Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać" - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 80 ]

Temat: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"

Piszę ten post, bo jestem już po prostu zmęczona.
Mamy z partnerem taką sytuację:
-mieszkanie na kredyt z dużym wkładem własnym, więc dosyć niską ratą
- mieszkanie już urządzone, wykończone, zostały co najwyżej jakieś drobnostki typu kinkiety w jednym pokoju trzeba kupić albo ekspres do kawy
- moje zarobki powyżej 15k, jego 5k
- brak innych kredytów, długów, zobowiązań, wszyscy zdrowi

Przez kupę lat nie jeździłam na wakacje, bo "trzeba zbierać na mieszkanie". Raz byliśmy na 3 dni nad polskim morzem. Wytrzymałam. Teraz jest mieszkanie, to słyszę, że nie możemy jechać, bo "jeszcze trzeba kupić rzeczy" i "trzeba nadpłacać kredyt". Nie jestem zadowolona z wielu przyczyn. Po pierwsze uważam, ze odpoczynek mi się po tylu latach po prostu należy. Po drugie zadaje sobie pytanie: super oszczędności, odpowiedzialność, ciułanie... a kiedy będę żyć? I niestety mój partner nawet nie chce słyszeć o oglądaniu ofert, bo nie i juz. Bo trzeba oszczędzać, bo nie mamy teraz oszczędności dużych, bo poszły na wkład własny. Tylko ja to wszystko rozumiem! I nie chce wydać 30k na zwiedzanie świata. Chce pojechać na tydzień do Grecji, do normalnego hotelu. Mam mnóstwo znajomych, którzy zarabiają duzo mniej od nas i dla nich to nie jest problem wyjechać. Ba, moja przyjaciółka kupiła mieszkanie, wykończyła bez mebli, spala na samym materacu, na suficie żarówka zamiast żyrandola bo jeszcze nie kupili, a mimo to pojechali sobie do Hiszpanii i spędzili fajnie czas. I maja wspomnienia. A ja mam ramę łóżka, żyrandol, wszystkie meble i podróż palcem po mapie. Chciałam się wyżalić. Chyba mamy po prostu tak odmienny sposób patrzenia na świat i zawsze tak będzie...
A czemu nie pojadę sama/z koleżanka? Bo nie chce sama, a moje koleżanki jeżdżą z partnerami. Juz raz tak pojechałam na kilkudniowy wyjazd w góry ze znajomymi każdy z partnerem/partnerką i czułam się jak piąte kolo u wozu.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
biankax99 napisał/a:

Chyba mamy po prostu tak odmienny sposób patrzenia na świat i zawsze tak będzie...

Może tak być, bo partner zawsze może znaleźć jakiś cel, na który będą potrzebne pieniądze i ten cel będzie ważniejszy od wakacji. A może on jest z tych, którzy po prostu nie lubią nigdzie wyjeżdżać?

Czy partner wie, że ten urlop jest dla Ciebie ważny i naprawdę go potrzebujesz?
Czy określił jakieś ramy czasowe, kiedy jego zdaniem będzie właściwy czas na takie "fanaberie", jak urlop?

3

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"

No to skoro sama nie chcesz, to zostaje siedziec w mieszkaniu i odkładać na ekspres.

Przy takiej róźnicy w zarobkach, on zawsze będzie hamulcem dla Twoich planów.

4

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"

Wasz związek już się dawno rozleciał. Grecja nic tu nie pomoże. Przy takim dużym rozjeździe w zarobkach, facet nigdy nie spełni twoich oczekiwań.

5 Ostatnio edytowany przez Halina3.1 (2024-04-28 09:15:14)

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"

Widziały gały co brały. Wiedziałaś jaki jest i ile zarabia, mimo to z nim jesteś i kupiliście razem mieszkanie. Obsmarowywanie to teraz na forum publicznym o to, że po prostu jest sobą jest chamskie i nielojalne. Jak ci nie pasuje ten facet i jego podejście, to przymusu bycia w związku nie ma. Ja tam zawsze jestem za szukaniem sobie partnera o podobnym statusie materialnym do nas, bo duże różnice w zarobkach zawsze generują problemy. A komplikowanie sobie życia na własne życzenie jest głupie.

Jeszcze inna sprawa to taka, że gdybym już jakimś cudem miała biedaka, to bym mu te wakacje zwyczajnie kupiła, nie pytała się o zdanie tylko powiedziała, że jedziemy wtedy a wtedy i nara. Ale jak on jest bardziej dominujący od ciebie, to może nie wyjść.

6 Ostatnio edytowany przez biankax99 (2024-04-28 09:18:36)

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Halina3.1 napisał/a:

Widziały gały co brały. Wiedziałaś jaki jest i ile zarabia, mimo to z nim jesteś i kupiliście razem mieszkanie. Obsmarowywanie to teraz na forum publicznym o to, że po prostu jest sobą jest chamskie i nielojalne. Jak ci nie pasuje ten facet i jego podejście, to przymusu bycia w związku nie ma. Ja tam zawsze jestem za szukaniem sobie partnera o podobnym statusie materialnym do nas, bo duże różnice w zarobkach zawsze generują problemy. A komplikowanie sobie życia na własne życzenie jest głupie.

O czym ty piszesz? Problemem nie jest status materialny, ale podejście. Ja mogę zapłacić za wyjazd cały. Ja mam podejście "oszczędziłam x zł, pojedźmy raz na te 5 lat na wakacje", a on ma podejście "oszczędziłaś x zł? to kredyt nadpłać/kup y do domu". I nie, nie widziały gały co brały, bo na początku związku nie pokazywał takiego podejścia. To się rozwinęło z czasem i teraz widzę, że się pogarsza.

Nie kupię biletu i nie postawie go przed faktem dokonanym, bo on jest osobą, która lubi plan, nie lubi niespodzianek i będzie niezadowolony.

7

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
biankax99 napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

Widziały gały co brały. Wiedziałaś jaki jest i ile zarabia, mimo to z nim jesteś i kupiliście razem mieszkanie. Obsmarowywanie to teraz na forum publicznym o to, że po prostu jest sobą jest chamskie i nielojalne. Jak ci nie pasuje ten facet i jego podejście, to przymusu bycia w związku nie ma. Ja tam zawsze jestem za szukaniem sobie partnera o podobnym statusie materialnym do nas, bo duże różnice w zarobkach zawsze generują problemy. A komplikowanie sobie życia na własne życzenie jest głupie.

O czym ty piszesz? Problemem nie jest status materialny, ale podejście. Ja mogę zapłacić za wyjazd cały. Ja mam podejście "oszczędziłam x zł, pojedźmy raz na te 5 lat na wakacje", a on ma podejście "oszczędziłaś x zł? to kredyt nadpłać/kup y do domu". I nie, nie widziały gały co brały, bo na początku związku nie pokazywał takiego podejścia. To się rozwinęło z czasem i teraz widzę, że się pogarsza.

Nie kupię biletu i nie postawie go przed faktem dokonanym, bo on jest osobą, która lubi plan, nie lubi niespodzianek i będzie niezadowolony.

Następna wielce zdziwiona, ze facet magicznie się zmienił, nic nie widziała na początku. Bzdura, zawsze są red flagi, tylko ludzie nie chcą ich widzieć. Podejścia faceta nie zmienisz, możesz zmienić faceta. A dlaczego on ma rozporządzać twoimi zarobkami, jak taki chętny kredyt nadpłacać, to niech idzie do lepszej roboty i nadpłaca. I wtedy tobie będzie lżej i można będzie kredyt szybciej spłacić i na wczasy pojechać. Znalazł się mistrz zarządzania majątkiem…

8

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Halina3.1 napisał/a:

Następna wielce zdziwiona, ze facet magicznie się zmienił, nic nie widziała na początku. Bzdura, zawsze są red flagi, tylko ludzie nie chcą ich widzieć. Podejścia faceta nie zmienisz, możesz zmienić faceta. A dlaczego on ma rozporządzać twoimi zarobkami, jak taki chętny kredyt nadpłacać, to niech idzie do lepszej roboty i nadpłaca. I wtedy tobie będzie lżej i można będzie kredyt szybciej spłacić i na wczasy pojechać. Znalazł się mistrz zarządzania majątkiem…

Facet się nie zmienił, jest oszczędny, bo mało zarabia.
Podejście zmieni, gdy zarobki będzie miał większe.

Chcesz wyjechać, to niestety będziesz musiała wymusić: W tym roku jedziemy do ... . I nie ma dyskusji, pieniądze są, kredyt się spłaci zgodnie z harmonogramem.

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Halina3.1 napisał/a:

Następna wielce zdziwiona, ze facet magicznie się zmienił, nic nie widziała na początku

Następna zdziwiona, że ludzie z czasem się zmieniają, że związek po X latach nie jest taki sam jak na początku. wink


Halinka - ludzie zmieniają. Czasem na lepsze - czasem na gorsze. Masz rację co do różnicy w zarobkach - uważam podobnie, że ludzie powinni wybierać partnerów o zbliżonym statusie, bo inaczej to zawsze są problemy. I tu wydaje mi się podobnie, że facet po prostu czuje się wykastrowany ekonomicznie. Dlatego jest hamulcowym, bo jak siedzą w domu i nigdzie nie wychodzą, to nie bije to tak po oczach, że za wszystko płaci ona, a on nie jest w stanie. Farmer to fajnie opisał, w takiej ugrzecznionej formie. Nie ma typ kasy, to oszczędza.

Bez postawienia kolesia pod ścianą, to nic się nie zmieni.

10

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"

Z tego co piszesz to Twój facet jest osobą bardzo logiczną i lubi wszystko mieć zaplanowane. Ewidentnie widać to po jego działaniach, gdyż planuje nadpłatę kredytu. Z jednej strony jest to racjonalne działanie a z drugiej masz swoje potrzeby w postaci odpoczynku. Gdybym był na Twoim miejscu zabrałbym się za to tak:
1) Szczegółowo obliczyłbym koszty, życia, kredytu, wyjazdu, przyszłych zakupów do mieszkania itd.;
2) Rozpisałbym to w Excelu czy w jakiejś innej formie. Ważne aby było to przejrzyście pokazane.
3) Porozmawiałbym z nim o swoich potrzebach oraz przedstawił kalkulację budżetu, że to się spina i nie będzie uszczerbku dla finansów.
4) Jasno też powiedz, że chciałabyś zapłacić za taki wyjazd, bo być może on kalkuluje temat i bierze pod uwagę swoje zarobki, które są dużo mniejsze.
Taka logiczna argumentacja, ze szczegółowym wyliczeniem budżetu ma duże szanse go przekonać.

11

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Wiewiórka Basia napisał/a:

Masz rację co do różnicy w zarobkach - uważam podobnie, że ludzie powinni wybierać partnerów o zbliżonym statusie, bo inaczej to zawsze są problemy.

Czyli nie brać kobiety, bo zarabia o kilka tysięcy mniej?

Dlaczego, gdy facet zarabia 20k, a kobieta 5k to nie ma problemu, a gdy odwrotnie, to jest problem?

12

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Farmer napisał/a:
Wiewiórka Basia napisał/a:

Masz rację co do różnicy w zarobkach - uważam podobnie, że ludzie powinni wybierać partnerów o zbliżonym statusie, bo inaczej to zawsze są problemy.

Czyli nie brać kobiety, bo zarabia o kilka tysięcy mniej?

Dlaczego, gdy facet zarabia 20k, a kobieta 5k to nie ma problemu, a gdy odwrotnie, to jest problem?

Bo tutaj występuje bardzo silne uwarunkowanie biologiczne. Postęp cywilizacyjny dokonał się szybko to jest na przestrzeni kilku tysięcy lat (a może nawet kilkuset). Ewolucja nie nadąża. Cały czas są pierwotne programy. Samiec potrafiący dostarczać zasoby jest postrzegany jako silny. Problemem nie jest, że tak się dzieje bo jest do dosyć logiczne w kontekście ciąży albo kilku, gdy kobieta jest uzależniona od faceta. Problemem jest to, że facetom tłoczy się do głowy bajki o pięknej miłości i że kwestie finansowe nie mają znaczenia. A potem jest zawód i poczucie oszukania.

