Witam moje drogie Netkobietki!
Opiszę Wam mój ogromny problem..
Otóż: nie potrafie panowac nad nerwami.. Zawsze gdy sie zdenerwuje to mowie i robie rzeczy ktorych potem niesamowicie zaluje.. Nie potrafie 'trzymac jezyka za zebami'. Wiem, co denerwuje i drażni mojego mężczyznę i zawsze w nerwach uzywam tych 'chwytow'..
Tyle razy dawal mi juz szanse.. Wierzyl, ze sie zmienie.. A ja nadal nie potrafie..
Prosze Was o rade.. Jak z tym walczyc i jak odzyskac ukochanego mezczyzne..?
Ostatnia sytuacja:
Przy okazji walentynek wybralismy sie na film.. Mowilam cos o aktorce, ze bardzo mi sie podoba jak gra i jest ladna.. Zazartowalam tez, ze mi sie snila.. Oboje sie zasmialismy z tego i poszlismy na film.. "Och Karol 2". Caly film bylo bardzo przyjemnie. Z tym ze w ostatnich scenach jest taki fragment jak Mucha sie caluje z druga aktorka.. Moj ukochany tak wydal z siebie dzieki 'rozkoszy' ze cala sala sie zwrocila w nasza strone..
Jak wyszlismy powiedzialam mu, ze starsznie glupio sie poczulam.. Stwierdzil, ze jemu tez bylo glupio jak mowilam caly czas o tamtej aktorce..
I się zaczęło dogadywanie, rozdrapywanie starych ran..
Jakich ponad rok temu kupił nam obrączki - jako dowod milosci. Z tym, ze on od dawna juz swojej nie nosil.. Pare razy mu o tym wspominalam i obiecal ze juz bedzie nosil.. A w ten dzien znowu nie mial.. Gdy mu o tym powiedzialam znowu zaczely sie przegadywania, wymiany glupich komentarzy.. Skonczylo sie tak, ze cala droge do domu (do samochodu mojego ktory zostal na parkingu pod centrum handloym) zadne z nas sie ie odezwalo.. Gdy dojechalismy na miejsce poprosilam go zeby sie nie gniewal.. Stwierdzil, ze on nie bedzie caly czas odpuszczal. Ze mialam sie zmienic, ze naiwny wierzyl, ze juz bedzie dobrze.. A ja znowu musialam powiedziec rzeczy ktorych on tak nie lubi..
Nerwy wziely znowu gore i wysiadlam.. Zrobilam pare krokow i urpodzil sie w mojej glowi durny pomysl.. Podeszlam do auta zdjelam obraczke i polozylam mu na fotelu ze slowami: "W koncu skoro ty jej nie nosisz to dlaczego ja mam ja nosic?". Odeszłam.. Po dosłownie chwili juz zalowalam tego co zrobilam..
Odjechał...
Najgorsze jest to, za ja swietnie sobie zdaje sprawe z tego jak go ranie.. Juz tyle razy mi zaufal, wybaczyl.. Teraz juz nawet nie chce ze mna rozmawiac.. Pisalismy jeszcze wczoraj chwile. Napisalam mu, ze jesli nie jest w stanie mi wybaczyc i wie ze nie bedzie ze mna szczesliwy to niech mi to powie i zakonczy to stanowczo.. Caly czas powtarzal, ze zrobie i tak co bede chciala. I mam sie nim nie przejmowac "bo on jest pies i uczuc nie ma..". Nie wiem jak zrozumiec te slowa. Co mi chce tym przekazac. Dodam, ze jest naprawde wrazliwym facetem. I to co mowi mowi jakby na odwrot.. Poprosilam go w takim razie zeby mi pomogl i pozwolil sie kochac itp.. Odpowiedzial ze nie jest masochista i mam znalezc sobie innego kozla ofiernego.. Wiem i rozumiem jak on sie czuje.. Jest mi z tym prze okropnie zle.. Tak bardzo chcialabym to zmienic..
Napisalam drugi raz, ze jak nie chce juz na mnie patrzec to niech mi to powie. I stanowczo ze mna zakonczy. Bo inaczej ja nigdy nie zrozumiem tego.. Stwierdził: "taka wlasnie jestes... masz mnie gleboko w dupie i taka jest prawda". Od tamtej pory milczy...
Jestem idiotką.. Wiem o tym dobrze. Ale kocham tego mezczyzne i chce mu dac w koncu szczescie.. A nie problemy i cierpienia. Dokładną sytuacje naszego związku opisuję w innym wątku (jesli ktos chce sie zapoznac zapraszam: http://www.netkobiety.pl/t21165.html )
Chcialabym pokazac, ze mimo wszystko jestem jeszcze kims wartosciowym. I naprawic wszystko.. Tylko jak?
Prosze o opinie i rady.. Jest mi to bardzo potrzebne...