałam kto to pisał. W końcu postawiłam warunek, ze musi mi powiedzieć kto to jest i dać mi numer tel. do tej osoby. Zwlekał.Pod moją nieobecność pobiegł ją uprzedzić, domyśliłam się, gdy go znalazam mówił, ze gotowa jestem przylecieć do pracy i "o idzie" po czym sie rozłączył. Gdy połączył mnie z tą kobietą ona na moje wyrzuty odpowiedziała, że mam wspaniałego męża. Podziękowałam za spostrzeżenie. Potem mówiła podobno, że powiedziała "mam wspaniałego męża". Poprosiłam jej męża do tel powiedziłał, że o wszystkim wie i że widział te zdjęcia oraz że przecież oni znają się 10 lat. Zmurowało mnie, nigdy nie słyszałam o tej kobiecie, a jesteśmy małżeństwem od 15 lat. Muszę dodać, ze ta kobieta to asystentka pracująca w jego wydziale. Potem dowiedziałam się, że najpierw była u niego jako studentka na praktyce, potem jeszcze pracowali razem dwa razy po dwa lata.
Po tym zdarzeniu mąż wysał do nich sms-a z przeprosinami, że ma taką żonę która ze zwykłych pozdowień z wakcji potrafi wysnuwać chore zarzuty.
Powiedziałam,że się rozwiedziemy, ponieważ już przed wyjazdem było bardzo źle. Ciągle krzyczał na mnie, wracał póżno z pracy. Powiedziałam zeby szukał mi mieszkania.
Mówił ciągle,ze mu niszczę rodzinę (mamy dwoje dzieci) oraz ze mogę sie cieszyć, że mam takiego nieśmiałego męża, że byłam niedobra bo nie okazywałam uczuć.
Chciałam rozwodu. W komórce informatyk znalazł wykasowane zdjęcia tej asystentki w stroju kąpielowym i zdjęcia mieszkań które mi szukał.
Ale po kilku tyg pomyślam, ze go kocham. Starałam się dla niego bardziej niż zawsze, ale wieczorami leżałam i przeżywałam. On też się zmnienił, starał się. Stawiałam warunek zeby pracował tylko z drugą asystentką. Powiedział, ze nie ma takiej możliwości.
W lipcu postanowiłam to jednak przerwać, mie mogłam wytrzymać, oni nadal razem pracują. Nie potrafię tego zaakceptować co sie działo. Zaczełam mówić znowu o rozwodzie. On twierdzi,że to tylko koleżanka,że nie mówił mi bo jestem zazdrosna. Potem zaczął mnie straszyć, że mnie zniszczy i źle traktować, że dalam mu taką nadzieję na dobre życie, a teraz chcę się rozstać. Obecnie szuka mi i zostawia na komputerze różne artykuły o osobowości paranoicznej. Nie mogę tego znieść.
Pomóżcie, powiedzcie swoje zdanie na ten temat.

2 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-08-29 23:35:15)

Odp: Felerne wakacje.

Nie powinien na waszych wakacjach poświęcać jej czasu, miałaś pełne prawo się gniewać.

Być może on nie może w prosty sposób pozbyć się asystentki (Twoja zazdrość to jednak słabszy powód bez jakiegoś dowodu na przykład niewierności). Ale powinien Ciebie wspierać, dla Ciebie być miły przede wszystkim, mówić prawdę od początku. Ukrywanie przed Tobą bardzo źle świadczy o tym mężczyźnie. Ja bym się po takim rozczarowaniu nie starał już niczego naprawiać.

Ty piszesz, że też masz już dość tej sytuacji - bądź rozsądna i praktyczna. Nie rób mu scen, nie mów mu wszystkiego, co wiesz. Bądź chłodna, ale nie agresywna. Nie rób nic, co mogłoby wskazywać na osobowość paranoiczną - PILNUJ SIĘ. Natomiast jeśli obawiasz się, że może próbować spełniać groźby - szukaj świadków waszych rozmów czy tego, jak on Cię traktuje, może nawet nagrywaj (SKRYCIE) wasze rozmowy, w których on Cię straszy czy atakuje. Potem mu nie groź, że je wyjawisz, że pokażesz. ANI SŁOWA o tym, że się praktycznie przygotowujesz do rozwodu.
Nie chcesz, mam nadzieję, zniszczyć tego człowieka, ale bądź przygotowana do skutecznej obrony.

Przedstawiłaś męża jako strasznego egoistę. On MA rodzinę, a Ty najwyżej służysz osiąganiu przez niego szczęścia, masz siedzieć cicho i nie wymagać. Nie pozwól się tak traktować!

3

Odp: Felerne wakacje.

Dziękuję za wsparcie, jest mi ciężko tym bardziej, że mąż obwinia mnie o to, że chcę odejść, mówi przy dzieciach "skoro chcesz porzucić rodzinę". Starszy syn ma mi to za złe, że chcę rozwodu.
Wiem jednocześnie, że muszę to zrobić.
Już wcześniej było źle, a przed wyjazdem w lutym mówił, że nic nas nie łączy oprócz seksu, a niedługo i tego nie będzie chciał. Jakoś to do mnie wtedy nie dotarło. Zawsze miał duże potrzeby w tym zakresie.
Wcześniej kilka lat temu przyłapałam, go na seksie przez internet, a pięć lat temu pisał z kimś i wyłączył pstryczkiem komputer. Ktoś puszcał mu sygnały, on podbiegał do komórki i wyrywał mi gdy chciałam zobaczyć kto to.
Dziwię się, że wytrzymałam tyle lat. Czegoś mu brakuje w tym związku.
Do tego jeszce ciągłe kłótnie o pieniądze, mąż ma osobne konto, zarabia dużo więcej niż ja. Sam chce decydować o tym na co wyda pieniądze, a na każde moje pytanie na co je przeznaczymy reagował agresją, "najpierw powiedz na co wydałaś Twoje". Wyliczałam na co. Nie chciał nawet udostępnić mi wglądu do swojego konta inter.
Wszystko podporządkowywał wyjazdom zagranicznym,obecnie dwa razy do roku,  musieliśmy nie raz bardzo oszczędzać, potem zanosił pokazać zdjęcia do pracy.Na wyjazdach gdy coś zwiedzaliśmy, biegł przodem, ja z dziećmi z tyłu, czasami nawet się nie obracał.
Kiedyś pamiętam porosiłam go jeszcze na początku małżeństwa, żeby mi kupił jakąś zwykłą bluzkę, odpowiedział, że żona jak coś chce to powinna ładnie poprosić. Było mi głupio. Ale następnym razem tak zrobiam, powiedział mi wtedy,że mam postawę roszczeniową.Zbladłam.
Potrafił też gdy przyjechał kiedyś mój ojciec zrobić mi uwagę, że dlaczego nakroiłam cały talerzyk śniadaniowy ogórków, pewnie się zmarnują. Tata wstał od stołu.
Nie jesteśmy biedni.Mogłabym pisać jeszcze długo.
Dodam, że w pracy jest szanowany, ceniony za swoją kompetencję, miły i uśmiechnięty.
Do mnie nie uśmiecha się od lat.W domu siedzi przed komputerem albo ogląda seriale ze starszym synem.
Jakie macie wrażenia po przeczytaniu tego tekstu?
Napiszcie.

4 Ostatnio edytowany przez Namaste3434 (2011-08-30 23:48:44)

Odp: Felerne wakacje.
kingxa napisał/a:

Kiedyś pamiętam porosiłam go jeszcze na początku małżeństwa, żeby mi kupił jakąś zwykłą bluzkę, odpowiedział, że żona jak coś chce to powinna ładnie poprosić. Było mi głupio. Ale następnym razem tak zrobiam, powiedział mi wtedy,że mam postawę roszczeniową.Zbladłam.
Potrafił też gdy przyjechał kiedyś mój ojciec zrobić mi uwagę, że dlaczego nakroiłam cały talerzyk śniadaniowy ogórków, pewnie się zmarnują.

Jestem zszkokowana tym, co przeczytałam. Twój mąż zachowuje się strasznie! To naprawdę przesada. Uważam, że Twoja decyzja o rozwodzie jest słuszna. Na pewno odżyjesz i będzie Ci lżej. Przecież ten związek nic Ci nie daje, oprócz poniżenia, niepewności i frustracji. Uciekaj dopóki możesz. Trzymam Kciuki.

5

Odp: Felerne wakacje.

Współczuję Ci bardzo.. to straszne,despota, pan i władca.. założe się, że on jest święcie przekonany, że wszystko co on robi jest jedyne i słuszne, nie popełnia błedów ..a to tylko Ty jesteś wszystkiemu winna...   myśle, że bardzo ciężko odnaleść droge do siebie.spowrotem.. a nawet mysle, że to niemozliwe.. ludzie maja różne charaktery, owszem .. ale on pastwi sie nad Tobą psychicznie.. w rady typu" idźcie na terapie" nie wierze bo on zapewne Cie wysmieje.. sama owszem powinnaś pójśc bo przynajmniej nie dasz się sprowadzić do parteru... ..będe czytała Twój post.. trzymam kciuki za Ciebie...

6

Odp: Felerne wakacje.

Miałam w ogóle nie pisać nikomu żadnych porad bo sama kiedyś je dostawałam i nie wyszły mi na dobre ale Twoja historia  mi wydaje się trochę dziwna ale i znajoma  bo przypomina mi odrobinę pewne zdarzenia z mojego życia, które opisałam w dziale  o samotności tylko po to by się trochę pozalić i ulzyć. Więc napiszę ci troche inaczj niż poprzedniczki.

Po pierwsze piszesz wciąż o mężu tak naprawdę nie napisałaś nic o sobie. Czy faktycznie przez te wszystkie lata  byłaś  dla niego dobra, starałaś się byłaś czułą dbająca o niego  partnerką, na która mógł liczyć  a on mimo to był tak zły i despotyczny.  Pisałaś, przecież że mówił, że nie okazywałaś mu uczuć.  Dlaczego ?
Podstawowe pytanie jak mu z Tobą tak źle to po co chce być z Tobą, czemu nie chce rozwodu ????  Dlaczego oskarżał cie o te paranoje czy to było pierwsze zdarzenie czy już kiedyś okazywałaś mu jakąś nadmierną zazdrość ???   Z drugiej Twej wypowiedzi wynika, że były jakieś takie zdarzenia.  Z postu wynika niby , że twój mąż to jakiś totalny kobieciarz to czemu mówił, że jest nieśmiały.

