netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

moja historia, chory układ, nie radze sobie z tym.

12 odpowiedzi3 173 wyświetleniazałożony przez czuczsi, 27.02.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » moja historia, chory układ, nie radze sobie z tym.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: moja historia, chory układ, nie radze sobie z tym.

Witam. Musze znalezc tutaj jakas pomoc i wskazówki, bo sama juz sobie z tym wszystkim radze
Moze zaczne po prostu od samego poczatku. Ja i moj byly partner (Tomek) poznalismy sie poltora roku temu na poczatku wakacji. wczesniej spotykalam sie dosc krotko z jego kolega (Mateuszem) i nie mialo to dla mnie az takiego wielkiego znaczenia, Tomkowi to tez nie przeszkadzało. Mozna nawet powiedziec, ze poznalismy sie dzieki Mateuszowi. bardzo szybko wybuchla miedzy nami namietnosc, nad ktora sami nie panowalismy. cóż wiecej o tym czasie powiedziec - było naprawde cudownie czesto nocowałam u niego, robilismy wiele szalonych rzeczy. nasz pierwszy pocalunek byl niesamowity, nigdy tego nie zapomne. w deszczu, na szczycie rusztowania przy blasku ksieżyca. bajka. potem pojechalam na kilka dni nad morze, ale caly czas bylismy w kontakcie, nie zrobilam tam nic przeciwko niemu. po moim powrocie bylismy juz doslownie nierozlaczni. Tomek bardzo szybko powiedzial te dwa cudowne słowa: kocham Cie. odpowiedzialam mu tym samym, czulam sie naprawde szczesliwa. skonczyly sie wakacje, ja musialam isc od wrzesnia do szkoly. Tomek mial jeszcze wolny miesiac, bo od pazdziernika szedl na studia zaoczne. zawsze powtarzal ze gdyby mnie nie poznal wyjechalby na zawsze z naszego miasta i tutaj nie wracal, bo nie mial nawet do kogo. przyszedl pazdziernik zaczely sie studia, które skonczyly sie rownie szybko jak sie zaczely. Tomek rzucil studia, bo nie podobaly mu sie, zostal w naszym miescie i tutaj pracowal. kazda wolna chwile spedzalismy razem, po pol roku czasu przezylismy wspolnie nasz pierwszy raz. byl dla nas wymarzony - przy titanicu, winie i swiecach. potem przyszly swieta, ktore spedził u mnie, lacznie z wigilia. Tomka mama mieszka za granica a z tata ma znikomy kontakt. mimo tego ze bardzo sie kochalismy, bardzo czesto dochodzilo miedzy nami do klotni. ja jestem bardzo wybuchowa, on tez. czesto wypominalismy sobie jakies przelotne romanse zanim sie jeszcze poznalismy. to bylo bez sensu... potrafilismy klocic sie, popychac rzucac przedmiotami, a za chwile godzilismy sie i ladowalismy w lozku. ten czlowiek dostarczal mi tak skrajnych emocji ze nie jestem w stanie sobie tego wyobrazic. z jednej strony milosc pozadanie i namietnosc, z drugiej zas nienawisc, zazdrosc. mielismy mnostwo planow na przyszlosc. ja niesmialo wyobrazalam sobie nasz dom.. moze to glupie ale naprawde tak bylo. zdaje sobie sprawe z tego, ze czasami bylam nie do zniesienia i naprawde nie potrafie niektorych moich zachowan logicznie wytlumaczyc, ale wiedzialam jedno - chcialam z nim bym i zalezalo mi na nim i jestem pewna ze z jego strony bylo tak samo. kochal mnie a ja kochalam jego. do kolejnych wakacji bylo miedzy nami naprawde dobrze, ale od sierpnia zaczal sie ciag wydarzen ktorych nie potrafie pojac do dzisiaj. pojechalismy na wspolne wakacje. wszystko bylo pieknie przez pierwsze 3 dni, dopoki nie dojechal tam ku naszemu zdziwieniu moj byly chlopak !!! do ktorego juz dluzszy okres czasu nic nie czułam. Tomek czul sie niekomfortowo w tej calej sytuacji, caly  czas mi go wypominal, ja stracilam ochote na jakiekolwiek zblizenia nawet