netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Nowe oblicze jego... miłości?

12 odpowiedzi3 230 wyświetleńzałożony przez Olinka, 05.02.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nowe oblicze jego... miłości?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: Nowe oblicze jego... miłości?

Nie planowałaś tego, nie szukałaś, ale zdarzyło się, wbrew logice, wbrew zdrowemu rozsądkowi, a nawet zasadom - ktoś pojawił się w Twoim życiu, ktoś kogo być tam w ogóle przecież nie powinno. Ale wpuściłaś go, pozwoliłaś się pokochać, może nawet sama pokochałaś. I to był Twój jedyny błąd, choć przecież czułaś się przez tę chwilę szczęśliwa. Ktoś mówił, że kocha, że szanuje, że jesteś wszystkim, jesteś aniołem, ideałem, tą naj,  ale Ty nie chciałaś, albo nie mogłaś przyjąć tej miłości na stałe, proponujesz więc przyjaźń, szczerą, głęboką, lojalną, ale jednak przyjaźń i... stało się. Odszedł.

Wtedy zaczął pokazywać swoje drugie oblicze, to, którego dotąd nie znałaś. Urażona duma, chore ambicje, zranione uczucia, z dnia na dzień przeistoczyły go w zgorzkniałego, złośliwego ignoranta, który jakby za dotknięciem magicznej różdżki... odkochał się.
A Ty coraz szerzej otwierasz oczy ze zdumienia, coraz bardziej opadają różowe okulary i zaczynasz coraz mocniej zastanawiać, że nie widziałaś tego do tej pory... Bo jak to jest możliwe? Przecież mówił, że kocha, że pragnie, a teraz nie tylko, że nie chce przyjaźni, ale zaczyna brać odwet, nastawił się wrogo, wychodzą na jaw jakieś dziwne i nieznane Ci dotąd instynkty, zachowania skierowane przeciwko Tobie, tej samej, którą przecież podobno kocha? Ale Ty przecież niczego nie obiecywałaś, nie deklarowałaś wspólnej przyszłości, więc... o co tu w ogóle chodzi?

Zaczynasz się też zastanawiać jak to w ogóle było możliwe, że traciłaś dla niego głowę, że chciałaś być, a teraz dziękujesz niebiosom, że resztkami rozsądku odparłaś to uczucie, bo widzisz przecież czarno na białym, że do tej pory nie widziałaś kim tak naprawdę jest ten człowiek, chciałaś przyjąć tę miłość, może nawet sama kochałaś, ale... I ulga. Dziękujesz losowi za to, że ostudził Twój zapał.

Mogło być tak, a mogło zupełnie inaczej, ale czy zdarzyło Ci się obserwować kiedyś taką metamorfozę? Opowiedz nam o tym, proszę...

2 Ostatnio edytowany przez Shiseido (2011-02-07 13:06:48)

Odp: Nowe oblicze jego... miłości?

Wyglada na to, ze ja jako pierwsza opisze jak to bylo u mnie.. nie wiem czy to bedzie mialo sens..
Ja mialam 16.. a on 17.
Zauwazylam go w szkole, gdzies tam na przerwie.. poczulam cos, czego nie czulam nigdy dotad.. hmm, chyba milosc od pierwszego wejrzenia. Oczywiscie jak to 16-latka, pochwalilam sie kolezanka moim ``obiektem westchnien``..
Ktore szczerze mowiac, wysmialy mnie.. no ale ja nie odpuszczalam, co przerwe krecilam sie w poblizu jego, no i chyba zauwazyl mnie wtedy .. zaczelismy pisac na gg (nie wiedzialam, ze to on, a on ze to ja) pomylil wtedy mnie z kim innym, no ale pisalismy razem.. no i coraz bardziej zaczelam go lubic, on opowiadal o swoich planach, marzeniach a ja o swoich..
Niedlugo potem, przeslalismy sobie swoje zdjecia, ja bylam wniebowzieta, on chyba troszke mniej (przeciez myslal, ze pisze z kim innym) ale ja nie odpuscilam.. chybato ja zabiegalam o niego.. nawet nie chyba, raczej napewno..
No i zeszlismy sie.. nie na dlugo, ok 3 miesiecy bylismy razem.. bo zaczelo sie super : kcoham cie, jestes tylko ty, najpiekniejsza, kochana, w ogole naj.. nieba mi mogl uchylic.. az za bardzo zaczal sie starac, co szczeze zaczelo mi przeszkadzac, kazda wolna chwile chcial spedzac ze mna .. kazda godzine, minute, sekunde.. mnie to zaczelo dusic, kiedy chcialam wyjsc z przyjaciolka, on jak te piate kolo u wozu szedl z nami, poczatkowo nie przeszkadzalo mi to.. ale jak tu pogadac szczeze z psiapsiola, wyzalic sie, skoro on siedzi obok?..