13

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Robsonpl napisał/a:

Bo tutaj występuje bardzo silne uwarunkowanie biologiczne. Postęp cywilizacyjny dokonał się szybko to jest na przestrzeni kilku tysięcy lat (a może nawet kilkuset). Ewolucja nie nadąża. Cały czas są pierwotne programy. Samiec potrafiący dostarczać zasoby jest postrzegany jako silny. Problemem nie jest, że tak się dzieje bo jest do dosyć logiczne w kontekście ciąży albo kilku, gdy kobieta jest uzależniona od faceta. Problemem jest to, że facetom tłoczy się do głowy bajki o pięknej miłości i że kwestie finansowe nie mają znaczenia. A potem jest zawód i poczucie oszukania.

a ja myślałem, że materializm

14 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2024-04-28 11:36:41)

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"

Jaki masz problem zarabiając te 15 tys kupić ten ekspres i kinkiety i zaproponować   jakieś tanie wakacje?
Te niech zaplaci na pół, niech będą krótsze, na 5 dni np.
A co się stanie jak kupisz ten ekspres bez jego akceptacji.?
Awantura, ciche dni.
Ok. Ale chyba się z tego powodu nie rozstaniecie?
Rady kolegi powyżej są pomocne.
Możesz też zaproponować, ze zaplacisz za wakacje w tym roku, a On sam za ekspres i kinkiety.
Albo za wakacje w przyszłym roku.
A jak nie będzie chciał w ogóle..
Nie ustępuj mu we wszystkim, dla zasady.
Zdrowie i relaks są ważne jak się ma stresującą pracę
To ma być związek gdzie Twoje potrzeby są nieważne?
Hmm..zadbaj o antykoncepcję.
Różnica zarobków 10 tys nie jest wielka, wbrew pozorom..
Za jakiś  czas on może zarabiać te 15 tys, to osiągalne.
Albo Ty nie mieć pracy.
Więc to nie jest sytuacja, gdy ktoś ma 50 tys  a ktoś inny 10, 15 i to są jego szczyty.
a może powinniście przedyskutować nie tyle wydatki, co zakresy odpowiedzialności, by nie musieć dzielić wszystkiego na pół.
Np Ty wakacje,  urządzenie mieszkania,  wasze ubrania, 
On samochód,  sprzęty  AGD, czynsz?
Może tak będzie lepiej?
Kredyt i raty da ustalone.
Nie ma prawa żądać od Ciebie byś Ty nadplacala.
Ekonomicznie wychodzi wtedy na to, że on ma mniejszą  ratę Twoim kosztem.
Zapłaciliście wklad własny na pół?
Więc dlaczego  dysponuje Twoją nadwyżką?
Jak to Twoje pieniądze, to nie powinnaś mieć więcej do powiedzenia w sprawie ich wydania?

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Farmer napisał/a:
Wiewiórka Basia napisał/a:

Masz rację co do różnicy w zarobkach - uważam podobnie, że ludzie powinni wybierać partnerów o zbliżonym statusie, bo inaczej to zawsze są problemy.

Czyli nie brać kobiety, bo zarabia o kilka tysięcy mniej?

Dlaczego, gdy facet zarabia 20k, a kobieta 5k to nie ma problemu, a gdy odwrotnie, to jest problem?


Jak chcesz utrzymankę, a nie równoprawną partnerkę, to droga wola. Twoje życie i twoje wybory. Tylko nigdy nie będziesz wiedział, czy taka kobieta robi coś dla ciebie, czy dla twoich pieniędzy. Ja nie wyobrażam sobie być na czyimś utrzymaniu. Jak jestem na etapie poznawania i randek to też płacę za siebie (dzielimy się rachunkiem), bo wielu facetów ma tak, że uważają, że jak oni płacą to kobieta jest wobec nich w jakiś sposób dłużna. Równe prawa mogą istnieć tylko przy równych obowiązkach.

Jak kobieta zarabia więcej to jest bardzo duży problem, bo większość facetów czuje się ekonomicznie wykastrowana taką sytuacją. Bo zarabiać więcej to męska rzecz.

Bo to nie problem kiedy kobieta zarabia więcej. To problem, że to facet zarabia mniej. Problem dla niego. Bo to wy panowie nie możecie się najczęściej pogodzić z sytuacją, kiedy kobieta zarabia więcej i tak jak w tym wątku zaczynacie być tymi hamulcowymi, zaczynacie sabotować związek.

16 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2024-04-28 11:45:07)

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"

Ja mam na ten moment wieksze dochody niż mój mężczyzna.
On ma większe powiedzmy pasywa..
I mamy inny styl życia, On bardziej oszczędny ja cieszę się życiem w codziennych sprawach
Ale ma kosztowne hobby za to.
Składanie się po połowie wymagałoby uzgodnien wszystkiego.
To znaczy że najczęściej używanym gadżetem w naszej relacji byłby kalkulator,  a tego bym nie zniosla.
Więc staramy się dzielić sfery odpowiedzialności, by tego kalkulatora nie było.
Na razie to funkcjonuje.

17

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Wiewiórka Basia napisał/a:

Jak kobieta zarabia więcej to jest bardzo duży problem, bo większość facetów czuje się ekonomicznie wykastrowana taką sytuacją. Bo zarabiać więcej to męska rzecz.

nie

Wiewiórka Basia napisał/a:

Bo to nie problem kiedy kobieta zarabia więcej. To problem, że to facet zarabia mniej. Problem dla niego. Bo to wy panowie nie możecie się najczęściej pogodzić z sytuacją, kiedy kobieta zarabia więcej i tak jak w tym wątku zaczynacie być tymi hamulcowymi, zaczynacie sabotować związek.

To jest problem, gdy kobieta zarabia więcej, bo wpojono jej, ze to facet ma ją utrzymywać. Facet musi ... .
Piszesz, że on jest hamulcowym, a ja tu widzę małe zasoby własne i próbę zarządzania majątkiem. On ma inne podejście do pieniędzy.

Autorka jest na innym etapie kariery i pieniądze przyszły i chce się nimi cieszyć. Nie buduje przy tym poduszki finansowej, brak inwestycji.
A wystarczy utrata pracy, cofnięcie uprawnień, czy ciąża i te wyższe zarobki mogą być wspomnieniem na najbliższe kilka lat.

On powinien przystopować z oszczędzaniem, a ona powinna zainteresować się zarządzaniem budżetem, pieniędzmi i inwestowaniem.

18 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2024-04-28 12:33:56)

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
biankax99 napisał/a:

Nie kupię biletu i nie postawie go przed faktem dokonanym, bo on jest osobą, która lubi plan, nie lubi niespodzianek i będzie niezadowolony.

To kup wakacje jako prezent dla niego z okazji urodzin, imienin czy czego tam jeszcze. W końcu tydzień w Grecji dla dwóch osób to znowu nie takie wielkie pieniądze. Nawet jeśli będzie niezadowolony, to w końcu mu przejdzie, a nuż mu się wakacje spodobają i będzie chciał częsciej jechać?
Spróbuj, przecież też masz prawo zarządzać swoimi pieniędzmi.

19

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Wiewiórka Basia napisał/a:
Farmer napisał/a:
Wiewiórka Basia napisał/a:

Masz rację co do różnicy w zarobkach - uważam podobnie, że ludzie powinni wybierać partnerów o zbliżonym statusie, bo inaczej to zawsze są problemy.

Czyli nie brać kobiety, bo zarabia o kilka tysięcy mniej?

Dlaczego, gdy facet zarabia 20k, a kobieta 5k to nie ma problemu, a gdy odwrotnie, to jest problem?


Jak chcesz utrzymankę, a nie równoprawną partnerkę, to droga wola. Twoje życie i twoje wybory. Tylko nigdy nie będziesz wiedział, czy taka kobieta robi coś dla ciebie, czy dla twoich pieniędzy. Ja nie wyobrażam sobie być na czyimś utrzymaniu. Jak jestem na etapie poznawania i randek to też płacę za siebie (dzielimy się rachunkiem), bo wielu facetów ma tak, że uważają, że jak oni płacą to kobieta jest wobec nich w jakiś sposób dłużna. Równe prawa mogą istnieć tylko przy równych obowiązkach.

Jak kobieta zarabia więcej to jest bardzo duży problem, bo większość facetów czuje się ekonomicznie wykastrowana taką sytuacją. Bo zarabiać więcej to męska rzecz.

Bo to nie problem kiedy kobieta zarabia więcej. To problem, że to facet zarabia mniej. Problem dla niego. Bo to wy panowie nie możecie się najczęściej pogodzić z sytuacją, kiedy kobieta zarabia więcej i tak jak w tym wątku zaczynacie być tymi hamulcowymi, zaczynacie sabotować związek.

Bzdura, dla nas to nie jest problem, to wy tracicie szacunek do faceta, który zarabia mniej. To dla was taki mężczyzna jest niemęski i zaczynacie nim gardzić.

20

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Farmer napisał/a:

Autorka jest na innym etapie kariery i pieniądze przyszły i chce się nimi cieszyć. Nie buduje przy tym poduszki finansowej, brak inwestycji.

Oj zazdrościsz koleżance tych 15 k i już zaczynasz wymyślać bajki. Gdzie to wyczytałeś, że ona nie buduje poduszki finansowej? Doprawdy straszne szastanie kasą, tygodniowy wyjazd do Grecji raz na 5 lat, no w dupie się jej poprzewracało z dobrobytu!

Wiewiórka Basia napisał/a:

Jak kobieta zarabia więcej to jest bardzo duży problem, bo większość facetów czuje się ekonomicznie wykastrowana taką sytuacją. Bo zarabiać więcej to męska rzecz.

Bo to nie problem kiedy kobieta zarabia więcej. To problem, że to facet zarabia mniej. Problem dla niego. Bo to wy panowie nie możecie się najczęściej pogodzić z sytuacją, kiedy kobieta zarabia więcej i tak jak w tym wątku zaczynacie być tymi hamulcowymi, zaczynacie sabotować związek.

Amen.

21 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2024-04-28 13:24:46)

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"

Jakim zarządzaniem budżetem?
Przecież oni mają wspólny kredyt, ale nie są małżeństwem.
Więc mają po połowie mieszkania.
Nadpłata kredytu, jeśli się nie mylę, będzie nadpłatą całego kredytu, a nie tylko jej części.
Ona zarobi 120 tys więcej od niego w roku.
Na jakich zapobiegawczych inwestycjach on tyle zaoszczędzi?
Ma prawo mieć do wakacji, które mają być może cenę ekspresu do kawy?
Z jakiej racji uważasz że On powinien mieć decydujące zdanie, ignorując jej potrzeby?
Bo jest facetem?
On się nawet nie raczył jej oświadczyć,  a chce zarządzać jej pieniędzmi.
Sorry jeśli by powiedział: wydajny po 5 tys na nadplate kredytu: da nam to takie I takie zyski, zrezygnujmy z wakacji, to bym jeszcze zrozumiala, to by było racjonalne, ale on chce zarządzić jej majątkiem WBREW  jej woli.
Czy autorka ciosa mu kołki na głowie o zmianę pracy? Chyba nie.
Więc On też powinien podejść z szacunkiem do jej decyzji  finansowych, tym bardziej że to jest 1/3 jej zarobków.
Litosci: czy przez te 5 lat On ani raz nie wydał na coś co uważał za potrzebne Im cY sobie 1700 PLN, czyli 1/3 pensji?
Autorko, nie pozwol mu na to.

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"

Zarabiasz pieniądze jesteś dorosła i nie musisz go pytać o zdanie. Jak on nie chce to kup wczasy dla siebie i jedz. Należy ci się

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Ela210 napisał/a:

Jakim zarządzaniem budżetem?
Przecież oni mają wspólny kredyt, ale nie są małżeństwem.
Więc mają po połowie mieszkania.
Nadpłata kredytu, jeśli się nie mylę, będzie nadpłatą całego kredytu, a nie tylko jej części.
Ona zarobi 120 tys więcej od niego w roku.
Na jakich zapobiegawczych inwestycjach on tyle zaoszczędzi?
Ma prawo mieć do wakacji, które mają być może cenę ekspresu do kawy?
Z jakiej racji uważasz że On powinien mieć decydujące zdanie, ignorując jej potrzeby?
Bo jest facetem?
On się nawet nie raczył jej oświadczyć,  a chce zarządzać jej pieniędzmi.
Sorry jeśli by powiedział: wydajny po 5 tys na nadplate kredytu: da nam to takie I takie zyski, zrezygnujmy z wakacji, to bym jeszcze zrozumiala, to by było racjonalne, ale on chce zarządzić jej majątkiem WBREW  jej woli.
Czy autorka ciosa mu kołki na głowie o zmianę pracy? Chyba nie.
Więc On też powinien podejść z szacunkiem do jej decyzji  finansowych, tym bardziej że to jest 1/3 jej zarobków.
Litosci: czy przez te 5 lat On ani raz nie wydał na coś co uważał za potrzebne Im cY sobie 1700 PLN, czyli 1/3 pensji?
Autorko, nie pozwol mu na to.

