Co dalej... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

Temat: Co dalej...

Mam 26 lat i kilka rozstań już przeżyłam. Jedne bolały bardziej, inne mniej, ale zawsze była niepewność i strach jak to będzie.

Jakieś trzy lata temu poznałam go, do niedawna myślałam, że jest tym jedynym. Zaczęło sie dziwnie, bo rozmowami na necie, później zdobył mój numer fona i zaczął dzwonić do mnie raz na jakiś czas, niz zobowiązującego. Dzieliły nas tysiące kilometrów. Pewnego dnia postanowiliśmy sie spotkac i pokochaliśmy sie od pierwszego wejrzenia. Wszystko nabrało szalonego tempa. Zamieszkaliśmy razem po niecałym tygodniu. Było nam cudownie ze sobą. Nikt nigdy nie był dla mnie tak dobry jak on i nigdy tak brdzo mi na kimś nie zależało. Spędzaliśmy ze sobą każdy dzień, noc, godzinę, minutę, urywaliśmy się z pracy żeby być razem i tak przez ponad dwa lata.
Później straciłam pracę, ciężko było mi znaleśc coś innego i zaczęły się problemy finansowe. Myślałam sobie w serduszku, że co jak co, ale taka miłość to przetrwa. Zaczął wiecęj pracować, mieć mniej czasu dla mnie. Przy kazdym dolku mowil, ze wyjdziemy niedlugo z tego i bedzie juz tylko lepiej.
Nigdy nie mowil o wspolnej przyszlosci, malzenstwie, dzieciach, raczej unikal tematu. Ja rowniez nie myslalam o tym ale gdzies w glebi serca myslalam, ze bedziemy razem.
W nasz zwiazek wkradla sie monotonia, szara codziennosc, on w pracy caly dzien a pozniej silownia, coraz mniej czasu dla mnie, mowil ze mni kocha czesto, okazywal zawsze duzo czulosci.
Dokladnie po 2 latach i 9 miesiacach odwazyl sie, czesciowo ja go sprowokowalam powiedziec mi ze chce byc sam, potrzebuje wolnosci i nie chodzi tu o inne tylko o to ze nie ma dla mnie czasu i po prostu chce byc sam. Powiedzial ze przestal mnie kochac, zostalo przyzwyczajenie i sentyment ale bardzo chcialby sie ze mna przyjaznic.
Bardzo mnie to bolalo, dlugo plakalam, prosilam zeby to przemyslal, byl twardy jakies 5 dni. Wyprowadzilam sie na ten czas. 5tego dnia wrocilam po rzeczy, nic innego mi nie pozostalo. Przespalismy sie ze soba, od dawnia nei bylo nam tak dobrze, ale to nic nie zmienilo, zreszta i dobrze. Spakowalam wszystko ze zlamanym sercem i bylam gotowa do wyjscia, ale zatrzymal mnie. Zlapal za reke , mocno przytulil do siebie i powiedzial ze kocha mnie najmocniej na swiecie i prosi zebym zostala, zrobi wszystko zeby mnei uszczesliwic. Zgodzilam sie, przeciez nadal go kochalam.
Minął ponad miesiąc od tej sytuacji, sporo od niego przez ten czas wymagalam, srednio temu sprostywal ale sie staral. Tak staral sie przez jakies 2 tygodnie pozniej doszedl do wniosku ze jak sie kochamy musimy sie zaakceptowac takimi jakimi jestesmy. Przyzwyczailam sie ze coraz mniej go przy mnie i ze nie ma juz tej namietnosci co byla na poczatku. Przedwczoraj z malo znaczacej rozmowy wyszlo, ze on jednak chce byc jeszcze kiedys sam i naprawde nic nie planuje wspolnego chociaz traktuje mnie bardzo powaznie i jestem dla niego wazna. Znow zaczelam go ciagnac za jezyk, zranil mnei swoimi slowami strasznie chociaz wiem, ze tego nie chcial. Jest rozdarty, pragnie byc sam ale pragnie byc rowniez ze mna. Doszlismy do wniosku , ze lepiej jest sie rozejsc, ja to powiedzialam pierwsza, on nie zaprzeczyl. Obudzilam sie jak wychodzil do pracy, przytulil mnie mocno i wyszedl. To juz jest koniec. Nie mam sily go prosic zeby zostal, raz prosilam nic to nie dalo.

