opowiem wam swoja historie może ktoś pomoże mi zrozumiec.byliśmy małżeństwem 19 lat.mąż pracuje za granicą.niedawno wykrylam ze mąż ma romans którego skutkiem jest ciąża.jak wszystko sie wydało zjechał do domu.prosił o przebaczenie starał się twierdził że tylko mnie kocha że tak wyszło przez samotnośc wszystko szło ku lepszemu starał sie jak mógł wszystko bylo prosto z serca bo czulam to że mu zależy.upewniałam sie czy napewno tamtej nie kocha czy jest pewny ze jego miejsce jest w domu zapewniał zarzekał się że wie na 100 procent.było w miare normalnie czasami jednak miałamchwile zalamania na pare dni byl zmuszony wyjechac lecz daleko od niej i po paru dniach zadzwonił że jadnak kocha ją zostawil wszystko i pojechał do niej twirdzac że ja też nie jestem mu obojętna ale tam chce spróbowac.nie moge zrozumiec tak naglej zmiany bo jestem pewna że to co robił żebym mu wybaczyła bylo od serca naprawde tego chcial.wcześniej mąż bardzo mnie kochał także nie sadze ze do mnie juz nic nie czuje.czy jest możliwosc że kocha nas obie albo że w wieku 42 lat zakochał się tak mocno że z dnia na dzień nic się dla niego nie liczy.jezeli tak to po co były te starania.rzucil prace z dnia na dzień i zjechal do domu żeby nas ratowac.czuje sie taka oszukana że nie umiem sobie z ty poradzic.
Podobne tematy
Och dziewczyno, rece opadaja. Nie wiem, co powoduje ludzmi, ze zachowuja sie jak Twoj maz. On wciaz moze chciec do Ciebie wrocic. Teraz musisz skupic sie nad tym, zeby odnalez radosc i sens zycia w sobie a nie w nim. Nie bedzie to latwe i iwiele ciezkich dni przed Toba, ale kazdego dnia bedzie coraz lepiej. Nie jestem zbyt dobrym przykladem, jak sobie poradzic, bo sama sie rozsypalam jak domek z kart, ale wiem, ze kiedys przychodzi taki dzien, ze mimo lez w oczach, usmiechasz sie, zaczynasz od nowa zauwazac swiat wokol siebie i ludzi, i pojmujesz, ze wcale nie jestes sama, ze zycie jednak jest piekne, ze warto zyc, chocby po to, by sprawdzic co jest za zakretem.
Jedyne, co Ci teraz moge poradzic, to zajrzenie do watkow na tym forum. Jest ich wiele. Tak wiele zdradzonych, oszukanaych i wykorzystanych kobiet i mazczyzn. Pomoga Ci rozpoznac Twoje uczucia, przygotuja Cie na to, co jeszcze przed Toba. Moze znajdziesz jakies dobre rady jak poradzic sobie z bolem. I napewno zauwazysz, ze w tym bolu rodzi sie sila, do dalszego zycia, czesto nawet lepszego.
Majka
Mysle,ze on sam nie za dobrze wie czego chce.Z jednej strony jestes Ty,stabilizacja,dom,ktory razem stworzyliscie,a z drugiej pociagajaca nowosc,ale i ryzyko,do tego jeszcze dziecko w drodze.
Mowisz,ze maz kocha,czy ktos kto kocha prawdziwie,oszukuje i rani kochana osobe?Wiem,ze czujesz sie teraz potwornie zraniona i strasznie cierpisz,ale o nic go nie pros,nie blagaj,pomimo lez glowa do gory i dobra mina do zlej gry.Jak Ci zle pisz,tu zawsze jest ktos kto wyslucha i wesprze,gdy moje zycie walilo sie w gruzy bardzo pomoglo mi to forum,to ze mialam kogos to wysluchal,przejal sie i napisal pare cieplych slow.
