Nic nowego powiecie? A jednak.
Corka zyje z ojcem (moim bylym partnerem). Kobieta z ktora sie zwiazal usilnie stara sie "zastapic" mnie-matke. Corka buntuje sie i przy kazdej okazji podkresla, ze matke juz ma. Sytuacja jest bardzo uciazliwa. Nie ingeruje, bo stosunki miedzy mna a corka sa zupelnie normalne. Znam moja pozycje w zyciu wlasnego dzicka mimo dzielacej nas odleglosci przestrzennej. Dziewczyna skarzy sie jednak, a ja nie chce wtracac sie w zwiazek bylego partnera, gdyz po pierwszej mojej interwncji zarzucil mi zazdrosc. Jak wytlumaczyc biednej kobiecie, ze powinna sprobowac zaprzyjaznic sie z corka...?
Podobne tematy
Nic tej biednej, a jakże głupiej kobiecie nie wytłumaczysz.
A córce się nie dziwię, bo jakbym miała taką macochę, to wykopałabym ją za drzwi.
Matkę ma się jedną ot co. Rodzice są od wychowywania a nie macochy.
Musisz porozmawiać z byłym partnerem. Może zrozumie.
ja jestem właśnie tą tzw macochą i jak nie mogę miec wpływu na wychowanie córki mojego męża skoro ona z nami mieszka to chyba normalne że w domu panują jakieś zasady ,które ustalają ojciec i w tym wypadku macocha a dziecko musi się niestety podporządkowac nie dziwi mnie że jej się to nie podoba ale takie są reguły gry moja rada szczera rozmowa z ojcem i macochą i kompromis z dwóch stron.
A rozmawiałaś z samą "macochą" czy tylko z byłym mężem ?
Może być przecież tak, że Twoja córka jest zazdrosna o Ojca i wyolbrzymia sprawę. Być może te "starcia", przy których tak niezmordowanie podkreśla, że mamę już ma dotyczą sytuacji, kiedy macocha chce coś u niej wyegzekwować np. aby posprzątała swój pokój, bądź chce ją w dobrej wierze zaprosić na zakupy, na spacer, na pizze? A byłemu mężowi uświadom, że tu nie chodzi o niego , tylko o Waszą córkę i jeżeli uważa się za dobrego ojca, niech w końcu z młodą pogada.
Mam wrazenie, ze to partnerka meza jest zazdrosna o moje stosukni z corka. I w zwiazku z tym wlasnie, ze zyja pod jednym dachem wydaje jej sie iz moze "naduzywac" swoich metod wychowawczych. Takie relacje miedzyludzkie nigdy nie sa latwe i wymagaja od obu stron delikatnosci i cierpliwosci. Do nastolatka jako rodzic trzeba miec ANIELSKA cierpiliwosc, sprawa jest chyba latwiejsza jesli chodzi o pasierba. Ma sie chyba wiecej dystansu..? Czy nie?