    Wynika z twej opowieści, że jesteście ze sobą od lat a podajesz jakieś zdarzenie z początku związku o kupnie bluzki, jak rozumiem później już nigdy ci nic nie kupował ???, kupował wszystko dla siebie ??? ? czy może po prostu wyszukujesz zdarzenia sprzed lat by samemu go sobie zohydzić a nie ma nic złego z ostatnich miesięcy co byś mogla opisać ????

z postu wynikało, że nie spędzaliście razem czasu, że on wszystko chciał robić sam w domu i poza domem , jak rozumiem wychodził wciąż , wyjeżdżał sam nie chciał w ogóle spędzać z Tobą czasu ???? Starałaś się wtedy żeby skłonić go żebyście ten czas spędzali wspólnie, wychodzili gdzieś do kina, restauracji, wyjeżdżali na weekendy, rozmawiali, po prostu budowali wasz związek  ????  Bez tego w żadnym związku nie jest dobrze.

Przed podjęciem takiej decyzji trzeba się zastanawiać co samemu się zrobiło, napisałaś że go kochasz (kochałaś ???), jeszcze niedawno, kochalas go więc przez wszytskie te lata ?? . Nie piszesz jaka byłaś poprzednio. Napisałaś coś z czego wynika, że Ty się zmieniłaś na lepsze i uznał , że odebrałaś  mu nadzieję na lepsze życie. Z tego wynika, że chyba też nie byłaś w porządku wcześniej, a on na ta nadzieje,  poprawę czekał . Może przez to czuje się  rozgoryczony i ciebie obwinia o rozpad związku, pomyślałaś o tym ???. A jak czekał na poprawę waszych relacji to chyba mu zależało

A najdziwniejsze dla mnie jest to, że niby cała decyzja Twoja wynika z jakiegoś zdarzenia, chyba dość błahego,  przy wszystkich  opisywanych w tym dziale zdradach i innych potwornych rzeczach, które ludzie robią sobie wzajemnie. Napisałaś, że starałaś się  Ty i starał się  on  przez kilka miesięcy. To znaczy, że było   lepiej niż kiedyś a Ty w lipcu podejmujesz decyzję o  rozwodzie. Czy zaszło jakieś nowe istotne zdarzenie , o którym nie piszesz  ??? Czy dowiedziałaś się o jakichś  flirtach,  zdradach  ?
Odpowiedz sobie na pytanie czemu on się starał dla Ciebie, czemu Ty dla niego  ???

Jak się nie kochaliście to po co by  było to całe staranie, jak się zmieniło to co było złe to czemu doszłaś do wniosku że chcesz się rozwieść  właśnie wtedy gdy zaczęliście się tak bardzo starać ????? 

Pisałaś, że leżałaś i myślałaś o tym zdarzeniu.  Mi to wszystko wygląda co najmniej  na jakiś rodzaj depresji  spowodowanej  tym zdarzeniem, a nie rozwód z powodu tego co było wczesniej.

Pamiętaj, że dobre rady są dobre o ile ktoś wie wszystko o was, a  to wiedziecie tylko wy.  Dla mnie  zbyt wiele rzeczy wydaje się w Twojej opowieści  niedopisanych.

Powiem Ci, że  ja też opierałam się na takich poradach  moich   koleżanek.  Tylko dopiero po latach sama wiem, że to co im przedstawiałam to była tylko moja wizja swojego życia, o czym dowiedziałam się jednak zbyt późno,  jak już straciłam swojego męża.   Choć to on wniósł sprawę to   sama też dążyłam  do rozwodu bo wydawało mi się to wtedy najlepsze i najwłaściwsze dla mnie, ba nawet  cieszyłam  się tym jak dobrze mi będzie samej (a nie jest niestety).   

Ale to jak fałszywie postrzegałam tego bliskiego mi człowieka  dowiedziałam się dopiero po kilku  latach od rozwodu i godzinach spędzonych u psychologa. U mnie było to z pewnością coś innego niż u Ciebie ? bo zaważyło na tym dzieciństwo z matką alkoholiczką i moja niska samoocena tym spowodowana.  Gdy czytam swe pamiętniki sprzed lat czuję  jakby pisała je inna osoba. Wtedy to on był najgorszy na świecie, czułam się totalnie zgnębiona,  dziś dziwię się jak tak długo mógł ze mną wytrzymać  będąc ciągle oskarżanym o całe zło świata, chęć posiadania innych kobiet, ciągłego  poniżania mnie.  Dziś wiem, że on naprawdę mnie kochał choć nie wytrzymał już  tego co mu robiłam przez lata i wniósł w końcu o rozwód . Straciłam już jednak to co los dał mi najlepszego w życiu  i jest to nie do odzyskania nigdy.

Dlatego dziś radzę każdemu aby we własnym sumieniu ocenił co jest dla niego dobre,   a nie szukał potwierdzenia dla własnych planów u innych  przedstawiając tylko to co  może utwierdzić go we własnych przekonaniach,  niestety u Ciebie tak to mi wygląda.  W  Twoim obrazie męża są same złe rzeczy. 
Jak był tak zły i nie było między wami nic dobrego, to czemu byłaś z nim tyle lat i macie dwoje dzieci ????? , Czy wzieliście ślub przez pierwszą ciążę i druga tez była wpadką i nie było nigdy miłości ???   
Mi jednak  wygląda na to, że z Twojej strony mimo tych złych rzeczy, które piszesz o mężu jest właśnie duża miłość  do męża  bo jeśli by jej nie było to  dlatego tak bardzo przezywałaś to zdarzenie, z wakacji z którym nie możesz się pogodzić a teraz szukasz sposobów by tego męża za wszelką cenę sobie obrzydzić i zabić w sobie tą miłość. Miałam to samo i mimo kilku lat od rozstania i kilku facetów z którymi byłam,  ta miłość we mnie została, ale w nim już jej nie ma i nigdy nie będzie. 
Przed podejmowaniem decyzji tak ważnych trzeba  spojrzeć na całą sytuację z boku i oceniając partnera wczuć się  co czuje   on i poczuć co ja tak naprawdę czuję do swojego partnera i czy nie będę żałować  swej decyzji do końca życia.   Mi  było niby łatwiej bo nie miałam dzieci a i tak podjęłam fatalną decyzję.
I dodam Ci na koniec jeśli przez tyle miesięcy staraliście się obydwoje nie dla majątku, dzieci czy czegokolwiek innego tylko z miłości, która była po obu stronach to trzeba było się starać dalej, a z tym co Cię gnębiło  (szczególnie jeśli była to depresja a na to może wyglądać jeśli leżałaś i wciąż przeżywałaś jak piszesz) walczyć inaczej. Może jak strał się tak bardzo trzeba było pojechać na kolejne wakacje podczas, których mąż nosiłby cie na rękach i  poczułabyś się najważniejsza. 

  Jeśli jednak wasz związek był pusty bez uczuć i starania były tylko formalne a tylko ty to wiesz to faktycznie lepiej się rozwieść Takie jest moje zdanie.     

Ja już więcej nie będę pisać żadnych swoich przemyśleń,  bo tak jak  napisałam wcześniej musisz opierać się na tym co mówi ci Twoje serce, bo to jest Twoje życie i czy ja czy inni, którzy radzą nie ukoją nigdy  twego smutku jak podejmiesz złą decyzję jakakolwiek by ona nie była.

Napiszę ci tylko tyle,  mi przyjaciółka po latach powiedziała  - mogłaś powiedzieć co naprawdę czułaś do niego spróbować opisać waszą sytuację  bardziej obiektywnie ? doradziłabym ci zupełnie inaczej - żebyś walczyła o męża. Tylko, że ja wtedy niby naprawdę uważałam, że lepiej mi będzie bez niego i poradzę sobie z tą miłością zabiję ją w sobie, dlatego u innych szukałam potwierdzenia tylko tego co mnie w tym upewni.

7 Ostatnio edytowany przez kingxa (2011-08-31 23:46:40)

Odp: Felerne wakacje.

