Daje tu ciekawy link ----->
http://www.emocje.net.pl/prawdziwa-milo … owodnione/
<------
Po przeczytaniu tego mozna wywioskowac czemu jestesmy ranieni, zostawiani, olewani.
A jak Wy to widzicie ?
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rada i info dla zostawionych....
Strony 1
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Daje tu ciekawy link ----->
http://www.emocje.net.pl/prawdziwa-milo … owodnione/
<------
Po przeczytaniu tego mozna wywioskowac czemu jestesmy ranieni, zostawiani, olewani.
A jak Wy to widzicie ?
Podobne tematy
To znaczy, ze co on odszedł bo nadal kogos kocha? Bo ja nie czaje jaki ten artykuł ma związek z porzuconymi......
Znaczy chodzi o to, ze jesli ktos jest raniony, zostawiany, olewany to nie jest kochany przez ta druga osobe?
jakos nie zrozumialam tego artykulu:/
A gdzie tu jest "rada i info dla zostawionych" ???
No własnie -gdzie?
moze jako nadzieja, ze jednak istnieje milosc?
ja akurat wierze, ze istnieje prawdziwa dozgonna milosc.... tylko jakos obchodzi mnie wielkim lukiem ![]()
A moze jest tuz przed Toba ale nie widzisz jej, bo chodzisz ze spuszczona glowa albo rozgladasz sie nie tam gdzie trzeba? ![]()
To tak troche jest , jak by opowiadac ludziom spragnionym wody pitnej, jaka pyszna jest oranżada, oraz że nie wiadomo czy lepsza jest gazowana , czy nie gazowana......, a moze cola lepsza , zapytano padającego z pragnienia pustelnika ??? Nie, nie ,najepszy to szampan...albo nie, moze jednak sok!!!pyszny aromatyczny schłodzony....a spragniony szklanki wody szpce niemrawo : wode schłodzona raz prosze ...odmówiono, zaproponowano ze najlepsza to coca cola, ale akurat niedostepna....., więc prosze cierpliwie cekac...., może zamówimy jakies wyszukane napoje..to sie pan napijesz , panie pustelnik....ale ja ..wody tylko..nie szkodzi, po co sobie woda zawracac d. lepsza schłodzona cola itd.itp.
Ludziom porzuconym obznajmia sie, ze istnieje milosc dozgonna. Ciekawy rodzaj terapii... - .wstrząsowej?????
Powinno sie stworzyc fundusz unijny bezzwrotny , na rzecz porzuconych, na indywidualny rozwój osobisty
- i to by była pelna szklanica wody .
Czy dośc sugestywnie sie wyraziłam?
ja akurat wierze, ze istnieje prawdziwa dozgonna milosc.... tylko jakos obchodzi mnie wielkim lukiem
Będę cyniczna: trzeba wziąć pod uwagę, że to zależy od długości życia
Romantycy żyli krótko.......... Kosiły ich pojedynki lub syfilis....
Zazdrosc napisał/a:ja akurat wierze, ze istnieje prawdziwa dozgonna milosc.... tylko jakos obchodzi mnie wielkim lukiem
Będę cyniczna: trzeba wziąć pod uwagę, że to zależy od długości życia
![]()
Romantycy żyli krótko.......... Kosiły ich pojedynki lub syfilis....
Hahaha, dobre
No ja zyje juz 28 lat ale wlasnie zeby zapewnic sobie dlugie i mniej stresujace zycie, ucze sie odlozyc romantyzm na bok (a przynajmniej bardzo go ograniczyc) i zmieniac postawe na troche "zdrowsza" i bardziej zblizona do rzeczywistosci.
Ja to widze tak, ze byc moze milosc istnieje, ale nie kazdemu bedzie dane ja odczuc (bez wzgledu na jego dlugosc zycia)
Nigdzie nie jest napisane, ze kazdy czlowiek ma kochac i byc kochanym, wiec daleka bylabym od stwierdzenia, ze kazdy to przezyje w swoim czasie. Guzik prawda.
Moze dlatego Median, musimy kochac za bardo, zeby przynajmniej na tych dupkow sie zalapac?
ale dupki nie daja nam milosci, daja nam stres, lzy i rozczarowanie. To juz lepiej byc samemu niz z byle kim, serio.
tez tak mysle ![]()
Trzeba miec inny cel niz dwunogi przyjaciel na starosc ![]()
moze czteronogi?