Trzymaj sie Kobietko,mooocno Cie przytulam
opowiem wam swoja historie może ktoś pomoże mi zrozumiec.byliśmy małżeństwem 19 lat.mąż pracuje za granicą.niedawno wykrylam ze mąż ma romans którego skutkiem jest ciąża.jak wszystko sie wydało zjechał do domu.prosił o przebaczenie starał się twierdził że tylko mnie kocha że tak wyszło przez samotnośc wszystko szło ku lepszemu starał sie jak mógł wszystko bylo prosto z serca bo czulam to że mu zależy.upewniałam sie czy napewno tamtej nie kocha czy jest pewny ze jego miejsce jest w domu zapewniał zarzekał się że wie na 100 procent.było w miare normalnie czasami jednak miałamchwile zalamania na pare dni byl zmuszony wyjechac lecz daleko od niej i po paru dniach zadzwonił że jadnak kocha ją zostawil wszystko i pojechał do niej twirdzac że ja też nie jestem mu obojętna ale tam chce spróbowac.nie moge zrozumiec tak naglej zmiany bo jestem pewna że to co robił żebym mu wybaczyła bylo od serca naprawde tego chcial.wcześniej mąż bardzo mnie kochał także nie sadze ze do mnie juz nic nie czuje.czy jest możliwosc że kocha nas obie albo że w wieku 42 lat zakochał się tak mocno że z dnia na dzień nic się dla niego nie liczy.jezeli tak to po co były te starania.rzucil prace z dnia na dzień i zjechal do domu żeby nas ratowac.czuje sie taka oszukana że nie umiem sobie z ty poradzic.
Mogę Ci odpowiedzieć "z pierwszej ręki":
Nie pracuję co prawda za granicą i nie wyjeżdżam na długo z domu. Mój romans nie doprowadził też do ciąży. Lecz w swoim małżeństwie
czułem się przez kilka ostatnich lat samotny i bardzo mi to dokuczało. Poznałem inną kobietę i zakochałem się bardzo. Tak to jest możliwe.
Bez względu na wiek i staż małżeński. Ze swojej perpektywy mogę podejrzewać, że twój mąż niestety wcale nie ma pewności co do tego
czy chce zostać z tobą czy rozpocząć nowe życie u boku tej drugiej kobiety. Mi samemu rozeznanie tych uczuć wciąż sprawia kłopot.
Podejrzewam, że twojemu mężowi też, choćby wprost deklarował co innego. Nie masz żadnej pewności jak postąpi. Nawet jeśli wcześniej
kochaliście się bardzo i nawet jeśli on twierdzi, że wciąż Ciebie kocha. Zadecydowała długa rozłąka. Jego samotność, na którą lekarstwem
stało się zainteresowanie okazane przez inną. Teraz już nic nie jest takie jak wcześniej. W dodatku "świeże" dziecko, które mniej lub bardziej
świadomie będzie traktowane przez ich oboje jako owoc miłości raczej niż wpadka. Jeśli twój mąż jest wrażliwą i czułą osobą (a domyślam się,
że taki właśnie jest), to ma teraz dylemat nie tylko w dziedzinie uczuć lecz również w dziedzinie odpowiedzialności.
Nie wyobrażam sobie, żeby zostawił tak po prostu tamtą kobietę w ciąży - bo on ją po prostu kocha i pewnie to dziecko też. A Ciebie też
nie umie ot tak porzucić - bo przecież przez tak wiele lat byliście tak blisko i wciąż czuje przywiązanie i pewnie łączy Was mnóstwo spraw,
z którymi nie chciałby Ciebie zostawić samej. Jednak wystąpił tu efekt karuzeli i to inna kobieta zajęła twoje miejsce i jest jego miłością,
a Ty jesteś teraz "bardzo dobrą przyjaciółką". Będziecie niestety musieli coś z tym zrobić i chociaż bardzo będzie bolało zróbcie to razem.
Nie zostawiaj mu wyłącznej decyzji, ani nie próbuj decydować za niego. Jedyna słuszna moim zdaniem droga, to przejść to razem.
Łatwo nie będzie. Moje skromne i bardzo świeże doświadczenie to podpowiada. Współczuję i pozdrawiam.
zz2 na jakiej zasadzie razem, skoro on odszedł? Jego nie ma, podjął decyzję -a precyzyjnie zakomunikował decyzję- i majka musi zaakceptować na dzień dzisiejszy, że jest ona ostateczna, bo inaczej oszaleje, czekając na niego. Oczywiście istnieje hipotetyczne możliwość zmiany, to że on ma wątpliwości itp. Ale należy przyjąć rzeczywistość taką jaka jest przez niego określona.