Dziękuję Ci, ze zechciałaś podzielić się ze mną swoimi przemyśleniami. Długo chyba rzeczywiście nie wiedziałam czego chcę, a może nie raz wiedziałam, ale kierowałam się dobrem dzieci i utrzymaniem tej rodziny, nieraz może nieumiejętnie. Czasami  ciężko w kilku słowach opisać w sumie 15 lat życia (bo tyle jesteśmy razem).
Mój maż był moim pierwszym chłopakiem i zaczęło się od zauroczenia, żałuję bardzo ze nie wybrałam partnera z którym łączyłaby mnie jakaś pasja czy przyjaźń, chociaż nie zaczęło się wcale od namiętności. Z czasem się zakochałam i po roku wzięliśmy ślub. Było nam ze sobą dobrze, mieliśmy mało pieniędzy, ale wszystko cieszyło. Mąż któregoś razu opowiedział mi o swoich byłych dziewczynach  (ze szczegółami), byłam o nie zazdrosna i te opowieści nie były dla mnie miłe.
Potem po roku zdecydowaliśmy się na dziecko, zaczęły się obowiązki. Ja cieszyłam się macierzyństwem, największe zauroczenie powoli mijało, myślałam że jest dobrze, chociaż na mnie spadała większość obowiązków. Nieraz moja rodzina mówiła, że za bardzo się poświęcam, ze powinien mi pomóc. Wtedy jeszcze dużo czasu przebywaliśmy razem. Dla niego zostawiałam dziecko 2, 5 letnie i z rozdartym sercem jechałam na urlop, bo o tym marzył.
Jednak już wtedy miałam wrażenie, ze mnie nie rozumie. Kiedy pierwszy syn miał pól roku, powiedział, ze powinnam pójść do pracy. Mały bardzo płakał. Wybrałam taką pracę by dawała mi możliwość wracania szybciej do domu. Jednak po jakimś czasie doszłam do wniosku, że praca ta nie jest zgodna z moimi predyspozycjami, wymagająca ciągłej pracy z ludźmi bardzo mnie męczyła. Mówiłam mężowi o moich kłopotach, kwitował ?no jak w takiej pracy nie dasz sobie rady, to w żadnej sobie nie poradzisz?. Potem szydził z moich kłopotów, z czasem przestałam mu opowiadać.
Mąż zaczynał więcej zarabiać, wtedy zaczynały się kłótnie o pieniądze, o których pisałam i nie tylko o nie. Nie prowadziły one jednak do rozwiązywania problemów, były tak złe i zacięte, ze chodziłam nieraz w nocy lub wieczorem na spacer. Nieraz chciałam jechać do mamy, wtedy zamykał drzwi i straszył, że się zabije. Potem przychodzi ł nowy dzień i nadzieja, ze się zmieni. Rodzice sami biedni dziwili się nie raz dlaczego ty tak źle wyglądasz, źle się ubierasz, nie dbasz o siebie, powinien pomagać. Rozmowy do niczego nie prowadziły. On nie chciał niczego zmieniać. Mogłam jedynie się rozwieźć, ale mieliśmy wspólne dziecko i nie codziennie było źle.
Kiedy nastąpił trochę lepszy okres, starszy syn miał 5 lat zdecydowaliśmy się na drugie dziecko, ponieważ był bardzo nieśmiały pomyślałam, ze z rodzeństwem będzie mu raźniej w życiu. Nie żałuję tej decyzji, bardzo kocham moje dzieci. Chociaż komuś innemu powiedziałabym ?zastanów się.
Może w moim życiu skupiłam się za bardzo na dzieciach, za mało na nim, nie wiem. Były dla mnie ważne, a on mnie nie wspierał pomocą, radą.
Kiedy młodszy syn miał pół roku, właśnie kończył mi się urlop macierzyński, była zima siedziałam sama w domu, pytałam kiedy wracał z pracy co słychać spragniona jakiś informacji. Odpowiadał tylko-nic.
Potem po jakimś czasie okazało się, ze z kimś pisze, wyłączył komputer, przez rok utrzymywał, ze pisał z kolegą, chociaż widziałam Magda, Warszawa. Komórka dzwoniła, podbiegał wyrywa ł mi z ręki. Było źle, straciłam do niego zaufanie. Potem leżał na kanapie, zamyślał się, przyglądał mi się. Poszliśmy na terapię małżeńską, która jak oboje stwierdziliśmy po czasie nic nam nie dała. Nie wiem co się działo, ze słów  psychologa wnosiłam, ze mnie nie zdradził fizycznie, do końca nie wiem, ale równie bardzo bolało. Byłam załamana, tym bardziej, ze nie zdecydował się na szczerą rozmowę. Bałam się, ze sobie nie poradzę sama, tylko dla tego zostałam. Młodszy syn miał pół roku a ja za tydzień miałam wracać do pracy.
Już nie było tego uczucia co wcześniej, nikomu nie radzę zostawać dla dzieci, nie chciało mi się z nim już całować, nie był mi już taki bliski mimo, ze wcześniej też nie było usłane różami. Starałam się jak mogłam, chodziliśmy czasami do restauracji, do kina często po tym zdarzeniu, by coś budować. Nie zmieniło to moich uczuć. Nie chciałam już wyjeżdżać bez dzieci.
Potem po pięciu latach to zdarzenie o którym pisałam na początku. Może ktoś powiedzieć czego się spodziewałaś? Myślałam, że jak się bierze kogoś na urlop to powinno się go uszanować, szczególnie tak daleko od domu. Mówisz, ze to błahy powód w porównaniu z innymi ?może. Ja  nie wiem do końca  co robił gdy wracał o 18 z pracy.
Dla mnie bolesne było znowu, że nie podjął rozmowy nie miał mi nic do powiedzenia poza tym, że nie okazywałam uczuć. Pobiegł do niej najpierw porozmawiać, czyli była ważniejsza albo  chciał coś ukryć? Potem rozmawiał z nią o tym, przyszedł kiedyś z pracy i powiedział ?Ania się śmieje, ze ty myślisz, że ona ma konto na facebooku? . Skoro jego asystentka może się ze mnie śmiać?
Co nas łączy powiedzcie?
Mimo to się starałam dla niego na wypadek, ze może z czasem przejdzie mi ten żal a jego już nie będzie, tak jak u Ciebie. Ale nie przechodzi. A raczej przechodzi ale w obojętność.
Co sądzicie o mojej historii w dłuższym jej wydaniu?

8

Odp: Felerne wakacje.

Miałam juz więcej nie pisać,  ale naświetliłaś bardziej swoją sytuację więc uzupełnię też to co sama Ci napisałam. 
Moim zdaniem o Twoich uczuciach można wciąż bardzie wyczytać miedzy wierszami niż w tym co chcesz nam przekazać. Powiem jedno   nie wiem jak wyglądało naprawdę wasze życie, tu potrzebna byłaby relacja drugiej strony. Z tego jednak co przeczytałam widzę w Tobie  totalny brak zaufania i co najważniejsze ogromny lęk. Po Twoim ostatnim poście to już  zupełnie czuję się jak ja sprzed lat. Ja tak samo relacjonowałam wszystkim swoje życie na 100 zdarzeń potrafiłem wybrać 5, które były złe i ściśle się ich trzymać byleby tylko obrzydzić sobie własnego partnera. Był we mnie też  ten ogromny lęk, ale on wynikał z demonów przeszłości, które mi niszczyły też dorosłe życie. Przeczytaj mój post w dziale samotność: chciałam rozwodu teraz żałuję tam to szerzej opisałam.
Napisałaś wreszcie, że to Ty na kilka lat odsunęłaś się od męża, nie całowałaś, nie  okazywałaś mu jednak uczuć. Pisałaś, że wcześniej chciał się zabijać jak chciałaś gdzieś wyjeżdżać  po kłótniach. Też to miałam gdy mój nie wiedział już jak do mnie dotrzeć, dobrze, że nic sobie nie zrobił wtedy bo ja musiałabym zrobić to samo.  Pisałaś, że mąż uwierzył w lepsze życie ? czy  rozumiem dobrze, że po tych latach odsunięcia zaczęłaś mu w końcu uczucia okazywać ???? Skoro tak pomyślał, to znaczy że czekał na Ciebie, kochał Ciebie  a nie chciał kogoś innego. Też   nie raz robiłam dokładnie to samo na zmianę odsunięcie od męża i pokazywanie mu uczuć (teraz wiem to drugie było prawdziwe to pierwsze wynikało z lęku przed zranieniem) tylko u mnie takie huśtawki z odsuwaniem się  trwały  po kilka miesięcy, nie lat. U mnie to on tego nie wytrzymał a ja odczułam to wtedy jako wielka ulgę, jak się czuję dziś poczytaj w moim wątku. 

Jeśli piszesz, że Twój mąż poczuł tą nadzieję po kilku latach odsunięcia   to pomyśl jak on musi się czuć teraz gdy podjęłaś  decyzję o rozstaniu. Piszesz, że robiłaś te starania na wszelki wypadek ? czy mogłaś  być tak wyrachowana żeby przez kilka miesięcy udawać ? czy wiesz jak czymś takim można  skrzywdzić drugiego człowieka, rozbić  mu psychikę poczucie bezpieczeństwa wiary w ludzi. A wiesz co ja myślę przez pryzmat swych doświadczeń ? Po pierwsze wbrew temu co piszesz czuję, że  wcale nie zostałaś z nim te kilka lat temu dla dzieci,  bo takie zdarzenie z wakacji jak opisujesz na początku obeszłoby Cie tyle co zeszłoroczny śnieg gdyby  ten człowiek byłby Ci już obojętny.
Po drugie sądzę, że Ty wcale nie udawałaś starając się dla niego.  Wiesz czemu ? Bo nie da się zadręczać tak bardzo zdarzeniem, które opisałaś żeby leżeć i myśleć przez tyle miesięcy jeśli kogoś się bardzo nie kocha i nie zależy na nim. Zresztą piszesz wprost, że to z tym problemem nie poradziłaś sobie a nie z problemami dnia codziennego, które ma każde bez wyjątku małżeństwo.
Wg mnie było tak, że po tym przykrym zdarzeniu otworzyłaś się pokazałaś prawdziwa siebie, którą ukrywałaś od lat, ale problem cię przerósł, wpadłaś w jakiś rodzaj depresji.  A  ja myślę, że cała reszta to szukanie sobie argumentów na potwierdzenie swej decyzji.  Dokładnie to samo robiłam. Przyjrzyj się,   nie napisałaś ani jednego dobrego słowa o mężu poza tym, ze się starał ostatnio !!! Czy zakochałaś się w potworze a później zdecydowałaś się z nim na drugie dziecko, a na koniec dla potwora się bardzo starałaś   ???  Ja tak samo usiłowałam  wmówić sobie i innym, u których szukałam rady, że jest potworem gdy  rozwodziłam się z moim. Co z tego, że dziś po latach wiem że to był cudowny człowiek, ale teraz  bardziej to wie a właściwie  docenia to jego obecna żona.

Radzę ci jeszcze raz, zastanów się skąd w Tobie było tyle lęku, braku zaufania, odpowiedz sobie na pytanie czemu nie poradziłaś sobie z problemem, który tyle miesięcy Cię trapił, dlaczego wcześniej odsunęłaś się od męża na całe lata ????. Czemu byłaś zazdrosna o poprzednie dziewczyny skoro był wtedy z Tobą, kochaliście się, a dla każdego te  najwcześniejsze to  zawsze najpiękniejsze chwile związku ????? To jest wszystko jest tak znajome dla mnie: zazdrości,   przeżywanie ex , wiem jak trudno o tym pisać, nie pisz więc o tym  tylko  sama zastanów się czy w Twojej przeszłości  nie było czegoś co spowodowało, że jest w Tobie taki ogromny lęk, brak zaufania.  Powiem Ci wyczytałam  między wierszami u Ciebie jeszcze kilka cech charakteru  podobnych  do moich, które naprawdę kiedyś psuły mi  życie nie tylko w związku ale i w pracy, kontaktach z innymi ludźmi a wynikały właśnie z przeszłości.
Czy miałaś jakieś traumatyczne przeżycie ? Czy  ktoś Cię wcześniej ogromnie zawiódł, oszukał, zdradził, czy   miałaś złe dzieciństwo ????  Na to pytanie znasz odpowiedź tylko Ty.  Jeśli  coś takiego było nie pozwól  by zniszczyło ci to życie jak mi. Ratuj się,  idź do psychologa najlepiej w tajemnicy przed mężem.  Ale tam opowiedz wszystko ale tak szczerze jak się tylko da. Może coś bardziej konstruktywnego ci  poradzi.
Ja musiałam po rozwodzie i tak to zrobić, tyle że początkowo  próbowałam psychologowi  wszystko przedstawiać tak jak sobie samej i koleżankom gdy brałam rozwód -  dał się niestety nabrać - to były zmarnowane duże pieniądze, zmarnowany czas, nic mi to nie dało poza złudnym utwierdzeniem mnie w przekonaniu, że podjęłam właściwą decyzję. Jednak nie uleczyło to mnie, choć sama się oszukiwałam dalej było mi źle. 
Dopiero jak po kilku miesiącach na kolejnej terapii u innego lekarza wyciągnęłam wszystko z najgłębszych pokładów mojej duszy   zrozumiałam siebie samą , ale za późno dużo za późno  moją miłość straciłam a leczenie mojej duszy i tak trwało bardzo długo.

