netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

60 odpowiedzi7 864 wyświetleniazałożony przez merkurier, 03.08.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 61 ]

1 Ostatnio edytowany przez merkurier (2011-08-03 09:07:50)

Temat: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Witam. Jestem tu nowa. I właścicie dlatego, że potrzebuje porady, bo sama nie daje rady z tym wszystkim. To będzie długa opowieść, gdyby ktoś chciał się z nią zapoznać i pomóc - dziękuję.

Gdy miałam 14 lat, poznałam chłopaka. Starszy o 3 lata, imponował mi. Był moim pierwszym facetem. Początkowo był acy cacy, do rany przyłóż. Potem, zaczął osaczać, kontrolować, zakazywać, nakazywać, czasem i bić. Byłam potrzebna tylko do jednego. Ulegałam, godziłam się, bałam się. w wieku 17 lat zaszłam w ciąże. On nie bardzo się interesował, nie pomagał psychicznie czy finansowo. Za moimi plecami łaził na imprezy, bawił się z innymi laskami.
Jak się urodził synek, niby się interesował na początku. Ale na ile to było prawdziwe - nie wiem.  Mieszkałam z rodzicami, on tylko przychodził w odwiedziny. Po jednej z awantur po pijaku - odeszłam. Na szczęście na zawsze. Dzięki "pomocy" rodziców, skończyłam szkołę, zaczęłam pracę. Chociaż i to było męczarnią. Wieczne pretensje, wygórowane wymagania, obiekcje, wtrącanie się, rozkazywanie, szantaż psychiczny. Ale jakoś trzeba było żyć, choć nie raz płakało się w poduszkę, przytulonym do śpiącego dziecka, błagając by Bóg przeniósł nas gdzieś indziej. Potem spotkałam osobę, na której bardzo mi zależało. Jednak rok z nią spędzony skończył się z hukiem, właścicie do dziś nie wiedząc czemu. Miałam niemałą depresję, choć wiedziałam, że musiałam być silna.
Jakiś czas później poznałam faceta, który obecnie od pół roku jest moim meżem.
Na początku bajka, sielanka. Jednak on zaczął dużo pytać o przeszłość, na co ja nie zawsze mu odpowiadałam prawdę. Uważałam, że nie ma mimo wszystko z buciorami wchodzić w jakąś przeszłą strefę życia. Można pytać o nie które sprawy, ale bez przesady. Potem, zaczęły sie małe spiecia, głównie o to, że "jemu się nie zgadzało coś odnośnie przeszłości". No i potem zaczął sobie jakieś wersje wymyślać etc. Niestety, takie nie zgodne z prawdą. Tłumaczyć się już nic nie dało. Kłótni było coraz więcej, mniej bardziej burzliwych. Doszo do tego, że musze się tłumaczyć z wszystkiego co robie, z każdej sekundy. A jak są jakieś "niejasności" to mam wojnę. On się usprawiedliwia tym, że gdybym go nie kłamała.... Czuje się usprawiedliwiony. Nie raz mi powie, że jestem szmatą, że trzeba było w domu siedzieć a nie z facetami łazić. "Rozlicza" mnie za to, że kiedyś się z kimś spotykałam. Obecnie nie jestem w zadnych właściciw relacjach z moimi rodzicami, bo zaczęli włazić mi z butami w życie i próbować manipulować. To nawet w tym szuka "ale", że to moja wina, że moi rodzice byli dla mnie tacy oschli.
Boże, opowiadać tu by można w nieskończoność.
Nie mam gdzie się wyprowadzić, zresztą teraz to bym i się bała, ze będzie się na mnie mścił "bo całe życie mu zniszczyłam". Nie chce mi się wracać do domu. Ciągle tylko płacz, ból, przygnębienie. Ciągły strach, że zaraz będzie miał o coś pretensje, że do czegoś znów się przyczepi i wycedzi z nienawiścią prosto w twarz - "k ł a m c a".
Czuje się jak chodzące ciało, strzęp człowieka. Życie mnie nie rozpieszczało, nie dało miłości i zrozumienia. Tego czego najbardziej pragnę. A teraz mam piekło na ziemi jakiego nie miałam nigdy. Ciągłe rozkazy, nakazy, ograniczenia. Nie mam nikogo, z kim mogę pogadać, zwieżyć się. Bez niego nigdzie nie wychodzę, bo nie mogę... Najgorsze jest to, że on uważa, że nie robi nic złego, że to ja powinnam mieć za całe swoje życie pretensje do siebie. Nie daje sobie nic przetłumaczyć, wytłumaczyć bo on wie lepiej.

A chciałam być tylko szczęśliwa...

2

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

To bardzo przykre... tak mało chcemy od życia; bo "tylko"normalności.... a nie możemy tego dostać...   dlaczego?????    zacznimy od najprostrzego i niezbędnego pytania... czy rozmawiałas z nim ( nie pytam o kłótnie) czy wogóle da się z nim porozmawiać na ten temat? ...

3

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Tyle godzin co spedziłam na rozmowach z nim... Ale on jest uparty jak osioł (nie obrażając go). On twardo uważa, że ma racje, że ja niewiadomo co kiedyś robiłam i dlatego nie mówiłam mu prawdy. Uważa, że nie wiadomo co robię w pracy, z kim gadam, że go zdradzam, że się kontaktuje z byłymi etc. Wymyśla niestworzone rzecz, jakieś chore pretensje....

4

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Historia bardzo smutna, ale na pewno znajdzie się jakieś rozwiązanie. Na pewno jest Ci ciężko, ale trzeba o siebie powalczyć.

Nie jestem żadną specjalistką, ale z tego co opowiadasz to widzę, że raz za razem wchodzisz w związki, w których mężczyzna dominuje i ma tendencje (chociaż to zbyt delikatnie powiedziane) do kontrolowania. Nie wiem z czego to wynika, ale dobrze by było, gdyby jakiś specjalista się temu przyjrzał.  Mam na myśli terapeutę, psychologa lub kogoś takiego.

Czy w Twoim mieście jest jakaś poradnia psychologiczna? Sprawdź i koniecznie wybierz się tam.

Tym czasem trzymaj się ciepło i nie trać wiary w to, że życie może być jeszcze piękne.

5

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Myślałam kiedyś o psychologu. Owszem. Ale nie raz słyszałam, że jestem chora psychicznie. A po wizycie u psychologa to już bym w ogóle takiego czegoś wysłuchiwała.

On ciągle próbuje mi udowodnić, że się na niczym nie znam, że on wie wszystko lepiej. Np. nie mogę używać fluidu bo wg niego zostają po nim dziury w policzkach, nie mogę malować powiek bo mu się nie podoba, muszę jeść kolacje nawet jak nie jestem głodna bo mi karze "dla mojego dobra", mówi mi w jakich ciuchach mogę chodzić, a niektórych zakazuje nosić...

Kiedyś znalazłam w necie jakieś opinie psychologa czy coś, o takim zachowaniu, dałam mu to. To się wściekł, że gdyby nie to, ze go kłamałam to byłoby normalnie, że mogę mieć pretensje do siebie i ze on nie bedzie czytał jakiś opinii psychologów, bo skoro jestem z nim to powinnam jego słuchać a nie jakiś psychologów, zdań wyrwanych z kontekstu, a jeśli chce słuchać psychologów to mam sobie być z takim psychologiem a nie z nim.

6

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Mnie chodziło o to, abyś Ty poszła do psychologa. Absolutnie nie chodzi o to, czy to Twoja wina, że związek tak wygląda. Chodzi o to, że masz tendencje (według mnie) do wiązania się z dominującymi, władczymi facetami (żeby nie powiedzieć tyranami) i nie potrafisz się wyrwać z takiego związku.

Psycholog na pewno znajdzie przyczynę i pomoże Ci sprawić, abyś uwierzyła w siebie i nie wchodziła w takie relacje.

7

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Ja Cię rozumiem, Caridad, że to ja mam iść. Tylko chodzi o to, że nawet jak mi ten psycholog coś będzie próbował uzmysłowić a ja będę próbowała te zmiany w moim małżeństwie wprowadzić to nic nie da.

8

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Trzeba spróbować bo inaczej się nie przekonasz. Chcesz, żeby Twoje życie się zmieniło to musisz działać. Samo z siebie to nic się nie zmienia. Nie możesz mówić już na starcie, że to nic nie da.
A psycholog na pewno podpowie Ci jak rozmawiać z mężem, żeby coś do niego trafiło.

9

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
merkurier napisał/a:

...chodzi o to, że nawet jak mi ten psycholog coś będzie próbował uzmysłowić a ja będę próbowała te zmiany w moim małżeństwie wprowadzić to nic nie da.