W cale nie muszą mieć po 50%, mogli się podzielić proporcjonalnie do wkładu

24

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Farmer napisał/a:
Robsonpl napisał/a:

Bo tutaj występuje bardzo silne uwarunkowanie biologiczne. Postęp cywilizacyjny dokonał się szybko to jest na przestrzeni kilku tysięcy lat (a może nawet kilkuset). Ewolucja nie nadąża. Cały czas są pierwotne programy. Samiec potrafiący dostarczać zasoby jest postrzegany jako silny. Problemem nie jest, że tak się dzieje bo jest do dosyć logiczne w kontekście ciąży albo kilku, gdy kobieta jest uzależniona od faceta. Problemem jest to, że facetom tłoczy się do głowy bajki o pięknej miłości i że kwestie finansowe nie mają znaczenia. A potem jest zawód i poczucie oszukania.

a ja myślałem, że materializm

Oczywiście, że tak. Tylko trzeba rozumieć z czego ten materializm wynika. W przeszłości dostarczanie przez samca zasobów warunkowało, czy uda się kobiecie i dziecku przeżyć. Więc jest to niejako wpisane w "biologiczne oprogramowanie kobiety". W przeszłości status materialny czy zawodowy faceta był oczywistą przesłanką do wyboru faceta. Był on określany jako "dobra partia". Dzisiaj też tak jest. Nie ma się co oszukiwać. Tylko, że dzisiejszy model świata oszukuje facetów przedstawiając wizję romantycznej miłości. A tak to nie działa. Oczywiście status finansowy nie jest jedyną cechą i nie zawsze trzeba go mieć ale zdecydowanie pomaga. Tak jak kobiety są materialistyczne tak samo mężczyźni chcą młodych i ładnych. Cofnij się do czasów gdzie nie było opieki medycznej i państwa z jego socjalną otoczką. Z jednej strony zasoby faceta z drugiej uroda i młodość kobiety zwiększały szansę na wychowanie zdrowego potomstwa. To czysta biologia.

25 Ostatnio edytowany przez Samba (2024-04-28 15:37:46)

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
biankax99 napisał/a:

Ba, moja przyjaciółka kupiła mieszkanie, wykończyła bez mebli, spala na samym materacu, na suficie żarówka zamiast żyrandola bo jeszcze nie kupili, a mimo to pojechali sobie do Hiszpanii i spędzili fajnie czas. I maja wspomnienia. A ja mam ramę łóżka, żyrandol, wszystkie meble i podróż palcem po mapie. Chciałam się wyżalić. Chyba mamy po prostu tak odmienny sposób patrzenia na świat i zawsze tak będzie...
A czemu nie pojadę sama/z koleżanka? Bo nie chce sama, a moje koleżanki jeżdżą z partnerami. Juz raz tak pojechałam na kilkudniowy wyjazd w góry ze znajomymi każdy z partnerem/partnerką i czułam się jak piąte kolo u wozu.


Kwestia, czy nie kupili, bo nie starczyło im czasu, czy nie kupili, bo nie starczyło im pieniędzy. Jeśli to drugie, to sorry, ale dla mnie takie coś to dziadowanie się. Na zewnątrz ma się błyszczeć - zdjęcia z Hiszpanii wspaniale prezentują się na insta), tylko w środku jakoś tak jedno wielkie g* jest - kwestia mentalności.

Ja bym się cieszyła, facet niech nadpłaca do rat i kupi ten ekspres za swoje, a Ty sobie jedziesz sama i odpoczywasz (lepiej jest polubić jeżdżenie samej).

26

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"

Ja myślę, że jemu może być wstyd że zarabia trzykrotnie mniej od Ciebie i ma świadomość, że te wakacje w dużej większości Ty byś opłaciła.
Tak wiem wiem - wspólnota majątkowa... Ale jak facet zarabia mniej od kobiety, i to znacząco, to na pewno czuje się mniej męski i wartościowy. I pewnie dlatego jest hamulcem. Jego nie stać by Ciebie zaprosić na wakacje a sam nie chce byś płaciła za niego...i masz patowa sytuację.
Albo sama coś zaplanujesz i powiesz że jedziecie wtedy i wtedy , albo pozostaje siedzieć w domu.

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Robsonpl napisał/a:

W przeszłości status materialny czy zawodowy faceta był oczywistą przesłanką do wyboru faceta. Był on określany jako "dobra partia". Dzisiaj też tak jest. Nie ma się co oszukiwać.

Nie jest. Randkowanie to casting i nikt nie przedstawia na spotkaniu zeznania podatkowego potwierdzającego zarobki.

Dla mnie to liczy się mental. Podobny do mojego = podobne do moich zarobki. Podobne wydatkowanie, cele. Pracuję żeby żyć. Nie odwrotnie.

Małe różnice można przebrnąć bez problemu. Dużych się nie da. Miałam kilku partnerów, którzy jak się dowiadywali ile ja zarabiam to spowodowało to u nich opad fai, choć przed tą informacją żadnych problemów nie było. Ale nie każdy tak miał. Byli też tacy, którym ten temat kompletnie wisiał, bo żyjemy w pokręconych ekonomicznie czasach, a nie w XIX wieku.


Dobra partia to ktoś, kto jest ogarnięty życiowo, umie sobie poradzić, jest pewny siebie i swojej wartości. To nie zawsze będzie osoba dużo zarabiająca, bo faceci potrafią się za pracą chować. Nie umie sobie uprasować koszuli, nie umie włączyć pralki czy naprawić cieknącego zlewu lub zachować się w towarzystwie, ale panisko wielkie, bo zarabia 20k. A zarabia, bo rodzice znają odpowiednich ludzi i pociągnęli za kilka sznurków. Taki Shinigami, tylko zamiast syna "niewykształciuchów" to mamy syna bankiera i lekarki. Ten sam mental, tylko przy zarobkach większych. Same pieniądze nie uczyniły jeszcze nikogo mężczyzną.


Też mi się wydaje, że partner autorki nawet jak spłaci kredyt to będzie zaraz miał inny cel. To taki typ człowieka, co "szanuje pracę". Wiecznie zarobiony, wiecznie na coś biedujący, ale ostatecznie i tak niczego nie posiadający. Efekt? Całe życie skąpienia i ani stan posiadania się nie zmieni, ani wspomnień żadnych nie będzie mieć.


Sorry chłopcy, ale to jest toksyczne. Czy naprawdę przy 20k na dwie osoby ciężko wyjechać na tydzień raz na jakiś czas?

28

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"

Co trzeba mieć w głowie, żeby w takim układzie mówić drugiej osobie, co ma zrobić z własnymi wolnymi środkami? Wakacje nie, bo ekspres, kinkiety i nadpłata kredytu? Szczyt bezczelności. Chce mieć szybciej spłacony kredyt i wyposażone mieszkanie, to wypadałoby wziąć część na siebie, a nie, że autorka ma olać swoje potrzeby, tylko spełniać życzenia partnera i to za własne pieniądze.

29

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"

To jedz sama na wakacje razem z dziecmi. Zwiedzaj troche swiata. Stac was napewno na wakacje, tez nie musza byc w niewiadomo jak drogim hotelu itp,ale ja majac sytuacje jak Ty i tyle kasy, wykonczone mieszkanie napewno bym gdzies pojechala za granice

30 Ostatnio edytowany przez wieka (2024-04-28 20:03:37)

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"

A może facet wycieczki uważa za stracone pieniądze, do tego nie ma potrzeby zwiedzania świata, więc zawsze będzie miał jakieś wymówki.
Z jednym nigdzie nie pojedziesz, z drugim nie potańczysz, z trzecim... zawsze znajdzie się coś, czego nie lubią obydwie strony.

31

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
biankax99 napisał/a:

nie możemy jechać, bo "jeszcze trzeba kupić rzeczy" i "trzeba nadpłacać kredyt".

Nie chcę Cię martwić, ale jak już kupicie te rzeczy i całkowicie spłacicie kredyt, to też nie będzie chciał żebyście gdziekolwiek pojechali, bo pojawią się nowe wydatki.  To się nigdy nie skończy.

Są dwa felery z tym facetem:
- wyjazdy nie są mu do życia potrzebne, doskonale się czuje siedząc w mieście i nigdzie nie wyjeżdżając
- ma fioła na punkcie oszczędzania i kontroli wydatków

Problem z wiekiem będzie się jedynie pogłębiał, gość będzie coraz mocniej kontrolował wszelkie wydatki.  Proponuję szczerą i bardzo zdecydowaną rozmowę.  Życie nie polega wyłącznie na oszczędzaniu, zawsze trzeba mieć trochę czasu i pieniędzy dla siebie, na prawdziwe własne życie.  Każdemu należy się odpoczynek, nie można harować na okrągło przez lata!
Jeżeli rozmowa nie pomoże, to jedź jednak sama i poważnie się zastanów nad przyszłością tego związku.  Jak pisałem - z czasem będzie tylko coraz gorzej.

32

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Salomonka napisał/a:
biankax99 napisał/a:

Nie kupię biletu i nie postawie go przed faktem dokonanym, bo on jest osobą, która lubi plan, nie lubi niespodzianek i będzie niezadowolony.

To kup wakacje jako prezent dla niego z okazji urodzin, imienin czy czego tam jeszcze. W końcu tydzień w Grecji dla dwóch osób to znowu nie takie wielkie pieniądze. Nawet jeśli będzie niezadowolony, to w końcu mu przejdzie, a nuż mu się wakacje spodobają i będzie chciał częsciej jechać?
Spróbuj, przecież też masz prawo zarządzać swoimi pieniędzmi.

Genialne.
Facet jasno mówi, że nie chce żadnych wyjazdów, więc kup mu wyjazd w prezencie....
Będzie zachwycony i wdzięczny.
Na pewno.

33

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
noben napisał/a:
Salomonka napisał/a:
biankax99 napisał/a:

Nie kupię biletu i nie postawie go przed faktem dokonanym, bo on jest osobą, która lubi plan, nie lubi niespodzianek i będzie niezadowolony.

To kup wakacje jako prezent dla niego z okazji urodzin, imienin czy czego tam jeszcze. W końcu tydzień w Grecji dla dwóch osób to znowu nie takie wielkie pieniądze. Nawet jeśli będzie niezadowolony, to w końcu mu przejdzie, a nuż mu się wakacje spodobają i będzie chciał częsciej jechać?
Spróbuj, przecież też masz prawo zarządzać swoimi pieniędzmi.

Genialne.
Facet jasno mówi, że nie chce żadnych wyjazdów, więc kup mu wyjazd w prezencie....
Będzie zachwycony i wdzięczny.
Na pewno.

No nie daje sie niechcianych prezentow.  To predzej dla autorki bylby prezent

34 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2024-04-28 22:12:07)

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
wieka napisał/a:

A może facet wycieczki uważa za stracone pieniądze, do tego nie ma potrzeby zwiedzania świata, więc zawsze będzie miał jakieś wymówki.
Z jednym nigdzie nie pojedziesz, z drugim nie potańczysz, z trzecim... zawsze znajdzie się coś, czego nie lubią obydwie strony.

Może to być słuszna diagnoza.
Tylko wtedy pozostaje jeździć na wakacje solo, a chłopa wysoko ubezpieczyć, bo ma dużą szansę na zawał.
Pewnie ze jak się jest dusigroszem ro wakacje bolą, bo tam trzeba wydawać pieniądze.

35 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2024-04-28 22:44:00)

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
noben napisał/a:
Salomonka napisał/a:
biankax99 napisał/a:

Nie kupię biletu i nie postawie go przed faktem dokonanym, bo on jest osobą, która lubi plan, nie lubi niespodzianek i będzie niezadowolony.

To kup wakacje jako prezent dla niego z okazji urodzin, imienin czy czego tam jeszcze. W końcu tydzień w Grecji dla dwóch osób to znowu nie takie wielkie pieniądze. Nawet jeśli będzie niezadowolony, to w końcu mu przejdzie, a nuż mu się wakacje spodobają i będzie chciał częsciej jechać?
Spróbuj, przecież też masz prawo zarządzać swoimi pieniędzmi.

Genialne.
Facet jasno mówi, że nie chce żadnych wyjazdów, więc kup mu wyjazd w prezencie....
Będzie zachwycony i wdzięczny.
Na pewno.