Wiem, że po takich przeżyciach budowanie    wszystkiego od nowa jest ogromnie trudne, tym bardziej, że   teraz to chyba Ty jednak musiałabyś dać znacznie więcej od siebie bo myślę, że on już też utracił zaufanie do Ciebie  i wiarę w waszą przyszłość razem skoro chcesz się z nim rozwieść. Wątpię by chciał żyć z Toba dalej  jak dotąd. Ale wszystko może się udać jeśli  jest miedzy wami prawdziwa miłość,  a najważniejsze Ty  sama zrozumiesz siebie, swoje uczucia, potrzeby dowiesz się skąd  biorą  się Twoje lęki i jednocześnie co dla Ciebie  w życiu jest najważniejsze. No i o ile nie jest już za późno ze strony Twego męża bo mój w końcu sam tego nie wytrzymał a ja dziś wiem, że gdybym była na jego miejscu poddałabym się dużo wcześniej. Zobaczysz on w końcu też się z tego otrząśnie i zacznie układać sobie życie na nowo -  ale już bez Ciebie, wtedy powrotu pewnie nie będzie. 

Jeśli ja to jednak źle wszystko odebrałam, a Ty naprawdę jesteś z mężem od lat  tylko dla dzieci a teraz przez ostatnie miesiące starając się udawałaś też tylko dla dzieci  (albo  dla wygody, czy dla majątku) to rozwiedź się jak najszybciej, bo krzywdzisz nie tylko siebie ale przede wszystkim męża Z  Twojej opowieści wynikało, że ten człowiek nawet jeśli robił te różne rzeczy o których piszesz to jednak Cie kochał,  czekał tyle lat na Twoje uczucia, nie rozwiódł się. Ale czy wtedy jeśli Ty się tak odsunęłaś od niego  możesz się dziwić, że było źle i z czystym sumieniem obwiniać tylko jego za wszystko. Jak go naprawdę nie kochasz od lat, to masz rację z rozwodem zrób to ? bo musisz mu pozwolić zapomnieć o sobie  i ułożyć sobie życie inaczej. Nie piszesz ile macie lat ale na pewno jeszcze kogoś bardziej odpowiedniego spotka on i w tej sytuacji pewno Ty też. Tylko uważaj jeśli sama siebie oszukasz będziesz cierpieć jak ja.

9

Odp: Felerne wakacje.

Myślałam o tym dużo co mi napisałaś. Wiem, ze to ja muszę podjąć decyzję co dalej i ponieść jej konsekwencje.
Mam wrażenie, ze cokolwiek zrobię nie będzie dobrze, zwłaszcza, ze są jeszcze dzieci.
Zastanawiałam  się jak bym się czuła, gdyby on ułożył sobie życie z kimś innym i byłby szczęśliwy a ja nie. Nie wiem. Myślę, że zawsze jest ciężko rozstać się jeżeli związek trwał tak długo. Mam prawie 37 lat, podobno nadal wyglądam atrakcyjnie, prawie pół życia spędziłam z moim mężem. Nie wyobrażam sobie bym była gotowa na następny związek.
Przyjaciółka powiedziała mi, że być może jego drugi związek wyglądałby z zewnątrz podobnie jak nasz, np. mówiliśmy  sobie zdrobniale po imieniu ( bo tego wymagał, wręcz wymuszał na mnie, inaczej się obrażał). Nie czułam z nim braterstwa dusz, nie wspierał mnie gdy miałam jakiś problem, nie był przyjacielem. Tu chyba nasze historie się różnią.
Jednocześnie jest coś łączącego te wie nasze historie i w jakiś sposób mi na Tobie zależy. Odniosłam wrażenie, że możliwe jest również że teraz idealizujesz swojego byłego partnera. Czy to jest miłość? Może żal? Może samotność? Nie wiesz czy związek Twojego byłego męża nie  przejdzie podobnego kryzysu do Waszego, jeśli już minie pierwsze zauroczenie.
Nasi mężowie w jakiś sposób angażowali się w relacje z innymi kobietami chyba trochę jednak za bardzo. W moim rozumieniu związek powinien opierać się na  dbaniu o tą drugą osobę, unikaniu tego co ją może ranić. Dlaczego mamy akceptować wszystko tylko dlatego, ze sprawia im to przyjemność? To dużo psuje. Nie wiem jaki jest Twój były mąż, czy jest osobą kontaktową i towarzyską. Mój nie przyprowadza żadnych znajomych z pracy do domu. Moi mu nie pasują.
Mój mąż miał wcześniej koleżankę z którą 10 lat dojeżdżał do pracy. Znałam ją z opowiadań. Opowiadał o niej i dobrze i śmiał się ze jest roztrzepana. Nie byłam nigdy o nią zazdrosna. Widziałam ją na ulicy może z dwa lub trzy razy. Dzwoniła czasami do niego doradzać się w sprawach zawodowych. Nigdy nie dała mi pretekstu do tego żebym myślała, że między nimi jest coś więcej. Dlaczego z tą było inaczej? Dlaczego nigdy o niej nie wspomniał? Dlaczego przysłała takie zdjęcia rozebrane w stroju kąpielowym kiedy była zima? Dlaczego nie w ubraniu i z mężem? Dlaczego miała tyle śmiałości? Czy wiedziała, ze nie czytam jego maili? Kiedyś powiedział ? Ania pytała się czy opowiadasz  zonie  o nas??  Dlaczego o niej mówi w samych superlatywach?
Jest to przykre, nie chce mi się do tego wracać. Znam swoją wartość, nie jest w niczym lepsza.

10 Ostatnio edytowany przez september11 (2011-09-03 17:26:15)

Odp: Felerne wakacje.

Napisałaś, że to ty musisz podjąć decyzję. Tak Ty,  ale najpierw napiszę  Ci, że mimo wszystkiego co piszesz złego o Twym mężu to jednak wprost  niezachwiana jest Twoja wiara w niego w to, że on mimo wszystkiego co mu teraz robisz chce z Toba być (czyli, że cię kocha) i to tylko Ty zdecydujesz o rozwodzie lub trwaniu związku. Nie pomyślałaś, że nim Ty się namyślisz on w końcu nie wytrzyma i powie Ci do widzenia,, nie chcę już Cię tak dalej nie mogę i nie ma już żadnego odwrotu nawet jeśli kocha.  Wtedy to jednak nie Ty tą decyzję podejmiesz, choć sama do niej doprowadzisz.

Chyba trafiłam jednak z tym, że swojego męża darzysz mimo wszystkiego co piszesz dużym uczuciem, skoro wciąż wracasz do wydarzeń sprzed kilku miesięcy i wciąż cię one bolą. Czemu  te kilka następnych miesięcy, które jak wynikało z Twojego postu były inne niż poprzednie lata chcesz wymazać z pamięci ???  A to właśnie te miesiące powinny być bazą i zaczątkiem budowania czegoś lepszego. Po co było się starać jeśli Ty po kilku miesiącach starań wracasz do tego co było wcześniej i co tak naprawdę wcale Cię wtedy nie skłaniało do tego by się z nim się  rozstać (raczej to chyba jego mogło skłaniać bo to Ty się odsunęłaś jak sama napisałaś).
Wygląda jakbyś coś sobie założyła i chciała tej decyzji bronić do upadłego. W tej sytuacji chyba żadne rady nie mają jakiegokolwiek sensu, bo teraz widzę, ze Ty po prostu chcesz wymazać  ze swej głowy wszystko dobre co może dotyczyć swego męża i przeszkadzać w doprowadzeniu do końca małżeństwa . A ja dalej będę się upierać, że wcale nie te lata, które wspominasz  tylko te zdarzenie z wakacji jest tu problemem.  Reszta to dorabianie we własnej głowie ideologii. Jestem pewna, że gdyby było inaczej bazowałabyś na tym co było ostatnio po tej zmianie czy to dawało nadzieję na przyszłość - ale  o tym za wszelką cenę nie chcesz pisać jakbyś się bała, że to ci pokaże, że podejmujesz błędną decyzję i będziesz za nią odpowiadać , nie tylko wobec siebie ale przede wszystkim męża i dzieci. Dziś przesłanki twojej decyzji to trochę tak jakby ktoś się już przejadł a wspominał ciągle czas    gdy był głodny i stwierdził, że musi dalej jeść.
Zauważyłam, że napisałaś, że jakiej decyzji nie podejmiesz będzie źle. Boże,  skąd tyle pesymizmu skoro się staraliście to wystarczyło przezwyciężyć to co Cię tak trapiło i miałaś moim zdaniem szanse na szczęśliwe życie.

Chcesz znać moje zdanie  - będziesz wg mnie bardziej nieszczęśliwa po rozstaniu  - już teraz  obawiasz o przyszłą partnerkę męża jeśli taka się pojawi,  ? to tez świadczy o tym że go dziewczyno po prostu kochasz. On Ciebie też.   Pozbywać się faceta w takiej sytuacji - czy to ma sens ???
Jeśli był jednak w Tobie taki pesymizm to wcale nie dziwię się , że porzuciłas starania skoro uważałaś że czego nie zrobisz to będzie Ci źle.  Faktycznie Po co się jeszcze starać skoro z góry założyłas że się nie uda  . Potwornie to smutne.   Przeczytaj jeszcze raz mój wcześniejszy post i zastanów się czy nie wynika to jednak z czegoś co wcale nie dotyczy męża tylko Twojego wcześniejszego życia .

A odnośnie tego zdarzenia ? jeśli maz tej kobiety wiedział o wszystkim ja bym wykluczyła podteksty seksualne, nawet chyba flirty. Myślę że to było jednak koleżeństwo. Jedyny problem  to  czemu Twój mąż nie chciał lub bał się powiedzieć  Ci o tym. I czy tu odpowiedzią nie jest jednak Twoja zazdrość , czy mógł się bać że coś co w jego mniemaniu nie jest wcale skierowane przeciwko Tobie wywoła w Tobie taką reakcję ????choć  I tak sam to na siebie ściągnął. Pewnie teraz po tym wszystkim byłoby już między wami  inaczej.     