Wiem, ze kazdy zwiazek ma wzloty i upadki. Nie wierze ,ze da sie kogos kochac przez cale zycie jak na poczatku znajomosci. Rozumiem zmiany jakie zaszly, chyba. Tylko jakos nie umiem wyobrazic sobie, ze juz nie bedziemy razem. Uwazam, ze nadal sie kochamy i ze jest dla mnei najwazniejsza osoba na swiecie. Trudno mu rozmawiac o uczuciach i je okazywac. Wygląda to tak jakby byl chlopcem, ktory nie dojrzal jeszcze do prawdziwego zwiazku. Wiem, ze powinnam mu dac chwile na przemyslenie ale chyba nie potrafie. Duzo slow ktore powiedzial, wymusilam na nim jest to faktem ale nie powinnam go usprawiedliwiac. Podchodze do wszystkiego bardzo emocjonalnie i  to jest chyba najwieksza moja wad. Jego wada jest to,ze jest strasznie uparty.

To moj pierwszy post , nigdy nei pisalam na zadnych forach, ale chyba potrzebuje rady bo tak naprawde nie wiem co robic. Bardzo mi na nim zależy, ale też nie chce sie pakowac w cos co i tak nie ma sensu.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Co dalej...

witaj! dobrze, że podzieliłaś się z Nami Twoją historią.

ciężko coś doradzić, nie wiem, co tam na prawdę macie w serduchach.
z tego co widzę i co uważam, wprowadzenie sie do niego po tygodniu mogło mieć wpływ na to, jak jest teraz.
taki krok, wiąże się z codziennym spędzaniem czasu, praktycznie nutka ciekawości : hmm, cóż moja kochana teraz porabia i z kim?-zanika.
tu był błąd. wiesz dlaczego mój (były, ale taktyka początkowa sprawiała, że było świetnie) związek był energiczny i nie było mowy o monotonii?
ja nigdy nie byłam na jego zawołanie, nie odbierałam telefonu za pierwszym razem, nie byłam często dostępna, on musiał walczyć, abym spędziła czas z nim, namawiał na wspólne mieszkanie-odmawiałam. nakręcałam go,a  jemu się to podobało.
a Ty jak na talerzu-rozumiem, że Cię poniosło.
uważam, że monotonia i wypalenie mogą mieć miejsce z tego, ze się razem codziennie przebywa i indywidualna przestrzeń zamienia się we wspólna-stąd ucieczki w pracę , siłownię.
nie rozumiem tego tańca-odchodzę , zostaję. bez sensu.
napisałaś:"Przedwczoraj z malo znaczącej rozmowy wyszlo, ze on jednak chce byc jeszcze kiedyś sam i naprawdę nic nie planuje wspólnego chociaz traktuje mnie bardzo poważnie i jestem dla niego ważna." cuda na kiju po prostu.
Ciężko nie angażować emocji w Twojej sytuacji, ale odsuń je na chwilę, choć troszkę.
chcesz być z kimś, kogo trzeba przymuszać do jakiś zwierzeń i nie wiadomo w końcu czy on tak myśli czy mówi to co chcesz słyszeć?
czy chcesz być i tkwić w czymś wypalonym, niepewnym? zastanawiać się kiedy to znów się stanie? chcesz się bać każdej rozmowy?
odpowiedz sobie na te pytania, może ułatwią Ci moje spojrzenie am sprawę.
nie chcę Ci jednoznacznie mówić, co masz robić, proszę abyś się zastanowiła.
ja też nie mogłam sobie kiedyś wyobrazić rozstania, ale to , że ja nie mogę sobie czegoś wyobrazić, nie znaczy, że to nie może się stać.
Nie bój sie ewentualnej samotności i nie bądź z nim tylko dlatego, że boisz się samotnych poranków.
pozdrawiam

Pewien indiański chłopiec zapytał kiedyś dziadka:   Co sądzisz o sytuacji na świecie?
Dziadek odpowiedział:   Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. Jeden jest pełen złości i nienawiści. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.
-Który zwycięży? - chciał wiedzieć chłopiec -    Ten, którego karmię - odrzekł na to dziadek.

3 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-06-23 14:23:34)

Odp: Co dalej...

To, że feromony przestają po kilku latach działać, to rzecz udowodniona naukowo.
Dalej dużo zależy od pielęgnowania tego, co jest między dwojgiem ludzi.

Twój mężczyzna nigdy Tobie nie obiecywał wspólnej przyszłości, mało tego, przymuszony przez Ciebie wyznał, że woli być sam.

Nie rozumiem dwóch, sprzecznych mym zdaniem, zdań Twego mężczyzny. Zdania o tym, że chce być z Tobą ze zdaniem o tym, że chce żyć sam. Tak myślą dzieci i osoby niedojrzałe. Nie można mieć w dłoni ciastka i to samo ciasto mieć w brzuchu. Tego, za żadne skarby świata, nie da się nikomu pogodzić.

