Hej.
Znowu to zaglądam gdyż nie umiem sobie poradzić ze wszystkim
jak już kiedyś pisałam, jestem szczęśliwa z panem M. jest cudownie!! troszczy się o mnie, jest czuły, zawsze wysłucha,pomoże, jeździ ze mną po doktorkach, robi wspaniałe śniadanka, podnosi na duchu... bajka.. w którą ja nie wierzę...
ostatnio dużo gadaliśmy o ślubie.. zaręczynach... bardzo tego chciałam.. ciągle trułam jego pupe o zaręczynach...on mówił,że to zrobi ale chce by to była niespodzianka.. i mam być cierpliwa.. codziennie powtarza,że kocha że chce być ze mną...
Jesteśmy ponad 5 miesięcy razem.. choć 2 lata temu już byliśmy razem... ale cały czas wiedzieliśmy,że jesteśmy dla siebie... ale życie sprawiło,że znów jesteśmy razem i jestem BARDZO SZCZĘŚLIWA!!
Wychowałam się bez ojca, jestem benkartem ( nieślubnym dzieckiem) dzieckiem z pękniętej gumki, niestety nie umiałam sie z tym pogodzić, gdy ojciec pow. że NIGDY MAMY NIE KOCHAŁ... że NAWET MAM NIE MARZYĆ BY PRZYJECHAŁ DO MNIE NA ŚLUB....wiem,że ma inną rodzine, dzieci.. oni byli pierwsi ode mnie.. to ich zdradził.. ale ja jestem człowiekiem nie maszyną..ale nie o tym temat...
problem w tym,że czuje jakbym musiała ZASŁUŻYĆ NA MIŁOŚĆ PANA M... nie wierze,że może on mnie kochać tak ot..co... muszę być dobra, uszczęśliwiać go.. gdy popełnie błąd przeraźliwie się boje,że odejdzie... chyba jak ojciec choć i tak go nie było.. uciekł przed moimi narodzinami...
Pogodziłam się z sytuacją życiową.. tatą itp. ale gdy związek się pojawił.. zaręczyny w planach.. ogarnia mnie strach... nie uśmiecha się to sądze,ze to moja wina!! coś źle zrobiłam!!odejdzie...
tłumacze sobie,że on naprawde kocha... czuje to.. choć "głos" w główce szepcze inaczej...
rozmawiałam z nim o tym... ale mu trudno w to uwierzyć... nawet rozpętałam kłótnie po to by zastanowił się.. czy może nie jest z litości ze mną,że tak bardzo pragnę być kochaną i kochać...
poradźcie coś..........cokolwiek...
proszę.