I wiesz co jeszcze widzę wbrew temu co piszesz wydaje mi się,, że w jakiś sposób czujesz się gorsza od tej kobiety, do której mąż wysłał maila. Ja też właśnie w czasie małżeństwa  się czułam niedowartościowana, choć nie miałam ku temu żadnych podstaw. Widzę to po tym jak analizujesz wciąż to zdarzenie, jak rozmyślasz o jakiś pojedynczych wypowiedzianych zdaniach. Przecież mąż mógł w ogóle nie przywiązywać wagi do tego co mówił  a Ty poddajesz to tak drobiazgowej analizie i się zadręczasz.
Pomyśl więc uważnie , mąż jest z Tobą tyle lat, był nawet w czasie gdy odsunęłaś się od niego. Gdy zmieniłas się wreszcie  poczuł nadzieję na szczęśliwe życie a gdy mu to odebrałaś to jest teraz załamany i obwinia Cie . Odpowiedź na pytanie kto był dla niego tak naprawdę  najważniejszy, z kim chciał żyć , kogo kochał. To jest  dla mnie oczywiste to TY, przepraszam ale jak Ty możesz tego nie widzieć.  Otwórz wreszcie oczy i ciesz się tym zamiast się zadręczać . Nie znam jego relacji,  tego jak on sam czuł co działo się w waszym życiu ale nawet z Twojej opowieści widać jak bardzo mu na Tobie zależało.

Pytasz  czy ja  mylę miłość do mojego ex z żalem ? jestem pewna ni e mylę. I wcale nie idealizuję byłego męża po prostu dopiero po terapii obiektywnie go oceniam.  Piszesz o przyjaźni  z mężem, ze ona różni nasze związki.  To, że mój ex mąż był przyjacielem wiem  teraz. Czy sądzisz, że ja mojego w czasie rozwodu i naszych kryzysów uważałam za przyjaciela ???  O nie - to był dla mnie parszywy gnojek, wróg.  Ale ja wtedy przyjaźń tak męża ale i innych osób rozumiałam w wypaczony sposób myliłam ją z klakierstwem  ? uważałam, że przyjacielem jest ten  kto zgadza się z każdą decyzją, którą chcę podjąć utwierdza mnie w przekonaniu, że jest dobra. Dziś wiem, że to było  chore  podejście bo przyjaciel ma powiedzieć co myśli i co on uważa za dobre. I patrząc tak wiem, ze większość rad mojego męża było szczerych i prawidłowych choć wtedy mi się takie nie wydawały myślałam, że mnie nie wspiera a on się na swój sposób o mnie troszczył w ten sposób.  Pisałaś o braterstwie dusz  czułam to na początku? jak się rozwodziliśmy tez tego nie czułam  ciągle zarzucałam mu kłamstwa tłumaczył się z moich zarzutów każda najmniejsza niezgodność w zeznaniach to był powód do awantury, w końcu naprawdę zaczął zatajać prawdę w różnych sprawach  ? wiem dziś że by unikać awantur, moich wybuchów zazdrości  lub złości .

Napiszę Ci o relacjach mężów z kobietami. Każda z kobiet ma inną wrażliwość na to. Ja wtedy uważałam dokładnie  jak Ty dziś, a ja dziś już tak nie uważam i myślę , że moje tamto nastawienie to był jednak główny gwóźdź do trumny naszego małżeństwa. Dziś uważam, że jeśli te kontakty nie wykraczają poza rozsądne granice to trzeba je przeboleć nawet jeśli denerwują, szkoda nerwów obydwu stron. Choć trzeba o tym rozmawiać z partnerem żeby wiedział że to boli, drażni. I zobacz w  moim wątku i wielu innych też ? jak  inne dziewczyny  skarżyły się, że przesadna zazdrość partnerów rozwaliła im związki.

Pisałam, że po mężu spotykałam się z kilkoma facetami ? uwierz takiego który nie ma żadnych koleżanek jeszcze nie spotkałam.  A mój ex , czy mu będzie źle z nową zoną z czasem,  kto to wie. Przypuszczam, że chyba jednak nie bo jest z nią już tyle lat, że ja po tym czasie dałam już mu się bardzo we znaki ? zazdrością o ex, kłótniami spowodowanymi moim niedowartościowaniem , niepewnością. Powiedział mi  ze w niej tak bardzo  podoba mu się spokój i to, że ona mu po prostu ufa i nie musi czuć bezsilności w ciągłej niewierze jego ukochanej w to, że on  jest tylko jej a ona  jest dla niego najważniejsza i że to zapewnia im harmonię , która on bardzo ceni. Szkoda, że ja w porę tego nie chciałam zrozumieć.

Na koniec powiem Ci to co  napisałam na początku.  To moje pisanie i tak chyba niewiele zmieni w Twoim nastawieniu  ( i nie dziwię się w sumie bo zmiana mojego nastawienia do życia trwała kilkanaście miesięcy przynajmniej).  Więc pewnie bardziej Ci będą pasowały proste i jednoznaczne wypowiedzi poprzedniczek, dl których wszystko jest takie proste.
Ale napiszę  Ci na koniec bardzo szczerze co ja myślę . Zmierzasz do pięknej katastrofy ? wg mnie  jesteś już od niej o krok. Ale każdy uczy się na własnych błędach.   
Pozdrawiam i życzę Ci właściwego wyboru.

11

Odp: Felerne wakacje.

Najgorszy wg swojej żony  mąż znalazł jakiś czas  temu wpisy na forum swojej zgnębionej od tylu lat żony ponieważ założyła mu oprogramowanie szpiegowskie na komputerze, którym zaszpiegowała się sama niestety nie tylko odnośnie napisania na tym forum. Żona też już dawno nagrywała tak jak ktoś jej tu radził, nagrała jak ona to nazywa moje lamentowanie, wyznania miłości i ciągłe pytania dlaczego mnie tak skrzywdziła. 

Zły mąż czytał z sercem w gardle już nawet nie te wszystkie nieprawdy  ale najbardziej to, że żona od początku żałowała swego wyboru, choć czego się spodziewać gdy usłyszałem już nawet że żona bardzo żałuje że ma ze mną dzieci.   

Miałem   nawet nic na to nie odpisywać  ale po przeczytaniu kilku wpisów o tyranie  i egoiście  i tym jak słyszę wciąż te jednostronne opowieści żony   jednak kila słów napisze, żebyście na przyszłość zastanowili się trochę jak dajecie się podpuszczać . Zresztą zachodzę w głowę czemu służy niby pytanie o radę gdy ktoś przedstawia nawet nie swoją wersję zdarzeń, ale jakieś wielopiętrowe kłamstwo.

Zacznę od tego, że jak ten zły mąż jak poznał żonę usłyszał od niej, że ona nie umie kochać, nie umie być blisko ? nikt jej tego nie nauczył. Jak zobaczył jej dom rodzinny uwierzył  w to ? awantury, ojciec pijący ale chyba o dobrym  sercu i matka kłócąca się z nim tak zajadle, że jak  mąż (wtedy narzeczony) , który wychował się w szczęśliwej rodzinie pojechał tam pierwszy raz to był w totalnym szoku bo takich awantur, braku szacunku, agresji  ponizania drugiego człowieka nie widział jeszcze nigdy w swoim życiu a i tak hamowali się bardzo przy przyszłym zięciu. Jak dobra żona miała nauczyć się miłości gdy najmilsze słowo jakie słyszała od matki to ?córko?. 
 
Złemu mężowi wydawało się jednak , że pobrał się ze swoją nieszczęśliwą  żoną z wielkiej miłości i że do 2005 r. ta miłość trwała. Okazywania tej miłości uczył jej wytrwale, choć nie miał najmniejszego pojęcia co to DDA i jak żyć z takim człowiekiem. Dlatego myślał, że 3-4 lata ciągłych awantur o 2 byłe dziewczyny (nie jakieś długoletnie związki tylko trzy miesięczne chodzenie) wyniknęły  z wielkiej miłości żony do niego. To właśnie  w trakcie tych całonocnych awantur czuł się już tak bezsilny, że odechciewało się żyć sam wychodził też z domu , ale w ciąż kochał i ta straszna gehenna uspokoiła się.  Dziś ze zdziwieniem słyszy, że wg żony były to kłótnie o coś innego, ale niestety nie były bo w tym roku przeżywałem po prostu deja vu. 

Po  ostygnięciu zazdrości o ex oczywiście totalna zazdrość żony nie zniknęła - była wciąż, nie o flirty, których nie było, nie o to, że np. z kimś tańczył  tylko zawsze o to, że  mąż na pewno myśli o tym, że chciałby  zatańczyć z kimś gdy byliśmy na weselu lub imprezie.  Tak  naprawdę mąż zatańczył przez 15 lat tylko raz z własną kuzynką co skończyło się totalną awanturą i natychmiastową  ucieczką żony z wesela ? nigdy więcej żaden taniec z kobietą już się  nie powtórzył choć  tych wyjść było kiedyś dużo. Każda rozmowa z kobietą nieważne,  że w obecności  jej męża czy chłopaka , czy np. zapytanie się na parkingu w pracy czy ta dziewczyna, która parkuje samochód  z tobą pracuje  wywoływało maglowanie tematu przez miesiące , nawet lata z zarzutem, że celem tego było poderwanie jej,  marzenie o niej. 

Zły mąż  nie miał prawa poleżeć na kanapie po powrocie z pracy i zmrużyć oczu jak był zmęczony ? bo żona twierdziła, że  marzy o kochankach. Jak był chory tez zresztą nie mógł leżeć bo ??udawał.
Zły mąż chodził z żoną ze wzrokiem wbitym w ziemię bo wg niej wciąż się rozglądał i miał w sobie coś takiego, że wszystkie kobiety na niego reagowały , śmiały się do niego kokietowały ? naganiaczki na wakacjach, sprzedawczynie, turystki  itp. 
Więc  zły mąż żeby nie prowokować awantur wycofywał się powoli ze wszystkiego ? od 5 lat nigdzie nie wyszedł sam z domu poza zakupami (wcześniej może kilka razy) , nie instalował gg , nie zakładał konta na facebooku, nk,    - Internet wg żony służył wyłącznie nawiązywaniu romansów ? nie ważne czy to forum o budownictwie , czy roślinach.
Zły mąż nie jeździł na szkolenia z noclegiem bo żona powiedziała, że jeśli raz wyjedzie to  się z nim natychmiast rozwiedzie.  W czasach gdy było jeszcze super i czuliśmy się bardzo zakochani wyjechał raz musząc przysiąc, że jeśli będzie jakaś impreza z nikim nie zatańczy ? bo inaczej będzie rozwód. Zły mąż nie opowiadał o koleżankach w pracy bo żona powiedziała, że nie ma tego robić ponieważ niszczy jej to nerwy i wywołuje depresję.   