Zaczely sie wakacje, pojechalam z kolezanka i jej rodzicami nad wode hmm.. jakies 40km za naszym miastem, mialo to trwac tydzien, przedluzylo sie do 3 tyg.. on nie mogl tego zniesc, kiedy moja mama przyjechala nas ``odwiedzic`` on przyjechal tez.. bez zapowiedzi, akurat wyglupialismy sie, ja, moja kolezanka, jej brat (rok starszy) i jego kolega..
i nagle, ze ja go tu zdradzam, Bog jeden wie, co jeszcze robie nocami.. ale przemilczalam to, powiedzialam, zeby jechal z moja mama do domu, a jak wroce to pogadamy, chcial za wszelka cene zebym tez worcila.. ale halo? to wakacje, chcialam odetchnac troszke od niego, a nie od rana do nocy siedziec na lawce.. przeciez nie tak maja wygladac wakacje, po calym roku ciezkiej pracy na dobre stopnie.

Wrocilam tydzien pozniej (wczesniej,  grozil mi  przez sms`y, ze ze mna zerwie jak w tej chwili nie wroce) odpisalam : zerwij.. ale nie zerwal (naprawde mu zalezalo)..
Tak jak pisalam wyzej, wrocilam .. no i znowu sie zaczelo, lawka, park, normalnie jakby byl moim cieniem.. juz nawet potem klamalam, ze musze byc wczesniej w domu, i wychodzilam pozniej do kolezanek, oczywiscie gg musialo byc wlaczone na dowod tego, ze jestem, no to pisalam, ze ide ogaldac z mama filmn, czy kapac sie..

I zaczelam miec tego dosc, zerwalam z nim, poprosilam o przyjazn, on tego nie mogl zniesc, prosil, kleczal, plakal.. ja nie odpuscilam.. rozstalismy sie..
Niedlugo potem spotkalismy sie (on wiedzial, ze z mojej strony moze liczyc na przyjazn).. mial wtedy dziewczyne ( w sumie 2 tyg pozniej mial po naszym rozstaniu, no ale umowilismy sie.. na normalne pogaduchy, on to odebral chyba inaczej, z tamta zerwal i zaczal znowu o mnie zabiegac.. ja mu powiedzialam .. nic z tego.

No to sie zaczelo na dobre : bo ty taka, taka, wykorzystalas mnie (nie chcial mnie w ogole sluchac, ze dobrze wiedzial, ze to tylko przyjazn), moje kolezanki zaczal nienawidziec, z jedna sie nawet poklocilam, bo do niej przychodzil, zalil siee, plakal, nagadywal.. i ja wyszlam na ta najgorsza, kiedy przechodzilam obok niego na miescie, albo inaczej.. pamietam sytuacje, kiedy szlam mamie do sklepu, i niedaleko bylo takie miejsce z lawkami, i on siedzial tam z cala moja, juz wtedy byla ``ekipa``.. i jak szlam, to wielce glowa do gory, a wydawalo mi sie ze niezle na mnie nagadywal.. ja tego nie wytrzymywalam, poszlam do tej kolezanki, w ktorej znalazl sobie oparcie, i wszytsko wyjasnilysmy sobie, on na mnie nagadal takie niestworzone historie, ze to szok..
I tak nasza znajomosc sie skonczyla..

Dodam, ze mojej mamie tez się zwierzał, ze posmarowałam przyjacielowi ramiona kremem na basenie (zaden erotyczny masaz, po prostu chlapniecie balsamem i rozprowadzenie po ramionach), siedzial przy tym, nie mial nic przeciwko, jeszcze sie smialismy z tego, a potem przy mojej mamieofiare zaczal zgrywac, ze go zdradzalam na jego oczach.. szkoda gadac.. a, ze moja mama b. go lubila, to ja znowu bylam ta zla.. heh, cwaniak umial niezle sobie wszystkich na swoja strone przestawic..

Ale po jakims czasie (kiedy ja juz kogos mialam- teraz jest moim mezem).. spotkalismy sie, od slowa do slowa, i pogodzilismy sie.. bo przeciez po co miec wrogow?..
Kiedy tak rozmawialismy, naprawde zdalam sobie z tego sprawe, ze on mnie kochal, a on zgrywajac ofiare przy znajomych, mojej mamie, chcial zebym do niego wrocila..

