Jesteśmy parą. Szanujemy się, kochamy, możemy na siebie liczyć. Nawet jak cos jest między nami nie tak to zostaje to między nami- nie ma wywlekania "brudów". Znajome często mówią mi ,ze podoba im się widoczny szacuek mojego faceta do mojej osoby ...no i tu pojawiły się schody.
Dziś rano gdy wychodziłam do pracy posprzeczaliśmy sie. KOnkretnie.
W nerwach usłyszałam : głupia "..." (reszta nie przechodzi mi przez gardło. Było dosadnie.... i na koniec "zamknij się".
W szoku jestem. Rozumiem wszystko: stres, brak snu, kłopoty ze zdrowiem...ale są pewne granice. I teraz pytanie do Was kochani: jak zareagować aby NIGDY więcej nie miało to miejsca ? Moja pierwsza reakcja była taka ze wyszłam od razu z domu mimo ze do pracy miałam jeszcze 3 godziny.
Chodzi mi o taką reakcje aby myślący i na poziomie (zazwyczaj
facet zrozumiał.
Aha dla jasności : nie jestem popychadłem, zawsze wyrażam swoje zdanie, jestem niezależna itp itd.
Jak go podejsc aby zrozumiał,ze to nie przelewki??? Jechac do kumpelki na noc? 3 dni sie nie odzywac? organizowac sobie czas bez niego? Czy facet to pokuma??? Czy co zrobic? ![]()