Pozwolicie, że się wtrącę?
Caridad ma rację. A Ty merkurier sobie pogadałaś i na tym koniec. Więc czego oczekujesz? Czarodziejską różdżką ktoś machnie i los się odmieni?
Otóż tak się nie da sad mało tego, TWEGO męża też nie zmieni NIKT. Zmienić możesz tylko siebie i swoje życie. Jak to zrobić powiedziałaby Ci właśnie psycholog, terapeuta. Może nauczyłabyś się innych form komunikacji, innego sposobu pokazywania swoich racji. Może wskutek tych zmian zechciałby też zmienić się i twój mąż. Z zaskoczenia, ze zdziwienia, kto wie? Ale TY nawet nie chcesz spróbować, nie chcesz nawet zdefiniować problemu a co dopiero próbować podejść do jego rozwiązania.
Cóż twój los w twoich rękach. Albo zadasz sobie trochę trudu i pracy, albo nie zmieni się nic. No bo dlaczego miałoby się zmienić. SAMO nie zrobi się nic
Powodzenia i mądrych przemyśleń życzę big_smile

10 Ostatnio edytowany przez merkurier (2011-08-03 10:25:57)

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

to nie tak, że ja nie chce. CHCE i to bardzo! Chce żyć NORMALNIE! Cieszyć sie życiem, mieć pasję, radości. Żeby nam się układało i byśmy byli szcześliwi. Ale powiedzcie, co ja mogę zrobić, jak ja sama nawet z domu wyjść nie mogę, tylko z nim? A nie daj Boże się sprzeciwie to słysze "no wiedziałem , że po ślubie będziesz się buntować". A jak bym wyszła gdzieś, nie  mówiąc mu o tym gdzie, nie pisząc mu co 5 minut sms-a z tym co robie, to bym usłyszała "prze...łaś sobie".

11

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Szczerze Ci współczuję. Nie wyobrażam sobie samej siebie w takim związku... Pewnie byśmy sie pozabijali.

Z jednej strony rozumiem, że nie chciałaś opowiadać mu wszystkiego. Z drugiej myślę, że nawet gdybyś opowiedziała mu to mimo wszystko tak by Cię traktował... Smutne. Przykre.

Życzę Ci wszystkiego najlepszego. Mam nadzieję, że Twój mąż opamięta się i zrozumie.

12

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Może powiedz mu, że tego potrzebujesz bo chcesz być lepszą żoną dla niego i chcesz aby Wasze małżeństwo było normalne ( wspominałaś, że kiedyś Ci to wypomniał )

13

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Spróbuję, może się uda. Chciałabym. Nie lubie jak ktoś tłamsi mnie i moje zdanie. W końcu nie jestem brzydko mówiąc niedorozwinięta, że nie potrafię myśleć logicznie. Każdy przecież postępuje gorzej, lepiej, ma swoje racje, poglądy.  Nie idzie żyć wg zasad drugiej osoby i jej myślenia, a tak by chciał mój mąż.
Nie wiem, czy to ja mam taką słabą osobowość, że ulegam innym. Choć w pracy tak nie jest, umiem wykazać swoje zdanie, "nie dać się" Klientom. Dobrze współpracuje z współpracownikami, jestem miła, uśmiechnięta, wychwalana przez dyrektora jako dobry pracownik...

14 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-08-03 10:42:09)

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
merkurier napisał/a:

...co ja mogę zrobić, jak ja sama nawet z domu wyjść nie mogę, tylko z nim? A nie daj Boże się sprzeciwie to słysze "no wiedziałem , że po ślubie będziesz się buntować". A jak bym wyszła gdzieś, nie  mówiąc mu o tym gdzie...

Matko jedyna a dlaczego masz mu nie powiedzieć. Psycholog to lekarz dusz. Potrzebujesz lekarza. Możesz nawet iść do lekarza 1 kontaktu i powiedzieć, co Ci leży na duszy - że zrobiłaś się nerwowa/wybuchowa/płaczliwa, nie masz na nic siły itp. Pewnie sam Ci poradzi KONSULTACJĘ z psychologiem smile Jak lekarz Ci każe to mąż też się sprzeciwi? Niech idzie z Tobą jak mu zależy, posiedzi se pod gabinetem. Bo jak nie będziesz chciała, to ani lekarz ani psycholog nie będą z nim gadać. A z biegiem czasu kto wie? Może przyjdzie czas, że i on z nimi pogada, może coś ZACZNIE do niego docierać? smile

15

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Nawet nie wiesz Anhedonia jakbym bardzo chciała iść do psychologa. Poszukałam w internecie takiej poradni, jak się w sobie zbiorę, to mu o tym powiem, ze chcę iść tam. A jakbyśmy oboje poszli i by coś to dało... Byłoby pięknie.

Najbardziej nie mogę zrozumieć jednego, jego toku myślenia.
Nie rozumiem tego, dlaczego on chce mnie oceniać ze przeszłość, za to, że z kimś byłam, że wychodziłam na dwór, spotykałam się z koleżankami. Zachowuje się tak, jakbym od urodzenia miała siedzieć w domu i z nikim się nie kontaktować i czekać na niego księcia z bajki.
A tak - jestem k... bo miałam kogoś przed nim, latawicą bo zamiast siedzieć na d... łaziłam "niewiadomo gdzie", sama jestem sobie wszystkiemu winna - bo od tego co mnie bił mogłam odejść bo przecież to takie proste, odchodzisz i już, ze rodzice byli jacy byli do mnie - to moja wina bo ja napewno im jakieś numery robiłam i się mścili na mnie...

16

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
merkurier napisał/a:

Nawet nie wiesz Anhedonia jakbym bardzo chciała iść do psychologa. Poszukałam w internecie takiej poradni, jak się w sobie zbiorę, to mu o tym powiem, ze chcę iść tam. A jakbyśmy oboje poszli i by coś to dało... Byłoby pięknie.

Najbardziej nie mogę zrozumieć jednego, jego toku myślenia.

To też wyjaśni Ci psycholog, bo jest od tego fachowcem!
Czytaj ze zrozumieniem! Nie uzależniaj konieczności wizyty u psychologa od woli męża - poproś o pomoc lekarza, poproś o skierowanie na konsultację!

17 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2011-08-03 11:34:10)

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Najbardziej nie mogę zrozumieć jednego, jego toku myślenia.
Nie rozumiem tego, dlaczego on chce mnie oceniać ze przeszłość, za to, że z kimś byłam, że wychodziłam na dwór, spotykałam się z koleżankami. Zachowuje się tak, jakbym od urodzenia miała siedzieć w domu i z nikim się nie kontaktować i czekać na niego księcia z bajki.
A tak - jestem k... bo miałam kogoś przed nim, latawicą bo zamiast siedzieć na d... łaziłam "niewiadomo gdzie", sama jestem sobie wszystkiemu winna - bo od tego co mnie bił mogłam odejść bo przecież to takie proste, odchodzisz i już, ze rodzice byli jacy byli do mnie - to moja wina bo ja napewno im jakieś numery robiłam i się mścili na mnie...

To własnie wyjaśni Ci psycholog...ale pytanie jakie mi sie nasuwa.. czy faktycznie sprawy sie posuną w pozytywnym kierunku jesli on nie będzie w tym uczestniczył..?  zacząć jednak musisz...nawet sama.. uświadomienie Ci że mozna z tego wyjść... pokazanie jak sobie radzić...jak sie nie poddawać... Mam wrażenie, że on chyba ukrywał przed Tobą swoją prawdziwa osobowość i jest poprostu obsesyjnym zazdrosnikiem...

trzeba na niego znaleśc jakiś cwancyk...hmmhmh  :-D    może tłumacz mu ( co w sumie będzie zgodne z prawdą) że Ty tak bardzo chcesz dla WAS, dla niego postarać, że tak bardzo zależy Ci na dobrych relacjach, na tym żeby sie nie musiał ani niepokoić ani denerwować ( wrrrrrrrrrr) i dlatego doszłaś do wniosku, że powinniście pójśc na terapie......

18

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

A jak On reaguje kiedy pytasz go o przeszłość ? Wiesz o Nim wszystko?
Takie pytania mi się nasuwają bo wiele razy się zdarzało, że ludzie mierzą innych swoja miarką

19

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
Malwina69 napisał/a:

To własnie wyjaśni Ci psycholog...ale pytanie jakie mi sie nasuwa.. czy faktycznie sprawy sie posuną w pozytywnym kierunku jesli on nie będzie w tym uczestniczył..?

