Mam bardzo nietypowy problem... Mam idealnego faceta, kazda dziewczyna pewnie by o takim marzyla, jest starszy mnie o 5 lat, jest zolnierzem, jest przesliczny a mimo to jestem jego dopiero 3 dziewczyna, gdyz zalezy mu jedynie na powaznych zwiazkach. Jest kochajacy, czuly, wybaczal mi rzeczy, ktore niektorzy by pewnie nie wybaczyli. Ma swoj kregoslup moralny i jasno wytyczone wartosci na ktorych sie opiera. Calkowicie moge na nim polegac absolutnie w kazdej sprawie. Motywuje mnie gdy jest to potrzebne. Jest romantyczny, regularnie kupuje mi kwiaty i rozne prezenty, pamieta o rocznicach itd. Mam z nim najlepszy seks jaki tylko mialam w zyciu. Chodzimy do sex shopu, eksperymentujemy...Jest we mnie szalenczo zakochany. Mowi ze chce spedzic ze mna cale zycie i jestem osoba na ktora czekal cale zycie. Ze jesli mnie nie bedzie, bedzie jezdzil na misje az do skutku, bo straci sens istnienia. Kocha mnie....a ja nie wiem czy go kocham... Kiedy jestem z nim tez mnie unosi ten radosny, magiczny nastroj milosci. Patrze mu w oczy i czuje ze to jest TO, ale kiedy nie widzimy sie dluzej jakos przytlacza mnie ta rzeczywistosc. Mieszkam w Polsce od pieciu lat, jestem na drugim roku studiow, studiuje stosunki, ciagnie mnie w swiat, zwiedzac, poznawac, szlalec, Polska miala byc dla mnie tylko przystankiem... Wiem, ze nastapi taki moment kiedy bede musiala wybierac czy moja kariera czy on. On mial restrukturyzacje i wiem, ze gdyby go przeniesli do innego miasta zrezygnowalby z pracy ktora naprawde kocha. A ja nie wiem czy zrezygnuje...czasem mam wrazenie ze on jest idealny a czasem okropnie mnie irytuje jego zachowanie. Ze jest taki idealny, taki slodki, przewidywalny... Brakuje mi tego zycia ktore mialam zanim poznalam go, mialam mnostwo znajomych, chodzilam na imprezy, w teatr, w opery, na wystawy teraz siedzimy tylko i ogladamy filmy, przytlacza mnie to...on chce zone w kuchni, cieple kapcie, trojke dzieci ja chce inaczej. Boje sie o nasza przyszlosc... Gdy jestesmy razem mowie, ze go kocham bo tak sie wtedy czuje, ale potem zastanawiam sie czy milosc to nie sa szalone nieprzespane noce, widzenie go w kazdym czlowieku, poswieceniu calego siebie w imie tej osoby? A ja gdy klade sie spac nie czuje nic... Pewnie powiecie mi, ze nie cenie tego co mam i pewnie bedziecie mialy racje, ale boje sie teraz wracac do Wroclawia...nie widzielismy sie mieciac, on planuje wspolny weekend w gorach a ja nawet nie wiem czy chce tam jechac! Tak bardzo sie roznimy, on slucha hip hop a ja jazz, on jest troche rasista a mnie to okropnie wkurza, on chce spedzic weekend przed F1 a ja na miescie, on juz nie chce nic zmieniac w swoim zyciu a ja bym wolala, zeby on studiowal, rozwijal sie, mial inna pasje oprocz gier komputerowych, wiem, ze czlowieka nie wolno zmieniac. Moze te roznice kiedys mnie przyciagnely do niego a teraz jak odrocony magnes odciagaja od niego. Moze ja nie zasluguje na niego? Ja nie wiem co mam myslec... dziekuje jesli ktos to przeczyta bo musialam to z siebie wyrzucic... Nie wiem niech mi ktos doradzi co mam robic albo poprostu opieprzy bo ja oszaleje za niedlugo od tych mysli...
Podobne tematy
MiaWallace--To pozwól ze Ja pierwsza Cie opieprze.:)
Wiec tak kochana szanuj to co masz bo drugiego takiego jak on mozesz juz nie znalejsc..