nie potrafie wytlumaczyc dlaczego. najpardopodobniej mialam dosc tych pretensji i wyzywania mnie od niewiadomo kogo, chociaz nic nie zrobilam. Tomek zawsze nie o wszystko obwinial, szczegolnie kiepsko mniedzy nami bylo gdy chodzilam na imprezy osiemnastkowe mojego rocznika. sila rzeczy chodzilam na nie sama, bo nasi wspolni znajomi byli raczej od jego strony. ja wszystkei swoje kolezani praktycznie zostawilam, bo Tomek uwazal ze one mnie oglupiają. powracajac do tematu wakacji... w ciagu 7 dni kochalismy sie raz, ja na nic nie mialam ochoty , do domu wrocilismy chyba troche rozczarowani. i od tego sie wszystko zaczelo. zaczal sie najgorszy etap w moim zyciu. moja mama wyjechala zarabiac pieniadze za granice, Tomek przeniosl sie na studia dzienne do duzego miasta, moj brat tez wyjechal na studia. a ja zostalam sama z calym domem na karku, matura i moim zwiazkiem. czulam sie tak niesamowicie samotna w tym czasie, ze nie potrafie ego opisac. chodzilam przybita i nikomu niepotrzebna. wiele razy tomkowi o tym mowilam, ale on stwierdzal ze przesadzam, jak zwykle. nikt w zaden sposob nie potrafil mi pomoc. a ja wybuchalam placzem zloscia, nie wiedzialam co sie ze mna dzieje. bylam u niego w nowym mieszkaniu tylko raz (5 dni). przez ten czas czulam sie tak bardzo nieswojo, z obcymi wlasciwie ludzmi, do tego non stop klocilismy sie, sexu wlasciwie nie bylo. on nalegal, ale ja nie chcialam, cos we mnie pęklo. wiele razy mialam takie mysli, ze go nienawidze ze chcialabym to skonczyc, ze on ciagle ma o wszystko do mnie pretensje i nie potrafi mi w niczym pomoc. ze zawsze w jego oczach jestem najgorsza, chodz na poczatku pazdziernika mowil mi jeszcze ze chcialby miec ze mna dzieci... mialam szybko konczyc szkole i przyjezdzac do niego, mielismy razem zamieszkac, wspolna przyszlosc... pod koniec listopada bylam na 18, dzien wczesniej poklocilismy sie, oczywiscie oto ze on gdzies wychodzi oto ze ja gdzies wychodze, on tam ja tu nie wiadomo co sie dzieje itp. juz nie wrócił do mnie od tego czasu... to prawda ja tez czesto z nim zrywalam, ale zawsze max po 3 dniach wracalismy do siebie i wszystko bylo w porzadku. ale nie tamtego dnia. Tomek powiedzial ze ma dosc tych klotni i ze w tym momencie nie potrafi ze mna byc i potrzebuje czasu. bylam zalamana, to dobilo mnie jeszcze bardziej i nie potrafilam znalezc sobie miejsca. bylam zbyt pewna siebie, ze mnie nie zostawi, bo zawsze mowil ze tylko zdrada sprawilaby ze przestalby mnie kochac. meczylam sie tydzien, nie wiedzielismy sie 2 i przyjechal do mnie. plakalam, tarzalam sie po podlodze zeby tylko mnie nie zostwial, zeby to wszystko jeszcze przemyslal. nie nie nie nie nie. mowil mi ze teraz, ze mam sie nie wyglupiac przytulał mnie, ale nie chcial pocałowac. nie chcialam go wypuscic z domu zabralam klucz, zachowywalam sie jak wariatka, bo nie moglam w to wszystko uwierzyc, ze czlowiek ktoremu oddalam siebie cala tak mnie bez niczego zostawia sama. w ten sam dzien opił sie, ja do niego wydzwanialam, czasami po 40 razy dziennie. teraz wiem ze to chore. obiecal mi ze sie zobaczymy i tak tez sie stalo przyjechal po mnie i pojechalismy do niego. wyladowalismy w lozku.. mowil zem nie kocha ze wszystko bedzie dobrze tylko musimy sie razem postarac. byl bardzo wczorajszy, ale trzezwy. mialam zostac na noc, ale chcial sie pouczyc czy cos i mowil ze mnei odwiezie i to dalo mi juz do myslenia. od rana rozmawialismy i mial do mnie przyjechac zanim pojedzie na studia, ale zaczal krecic ze musi w czyms pomoc ojcu itp. wiedzialam ze cos