Drogie Netkobiety postanowiłam rozwieść się z mężem, powiedzcie, jak przetrwać ten straszny czas? Bardzo się boję i konfrontacji w sądzie, i życia w samotności? Jak mam się przygotować do tego?
Podobne tematy
Chyba do tego nie da się jakoś szczególnie przygotować. Zastanów się nad tym czy na prawdę chcesz tego rozwodu? Niestety sala sądowa nie jest przyjemnym miejscem i wiele nerwów kosztują ów sprawy, no chyba, że zakończy się na jednej...
Co do samotności-to jest ciężko, przynajmniej na początku, całe życie u boku męża przewija się przez głowę, a strach przed bycia samą jest ciężki do przełknięcia. Tylko, że nadchodzą potem lepsze dni, myśli i z czasem staje się na nogi-z bagażem pewnych doświadczeń, ale chyba jest się silniejszym człowiekiem, kiedy nie wraca do nas jak bumerang to co było....
Tak,to prawda,pobyt na sali sądowej może cię kosztować sporo nerwów.Chociaż ile tych nerwów będzie zależy od tego czy chcesz rozwodu z jego winy czy też nie.Jeśli nie zależy ci nie udowodnieniu mu winy ( o ile ją ma),to napewno będzie ci łatwiej,no i szybciej wszystko się zakończy. A jeśli chodzi o życie po rozwodzie,różnie to bywa,ciężko,napewno,ale to też zależy od tego jakie miałaś doświadczenia w małżeństwie.Jeśli np przemoc-to uwolnienie się od tego przyjmiesz z ulgą i mimo samotności będziesz się cieszyla odzyskanym spokojem.Ogólnie jest ciężko,przecież to jakby zaczęcie nowego życia,trzeba wszystko,właściwie całą siebie jakby zbudować od nowa.Byłaś z kimś ileś tam lat a teraz już go nie ma.Trzeba się z tym najpierw pogodzić,przeboleć,a potem uczyć się żyć od nowa.Ale nie martw się,tyle kobiet się rozwodzi i jakoś dają sobie radę i stają na nogi,więc ty także dasz radę i się z tego wszystkiego podniesiesz.Dosyć długo to wszystko boli,trzeba przeżyć tą żałobę,nie ma rady.Jeżeli twój rozwód nie jest konieczny to zastanów się jeszcze,chyba że nie masz wyjścia,że jest tak żle że już nie ma czego ratować. Pierw dobrze to przemyśl,żebyś miała pewność że to było jedyne wyjście. Dasz sobie radę,nie martw się.
mój rozwód był krótki, szybki z uśmiechem na twarzy ....... a mógł być długi i wredny, wcześniej wszystko ustaliliśmy .Po poszliśmy razem na pyszną kawę i jak już emocje opadły każde z nas spojrzał na te drugą osobe inaczej- nie wiem jak to nazwać gdy tylko dostaliśmy rozwód zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, mogliśmy obok siebie siedzieć i najważniejsze już nie chcieliśmy się pozabijac, ale każde życie to inna historia - moja jest taka.
Jeżeli autorka tematu nie jest szczęśliwą mamusią. To faktycznie może się zakończyć na jednej rozprawie. Gdy mąż się zgodzi. A jeżeli jest inaczej i szanowny małżonek będzie chciał troszkę Cie pomęczyć to potrwa to latami. Mój trwa od 2005r. i jeszcze trwa. Ale jakoś nie przeżywałem tego bardzo. Choć wyciąganie brudów nie jest w moim stylu. Ale w sadzie nie ma to tamto. Albo się coś chce osiągnąć albo nie. I albo się wygrywa albo nie. W sądzie trzeba być twardym i stanowczym. Choć kobiety mają inną taktykę w sądzie niż faceci. Kobiety płaczą wykazują jakie to są biedne itp. Bez urazy kobitki. Ale tak jest. Wiec zastanowić się nad wszystkimi za i przeciw. Podjąć decyzje i zacząć ją realizować. Trzymam kciuki.