Żeby sprawy posunęły się w pozytywnym kierunku to najpierw musisz się sama ze sobą uporać merkurier. Może to nawet lepiej, żebyś poszła tam sama na początku? Będziesz przynajmniej wiedziała co chcesz osiągnąć i czego chcesz od życia i związku. Jak popracujesz najpierw nad sobą będziesz silniejsza, żeby później wprowadzać zmiany w Waszym związku.
A potem myślę, że jak już przekonasz męża do wspólnej terapii to pójdzie łatwiej, bo będziesz miała więcej wiedzy na ten temat.

Najważniejsze to zebrać się na odwagę i zacząć działać smile

20

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Merkurier..

Powiem Ci tak, dobrze ze napisałaś. Nie będe oceniać Twoje życia, ale Twoi rodzice popełnili błąd, Ty popełniłaś błąd. Teraz masz tego rezultaty, ale nie wszystko może być takie okrutne jak Ci się wydaje.
Porzuć urazy. Przestań okłamywać męża.. Dorosłaś już? Dojrzałaś? Jeśli tak zbierz się na odwagę i porozmawiaj SZCZERZE z mężem o swojej przeszłości. Przecież jest Ci bliską osobą i nie jest zły skoro zaakceptował Twoje dziecko. W ten sposób będziesz miała okazję odbudować swoje małżeństwo, starać cie.
Rodzice mają prawo czuć się urażeni, ty także. Pewnie ich rozczarowałaś. MOże warto odświeżyć relacje, nie unosić się honorem. Inaczej nie zaznasz szcześcia poki nie "naprawisz relacji z bliskimi".

Zacznij działać, a zobaczysz ze będzie lepiej. Może nie od razu, ale powoli, do przodu smile Życze Ci powodzenia !

21

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Z jego przeszłością jest tak, że nigdy na poważnie nie miał nikogo. A to z zajętą sie spotykał, a to z taką z ośrodka wychowawczego. Ale wg niego - to nic złego.
On uważa, że to jaki jest to teraz to wina mojego zachowania.

Ja wiem, że popełniłam jakieś błędy w swoim życiu. Ale nikt mnie nigdy nie zauważał w domu, każdy ignorował i tylko oceniał. Nie będę się usprawiedliwiać, ale do mojego życia każdy po trochu dołożył kamień.

A co ja mu mam szczerze powiedziec? Skoro on uważa,tak: trzeba było z nikim nie być, nie mieć chłopaka, nie ufać koleżankom, słuchać rodziców. Dlaczego ja mam się bić w pierś za to, że miałam chłopaka, koleżanki? bo on tak mówi? Ja od niego musiałam wręcz wyciągać info na temat jego przeszłosci.

22 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-08-03 12:10:27)

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
iziaaaaak napisał/a:

Porzuć urazy. Przestań okłamywać męża.. Dorosłaś już? Dojrzałaś? Jeśli tak zbierz się na odwagę i porozmawiaj SZCZERZE z mężem o swojej przeszłości. Przecież jest Ci bliską osobą i nie jest zły skoro zaakceptował Twoje dziecko. W ten sposób będziesz miała okazję odbudować swoje małżeństwo, starać cie.
Rodzice mają prawo czuć się urażeni, ty także. Pewnie ich rozczarowałaś.

Ale nie rób z Merkurier sprawcy wszelkiego zła. Pomijając rodziców, bo za mało nam napisała, żeby tu się odnosić - jej mąż ewidentnie ma problem ze sobą. I to widać już począwszy od śledztwa w sprawie jej przeszłości. Taki typ zawsze sobie znajdzie powód, by kontrolować, nieufać itp. Moim zdaniem, jeśli on nie przyzna, że ma problem i nie pójdzie do psychologa, to nic się nie zmieni. Oczywiście tak czy owak sama Merkurier powinna pofatygować się do psychologa, to jej pomoże jakoś stanąć na nogi.

merkurier napisał/a:

Ja od niego musiałam wręcz wyciągać info na temat jego przeszłosci.

A tego też nie rozumiem. Jakie niby dobro przynosi babranie się w przeszłości partnera/partnerki?

23

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
merkurier napisał/a:

A co ja mu mam szczerze powiedziec? Skoro on uważa,tak: trzeba było z nikim nie być, nie mieć chłopaka, nie ufać koleżankom, słuchać rodziców. Dlaczego ja mam się bić w pierś za to, że miałam chłopaka, koleżanki? bo on tak mówi? Ja od niego musiałam wręcz wyciągać info na temat jego przeszłosci.

to mi pachnie obsesyjnym zazdrośnikiem!!!    a jak reaguje w towarzystwie jesli Ty np. rozmawiałabys z innym facetem? albo bys się usmiechnęła lub cos w ten deseń..?

24

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Wg mnie? Żadne dobro. Żadne dobro nie przynosi takie wypytywanie jak on to robi. Ja pytałam tylko "poglądowo" z kim się spotykał. A on mnie: z kim, gdzie, po co, co robiliśmy, jak robilismy etc.

25 Ostatnio edytowany przez merkurier (2011-08-03 12:50:42)

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

w tym przypadku słowo "towarzystwo" nie istnieje. mój dzień pracy to praca, dom, ew. zakupy. nie mamy znajomych, nie wychodzimy nigdzie wsumie.

A tak mój dzień wygląda tak -  praca, w pracy sms co zmianę czynności by wiedział co robie, nakaz odbierania każdego jego telefonu, potem dom i zajęcia domowe. A nie daj Boże nie napisze albo coś to jest " nie wiem co robiłaś, i z kim byłaś".

tak wg niego pracuje na zaufanie, bo inczej nie ufa mi.
Mam właściwie 24h tel w reku.

26

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
Lupus napisał/a:
iziaaaaak napisał/a:

Porzuć urazy. Przestań okłamywać męża.. Dorosłaś już? Dojrzałaś? Jeśli tak zbierz się na odwagę i porozmawiaj SZCZERZE z mężem o swojej przeszłości. Przecież jest Ci bliską osobą i nie jest zły skoro zaakceptował Twoje dziecko. W ten sposób będziesz miała okazję odbudować swoje małżeństwo, starać cie.
Rodzice mają prawo czuć się urażeni, ty także. Pewnie ich rozczarowałaś.

Ale nie rób z Merkurier sprawcy wszelkiego zła. Pomijając rodziców, bo za mało nam napisała, żeby tu się odnosić - jej mąż ewidentnie ma problem ze sobą. I to widać już począwszy od śledztwa w sprawie jej przeszłości. Taki typ zawsze sobie znajdzie powód, by kontrolować, nieufać itp. Moim zdaniem, jeśli on nie przyzna, że ma problem i nie pójdzie do psychologa, to nic się nie zmieni. Oczywiście tak czy owak sama Merkurier powinna pofatygować się do psychologa, to jej pomoże jakoś stanąć na nogi.

merkurier napisał/a:

Ja od niego musiałam wręcz wyciągać info na temat jego przeszłosci.

A tego też nie rozumiem. Jakie niby dobro przynosi babranie się w przeszłości partnera/partnerki?

Nie masz racji, i nie obwiniam jej o wszystko- nie wiem gdzie to wyczytałeś tongue
I żaden psycholog wiele tu nie zdziała hmm Życie ją doświadczyło, ale jedynym sposobem jest niestety stanąć na nogi i wziąść swoeje życie w swoje ręce.
Poza tym kolego, jej facet ma prawo taki być skoro żona jakieś tajemnice robi ze swojej przeszłości. Ja mężowi ufam, wie wszystko o mnie i ja o nim też. Zaufanie to podstawa- więc nie wiem po co te kłamstwa.. ALe jak mówie, nie mi ją oceniać.
Dziewczyna wiele przeszła- silna jest i wiem, że da sobie radę.
Psycholog powie jej to co ja- dopóki nie wyzbędzie się w sobie "starych" lęków, żali i nienawiści- nic się nie zmieni ..

27

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
iziaaaaak napisał/a:

Poza tym kolego, jej facet ma prawo taki być skoro żona jakieś tajemnice robi ze swojej przeszłości. Ja mężowi ufam, wie wszystko o mnie i ja o nim też. Zaufanie to podstawa- więc nie wiem po co te kłamstwa.. ALe jak mówie, nie mi ją oceniać.
..

Ale tu o to chodzi, że Ona mówiła, wręcz się spowiadała ze wszystkiego o co zapytał bo chciała aby On wiedział. Za szczerość dostaje w pysk bo On Ją linczuje gdyż nie spodobało mu się to co usłyszał. Każdy ma prawo do przeszłości. Ma dziecko więc dziewicy za żonę sobie nie brał. A poza tym to było, dlaczego On nie żyje od momentu kiedy się poznali i pokochali tylko ryje jej beret o to co już nie ma znaczenia?! Wcale się nie dziwię, że Ona już nic mu nie mówi, bo po co ? Obojętnie co Ona powie i tak będzie beeee i zawsze będzie tą złą.
Ja Ją rozumiem, dziewczyna boi się już cokolwiek mówić aby go nie urazić i dla świętego spokoju na wszystko się zgadza. Bo Pan i Władca musi mieć nad Nią kontrolę !!!