Wiesz ile kobiet chciało by byc na Twoim miejscu...Podejrzewam ze mnóstwo..
Wiec szanuj jego wybory zyciowe skoro on szanuje Twoje...Ty sie realizujesz w zyciu inaczej tak samo jak on..
Wazne ze sie kochacie....
Moze porozmawiaj z nim o tym co Cie w nim przytłacza ,moze on niewie ze czasami jego zachowanie Cie flustruje...
Co za duzo to tez nie zdrowo,,skoro twierdzisz ze on wszystko planuje juz na przód i robi Ci regularnie prezenty to nawet kotak mozna zagłaskac na smierc..
3 2010-08-22 02:09:54 Ostatnio edytowany przez MiaWallace (2010-08-22 02:20:21)
Rozmawialam z nim, heh w sumie to chyba jedyna osoba ktorej moge w twarz powiedziec wszystko co mysle i wiem ze mnie zrozumie albo przynajmniej sprobuje, rozmawialismy kiedys o przyszlosci powiedzialam ze chcialabym wyjechac na erasmusa, na praktyki a on na to ze w takim razie jedzie wtedy do Afganistanu bo Wroclaw bedzie dla niego pusty. Zabrzmialo to jak szantaz... Wystraszylam sie tez kiedy dal mi na urodziny swoj portret i powiedzial ze kiedy bedziemy malzenstwem zrobimy tez moj i powiesimy je nad naszym lozkiem, bylismy wtedy ze soba 3 miesiace, teraz jestesmy pol roku ze soba i mamy juz za soba rozmowe ze bedziemy mieszkac koniecznie we Wroclawiu i rozmyslalismy nad kupnem mieszkania, w sumie to on rozmyslal ja nie planuje takich powaznych rzeczy jeszcze. Powiedzialam mu ze mnie to przeraza, nie chce jeszcze zadnej rodziny, domu, kominka itd, on powiedzial ze to wszystko rozumie i dopoki nie skoncze nauki na pewno nie da mi pierscionka, ale ja widze jak on zazdrosci swojemu koledze ktory ma dziewczyne w ciaze, innemu bo ma juz swoje mieszkanie, dziewczyne i 2 psa. Ja go kocham... ale boje sie ze zawiode go kiedys, nie bede mogla tego dac, boje sie ze stanie przede mna kiedys taki wybor czy kariera za granica/powrot na ojczyne i rozstanie z nim czy zostanie z nim i zrezygnowanie z rzeczy o ktorych zawsze marzylam. Przepraszam bardzo, ze to powiem, ale nie wyobrazam sobie zycia w Polsce, nie lubie tego kraju, w zyciu nie widzialam tyle hipokryzji, wiary na pokaz, sztucznych przyjazni, nienawisci do wszystkich sasiadow naokolo, pozatym jestem Rosjanka, interesuje sie polityka i drazni mnie okropnie ta nienawisc do Rosji, ciagle spiski ahh szkoda gadac a on z kolei nie moze wyjechac i pracowac za granica bo jest zolnierzem. Mialam wspanialy plan na zycie, kierunek studiow wybralam gimnazjum, daze do tego co sobie wyznaczylam, cholera nie przewidzialam milosci...
A może poprostu nie jesteś gotowa na tak poważny związek? i stąd te Twoje rozterki...przeraża Cię myśl o ślubie, dzieciach, domu i całej tej stabilizacji. Piszesz, że jesteście pół roku razem a już pojawiły się plany z jego str dotyczące Waszej wspólnej przyszłości, a z tego co piszesz wynika, że Ty zwyczajnie nie jesteś jeszcze na to gotowa. Dziwię się też jego podejściu odnośnie wyjazdu do Afganistanu to lekki szantaż? tak mi się wydaje, że Twój facet chcę Cię za wszelką cenę zatrzymać przy sobie...a to nie tędy droga...bo on zwyczajnie takimi swoimi deklaracjami w końcu skutecznie Cię od siebie odstraszy.