A tam nie chce wyjazdów. Nie chce to on wydawać pieniędzy, a raczej nie chce aby autorka wydawała swoje pieniądze, bo przecież ma spłacać kredyt na mieszkanie, które kupili na wspólwłasność. Sam z tymi swoimi 5 tys. przecież ani pewnie nie dostałby kredytu ani nie byłoby go stać na raty. A tak majątek mu sam rośnie, bo kredyt jest spłacany ze "wspolnych pieniędzy",  czyli jego część też tak przy okazji i bez zbytniego wysiłku z jego strony. Każdy na jego miejscu by dażył do tego, aby nadpłacać kredyt, im szybciej tym lepiej mieć swoją część na własność.  Przecież gdyby coś się wydarzyło (!) to facet zostanie z niespłaconą swoją częścią, a nawet pewnie bank mógłby łapę na mieszkaniu położyć.

Żaden z niego zapobiegliwy gość, on jest tylko zwyczajnie szczwany.

Napisałam tak, żeby autorka zaczęła wreszcie sama decydować co robi ze swoimi pieniędzmi. To pierwszy krok, aby przejrzała na oczy, bo ten proces może jeszcze potrwać i potrwać... smile Choć każda podróż zaczyna się właśnie od pierwszego kroku.

36

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Farmer napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

Następna wielce zdziwiona, ze facet magicznie się zmienił, nic nie widziała na początku. Bzdura, zawsze są red flagi, tylko ludzie nie chcą ich widzieć. Podejścia faceta nie zmienisz, możesz zmienić faceta. A dlaczego on ma rozporządzać twoimi zarobkami, jak taki chętny kredyt nadpłacać, to niech idzie do lepszej roboty i nadpłaca. I wtedy tobie będzie lżej i można będzie kredyt szybciej spłacić i na wczasy pojechać. Znalazł się mistrz zarządzania majątkiem…

Facet się nie zmienił, jest oszczędny, bo mało zarabia.
Podejście zmieni, gdy zarobki będzie miał większe.

Chcesz wyjechać, to niestety będziesz musiała wymusić: W tym roku jedziemy do ... . I nie ma dyskusji, pieniądze są, kredyt się spłaci zgodnie z harmonogramem.

Wcale niekoniecznie musi mu się zmienić, nie znasz nikogo kto zarabia dużo a jest skąpy? Przecież nawet na forum jest multum historii o nadzianych skapiradlach. Są ludzie którym odwala jak zaczną zarabiać więcej i wywalają kasę jak opętani a są też tacy co stają się jeszcze bardziej skąpi, bo się boją, że nagle stracą te pieniądze. Jak zawsze żyli w biedzie i mają wpojone skąpstwo do granic możliwości, to się nie zmieni.

37

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Wiewiórka Basia napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

Następna wielce zdziwiona, ze facet magicznie się zmienił, nic nie widziała na początku

Następna zdziwiona, że ludzie z czasem się zmieniają, że związek po X latach nie jest taki sam jak na początku. wink


Halinka - ludzie zmieniają. Czasem na lepsze - czasem na gorsze. Masz rację co do różnicy w zarobkach - uważam podobnie, że ludzie powinni wybierać partnerów o zbliżonym statusie, bo inaczej to zawsze są problemy. I tu wydaje mi się podobnie, że facet po prostu czuje się wykastrowany ekonomicznie. Dlatego jest hamulcowym, bo jak siedzą w domu i nigdzie nie wychodzą, to nie bije to tak po oczach, że za wszystko płaci ona, a on nie jest w stanie. Farmer to fajnie opisał, w takiej ugrzecznionej formie. Nie ma typ kasy, to oszczędza.

Bez postawienia kolesia pod ścianą, to nic się nie zmieni.

Basieńko, nie bądź naiwna. Ludzie nie zmieniają się w tak dużym stopniu, jedynie niektore cechy stają się bardziej wyraziste. Tak jak u tego pana z wątku. Nie wierzę, że on wcześniej był hojny i wydawał na prezenty, zabierał do knajp itd a z biegiem lat całkowicie się zmienił. Zawsze miał zapewne predyspozycje do bycia skąpym. Po prostu autorka olała pewne sprawy, bo mieli ten sam cel - zbierać na mieszkanie. Jak cel został osiągnięty, to cecha która była pomocna tylko w osiągnięciu tego celu, czyli oszczednosc granicząca ze skąpstwem zaczęła autorce przeszkadzać. Ona miała priorytet kupić mieszkanie z dużym wkładem własnym a obecnie chce żyć, a on ma priorytet nadpłacać jak najwięcej kredyt i ciułać każdy grosz. Ciężko się dogadać w takim związku.

38

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Wiewiórka Basia napisał/a:

Nie jest. Randkowanie to casting i nikt nie przedstawia na spotkaniu zeznania podatkowego potwierdzającego zarobki.

Dla mnie to liczy się mental. Podobny do mojego = podobne do moich zarobki. Podobne wydatkowanie, cele. Pracuję żeby żyć. Nie odwrotnie.

Oczywiście, że nie przedstawia bo to już by było zbyt bezczelne ale pytania typu "co robisz?", "czy mieszkanie jest twoje czy wynajmujesz?", "jaki masz samochód?", nie biorą się z niczego. A jest to lista bardzo często sprawdzana przez panie. Sama również przyznałaś, że ta kwestia ma dla Ciebie znaczenie: "Dla mnie to liczy się mental. Podobny do mojego = podobne do moich zarobki." Kumpel prowadził kiedyś eksperyment na jednym z portali randkowych. Bardzo ogarnięty życiowo i finansowo facet na pytanie pań o pracę odpowiadał, że jest bezrobotnym (co oczywiście nie było prawdą:)). Efekt był taki, że panie od razu usuwały parę i dalszej korespondencji nie było:) No nie oszukujmy się, że panie chętniej będą wybierały sprzedawcę z Żabki niż dyrektora finansowego z międzynarodowego korpo:)  Więc nie udawajmy, że zjawiska ogólnie nie ma. Dużo facetów zdaje sobie sprawę i znam takich co planują kupno starego samochodu aby nim jeździć na randki, po to aby nie pokazać swojego statusu finansowego. Bo często grozi to przyciągnięciem panny typu gold digger.

39

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Farmer napisał/a:
Wiewiórka Basia napisał/a:

Masz rację co do różnicy w zarobkach - uważam podobnie, że ludzie powinni wybierać partnerów o zbliżonym statusie, bo inaczej to zawsze są problemy.

Czyli nie brać kobiety, bo zarabia o kilka tysięcy mniej?

Dlaczego, gdy facet zarabia 20k, a kobieta 5k to nie ma problemu, a gdy odwrotnie, to jest problem?

No nie brać, duh. Ja nie powiedziałam, ze jak facet zarabia mniej to jest źle a jak kobieta to nie ma problemu, syndrom oblężonej twierdzy wszedł ci za mocno. Mam w dupie czy chodzi o kolesia czy o dziewczynę, nie chciałabym partnera który zarabia dużo mniej i kropka.

40

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Robsonpl napisał/a:
Wiewiórka Basia napisał/a:

Nie jest. Randkowanie to casting i nikt nie przedstawia na spotkaniu zeznania podatkowego potwierdzającego zarobki.

Dla mnie to liczy się mental. Podobny do mojego = podobne do moich zarobki. Podobne wydatkowanie, cele. Pracuję żeby żyć. Nie odwrotnie.

Oczywiście, że nie przedstawia bo to już by było zbyt bezczelne ale pytania typu "co robisz?", "czy mieszkanie jest twoje czy wynajmujesz?", "jaki masz samochód?", nie biorą się z niczego. A jest to lista bardzo często sprawdzana przez panie. Sama również przyznałaś, że ta kwestia ma dla Ciebie znaczenie: "Dla mnie to liczy się mental. Podobny do mojego = podobne do moich zarobki." Kumpel prowadził kiedyś eksperyment na jednym z portali randkowych. Bardzo ogarnięty życiowo i finansowo facet na pytanie pań o pracę odpowiadał, że jest bezrobotnym (co oczywiście nie było prawdą:)). Efekt był taki, że panie od razu usuwały parę i dalszej korespondencji nie było:) No nie oszukujmy się, że panie chętniej będą wybierały sprzedawcę z Żabki niż dyrektora finansowego z międzynarodowego korpo:)  Więc nie udawajmy, że zjawiska ogólnie nie ma. Dużo facetów zdaje sobie sprawę i znam takich co planują kupno starego samochodu aby nim jeździć na randki, po to aby nie pokazać swojego statusu finansowego. Bo często grozi to przyciągnięciem panny typu gold digger.

U mnie w mieście i ogólnie chyba w stanach pytanie o to czym się zajmujesz to jedno z pierwszych pytań na randce i poza randkami też. Np jak poznajesz nowe osoby, to jest normalne, że ludzie pytają czym się zajmujesz zawodowo, czasem jakie masz studia, co robisz w wolnym czasie, gdzie jeździsz na urlop itd. Nie wyobrażam sobie inaczej i nie rozumiem dlaczego takie pytania omija się w Polsce bądź, że uważa się je za coś dziwnego. Szczególnie na randkach, jeśli osoba nie ma od razu w profilu wpisane co robi i okaże się, że robić coś czego nie lubię, to wolę się dowiedzieć od razu a nie marnować czas na coś co i tak nie ma opcji wypalić. Może niektórym to obojętne z kim się wiążą ale ja zawsze ostrożnie dobieram partnerów, żeby później było jak najmniej problemów w związku. A nie unikać pytań, wkręcić się w relacje z kimś kogo praca zawsze trzyma poza domem a potem mieć problem, bo ta osoba ma za mało czasu na związek. Albo wziąć sobie kogoś kto zarabia dużo mniej i nie stać go na długie podróże, a później płakać, że ta osoba ma inne priorytety i szkoda jej kasy. Bez sensu.
A z tymi gold diggerkami to się nie zesrajcie, akurat każda jedna kobieta liczy na wasze miliony w postaci średniej krajowej, bo nie ma kasy. Bo jest 19 wiek i kobiety nie mają dobrego wykształcenia i nie mogą zarabiać porządnie, muszą liczyć na wasze ochłapy. Śmieszne.
Ja nie chce biedaka, bo ciężko pracowałam na to co mam. Zdobyłam świetne wykształcenie i pracę, dużo zarabiam i lubię dobrze się ubrac, kupić drogie auto, dobrze zjeść i jeździć na wypasione wakacje. Po chuj mi koleś co zarabia tyle, się nie stać go nawet na tygodniowy wyjazd do Grecji po taniości raz na ruski rok i albo będę musiała go sponsorować albo nie robić rzeczy które lubię albo obniżyć swoje standardy. Ew jeździć sama. Świetny kurde deal…

41

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Halina3.1 napisał/a:
Robsonpl napisał/a:
Wiewiórka Basia napisał/a:

Nie jest. Randkowanie to casting i nikt nie przedstawia na spotkaniu zeznania podatkowego potwierdzającego zarobki.

Dla mnie to liczy się mental. Podobny do mojego = podobne do moich zarobki. Podobne wydatkowanie, cele. Pracuję żeby żyć. Nie odwrotnie.

Oczywiście, że nie przedstawia bo to już by było zbyt bezczelne ale pytania typu "co robisz?", "czy mieszkanie jest twoje czy wynajmujesz?", "jaki masz samochód?", nie biorą się z niczego. A jest to lista bardzo często sprawdzana przez panie. Sama również przyznałaś, że ta kwestia ma dla Ciebie znaczenie: "Dla mnie to liczy się mental. Podobny do mojego = podobne do moich zarobki." Kumpel prowadził kiedyś eksperyment na jednym z portali randkowych. Bardzo ogarnięty życiowo i finansowo facet na pytanie pań o pracę odpowiadał, że jest bezrobotnym (co oczywiście nie było prawdą:)). Efekt był taki, że panie od razu usuwały parę i dalszej korespondencji nie było:) No nie oszukujmy się, że panie chętniej będą wybierały sprzedawcę z Żabki niż dyrektora finansowego z międzynarodowego korpo:)  Więc nie udawajmy, że zjawiska ogólnie nie ma. Dużo facetów zdaje sobie sprawę i znam takich co planują kupno starego samochodu aby nim jeździć na randki, po to aby nie pokazać swojego statusu finansowego. Bo często grozi to przyciągnięciem panny typu gold digger.