Napisałaś też:

poziomka25 napisał/a:

Wiem, ze powinnam mu dac chwile na przemyslenie ale chyba nie potrafie.

To też jest sprzeczne w ustach osoby dorosłej.
Nie trzeba żadnych umiejętności do tego, by pozwolić drugiemu człowiekowi być samemu. Nie lepiej, byś nie oszukiwała się sama?
Nie lepiej stwierdzić, że nie dasz mu szansy na przemyślenie, że nie zostawisz go, że nie podejmujesz takiej decyzji bojąc się, że ryzyko pożegnania się na zawsze jest zbyt duże?
No tak, ale wówczas nie będziesz mogła myśleć o sobie, że jesteś szlachetna "chętnie to zrobię, ale... nie potrafię".


Namawiam Cię do zrobienia, na chłodno - bez emocji, bilansu zysków i strat. I podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Bo to o czym piszesz zawiera się w różnych chceniach i niechceniach.

Powodzenia.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

4 Ostatnio edytowany przez poziomka25 (2011-06-24 10:39:36)

Odp: Co dalej...

Dziekuje bardzo za rady, juz myslalam, ze zostane z tym sama.

Wiem Wielokropku, że to niedorosłe i co gorsza niemadre, po prostu czasem bardzo ciężko opanować mi moją impulsywność, no i niestety mało jestem cierpliwa, ale próbuje z calych sił podejsc do sytuacji ze spokojem i opanowaniem. Z tym moim chceniem i nie chceniem to wyglada tak ze rozum i intuicja podpowiadaja mi zeby dac sobie spokoj, spakować rzeczy i wiecej nie wrocic tylko serduszko coś nie chce sluchac.

Shanty masz calkowita racje. No ale czasu nie da sie cofnac. Mieszkanie razem pozwolilo nam sie bardzo dokladnie poznac nawzajem co jest dobre, ale niestety wszystko za szybko. I odpowiedz na wszystkie twoje pytania brzmi nie, nie chce tak żyć.

Troche sobie dzis myslalam o tym wszystkim i wyszlo mi takie cos: tak jest niedojrzaly i sam nie wie czego chce, jesli chce byc sam niech bedzie, nawet jakby to sie wszystko rozeszlo i bylibysmy nadal za soba to i tak po jakims czasie na pewno wroci do niego to myslenie o samotnosci wiec niech jej posmakuje.
Wiem rowniez, ze jest zmeczony, mielismy ostatnio trochę problemow finansowych no i w pracy mu sie nie uklada i za wszelka cene chcialby cos zmienic więc wyszło tak, hmm to jego pierwszy tak dlugi zwiazek i wogole. No i znow to robie, zero konsekwencji, musze przestac go usprawiedliwiac i wczuwac sie w to co mysli i czuje.
Poza tym to musze jeszcze uciszyc jakos serduszko zeby nie plakalo.

Dziekuje jeszcze raz za Wasze słowa i za to że mnie "wysluchalyscie".

Pozdrawiam cieplutko


Troche pozniej... znaczy rano

To wszystko nie trwa dlugo ale czuje sie jakby mi sie caly swiat zawalil. Mieszkamy razem, niestety potrzeba troche czasu zeby znalesc sobie nowy dom. Najgorsze sa ranki, budzi mnie jego wzrok, siedzi i patrzy jak spie, widze ze jemu tez nie jest latwo, ale zostalo postanowione. Jest mi najblizsza osoba, wie o mnie wszytsko ja o nim rowniez, a teraz koniec.
Szukalam numeru telefonu w mojej skrzynce odbiorczej a tam same wiadomosci od niego o tym jak to mnie kocha i jak jestem dla niego wazna, ostatnie 3 dni temu, a 2 dni temu wszytsko sie zaczelo. Jak mozna tak szybko zmienic uczucia??
Wiem, ze z ta miloscia nie klamal, mowil, pisal ze kocha bo kochal, ale jak to sie stalo, jak 2 dni moga zmienic tak dwoje ludzi?

5 Ostatnio edytowany przez Agulaa (2011-06-24 22:44:50)

Odp: Co dalej...

Witam serdecznie smile

Jesteś bardzo dzielna, Poziomko. Wiem, że boli strasznie i wiem, że trudno zracjonalizować swoje uczucia. I trudno o logiczne myślenie w takim stanie, więc te "sprzeczności" w Twoich wypowiedziach moim zdaniem są zupełnie normalne.

