Witam. Od pewnego czasu zauważyłam u siebie osłabienie uczuć w stosunku do mojego męża. Czuję się z tym okropnie bo wiem, ze On mnie bardzo kocha. A ja czuję tylko pustkę. Jesteśmy ze sobą już prawie 18 lat a w małżeństwie ponad 13. Nie wiem co zrobić. Mamy dwie wspaniałe córki i dla nich jestem w stanie poświęcic wiele. Nie mogę przecież Mu tak po prostu powiedzieć "już Cię nie kocham". Nie chcę Go skrzywdzić choć On robił to wielokrotnie ale ja po prostu tak nie potrafię...
Poradźcie coś proszę. A może ktoś ma podobny problem w swoim związku ? Jak sobie z tym radzicie?
Z góry dziękuje za wszystkie rady. Pozdrawiam ciepło ![]()
Podobne tematy
Co tu radzić. Sprawa jest prosta - odejdź od niego. Myślisz, że jak zostaniesz to go nie skrzywdzisz? Chciałabyś, żeby ktoś z Tobą był, mimo, że Cię nie kocha i okłamywał Cię, że wszystko jest ok? Takie trwanie w związku z litości. Straszne. I co? Mąż powie Ci, że Cię kocha, a Ty będziesz kłamać, patrząc mu prosto w oczy i mówiąc "ja Ciebie też kocham"? Daj spokój. Poza tym jesteś jeszcze młoda. Masz szansę ułożyć sobie życie na nowo, poznać kogoś, być szczęśliwą.
Judyta, jesteście razem b długo. Znacie się dobrze, wiec porozmawiajcie ze soba szczerze - co jest nie tak jak powinno w Waszym malżeństwie, skąd frustracje z obu stron, zanik uczuć. Szczerze porozmaiwjcie czy chcecie to naprawiac czy się rozejsc...Może warto zdobyc się na taką rozmowe i wysilic sie żeby bylo Wam dobrze razem, a nie przekreslac wszystko. Latwo powiedziec po latach - nie kocham , ale moze lepiej zdobyc sie na to zeby naprawic to, zmienic siebie kazdego z osobna, zeby bylo Wam lepiej. Pomyslcie o tym.
Cześć Judytko .. Myślę,że powinniście ze sobą szczerze porozmawiać. Powiedz mu o swoich uczuciach,powiedz,że coś się wypaliło.. Po tylu latach może dopadła Cię monotonia i wydaje Ci się,że Go nie kochasz.. Nie przekreślaj wszystkiego,może da się jeszcze uratować Wasz związek.. Czasem wystarczy tylko iskierka,byś na nowo poczuła miłość do męża. Rozmowa,rozmowa i jeszcze raz rozmowa.
Pozdrawiam Cię ciepło.
Też jestem za rozmową. 18 lat nie wyrzuca sie do kosza i pa pa bo już Cię nie kocham. A może to rutyna spowodowała że uczucie wygasło? Może moglibyście gdzieś wyjechać na kilka dni. Pobyć trochę sami z dala od codzienności.
Też jestem za rozmową. 18 lat nie wyrzuca sie do kosza i pa pa bo już Cię nie kocham. A może to rutyna spowodowała że uczucie wygasło? Może moglibyście gdzieś wyjechać na kilka dni. Pobyć trochę sami z dala od codzienności.
Jeśli autorka naprawdę nie kocha męża, a nie tylko przechodzi chwilowy kryzys, tzn, że ma trwać w małżeństwie bez miłości bo 18 lat nie wyrzuca się do kosza? ![]()
Przecież ona jest jeszcze młoda, czemu nie miałaby odejść od męża i ułożyć sobie życie na nowo i być szczęśliwą? Ma się męczyć kolejne 18lat?
Tisha, ale Judyta nie męczyła się przez całe 18 minionych lat. Ona pisze, że jej uczucie osłabiło się od pewnego czasu.
To normalne, że stan zakochania nie trwa wiecznie. Czas zmienia nas i zmienia to co między nami.
Judyta, piszesz, że wiesz o tym, że mąż Cię kocha, chociaż krzywdził Cię wielokrotnie. Myslę, ze tu tkwi problem, że masz poczucie krzywdy. A poczucie krzywdy nie służy dojrzałej miłosci. Macie dzieci, a to zobowiązuje do podjęcia starań i wysiłku by się dogadać. O krzywdzie napisałaś bardzo ogólnie, ale myslę, że musisz o tym rozmawiać z mężem, oczywiście jeśli nie jest to przemoc, okrucieństwo, notoryczne zdrady, nałogi. Jeśli krzywda wynikała z braku uwagi, spostrzegawczości, albo stereotypów to zawsze mozna o tym rozmawiać, to pomaga i zbliża do siebie.
Tisha ja nikomu niczego nie narzucam wyraziłam tylko swoje zdanie. Lepiej zrobić wszystko żeby coś naprawić niż potem żałować że się tego nie zrobiło. A odejść zawsze można. Judytko porozmawiaj z mężem............
Dziękuję kochani za wasze rady. Wiem, że rozmawa jest dobrym wyjściem. I wcale nie jest łatwo powiedzieć " Nie kocham Cie" po tylu wspólnych latach. Kiedyś już podjęłam ten temat i przez jakiś czas było dobrze ale myślę, ze główny powód jest taki, ze bardzo mało czasu spędzamy se sobą. Mąż od 3 lat pracyje za granicą lub w delegacjach. Przez co przestaliśmy się rozumieć. A co do rozwodu to byłoby chyba najłatwiejsze wyjście a tym samym ucieczka. Przecież przysięgałam Mu, że Go "nie opuszczę póki śmierć nas nie rozłączy". Stąd moje rozterki. To nie takie proste jak mogłoby się wydawać. Muszę się przygotować do tej rozmowy... ale ja nie umiem rozmawiać. Sama już się w tym wszystkim gubię, mam mętlik w głowie. Przepraszam...
Nic nie jest proste, dopóki się tego nie zrobi.Na tym polega potęga prawdziwej miłości,żeby powiedzieć sobie prawdę prosto w oczy.Jeżeli już nie kochasz to mu to powiedz.Efekty takiej rozmowy mogą Cię zaskoczyć.Powodzenia.