U mnie w mieście i ogólnie chyba w stanach pytanie o to czym się zajmujesz to jedno z pierwszych pytań na randce i poza randkami też. Np jak poznajesz nowe osoby, to jest normalne, że ludzie pytają czym się zajmujesz zawodowo, czasem jakie masz studia, co robisz w wolnym czasie, gdzie jeździsz na urlop itd. Nie wyobrażam sobie inaczej i nie rozumiem dlaczego takie pytania omija się w Polsce bądź, że uważa się je za coś dziwnego. Szczególnie na randkach, jeśli osoba nie ma od razu w profilu wpisane co robi i okaże się, że robić coś czego nie lubię, to wolę się dowiedzieć od razu a nie marnować czas na coś co i tak nie ma opcji wypalić. Może niektórym to obojętne z kim się wiążą ale ja zawsze ostrożnie dobieram partnerów, żeby później było jak najmniej problemów w związku. A nie unikać pytań, wkręcić się w relacje z kimś kogo praca zawsze trzyma poza domem a potem mieć problem, bo ta osoba ma za mało czasu na związek. Albo wziąć sobie kogoś kto zarabia dużo mniej i nie stać go na długie podróże, a później płakać, że ta osoba ma inne priorytety i szkoda jej kasy. Bez sensu.
A z tymi gold diggerkami to się nie zesrajcie, akurat każda jedna kobieta liczy na wasze miliony w postaci średniej krajowej, bo nie ma kasy. Bo jest 19 wiek i kobiety nie mają dobrego wykształcenia i nie mogą zarabiać porządnie, muszą liczyć na wasze ochłapy. Śmieszne.
Ja nie chce biedaka, bo ciężko pracowałam na to co mam. Zdobyłam świetne wykształcenie i pracę, dużo zarabiam i lubię dobrze się ubrac, kupić drogie auto, dobrze zjeść i jeździć na wypasione wakacje. Po chuj mi koleś co zarabia tyle, się nie stać go nawet na tygodniowy wyjazd do Grecji po taniości raz na ruski rok i albo będę musiała go sponsorować albo nie robić rzeczy które lubię albo obniżyć swoje standardy. Ew jeździć sama. Świetny kurde deal…

Spróbuj ty jeszcze komukolwiek wypomnieć trollowanie, robienie gównoburzy czy pisanie bez sensu. Ten post nie ma na celu czegokolwiek poza zrobieniem rozpierdolnika  lol

42 Ostatnio edytowany przez Halina3.1 (2024-04-29 12:52:10)

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Nowe_otwarcie napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:
Robsonpl napisał/a:

Oczywiście, że nie przedstawia bo to już by było zbyt bezczelne ale pytania typu "co robisz?", "czy mieszkanie jest twoje czy wynajmujesz?", "jaki masz samochód?", nie biorą się z niczego. A jest to lista bardzo często sprawdzana przez panie. Sama również przyznałaś, że ta kwestia ma dla Ciebie znaczenie: "Dla mnie to liczy się mental. Podobny do mojego = podobne do moich zarobki." Kumpel prowadził kiedyś eksperyment na jednym z portali randkowych. Bardzo ogarnięty życiowo i finansowo facet na pytanie pań o pracę odpowiadał, że jest bezrobotnym (co oczywiście nie było prawdą:)). Efekt był taki, że panie od razu usuwały parę i dalszej korespondencji nie było:) No nie oszukujmy się, że panie chętniej będą wybierały sprzedawcę z Żabki niż dyrektora finansowego z międzynarodowego korpo:)  Więc nie udawajmy, że zjawiska ogólnie nie ma. Dużo facetów zdaje sobie sprawę i znam takich co planują kupno starego samochodu aby nim jeździć na randki, po to aby nie pokazać swojego statusu finansowego. Bo często grozi to przyciągnięciem panny typu gold digger.

U mnie w mieście i ogólnie chyba w stanach pytanie o to czym się zajmujesz to jedno z pierwszych pytań na randce i poza randkami też. Np jak poznajesz nowe osoby, to jest normalne, że ludzie pytają czym się zajmujesz zawodowo, czasem jakie masz studia, co robisz w wolnym czasie, gdzie jeździsz na urlop itd. Nie wyobrażam sobie inaczej i nie rozumiem dlaczego takie pytania omija się w Polsce bądź, że uważa się je za coś dziwnego. Szczególnie na randkach, jeśli osoba nie ma od razu w profilu wpisane co robi i okaże się, że robić coś czego nie lubię, to wolę się dowiedzieć od razu a nie marnować czas na coś co i tak nie ma opcji wypalić. Może niektórym to obojętne z kim się wiążą ale ja zawsze ostrożnie dobieram partnerów, żeby później było jak najmniej problemów w związku. A nie unikać pytań, wkręcić się w relacje z kimś kogo praca zawsze trzyma poza domem a potem mieć problem, bo ta osoba ma za mało czasu na związek. Albo wziąć sobie kogoś kto zarabia dużo mniej i nie stać go na długie podróże, a później płakać, że ta osoba ma inne priorytety i szkoda jej kasy. Bez sensu.
A z tymi gold diggerkami to się nie zesrajcie, akurat każda jedna kobieta liczy na wasze miliony w postaci średniej krajowej, bo nie ma kasy. Bo jest 19 wiek i kobiety nie mają dobrego wykształcenia i nie mogą zarabiać porządnie, muszą liczyć na wasze ochłapy. Śmieszne.
Ja nie chce biedaka, bo ciężko pracowałam na to co mam. Zdobyłam świetne wykształcenie i pracę, dużo zarabiam i lubię dobrze się ubrac, kupić drogie auto, dobrze zjeść i jeździć na wypasione wakacje. Po chuj mi koleś co zarabia tyle, się nie stać go nawet na tygodniowy wyjazd do Grecji po taniości raz na ruski rok i albo będę musiała go sponsorować albo nie robić rzeczy które lubię albo obniżyć swoje standardy. Ew jeździć sama. Świetny kurde deal…

Spróbuj ty jeszcze komukolwiek wypomnieć trollowanie, robienie gównoburzy czy pisanie bez sensu. Ten post nie ma na celu czegokolwiek poza zrobieniem rozpierdolnika  lol

Nie masz obowiązku się do niego odnosić. Ten post to nie są jakieś idiotyzmy na teoretyczne bzdury, które ty lubisz uskuteczniać, tylko odniesienie się do konkretnego tematu w konkretnym wątku. Napij się kawy, bo obie twoje szare komórki jeszcze śpią po weekendzie.

43 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2024-04-29 13:06:54)

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Halina3.1 napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

U mnie w mieście i ogólnie chyba w stanach pytanie o to czym się zajmujesz to jedno z pierwszych pytań na randce i poza randkami też. Np jak poznajesz nowe osoby, to jest normalne, że ludzie pytają czym się zajmujesz zawodowo, czasem jakie masz studia, co robisz w wolnym czasie, gdzie jeździsz na urlop itd. Nie wyobrażam sobie inaczej i nie rozumiem dlaczego takie pytania omija się w Polsce bądź, że uważa się je za coś dziwnego. Szczególnie na randkach, jeśli osoba nie ma od razu w profilu wpisane co robi i okaże się, że robić coś czego nie lubię, to wolę się dowiedzieć od razu a nie marnować czas na coś co i tak nie ma opcji wypalić. Może niektórym to obojętne z kim się wiążą ale ja zawsze ostrożnie dobieram partnerów, żeby później było jak najmniej problemów w związku. A nie unikać pytań, wkręcić się w relacje z kimś kogo praca zawsze trzyma poza domem a potem mieć problem, bo ta osoba ma za mało czasu na związek. Albo wziąć sobie kogoś kto zarabia dużo mniej i nie stać go na długie podróże, a później płakać, że ta osoba ma inne priorytety i szkoda jej kasy. Bez sensu.
A z tymi gold diggerkami to się nie zesrajcie, akurat każda jedna kobieta liczy na wasze miliony w postaci średniej krajowej, bo nie ma kasy. Bo jest 19 wiek i kobiety nie mają dobrego wykształcenia i nie mogą zarabiać porządnie, muszą liczyć na wasze ochłapy. Śmieszne.
Ja nie chce biedaka, bo ciężko pracowałam na to co mam. Zdobyłam świetne wykształcenie i pracę, dużo zarabiam i lubię dobrze się ubrac, kupić drogie auto, dobrze zjeść i jeździć na wypasione wakacje. Po chuj mi koleś co zarabia tyle, się nie stać go nawet na tygodniowy wyjazd do Grecji po taniości raz na ruski rok i albo będę musiała go sponsorować albo nie robić rzeczy które lubię albo obniżyć swoje standardy. Ew jeździć sama. Świetny kurde deal…

Spróbuj ty jeszcze komukolwiek wypomnieć trollowanie, robienie gównoburzy czy pisanie bez sensu. Ten post nie ma na celu czegokolwiek poza zrobieniem rozpierdolnika  lol

Nie masz obowiązku się do niego odnosić. Ten post to nie są jakieś idiotyzmy na teoretyczne bzdury, które ty lubisz uskuteczniać, tylko odniesienie się do konkretnego tematu w konkretnym wątku. Napij się kawy, bo obie twoje szare komórki jeszcze śpią po weekendzie.

Skończ trollico.
Poza tym dopiero cl hipokrytko sama do mnie piłaś, więc odbijam piłeczkę.

44

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Halina3.1 napisał/a:
Robsonpl napisał/a:
Wiewiórka Basia napisał/a:

Nie jest. Randkowanie to casting i nikt nie przedstawia na spotkaniu zeznania podatkowego potwierdzającego zarobki.

Dla mnie to liczy się mental. Podobny do mojego = podobne do moich zarobki. Podobne wydatkowanie, cele. Pracuję żeby żyć. Nie odwrotnie.

Oczywiście, że nie przedstawia bo to już by było zbyt bezczelne ale pytania typu "co robisz?", "czy mieszkanie jest twoje czy wynajmujesz?", "jaki masz samochód?", nie biorą się z niczego. A jest to lista bardzo często sprawdzana przez panie. Sama również przyznałaś, że ta kwestia ma dla Ciebie znaczenie: "Dla mnie to liczy się mental. Podobny do mojego = podobne do moich zarobki." Kumpel prowadził kiedyś eksperyment na jednym z portali randkowych. Bardzo ogarnięty życiowo i finansowo facet na pytanie pań o pracę odpowiadał, że jest bezrobotnym (co oczywiście nie było prawdą:)). Efekt był taki, że panie od razu usuwały parę i dalszej korespondencji nie było:) No nie oszukujmy się, że panie chętniej będą wybierały sprzedawcę z Żabki niż dyrektora finansowego z międzynarodowego korpo:)  Więc nie udawajmy, że zjawiska ogólnie nie ma. Dużo facetów zdaje sobie sprawę i znam takich co planują kupno starego samochodu aby nim jeździć na randki, po to aby nie pokazać swojego statusu finansowego. Bo często grozi to przyciągnięciem panny typu gold digger.

U mnie w mieście i ogólnie chyba w stanach pytanie o to czym się zajmujesz to jedno z pierwszych pytań na randce i poza randkami też. Np jak poznajesz nowe osoby, to jest normalne, że ludzie pytają czym się zajmujesz zawodowo, czasem jakie masz studia, co robisz w wolnym czasie, gdzie jeździsz na urlop itd. Nie wyobrażam sobie inaczej i nie rozumiem dlaczego takie pytania omija się w Polsce bądź, że uważa się je za coś dziwnego. Szczególnie na randkach, jeśli osoba nie ma od razu w profilu wpisane co robi i okaże się, że robić coś czego nie lubię, to wolę się dowiedzieć od razu a nie marnować czas na coś co i tak nie ma opcji wypalić. Może niektórym to obojętne z kim się wiążą ale ja zawsze ostrożnie dobieram partnerów, żeby później było jak najmniej problemów w związku. A nie unikać pytań, wkręcić się w relacje z kimś kogo praca zawsze trzyma poza domem a potem mieć problem, bo ta osoba ma za mało czasu na związek. Albo wziąć sobie kogoś kto zarabia dużo mniej i nie stać go na długie podróże, a później płakać, że ta osoba ma inne priorytety i szkoda jej kasy. Bez sensu.
A z tymi gold diggerkami to się nie zesrajcie, akurat każda jedna kobieta liczy na wasze miliony w postaci średniej krajowej, bo nie ma kasy. Bo jest 19 wiek i kobiety nie mają dobrego wykształcenia i nie mogą zarabiać porządnie, muszą liczyć na wasze ochłapy. Śmieszne.
Ja nie chce biedaka, bo ciężko pracowałam na to co mam. Zdobyłam świetne wykształcenie i pracę, dużo zarabiam i lubię dobrze się ubrac, kupić drogie auto, dobrze zjeść i jeździć na wypasione wakacje. Po chuj mi koleś co zarabia tyle, się nie stać go nawet na tygodniowy wyjazd do Grecji po taniości raz na ruski rok i albo będę musiała go sponsorować albo nie robić rzeczy które lubię albo obniżyć swoje standardy. Ew jeździć sama. Świetny kurde deal…

No tak, ale jak to kobieta zarabia mniej i facet musi ją sponsorować, to wszystko w porządku, nie? Hipokryzja na najwyższym poziomie.