Nie wiem, czy odpisalam prawidlowo, na zalozony watek.. ale wydaje mi sie ze u niego nastapila zmiana 180 stopni, a nawet 360, zaraz po naszym rozstaniu..
Milo, jezeli ktos dotrwal do konca i sie nie zanudzil smile

No i ja czekam netbabeczki, na wasze opowiadania smile

3

Odp: Nowe oblicze jego... miłości?

Metamorfozy? Najbardziej zmienia się facet, któremu dasz kosza. Miałam parę razy taką sytuację, że poznawałam jakiegoś faceta, był słodki, pomagał, żartował, ale jak informowałam go, że nic z tego nie będzie, to 'książę' zmieniał się o 180 stopni.

Obgadywał, docinał, był wredny, i nagle z 'najfajniejszej dziewczyny' jaką znał zmieniałam się w 'zimną sukę'. big_smile

4

Odp: Nowe oblicze jego... miłości?

busiu, dokladnie tak ! Chcecie poznac waszego faceta? zerwijcie a sie dowiecie, co mysli o was tak naprawde..

5

Odp: Nowe oblicze jego... miłości?

Shiseido ma racje....prawdą jest ,ze mężczyzne poznaje sie po tym jak kończy....Niemal za każdym razem po zakonczeniu znajomości z facetem ..tak sie to kończyło u mnie. Czasami w mniejszym lub większym nateżeniu. Tylko raz przytrafiła mi sie inna historia i tak naprawde nie potrafie tego do dzisiaj zrozumiec.....jednak bywaja czasami normalni faceci. Ale to juz temat chyba na inną historię......

6

Odp: Nowe oblicze jego... miłości?
Shiseido napisał/a:

busiu, dokladnie tak ! Chcecie poznac waszego faceta? zerwijcie a sie dowiecie, co mysli o was tak naprawde..

Zgadzam się!
Chociaż ja tylko raz musiałam to przeżywać..

Był pierwszym chłopakiem, którego miałam.Chociaż, czy ja go mogę tak nazwać?Sytuacja wyglądała tak,że podobała mu się moja koleżanka,a że ona go nie chciała, to poleciał do mnie.Ja głupia uwierzyłam,że mu się podobam itd.Spotykaliśmy się wszyscy razem.Był ze mną tylko dlatego, by móc się widywać z moją kumpelą.Gdy się o tym dowiedziałam od mojej od razu z nim zerwałam.Trwało to może niecały miesiąc.A potem,gdy już nie byliśmy razem

busiu napisał/a:

Obgadywał, docinał, był wredny, i nagle z 'najfajniejszej dziewczyny' jaką znał zmieniałam się w 'zimną sukę'. big_smile

7

Odp: Nowe oblicze jego... miłości?

