Hej Dziewczyny!!
Już kiedyś pisałam na forum i naprawdę mi pomogłyście, teraz też liczę na Wasze zdanie i wsparcie:)
Otóż...pierwsze pytanie - czy coś jest do cholery ze mną nie tak?... W swoim życiu byłam w czterech poważnych ( moim zdaniem ) związkach. Pierwszy trwał 1,5 roku, drugi 10 miesięcy, trzaci pół roku a teraz jestem w związku, który trwa ponad rok.
Otóż scenariusz każdego mojego związku wygląda tak samo: na początku dość szybko się angażuję, jest cudownie, ja jestem zakochana, chłopak jest zakochany, pierwsze zbliżenia są po prostu cudowne, motyle w brzuchu itd - oczywiście zawsze początki są fajne, to fakt. Ale później, gdy ten związek trwa tak powiedzmy około 9 miesięcy mi się zaczyna ODECHCIEWAĆ - tak, to odpowiednie słowo niestety. Zaczynam szukać w chłopaku wad.. Teraz jestem z chłopakiem, który wydawał mi się spełnieniem marzeń, bo faktycznie jest wykształcony, mądry, kulturalny, przystojny i bardzo dla mnie dobry, ale... po prostu zaczynam szukać w nim wad.. Ostatnio stracił pracę więc zaczęłam się tego czepiać. Staram się robić wszystko by go zniechęcić do mnie i żebyśmy się rozstali.. TAK BYŁO ZA KAŻDYM RAZEM. Po prostu uważam, że żaden związek nie może trwać do końca życia i jakby staram się go zakończyć, bo wydaje mi się, że nadszedł już ten czas. Nie wiem co mam z tym zrobić... Rozumiem jakby to było raz czy dwa, ale to się powtarza w każdym moim związku.. Po prostu zrywam kończę znajomość. Później cholernie tego żałuję, płaczę, cierpię, wypominam sobie moją decyzję ale cóż... później stwierdzam, że lepiej mi samej, bo jestem "sama dla siebie", żadnych zobowiązań itd i tak aż do kolejnego związku.. Nie wiem co jest ze mną nie tak naprawdę:(( czy ja po prostu do końca życia już tak będę robić, czy są szanse na to, żeby ten związek się nie zakończył w taki sposób...? Czy to może mieć związek z tym, że moja mama się rozwiodła i z Niej czerpię wzór?