Ja akurat bardzo chętnie bym swoją partnerkę zabrał na wakacje gdziekolwiek by chciała, no ale nie jestem wystarczająco przystojny, żeby którakolwiek chciała ze mną na te wakacje jechać. A z kobietą, dla której wakacje to leżenie na plaży, bym się nie dogadał. Jeśli już wydawać kasę, to po to, żeby coś zobaczyć.

45 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2024-04-29 14:36:29)

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"

Raka z Toba nikt na wakacje nie chce jechac bo jestes zabetonowany w swoich glupich pogladach, nie tylko brzydki.

46

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
JohnyBravo777 napisał/a:

Raka z Toba nikt na wakacje nie chce jechac bo jestes zabetonowany w swoich glupich pogladach, nie tylko brzydki.

Własne zdanie i nieuleganie wpływom to zaleta, a nie wada.

47

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Halina3.1 napisał/a:
Robsonpl napisał/a:
Wiewiórka Basia napisał/a:

Nie jest. Randkowanie to casting i nikt nie przedstawia na spotkaniu zeznania podatkowego potwierdzającego zarobki.

Dla mnie to liczy się mental. Podobny do mojego = podobne do moich zarobki. Podobne wydatkowanie, cele. Pracuję żeby żyć. Nie odwrotnie.

Oczywiście, że nie przedstawia bo to już by było zbyt bezczelne ale pytania typu "co robisz?", "czy mieszkanie jest twoje czy wynajmujesz?", "jaki masz samochód?", nie biorą się z niczego. A jest to lista bardzo często sprawdzana przez panie. Sama również przyznałaś, że ta kwestia ma dla Ciebie znaczenie: "Dla mnie to liczy się mental. Podobny do mojego = podobne do moich zarobki." Kumpel prowadził kiedyś eksperyment na jednym z portali randkowych. Bardzo ogarnięty życiowo i finansowo facet na pytanie pań o pracę odpowiadał, że jest bezrobotnym (co oczywiście nie było prawdą:)). Efekt był taki, że panie od razu usuwały parę i dalszej korespondencji nie było:) No nie oszukujmy się, że panie chętniej będą wybierały sprzedawcę z Żabki niż dyrektora finansowego z międzynarodowego korpo:)  Więc nie udawajmy, że zjawiska ogólnie nie ma. Dużo facetów zdaje sobie sprawę i znam takich co planują kupno starego samochodu aby nim jeździć na randki, po to aby nie pokazać swojego statusu finansowego. Bo często grozi to przyciągnięciem panny typu gold digger.

U mnie w mieście i ogólnie chyba w stanach pytanie o to czym się zajmujesz to jedno z pierwszych pytań na randce i poza randkami też. Np jak poznajesz nowe osoby, to jest normalne, że ludzie pytają czym się zajmujesz zawodowo, czasem jakie masz studia, co robisz w wolnym czasie, gdzie jeździsz na urlop itd. Nie wyobrażam sobie inaczej i nie rozumiem dlaczego takie pytania omija się w Polsce bądź, że uważa się je za coś dziwnego. Szczególnie na randkach, jeśli osoba nie ma od razu w profilu wpisane co robi i okaże się, że robić coś czego nie lubię, to wolę się dowiedzieć od razu a nie marnować czas na coś co i tak nie ma opcji wypalić. Może niektórym to obojętne z kim się wiążą ale ja zawsze ostrożnie dobieram partnerów, żeby później było jak najmniej problemów w związku. A nie unikać pytań, wkręcić się w relacje z kimś kogo praca zawsze trzyma poza domem a potem mieć problem, bo ta osoba ma za mało czasu na związek. Albo wziąć sobie kogoś kto zarabia dużo mniej i nie stać go na długie podróże, a później płakać, że ta osoba ma inne priorytety i szkoda jej kasy. Bez sensu.
A z tymi gold diggerkami to się nie zesrajcie, akurat każda jedna kobieta liczy na wasze miliony w postaci średniej krajowej, bo nie ma kasy. Bo jest 19 wiek i kobiety nie mają dobrego wykształcenia i nie mogą zarabiać porządnie, muszą liczyć na wasze ochłapy. Śmieszne.
Ja nie chce biedaka, bo ciężko pracowałam na to co mam. Zdobyłam świetne wykształcenie i pracę, dużo zarabiam i lubię dobrze się ubrac, kupić drogie auto, dobrze zjeść i jeździć na wypasione wakacje. Po chuj mi koleś co zarabia tyle, się nie stać go nawet na tygodniowy wyjazd do Grecji po taniości raz na ruski rok i albo będę musiała go sponsorować albo nie robić rzeczy które lubię albo obniżyć swoje standardy. Ew jeździć sama. Świetny kurde deal…

Problem jest taki, że często się tego pytania nie omija. Skoro już brniemy w tą romantyczną wizję miłości to faceci chcą aby panie zakochiwały się w nich a nie w ich majątku. W wielkości związków to facet zarabia lepiej. A kto powiedział, że większość pań szuka średniej krajowej;) Chociaż takie i też są. Tylko, że one wtedy zarabiają poniżej. Nawet w sutuacji gdy przedstawiasz się jako osoba majętna nie chcesz kogoś, kto zarabia mniej. Tym bardziej panie ze znacznie niższymi dochodami. Niestety ale gold diggerek jest na potęgę bo dzisiaj media społecznościowe dają obraz super życia i wiele kobiet chce to mieć. Niestety bez wysiłku, czytaj ma to zapewnić facet o odpowiednim poziomie zarobków. Historia dzisiaj opowiedziana mi przez kolegę z wczorajszej randki. Pani po skończonej randce pyta gdzie zaparkował. On odpowiedział gdzie a ona poinformowała, że w innym miejscu ale pójdzie z nim do jego samochodu. Czyli ewidentnie poszła zobaczyć czym jeździ:)

48

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Nowe_otwarcie napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Spróbuj ty jeszcze komukolwiek wypomnieć trollowanie, robienie gównoburzy czy pisanie bez sensu. Ten post nie ma na celu czegokolwiek poza zrobieniem rozpierdolnika  lol

Nie masz obowiązku się do niego odnosić. Ten post to nie są jakieś idiotyzmy na teoretyczne bzdury, które ty lubisz uskuteczniać, tylko odniesienie się do konkretnego tematu w konkretnym wątku. Napij się kawy, bo obie twoje szare komórki jeszcze śpią po weekendzie.

Skończ trollico.
Poza tym dopiero cl hipokrytko sama do mnie piłaś, więc odbijam piłeczkę.

Jak się będziesz tak podniecać to zaraz na ER pojedziesz dziadku.

49

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
rakastankielia napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:
Robsonpl napisał/a:

Oczywiście, że nie przedstawia bo to już by było zbyt bezczelne ale pytania typu "co robisz?", "czy mieszkanie jest twoje czy wynajmujesz?", "jaki masz samochód?", nie biorą się z niczego. A jest to lista bardzo często sprawdzana przez panie. Sama również przyznałaś, że ta kwestia ma dla Ciebie znaczenie: "Dla mnie to liczy się mental. Podobny do mojego = podobne do moich zarobki." Kumpel prowadził kiedyś eksperyment na jednym z portali randkowych. Bardzo ogarnięty życiowo i finansowo facet na pytanie pań o pracę odpowiadał, że jest bezrobotnym (co oczywiście nie było prawdą:)). Efekt był taki, że panie od razu usuwały parę i dalszej korespondencji nie było:) No nie oszukujmy się, że panie chętniej będą wybierały sprzedawcę z Żabki niż dyrektora finansowego z międzynarodowego korpo:)  Więc nie udawajmy, że zjawiska ogólnie nie ma. Dużo facetów zdaje sobie sprawę i znam takich co planują kupno starego samochodu aby nim jeździć na randki, po to aby nie pokazać swojego statusu finansowego. Bo często grozi to przyciągnięciem panny typu gold digger.

U mnie w mieście i ogólnie chyba w stanach pytanie o to czym się zajmujesz to jedno z pierwszych pytań na randce i poza randkami też. Np jak poznajesz nowe osoby, to jest normalne, że ludzie pytają czym się zajmujesz zawodowo, czasem jakie masz studia, co robisz w wolnym czasie, gdzie jeździsz na urlop itd. Nie wyobrażam sobie inaczej i nie rozumiem dlaczego takie pytania omija się w Polsce bądź, że uważa się je za coś dziwnego. Szczególnie na randkach, jeśli osoba nie ma od razu w profilu wpisane co robi i okaże się, że robić coś czego nie lubię, to wolę się dowiedzieć od razu a nie marnować czas na coś co i tak nie ma opcji wypalić. Może niektórym to obojętne z kim się wiążą ale ja zawsze ostrożnie dobieram partnerów, żeby później było jak najmniej problemów w związku. A nie unikać pytań, wkręcić się w relacje z kimś kogo praca zawsze trzyma poza domem a potem mieć problem, bo ta osoba ma za mało czasu na związek. Albo wziąć sobie kogoś kto zarabia dużo mniej i nie stać go na długie podróże, a później płakać, że ta osoba ma inne priorytety i szkoda jej kasy. Bez sensu.
A z tymi gold diggerkami to się nie zesrajcie, akurat każda jedna kobieta liczy na wasze miliony w postaci średniej krajowej, bo nie ma kasy. Bo jest 19 wiek i kobiety nie mają dobrego wykształcenia i nie mogą zarabiać porządnie, muszą liczyć na wasze ochłapy. Śmieszne.
Ja nie chce biedaka, bo ciężko pracowałam na to co mam. Zdobyłam świetne wykształcenie i pracę, dużo zarabiam i lubię dobrze się ubrac, kupić drogie auto, dobrze zjeść i jeździć na wypasione wakacje. Po chuj mi koleś co zarabia tyle, się nie stać go nawet na tygodniowy wyjazd do Grecji po taniości raz na ruski rok i albo będę musiała go sponsorować albo nie robić rzeczy które lubię albo obniżyć swoje standardy. Ew jeździć sama. Świetny kurde deal…

No tak, ale jak to kobieta zarabia mniej i facet musi ją sponsorować, to wszystko w porządku, nie? Hipokryzja na najwyższym poziomie.

Ja akurat bardzo chętnie bym swoją partnerkę zabrał na wakacje gdziekolwiek by chciała, no ale nie jestem wystarczająco przystojny, żeby którakolwiek chciała ze mną na te wakacje jechać. A z kobietą, dla której wakacje to leżenie na plaży, bym się nie dogadał. Jeśli już wydawać kasę, to po to, żeby coś zobaczyć.

Jesteś jakiś niedorozwinięty, że nie rozumiesz co czytasz, czy zwyczajnie nie chciało ci się czytać a jedynie napisać kolejny idiotyzm?

Tak jak ci już ktoś napisał, oprócz brzydoty masz dużo większy problem - osobowość.

50

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Robsonpl napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:
Robsonpl napisał/a:

Oczywiście, że nie przedstawia bo to już by było zbyt bezczelne ale pytania typu "co robisz?", "czy mieszkanie jest twoje czy wynajmujesz?", "jaki masz samochód?", nie biorą się z niczego. A jest to lista bardzo często sprawdzana przez panie. Sama również przyznałaś, że ta kwestia ma dla Ciebie znaczenie: "Dla mnie to liczy się mental. Podobny do mojego = podobne do moich zarobki." Kumpel prowadził kiedyś eksperyment na jednym z portali randkowych. Bardzo ogarnięty życiowo i finansowo facet na pytanie pań o pracę odpowiadał, że jest bezrobotnym (co oczywiście nie było prawdą:)). Efekt był taki, że panie od razu usuwały parę i dalszej korespondencji nie było:) No nie oszukujmy się, że panie chętniej będą wybierały sprzedawcę z Żabki niż dyrektora finansowego z międzynarodowego korpo:)  Więc nie udawajmy, że zjawiska ogólnie nie ma. Dużo facetów zdaje sobie sprawę i znam takich co planują kupno starego samochodu aby nim jeździć na randki, po to aby nie pokazać swojego statusu finansowego. Bo często grozi to przyciągnięciem panny typu gold digger.