Szczerze? nie mam rodzenstwa, nie mam dzieci, nie mam przyjaciol wiec obawiam sie starosci, tej samotnej ![]()
Albo po prostu zaakceptować fakt, to będzie przyjaciel/przyjaciółka będę naszą opoką, a nie partner/partnerka?
Ja już doszłam do takiego momentu.... Nie będę się napinać....
Szczerze? nie mam rodzenstwa, nie mam dzieci, nie mam przyjaciol wiec obawiam sie starosci, tej samotnej
Nigdy nie byłam zwolenniczką amerykańskiego stylu zycia, ale zmieniam zdanie - jeśli chodzi o kwestie starości.
Mam świadomość, że nie dotyczy to wszystkich, ale jednak tam starsi ludzie "organizują" swoje życie, są bardziej niezależni. I wcale nie chodzi mi o kwestie finansowe, bardziej o niezależność jako człowieka.
Mam nadzieję być taka staruszką - nadal ciekawą świata, otoczoną innymi podobnymi sobie ludźmi. Oczywiście nie zapominam o rodzinie - ale w granicach rozsądku i miłości - a nie rozumienia jako "obowiązku".
Tak więc Median - jesteśmy umówione?
Umawiacie sie na stare lata? To ja tez chce.....
Niekochana z mila checia, ale jesli emerytury beda tak niskie jak dzis to obawiam sie, ze nie bedzie mnie stac na to, aby jezdzic po polsce i odwiedzac zyjace jeszcze forumowe kolezanki ![]()
Moja propozycja została odrzucona , no fakt za niska rencina....ale , ale ! plus alimenty!
Niekochana z mila checia, ale jesli emerytury beda tak niskie jak dzis to obawiam sie, ze nie bedzie mnie stac na to, aby jezdzic po polsce i odwiedzac zyjace jeszcze forumowe kolezanki
Mam to przemyślane: albo przeprowadzimy się wszystkie w jedną okolicę (może jakieś osiedle "trzecia młodość") albo stworzymy fundusz.
Spokojnie, mam wrażenie, ze tyle tęgich głów coś wymyśli ![]()
Gaziu - może to będzie dla Ciebie bodziec, żeby zawalczyć o te alimenty ![]()
Oooo... widze, ze sie klaruje...
Podoba mi sie, podoba ![]()
Szczerze? nie mam rodzenstwa, nie mam dzieci, nie mam przyjaciol wiec obawiam sie starosci, tej samotnej
Median, czuję że jesteś jakaś pogodzona z tym... Próbujesz coś zmienić?
yy... sprawy z rodzenstwem nie zmienie, dziecka nie mam miec z kim, a co do przyjaciol to nie zmieniam, bo nie wiem co zmienic - nie mam gdzie poznawac ludzi to raz, a dwa - nie potrafie sie juz przyjaznic (czyt. zaangazowac)
yy... sprawy z rodzenstwem nie zmienie, dziecka nie mam miec z kim, a co do przyjaciol to nie zmieniam, bo nie wiem co zmienic - nie mam gdzie poznawac ludzi to raz, a dwa - nie potrafie sie juz przyjaznic (czyt. zaangazowac)
No teraz to pojechałaś............
P.S. Przypominam, że ja osobiście odnalazłam tutaj siostrę syjamską ![]()
Chodziło mi o to, czy nie próbujesz czegoś zmienić w związku z poczuciem osamotnienia ogólnie. Nie miałam na myśli namówienia Twoich rodziców na braciszka ![]()
yy... sprawy z rodzenstwem nie zmienie, dziecka nie mam miec z kim, a co do przyjaciol to nie zmieniam, bo nie wiem co zmienic - nie mam gdzie poznawac ludzi to raz, a dwa - nie potrafie sie juz przyjaznic (czyt. zaangazowac)
Henry Ford powiedzial kiedys cholernie madre slowa: "Whether you think you can or think you can't, either way you are right" co w wolnym tlumaczeniu oznacza, ze czy myslisz, ze mozesz, czy myslisz, ze nie mozesz, w obydwu przypadkach masz racje...