Na pewno ktoś go kiedyś strasznie zranił a teraz odbija się to na Niej jako jego żonie. Skoro jej nie ufał i nie ufa to po co się oświadczał i żenił się pytam ?!!!

28

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
merkurier napisał/a:

w tym przypadku słowo "towarzystwo" nie istnieje. mój dzień pracy to praca, dom, ew. zakupy. nie mamy znajomych, nie wychodzimy nigdzie wsumie.

A tak mój dzień wygląda tak -  praca, w pracy sms co zmianę czynności by wiedział co robie, nakaz odbierania każdego jego telefonu, potem dom i zajęcia domowe. A nie daj Boże nie napisze albo coś to jest " nie wiem co robiłaś, i z kim byłaś".

tak wg niego pracuje na zaufanie, bo inczej nie ufa mi.
Mam właściwie 24h tel w reku.

Jednak to raczej chorobliwa zazdrość, stale Cię  kontroluje..  jesteś jego więżniem ,zakładnikiem... cho****ra... jestes jego własnąścia i fakt, że nie może cofnąc czasu i wymazać innych zdarzeń i ludzi z twojego zycia napędza gościa na takie działania....... ciężki przypadek...

29

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
iziaaaaak napisał/a:

(...)
I żaden psycholog wiele tu nie zdziała hmm Życie ją doświadczyło, ale jedynym sposobem jest niestety stanąć na nogi i wziąść swoeje życie w swoje ręce.
(...)
Dziewczyna wiele przeszła- silna jest i wiem, że da sobie radę.
Psycholog powie jej to co ja- dopóki nie wyzbędzie się w sobie "starych" lęków, żali i nienawiści- nic się nie zmieni ..

Zaszokował mnie ten post.
Wszyscy doradzają pomoc fachową a Ty jedna mówisz - nie, psycholog nic nie pomoże. Stań na nogi i radź sobie sama.
Skąd takie przeświadczenie? Jakby dziewczyna wiedziała jak sobie sama radzić z problemami wynikłymi z przeszłych kłamstw własnych i obecnego zachowania męża, to nie prosiłaby o rady.
Czy własnemu dziecku też odmawiałabyś korzystania z pomocy fachowca w dziedzinie w której sobie nie radzi?
Dlaczego w pozbyciu się "starych" lęków, żali i nienawiści (sama o nich piszesz) pomoc kogoś z zewnątrz, kto się na tym zna ma być BEZCELOWA? Dlaczego?
Skorzystanie z pomocy wydaje mi się właściwym sposobem na to by stanąć na nogi i wzięcie życia w swoje ręce - to się nazywa wsparcie. Trzeba z niego korzystać, gdy się samemu nie daje rady.

30

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
iziaaaaak napisał/a:

Nie masz racji, i nie obwiniam jej o wszystko- nie wiem gdzie to wyczytałeś tongue

W Twoim poście, gdzie wyraźnie winą za stan jej małżeństwa obarczasz ją, za stan jej kontaktów z rodzicami, znowu ją.

iziaaaaak napisał/a:

I żaden psycholog wiele tu nie zdziała hmm Życie ją doświadczyło, ale jedynym sposobem jest niestety stanąć na nogi i wziąść swoeje życie w swoje ręce.

No tak, przedstawicielka stanowiska pt. Co tam panie te glupie psychologi mogą wiedzieć. Ręki opadowywują.

iziaaaaak napisał/a:

Poza tym kolego, jej facet ma prawo taki być skoro żona jakieś tajemnice robi ze swojej przeszłości.

A co mu niby daje to prawo, do rozliczania jej z przeszłości, w której go nie było? Wiedział, że wiąże się z kobietą mającą dziecko, a teraz pretensje, że nie była dziewicą czekającą na takiego księciunia? Poza tym jeśli nie dostrzegasz, że jego zachowanie jest chore, to chyba musisz okulistę odwiedzić.

iziaaaaak napisał/a:

Psycholog powie jej to co ja- dopóki nie wyzbędzie się w sobie "starych" lęków, żali i nienawiści- nic się nie zmieni ..

A czytałaś jej posty, czy tak se piszesz, żeby pisać? Bo mam wrażenie, że przeczytałas dwa zdania i resztę historyjki sobie dotworzyłaś.

31

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

nici - zgadzam się w pełni z Tobą. Po co jemu taka informacja, np. kiedy i z kim się kochałam? i jak?! On się syci upodlaniem i upokarzaniem mnie potem. Wg niego jestem k... bo z kimś przed nim spałam. A nie daj Boże że miałam z tego jakąś przyjemność! 
"podstawowe" teksty które ostatnio słysze to: trzeba było nie kłamać, sama sobie jesteś winna, nie rycz, to Twoja wina, ja byłem dla Ciebie dobry, to Ty to zmieniłaś swoim zachowaniem.

32

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

To są typowe teksty, aby wzbudzić w Tobie poczucie winy. I jak widać niestety zadziałały. Tym bardziej powinnaś skorzystać z porady eksperta, bo to jest zbyt złożona i skomplikowana sprawa. Jedną rozmową nie rozwiążesz całej sytuacji.

33

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

I z takiej pomocy będę musiała skorzystać, bo jest za młoda by sobie w ten sposób życie psuć i pamiętać tylko łzy i ból.

34

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Przekonacie się ludziska jak pójdzie do psychologa i opowie co jej powiedział wink
Dzisiejszy fachowcy to nie fachowcy.. zwłaszcza psycholodzy.. coś wiem na ten temat, inaczej nie wypowiadałabym się.
Tak naprawdę najwięcej od nas samych zależy smile

35

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Może i od nas samych, ale czasem taki psycholog moze nas podbudować. Bo w moim przypadku nie ma nikogo kto by mógł to zrobić.

36

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

iziaaaaak
To już u wszystkich psychologów w tym kraju byłaś? To potworne problemy musisz mieć ze sobą. I wiesz, psycholog nie leczy tabsami, dlatego może pomóc tylko osobie, która tego chce. Ty może nie chciałaś, a Merkurier najwyraźniej chce.

37

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Wystarczy, że postronna osoba taka jak psycholog podbuduje jej wartość i samoocenę bo w tej chwili wydaje mi się, iż merkuriek żyje w przekonaniu że jest do d.py. Niech psycholog jej pomoże i doda wiary w siebie i czyny, które chce wprowadzić w swoje życie.

38

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Jak słysze kolejną pretensje, że coś znowu JA źle zrobiłam, to aż mnie wszystko zaczyna boleć, napina mi się całe ciało, zaczynam płakać a mięśnie się tak kurczą, że płacz robi się bezdźwięczny, zaczyna brakować tchu a w głowie krąży tylko jedno " to znowu moja wina..." sad

39

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Idź kochana się wygadaj, wypłacz, posłuchaj kilku rad, powiedz co chcesz zmienić i może wspólnie coś na to wszystko poradzicie. Tylko pamiętaj, że nic nie naprawi się w jeden dzień, tydzień czy miesiąc. Przed Tobą ciężka i żmudna praca. Jeśli się nie uda to zawsze będziesz wiedziała że próbowałaś.
Trzymam kciuki, zobaczysz, że będzie dobrze i zaświeci dla Ciebie słoneczko

40

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Dziękuję Wam bardzo za wsparcie smile

41

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
Lupus napisał/a:

iziaaaaak
To już u wszystkich psychologów w tym kraju byłaś? To potworne problemy musisz mieć ze sobą. I wiesz, psycholog nie leczy tabsami, dlatego może pomóc tylko osobie, która tego chce. Ty może nie chciałaś, a Merkurier najwyraźniej chce.

A ja bywałam - nie mam powodu się z tym kryć smile
Potrzebowałam, współpracowałam i jestem zadowolona z efektów.
W każdym zawodzie są ludzie i parapety, jako rzecze moja córka. Trzeba mieć Wielkie Mniemanie o sobie, aby oceniać fachowość WSZYSTKICH w jakimś profesji. Nie dziwota, że trudno w takiej sytuacji znaleźć kogoś, kto jest w stanie zaspokoić wygórowanie wymagania.
Pamiętaj merkurier - jeśli po 2-3 wizytach, nie znajdziesz wspólnego języka z psychologiem - zawsze możesz pójść do innego. Bo albo człowiek nieodpowiedni albo metoda, którą stosuje nie dla Ciebie.
Na TYM forum znajduje się np. wątek "w gabinecie psychologa, pytania i odpowiedzi"
Warto go odwiedzić i poczytać

42

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
merkurier napisał/a:

Myślałam kiedyś o psychologu. Owszem. Ale nie raz słyszałam, że jestem chora psychicznie. A po wizycie u psychologa to już bym w ogóle takiego czegoś wysłuchiwała.