U mnie w mieście i ogólnie chyba w stanach pytanie o to czym się zajmujesz to jedno z pierwszych pytań na randce i poza randkami też. Np jak poznajesz nowe osoby, to jest normalne, że ludzie pytają czym się zajmujesz zawodowo, czasem jakie masz studia, co robisz w wolnym czasie, gdzie jeździsz na urlop itd. Nie wyobrażam sobie inaczej i nie rozumiem dlaczego takie pytania omija się w Polsce bądź, że uważa się je za coś dziwnego. Szczególnie na randkach, jeśli osoba nie ma od razu w profilu wpisane co robi i okaże się, że robić coś czego nie lubię, to wolę się dowiedzieć od razu a nie marnować czas na coś co i tak nie ma opcji wypalić. Może niektórym to obojętne z kim się wiążą ale ja zawsze ostrożnie dobieram partnerów, żeby później było jak najmniej problemów w związku. A nie unikać pytań, wkręcić się w relacje z kimś kogo praca zawsze trzyma poza domem a potem mieć problem, bo ta osoba ma za mało czasu na związek. Albo wziąć sobie kogoś kto zarabia dużo mniej i nie stać go na długie podróże, a później płakać, że ta osoba ma inne priorytety i szkoda jej kasy. Bez sensu.
A z tymi gold diggerkami to się nie zesrajcie, akurat każda jedna kobieta liczy na wasze miliony w postaci średniej krajowej, bo nie ma kasy. Bo jest 19 wiek i kobiety nie mają dobrego wykształcenia i nie mogą zarabiać porządnie, muszą liczyć na wasze ochłapy. Śmieszne.
Ja nie chce biedaka, bo ciężko pracowałam na to co mam. Zdobyłam świetne wykształcenie i pracę, dużo zarabiam i lubię dobrze się ubrac, kupić drogie auto, dobrze zjeść i jeździć na wypasione wakacje. Po chuj mi koleś co zarabia tyle, się nie stać go nawet na tygodniowy wyjazd do Grecji po taniości raz na ruski rok i albo będę musiała go sponsorować albo nie robić rzeczy które lubię albo obniżyć swoje standardy. Ew jeździć sama. Świetny kurde deal…

Problem jest taki, że często się tego pytania nie omija. Skoro już brniemy w tą romantyczną wizję miłości to faceci chcą aby panie zakochiwały się w nich a nie w ich majątku. W wielkości związków to facet zarabia lepiej. A kto powiedział, że większość pań szuka średniej krajowej;) Chociaż takie i też są. Tylko, że one wtedy zarabiają poniżej. Nawet w sutuacji gdy przedstawiasz się jako osoba majętna nie chcesz kogoś, kto zarabia mniej. Tym bardziej panie ze znacznie niższymi dochodami. Niestety ale gold diggerek jest na potęgę bo dzisiaj media społecznościowe dają obraz super życia i wiele kobiet chce to mieć. Niestety bez wysiłku, czytaj ma to zapewnić facet o odpowiednim poziomie zarobków. Historia dzisiaj opowiedziana mi przez kolegę z wczorajszej randki. Pani po skończonej randce pyta gdzie zaparkował. On odpowiedział gdzie a ona poinformowała, że w innym miejscu ale pójdzie z nim do jego samochodu. Czyli ewidentnie poszła zobaczyć czym jeździ:)

Niestety tak jest, że mężczyzna często zarabia lepiej, chociaż wcale nie ma po temu powodów. Więc nie ma się też co dziwić, że biedniejsze kobiety szukają sobie bogatszych partnerów. Chociaż ja na ich miejscu po prostu wzięłabym się za naukę i do roboty żeby móc zarabiać więcej a nie wisieć na partnerze.
Bo dlaczego niby zarabiając dobrze miałabym wchodzić w związek z kimś kto nie zarabia i mieć później problem tak jak autorka, czyli partnera albo partnerkę którzy mnie blokują. I zgadzam się z Wiewiórka, że podobny mindset = podobne zarobki, bo nie dogadałabym się z kimś kto jest szczęśliwy w pracy za 5k i na tym zakończył rozwój zawodowy. Albo nienawidzi tej pracy ale nic nie robi żeby dostać lepszą. Ew siedzi w jakimś misyjnym zawodzie który gowno płaci ale spełnia się w nim. Nie rozumiem takich ludzi, bo ja się spełniam w czymś zupełnie innym i pracą typu pracownik socjalny za marne grosze byłaby dla mnie koszmarem.
Gold diggerów też jest na pęczki, tylko trochę inaczej się to objawia. Np tym, że szukają sobie kogoś kto ich opierzę, wysprząta im chatę i ugotuję za darmochę. A golodupcow co przyczepią się do laski z kasą też nie brakuje, przecież na forum też taki był.
Co do tej pani która zapytała gdzie zaparkował, to cóż, jeśli w Polsce nie wypada pytać na randce o to czym się facet zajmuje, to trzeba sobie może jakoś radzić.
Ale serio nie ma co się dziwić, że macie takie problemy w związkach jeśli ludzie uważają za nieodpowiednie pytać o tak fundamentalne kwestie jak to gdzie kto pracuje na początku związku.

51

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Halina3.1 napisał/a:
Robsonpl napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

U mnie w mieście i ogólnie chyba w stanach pytanie o to czym się zajmujesz to jedno z pierwszych pytań na randce i poza randkami też. Np jak poznajesz nowe osoby, to jest normalne, że ludzie pytają czym się zajmujesz zawodowo, czasem jakie masz studia, co robisz w wolnym czasie, gdzie jeździsz na urlop itd. Nie wyobrażam sobie inaczej i nie rozumiem dlaczego takie pytania omija się w Polsce bądź, że uważa się je za coś dziwnego. Szczególnie na randkach, jeśli osoba nie ma od razu w profilu wpisane co robi i okaże się, że robić coś czego nie lubię, to wolę się dowiedzieć od razu a nie marnować czas na coś co i tak nie ma opcji wypalić. Może niektórym to obojętne z kim się wiążą ale ja zawsze ostrożnie dobieram partnerów, żeby później było jak najmniej problemów w związku. A nie unikać pytań, wkręcić się w relacje z kimś kogo praca zawsze trzyma poza domem a potem mieć problem, bo ta osoba ma za mało czasu na związek. Albo wziąć sobie kogoś kto zarabia dużo mniej i nie stać go na długie podróże, a później płakać, że ta osoba ma inne priorytety i szkoda jej kasy. Bez sensu.
A z tymi gold diggerkami to się nie zesrajcie, akurat każda jedna kobieta liczy na wasze miliony w postaci średniej krajowej, bo nie ma kasy. Bo jest 19 wiek i kobiety nie mają dobrego wykształcenia i nie mogą zarabiać porządnie, muszą liczyć na wasze ochłapy. Śmieszne.
Ja nie chce biedaka, bo ciężko pracowałam na to co mam. Zdobyłam świetne wykształcenie i pracę, dużo zarabiam i lubię dobrze się ubrac, kupić drogie auto, dobrze zjeść i jeździć na wypasione wakacje. Po chuj mi koleś co zarabia tyle, się nie stać go nawet na tygodniowy wyjazd do Grecji po taniości raz na ruski rok i albo będę musiała go sponsorować albo nie robić rzeczy które lubię albo obniżyć swoje standardy. Ew jeździć sama. Świetny kurde deal…

Problem jest taki, że często się tego pytania nie omija. Skoro już brniemy w tą romantyczną wizję miłości to faceci chcą aby panie zakochiwały się w nich a nie w ich majątku. W wielkości związków to facet zarabia lepiej. A kto powiedział, że większość pań szuka średniej krajowej;) Chociaż takie i też są. Tylko, że one wtedy zarabiają poniżej. Nawet w sutuacji gdy przedstawiasz się jako osoba majętna nie chcesz kogoś, kto zarabia mniej. Tym bardziej panie ze znacznie niższymi dochodami. Niestety ale gold diggerek jest na potęgę bo dzisiaj media społecznościowe dają obraz super życia i wiele kobiet chce to mieć. Niestety bez wysiłku, czytaj ma to zapewnić facet o odpowiednim poziomie zarobków. Historia dzisiaj opowiedziana mi przez kolegę z wczorajszej randki. Pani po skończonej randce pyta gdzie zaparkował. On odpowiedział gdzie a ona poinformowała, że w innym miejscu ale pójdzie z nim do jego samochodu. Czyli ewidentnie poszła zobaczyć czym jeździ:)

Niestety tak jest, że mężczyzna często zarabia lepiej, chociaż wcale nie ma po temu powodów. Więc nie ma się też co dziwić, że biedniejsze kobiety szukają sobie bogatszych partnerów. Chociaż ja na ich miejscu po prostu wzięłabym się za naukę i do roboty żeby móc zarabiać więcej a nie wisieć na partnerze.
Bo dlaczego niby zarabiając dobrze miałabym wchodzić w związek z kimś kto nie zarabia i mieć później problem tak jak autorka, czyli partnera albo partnerkę którzy mnie blokują. I zgadzam się z Wiewiórka, że podobny mindset = podobne zarobki, bo nie dogadałabym się z kimś kto jest szczęśliwy w pracy za 5k i na tym zakończył rozwój zawodowy. Albo nienawidzi tej pracy ale nic nie robi żeby dostać lepszą. Ew siedzi w jakimś misyjnym zawodzie który gowno płaci ale spełnia się w nim. Nie rozumiem takich ludzi, bo ja się spełniam w czymś zupełnie innym i pracą typu pracownik socjalny za marne grosze byłaby dla mnie koszmarem.
Gold diggerów też jest na pęczki, tylko trochę inaczej się to objawia. Np tym, że szukają sobie kogoś kto ich opierzę, wysprząta im chatę i ugotuję za darmochę. A golodupcow co przyczepią się do laski z kasą też nie brakuje, przecież na forum też taki był.
Co do tej pani która zapytała gdzie zaparkował, to cóż, jeśli w Polsce nie wypada pytać na randce o to czym się facet zajmuje, to trzeba sobie może jakoś radzić.
Ale serio nie ma co się dziwić, że macie takie problemy w związkach jeśli ludzie uważają za nieodpowiednie pytać o tak fundamentalne kwestie jak to gdzie kto pracuje na początku związku.

Dla mnie pytania o prace sa normalne. Ja do niedawno klamalam, ze jestem tlumaczem, a teraz mam to gdzies normalnie bede mowic, ze jestem na zasilkach,gdybym znowu sie miala z kims spotkac

52 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2024-04-29 18:09:38)

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
rakastankielia napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

Raka z Toba nikt na wakacje nie chce jechac bo jestes zabetonowany w swoich glupich pogladach, nie tylko brzydki.

Własne zdanie i nieuleganie wpływom to zaleta, a nie wada.

A do czego w kontekście posta JohnyBravo777 mamy odnieść owe "własne zdanie i nieuleganie wpływom"?

Notabene bycie zabetonowanym nie jest żadną zaletą. Relacje międzyludzkie mają to do siebie, że to elastyczność jest cenną zaletą.

53

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"

Po pierwsze trochę xd że żyjecie razem, wzięliście kredyt, a ślubu nie ma.
Po drugie, nie musisz zyc pod jego dyktando.
Po trzecie, pracuje sie by żyć, a nie żyje aby pracować.
Po czwarte, zakomunikuj mu (nie proś, nie pytaj) że jedziecie na 2 tyg do Tajlandii (właśnie wróciłem więc polecam), czy gdzie tam chcesz.
On ma ogarnąć transport z i do, hotele, atrakcje, itp, a  ty za to zapłać, skoro jest taka różnica w zarobkach.
I powiedz mu krótko, albo jedziemy razem, albo jadę sama.

54

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Priscilla napisał/a:
rakastankielia napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

Raka z Toba nikt na wakacje nie chce jechac bo jestes zabetonowany w swoich glupich pogladach, nie tylko brzydki.

Własne zdanie i nieuleganie wpływom to zaleta, a nie wada.

A do czego w kontekście posta JohnyBravo777 mamy odnieść owe "własne zdanie i nieuleganie wpływom"?

Notabene bycie zabetonowanym nie jest żadną zaletą. Relacje międzyludzkie mają to do siebie, że to elastyczność jest cenną zaletą.

Ależ ja jestem skłonny do kompromisów, natomiast nie zamierzam się podporządkowywać.

55

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
rakastankielia napisał/a:

Ależ ja jestem skłonny do kompromisów, natomiast nie zamierzam się podporządkowywać.

Co w tym kontekście rozumiesz pod pojęciem "kompromis", a co "podporządkowanie się"?