Ja majka z mojego doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że w tym co robił "po powrocie" był zapewne szczery, szczególnie że tak to odbierałaś. Starał się, zawiódł. Nie wiemy co wpłynęło na zmianę dokonanych wyborów. To może powiedzieć tylko on.
Ty musisz się zająć teraz sobą i własnym życiem.
zz2 na jakiej zasadzie razem, skoro on odszedł? Jego nie ma, podjął decyzję -a precyzyjnie zakomunikował decyzję- i majka musi zaakceptować na dzień dzisiejszy, że jest ona ostateczna, bo inaczej oszaleje, czekając na niego. Oczywiście istnieje hipotetyczne możliwość zmiany, to że on ma wątpliwości itp. Ale należy przyjąć rzeczywistość taką jaka jest przez niego określona.
Cóż, żaden ze mnie psycholog. Może się mylę myśląc, że on tak całkiem nie odszedł (tzn. że jednak się waha). Jeśli tak, to oczywiście
masz rację - im prędzej majka105 oswoi się z nową rzeczywistością, tym będzie dla niej lepiej. Jednak wydaje mi się, że nawet w takim
przypadku lepiej jest kiedy dwoje dorosłych ludzi, deklarujących w dodatku jakąś sympatię (z jego strony to już na pewno nie miłość)
do siebie nawzajem, uzna decyzję o rozstaniu za wspólną. Chyba byłoby łatwiej pozbierać się obojgu ?
Lecz jak wiadomo nie mam jeszcze odpowiedniego doświadczenia aby coś doradzać, więc już nie będę się tu wtrącał.
Przecież nikt nie odbiera Ci prawa by się tu wypowiadać. Możesz mieć racje.
Face zachował się fatalnie. Najpierw wrócił, potem telefonicznie poinformował, że się rozstają. Taka decyzja rzadko bywa wspólna, ale jednak wypadałoby porozmawiać.
Moim zdaniem najważniejsza jest uczciwość. Czyli mówię to co czuję: jeśli nie wiem - mówię nie wiem; jeśli chcę spróbować - mówię to próba itp.
Majka czuję się oszukana, bo on złożył konkretną deklarację, z której nagle się wycofał.
...
Face zachował się fatalnie. Najpierw wrócił, potem telefonicznie poinformował, że się rozstają. Taka decyzja rzadko bywa wspólna, ale jednak wypadałoby porozmawiać.
Moim zdaniem najważniejsza jest uczciwość. Czyli mówię to co czuję: jeśli nie wiem - mówię nie wiem; jeśli chcę spróbować - mówię to próba itp.
Majka czuję się oszukana, bo on złożył konkretną deklarację, z której nagle się wycofał.
Racja. Zachował się fatalnie. Nie sposób go usprawiedliwić, ale jednak potrafię go zrozumieć. - Oba uczucia są w nim tak samo silne.
Nie przeważa ani przywiązanie do żony, ani miłość do nowo poznanej kobiety i ich dziecka. Odpowiedzialność za jedno i drugie też "dociąża"
mniej więcej równo. Siła odczuwania zależy wtedy od miejsca przebywania i kontaktu z konkretną osobą. Będąc przy żonie myśli się
najpierw o niej, zaraz później jednak o tej drugiej. Będąc przy tamtej, żonę ma się na drugim planie. W takiej sytuacji łatwo jest się pogubić
(potrafię to zrozumieć bo przecież znalazłem się w dość podobnej) i dlatego bardzo ważne wydaje mi się porozumienie między nimi.
Oczywiście szczerość i uczciwość jest tu konieczna. Postępując teraz szczerze i uczciwie, chociaż już nie pomniejszą bólu i nie usuną
złych emocji, mają szansę nie krzywdzić się bardziej. Oboje muszą też być w pełni świadomi tego, że nie ma już powrotu do tego co kiedyś.
Tu można już tylko "uciekać do przodu" i trzeba jedynie zadbać o to aby nikt w czasie tej ucieczki nie został stratowany.