Do tej pory urywałam kontakt ze swoimi ex... Było, minęło, posypało się, nie miałam potrzeby spotkań, rozmów po rozstaniu. Po prostu nie było mowy o "przyjaźni", bo zazwyczaj nienawiść naturalnie zabijała kontakt. Więc sprawa prosta...
Teraz jednak było inaczej. Rozstanie z przymusu. Ja pełna obaw, że go stracę na dobre, nawet jako przyjaciela. On chciał rozwiązać sprawę najdelikatniej jak się dało. Kilka tygodni podczas których nie odzywaliśmy się do siebie. Może trochę bo był zajęty, może dlatego aby mnie delikatnie odsunąć, abym się przyzwyczaiła do takiego stanu rzeczy. Chociaż widziałam go na komunikatorze byłam twarda i nie chciałam się pierwsza odzywać, wstydziłam się, może babska duma... ... ... Chociaż w sercu paliło i patrzyłam się tępo w aktywną ikonkę z nadzieją na rozmowę... Nie wiem o czym, ale brakowało mi ogólnie rozmów z nim... Raz on się odezwał. Postanowiłam sobie, że następnym razem i ja się odezwę ale za jakiś czas... Nie musiałam długo czekać bo znowu on się zaczął odzywać i to bardzo spontanicznie.
Rozmowy są miłe, na zasadzie co słychać, coś sobie żartujemy, coś opowiadamy... Ale brakuje mi czegoś... Nie ma czułych słów, buziaków na koniec... No cóż
, normalne nie? W końcu się rozstaliśmy...
I nie do końca wiem jak się zachować. Odruchowo mam ochotę napisać/powiedzieć coś czułego, nazwać go czule... Nie umiem już mówić do niego sucho po imieniu. Takich momentów mam wiele. Nie podoba mi się również, że teraz nasze rozmowy będą trochę "cenzurowane". Nie mam obecnie chłopaka, nie zamierzam na razie mieć. W moim sercu jest on... Ale nie ukrywam, że od momentu rozstania trochę się "bawiłam" z innymi facetami (nic poważnego i nie było ich wielu
). Robiłam to chyba aby zapomnieć, może aby było łatwiej... ale czy ja wiem... Myślami wracałam wciąż do niego. W każdym razie, na pytanie "co słychać" z całej listy tematów wykreślam te, które dotyczą innych mężczyzn. I raczej nie mam zamiaru się nigdy chwalić. Nie mam potrzeby udowadniania jaka to ja jestem szybka czy wyluzowana czy jakakolwiek inna. Czasami mam wrażenie, że nasze rozmowy są nieco "sztuczne", a przynajmniej z mojej strony, ze względu na fakt, że coś pomijam. I chciałabym mu powiedzieć o tym wszystkim co tutaj napisałam... O mojej obawie, wątpliwościach, tęsknotach... Ale przecież nie jesteśmy razem... Nie wiem jak bym musiała zacząć tego typu rozmowę, wstydzę się, a z drugiej strony przecież nie miałaby ona sensu, nic by chyba nie wniosła...
Jak wy sobie radziłyście/liście po rozstaniu które przebiegało pokojowo i pozostał kontakt? Mi jest ciężko ![]()