Ludzie moi drodzy...
jesli chodzi o kontakty wirtualne, to mam glebokie przekonanie o tym, ze wirtual mnie nie zaspokaja
Potrzebuje zywego czlowieka, ktorego moge uslyszec, czasem dotknac, popatrzec na niego, uslyszec jego smiech i inne pierdoly.
Zawsze bylam wyalienowana. Nie wiem czemu, moze po prostu taka karma. Z biegiem lat jest coraz gorzej, ja sie w jakims momencie zaczelam bac ludzi - tego, ze mnie nie zaakceptuja, ze nie mam nic, co moglabym dac drugiemu czlowiekowi. Stad blokada na blizsze kontakty z ludzmi. Kiedys znajomych bylo faktycznie duzo, ale z biegiem lat kontakty sie pourywaly, bo pozmienialy sie priorytety. Kolezanki, ktore mialam dawno temu pozakladaly rodziny, a co za tym idzie zmienily im sie tematy (glownie na dzieci), skurczyl im sie tez czas - wiadomo, zobowiazania. I chcac nie chcac te kontakty sie poluzowaly. Mysle, ze nawet gdybym chciala cos odnowic, to nie byloby to juz tak intensywne, jak kiedys.
Jak wspomnialam wczesniej - nie mam gdzie poznawac ludzi. W moim zyciu wystepuje tylko praca (ktorej szczerze nie znosze), a ludzie ze mna pracujacy sa ok, ale tylko jako luzni znajomi - nie znajduje ani jednej osoby, z ktora potrafilabym sie "zżyć". Bardzo sie lubimy, ale to wszystko. Piwo po pracy raz na pol roku a i tak konczy sie na tematach pracy, o ktorej po pracy chce zapomniec.
Ktos moglby powiedziec - idz na jakies kolko zainteresowan, zrob cos ze soba, ale jak juz kiedys wspominalam Zazdrosci, moim problemem, ktory chyba wszystko mi wali w zyciu - ja nie mam zainteresowac. Tak, wiem, brzmi tragicznie, ale ja naprawde nie mam nic, o co moglabym sie zaczepic. Moje zycie to zycie z dnia na dzien.
A to wszystko okraszone jest jeszcze niesmialoscia, ktora bierze sie z masy kompleksow. I taki moj bigos kochani ![]()
Podsumowujac - cholernie brakuje mi ludzi, jakiejs paczki znajomych, ale z drugiej strony - nie wiem gdzie ich znalesc.
Median: dużo tego jak na jedną osobę, przyznaję.
Trudno znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Bo to taki "zaklęty krąg" - ani praca, ani prive. Hmm... ale trudno mi uwierzyć, że nie maa wokół Ciebie samotnych babek - wiesz, w kupie raźniej. ![]()
Ludzie moi drodzy...
jesli chodzi o kontakty wirtualne, to mam glebokie przekonanie o tym, ze wirtual mnie nie zaspokaja
Potrzebuje zywego czlowieka, ktorego moge uslyszec, czasem dotknac, popatrzec na niego, uslyszec jego smiech i inne pierdoly.
Zawsze bylam wyalienowana. Nie wiem czemu, moze po prostu taka karma. Z biegiem lat jest coraz gorzej, ja sie w jakims momencie zaczelam bac ludzi - tego, ze mnie nie zaakceptuja, ze nie mam nic, co moglabym dac drugiemu czlowiekowi. Stad blokada na blizsze kontakty z ludzmi. Kiedys znajomych bylo faktycznie duzo, ale z biegiem lat kontakty sie pourywaly, bo pozmienialy sie priorytety. Kolezanki, ktore mialam dawno temu pozakladaly rodziny, a co za tym idzie zmienily im sie tematy (glownie na dzieci), skurczyl im sie tez czas - wiadomo, zobowiazania. I chcac nie chcac te kontakty sie poluzowaly. Mysle, ze nawet gdybym chciala cos odnowic, to nie byloby to juz tak intensywne, jak kiedys.
Jak wspomnialam wczesniej - nie mam gdzie poznawac ludzi. W moim zyciu wystepuje tylko praca (ktorej szczerze nie znosze), a ludzie ze mna pracujacy sa ok, ale tylko jako luzni znajomi - nie znajduje ani jednej osoby, z ktora potrafilabym sie "zżyć". Bardzo sie lubimy, ale to wszystko. Piwo po pracy raz na pol roku a i tak konczy sie na tematach pracy, o ktorej po pracy chce zapomniec.