jest nie tak. ale przyjechal. powiedzial mi ze nie wie co mu jest, ale on tak naprawde nie moze, ze ma jakis poczucie winy wobecmnie ktorego w ogole nie powinien miec, bo on mi nic nie zrobil, ze to ja zepsulam ten zwiazek, ze on potrzebuje czasu, chcial zebysmy sie nie odzywali ze da znac za 4 dni. dalej utrzymywal ze mnie kocha, ale ze nie moze ze mna byc teraz. pocalowal mnie "ostatni raz", plakalismy razem. rzeczywiscie przez 4 dni nie odzywalam sie do neigo w ogole. i tego 4 dnia on chyba zapomnial ze ma sie odezwac wiec napisalam ja. powiedzial ze ma mnie dosyc ze mam dac mu spokoj, ze na zadna studniowke ze mna nie pojdzie i ze mnie nienawidzi... zamknelam sie na 2 tygodnie, zero odzewu nic. nie rozumalam go, strasznie cierpialam, myslalam ze sie opamieta. dzien przed wigilia wiedzialam ze jest w naszym miescie, spakowalam wszystkiego jego rzeczy i prezenty , zadzownilam domofonem zeszedl oddalam mu je. i znowu cos we mnie peklo, prosilam go zeby jeszcze sie zastanowil chcialam go pocalowac, on nie chcial... poszedl do domu, a ja mu ujadalam przez telefon zebysmy spotkali siei rzeczywscie spotkal sie ze mna, kupilismy po piwku zaczelismy sie dotykac... ale do niczego nie doszlo , poklocilismy sie na sam koniec on poszedl w swoja strone ja w swoja. w wigilie dzownilam do niego pisalam skladalam zyczenia, a on nawet nie odpowiedzial. kolejnego dnia widzielismy sie w dyskotece, bylam pijana, on tez i oczywiscie wyladowalismy w lozku... czulam sie wtedy jak dziwka. mowil ze i tak nic z tego nie bedzie, ze moze kiedys.. pamietam, ze jeszcze przed sylwestem pisalam mu zeby rzucil to wszystko wracal do mnie kupimy wino i spedzimy tego sylwestra razem. nie. pojechal. caly czas pisalam ze jest dla mnie najwazniejszy itp. nic. po miesiacu walki o niego nie mialam praktycznie nic i bylam w punkcie wyjscia. po nowym roku zaczal spozniac mi sie okres, Tomek wystraszyl sie, przyjechal, zrobilam test wyszedl negatywny on odetchnal z ulga i powiedzial zebym wiecej sie do niego nie odzywala ze jestem psychiczna i powinnam sie leczyc ze to jest karalne... pare dni pozniej mialam urodziny, nie wyslal mi nawet zyczen i wtedy cos we mnie peklo. rzucilam sie w wir zabawy, studniowki, pousuwalam wszelkie kontakty z nim, z calych sil chcialam go znienawidzic. jezdzilam do miasta w ktorym studiowal na imprezy, szalałam, mialam co prawda czasami kryzysowe dni, ale czulam sie dobrze i zaczynalam o nm zapominac. poznalam nawet chlopaka na ktorym zaczelo mi naprawde zalezec. do przedwczoraj.... bylam umowiona z naszymi wspolnymi przyjaciolmi i on tez przyjechal, o czym dowiedzialam sie przed samym wyjsciem i on tez. popilismy troche, traktowalam go jak powietrze, chociaz siedzial naprzeciwko. zaczal dziwnie na mnie patrzec, robic jakies zboczone miny, odzywac sie do mnie "slonce". wyladowalismy w lazience, pocalowalismy sie, potem u niego, na nastepny dzien juz na trzezwo znowu u niego..... wspomne tylko ze on od 2 miesiecy spotyka sie z kims, ja teraz tez zaczelam. nie rozumiem, nie potrafie zrozumiec motywu jego dzialania. wiem ze z tamta nie uprawial seksu. przyznal mi sie. ale chyba mu na niej zalezy. tylko dlaczego przy kazdej lepszej okazji on przychodzi do mnie?? rozmawialismy dlugo wczoraj o naszym zwiazku i w ogole o tej sytacji ktora zaszla miedzy nami znowu po 2 miesiacach. on tego zaluje strasznie, mowi ze nie wie co zrobi jesli popelnil wobec niej najwiekszy blad w swoim zyciu. on sie chyba zakochal w niej.. ale jak ja mam to wszystko rozumiec? nie potrafie...