Ach ach coś o tym wiem ...
Ja miałam kiedyś chłopaka , z którym byłam w sumie 3 lata. Twierdził , że jest we mnie strasznie zakochany i w ogóle istny anioł. Przez 2,5 roku bycia razem było cudownie naprawdę, potem wyjechał za granicę do pracy ... i się zaczęło nieciekawie.
Też było tak jak u Shiseido ... że z zegarkiem w ręku musiałam na niego czekać przed Skype bo inaczej były grozby , że zerwie. W końcu nie wytrzymałam ciśnienia i z nim zerwałam ... on stwierdził , że bardzo dobrze i mnie olał ... na pierwsze 2 tygodnie.
Ja będąc z nim nie mogłam pracować bo mi zabronił .... a o moich koleżankach mówił , że je podziwia , że są takie niezależne .... a jak ja mu mówiłam , że chcę iść do pracy to mówił tak : " one wszystkie mogą sobie pracować , Ty nigdy!" Miał jakąś obsesję , że w nowej pracy zaraz poznam kogoś a jego zostawię.
Jak się rozstaliśmy ja znalazłam pracę w klubie w gastronomii jako barmanka ... kilka miesięcy pozniej ... pech chciał , że jego kolega , który akurat przyjechał na weekend do Polski mnie zobaczył i w przeciągu 2 godzin mój ex był poinformowany , że JA PRACUJĘ W KLUBIE. Po pracy nad ranem zaczął mnie bombardować smsami , dostałam ich chyba z 60 naraz. Że się k**wię za przeproszeniem .... ze jak ja w ogole moge pracowac w klubie , ze nie mam moralnosci .... a koncowe smsy to juz byly grozby typu " specjalnie przysle tam kolegow , zamowia u Ciebie drinki i porozlewaja zebys musiala po nich sprzatac ... a w nagrode rzuca Ci napiwkiem na podloge z pozdrowieniami ode mnie ". Nie wytrzymałam i pojechalam do jego matki i jej pokazalam te wszystkie smsy ... bo juz nie bylismy pol roku razem a on mnie centralnie nękał. Matka się nim zajęła odpowiednio. Zaznaczam , że on przez ten cały czas był w Irlandii smile.  A najlepsze w tym wszystkim było to , że te smsy były takie przeplatane .... raz mnie przepraszał i wyznawał milosc a w kolejnym smsie byly przeklenstwa i grozby jak nic nie odpisywalam. Okazalo sie , ze moj eks ma rozdwojenie jazni - co przyznala nawet jego matka. Po rozstaniu dowiedzialam sie , ze będąc ze mną łaził po burdelach i sie łajdaczył ... ze nawet zaciagnal kiedys do lozka mlodsza siostre swojej bylej dziewczyny. A najgorsze , ze on zgrywal wielkiego katolika przede mna i KAZAŁ mi chodzic z nim co niedziela do kosciola i spowiedzi , w niedziele nigdy nie uprawialismy seksu ... On chodzil na jakies oczyszczenia i odnowy w Duchu Świętym ... no normalnie parodia jakas to była. Wieczorami przed zaśnięciem czytał mi nawet fragmenty Biblii big_smile. A ja jestem normalna dziewczyna, więc wierzyłam przez te 3 lata w jego dobre serce i pobożność .... o Cie losie,  hehe...

8

Odp: Nowe oblicze jego... miłości?

odnośnie tego posta też poznałam chłopaka , całkiem fajny bardzo podobał mi się i ustawiliśmy sie jakoś raz na spotkanko wyszykowałam sie i poszłam na umówione miejsce, czekam i czekam wielce po 2 h odezwał sie że policja go zatrzymała i że wrócił do domu, wkurzona na maksa napisałam no spoko, od razu wykasowałam numer. Na drugi dzień ktoś pisze esemesy że popełni samobójstwo jeśli z nim sie nie spotkam odpisywałam mu weź człowieku ogarnji sie , potem połączeń mase nieodebranych i esów od jego brata niby, że poszedł gdzieś nie wie gdzie że nie wraca długo , i oczywiście mnóstwo połaczen tyle ze od obcych już numerów...szok... dałam jego numer koleżance i ona dzwoniła zrąbała gościa i potem on do niej pisał żeby się ustawić z nią ahahah żałosne , wybaczcie za błedy i za błedy stylistyczne:)

9

Odp: Nowe oblicze jego... miłości?

no dobra teraz ja- byłam z kimś przez rok , był miły cudowny , wspaniały, grzeczny , dowcipny, sympatyczny. Pomieszkiwał u mnie , razem wakacje, razem święta, razem wszędzie  aż po roku pokazał swoje prawdziwe JA  .  Pewnego pięknego dnia zapomniał sie i cóż.................................... krzyczał, wrzeszczał ................................ ale to był jego pierwszy i ostatni raz . Podziękowałam mu za ten wspólny rok i poprosiłam żeby zamknął drzwi z drugiej strony i w ten sposób nasze drogi się rozeszły. Po pewnym czasie wyszły też inne sprawy ale szkoda czasu i życia zeby to wspominać . Pozdrawiam cieplutko.

10

Odp: Nowe oblicze jego... miłości?

Podobno tak bywa...że jak już ich odrzucimy..to nagle pojawiają się zupełnie inne osoby..
Ja pomimo wielu związków nigdy nie zaznałam tego uczucia...
nigdy nie byli chamscy, niegrzeczni...nie mili...
nawet w czasie kiedy nie mieszkałam z mężem..chodz miał wiele powodów aby ,,mówić'' o mnie zle...nic mi na ten temat nie wiadomo...

11 Ostatnio edytowany przez misiowaaa (2011-02-09 09:27:20)

Odp: Nowe oblicze jego... miłości?

Witam. I ja mogę "pochwalić się" historią, którą przeżyłam z kimś kogo uważałam wręcz za anioła..

Było to tak..

