Witam.
Taka to moja historia:
Od zawsze, od dziecka jestem bardzo nieśmiały. Czasami, a ostatnio bardzo często (dlaczego ostatnio bardzo często, to napiszę później
) chciałbym przełamać swoją nieśmiałość, ale niestety nie mam odwagi i pomysłu, jak to zrobić.
Od czasu podstawówki w szkole zachowywałem się jako typ człowieka spokojnego i nieśmiałego. Na lekcjach w ogóle nie byłem aktywny, czy coś, w sumie nigdy nie powiedziałem nic na głos na forum klasy, wyjątkowo tylko jeśli coś mnie się zapytał nauczyciel. W stosunku do znajomych w klasie wyglądało, a raczej wygląda to tak, że z dziewczynami rozmawiałem tyle, że mogło by się to policzyć na palcach chyba nawet jednej ręki. Natomiast z kolegami to już bardziej jestem rozmowny, ale jednak tylko w takim mniejszym gronie, gdy już jesteśmy w większym gronie znowu się zamykam. I tak to było w podstawówce, gimnazjum i jest w technikum.
Poza szkołą również byłem i jestem bardzo nieśmiały. Na przykład ciężko mi porozmawiać z sąsiadem, czy nawet w sklepie ze sprzedawcą. Jedyne miejsce, gdzie nie boję się odezwać i zachowuję się normalnie oraz prawie swobodnie (dlaczego prawie? wyjaśnię później) to dom. W stosunku do rodziców czy rodzeństwa jestem prawie zupełnie normalny. Jednak gdy już ktoś nas odwiedza z rodziny, czy my kogoś odwiedzamy, jakaś ciocia czy wujek, to znowu to coś we mnie wstępuje i się zamykam i nie potrafię z nimi rozmawiać.
Co mnie blokuje? Jeżeli ktoś by mi zadał takie pytanie, to od razu go głowy nic mi konretnego nie przychodzi. Jedynie, jak się trochę nad tym zastanowię, to wydaje mi się, że gdy miałbym coś powiedzieć wśród ludzi (np. na forum klasy, czy w większej grupie kolegów) to w głowie mi się takie cos przewija: ,, o nie ludzie będą się na mnie patrzeć ?? (wiem pewnie śmiesznie to brzmi). Do tego jeszcze dochodzi myśl, że może to co miałbym powiedzieć, czy się spytać byłoby głupie, i będą się śmiać, czy sobie pomyślą ,,ale on głupi??.
Do tego doszło jeszcze coś. Mam obecnie 19 lat. W czasach podstawówki, czy gimnazjum ta nieśmiałość mi, wtedy jeszcze tak nie przeszkadzała. Teraz jednak gdy zdałem sobie sprawę, że ciężko mi się z tym żyje. Dlatego też ciężko mi przełamać nieśmiałość, bo wtedy to by się dopiero patrzyli ludzie. Chodzi o to, że dziwnie byłobym z tym, że ludzie by mówili ,,patrzcie jak się rozkręcił, rozgadał, itp??. Ciężko, ciężko, ciężko ?
Wrócę jeszcze dlaczego w stosunku jestem prawie normalny. Jeśli chodzi o jakieś luźne tematy, to ok. Gadam normalnie. Jednak, gdy chodzi o hmm np. coś nowego co bym zaczął nowego robić, nawet jeśli chodzi o jakieś ,,pierdółki?, ale coś nowego. Dlaczego? Bo zaś jest moment z cyklu ,,że ludzie się patrzą i dziwią?. Ciężko mi też mówić, coś z cyklu: mamo czy tato wychodzę dziś kolegami. Dlaczego bo zaś jest moment z cyklu ,,że ludzie się patrzą i dziwią?.
Ogólnie ciężko mi mówić o czymś nowym, o jakiś zmianach w moim życiu.
Dlaczego ostatnio coraz częściej zależy mi, aby przełamać swoją nieśmiałość?
Przez swoją nieśmiałość nigdy nie spotykałem się z żadną dziewczyną. Nigdy też nie szukałem na siłę, z resztą i tak nawet nie miałbym odwagi i śmiałości zagadać do niej. Jednak od kilku tygodniu zauroczyłem się w pewnej dziewczynie. Jest to dziewczyna, która chodzi do tej samej szkoły. Dziwne nawet, że dopiero teraz ją tak zauważyłem (to już czwarta klasa technikum). Wydaje się być taka sympatyczna i spokojna (coś ma podobnego do mnie). Jest bardzo naturalna. Gdyby nie ta cholerna nieśmiałość, mogę przypuszczać, że w jakiś sposób zagadać do niej. Ale no właśnie, gdyby nie ta nieśmiałość? Teraz jakoś nie mogę sobie nawet wyobrazić tego, że próbuję się zaznajomić, itd?
Do tego doszłaby wielka sensacja w klasie, że zagadywałem czy umówiłem się z dziewczyna. Co by to nie było za wydarzenie.
Do tego znowu jakoś też znowu ciężko mi wyobrazić sobie, że mówię rodzicom, że idę się spotkać z dziewczyną. I znowu co by to nie było za wydarzenie.
Jeszcze do tego, nawet gdybym kiedykolwiek się przełamał to i tak głupio by to wszystko wyszło, gdyby okazało się, że jest zajęta?
Mogę stwierdzić, że cholernie nie lubię swojego życia przez tą nieszczęsną nieśmiałość. Jak ja mam się w końcu przełamać, uda mi się chociaż kiedykolwiek?
PS. Mogę przypuszczać, że dużo rzeczy w tym tekście może brzmieć śmiesznie.