Czytając Twój post od razu przypomniałam sobie historię mojej przyjaciółki. Była z "facetem idealnym", rzeczywiście pasowali do siebie. Ale coś było nie tak, często płakała przez niego, mówiła, że chciałaby z nim być, tylko... żeby był inny big_smile A on bał się czegoś, więc nie zrobili podczas 2 lat związku żadnego kroku naprzód - nawet ze sobą nie zamieszkali, chociaż warunki były. No i zakończyła ten związek z wielkim bólem - z bólem, bo przecież są tacy podobni i tak się kochają... Minęło trochę czasu, przemyśleli pewne sprawy - każde z nich osobno - i wrócili do siebie. Nadal są do siebie podobni, nadal się kochają, ale już się tak ze sobą nie męczą. Uwielbiają spędzać razem czas, no i wreszcie zamieszkali razem smile Stworzyli nową jakość starego związku i to przy niedużym nakładzie pracy - to rozstanie sprawiło, że zatęsknili za sobą i zastanowili się czego tak naprawdę w życiu chcą. Ta historia dotyczy ludzi 30-letnich, Ty jesteś młodsza, więc masz też więcej czasu na zmiany.

Tak sobie myślę, że takie przyznanie się do niedojrzałości to czasami naprawdę dojrzałe zachowanie wink Mam jakieś wewnętrzne przekonanie, że Twój facet naprawdę nie chciał Cię skrzywdzić, tylko z czymś sobie nie poradził. Rób swoje, idź naprzód, nie analizuj zbytnio - może Wasz lepszy czas jeszcze nadejdzie? smile

Pozdrawiam Cię, trzymaj się ciepło smile

6

Odp: Co dalej...

Witaj Agulaa, naprawde sie ciesze widzac twoja wypowiedz, bardzo pocieszajaca historia twojej kolezanki tylko , ze ja juz raczej nie bede umiala zaufac, uwierzyc, tym bardziej ze jakis miesiac temu jak juz pisalam bylo podobnie, gdybym wtedy nie dala sie zatrzymac sporo juz tego bolu byloby za mna a tak to mnostwo jest jeszcze przede mna. Trzeci raz do tej samej rzeki nie wejde. A tak na prawde caly czas tli sie we mnie nadzieja, ze powie jak lekkomyslnie sie zachowal i kocha mnie szczerze, teraz poki jeszcze jestem, poki sie nei spakowalam i nie znalazlam jeszcze mieszkania. Naprawde staram sie byc dzielna i twarda, tu moze troche mi wychodzi , ale tak naprawde to ciezko mi powstrzymac lzy.

Musze wyprowadzic sie jak najszybciej bo to widywanie sie  z nim co wieczor nic a nic  mi nie pomaga tylko pogarszy wszystko, a ranki sa najgorsze obym tylko jutro przespala to jego wyjscie do pracy.

Moze jest jakis sposob zeby nie myslec, zeby zapomniec, zeby sobie wytlumaczyc to wszytsko, zeby nie pojawily sie juz zadne watpliwosci i zeby ta nadzieja wreszcie zniknela bo wcale nei pomaga. Jak ktos zna niech napisze prosze

7

Odp: Co dalej...
poziomka25 napisał/a:

(...)

Moze jest jakis sposob zeby nie myslec, zeby zapomniec, zeby sobie wytlumaczyc to wszytsko, zeby nie pojawily sie juz zadne watpliwosci i zeby ta nadzieja wreszcie zniknela bo wcale nei pomaga. Jak ktos zna niech napisze prosze

Rozmyślaniu pomaga brak zajęcia, zbyt duża ilość wolnego czasu.
Rada więc taka: weź się do roboty, im cięższej, tym lepiej.

Co do wątpliwości. Wyobraź sobie, że nic nie zmieniasz, nie rozstajecie się. Wyobraź sobie wasze życie za 4 lata, za 10, za 15. Co będziecie dalej robić, jak żyć, jak będziesz się czuła z nim u swego boku?

I kolejna rada, którą powtarzam jak mantrę: daj czasowi czas. Swego życia, swych uczuć nie wymażesz gumką. Tak się nie da.

Natomiast, jeśli jeszcze masz wątpliwości, nadzieję, to oznacza dla mnie, że żadnej decyzji nie podjęłaś.
Na razie rozważasz warianty swego zachowania.

Powodzenia. smile

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

8

Odp: Co dalej...

