Hello ! Jestem nowa. Zarejestrowałam się jak na razie z prośbą o radę, bo czuję sie bezradna
Nie umiem dłużej tak żyć, muszę się Was poradzić , potrzebuje Waszego spojrzenia, wierzę, że mi pomożecie.
Chodzi, o mego chłopaka. Jesteśmy razem niecałe 3 lata, nie mieszkamy razem, ale w miare blisko siebie mieszkamy. Ja 23 lata, studentka filologii angielskiej, on 27 lat, wykształcony informatyk, pracujący w dobrej, solidnej firmie ( psize, by naświetlić sytuację). Ogółem dobrze nam się układa, ale mój facet jest osobą, która łatwo popada w apatię, wiem, że nie miał łatwego dzieciństwa, był wyśmiewany, chyba to miało duży wpływ na jego psychikę. Zmartwiło mnie jak jakiś czas temu zaczął mówić, że nie chce żyć, miał myśli samobójcze ostatnio, wyglądał naprawdę na zmeczonego życiem, on mówi, że takie stany wracają mu same, ale do psychologa nie chce iść. No, ale teraz spokój i mam nadzieje, że opamięta się, nie zniosłabym, gdyby odebrał sobie życie ! Chodzi mi jednak o problem hazardu. Zaczęło się już z pół roku temu może.
Wtedy namawiał go ktoś z rodziny do obstawiania meczów bukmacherskich, on nie był zbyt chętny, mówił, że jego to nie kręci i ze boi się, że się wciągnie w to i bęc... W końcu jednak powiedział, że zagra. No ok, nie jestem dziewczyną, która czegoś, by ukochanemu zabraniała, pomyślałam, ot taka rozrywka. No, ale zaczął grać tak parę razy w tygodniu, ale myślę sobie ok, bo i tak za małe sumy, np wydawał 4 zł na dzień i tylko tyle na tę zabawę. Traktował to jak rozrywkę, nawet ja kiedyś obstawiłam z nim i było fajnie. Nie przejmowałam się więc. No, ale od jakiegoś czasu - w moim mniemaniu - przesadza, obstawia codziennie lub prawie codziennie, wykorzysta każdą wolną chwilę, by obstawić, co mnie martwi, bo boję się, że wpada w nałóg... Jak rozmawiamy to praktycznie tylko o obstawianiu, ponieważ jest tym tak przejęty. Fakt, może lepiej, niż gdyby miała to być inna kobieta, ale kurcze martwie się ! No i doszło do tego, że jak sam nie ma jak obstawić , wiadomo, to nawet mnie prosi, bym to robiła, a jak raz nie mogłam, to był długo obrażony i nie odzywał się. Jak przegrywa np w to, to wtedy wyobrazcie sobie, że pół dnia sie tym zamiartwia. I sporo wygrał, ale też sporo przegrał, i dopisuje sobie ile np jest na minusie przez obstawianie i wkurza się niesłychanie i mówi, że musi to odbić i chce obstawiać coraz większe sumy...
Teraz nie obstawia jak kiedyś już tylko 4 czy 5 zł, czyli śmieszne sumy , tylko z 20 zł , na początku tak sobie myslalam, co to 20 zł, ale po przeliczeniu na miesiąc, to niezłą sumę na to wydaje. Wiem, że hazard to taki nałog, z którego ciężko wyjść... dlatego tym bardziej się obawiam. No i jak jest przejęty czy wygra kupon, to też sie nie odzywa... przez to oddalamy sie, tzn gadamy, spotykamy się, ale on zawsze myślami przy tym jest.. a kiedyś było tak wspaniale, mogłam się cieszyć jego obecnościa, a teraz mam faceta, ale jest nieobecny. Aż kurcze zaczęłam zwracać uwagę na innych facetów, nawet swego wykładowcę, który jest dość młody, tak zaczyna mi odbijac i sytuacja mnie wykańcza. Ale z drugiej strony oczywiście kcoham go i nie chce innego faceta, ale już nie wiem co robić.
No bo jak się mu coś mowi to zazwyczaj nie dociera, nic dziwnego, jeśli ktos uzależniony, to najczęsciej żadne argumenty nie działają. Do psychologa nigdy nie chciał iść, nawet jak delikatnie sugerowałam i tak, by pokazać, że troszczę się. Nie zauważa swoich problemów. Naciskać tez nie bede, bo co to da. Szantaż jest żałosny i raczej też nic nie da.. Wiecie, póki jest jakaś nadzieja, chciałabym skorzystać, bo naprawdę, na nikim mi tak nie zależało i wiem, że po rozstaniu z nim bardzo bym cierpiała, coś czuję, że juz nigdy nikogop bym nie obdarzyła uczuciem, to naprawde wyjątkowe co do niego czuje, dlatego nie wyobrażam sobie nawet kiedyś być z innym, choć wiadomo nie wiem co byłoby za ileś lat, ale tak wewnętrznie czuje. Nie chciałabym stracić miłości życia. A z drugiej strony, mam szacunek do samej siebie i chwilami sobie myslę, ok może nie pokochałabym już inengo człowieka, bo zdarzają się takie ludziom sytuacje, że nie potrafią już pokochać po nieudanym związku z kimś wyjątkowym, ale mimo tego chyba na dłuższą mete wole być nawet już cae zycie sama, zamieszkać tylko z kotem, być singielką, nie mieć męża dzieci i umrzec najwyzej jako stara panna, samotna niż być z kimś z moim facetem, który może mnie wyniszczyć i lepsze tez niz bycie z jakims gosciem ktorego bym nie kochala. Mam racje, netkobiety ? Bo sama sie pogubiłam.
Mimo wszystko prosze o rady, chciałabym bardzo mu pomóc, to taki człowiek, októrego chce walczyc, poki jest nadzieja ![]()