Niedawno przeczytałam, że po traumie, kiedy człowiek nie radzi sobie ze swoimi emocjami, warto opisać zaistniałe wydarzenie w dwóch wersjach. Pierwsza powinna zakończyć się dramatycznie, druga- tak jak było naprawdę. To pokaże, że jednak los o Ciebie zadbał i oszczędził tego, co mogło się stać.
Bo mogłaś przecież zostać sama, być wciąż zdradzana, potem patrzeć na męża, który układa sobie życie gdzieś indziej, nie chce Cię znać, mogłaś, choć wciąż jesteście razem i zaczęliście nowy rozdział tego małżeństwa. Mogłaś nie odzyskać sprawności po wypadku, choć przecież straciłaś samochód, ale czym jest rzecz materialna w porównaniu z własnym zdrowiem? Mogłaś też stracić pracę kiedy zawaliłaś ważny kontrakt, mogłaś zostać zdegradowana, a jednak straciłaś tylko premię.
Dlaczego więc skupiamy się wyłącznie na tym co stało się złego, bolesnego czy przykrego, a nie widzimy, że mogło być znacznie gorzej? Czy człowiek już ma taką naturę, że rozpamiętuje straty zamiast dziękować losowi, że stało się ,,tylko? tyle? Czy to nasz wrodzony pesymizm każe w ten sposób patrzeć na każdą sytuację? A co z optymistami? Czy to oni zwykle znajdują jej dobre strony?