On ciągle próbuje mi udowodnić, że się na niczym nie znam, że on wie wszystko lepiej. Np. nie mogę używać fluidu bo wg niego zostają po nim dziury w policzkach, nie mogę malować powiek bo mu się nie podoba, muszę jeść kolacje nawet jak nie jestem głodna bo mi karze "dla mojego dobra", mówi mi w jakich ciuchach mogę chodzić, a niektórych zakazuje nosić...

Kiedyś znalazłam w necie jakieś opinie psychologa czy coś, o takim zachowaniu, dałam mu to. To się wściekł, że gdyby nie to, ze go kłamałam to byłoby normalnie, że mogę mieć pretensje do siebie i ze on nie bedzie czytał jakiś opinii psychologów, bo skoro jestem z nim to powinnam jego słuchać a nie jakiś psychologów, zdań wyrwanych z kontekstu, a jeśli chce słuchać psychologów to mam sobie być z takim psychologiem a nie z nim.

Wiesz co ? Gość potrzebuje na prawde rozmowy z psychologiem, nie ty - a on. I zastanów się nad tym za co ty go kochasz. Bo ja to czytałem kilka razy i nie dopatrzyłem się argumentów za które mozna by było kochać. Dziwne to wszystko.

43 Ostatnio edytowany przez gracjana (2011-08-03 17:28:25)

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Bardzo mi przykro merkurier
Jak czytam twoje wypowiedzi to jakbym słyszała siebie jeszcze sprzed kilkunastu miesiecy.
JA równiez obwiniałam wszystkich o swoje nieszczesliwe zycie.Oczywiscie tak było,bo  to co mnie spotkało w dzieciństwie miało na nie wpływ.
Byłam uzależniona od mojej matki,babki ,byłego męza alkoholika,dorosłej juz córki.Wszyscy mną manipluowali,pouczali ,krytykowali.Byłam bardzo nieszczęśliwa,wpadłam w depresje ,miałam nawet mysli samobójcze.Trafiłam do psychologa i na terapie.Teraz juz wiem,ze pozwoliłanm sobie na takie traktowanie przez innych,nic z tym przez lata nie robiłam ,nie odciełam pempowimy.Miałam niskie poczucie winy,a do tego najblizsi skutecznie wpędzali mnie w poczucie winy.Dopiero jak zaczęłam stawiac granice,zadbalam o swoje potrzeby ,o siebie(nie mówie tu o nowych ciuchach czy wixycie u fryzjera)nie pozwoliłam na pomiatanie mna to poczułam sie cos warta, silna i szczęsliwa.
Oczywiscie moja matka,która uwazała sie za nieomylna,wiecznie krytykujaca,pouczająca i dbająca o siebie,dowiedziawszy sie ode mnie o tym co zrobił mi jej mąz w dzieciństwie wyrzekła sie mnie.Teraz jestem wolna i niezalezna,mam dosyc łaski innych i nie szanowania mnie
Merkurier jezeli nie zadbasz o siebie o swoje prawa i szczęscie to pewnie bedziesz nieszczesliwa w kazdym zwiazku i tak do konca życia.Takie jest moje zdanie
Trzymam kciuki i skorzystaj z pomocy specjalisty

44

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
merkurier napisał/a:

I z takiej pomocy będę musiała skorzystać, bo jest za młoda by sobie w ten sposób życie psuć i pamiętać tylko łzy i ból.

Witaj młoda osóbko!
Przeczytałam Twój post i odpowiedzi pań, które dobrze Ci radzą, abyś udała się po pomoc do specjalisty.
Narzekasz, że wszyscy wokół byli źli, nikt Cię nie rozumiał , wszyscy tylko pouczali i rozkazywali.
Zastanów się przez chwilkę, czy nie zasłużyłaś sobie na takie traktowanie, swoim zachowaniem
Mając 14 lat miałaś już faceta, jak sama piszesz, byłaś mu potrzebna tylko do zaspokajania jego potrzeb seksualnych.
W tym czasie nie myślałaś o konsekwencjach współżycia z chłopakiem.
Podejrzewam, że wtedy byłaś zakochana i nie bardzo słuchałaś rad rodziców.
Byłaś w wieku, gdy myśli się, że rodzice są przeciwko spotkaniom, bo zapomnieli już jak to jest,gdy się jest młodym.
Masz żal do rodziców, że wymagali od Ciebie posłuszeństwa i zakazywali spotkań.
Oni po prostu martwili się o Ciebie.
Oni w przeciwieństwie do Ciebie, wiedzieli, czym może zakończyć się taki związek.
Gdy urodziłaś dziecko, kto podał Ci rękę i udzielił pomocy?
RODZICE!
Dziwisz się, że mieli do Ciebie żal, bo ja nie.
Według nich zmarnowałaś sobie jakąś szansę na godne życie.
To Oni pomogli Ci w wychowaniu synka, utrzymywali Was oboje i dopingowali Ciebie, abyś skończyła szkołę.
Gdy poszłaś do pracy, pomagali w opiece nad dzieckiem
Myśleli, że wszystko będzie już dobrze, a Ty znowu wpakowałaś się w związek bez przyszłości.
Myślisz, że Im było przyjemnie jak cierpisz z powodu następnego, nieudanego związku?
Ale Ty wiedziałaś swoje i szukałaś nadal szczęścia tam, gdzie go nie było.
Wpadłaś w otwarte ramiona następnego mężczyzny.
Znowu popełniłaś błąd życiowy, bo wybrałaś faceta, który jest chorobliwie o Ciebie zazdrosny.
I fakt, że nie powiedziałaś mu całej prawdy o swojej przeszłości, chyba nic tu nie zmienia.
Gdybyś wyznała mu wszystko jak na spowiedzi, też by się z Tobą ożenił, bo po prostu czuł do Ciebie
silny pociąg fizyczny.
A po pewnym czasie i tak było by jak jest w chwili obecnej.
Pokazałaś mu zbyt "wiele", i on wyrobił sobie sam opinie o Tobie, a jego wyobraźnia podsuwa mu różne scenariusze.
I brak szczerości, co do przeszłości to tylko pretekst.
Na Twoim miejscu porozmawiała bym szczerze z Rodzicami.
Przede wszystkim przeprosiła bym i podziękowała za to, że nadal Cię wspierają, chociaż boli ich, że wciąż popełniasz te same błędy.
Zakazy i nakazy z ich strony, a nawet jak piszesz, szantaż, to nic innego jak próba wymuszenia na Tobie "dorosłych decyzji"
Przepraszam za "kazanie", ale też jestem rodzicem i chcę dla swoich dorosłych już dzieci wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze w życiu, chociaż zdarzają się też małe "różnice zdań"
Pozdrawiam Cię i życzę powodzenia. Głowa do góry, nie wstydź się prosić o pomoc:):)

45

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Kazdy ma prawo do popełniania błedow.
A rodzice nie powinni jej pouczac i krytykowac,bo to jest jej zycie i taka ich postawa do niczego dobrego nie doprowadza.
A to,ze jej kiedys pomogli ,to super ,ale to była ich decyzja i nie widzę powodu żeby merkurier teraz do końca życia bila głowa i ciagle im dziekowała.
Pewnie czynila to juz nie raz.....Za co ma ich przepraszać????? Nie rozumiem takiego podejscia,ze rodzice to swietosc.
Tez sa ludzmi i zapewne wiele w życiu popelnili błedów i powinni dać szanse na popelnianie ich innym  w tym swojej córce.
Bo to,ze będa ja ciagle strofowac to i tak nie zmieni jej postępowania,jest dorosla.
Merkurier powinna skorzystac z pomocy psychologa,bo ma ze soba problem.
A jakby przeanalizowac jej dzieciństwo to pewnie okazalo by sie,ze cos sie zadzialo jej w domu rodzinnym,ze teraz ma takie problemy w zyciu dorosłym.I okazało by sie,ze jej rodzice nie są tacy święci.
Jestem matka i tez miałam takie podejscie do rodzicielstwa,ale na szczęscie psycholog uswiadomiła mi,ze nie tędy droga i teraz mam zupełnie inne -lepsze stosunki ze swoim dzeckiem

46

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Osobiście nie byłam u psychologa bo nie mam takiej potrzeby, ale studiowałam psychologię i wiem jakimi sposobami specjaliści "posługują" się w takich sprawach. Nie neguje że jej pomogą, ale w jej wypadku wątpię w to.
CO jej z psychologa jak ona nie dojrzała do wielu decyzji? Myślicie , że psycholog powie jej że super wartościową osobą i ona nagle w to uwierzy?? Błąd. Ona musi sama ze sobą zrobić porządek, wziąźć się w garść i uwierzyć w siebie- tego nikt za nią nie zrobi. Oczywiście- niech próbuje, ale gdy psycholog powie jej by wyzbyła się wszystkich toksycznych ludzi ze swojego środowiska, rzuci męża?? Nie sądzę..
Psycholodzy czasem maniakalnie chcą kierować czyimś życiem i tego absolutnie nie popieram. Nie pomagają CZASEM, ale odwracają życie do góry nogami.
Mam wielu znajomych (ok 6) którzy mieli swoje życiowe problemy i rozwiązywali je wg "życzeń" psychologa.. Jedna osoba zrezygnował w porę. Wyszło jej to na dobre..
DLatego chodząc do psychologa trzeba wiedzieć czego się chce..

