Jestem ponad 3 lata z chlopakiem, rok po zareczynach. Jestesmy z innego regionu Polski i nie mielismy szansy razem zamieszkac w Polsce, ale rok mieszkalismy razem w Wielkiej B. Bylo dobrze, mimo czestych klotni. Ja zawsze czepialam sie o cos, a on nie umial mi wysnaczyc granicy ani zastopowac. Sam tez obiecal mi, ze po powrocie do Polski bedzie pieknie, zamieszkamy razem i znajdziemy prace. Ja sie staralam, szukalam mieszkania i pracy i nic nie wyszlo. Jemu tez nie wyszlo - jak to w Polsce sad
W zeszlym roku wyjechalismy w marcu razem i bylismy razem do wrzesnia. Pozniej on wyjechal do Polski z zamiarem znalezienia pracy i ja za kilka tyg. po nim z tym samym zamiarem + studia. Ze studiow zrezygnowalam zaraz po ich rozpoczeciu gdyz nie moglam znalezc pracy. Kilka tyg. przed powrotem do PL zaczelo sie miedzy nami konkretnie psuc. We wrzesniu bylismy na weselu, ktore uprzykrzylam mu do granic mozliwosci. Wtedy zastopowal mnie tak, ze sie tego nie spodziewalam. Chcial konkretnej przerwy, ktora za ma zaowocowac "przestrojeniem" jego mysli, dojrzaniem do "nastepnego kroku po narzeczeństwie" i wewnetrzna harmonia i uporzodkowaniem po naszych klotniach. Zalamalam sie, coraz mniej sie odzywal, byl dla mnie strasznie zimny. Raz odwiedzil mnie "z zaskoczenia", powiedzial ze tego samego dnia musi wracac. Blagalam go na kolanach z placzem, by mnie nie zostawial (coz za upokorzenie????) i tak pojechal. POtem zdecydowalam, ze tak dalej nie moge i postanowilam wyjechac, co nastapilo w polowie listopada. Przyjechal do mnie kilka dni przed moim wyjazdem i bylo dobrze, potem sie urwalo. Pisalam do niego codziennie, on mnie stopowal. Wysylal mi maile z wyjasnieniami, ze mnie kocha, ale musi dojrzec i potrzebuje czasu. W styczniu pojechalam do Polski na kilka dni, znowu po powrocie 2 tyg,. bylo wspaniale (sms, rozmowy) potem znowu sie ochlodzil i zaczal dystansowac co do mnie. W lutym wyjechal do Irlandii, odwiedzilam go na kilka dni (bylo prawie idealnie-choc czulam juz jakis dystans ze swojej strony, strach) po moim powrocie do Anglii znowu kilka dni pisal mile sms, i znowu TRACH, dystans. Nie odzywalam sie tydzien absolutnie - zrobil to samo. Zadzwonilam po tyg, a on, ze potrzebowal tego i mial zamiar sie odezwac moze za tydzien. Staralam sie 2 tyg trzymac i nie rozmawiac o nas jako o parze. Ustalilismy, ze co neidziele bedziemy do siebie dzwonic, az ja nie wytrzymalam i zapytalam co dalej (nie moglam juz wytrzymac presji niepewnosci). Krzyczal, ze nie moze mi nic dac i ciagle go prowokuje do klotni. W ubiegly poniedzialek dostalam sms, iz potrzebuje czasu, czas od listopada kiedy wyjechalam byl dla nas zly, bo klotnie nadal sie nasilaly zamiast ustawac. Napisal, ze jestem silniejsza od niego, a on sie jeszcze nie przestawil. Chce bysmy zostali przyjaciolmi, ktorzy za jakis czas do siebie wroca. Nie powinnam narazie myslec o slubie i za jakis czas dostane nowy pierscionek (od zareczyn wszystko szlag trafil - zaczelo sie psuc miedzy nami). Wspomnial, ze bardzo chce bysmy byli razem, ale narazie nie moze mi nic obiecac.