Jeżeli autorka tematu nie jest szczęśliwą mamusią. To faktycznie może się zakończyć na jednej rozprawie. Gdy mąż się zgodzi. A jeżeli jest inaczej i szanowny małżonek będzie chciał troszkę Cie pomęczyć to potrwa to latami. Mój trwa od 2005r. i jeszcze trwa. Ale jakoś nie przeżywałem tego bardzo. Choć wyciąganie brudów nie jest w moim stylu. Ale w sadzie nie ma to tamto. Albo się coś chce osiągnąć albo nie. I albo się wygrywa albo nie. W sądzie trzeba być twardym i stanowczym. Choć kobiety mają inną taktykę w sądzie niż faceci. Kobiety płaczą wykazują jakie to są biedne itp. Bez urazy kobitki. Ale tak jest. Wiec zastanowić się nad wszystkimi za i przeciw. Podjąć decyzje i zacząć ją realizować. Trzymam kciuki.
Pewnie masz rację, ale ja z kolei na moich rozprawach przybrałam postawę pewnej siebie i tego co mówię, bo mówiłam tylko prawdę, więc druga strona była chyba lekko w szoku. Może spodziewał się , że będę prosić o powrót i będę łagodna jak baranek byle wycofał wszystko. Niestety-tak już mam,że przyjmuję obronną postawę w sytuacjach stresujących, ale potem wieczorem tylko się wyryczeć w poduszkę i ulga następuje.
u mnie takze byla krotka pilka bylam pewna w 200% ze chcem rozowdu, napisalam pozew zlozylam i spotkalam go na sali sadowej...jak ja sie jego balam, jak ja sie balam rozprawy...ja 20letnia gowniara z dzieciem a on dorosly 32letni facet ktory zawsze dreczyl psychicznie...nie dalam sie, malutka cora dala mi pelno sil, walczylam dla niej, na rozprawie nawet nie spojzalam na iego, nawet nie zamienilam z nim slowa rozmawialam tylko z sedzina, wszystko zalatwilam przed rozprawa oddalam mu caly majatek(samochod mieszkanie kase co do grosza) wiec sad nie mial co robic, ja bylam twarda i zdecydowana ze niechcem z nim byc, na pierwszej rozprawie dostalam rozwod....i wiesz mi wszystkie nerwy mina jak uslyszysz zbawiennie-wolnosc:)
a jak to przetrzymac...moze zajmij sie czyms, a przed wejsciem do sadu popatrzy na zdjecie dziecka lub kogos bliskiego i powiedz ze bedziesz silna dla nich:) kazdy sposob jest dobry.
a jak zyc potem...jak do tej pory tyle ze bez bagazu zwanego od teraz EX mezem:))
widzisz ja jestem juz lata po...ale powiem ci ze do tej pory jestem ciagana posadach w sprawie dziecka...i tak samo sie denerwuje za kazdym razem,ale trzymam sie dla cory no i mam teraz super meza ktory mnie wspiera:) ale wiem jak sie czujesz...tu kazda to przeszla i nie zostaje nic jak tylko to przetrwac
Dziękuję, bardzo ważne są dla mnie wszelkie słowa otuchy. Chcę rozwodu, a mój mąż mówi, że sobie to ubzdurałam, że bardzo mnie kocha i chce ratować, jednocześnie dręcząc psychicznie, zaproponowałam mu terapię rodzinną, a On na to, że mnie "powaliło", bo co może mu powiedzieć jakiś tam psychoterapeuta. Moja sytuacja jest skomplikowana, jeszcze mamy wspólny kredyt na dom. Jestem jednym strzępkiem nerwów, nie wiem, czy dam radę to wszystko udźwignąć. Wczoraj powiedział, że ucieknie za granicę i nie będzie płacić alimentów, że nie pojawi się na rozprawie itp. , a innym razem mówi, że tak szybko mi to płazem nie ujdzie. Chora sytuacja. Pozdrawiam wszystkich przedmówców, jeszcze raz wielkie dzięki.
To tylko takie zagrywki. Ucieczka jego za granice nic nie zmienia. Podajesz jego ostatni znany Ci adres zamieszkania. I tyle. Sąd o alimentach powinien wydać postanowienie na pierwszej rozprawie. Ucieczka za granice jego w pewny sposób Ci nawet pomoże bo alimenty będzie Ci płacił Fundusz alimentacyjny. Tak gdzie dostajesz rodzinne. jeżeli je pobierasz. Więc nic jego ucieczka nie zmieni. A jedyni utrwali sąd w przekonaniu że nie zależy mu na dziecku. I raczej z góry powierzy opiekę tobie. Ja bardziej bym się bał tego co wcześniej napisałaś. znaczy że on będzie stał na stanowisku że Cie bardzo kocha i nie chce rozwodu. Bo przepis jasno mówi że rozwodu się nie orzeka w chwili gdy nie ustało pożycie małżeńskie. A skoro Cię kocha i nie chce rozwodu to nie ustało. Ale to tylko taki mały szczegół. Nie możesz się wahać. W twierdzeniu że chcesz rozwodu. Bo sędzia na pewno będzie o to pytała nie raz. nie tylko czy chcesz ale dlaczego chcesz. I tu nie możesz się wąchać. Musisz być stanowcza. I jeżeli jesteś przekonana to nie zwlekaj z tym.