Myślę, że też takim sposobem na zapomnienie będzie sport. Cała złość po jakimś czasie zejdzie. Słuchawy do uszu i pobiegać, chociaż dookoła bloku. Zmęczysz się fizycznie, żeby odpocząć psychicznie.
W moim przypadku bardzo to pomogło. Fitness, siłownia, bieganie, ćwiczenie w domu. Jak wolisz.
No i oczywiście zajmowanie się wszystkimi rzeczami, które nie będą się kojarzyły z TŻ.

'I can feel the magic floating in the air
Being with you gets me that way...'

9 Ostatnio edytowany przez poziomka25 (2011-06-25 12:59:34)

Odp: Co dalej...

No i udalo sie przespac ten ranek, znaczy obudzil mnie zakomunikowal ze wychodzi do pracy i uzyl zdrobniale mojego imienia.

Zastosuje sie do twojej rady wielokropku, postanowilam przypomniec o sobie kolezankom z innego miasta, wsiadam w samochod i ide.

Dzieki igla mysle, ze tego sprobuje rowniez, bede probowac wszystkiego zeby tylko zapomniec jak najszybciej.
I koniec z facetami, kupie sobie psa:)

Z kazda chwila zdaje sobie coraz bardziej sprawe ze to juz nie ma sensu, nie ma powrotu, zreszta on chce tego rozstania wiec mi pozostaje odejsc z podniesiona glowa i wiara ze bedzie lepiej.

Pomagacie mi bardzo, zawsze bylam raczej wylewna ale teraz jakos trudno porozmawiac mi o tym z kimkolwiek wiec dziekuje za to ze jestescie, pozdrawiam

10

Odp: Co dalej...
poziomka25 napisał/a:

odwazyl sie, czesciowo ja go sprowokowalam powiedziec mi ze chce byc sam, potrzebuje wolnosci i nie chodzi tu o inne tylko o to ze nie ma dla mnie czasu i po prostu chce byc sam. Powiedzial ze przestal mnie kochac, zostalo przyzwyczajenie i sentyment ale bardzo chcialby sie ze mna przyjaznic.

Usłyszałam to samo, ale po nastu latach związku i myślałam, tłumaczyłam, analizowałam (jak Ty) ... a u facetów (zakladając że nie kłamią) należy informacje przyjąć dosłownie ... on nie chce być z Tb (w sensie "nic ode mnie już nie oczekuj"), najlepiej abyście utrzymali obecne stosunki (na wszelki wypadek), ale już rozgląda się za inną (może nawet za konkretną) ....

Myśli, których się nie zdradza, ciążą nam, zagnieżdżają się, paraliżują nas, nie dopuszczają nowych i w końcu zaczynają gnić.
Staniesz się składem starych śmierdzących myśli, jeśli ich nie wypowiesz

11

Odp: Co dalej...
poziomka25 napisał/a:

.
I koniec z facetami, kupie sobie psa:)

Popieram! Najlepiej jeszcze wziąć bidę ze schroniska. Będziesz miała towarzysza, który będzie dawał mnóstwo radości. Sama mam psa i jak mam parszywego doła czy rozejdę się z facetem, to rozmawiam z nim. To znaczy, ja gadam a psinka patrzy się na mnie. Potem poliże, będzie chciał się pobawić, czy zwyczajnie poleżeć obok.
A poza tym psy to najlepsi faceci, hehe. ;D

'I can feel the magic floating in the air
Being with you gets me that way...'

12

Odp: Co dalej...

Zgodnie z rada robienie czegos naprawde pomaga.
Wrocilam na prawde pozno zasiedzialam sie u znajomych, on czekal na mnie ale nie nie dzwonil nie pisal ogolnie jest twardy. Z rana wypytal mnie co gdzie i jak. Zaczal mnie tulic do siebie i calowac. Glupio sie przyznac ale sprawilo mi to przyjemnosc i nie bronilam sie. Wrecz tego pragnelam. Trwalo to kilka godzin, zaproponowal zebym pozniej z nim wyszla. Chcialby utrzymywac ze mna kontakt nawet jak sie wyprowadze, spotykac sie ze mna i ogolnie wiedziec co sie ze mna dzieje, odwiedzac mnie. Jak stwierdzil na wszelki wypadek moze dorosnie i zrozumie, i zrobi wszytsko zebysmy byli znow razem, bo tak naprawde niewiadomo, a teraz chce byc sam nie jest gotowy na powazny zwiazek. Zreszta po tym wszytskim co sie stalo ja rowniez potrzebuje na prawde od niego odpoczac, postarac sie zapomniec i wyprowadzic sie jak najszybciej. Chyba bedzie latwiej, bo niestety jak jestesmy obok siebie mamy ochote rzucic sie sobie w ramiona, a przeciez to koniec.

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018