47

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
iziaaaaak napisał/a:

Osobiście nie byłam u psychologa bo nie mam takiej potrzeby, ale studiowałam psychologię i wiem jakimi sposobami specjaliści "posługują" się w takich sprawach. Nie neguje że jej pomogą, ale w jej wypadku wątpię w to.

Zatem jesteś TYLKO teoretykiem, widzisz sprawę TYLKO z jednej strony bariery (Też miałam psychologię na studiach, ale nie śmiem twierdzić, że w tej dziedzinie zjadłam wszystkie rozumy. Moja wykładowczyni była i jest cudowną i pomocną kobietą, więc mam skrajnie inne od twoich doświadczenia)
JA wątpię by TWOJA postawa pomogła w jakikolwiek sposób autorce wątku.
A w ogóle to odbiegłyśmy od tematu.
Merkurier - jeśli potrzebujesz pomocy, to ją bierz, skąd się da i jak się da, byle ruszyć z miejsca. smile
Pozdrawiam

48 Ostatnio edytowany przez gracjana (2011-08-04 08:46:18)

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
iziaaaaak napisał/a:

Myślicie , że psycholog powie jej że super wartościową osobą i ona nagle w to uwierzy?? Błąd. Ona musi sama ze sobą zrobić porządek, wziąźć się w garść i uwierzyć w siebie- tego nikt za nią nie zrobi. Oczywiście- niech próbuje, ale gdy psycholog powie jej by wyzbyła się wszystkich toksycznych ludzi ze swojego środowiska, rzuci męża?? Nie sądzę.. ..

A co to za teoria,matko................
W zyciu z tym sie nie godze.Mnie psycholog bardzo pomógł.I nigdy nie usłyszałam,ze mam pozbyc sie osób toksycznych ze swego srodowiska?
hellooo.............
Po to tam chodziłam ,zeby własnie podniesc swoje poczucie wartosci,co sukcesywnie robiłam.Sama nigdy bym sobie nie poradziła.
No jak bym miała trafic do Ciebie no to dzieki,raczej stryczek na szyję

Merkurier pros o pomoc ,po to sa psycholodzy

49 Ostatnio edytowany przez merkurier (2011-08-04 08:57:57)

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Moi drodzy. Odnośnie rodziców uważam jedno - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Odkąd pamiętam, gdy urodziła się moja siostra (miałam nie całe 7 lat), zawsze byla "tą gorszą córką". Ona była oczkiem w głowie rodziny, a przede wszystkim tatusia. Dla mnie on zawsze był oschły, niedostępny. Przez wiele lat, zastanawiałam się czy a nuż, nie jestem adoptowana, skoro mnie kochają jakoś inaczej. Jak już byłyśmy starsze, ona zawsze miała lepiej. Mama kupowała jej lepsze ciuchy, dawała większe kieszonkowe. A później miała "lepsze zasady" np. dłuższe przydziały na grę na PC, dłuższe wyjścia z domu, brak wyrzutów za spóźnienia. A była o kilka ładnych lat ode mnie młodsza. Może powiecie, że to błahostka, ale z tego właśnie składa się świat młodej osoby. A to, że miałam chłopaka? Nie chce bronić samej siebie, ale brakowało mi zainteresowania moją osobą. Nie mówie tu o zainteresowaniu seksualnym, ale o tym, by ktoś zwrócił uwagę na moje małe problemy. I początkowo tak było.  A rodzice - skoro tak bardzo się martwili o mnie, to czemu raz i porządnie nie ukrócili mi schadzek? tylko za placami gadali, że on nie dla Ciebie, ale jak on był to byli słodkopierdzący i chętnie zgadzali się na jego pomoc.

"W tym czasie nie myślałaś o konsekwencjach współżycia z chłopakiem.
Podejrzewam, że wtedy byłaś zakochana i nie bardzo słuchałaś rad rodziców"

W tej materii nigdy nie dostałam żadnych rad. Jedyna to taka - że w wieku 11 lat dostałam książkę "dojrzewanie człowieka". Na tym zakończyła się moja edukacja przez rodziców.


"Gdy urodziłaś dziecko, kto podał Ci rękę i udzielił pomocy?
RODZICE!"
Moi rodzice to "klasa średnia" domek, stała praca, nieposzlakowana opinia. Im bardziej byłoby wstyd gdyby mnie wyrzucili bo "co ludzie powiedzą" a niżeli gdy pozwolili mi zostać w domu.  Ja im nie raz już za to dziękowałam. Ale napewno nie będę ich całe życie po nogach za to całować.

W matce obudził się instynkt macierzyński, uważała moje dziecko za swoje. nawet mówiła do niego "synku", a koleżankom, że jest jego mamą, że to tak jak jej trzecie dziecko. Nie macie pojęcia co dzieje się w sercu kobiety (dziewczyny - wiek nie ważny),  gdy ktoś "przykolegowuje" się do jej dziecka. Na pierwszy spacer gdy chciała iść ona się na mnie OBRAZIŁA bo to ona powinna iść, beze mnie, na pierwszy spacer. Tak samo z pierwszą kąpielą. Ona umawiała się ze znajomymi i mi oznajmiała, że bierze moje dziecko ze sobą. A jakie miała pretensje gdy się sprzeciwiłam! Jakie miałam wojny o wybór ubrań, podstawowe czynności przy dziecku, o to, że dziecko w nocy płacze (wręcz zostałam zmuszona by mały spał ze mną w łóżku, przez co potem miałam ogromny problem odzywczajenia go). Dziecko non stop jadło słodycze, oglądało po kilka godzin bajki jak byłam w szkole czy pracy. Dziecko miało rozwaloną hierarchię wartości osób, najpierw była babcia, dziadek i potem mama! Oni go tego uczyli! A ja nawet nie miałam nic do powiedzenia, bo moja matka jest osobą władczą, mobingującą i narzucającą swoje zdanie (co twierdze nie tylko ja, ale cała rodzina, tylko nikt głośno tego nie powie). Poza tym, jak tylko mogłam, po szkole, poszłam do pracy, 800 zł, nie dużo ale miałam na większość rzeczy do dziecka. I od tamtej pory do dziś pracuję, dziś już zarabiam więcej i umiem się utrzymać. 
Mały jest teraz grzeczny, słucha, jest samodzielny, nie ma z nim większych problemów i to tylko dzięki temu, że go odseparowałam od dziadków.
Jak się wyprowadziłam do obecnego męża, to miałam akcje, że walili mi po oknach, drzwiach,
dzwonili po 30 razy dziennie, nasyłali rodzinę na mnie, otwierali moją korespondencję która do nich jeszcze przychodziła, podali mnie nawet do PCPR-u, straszyli komendą wojewódką, sądem, kuratorem. Tak postępują RODZICE?


A jełi chodzi o mojego męża, to on jak nikt inny, bardzo szanował moją seksualność.

50

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

TAK, masz wieeeeeleee do przepracowania z psychologiem, skoro twoi rodzice to twoi wrogowie. Zawsze mogli wyrzucić Cię z domu jak zawiodłaś ich moralność, w dawniejszych czasach tak robiono. Dużo roboty przed Tobą. Życzę powodzenia

51

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Przypominam że każdy ma prawo do swojego zdania - to jest forum więc jak komuś się nie podobają wypowiedzi innych to niech się nie udzielają wink ja wyrażam swoje zdanie na bazie własnych doświadczeń, autorka wątku i tak zrobi co uzna za słuszne.

Dziwneście czasem ludziska hmm piszecie o tolerancji i szacunku a nie macie jej dla wypowiedzi innych hmm Idźcie do psychologów to was tego nauczą  lol

A Tobie autorko życzę powodzenia, popełniłaś kilka błędów niekoniecznie ze swojej winy, ale postaraj się znaleźć siłę w sobie i swoim synku smile przed tobą jeszcze masę życia,pięknych chwil! Powodzenia!