Ale  poza tymi zazdrościami jak skończyły się nocne awantury o byłe dziewczyny zrobiło się  dobrze na kilka lat (przynajmniej ja tak myślałem, że jesteśmy szczęśliwi bo teraz od żony usłyszałem, że dla niej było tak zwyczajnie a nie szczęśliwie życie) Zdecydowaliśmy się na drugie dziecko. Dla złego męża te 3-4 lata aż  do czasu gdy mały miał 3-4 miesiące były to najpiękniejsze chwile tego związku. No i wtedy jak mały miał kilka miesięcy stało się coś strasznego - jakby diabeł w żonę  wstąpił (zaczęło się po przyjęciu zastrzyku antykoncepcyjnego) zaczęły się ciągłe awantury o każdy najmniejszy drobiazg, jakby sama chciała totalnie zatruć  nam życie, odechciewało się wszystkiego a do tego zły mąż musiał jeszcze zastępować kolegę w pracy i pracować praktycznie na dwóch etatach , jego notoryczne zmęczenie jeszcze bardziej wzmagało jej agresję.

Wtedy zły mąż miał jeszcze gg, na którym rozmawiał od wielkiego dzwonu z jakimiś  kolegami i w czasie pracy wieczorem na gg zgłosiła się jakaś kobieta ? nieznajoma , zły mąż porozmawiał z nią chwilę i wyżalił się na swój ciężki los z kłócącą się wciąż żoną ? i wtedy żona wpadła jak burza na kontrolę. Znając jej zazdrość i przeżywanie latami najmniejszej obrazy zły mąż wyłączył komputer by nie przeczytała że pisze coś złego o niej. No i się zaczęło żona chciała się rozwieść, uciekła do matki. W ciągu miesiąca dwóch tak rozbudowała  całą historię, że wstecznie pojawiły się  dzwoniące telefony rozmyślania o kochance itp.  ? wręcz zrobiła z tego jakiś romans. Na nic było pokazanie wszystkich bilingów, ustalanie  każdego z telefonów  (do fachowców, sklepów itp. ? nic to, że ani jeden  numer  poza tym do żony nie pojawił się dwukrotnie).

No ale na dwa, trzy  lata żona odcięła Internet uważając, że kryje się tam całe zło i służy tylko romansowaniu i zdradzaniu. Ale nie to jest najważniejsze. Było to prawie 6  lat temu i przez pięć następnych lat   żona już nigdy nie powiedziała żadnego dobrego ani miłego słowa do męża, nigdy nie pochwaliła, wściekała się gdy ktokolwiek inny go pochwalił, już nigdy nie przytuliła, ani razu nie pocałowała , w łóżku leżała na samym brzegu, ani razu nie spojrzała prosto w oczy. Nie chciała oglądać  żadnych pamiątek, zdjęć ? nie chciała obchodzić żadnych wspólnych rocznic ? ponieważ nie ma czego świętować. Seks był całkowicie na zimno (bez całowania) ponieważ żona twierdziła, że mąż ma ją jednak zaspokajać  kiedy ona chce bo każda kobieta ma własne potrzeby seksualne i mąż  ma je spełniać . Z czasem te potrzeby stawały się coraz mniejsze i ta ostatnia rzecz, która nas łączyła zaczęła szwankować. Nie pomagały jakiekolwiek metody ? rozmowy, świeczki, kupowanie bielizny, koszulek , rozmowy, filmy itp.  Nie pomagało polecane na forach odsunięcie się na dwa tygodnie.

A niestety zły mąż nie należał do facetów, którzy nie mówią o uczuciach czy są zimni , należał do tych na drugim biegunie ? tych  którzy potrzebują tulenia ciepła, bliskości bo sam dawał tego bardzo dużo ? starał się za dwie osoby (gdy wcześniej żona to przyjmowała).

Przez pierwsze dwa,  trzy lata po tym odsunięciu się żony zły maż próbował wciąż ją odzyskać chwalił, zapewniał o miłości, o tym jak się mu podoba ? na to wszystko dokładnie za każdym razem - a było tego setki razy słyszał nie mów tak, i tak ta nie myślisz, po co to znów mówisz, nie życzę sobie takich słów.
Ten zły mąż szczególnie w zeszłym roku nie wytrzymywał już tego wciąż podejmował rozmowy, że ten związek trzeba zmieniać, robić coś razem zacieśniać więzy żeby całkiem się nie odsunąć od siebie. Proponował wyjazdy, wyjścia bez dzieci ? dobra żona za każdym razem mówiła nie bo nie. Każda rozmowa dlaczego taka jesteś dlaczego mnie tak traktujesz jak obcego -  kończyła się tym, że mam się cieszyć że w ogóle ze mną jest ? jeśli wyłączyłem komputer jak to nazywa pstryczkiem. Zły mąż czekał cały czas, że wszystko się odmieni  bardzo często mówi o tym zonie że kiedyś nadejdą takie czasy, ze ona wynagrodzi mu te wszystkie lata złego traktowania.
Jak wiadomo w takiej sytuacji pełnej żalu pretensji jest pełno kłótni ,  niby o drobiazgi a przynajmniej z mojej strony o brak uczuć, seksu jakiegokolwiek zainteresowania. Tym niemniej ja uważam, że to jednak po stronie żony była dużo większa zajadłość ? na koniec wydawało mi się że stała się klonem swej matki sprzed lat. Choć kiedyś opowiadała, że nigdy by nie chciała stać się taka bo jest to dla niej antywzór człowieka i  z jej opowieści wynikało, ze była dzieckiem naprawdę bardzo krzywdzonym w dzieciństwie właśnie przez matkę a nie ojca alkoholika.  Ze strony żony niestety agresja nie ograniczała się do słów bo w chwilach złości biła i to kilka razy tak dotkliwie, że ślady były przez kilka miesięcy, zwykłe uderzenia w twarz czy takie z siniakiem bywały też już znacznie wcześniej .
Pomimo zazdrości zły mąż starał się jednak utrzymywać jakieś pozory normalności jak koleżanka zapytała czy może jej wysłać  zdjęcia z wakacji  zimą w ciepłym kraju oczy wiście się zgodził, bo co może być złego w zdjęciach pozdrowieniach z wakacji  ? skoro już wcześniej  parę razy pokazywali sobie zdjęcia swoich rodzin z wakacji  a innej koleżance już wcześniej pozdrowienia wysyłał. I tu jest to co mogę sobie zarzucić, że żonie nie powiedziałem do kogo wysyłam ? poszło  kilka zdjęć ? na jednym zły mąż , na innych dobra żona i dzieci , plaża morze zachód słońca ? zajęło to 3 minuty .  Koleżanka odpisała grzecznościowego maila i że przysyła cos w podobnym klimacie ? kilka zdjęć swoich i męża.  Komórka ich nawet nie odczytała, po próbie odczytania 2 czy 3 dałem spokój i nie wiedziałem nawet co tam jest .  Żona    odkryła  maila z podziękowaniami za zdjęcia ? oczywiście zrobiła z tego znowu romans, chciała natychmiast brać rozwód  - nic to, że dostała nr  telefonu  do koleżanki zadzwoniła natychmiast , że ta rozbija jej rodzinę - porozmawiała z nią i jej mężem, który wiedział o wszystkim ? bo niestety jego żona mogła mu mówić o zwykłym koleżeństwie (Wg mojej żony nikt nie ma prawa mieć jakichkolwiek koleżanek jeśli ma żonę) a o tą  jedną która miałem kiedyś od początku znajomości  była na początku tak szalenie  zazdrosna, że ta się jej bała (notabene ta powiedziała mi ostatnio, że ona wśród swoich znajomych  nie znała męża tak zakochanego w swej żonie jeszcze kilka lat po ślubie . 
Na tych zimowych wakacjach moje odczucia były takie że to  żona również na wakacjach totalnie mnie  ignoruje, ja  chciałem  rozmawiać wychodzić wieczorem choć do baru  posłuchać muzyki,  pobyć razem, zona na to, że nie lubi nigdzie chodzić,   nie chce spędzać razem czasu,  chce czytać ? przez pierwszy tydzień przeczytała Milenium ?ponad   700 stron. Czytała  wieczorem, czytała  w dzień gdy zły mąż bawił  dzieci w basenie. Była  zła bo maż kilka razy poszedł sam popływać do morza na pól godzinki.     

        No i wracamy z wakacji prawie się rozwodzimy i tu następuje jakaś cudowna  przemiana ? sama z siebie i to w obydwojgu. Żona staje się w ciągu kilkunastu dni  tą samą  dziewczyną jaką spotkałem kiedyś. Zaczyna przyjmować wszystkie moje uczucia, każdego dnia dostaje ich coraz więcej i więcej, sama zaczyna je dawać (tak mi się wtedy wydaje) mówi coraz piękniejsze wyznania np. chcę być gdziekolwiek  byle z moim ukochanym, ja dostaję piękny prezent na rocznice ślubu - nie drogi tylko wartościowy przez śliczną  dedykację na nim wypisaną  - ?dla najukochańszego męża? .  Dotąd od lat nie pamiętała nigdy nawet o moich urodzinach, imieninach.  Jest więc wszystko o czym tak długo marzyłem ? zasypianie na moim ramieniu, czas na słuchanie mnie i rozmowy na każdy temat  (przedtem byłem ciągle zbywany i żona nie miała nigdy dla mnie czasu na rozmowę o co były ciągłe żale ? zawsze miała pracę lub inne zajęcie), w seksie układało  się tak jak na początku, były  czułości miłe słowa, patrzenie sobie w oczy, wspólne posiłki o które skomlałem przez lata, wspólne wyjścia bez dzieci, cudowny wyjazd do Spa.