2

Odp: moja historia, chory układ, nie radze sobie z tym.
czuczsi napisał/a:

wspomne tylko ze on od 2 miesiecy spotyka sie z kims, ja teraz tez zaczelam. nie rozumiem, nie potrafie zrozumiec motywu jego dzialania. wiem ze z tamta nie uprawial seksu. przyznal mi sie. ale chyba mu na niej zalezy. tylko dlaczego przy kazdej lepszej okazji on przychodzi do mnie??

Dlatego, że wie, że nie odmówisz mu. Jak widać, trafiacie do łóżka kiedy tylko mu się zachce. Nie rozumiem, jak możesz na to pozwalać. On w tym momencie traktuje Cię bardzo przedmiotowo, jako porcję darmowego seksu, i to bez dodatkowych zobowiązań.

Jak masz to rozumieć? Tak, że mężczyźni nie zawsze łączą seks z uczuciami, więc prawdopodobnym jest to, że nic już dla niego nie znaczysz. Gdyby chcial  z Tobą być, to by był. Zerwij kontakt i zapomnij.

3

Odp: moja historia, chory układ, nie radze sobie z tym.

dlaczego nie pomyslał o tym, ze zalezy mu na tej drugiej i teraz obwinia sie o to? uwaza, ze chyba popelnil najwiekszy blad w swoim zyciu. nie rozumiem tego, bo bedac ze mna najbardziej brzydzil sie zdrada i klamstwem, a od tego zaczal juz na samym poczatku nowego zwiazku. ja wiem i zdaje sobie sprawe, ze jestem temu winna tak samo jak i on, ale ja z rozstania sie chyba jeszcze nie podnioslam i wszelkimi sposobami chcialam go odzyskac. a on.. po prostu nie rozumiem.

4

Odp: moja historia, chory układ, nie radze sobie z tym.

i jeszcze jedno.. Czy powiedziec o tym wszystkim tej dziewczynie..?

5

Odp: moja historia, chory układ, nie radze sobie z tym.

Nie rób tego. To tak naprawdę nie Twoja sprawa, tylko tego chłopaka i jego dziewczyny. Osoby z zewnątrz nie powinny się w to angażować. Jeszcze wydrapie Ci za to oczy, bo raczej nie podziękuje...

A dlaczego to zrobił? Ciężko powiedzieć. Może krew odpłynęła mu z mózgu. Może miał zaćmienie mózgu. A może po prostu nie pomyślał o konsekwencjach? Wie to tylko on.

6

Odp: moja historia, chory układ, nie radze sobie z tym.

w piatek zrobil to po alkoholu, w sobote powtórzyl na trzezwo, wiec chyba wiedzial co robi...

7

Odp: moja historia, chory układ, nie radze sobie z tym.

No, mnie się teraz wydaje, że Ty szukasz dowodów na to, że on coś do Ciebie czuje i chce do Ciebie wrócić. Ja ich nie widzę. Wykorzystał Cię, i to nawet nie ma znaczenia, czy na trzeźwo, czy po pijanemu. Gdyby chciał od Ciebie coś więcej, dałby Ci znać, podjąłby jakieś działania, a tymczasem rozpacza nad tym, że zdradził tamtą dziewczynę z Tobą. Naprawdę będzie dla Ciebie lepiej, jeśli dasz sobie spokój.

8

Odp: moja historia, chory układ, nie radze sobie z tym.

jest jakis sens w tym zeby mu na koniec cos w kulturalny sposob napisac?  tak zeby w piety poszło...

9

Odp: moja historia, chory układ, nie radze sobie z tym.

Busiu ma rację - on Cię najzwyczajniej w świecie wykorzystuje, a te gadki o tym jego "najwiekszym błędzie życia" to ściema. Podsyca w Tobie emocje, żeby móc bezkarnie sobie Ciebie przywłaszczyć na czas jak będzie miał ochotę na igraszki. Jakby naprawdę uważał, że popełnił błąd i Cię kocha to już byłby przy Tobie i błagał o drugą szansę. A tak po prostu sobie pogrywa - z kwiatka na kwiatek. Odetnij się od niego, a uda Ci się zapomnieć i ułożyć życie z kimś innym.

10

Odp: moja historia, chory układ, nie radze sobie z tym.

naprawde chciałabym mu napisać cos takiego, żeby mial poczucie winy

11

Odp: moja historia, chory układ, nie radze sobie z tym.

Jakie on może mieć poczucie winy jak z premedytacją zdradza swoją kobiete i wykorzystuje Ciebie?
Wątpie czy w kimś takim da się wzbudzić poczucie winy.

12

Odp: moja historia, chory układ, nie radze sobie z tym.