52

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

merkurier
Wiedziałam,byłam pewna,ze masz jazde z rodzicami ,a glownie z matka.Dlatego masz problem  w swoim życiu doroslym.
Rozumiem Cie doskonale,tez to przerabialam.Przez wiele lat zyłam w takiej matni,bardzo Ci współczuje.
Rodzice nie zapewnili nam podstawowych uczuc,to ze nas ubierali i dali mozliwosc wyksztalcenia to nie wszystko,a gdzie milosc,czułosc,zrozumienie???Matka mnie całe zycie krytykowała, pouczała i uwaxzała,ze jestem jakas ograniczona.
Postawiłam granice,nie pozwoliłam sobie na takie traktowanie to sie mnie wyrzekła.Dodam ,ze byłam na jej kazde zawolanie jako sprzataczka,pielęgniarka i opiekunka.Zawsze chcialam jej sie przypodowac,nigdy mnie nie zaakceptowała.....Moi partnerzy tez byli źli,kazdy beznadziejny ,tylko jak potrzebowała od nich pomocy np remont w domu to wtedy byli super.Nie czanuje ludzi i saej siebie,ale teraz to juz mam to gdzies.Jak byłam jej potrzebna to wiedziała jak mnie znalezc ,jak nie pozwoliłam soba pomiatac to wywaliła mnie ze swojego zycia jak stary mebel.
Teraz dbam o siebie o swoje uczucia,zrób to samo ,a zobaczysz jak zacznie Ci sie układac.
Jezeli potrafisz zrobic to sama to fajnie,ale nie jest to łatwe dlatego polecam jeszcze raz specjaliste
Trzymaj się

53

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
merkurier napisał/a:

Moi drodzy. Odnośnie rodziców uważam jedno - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Odkąd pamiętam, gdy urodziła się moja siostra (miałam nie całe 7 lat), zawsze byla "tą gorszą córką". Ona była oczkiem w głowie rodziny, a przede wszystkim tatusia. Dla mnie on zawsze był oschły, niedostępny. Przez wiele lat, zastanawiałam się czy a nuż, nie jestem adoptowana, skoro mnie kochają jakoś inaczej. Jak już byłyśmy starsze, ona zawsze miała lepiej. Mama kupowała jej lepsze ciuchy, dawała większe kieszonkowe. A później miała "lepsze zasady" np. dłuższe przydziały na grę na PC, dłuższe wyjścia z domu, brak wyrzutów za spóźnienia. A była o kilka ładnych lat ode mnie młodsza. Może powiecie, że to błahostka, ale z tego właśnie składa się świat młodej osoby. A to, że miałam chłopaka? Nie chce bronić samej siebie, ale brakowało mi zainteresowania moją osobą. Nie mówie tu o zainteresowaniu seksualnym, ale o tym, by ktoś zwrócił uwagę na moje małe problemy. I początkowo tak było.  A rodzice - skoro tak bardzo się martwili o mnie, to czemu raz i porządnie nie ukrócili mi schadzek? tylko za placami gadali, że on nie dla Ciebie, ale jak on był to byli słodkopierdzący i chętnie zgadzali się na jego pomoc.

"W tym czasie nie myślałaś o konsekwencjach współżycia z chłopakiem.
Podejrzewam, że wtedy byłaś zakochana i nie bardzo słuchałaś rad rodziców"

W tej materii nigdy nie dostałam żadnych rad. Jedyna to taka - że w wieku 11 lat dostałam książkę "dojrzewanie człowieka". Na tym zakończyła się moja edukacja przez rodziców.


"Gdy urodziłaś dziecko, kto podał Ci rękę i udzielił pomocy?
RODZICE!"
Moi rodzice to "klasa średnia" domek, stała praca, nieposzlakowana opinia. Im bardziej byłoby wstyd gdyby mnie wyrzucili bo "co ludzie powiedzą" a niżeli gdy pozwolili mi zostać w domu.  Ja im nie raz już za to dziękowałam. Ale napewno nie będę ich całe życie po nogach za to całować.

W matce obudził się instynkt macierzyński, uważała moje dziecko za swoje. nawet mówiła do niego "synku", a koleżankom, że jest jego mamą, że to tak jak jej trzecie dziecko. Nie macie pojęcia co dzieje się w sercu kobiety (dziewczyny - wiek nie ważny),  gdy ktoś "przykolegowuje" się do jej dziecka. Na pierwszy spacer gdy chciała iść ona się na mnie OBRAZIŁA bo to ona powinna iść, beze mnie, na pierwszy spacer. Tak samo z pierwszą kąpielą. Ona umawiała się ze znajomymi i mi oznajmiała, że bierze moje dziecko ze sobą. A jakie miała pretensje gdy się sprzeciwiłam! Jakie miałam wojny o wybór ubrań, podstawowe czynności przy dziecku, o to, że dziecko w nocy płacze (wręcz zostałam zmuszona by mały spał ze mną w łóżku, przez co potem miałam ogromny problem odzywczajenia go). Dziecko non stop jadło słodycze, oglądało po kilka godzin bajki jak byłam w szkole czy pracy. Dziecko miało rozwaloną hierarchię wartości osób, najpierw była babcia, dziadek i potem mama! Oni go tego uczyli! A ja nawet nie miałam nic do powiedzenia, bo moja matka jest osobą władczą, mobingującą i narzucającą swoje zdanie (co twierdze nie tylko ja, ale cała rodzina, tylko nikt głośno tego nie powie). Poza tym, jak tylko mogłam, po szkole, poszłam do pracy, 800 zł, nie dużo ale miałam na większość rzeczy do dziecka. I od tamtej pory do dziś pracuję, dziś już zarabiam więcej i umiem się utrzymać. 
Mały jest teraz grzeczny, słucha, jest samodzielny, nie ma z nim większych problemów i to tylko dzięki temu, że go odseparowałam od dziadków.
Jak się wyprowadziłam do obecnego męża, to miałam akcje, że walili mi po oknach, drzwiach,
dzwonili po 30 razy dziennie, nasyłali rodzinę na mnie, otwierali moją korespondencję która do nich jeszcze przychodziła, podali mnie nawet do PCPR-u, straszyli komendą wojewódką, sądem, kuratorem. Tak postępują RODZICE?


A jełi chodzi o mojego męża, to on jak nikt inny, bardzo szanował moją seksualność.

Bardzo Ci współczuję ale nie o to tu chodzi...    tak pełniłas wiele błędów ale pytam kto ich nie popełnia???   nawet Ci którzy maja słodkie i miłe życie.... i co .. masz płacic za wszystko do końca życia..??? Nie... nie nie.... ... ratuj sie...pomóz sobie przede wszystkim.. zapewniam Cie, że jestes tego warta... i nie znikaj stąd broń Boże... nie zniechęcaj się... tu jest wiele ludzi, którzy Cię wesprą i będą trzymali kciuki...

54

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
iziaaaaak napisał/a:

Osobiście nie byłam u psychologa bo nie mam takiej potrzeby, ale studiowałam psychologię i wiem jakimi sposobami specjaliści "posługują" się w takich sprawach. Nie neguje że jej pomogą, ale w jej wypadku wątpię w to.
CO jej z psychologa jak ona nie dojrzała do wielu decyzji? Myślicie , że psycholog powie jej że super wartościową osobą i ona nagle w to uwierzy?? Błąd. Ona musi sama ze sobą zrobić porządek, wziąźć się w garść i uwierzyć w siebie- tego nikt za nią nie zrobi. Oczywiście- niech próbuje, ale gdy psycholog powie jej by wyzbyła się wszystkich toksycznych ludzi ze swojego środowiska, rzuci męża?? Nie sądzę..
Psycholodzy czasem maniakalnie chcą kierować czyimś życiem i tego absolutnie nie popieram. Nie pomagają CZASEM, ale odwracają życie do góry nogami.
Mam wielu znajomych (ok 6) którzy mieli swoje życiowe problemy i rozwiązywali je wg "życzeń" psychologa.. Jedna osoba zrezygnował w porę. Wyszło jej to na dobre..
DLatego chodząc do psychologa trzeba wiedzieć czego się chce..

Mam wrazenie, że nie zrezygnowalas ze studiów z własnej i nieprzymuszonej woli. Mam tez wrazenie, że skończyłaś ledwo zaczynając. I mam też nieodparte wrazenie, że nie mozesz się pogodzić z tym, że z przyczyn niezależnych od Ciebie nie skończyłaś tych studiów.

Jest jeszcze jedna mozliwość, że nie był to kierunek dla Ciebie.