Poczułem  się jak śmiertelnie chory człowiek który wreszcie wyzdrowiał ? czekał na to tyle lat. Czułem się wreszcie prawie szczęśliwy , czułem że zona jest mi najbliższa odkąd się znamy, że jestem bardziej jej oddany i zakochany niż po ślubie. Nabrałem zadziwiającej pewności, ze teraz już do końca życia wszystko będzie dobrze, ze wszystko co złe minie na zawsze. Co lepsze minęły wszystkie kłótnie o drobiazgi , pieniądze itp. - przez te miesiące nie ma najmniejszego sporu na żaden temat poza tymi felernymi wakacjami ?.. no właśnie prawie szczęśliwy  bo     te piękne chwile   trwają tak ? wspólnie spędzanego czasu   przez resztę żona leży w sypialni zarzuca najpierw romans z koleżanką, później sama widząc absurdalność tego posądzenia  o coś takiego  mężczyzny, który przez 15 lat nie zatańczył nawet z inną - zarzuca już tylko flirtowanie. Jej zdaniem powoduje to, że ona jest bezwartościowa a koleżanka jest boginią, aniołem najpiękniejszą i najwspanialszą dla męża  kobietą.  Mąż tłumaczy przez dziesiątki setki godzin, że to jest absurdalne ? przecież ona jest najważniejsza jedyna .  Żona idzie w końcu do psychologa ? te złe chwile wydają się powoli ustępować tym dobrym. Wykupujemy   daleką egzotyczną wycieczkę by spędzić ten czas razem bez dzieci,   cieszyć się sobą  zapomnieć o wszystkim co złe.

No ale i żony  psycholog idzie na wakacje, żona ma mniej pracy (po 2-3 godziny dziennie) a na koniec rozpoczyna urlop - leży coraz dłużej już prawie cały dzień i rozmyśla, analizuje każde słowo, które padło,  przesłuchuje mnie w dzień i w nocy trwa to po kilka godzin w dzień i kilka  w nocy.   Oczywiście wszystko totalnie poprzekręcane żeby tylko pasowało do przyjętej wersji o flircie.  Zły mąż wciąż tłumaczy, zapewnia o uczuciach o tym, że wszystko minie.  Jest już chudszy prawie o 15 kilo od zimy. Zona już nie chce jechać na wycieczkę.  W końcu jedzie -  całą drogę samochodem  z ręką na moim kolanie, tuli się.  Ja myślę będzie jeszcze dobrze bo jak  jej  jest tak źle w domu to jak  wyrwie  to  zapomni o tym co ją dręczy.  Spędzimy wspaniałe wakacje, które zamażą te złe.
Dojeżdżamy i najpierw chce uciekać jak jest już w mieście odlotu. Na chwile to co złe  mija żona znów  mówi, że chce być tam gdzie jej ukochany. Następnego dnia lot z przesiadką ?czekamy na lotnisku w obcym kraju 8 godzin czekania ,  siedem siedzimy przytuleni, czytamy rozmawiamy. Gdy nadchodzi czas wejścia do samolotu żona stwierdza, że wraca że tu powinna być koleżanka nie ona, szarpie się, chce uciekać z lotniska (choć nie ma wizy bo to tylko transfer)  wyzywa?? W końcu wchodzi  do samolotu jest jak obca osoba. Dolatujemy i zaczyna się huśtawka trochę  tulenia zapewniania o miłości, seksu po czym następują wyzwiska mówienie o rozwodzie, nie rozmawia już o niczym tylko o koleżance ? jest to jak gra w pomidora:   zobacz jakie to smaczne ? pewnie jej by bardziej smakowało, zobacz jakie to fajne co z tego to ona powinna to widzieć, kupimy to dla nas ? nie ma żadnych nas jesteś ty i twoja koleżanka  i tak w kółko dzień w dzień.
Boję się już nawet czy to nie schizofrenia bo wygląda to tak jakby były dwie osoby w jednej. Na przykład robimy sobie zdjęcie żona mówi mój ukochany chcę żebyśmy je powiesili na ścianie jak wrócimy jako symbol naszej miłości, za pół  godziny idziemy na występy - na początku siedzimy przytuleni trzymający się za rękę, po pół  godzinie żona sztywnieje - dosłownie ,   odsuwa się  po wyjściu mówi, że po powrocie chce natychmiastowego rozwodu. W hotelu na sugestię, że powinna chodzić do psychologa  i pójść do  psychiatry dostać jakieś tabletki   wpada w szał mówi, że nie będę z niej robił wariatki ? bije za to tak dotkliwie, że szramy na ręce mam do dziś (po prawie 3 miesiącach) a plecy bolą mnie do końca wycieczki. Mówię, że zniosę to wszystko bo kocham ją - taka huśtawka trwa już jednak do końca, W czasie powrotu ucieka znów na lotnisku.  Gdy wracamy do domu samochodem z lotniska cały czas mówi o rozwodzie. Po powrocie znów huśtawka  , no ale głupi mąż ma nadzieję, że   może będzie lepiej z dziećmi, ostatnie pieniądze wydajemy na tani hotelik i lecimy z dziećmi na piękną wyspę. Znów przez dwa dni przytulone zdjęcia , miłość seks. Po trzech dniach żona stwierdza że namyśliła się chce rozwodu, przestaje mi mówić po imieniu. A mamy tam być jeszcze  1,5   tygodnia - reszta to po prostu koszmar  do samego końca, uciekanie traktowanie mnie jak powietrze, wyzwiska zarzucanie romansu zdrady  - wszystko oczywiście przy dzieciach. Na moje przekonywania do wizyty u  psychologa psychiatry  znów jest bicie, sypaniem piaskiem w twarz ( z uszu wyciągałem go przez tydzień) widzi to starszy syn, jemu zresztą dostaje się od mamy wciąż za to, że opowiada się po  mojej   stronie.
Po powrocie jest już tylko gnębienia, wyzwisk ciąg dalszy. 

No i najlepsza jest chyba puenta.  Żona jedzie do rodzinnej miejscowości  nie odbiera telefonów gdy chcę rozmawiać z młodszym synkiem, a zawsze mówiłem mu dobranoc przed snem.  Ja śle sms dalej, ze tęsknię kocham, żeby wracała, pytam czemu tak mnie zbliżyła do siebie rozbudziła taką nadzieje, pozwoliła  otworzyć się tak jakbym nie miał żadnej skóry . Ona  że nie kocha żebym się odczepił i nie pisał. 
Podczas drugiego wyjazdu tak zwana ?życzliwa?   radzi żeby zły mąż zainteresował się żoną bo ona zajmuje się nie swoim mężem, pada nazwisko . Po powrocie jest rozmowa najpierw jest milczenie zero wyjaśnień, później po naciskach  żona wypiera się że kiedykolwiek znała taką osobę ? nigdy o niej nie słyszała a ja wszystko wymyśliłem jestem psychiczny .   Imię zgadza się z jej pierwszym chłopakiem wielką erotyczną fascynacją, z którym wiem, że bardzo chciała mnie zdradzić w 3 lata po ślubie a jest bardzo prawdopodobne, że jednak zdradziła będąc wtedy sama kilka dni na wakacjach.
  No i na koniec wychodzi  szpiegowanie komputera na tyle nieudolne, że żona sama się zaszpiegowała okazuje się z maili że instalowanie programu , nagrywanie mnie na dyktafon robi w uzgodnieniu z tym facetem całą resztę prawdopodobnie też, żali mu się jak to uczucia się wypalają, jaka jest nieszczęśliwa  z mężem.  Nie mogę być pewien czy  romans był, ale jest wiele przesłanek,  że tak i  mógł trwać nawet od roku.  Na zarzut zdrady  - gdy żona dostaje wydrukowane ekrany  jak pisała maile   ponownie się wypiera kłamiąc przy tym tak, że co wypowiedź to inna wersja, gubi się w nich całkowicie.

W międzyczasie do koleżanek i na tym forum też i w końcu też do mnie  zmienia wersję i zaczyna twierdzić, że ona chce rozwodu przez to, że przez całe nasze małżeństwo było bardzo źle , te szczęśliwe lata wcale nie były szczęśliwe a  ostatnie pół  roku wymazuje całkiem z pamięci,  bicie mnie napady furii , wyzwiska brak szacunku dla mnie,  też znikają  - jak wszystko co może nie pasować do przyjętej dopiero co nowej wersji.   Mówi , że ja jej nie szanowałem dlatego, ze   nie miała karty do mojego konta (tak naprawdę  ma ją już od kilku miesięcy  bo to było pierwsze żądanie po zimowych wakacjach, a wcześniej nie kupiłem nigdy nic bez jej zgody). 

Więc napisze może parę słów o tym ciężkim życiu  żony z bezdusznym mężem??bo buzia otwierała mi się ze zdziwienia.
Mieliśmy czasem kłótnie o pieniądze  ale wynikały z tego, że ten zły mąż płacił wszystkie rachunki (poza przedszkolem syna i benzyną ? ale sam jeździł autobusem MZK gdzie do przystanku było 1,5 km w błocie lub kurzu - oddając samochód zonie żeby jej było wygodniej ), robił praktycznie wszystkie zakupy. Żona żądała:   tyle na to tyle na tamto (np. na buty, dla dzieci itp.)wtedy te pieniądze dostawała. Niestety nasza sytuacja wcześniej nie była tak różowa  i czasem nawet debet na koncie złego męża się wyczerpywał i wtedy prosił dobrą żonę czy mogłaby ze swoje pensji coś dołożyć  do utrzymania domu czy zrobić np. drobne zakupy  i tu następowały ataki furii jakim prawem podejmuję w ogóle taki temat jeśli ona zarabia mniej. Jednocześnie przez te wszystkie lata    mąż  egoista ? aż  do zeszłej zimy nigdy nie kupił sobie ani jednego ubrania nie mówiąc o czymś droższym  bez zgody żony, zwykle nie pytałem  nawet bo niestety dla mnie po prostu już nie starczało, dla niej,  dzieci tak ? a ja chodziłem przez 3 ostatnie zimy bez zimowych butów i w 10 letniej kurtce z wyrwanymi napami.  Biedna zona miała co roku nowe kozaczki i płaszczyk. Gdy po latach kupiłem w końcu nową kurtkę  po trzykrotnej przecenie ? to była najpierw ogromna złość a po czasie oskarżenie, że to dla kochanki.
To zły mąż  kupował wszystko do domu opłacał te straszne wakacje. Żona swoje pieniądze  nawet jeśli było ich dwa razy mniej wydawała jak chciała nie musząc się martwić o nic. 
A co najsmutniejsze   przez kilka pierwszych lat małżeństwa zarabiałem bardzo mało i każdy grosz, który zostawał szedł na żonę  ? prezenty bez okazji i z okazji dawałem naprawdę znacznie powyżej swoich możliwości  finansowych sam słysząc wciąż w pracy żebym wreszcie kupił cos dla siebie bo wstydem jest chodzić w takich wytartych  rzeczach lub starych butach, ze starą torbą   ?przez pierwszych kilka  lat chodziłem praktycznie w kawalerskich ciuchach.
Na wakacje, które były dla dobrej zony zawsze  udręczeniem  i wielkim poświęceniem   mąż tyran  zarabiał dodatkowo (pracując w domu kosztem nie  poczytania książki czy pooglądania filmu).