Czuczsi - przeczytałam jeszcze raz Twoje wpisy i mam wrażenie że twój ex poczuł się po prostu od jakiegoś czasu manipulowany i osaczony;

czuczsi napisał/a:

ale od sierpnia zaczal sie ciag wydarzen ktorych nie potrafie pojac do dzisiaj. pojechalismy na wspolne wakacje. wszystko bylo pieknie przez pierwsze 3 dni, dopoki nie dojechal tam ku naszemu zdziwieniu moj byly chlopak !!!.

możesz powiedzieć jakim cudem Twój były chłopak dojechał na Wasze wspólne wakacje? Ile tam było razem osób?

czuczsi napisał/a:

szczegolnie kiepsko mniedzy nami bylo gdy chodzilam na imprezy osiemnastkowe mojego rocznika. sila rzeczy chodzilam na nie sama, bo nasi wspolni znajomi byli raczej od jego strony. ja wszystkei swoje kolezani praktycznie zostawilam, bo Tomek uwazal ze one mnie oglupiają.

Dlaczego nie chodziliście razem na imprezy?

czuczsi napisał/a:

nikt w zaden sposob nie potrafil mi pomoc. a ja wybuchalam placzem zloscia, nie wiedzialam co sie ze mna dzieje. bylam u niego w nowym mieszkaniu tylko raz (5 dni). przez ten czas czulam sie tak bardzo nieswojo, z obcymi wlasciwie ludzmi, do tego non stop klocilismy sie, sexu wlasciwie nie bylo. on nalegal, ale ja nie chciałam

Była jazda po wakacjach - zauważ ciąg zdarzeń nieciekawy - Ty masz deprechę bo zostałaś w domu sama, on po wakacjach na Ciebie obrażony, Ty go dodatkowo odpychasz.

czuczsi napisał/a:

pod koniec listopada bylam na 18, dzien wczesniej poklocilismy sie, oczywiscie oto ze on gdzies wychodzi oto ze ja gdzies wychodze, on tam ja tu nie wiadomo co sie dzieje itp. juz nie wrócił do mnie od tego czasu... to prawda ja tez czesto z nim zrywalam, ale zawsze max po 3 dniach wracalismy do siebie i wszystko bylo w porzadku. ale nie tamtego dnia. Tomek powiedzial ze ma dosc tych klotni i ze w tym momencie nie potrafi ze mna byc i potrzebuje czasu.

Facet po kilku miesiącach hardcorowej jazdy wymięka, wyjechał na studia, Ty mu od wakacji robisz wymówki, płacze, histerie (prawdopodobnie uzasadnione, ale nie tak przeprowadza się rozmowy z partnerem), rzucasz go ileśtam razy. Po co mu to?Widzi naokoło roześmiane studentki, koledzy na luzie a Ty pokazujesz ciemną stronę mocy. Pewnie pomyślal, że skoro już teraz tak jest to gdzie dzieci...gdzie dom...litości, przecież może być coraz gorzej.
Moje zdanie jest takie, że wymknął Ci się spod kontroli i dostałaś apopleksji. Stąd te jazdy.

czuczsi napisał/a:

meczylam sie tydzien, nie wiedzielismy sie 2 i przyjechal do mnie. plakalam, tarzalam sie po podlodze zeby tylko mnie nie zostwial, zeby to wszystko jeszcze przemyslal. nie nie nie nie nie. mowil mi ze teraz, ze mam sie nie wyglupiac przytulał mnie, ale nie chcial pocałowac. nie chcialam go wypuscic z domu zabralam klucz, zachowywalam sie jak wariatka

Czy takie zachowanie - jeśliby zachowywał się tak Twój chłopak - przekonałoby Cię do tego że jest zdolny stworzyć normalny, zdrowy związek? To co pokazałaś to rozpacz i wściekłość w czystej postaci. Chciałaś wyegzekwować to na czym Ci zależało w zupełnie dziecinny sposób. Sorry ale takie napady histerii miewał mój syn w wieku lat dwóch.
Każda superniania Ci powie że ataki histerii należy ignorować. Twój ex zachował się zupełnie prawidłowo.
Gdyby uległ - stosowałabyś emocjonalny szantaż bez końca.

czuczsi napisał/a:

ja do niego wydzwanialam, czasami po 40 razy dziennie. teraz wiem ze to chore. obiecal mi ze sie zobaczymy i tak tez sie stalo przyjechal po mnie i pojechalismy do niego. wyladowalismy w lozku.. mowil zem nie kocha ze wszystko bedzie dobrze tylko musimy sie razem postarac. byl bardzo wczorajszy, ale trzezwy. mialam zostac na noc, ale chcial sie pouczyc czy cos i mowil ze mnei odwiezie i to dalo mi juz do myslenia.