Ktos moglby powiedziec - idz na jakies kolko zainteresowan, zrob cos ze soba, ale jak juz kiedys wspominalam Zazdrosci, moim problemem, ktory chyba wszystko mi wali w zyciu - ja nie mam zainteresowac. Tak, wiem, brzmi tragicznie, ale ja naprawde nie mam nic, o co moglabym sie zaczepic. Moje zycie to zycie z dnia na dzien.
A to wszystko okraszone jest jeszcze niesmialoscia, ktora bierze sie z masy kompleksow. I taki moj bigos kochani
Podsumowujac - cholernie brakuje mi ludzi, jakiejs paczki znajomych, ale z drugiej strony - nie wiem gdzie ich znalesc.
Kurcze, dziewczyno, rzeczywiscie troche tego jest. Jesli jestes z Wawy to daj znac, jeszcze tydzien zostaje, mozemy sie spotkac i pokaze Tobie ile w zyciu mozna fajnych rzeczy robic i moze czyms sie zainteresujesz i rozerwiesz ![]()
Median: dużo tego jak na jedną osobę, przyznaję.
Trudno znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Bo to taki "zaklęty krąg" - ani praca, ani prive. Hmm... ale trudno mi uwierzyć, że nie maa wokół Ciebie samotnych babek - wiesz, w kupie raźniej.
Tak wlasnie - to takie zamknete kolo. Nie potrafie sie z niego wydostac. Wiesz, moze jakies samotne babki sa, ale nie znam takowych ![]()
Un hombre myslisz, ze jedno spotkanie przy takiej abstynencji mnie potrafi zaspokoic?
(bez skojarzen prosze)
aaa... musze cos jeszcze dodac (wstydliwego).. poniewaz moje zycie to praca-dom to jak juz kroi sie raz na pol roku jakies wyjscie to...to nie chce mi sie. Dopada mnie len. Moze to byc jeden z dwoch powodow:
- rozleniwienie, tak po prostu rozleniwienie
- niechec spowodowana tym, ze osoby, z ktorymi mam spedzic czas mnie nudza
pff.. nie wiem jak to wytlumaczyc, bo pewnie zabrzmialo beznadziejnie. Hmm.... chodzi mi o to, ze wole jednak zostac w domu niz isc gdzies i zmuszac sie do udawania, ze sie swietnie bawie w czyims towarzystwie jesli nie odczuwam podobnych fluidow czyli - podobne poczucie humoru, jakies tematy, ktore pociagaja obie strony. Niby nie mam zainteresowan, a okazalo sie, ze jak poznalam J. to nie moglismy przestac gadac, bo znalazlo sie wiele wspolnych tematow ![]()
aaa... musze cos jeszcze dodac (wstydliwego).. poniewaz moje zycie to praca-dom to jak juz kroi sie raz na pol roku jakies wyjscie to...to nie chce mi sie. Dopada mnie len. Moze to byc jeden z dwoch powodow:
- rozleniwienie, tak po prostu rozleniwienie
- niechec spowodowana tym, ze osoby, z ktorymi mam spedzic czas mnie nudzapff.. nie wiem jak to wytlumaczyc, bo pewnie zabrzmialo beznadziejnie. Hmm.... chodzi mi o to, ze wole jednak zostac w domu niz isc gdzies i zmuszac sie do udawania, ze sie swietnie bawie w czyims towarzystwie jesli nie odczuwam podobnych fluidow czyli - podobne poczucie humoru, jakies tematy, ktore pociagaja obie strony. Niby nie mam zainteresowan, a okazalo sie, ze jak poznalam J. to nie moglismy przestac gadac, bo znalazlo sie wiele wspolnych tematow
Kochana to typowy objaw "zasiedzenia" - "po co mam tracić czas, jak na pewno będzie beznadziejnie".
Najgorzej zacząć. Potem "idzie " z górki ![]()
jak to milo, ze ktos mnie rozumie ![]()
Mam to przemyślane: albo przeprowadzimy się wszystkie w jedną okolicę (może jakieś osiedle "trzecia młodość") albo stworzymy fundusz.