Odbiegając trochę......to co dalej , gdy na rozwód się nie zgodzę po 2 sprawach , które już były (nie dogadywaliśmy się w sprawie dziecka), a rozwód chciałam mu dać. Co w takim wypadku, gdy teraz zaprzeczę, że chcę dać mu wolność?? Taki mi się teraz nasunęło..
Do momentu zamknięcia przewodu sądowego na każdym jego etapie masz prawo zmienić swoje stanowisko. Tak, więc nie ważne, co było na rozprawie ostatniej. Ważne, co teraz powiesz. Przed rozpoczęciem posiedzenia sąd zawsze pyta, jakie jest stanowisko stron. I wtedy się wstaje i mówi, jakie jest moje stanowisko. Jeżeli są dzieci w małżeństwie, które sie rozwodzi. To sąd prawie zawsze (nie robi tego, jeżeli sie strony dogadują) zleca badania w RODK. By mieć później tz. dupo chron. Bo zazwyczaj biegli w RODK-u wskazują, komu sąd powinien powierzyć wychowywanie dziecka.
Nie wiem Liwia, dlaczego nie chcesz mu dać rozwodu. Według mnie na silę się nikogo sie przy sobie nie utrzyma. Poco Ci osoba u boku, z którą sie będziesz męczyć albo ona z Tobą? Nie lepiej zapomnieć o przeszłości i żyć teraźniejszością?
Czerepach-tak mi się nasunęło pytanie, a to dlatego, że mąż wypominał mi, że kiedy sędzina zapytała czy go kocham-odpowiedziałam "nie", mimo, że on wcześniej powiedział, że nie kocha.......podobno gdybym powiedziała "kocham" byłoby inaczej, bo udowodniłabym mu swoją miłość. Czy to normalne, bo ja już nie wiem?!
To wszystko zależy od całej sprawy. Ty rzucasz tylko wycinki. U mnie na ostatniej sprawie. Ex też powiedziała że mnie kocha, zresztą ona to przejawia podczas całego procesu. Sędzia ją zapytała czy widzi możliwość powrotu odpowiedziała że nie. Natomiast mnie nie pytała o to. Bo widocznie moja postawa jasno pokazywała moje zdanie. Ogłoszenie wyroku mam za 2 tygodnie. To powiem Ci jaki będzie werdykt.
Czerepach, z Twojego postu mogę wnioskować, że nawet, jeśli jedna ze stron będzie upierać się przy swoich uczuciach, to sąd może nie brać tego pod uwagę. Mój mąż mówi bardzo różnie, najpierw, że kocha, a za kilka godzin, że nienawidzi. Mam wykonaną obdukcję, może się przydać pewnie, wiec jego słowa o miłości do mnie, mogą okazać się bezużyteczne.
Agau, nie bój się!!! Jeśli jesteś całkowicie przekonana o słuszności podjętej decyzji to dzielnie przetrwasz ten czas. Mnie przy życiu trzymała myśl o życiu po rozwodzie
Powodzenia ![]()
16 2010-10-03 19:08:37 Ostatnio edytowany przez Liwia (2010-10-03 19:08:57)
Jeśli jesteś całkowicie przekonana o słuszności podjętej decyzji to dzielnie przetrwasz ten czas:)
I z tą myślą się zgadzam, jeśli ktoś jest pewien podjętej decyzji o rozwodzie to na pewno dużo łatwiej to przejdzie, tym bardziej jak uczucia "zanikły".
Mam wykonaną obdukcję, może się przydać pewnie, wiec jego słowa o miłości do mnie, mogą okazać się bezużyteczne.
