Witam,
Postanowiłem napisać co mnie dręczy już ok od 9 miesięcy.
Nie mam z kim na ten temat porozmawiać i zwykle tego nie robię pisząc na forach ale postanowiłem , że napiszę.
Ok rok temu narobiłem trochę problemów finansowych które powoli zaczynają się prostować.
Narobiłem tego przez swoją głupotę, wtedy jak to robiłem nie myślałem o tym.
Mamy synka 1,5 roku którego bardzo kocham.W pierwszej chwili żona mi pomagała abym z tego mógł wyjść, wzieliśmy kredyt na spłatę moich zobowiązań i było ok.
Ale od jakiegoś czasu moja żona zmieniał się o 180 stopni.Ciągle się kłócimy, nie rozmawiamy z sobą po dwa tygodnie.śpimy w jednym łóżku ale każdy w swoją stronę.
Kiedyś było fajnie czułem, że żona mnie kocha.
Na tą chwilę tego nie czuję w ogóle. Przy każdej okazji żona wymawia mi jaki to jestem idiota.
Ostatnio mieliśmy bardzo poważną rozmowę i powiedziała mi , że lepiej by było żebyśmy żyli oddzielnie.
CO myślicie o tym , czy może się zmienictak bardzo człowiek po takich przypadkach.
Mówią , że kasa jest nie najważniejsza ale ja zauważyłem, że tak.
Proszę o jakąs poradę bo zwariuję bardzo kocham mojego syna i nie wyobrażam sobie abym musiał odejść od rodziny.