Spokojnie, mam wrażenie, ze tyle tęgich głów coś wymyśli
Piszę się na to kochana.
Też chcę być taką staruszką - energiczną i pełną werwy z kalendarzem pełnym zajęć
Mam przykłady w otoczeniu - znam panie emerytki uczęszczające na Uniwersytet Trzeciego Wieku (jeździmy razem na wycieczki po Polsce! - gaziu 2 lata temu byłyśmy w Toruniu). One nigdy nie mają wolnego czasu!!!
Median - nie mów HOP. Moi rodzice pobrali się gdy mieli po 36 i 37 lat, wiec nigdy nie wiadomo
Co do twojego wyobcowania - nie przyszło Ci do głowy, że taka już twoja uroda? Ja również zawsze jakoś odstawałam od towarzystwa i nie lubiłam dużych spędów, grono znajomych też było niewielkie. Nie znaczy to, że jest się w jakiś sposób gorszym
Innym nie znaczy gorszym. Przypomnij sobie jakie to tematy bez końca snułaś ze swoim ex - i zainteresowania gotowe, jak znalazł ![]()
No więc jesteśmy umówione.
Anhedoniu problem w tym, ze ja nie czuje sie dobrze ze swoja innoscia. Czuje sie ze soba w miare dobrze, ale brakuje mi ludzi, bliskich ludzi, z ktorymi moglabym spedzac wolny czas, a nie tylko i wylacznie z komputerem.
To juz na szczescie nie te czasy, kiedy stara panna jest wytykana palcami, ale mam nieodparte wrazenie, ze ktos moze pomyslec, ze jednak jestem nieudacznikiem, bo nie potrafie ulozyc sobie zycia. Bo inni moga a ja nie, wiec cos musi byc ze mna nie halo.
Swoja droga to single maja przechlapane - jako piate kolo u wozu przewaznie, czasem nawet nieslusznie podejrzewane o konkurencje
Nawet biura podrozy singli traktuja jak czarne owce i kaza slono doplacac ![]()
Un hombre myslisz, ze jedno spotkanie przy takiej abstynencji mnie potrafi zaspokoic?
(bez skojarzen prosze)
Za pozno, zanim dotarlem do nawiasow to juz skojarzylem.
Zreszta to byl celowy zabieg, czyz nie prawda Swintucho ![]()
Sluchaj, mowisz, ze nie masz zainteresowan itd. Swoje zycie mozna zmienic tylko wtedy, kiedy sie tego szczerze chce i jest sie konsekwentnym. Zastanow sie, czy dobrze jest Tobie tak jak teraz a jesli nie, to rusz cztery litery i zrob cos. Sproboj czegos nowego, czego nigdy nie probowalas, nie wiem, pojdz na tor gokartowy, zapisz sie na joge, zapisz na zajecia garncarstwa, idz na fitness, wyjedz na weekend na narty, idz na SpeedDating dla zabawy, idz na miasto albo do centrum handlowego i dla zabawy poderwij jakiegos kolesia i idzcie na kawe - mozliwosci jest cholernie wiele.
wypraszam sobie
ale wybaczam, bo wiem, ze czesto cos chlapne i przekaz jest zle odebrany ![]()
Juz tlumacze:
-garncarsto - mam dwie lewe rece
-joga - staje sie bardziej nerwowa
-fitnes - jestem po kontuzji obu rzepek
-speeddating nie w moim stylu, to mnie nie bawi (wiem, mam spaczone poczucie humoru) ![]()
-weekend na narty, tor gokartowy to cos, czego nie robi sie w pojedynke.
- poderwanie kogos dla zabawy....... buahahahahha...tiaa.... ja?!
Probowalam kin, wystaw, koncertow, herbaciarni...sama, ale to wszystko takie jakies hmm.. jałowe. Samemu smutno
Nie wypraszaj sobie, jesli Twoj podany wiek jest prawdziwy to nalezysz do grupy kobiet o statystycznie najwiekszych i najbardziej wysublimowanych "potrzebach"... ![]()
No kurde, ale zeby nie bylo smutno samemu, trzeba miec partnera/partnerke, prawda?