Obdukcja nie świadczy że Ci to mąż zrobił. Chyba że byli świadkowie. Po za tym nie w sprawie rozwodowej się takie sprawy toczą tylko w prokuraturze to art 207 kk. I tam to powinnaś najpierw zgłosić. To że w sądzie pokażesz obdukcje to może pomóc ale nie koniecznie. Bo to nie dowód bynajmniej nie w rozwodówce. Ale takimi szczegółami głowy sobie nie zawracaj. Jak obrałaś taką drogę to nią idź.
powodzenia ![]()
Ja swoja sprawę rozwodową wnioslam po 10 latach od rozstania...nie spieszylam sie bo stwierdzilam że nie mam do czego!Nie chcialam tez preżywać wszystkiego"na świerzo"
Skończylo się na jednym posiedzeniu z jednym świadkiem.Bylo rzeczowo,chlodno bez większych emocji,bo i po co?
Wstałam rano pomyślałam, że bardziej się boję, niż kiedykolwiek. Jestem bardzo słabą osobowością, chcę rozwodu, a jednocześnie lęk przed konsekwencjami mnie przerasta. Mam mało wsparcia od strony rodziny, Oni uważają, że powinnam "pić sama to piwo, które sobie nawarzyłam" - czasami nawet nie chcą o tym ze mną rozmawiać. Czuję się osamotniona, rozgoryczona, zatracilam poczucie bezpieczeństwa. Mój syn na to wszystko patrzy i przeżywa ze mną, to jakiś koszmar. Żałuję, że w ogóle podjęłam decyzję o ślubie z tym człowiekiem.
Dziś idę do adwokata, przeżywam kolejny stres.
Dziękuję za słowa otuchy. Pozdrawiam.
adwokat jest po twojej stronie wiec spokojnie, naewno wyjsni ci sprawe i bedzie o wszytsko pytal...
wiesz mi nie masz innego wyboru jak tylko to przetrwac...
ta mysl (przynajmniej u mnie) spowodowala ze balam sie mniej bo i tak przeciez innego wyjscia nie ma...
bedzie dobrze zobaczysz:)
Kobiety tak maja że się boja. Wielokrotnie się okazuje że nie potrzebnie. Bo mają więcej siły niż im się wydaje. A ja wiem jak to jest być samemu podczas rozwodu. U mnie się wszyscy odwrócili i przeszli na stronę Ex. Ale jakoś dałem radę. Mimo że jestem facetem. A Ty jako kobieta z dzieckiem na pewno sobie poradzisz. Bo Ty się nie boisz rozwodu. Tylko chyba bardziej tego co po nim nastąpi. A w cale nie będzie źle. Zobaczysz po czasie jaka poczujesz się wolna. Powodzenia
Czerepach, dziękuję. Rozmawiałam z mamą, powiedziała mi, żeby chciała, aby moja sytuacja się naprawiła i by nie było rozwodu, no bo jak w rodzinie rozwód!? Matko Boska, ogromny grzech!!! Tylko, że oni-rodzina z nim nie mieszkają, nie wiedzą, jak smakuje przemoc (szczególnie ta niewerbalna), jak budzisz się każdego dnia i sobie myślisz "kobieto, co Ty w nim widziałaś ani on ładny, ani inteligentny, ani kulturalny itp.". Błąd za błędem, odwrotu nie ma,dlatego muszę sama zawalczyć o szczęście, a czy je odnajdę się okaże, wiem jedno będę ostrożniejsza... Trzymajcie kciuki. Pa pa.
Dziewczyny, a czy sad moze odmowic wydania rozwody??? Jesali obie strony go chca? Jesli tak to np. w jakich sytuacjach? Tez przezywam ostatnio rozterki stad moje pytanie....
Jestem świeżo po rozmowie z adwokatem, mamamia w każdym momencie trwania sprawy rozwodowej możesz zmienić zdanie, sąd przychyli się do Twojego stanowiska. Mnie adwokat przeświadczył w mojej decyzji, już nie nie waham. Pozdrawiam.
Jesli sąd uzna że nie nastapił calkowity rozpad pozycia małżeńskiego to rozwodu nie da...
Do sprawy rozwodowej polecam wybrać dobrego prawnika. Ja korzystałam z usług pani mecenas Justyny Węgrzynowicz i jestem bardzo zadowolona. Pełen profesjonalizm, skuteczność i klasa.
Do sprawy rozwodowej polecam wybrać dobrego prawnika. Ja korzystałam z usług pani mecenas Justyny Węgrzynowicz i jestem bardzo zadowolona. Pełen profesjonalizm, skuteczność i klasa.
A ja polecam czytać posty przed napisaniem reklamy bo śmieszne to gdy porusza się tematykę sprzed wielu lat. To świadczy też o podejściu do tych spraw.