Rozwój dziecka jest bardzo indywidualną sprawą, jedne rozwijają się szybciej inne trochę wolniej. Jest to naturalny stan, gdyż każdy z nas działają różne czynniki, czy to środowiskowe czy genetyczne.
Są jednak wskaźniki rozwoju, których trzeba się trzymać. Warto sprawdzać, więc czy nasza pociecha mieści się w nich.
Jak uważacie kiedy należy zacząć martwic się tym, że nasze dziecko jeszcze nie powiedziało żadnego słowa? Od czego to może zależeć i jaki my jako matki możemy mieć na to wpływ?
Podobne tematy
Ja myślę, że duży wpływ ma również mówienie do dziecka. Mam w rodzinie taki przypadek, gdzie ciocia prawie nic nie mówiła do małego, bo uważała, że po co, skoro on i tak nie rozmawia. I jaki był tego rezultat? Chłopiec ma 4 lata a naprawdę mało mówi i bardzo ciężko jest go zrozumieć... Z resztą nie wyobrażam sobie nie mówić do dziecka. A jeśli maluszek nie ma jeszcze za sobą pierwszego słowa, to tym bardziej- przecież musi się od kogoś uczyć.
Mój syn, choć naprawdę bardzo, bardzo dużo do niego mówiliśmy, a sam był bardzo kontaktowym dzieckiem, będąc w wieku już niemal trzech lat, poza prostymi sylabami nie wypowiedział właściwie żadnego słowa. Nie ukrywam, że bardzo mnie to niepokoiło, więc oczywiście skonsultowałam ten fakt u pediatry, a później dla pewności jeszcze w Centrum Zdrowia Dziecka. W obydwu miejscach powiedziano mi wyraźnie, że jeśli dziecko wydobywa z siebie jakiekolwiek dźwięki, ponadto reaguje na nasze słowa, rozumie ich znaczenie, wykonując polecenia, to widocznie nie mówi, bo nie ma takiej potrzeby, widząc, że my i bez tego doskonale go rozumiemy, ot, taka natura. Zalecono nam spokój i ewentualnie, gdyby przez najbliższe kilka miesięcy nie nastąpiła zmiana, ponowną konsultację.
Cóż się okazało? Nie wiedzieć czemu moje dziecko niedługo potem nagle doznało olśnienia i zaczęło mówić. Bez przerwy
. Dokładnie tak jakby chciało nadrobić wszystkie dotychczasowe zaległości
. Mówiło dużo, bardzo szybko wprowadzając do języka kolejne słowa, po czym równie szybko zaczęło wypowiadać się pełnymi zdaniami. Syn nie miał również problemów z wymową, często sprawiających dzieciom spory kłopot, spółgłosek typu ,,r', ,,k", ,,l".
Jak widać na załączonym przykładzie, dzieci rozwijają się we własnym indywidualnym tempie i choć pewne odstępstwa od normy wydają się niepokojące, wcale takimi być nie muszą.
Tak czy inaczej na pewno ważnym jest, żeby do dziecka bardzo dużo mówić i jednocześnie zachęcać je do tego samego, stwarzać możliwość kontaktu z innymi dziećmi, które niejako zmuszają do pokonywania tych barier, które powstają na płaszczyźnie niezrozumienia. Można też oczywiście podczas zabawy w tle odtwarzać różne płyty z tekstami, przed snem czytać bajki, razem oglądać książeczki opowiadając co znajduje się na obrazku, słowem to wszystko co łączy się z poznawaniem języka. Ważne, aby nie zdrabniać, nie ,,pieścić się", a mówić poprawnie i wyraźnie, wtedy dajemy mu właściwy wzorzec do naśladowania.
Moje dzieci mówiły dosyć wcześnie. Syn mówił całkiem dobrze gdy skończył 1,5 roku..;)
Ale córcia mojej koleżanki zaczęła mówić dopiero gdy skończyła 2,5 roku.
Ja martwiłabym się gdyby dziecko nie mówiło mimo iż skończyło 3 latka..:)
Pozdrawiam.:)
Moim zdaniem każda matka wie, czy jej dziecko rozwija się prawidlowo, czy nie. Oczywiście o ile nie ulegnie presji porównywania z rówieśnikami i paniki, bo Krzyś mówi juz ładnie a moje dziecko nie.