Wiem , ze mysli. Ja ostatnio przechodze ta tesknote, niepewnosc, strach co dalej tragicznie. Nie radze sobie. Boje sie, ze mnie zostawi, a ja go przemocno kocham. Wiem, ze on czuje to samo,ale nie wiem gdzie sie pogubil, co sie stalo.
Chcialabym przespac ten czas.
Niech mi ktos napisze, ze przetrwa taki czas i, ze wszystko za chwile wroci do normy
Podobne tematy
Co to ma być?!! Dziewczyno!! Byłam kiedyś w takiej sytuacji i przestrzegam Cię przed takimi zagraniami. Powiedz do niego ostro i twardo: zdecyduj się kolego, bo ja tu nie będę na Ciebie wiecznie czekała. I nigdy go o nic nie błagaj! na pewno jesteś świetna kobieta i zaslugujesz na to, co najlepsze a nie na jakieś huśtawki bo chłopiec nie wie czego chce. Co to ma znaczyć - pogubił się. Wiem, że go kochasz, ale nie usprawiedliwiaj na siłę. Jesli Cię zostawi, to znaczy, że na ciebie nie zasługuje!
3 2011-04-17 00:17:45 Ostatnio edytowany przez Nola (2011-04-17 00:23:50)
Hm.. nie ma to jak przerwa w związku .. Niestety z doświadczenia wiem, że nie kończą się takie chwile dobrze. Moje zdanie w tej kwestii .. nie ma na co czekać i myśleć, że coś się polepszy, zwłaszcza, że już wspomniał o byciu przyjaciółmi. Sam pomysł przerwy jest dla mnie zawsze mocno szokujący i niezroumiały. Jeśli chce się być z kimś przez całe życie i jeśli się kogoś kocha to po co te przerwy? Przerwa od czego? Od osoby, którą się kocha? To jak będzie w małżeństwie? Pewnego dnia powie 'Kochanie, muszę od Ciebie odpocząć, bo się nam nie układa'. Tu rozmawiać trzeba, dlaczego się nie uklada a nie uciekać od problemu. Poprzez rozmowę buduje się związek. Jak dla mnie to nie macie nic na czym moglibyście oprzeć Waszą przyszłość. Na kłótniach? To nie jest fundament - to nierozwiązane sprawy, które nieustannie będą powracać i których nie będzie się dało uleczyć dzieckiem, które może się pojawić i może też jednocześnie ucierpieć, bo nie ma nic bardziej destrukcyjnego jak dysfunkcjonalna rodzina, gdzie rodzice nieustannie drą koty.
Odpowiedz sobie na jedno pytanie: czy naprawdę go kochasz? i czego tak naprawdę oczekujesz od związku z mężczyzną?
koniec walki o związek po tekście o przyjaciołach.
poza tym zero błagań faceta , tak na przyszłość.
błagania proszenie łzy - to NIC nie daje! A nawet pogarsza sprawę, on widzi jak się płaszczysz przed nim a Ty czujesz że się poniżasz.. gdzie tu sens?
jak obie strony chcą się wysłuchać wystarczy spokojna normalna rozmowa...
daj mu wolność ![]()
a sama zacznij rozglądać się niedługo za innym.
to po jaki czort mi mowi przez tel, ze nie chce sie rozstawac, ze to chwilowe?
on mi nie kaze czekac. Pozwala mi korzystac z zycia, czego nie robilam bedac z nim "uwazajac, ze nie wypada". Nie chodzi tu o sex randki. Jemu chodzi o to, bym zaczela inwestowac w swoj rozwoj, pojechala gdzies, cos zobaczyla. Problem z przyjaciolmi jak stwierdzil podsunelam mu sama w sms pytajac co sobie wyobraza (przyjazn czy bycie kochankami).
Wiem, ze jemu tez jest zle. Nie jest typem dupka i wiem, ze gdyby chcial zerwac, zrobilby to dawno (ja w ciagu 3lat robilam to z milion x) ![]()