Poznaliśmy się na jednym z portali randkowych. Było wszystko okej - spotkaliśmy się raz, potem drugi, aż wreszcie zaczęliśmy ze sobą być. 
Byliśmy parą jakiś miesiąc po czym chłopak oświadczył mi się. Sama nie mam pojęcia dlaczego ale się zgodziłam.
Po jakimś 1,5 miesiącu bycia razem odeszłam bo:
- jechałam do przyjaciółki jakieś 20 km od mojego miasta - to dostałam potem smsa, że go tam zdradzam i jestem ku**wą!
- jak szłam gdziekolwiek i nie brałam ze sobą telefonu - przyszłam do domu to miałam około 100 połączeń nieodebranych i koło 50 smsów typu: gdzie masz telefon, gdzie jesteś, czemu sie nie odzywasz. Po czym ledwo odczytałam te smsy, a On potrafił zaraz przyjechać i osobiście mnie sprawdzać. Mimo iż mieszkał jakieś 10 km od mojej miejscowości.
Aż pewnego pięknego dnia przyszedł narąbany, z kolesiami, zaczął się stawiać i mnie udrzył! w tym momencie koleś przegiął. Ale to jeszcze nie koniec, po tym definitywnym rozstaniu, spotykałam się z przyjacielem, chodziliśmy na miasto, spędzaliśmy razem miło czas, a ten idiota mnie zwyczajnie śledził - i  to nie sam.. oczywiście, że z obstawą! I jak go raz zauważyłam bo nie dało się nie zauważyć, żę za nami idzie to postanowił wpier** mojemu przyjacielowi! Ale jakoś się powstrzymał bo mu kolesie przemówili by tego nie robił bo po co mu to.
Ogólnie koleś był jakiś dziwny, co chwile mówił mi, że on jest chory, że jak go zabraknie to zapisze mi swój dom itp.. bo ma mało czasu, bo powinien leżeć w szpitalu, a musi być z rodzicami. A to jakaś totalna ściema..

Dziś przyjaciel z którym kiedyś się spotykałam jest moim narzeczonym, razem mieszkamy i za prawie 3 miesiące będziemy małżeństwem, a tamtego poznanego przez portal randkowy widuję czasem w markecie lub mieście i gapi sie na nas jak jakiś idiota!

Dziś Jestem szczęśliwa i bardzo bym chciała zapomnieć co przeżyłam będąc z tamtym ale niestety jeszcze jest za wcześnie mimo iz upłynęło od tamtej chwili 3 lata;/

Ale to prawda - po rozstaniu dopiero poznajemy prawdziwe oblicze drugiego człowieka!

12

Odp: Nowe oblicze jego... miłości?

Po liceum zaczęłam się spotykać z kolegą z klasy. Nie podobał mi się fizycznie, ale był bardzo inteligentnym człowiekiem (przynajmniej tak mi się wydawało). Wszystko było fajnie, super. Dopóki podczas kłótni nie wyklął mnie od najgorszych. Było to ok. 4 miesięcy jak byliśmy razem. Odeszłam od niego. Ale on błagał, prosił. Wstawili się za nim wszyscy, nawet Ci 'dorośli'. Wróciłam. Po kolejnych 7 miesiącach nie wytrzymałam. Zrozumiałam, co on ze mną robił. Ograniczał mnie. Uwielbiał, kiedy się kłóciłam z rodzicami. Był szczęśliwy, kiedy robiłam to co on chciał. To co ja chciałam było nie ważne.
Rozstaliśmy się z wielkim hukiem. Oddałam mu wszystko co mi kiedykolwiek dał, aby pokazać, że nic dla mnie nie znaczy. Wkurzył się. Po tygodniu miał już nową dziewczynę. A mimo to przyjeżdżał i kręcił się w okół mojego domu. Ojciec mój kilka razy go przepędzał, a on krzyczał, że jestem jego i zawsze będę.
Zrobił sobie prawo jazdy. Oczywiście przyjechał się tym pochwalić. Ale nie sam. Z jakąś dziewczyną siedzieli w samochodzie pod moim oknem.
Zdarzało mu się, że przyjeżdżał i wykrzykiwał mojemu ojcu, że piszę do niego smsy, że on ma tego dosyć, żebym odczepiła się od niego. Co oczywiście miejsca nie miało.
Obecnie minęło 6 lat od kiedy ostatnio rozmawialiśmy. Teraz nie wie gdzie mieszkam, więc mnie nie nachodzi. Ale zdarza mu się zapraszać mnie na portale społecznościowe. I nie przemawia do niego to, że za każdym razem odrzucam to zaproszenie...

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nowe oblicze jego... miłości?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026