56 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2024-04-30 23:30:12)

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Halina3.1 napisał/a:

Chociaż ja na ich miejscu po prostu wzięłabym się za naukę i do roboty żeby móc zarabiać więcej a nie wisieć na partnerze.

Niestety, w Polsce już taka kozacka mentalność jest, że facet zawsze jest lepszy od kobiety, nawet gdy ona zarabia kilka razy więcej od niego. Gdy przyznasz się, że zarabiasz dużo i tobie to wystarcza, nie potrzebujesz żadnego faceta żeby ci na lakier do paznokci wyliczał, to słyszysz że na pewno na jakimś facecie się dorobiłaś smile smile

Mnie już to tak zmęczyło, że już nawet nie zaprzeczam smile Nauczyłam się, że jak coś ci kasy nie przynosi, ale też nie zabiera to po prostu to ignoruj (zasada z handlu papierami na giełdzie), ale w życiu tez się sprawdza.

A już udowadnianie że jestes głupia i masz wszy na mózgu przez panów, którzy nie zarabiają nawet średniej krajowej, to już standard. Tak po prostu im łatwiej znieść, że jakaś tam baba zostawiła ich daleko w tyle.

Sama nie wiedziałam, że tylu frustratów po świecie się wałęsa, dopóki tutaj się nie zalogowałam.

Smutne, bo niby miał to być portal dla kobiet, gdzie znajdą tu pomoc i wsparcie, a znajdują tu często szkalowanie i poniżanie.

57

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Farmer napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

Następna wielce zdziwiona, ze facet magicznie się zmienił, nic nie widziała na początku. Bzdura, zawsze są red flagi, tylko ludzie nie chcą ich widzieć. Podejścia faceta nie zmienisz, możesz zmienić faceta. A dlaczego on ma rozporządzać twoimi zarobkami, jak taki chętny kredyt nadpłacać, to niech idzie do lepszej roboty i nadpłaca. I wtedy tobie będzie lżej i można będzie kredyt szybciej spłacić i na wczasy pojechać. Znalazł się mistrz zarządzania majątkiem…

Facet się nie zmienił, jest oszczędny, bo mało zarabia.
Podejście zmieni, gdy zarobki będzie miał większe.

Chcesz wyjechać, to niestety będziesz musiała wymusić: W tym roku jedziemy do ... . I nie ma dyskusji, pieniądze są, kredyt się spłaci zgodnie z harmonogramem.

Wtedy się okaże, że ma, na przykład, nieważny paszport albo coś w tym stylu. Uważam, że on nie lubi wyjazdów, więc każdy pretekst jest dobry.

58 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2024-05-01 09:01:18)

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Priscilla napisał/a:
rakastankielia napisał/a:

Ależ ja jestem skłonny do kompromisów, natomiast nie zamierzam się podporządkowywać.

Co w tym kontekście rozumiesz pod pojęciem "kompromis", a co "podporządkowanie się"?

Raka jest zywym przykladem tego, ze test Turinga jest fundamentalnie bledny.
Gdy pojawily sie pierwsze komputery, wraz z nimi pojawilo sie pytanie czy te maszyny sa inteligentne.
Alan Turing w 1950 roku zaproponowal, ze jesli oddzieleni sciana od drugiego pokoju, widzac jedynie odpowiedzi maszyny nie jestesmy w stanie z pewnoscia odpowiedziec, ze to maszyna a nie czlowiek, to znaczy, ze maszyna jest inteligentna.

Teraz… Raka nie przeszedlby testu Turinga bo jego odpowiedzi sa rownie lub bardziej przewidywalne i zaprogramowane niz komputer.

Wiec albo test Turinga jest fundamentalnie pomylony,
Albo Raka jest skryptem na komputerze jakiejs netkobietowej Grazynki

59

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
JohnyBravo777 napisał/a:
Priscilla napisał/a:
rakastankielia napisał/a:

Ależ ja jestem skłonny do kompromisów, natomiast nie zamierzam się podporządkowywać.

Co w tym kontekście rozumiesz pod pojęciem "kompromis", a co "podporządkowanie się"?

Raka jest zywym przykladem tego, ze test Turinga jest fundamentalnie bledny.
Gdy pojawily sie pierwsze komputery, wraz z nimi pojawilo sie pytanie czy te maszyny sa inteligentne.
Alan Turing w 1950 roku zaproponowal, ze jesli oddzieleni sciana od drugiego pokoju, widzac jedynie odpowiedzi maszyny nie jestesmy w stanie z pewnoscia odpowiedziec, ze to maszyna a nie czlowiek, to znaczy, ze maszyna jest inteligentna.

Teraz… Raka nie przeszedlby testu Turinga bo jego odpowiedzi sa rownie lub bardziej przewidywalne i zaprogramowane niz komputer.

Wiec albo test Turinga jest fundamentalnie pomylony,
Albo Raka jest skryptem na komputerze jakiejs netkobietowej Grazynki

Jak zwykle domorosły filozofie zapętliłeś się w schematach i po raz kolejny nie widzisz istotnych szczegółów. Test Turinga jest dobry przy założeniu że maszyna stara się (czyli wkłada wysiłek, zaangażowanie) w to by nas przekonać że nie jest maszyną. A czy Raka naprawdę, z całych swoich sił stara się wywrzeć na nas wrażenie że jest oryginalny/nieszablonowy, że dysponuje wyższymi ludzkimi uczuciami? Tak samo możesz próbować podobnej zabawy z jakimś wiejskim trolglodytą i też w pewnych sytuacjach wyjdzie ci że maszyna jest bardziej ludzka.

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Nowe_otwarcie napisał/a:

Jak zwykle domorosły filozofie zapętliłeś się w schematach i po raz kolejny nie widzisz istotnych szczegółów. Test Turinga jest dobry przy założeniu że maszyna stara się (czyli wkłada wysiłek, zaangażowanie) w to by nas przekonać że nie jest maszyną. A czy Raka naprawdę, z całych swoich sił stara się wywrzeć na nas wrażenie że jest oryginalny/nieszablonowy, że dysponuje wyższymi ludzkimi uczuciami? Tak samo możesz próbować podobnej zabawy z jakimś wiejskim trolglodytą i też w pewnych sytuacjach wyjdzie ci że maszyna jest bardziej ludzka.


Ej, panie wykształcony, Test Turinga ma za zadanie wykazać czy maszyna jest zdolna do samodzielnego myślenia i płynnej, naturalnej komunikacji. Jeśli nie wiemy czy mamy do czynienia z maszyną czy z człowiekiem, to przyjmuje się, że test wypada pozytywnie. To nie jest test kreatywności czy emocjonalny.


Autystycy nie przechodzą tego testu dla twojej wiadomości, bo z definicji są neuroatypowi.

61

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Wiewiórka Basia napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Jak zwykle domorosły filozofie zapętliłeś się w schematach i po raz kolejny nie widzisz istotnych szczegółów. Test Turinga jest dobry przy założeniu że maszyna stara się (czyli wkłada wysiłek, zaangażowanie) w to by nas przekonać że nie jest maszyną. A czy Raka naprawdę, z całych swoich sił stara się wywrzeć na nas wrażenie że jest oryginalny/nieszablonowy, że dysponuje wyższymi ludzkimi uczuciami? Tak samo możesz próbować podobnej zabawy z jakimś wiejskim trolglodytą i też w pewnych sytuacjach wyjdzie ci że maszyna jest bardziej ludzka.


Ej, panie wykształcony, Test Turinga ma za zadanie wykazać czy maszyna jest zdolna do samodzielnego myślenia i płynnej, naturalnej komunikacji. Jeśli nie wiemy czy mamy do czynienia z maszyną czy z człowiekiem, to przyjmuje się, że test wypada pozytywnie. To nie jest test kreatywności czy emocjonalny.


Autystycy nie przechodzą tego testu dla twojej wiadomości, bo z definicji są neuroatypowi.

Co to jest ten test Turinga z maszynami? Neuratypowy co niby oznacza? Pierwszy raz w zyciu to slowo widze

62

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
JuliaUK33 napisał/a:
Wiewiórka Basia napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Jak zwykle domorosły filozofie zapętliłeś się w schematach i po raz kolejny nie widzisz istotnych szczegółów. Test Turinga jest dobry przy założeniu że maszyna stara się (czyli wkłada wysiłek, zaangażowanie) w to by nas przekonać że nie jest maszyną. A czy Raka naprawdę, z całych swoich sił stara się wywrzeć na nas wrażenie że jest oryginalny/nieszablonowy, że dysponuje wyższymi ludzkimi uczuciami? Tak samo możesz próbować podobnej zabawy z jakimś wiejskim trolglodytą i też w pewnych sytuacjach wyjdzie ci że maszyna jest bardziej ludzka.


Ej, panie wykształcony, Test Turinga ma za zadanie wykazać czy maszyna jest zdolna do samodzielnego myślenia i płynnej, naturalnej komunikacji. Jeśli nie wiemy czy mamy do czynienia z maszyną czy z człowiekiem, to przyjmuje się, że test wypada pozytywnie. To nie jest test kreatywności czy emocjonalny.


Autystycy nie przechodzą tego testu dla twojej wiadomości, bo z definicji są neuroatypowi.

Co to jest ten test Turinga z maszynami? Neuratypowy co niby oznacza? Pierwszy raz w zyciu to slowo widze

To jest test ktory ma wykryć czy maszyna moze zostać uznana za człowieka na podstawie konwersacji. Ten test nie jest dla ludzi i to nieprawda, że osoby autystyczne z automatu by go nie przeszły.

63

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Halina3.1 napisał/a:
JuliaUK33 napisał/a:
Wiewiórka Basia napisał/a:

Ej, panie wykształcony, Test Turinga ma za zadanie wykazać czy maszyna jest zdolna do samodzielnego myślenia i płynnej, naturalnej komunikacji. Jeśli nie wiemy czy mamy do czynienia z maszyną czy z człowiekiem, to przyjmuje się, że test wypada pozytywnie. To nie jest test kreatywności czy emocjonalny.


Autystycy nie przechodzą tego testu dla twojej wiadomości, bo z definicji są neuroatypowi.

Co to jest ten test Turinga z maszynami? Neuratypowy co niby oznacza? Pierwszy raz w zyciu to slowo widze

To jest test ktory ma wykryć czy maszyna moze zostać uznana za człowieka na podstawie konwersacji. Ten test nie jest dla ludzi i to nieprawda, że osoby autystyczne z automatu by go nie przeszły.

Zadna maszyna nie jest i nigdy nie bedzie czlowiekiem. Maszyna to robot. Moze wyglada jak czlowiek, robi to co czlowiek, ale nie ma ludzkich uczuc

64

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
JuliaUK33 napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:
JuliaUK33 napisał/a:

Co to jest ten test Turinga z maszynami? Neuratypowy co niby oznacza? Pierwszy raz w zyciu to slowo widze

To jest test ktory ma wykryć czy maszyna moze zostać uznana za człowieka na podstawie konwersacji. Ten test nie jest dla ludzi i to nieprawda, że osoby autystyczne z automatu by go nie przeszły.

Zadna maszyna nie jest i nigdy nie bedzie czlowiekiem. Maszyna to robot. Moze wyglada jak czlowiek, robi to co czlowiek, ale nie ma ludzkich uczuc

Nie chodzi o to zeby maszyna została człowiekiem tylko czy człowiek który prowadzi test np w formie konwersacji przez komputer jest w stanie powiedzieć czy też rozróżnić czy po drugiej stronie jest prawdziwy człowiek czy komputer.

65

Odp: Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"
Halina3.1 napisał/a:
JuliaUK33 napisał/a:
Halina3.1 napisał/a:

To jest test ktory ma wykryć czy maszyna moze zostać uznana za człowieka na podstawie konwersacji. Ten test nie jest dla ludzi i to nieprawda, że osoby autystyczne z automatu by go nie przeszły.

Zadna maszyna nie jest i nigdy nie bedzie czlowiekiem. Maszyna to robot. Moze wyglada jak czlowiek, robi to co czlowiek, ale nie ma ludzkich uczuc

Nie chodzi o to zeby maszyna została człowiekiem tylko czy człowiek który prowadzi test np w formie konwersacji przez komputer jest w stanie powiedzieć czy też rozróżnić czy po drugiej stronie jest prawdziwy człowiek czy komputer.

Ja tam wciąż nie wierzę, że Julia jest prawdziwa big_smile. Może nie jest maszyną/robotem, ale jest tak nierzeczywista, że po prostu mam wątpliwości.

Posty [ 1 do 65 z 80 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie wyjeżdżamy na wakacje, bo zdaniem partnera nas "nie stać"

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024