Coś w tym musi być, bo strasznie krytykujesz psychologów i ich pracę i bardzo, bardzo się mylisz. Może dobrze, że nie skończyłaś, bo krytykujących byłoby więcej.

Czasami tak jest, że wybiera sie kierunek, a po jakimś czasie okazuje się, że "to nie to". To tak, jakbym ja nagle odnalzał się w astronomii. Straszne ...

55

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Merkurier smile...długo nie piszesz sad
Wiesz...ja też chciałabym namówić Cię na spotkania z psychologiem...bo wiele chciałabyś zmienić...chciałabyś w końcu zacząć normalnie żyć i tym życiem razem z dzieckiem się cieszyć... i jesteś w takim momencie swojego życia w którym ja zaczęłam działać....
Piszesz, że nie masz przyjaciółki, która by Ci pomogła, wysłuchała, wsparła... i żyjąc z mężem nie będziesz miała...znam to...on Ci nie pozwoli na osobę, która by Ci dała siłę...nie jest głupi, wie dobrze jaki ma na Ciebie wpływ.
Psychologa by musiał przełknąć, bo to specjalista i jak się uprzesz...dasz radę chodzić...to początek smile
I pisz tutaj, jest tu wiele życzliwych Ci osób smile..Jest tu też sporo wątków, które mogą dawać Ci oparcie, siłę...
Potencjalnie ....nie jest aż tak źle...
Masz pracę, jak się wzmocnisz, będziesz miała siłę mówić "nie, ja tak nie chcę, ja teraz idę"...i nie będziesz martwiła się co on na to...będzie Ci to obojętne, nie będziesz już czuła, że musisz swoje zachowanie podporządkować "pod niego"...wolność...taka prawdziwa...wreszcie...   
I z czasem coraz to nowe decyzje, tylko Twoje wynikające z tej wypracowanej w sobie siły smile
To możliwe... smile

56

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Czesc ma 19 lat, mam ogromny problem ze swoim partnerem i niewiem z kim moge o tym porozmawiac. Nie chce slow rodziny ani przyjaciol ktorzy mowia ze powinnam go zostawic bo co jest najgorsse ja o tym doskoale wiem....Jestem z nim 2,5 roku wszystko zaczelo sie jakis roko temu moze dalej kiedy pierwszy raz mnie uderzyl oczywiscie mial poczucie winy skruche i powiedzial ze wiecej tego nie zrobi....Uwierzylam i wybaczylam potem zaczelo byc jeszcze gorzej ponizanie mnie przy ludziach zle odzywanie sie do mnie nie chcialam na top pozwolic bo myslalam ze jestem twarda kobieta ale niestety wszystko odwrocilo sie przeciwko mnie zdarzaly sie kolejne pobicia odchodzilam od niego wiele razy ale niewiadomo czemu wracalam a  potem pojawila sie zdrada co tez mu wybaczylam...Lecz teraz jest najgorzej gdy wiem ze moglabym od niego odejsc boje sie ze zrobi cos mi mojej rodzinie szantazuje mnie... Tlumacze mu ze mnie rani i ze mnie to boli ale on twierdzi ze gdybym sie zle nie zachowywala nie doszloby do calej sytuacji nie wiem jak sobie z tym poradzic ze zdrowej psychiczni i fizycznie kobiety stalam sie sama nie wiem czym starcilam poczucie wartosci a co jest najgorsze sama na to pozwolilam lecz ja tak juz nie chce zyc....;/;/;

57

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.
morelcia109 napisał/a:

Czesc ma 19 lat, mam ogromny problem ze swoim partnerem ...

Jak masz 19 lat i pozwalasz sie bić, to pomyśl o karierze w jakimś klubie sportowym ... Wybacz, ale mysle ze to nienormalne.
Jesli zaglebisz sie na tym forum w posty poprzedniczek, dowiesz sie że nawet 50cio letnie kobiety i starsze wysłuchują rad o tym by uciekać od "bijących" gdzie pieprz rośnie ... Pomysl o tym, że kiedyś moze uderzyc Cie tak, że już nie wstaniesz ....

bo ...
Nawet jeśli ty uważasz, to on moze nie uważać - Prawo ironii losu nr 507

58

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Witajcie.Jestem na emeryturze, mam córkę która z 4 letnią wnuczką wprowadziły się do mnie. Córka szuka pracy, wnuczka chodzi do przedszkola, tatuś dziecka po wielkich wyzwiskach rzuca 200 złotych na dziecko, mam zadłużenie za mieszkanie, nie daję rady utrzymać wszystkich za 500 zł, ja na dodatek jestem chora, dwa razy w roku jestem w szpitalu, to przykre, ze pracowałam 37 lat i dalej muszę się tak męczyć, nie palę papierosów, nie piję codziennie myślę czy wykupić leki czy kupić wnuczce soczek, mam myśli samobójcze żeby raz ze sobą skończyć,Pozdrawiam Ewka

59

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

ewka2110
porzuć myśli samobójcze. Od czegoś trzeba zacząć.
Córka Twoja nie znajdzie pracy długo, bo kłopoty przyciągają kłopoty. jeśli nie podejmiesz stosownych decyzji, z dnia na dzień będzie gorzej i gorzej. Córka jest młoda, może pracować i w związku z tym podsunę Ci pomysł. Zaproponuj jej wyjazd do Anglii, w ten sposób nie tylko utrzyma siebie i córkę ale także będzie mogła pomóc tobie. Jeśli napiszesz do mnie na priva, podam Ci adres, gdzie będzie można poprosić o bezinteresowną pomoc.

60

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

merkurier, Twój mąz to toksyk i przemocowiec. Nie musi Cię bić, by wykańczać psychicznie. Pewnie ma mnóstwo niezaleczonych kompleksów i chce się podbudować, usilnie starając się mieć nad Tobą kontrolę. Dobrze wie, że jesteś słaba i uległa oraz bierzesz na siebie winę za coś, co nigdy nie powinno go obchodzić.
Moja rada:

1 - siadasz z nim i mówisz stanowczo, że owszem, kiedyś kłamałaś, ale skończyłaś z tym i albo to do niego dociera i przestaje traktować Cię jak dziecko, albo się rozstajecie, bo nie potrzebujesz trzeciego rodzica.
2 - za każdy razem, gdy znów zacznie wywlekać ten temat, nie reaguj - nie odzywaj się, wyjdź, zejdź mu z oczu
3 - może w końcu osiągniesz stan, w którym zaczniesz olewać jego durne teksty, czego bardzo Ci życzę
4 - wychodź z domu kiedy chcesz i z kim chcesz, nie odbieraj i nie pisz do niego co 5 min sms, niech się dusi w swoim chorym podejściu i nieuzasadnionej zazdrości
5 - idź do psychologa i za wszelką cenę buduj swoje życie SAMA, usamodzielnij się psychicznie i materialnie, byś była gotowa  na odejście od kolejnego kata w Twoim życiu

Tak, Twój mąż jest psychicznym, chorym katem i doskonale wykorzystuje Cię, zastraszając i wyzywając, bo wie, że zamiast się postawić, pochylisz głowę i przeprosisz ZA NIC. Skończ z tym i z nim.

61

Odp: chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Ewka z łaski 200 zł?
Dlaczego nie wnioskujcie o alimenty na dziecko?
Dużo lęku jest w Tobie,ale nie moźesz się poddawać.
Nie moźesz w tym wszystkim rezygnować z siebie - mała ma rodziców niech się troche wysilą.
Nie wiem ile lat ma  Twoja córka ale z całą pewnością ma więcej sił i moźliwości aby przynieść jakieś pieniądze do domu.

Jeś chodzi o autorkę  załoźonego postu - co to za pierdoły próbują Ci tu wcisnąć źe być moźe sobie na to zasłuźyłaś?!  Nikt nie moźe być bity  i poniźany .

Przemoc domowa - tak to się nazywa- art 207 kro
to przestępstwo ścigane z urzędu!!!
Pozwołaš o jeden raz za duźo ... a teraz  naleźy pracować nad poczuciem własnej wartości.oddbudować wiarę we własne moźliwości,dać sobie prawo do popełniania błędów i wymazania złych programów zakodowanych w Twojej głowie źe facet zawsze  ma racje i musi dostać to co chce,!!!,To są  błędne przekonania,bzdury do  kwadratu.

Prawdą niezmienną jest to  ze masz wpływ na to czego chcesz doświadczać w źyciu.
Czy chcesz być ofiarą  czy moźe kobietą która kiedyś z dumä krzyknie " dałam rady".
My kobiety mamy siłę...

Posty [ 61 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » chciałabym żyć inaczej... potrzebuję pomocy.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026