Jeśli chodzi o tyranię to znajomi śmiali się, że ja   bez zgody żony pierdnąć  nie mogłem  - każdy najmniejszy drobiazg, wizyta,  zakup  (poza spożywczymi) był z nią uzgadniany.    Specjalista  stwierdził, że nasza relacja była po prostu patologiczna taka jak pomiędzy niewolnikiem i władczynią a ten niewolnik miał jeszcze łańcuchy założone w swoje głowie.  A żona uzależniając mnie całkowicie psychicznie zrzuciła jeszcze całkowicie odpowiedzialność za cały związek, rodzinę z siebie na mnie. Gdy czytałem tu komentarza, że to ja byłem tyranem?. Ehhh 

Jeśli chodzi o pomoc wsparcie moje oczy otworzyły się jeszcze szerzej -  żona przez pierwsze 8   lat wspólnego mieszkania  nie ugotowała obiadu ? dziś mi mówi przecież ugotowałam zupki starszemu synkowi ? tak ugotowała ale obiady dla nas przez lata  robiłem ja codziennie  po  pracy po powrocie  autobus-pociąg-autobus z miejscowości oddalonej o 50 km. Oprócz obiadków miała podane zawsze kolacje.  Gdy nie wyrabiałem już z obiadami a kolacje przestałem robić bo sam nie mogłem ich jeść było wielkie niezadowolenie.  W ostatnich latach robiłem obiady , zawsze minimum ze 3 razy w tygodniu zawsze w niedziele dni wolne bo ,  żona mówiła nie po to państwo daje mi wolne by stała przy garach, robiłem obiady na kilka dni zamrażałem żeby miała łatwiej, robiłem sosy do słoików, wcześniej kompoty itp.  ?? ??.gdy ktoś nas odwiedzał a kiedyś nawet często - gotowałem, piekłem  tylko ja a ona czasem pomagała kroić ? niestety ci ludzie mnie chwalili co zawsze wywoływało irytację i  jakieś negatywne uwagi na mój temat?..

Mąż tyran uczestniczył w porodzie    każdego synka?..był  na każdej wizycie lekarskiej gdy żona była w ciąży?. kąpał (małego do niedawna  zawsze tylko ja) ,  usypiał dzieci gdy były małe, czytał książeczki opowiadał bajki , bawił się ?   dzisiejsze kłamstwa słyszane od żony na ten temat są najdotkliwsze.

Starałem się być dla niej  przyjacielem  ale tu zawsze mówiła, ze nim nie jestem bo często nie zgadząłem się z nią np. wtedy gdy z dnia na dzień chciała rzucać prace gdy ktoś się poskarżył, gdy zrywała kontakty z kolejnymi osobami bo ją obgadują, źle traktują  - tłumaczyłem czasem godzinami że nie wolno tak się źle nastawiać , trzeba wierzyć ludziom nie można ciągle  szukać w nich czegoś złego    - mówiła wtedy że jest dla niej zły bo  gdybym był przyjacielem wspierał bym ją w każdej jej decyzji. Ja tego tak nie rozumiałem. Z pracą w końcu namówiłem ją że musiałaby zdobyć jakieś kwalifikacje by dostać  taką z zupełnie innej dziedziny. Chodziła więc przez 3 ostatnie lata weekendami na angielski, kursy, studia podyplomowe ? ja w tym czasie w domu z dziećmi. Pracy i tak żona nie znalazła choć gotowa była  przyjąć nawet taką totalnie poniżej swoich kwalifikacji, za pól obecnej pensji  bo wydawało się jej,  że  inna niż ta którą  ma będzie cudowna.   I tak dziś mówi, że to zły mąż nie pozwolił jej zmienić pracy i to w zupełności jego wina. W zasadzie okazuje się, ze każde jej prawdziwe i wyimaginowane niepowodzenie jest moją winą.

Nikt z kim rozmawiałem nie uznał, że żona jest zdrowa.  Kocham ją, ale nie mogłem już tego dalej znieść.  Kilka dni temu powiedziałem ja wybaczę  ci wszystko co zrobiłaś nawet jeśli  zdradziłaś  bo to była kropelka przy innych krzywdach, które doznałem od ciebie ostatnio  i tych które doznawałem od 5 lat -  nie będę tego drążył, przeszukiwał bilingów jednak możemy żyć razem tylko tak jak było to wiosną  ? ze słuchaniem siebie, okazywaniem uczuć itp. ale też dodatkowo wyłącznie na warunkach partnerstwa,  a nie całkowitego podporządkowania mnie, bez  wtrącania  się do mojej pracy, rozkazywania. Powiedziałem, ze nigdy więcej  nie pozwolę sobie już na bicie mnie,  wyzywanie ani inne rodzaje przemocy.  Jako  konieczny warunek  postawiłem leczenie.
Żona oczywiście się nie zgodziła się na nic , mówiąc tak mnie skrzywdziłeś i jeszcze mi stawiasz warunki, obrażasz mnie .  Tylko dla mnie takie życie jakie miałem wcześniej jest już po tym wszystkim wykluczone.    Powiem szczerze ja miotam się w myślach analizując to co się działo u nas w ostatnich miesiącach rozważając pomiędzy  zaplanowaną intrygą i co bardziej prawdopodobne  poważną chorobą już nie tylko paranoją ale  połączeniu z manią  czy  psychozą co sugerowali specjaliści. Wcześniej gdy nie odkryłem jeszcze jej wyszpiegowanych maili przeszukiwałem Internet by dowiedzieć się  co się dzieje,  definicje osobowości paranoicznej, artykuły  o cechach osób o takim charakterze   zgadzały  się w 100 %   w  książkach  o DDA też czytałem jakby o swoim małżeństwie i większość cech  zgadzała się z tymi co wyżej.  Kochałem tą dziewczynę i nie wyobrażałem sobie życia bez niej. 

Żadne inne wytłumaczenia tych zdarzeń  nie przychodzą mi jednak dziś  do głowy.  Jednak jeśli tyle cierpień mógłby wyrządzić ktoś zdrowy to byłoby to   sto razy gorsze od tego gdy wykańczał chory. 
W czasie ostatniej rozmowy żona powiedziała mi , że udawała miłość przez pól roku, nie kocha mnie od 5 lat tak jak powiedziała mi zimą  i udawała uczucia  tylko na wypadek tego gdyby jednak zdecydowała się ze mną być. Czy to prawda sam nie wiem obserwując ją  gdy wciąż i wciąż trwa  w każdziuteńkiej rozmowie gra w pomidora z koleżanką w roli pomidora.  Gdy po raz pierwszy od 6 czy 7 lat wyszedłem sam z domu po południu (do kina) podobno obdzwoniła pół kontaktów w telefonie dokąd dzieci jej nie powiedziały gdzie jestem. Dziwi mnie to zachowanie kogoś kto tak niby marzy o rozwodzie.

Jeśli jednak żona mówi szczerze i udawała  to uważam, że  bardziej drugiego człowieka nie da się skrzywdzić, wolę już żeby była chora.  Żona mówi jak mantrę, że nic mi złego nie zrobiła?????.. że jest zdziwiona, że czuję się skrzywdzony????   
Ja już przestałem wierzyć w happy end, choć włożyłem w obronę tej miłości (jak się okazuje mojej), i tego związku więcej zaangażowania i zdrowia niż w cokolwiek innego w swoim życiu.

12

Odp: Felerne wakacje.

no ciekawa riposta.... żona coś odpowie ?

13

Odp: Felerne wakacje.

Czytam to i nie mogę uwierzyć, to jakaś kiepska powieść, ale nie o moim życiu. Pisałam szczerze co czuję.
Nie weszłam na to forum aby korespondować z mężem. Od niego słyszę na co dzień dużo złego. Nie mogę uwierzyć zeby mógł mieć tak skrajny od mojego ogląd rzeczywistości. Zgnębiony mąż który wytrwał tyle lat. Szanowany w pracy pewny siebie prawnik, zresztą jedynak, a w domu poniżający na każdym kroku i lekceważący żonę. Gdzie ta karta, którą dostałam po 14 latach do jego kąta a zniknęła po miesiącu z portfela kiedy jechałam do mamy nie wytrzymując tych kłótni? Dlaczego koleżanka z pracy ( nie ta o której pisałam ) boi się mnie jeśli widziała mnie chyba raz w życiu i to w sytuacji gdy urodził się nasz pierwszy synek i na ulicy pokazywaliśmy nasze dziecko? Dlaczego od lat ze mną nie rozmawia tylko ogląda serial za serialem, ewentualnie siedzi z komputerem. Jedyne tematy do rozmowy ze mną to centra handlowe, które się właśnie budują w naszym mieście. Dlaczego ma żal, że ustała łącząca nas wieź 5 lat temu kiedy pisał z jakąś kobietą i przez rok utrzymywał, że to kolega którego nie znam? Czy lepiej kłamać? Czy lepiej zdobyć się na szczerość, chociaż może być trudniejsza? Bez szczerości, rozmowy nie ma zaufania.
Dla mnie dużo zdażyło się złego. Ciągle kłótnie, o to że sprzątam w sobotę, o to ze wjechałam w dziurę wioząc go do pracy, sama potem wchodząc do pracy zapłakana.
Szkoda na to wszystko życia.
Zastanawiam się po co to wszystko. Ja chcę rozwodu.
Po co napisał całą tę wręcz książkę na forum. Żeby prostować musiałabym napisać drugą.
Czy mąż prawnik który powiedział żonie, że jeżeli chce rozwodu to ją zniszczy i wykorzysta całą swoją wiedzę do tego, a teraz biega za dziećmi, bawi się z nimi (wcześniej opędzał się od nich), idzie na wywiadówkę w tajemnicy przede mną, jest wiarygodnym, skrzywdzonym człowiekiem?
Nie chcę więcej pisać, bo nic to nie da.
Zabrakło rozmowy w naszym związku, ale szczerej. I chyba nie ma już na nią szansy, skoro tyle lat nie było.
Tym bardziej, że z "koleżanką" jest ta rozmowa i to głębsza, nie o centrach handlowych, ona wie o wszystkich naszych poczynaniach i raczej nie będzie inaczej.

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026