Jesli w danej chwili nie ma sie takowego/takowej, trzeba skads wykombinowac, prawda?
Aby kogos poznac, trzeba ku temu stworzyc okazje, prawda?
Okazja do poznania kogos jest wlasnie zrobienia czegos nowego. Nie wazne, ze robisz cos sama, jak jestes na torze gokartowym i chcesz poznac nowego kolesia, to wystarczy mu zajechac droge, wjechac w tyl i mamy jakis start ![]()
Masz dwie lewe rece? To co z tego, idz na garncarstwo i jak zamiast garnka wyjdzie Tobie bezksztaltna masa, to nie dosc, ze bedzie duzo smiechu to moze jeszcze jakis przystojny instruktor pokaze Tobie, jak sie to robi i cholera wie co dalej.
Kurcze, czasem zeby kogos nowego poznac wystarczy na ulicy sie zagapic i po prostu na kogos wpasc.
A moze zaloz jakas bluzke z bezczelnie duzym dekoltem, idz do baru i na pewno sie kogos pozna, wystarczy zarzucic wedke...
łooo... to mi teraz "pojechales"
Dzieki! ![]()
Ostatnio pod sklepem zaliczylam stluczke, niestety kierowca, ktory mnie zaatakowal byc juz starszym panem. Tak wiec jedna szansa przepadla. Rowniez mysle o zwyklej ulicy, ale ostatnio doznalam tylko bolesnego spotkania ze slupem przystanku autobusowego...
Blizej mi do rozpustnicy niz do cnotki, ale uwazam, ze samotna kobieta w barze, z duzym dekoltem jest łupem dla kolesi, dla ktorych cel jest bardzo jasno okreslony. Jesli uwazasz inaczej to wyprowadz mnie prosze z bledu ![]()
Instruktor garncarstwa znajac moj pech okazalby sie szczesliwie zonaty, co mogloby sie skonczyc dla mnie dosc nieszczesliwie ![]()
A tak serio to w tej grupie wiekowej (30-40 lat) ciezko jest nie naciac sie na mine w postaci zajetego faceta szukajacego wrazen.
I co? Wyszlo na to, ze zrzedze? Dobrze..obiecuje, ze postaram sie jakos ogarnac i poinformuje o pomyslach ![]()
Median, ja nie jestem jasnowidzką,ale na prawde w Twoim przypadku mam przeczucie, że niedługo z kims będziesz. Slowo daje, bez sztuczek i cyrków. Po prostu to bedzie , i już. latem napiszesz , ze miałam racje. I co Ty na to? To czuje i już. A moze ja estem jasnowidzka? tylko dlaczego sobie nie przewidziałam jego odejścia? A moze telepatka ze mnie jakas...
no ja na to, jak na lato
Gaziu, a skad to przeczucie co??? A reklamacje mozna skladac? I co w ramach zadoscuczynienia za uczynienie nadzieji? ![]()
Wiesz , ja to po prostu przeczuwam. Serio.
wiesz Gaziu, to jest tak jak to, ze mam nosa do ludzi, ale do facetow niestety juz nie ![]()
Znowu zabrzmialo.... w tym sensie, ze do ludzi jako caloksztalt, a do facetow "swoich"
Gaziu, jesli jestes jasnowidzem to ja sie tego uczepie, a to moze przyniesc za soba bol i stres jesli sie okaze, ze jasnowidzem jednak nie jestes..
Ide spac, Median, bedize jak mówie. Zobaczysz. tylko powiesz mi , ok? Ide spać, cześc.
No pewnie, ze powiem. Skoro wytrzymalam na forum pol roku to wytrzymam kolejne pol ![]()
Kolorowych ![]()
Blizej mi do rozpustnicy niz do cnotki, ale uwazam, ze samotna kobieta w barze, z duzym dekoltem jest łupem dla kolesi, dla ktorych cel jest bardzo jasno okreslony. Jesli uwazasz inaczej to wyprowadz mnie prosze z bledu
Median, zgadzam się z Tobą w 100% - duży dekolt w barze to kiepski pomysł.
Zaczelabym od tego, ze moja nienawisc i zal do facetow jest na tyle duza, ze nie jestem w stanie sie umowic z kimkolwiek na cokolwiek ![]()
Strony 1
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rada i info dla zostawionych....
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026