Znowu histeria. Facet wymięka. Myśli - OK przelecę ją, potem bezpardonowo spławię - może się odczepi.
To Ci dało do myślenia czy coś innego?

Następnie mamy historię o jego wykrętach dotyczących spotkania, w końcu przyjeżdża, opłakuje związek - wyjeżdża na studia. Nie dzwoni - mimo że obiecał że zadzwoni. 4 dni to nie jest na tyle długi czas żeby zapomnieć o telefonie - zwłaszcza w tak szczególnej sytuacji jaką mieliście - moim zdaniem zrobił to celowo.
Ty sobie szybciutko wytłumaczyłaś że miał alzheimera i piszesz smsa, ciągniesz go na studniówkę.
On nie chce, tłumaczy zebyś dała mu spokój, w końcu mówi że Cię nienawidzi. Wreszcie dajesz spokój. Na całe dwa tygodnie.
Znajdujesz pretekst - masz jego bambetle - poczta nie działa, kurier nie działa. Musisz osobiście mu je odnieść przed wigilią, nie chce z Tobą gadać. Ty:

czuczsi napisał/a:

chcialam go pocalowac, on nie chcial... poszedl do domu, a ja mu ujadalam przez telefon zebysmy spotkali siei rzeczywscie spotkal sie ze mna, kupilismy po piwku zaczelismy sie dotykac... ale do niczego nie doszlo , poklocilismy sie na sam koniec on poszedl w swoja strone ja w swoja. w wigilie dzownilam do niego pisalam skladalam zyczenia, a on nawet nie odpowiedzial.

Zrobiłaś facetowi szopkę przed rodziną i sąsiadami - wyszedł żeby się Ciebie pozbyć, do czegośtam doszło albo nie doszło. Znowu dał Ci do zrozumienia żebyś się odczepiła, ale zabawa zaczyna być ekscytująca - być może zaświtało mu w głowie że skoro jesteś tak zdesperowana, to może zrobić z Tobą wszystko.
W związku z powyższym mamy ciekawe zakończenie dyskoteki. Lądujecie w łóżku. Dowodzi to czego? Niczego.
Byłe pary, nawet te małżeńskie od czasu do czasu tak robią - z braku laku wchodzi się do starej rzeki. Wiadomo czego się spodziewać, a jakby co - pozostaje furteczka na następny raz.
Potem zaserwowałaś ostatnią deskę ratunku - ciąża. Kolejny pretekst - robimy wspólnie test ciążowy. Trafia się kolejna okazja do spotkania.
Paradoksalnie osiągnęłaś rezultat zupełnie przeciwny do zamierzonego - facet jeszcze bardziej się wystraszył Twoich metod
i niemalże czmychnął przez dziurkę od klucza.
Potem mamy kolejną imprezę, kolejny alkohol, kolejne bzykanko. Klasyk nad klasykami.

czuczsi napisał/a:

tylko dlaczego przy kazdej lepszej okazji on przychodzi do mnie?? rozmawialismy dlugo wczoraj o naszym zwiazku i w ogole o tej sytacji ktora zaszla miedzy nami znowu po 2 miesiacach. on tego zaluje strasznie, mowi ze nie wie co zrobi jesli popelnil wobec niej najwiekszy blad w swoim zyciu. on sie chyba zakochal w niej.. ale jak ja mam to wszystko rozumiec?

Nie nie kochana, to Ty mu stwarzasz te okazje wykazując się ogromną determinacją i pomysłowością.
Zwracanie rzeczy przed wigilią, szopki przed domofonem, test ciążowy, etc.
Gdybyś go nie chciała bzyknąć na dyskotece - do niczego by nie doszło - nie piszesz o gwałcie.
Gdybyś była do bólu szczera - nie poszłabyś na tę imprezę po której znów wylądowaliście w wyrku.
On chce już przejść do nowego etapu, mówi Ci że zakochał się w swojej nowej dziewczynie. Czego jeszcze Ci trzeba?

Ja tak widzę Twoją historię. Zacznij się szanować, bo sprzedajesz się darmo i z dopłatą. To mężczyźni chcą polować.

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » moja historia, chory układ, nie radze sobie z tym.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026