Moja córeczka zaczęła mówić późno. W wieku 2 lat mówiła tylko mama i jakieś pojedyncze sylaby po swojemu. Nie budzilo to mojego niepokoju. Po co miala mówić, skoro wszyscy ją rozumieli i błyskawicznie spelniali jej życzenia? Wg mnie ona wyglądała tak, jakby wszystkiego się w skupieniu uczyła, żeby potem z zaskoczenia zaprezentować. Miałam rację. Bo jak już zaczęła mówić to każdego dnia więcej, więcej, szybko zaczęła komunikować się pełnymi zdaniami. A teraz jej uciszyć za skarby świata nie mozna... Zresztą miałam już nauczkę z jej nauką chodzenia. Minal roczek - mała nic, nawet nie przymierza się do raczkowania czy chodzenia. Pełzała sobie tylko po podłodze. Mieliśmy małe mieszkanie, więc widoczeni uznała, że to jej wystarczy. Kolejne miesiące - dziecko dalej sobie pełza. I dopiero w wieku 15 miesięcy postawiła pierwszy kroczek. I od tego czasu juz nie pełzałą tylko biegała. Tak, jakby wcześniej przygotowywała się długo do generalnego wystąpienia ![]()
generalnie 3 lata to jest taki moment kiedy dziecko powinno już mówić coś ponad pare słówek w swoim języku..... zdarza sie często, że dzieci mówią baaardzo mało, tak mało, że rodzice się martwią czy wszystko jest ok., i w wieku ok.3 lat przeważnie następuje wysyp słów, pierwszych zdań...
nie zawsze, jednak zdecydowanie częściej dzieje się tak w przypadku chłopców. Znam mnóstwo takich przypadków wśród przyjaciół i rodziny.... Logopeda mojej koleżance też powiedziała, że jest to dość powszechne i wśród dzieci do lat 4 którymi się opiekuje 80 procent stanowia właśnie chłopcy
Vinnga, wydaje mi się, że poruszyłaś dosyć istotną kwestię- dzieci nie uczą się nowych rzeczy kiedy zdecydowanie nie mają takiej potrzeby i tu akurat nie jest to wcale nieprawidłowością. Mój syn jest zresztą tego świetnym przykładem. Poza nauką mówienia (kiedy to świetnie i bez słów się z nami porozumiewał) nie miał też potrzeby uczyć się chodzić, choć z natury swojej ciekawskiej siedzieć czy raczkować nauczył się błyskawicznie. Chodzenie natomiast zajmowało mu zbyt dużo czasu, a na czworakach wszędzie i szybko docierał do celu
.
Ja choć mam dopiero 3miesięczną córeczkę to opowiem o przypadku w rodzinie męża - chłopiec ma prawie 3 latka a nie mówi nic, żadnej sylaby, mruczy coś z zamkniętymi ustami przez nos, piszczy jak jest zły, krzyczy, płacze, uśmiecha się śmieje się w głos i to wszystko. Nie powie słów tego typu: "nie, tak, mama, tata, daj, dada, baba, hau hau, titit, sisi". Może wpływ miało to, że od małego siedzi przed telewizorem lub komputerem oglądając bajki i teledyski, a rodzice nie robią nic w kierunku rozwoju jego mowy, nie widuje innych dzieci, siedzi w domu, jest rozpieszczony, rodzice nie zabierają go w miejsca publiczne bo wstydzą się jego zachowania - tylko raz jechał autobusem a tak to tylko autem gdy ojciec ma wolne bo wstydzą się jego zachowania. Według mnie powinni zabrać go do lekarza żeby sprawdzić co się dzieje.
Kalusia, prawdę mówiąc ogromnie dziwię się postawie rodziców opisanego przez Ciebie dziecka. Wstydzą się tego, że nie mówi, że wydaje z siebie jakieś dziwne dźwięki, ale nawet nie pofatygują z synem do lekarza, żeby skonsultować problem i ewentualnie zacząć od razu działać. Tu naprawdę nie ma na co czekać, tu trzeba zająć się dzieckiem. Rodzic jest pierwszą osobą, która powinna reagować, dbać, zapobiegać, to na nim spoczywa obowiązek zapewnienia dziecku jego prawidłowego rozwoju. Jeśli to niepokojące zachowanie jest wynikiem jakiegoś zaburzenia czy niedorozwoju, albo też, co wydaje się w tym przypadku być w pełni uzasadnione, zaniedbania, tu zwyczajnie nie ma już czasu na czekanie. Dziecko jak widzę jest właściwie pozostawione samo sobie, odizolowane od otoczenia, a całą edukację zrzucono na telewizor i komputer, które w tym wieku powinny być przecież ograniczone do minimum. Czy naprawdę nikt nie może zareagować, porozmawiać z nimi, zwrócić uwagę na problem? Niestety zdarza się, że rodzice popełniają błędy, których konsekwencje dzieci ponoszą przez całe swoje życie.