Upewnij się czego tak naprawdę chcesz, wnioskuję, że jesteś dosyć młoda ( 2-rok studiów) więc również nie masz do czego się śpieszyć i masz prawo realizować swoje marzenia. Widzę, że on jest szaleńczo zakochany w Tobie, i z drugiej str fajnie mieć tak oddanego faceta na kt zawsze możesz liczyć itp Ale we wszystkim musi być umiar i wszystko musi mieć SWÓJ czas i porządek.
Weź życie w swoje ręce- jeśli nie jesteś gotowa to mu o tym powiedz, nie sztuką jest robić coś wbrew sobie bo później będziecie cierpieć podwójnie...jeśli szczerze obydwoje się kochacie to myślę że dojdziecie do jakiegoś rozsądnego kompromisu ![]()
A ja uważam, ze chociaż facet jest idealnym kandydatem na męża, ale rozmija się priorytetami czy poglądami na życie (po ślubie to tylko puchate kapciuszki i dzieci)m z partnerką, to na siłę nie można tworzyć tego związku. Mia, nie twierdzę, że już musisz go zostawić, ale widać, że nie jest do niego w pełni przekonana.
No wlasnie... ale mam z nim dalej byc i pozniej jesli dojdzie do takiego wyboru bardzo go skrzywdzic i siebie zreszta tez czy rozstac sie teraz bo pozniej to bedzie bolalo jeszcze bardziej ale zrezgygnowac z czlowieka, ktorego kocham...czy jest jakies wyjscie z tej sytuacji? Co powinnam robic wlasnie teraz?
Nie myslalam, ze on tak bardzo zaangazuje sie w ten zwiazek i ja zreszta tez, boje sie:(
Po twoim opisie wnioskuje jednoznacznie: ty go nie kochasz. Ciebie interesuje twój rozwój osobisty, masz ambicje, chcesz być aktywna on natomiast wprowadza pewną rutynę (która z czasem może zniszczyć wasz związek), chce z Ciebie zrobić ?kurę domową?, a ty wyraźnie mówisz, że nie chcesz takiej przyszłości. To, ze on jest wspaniały w łóżku, pieszczotliwy, czuły itd. to nie wszystko, bo nie tylko przyjemnościami się żyje, tu chodzi o całokształt w związku a w tym przypadku ewidentnie różnice się celami życiowymi. Jak piszesz nudzi Cię takie monotonne życie, które on chce prowadzić, więc nie będziesz szczęśliwa.
Ja bym pogadał z nim i powiedział jakiej przyszłości oczekuje. On musi liczyć się z twoim zdaniem nie możesz na wszystko przystawać. Jeśli będziesz się chciała realizować, rozwijać zawodowo to on musi to zaakceptować i przystać na to, nie możesz być przywiązana tylko i wyłącznie do domowej roboty, czego oczywiście nie chcesz robić. Lepiej będzie jak pogadasz z nim jak najwcześniej bo to korzystniej dla was obu.
Musze jednak powiedzieć, że szkoda mi będzie faceta jak go rzucisz skoro był taki dobry do tej pory, ale nikt nie wie jaki będzie za 10 lat, może być dalej taki albo zmienić się (bo facetom też odbija) i robić Ci ?jazdy?, że nie posprzątane, nie pozmywane bo ty tylko zajmujesz się sobą.
Bądź z nim albo nie. Decyzja należy do Ciebie.
Pomocy.... Ja mam z kolei inny problem. Bylam w związku 6 lat.. Uważałam, ze zawsze trzeba sobie mowic o wszystkim, zeby ten zwiazek przetrwał. Mój partner sie zgadzał ze mna... na początku zdarzało się , ze myslał jeszcze niedojrzale... i czesto z nim zrywałam.. ale pamietam tez jak byłam raz na koncercie z koleżanka, a on wiedzial ze tam bede i przyjechal stanal przedemna, a ze teskniłam to porozmawialam z nim i sie zeszlismy... tak bylo w 1 roku naszego zwiazku. Pózniej z kolei to on ze mna zrywał, roztan bylo 3 lub 4 , na dłuższy okres czasu, miał w miedzy czasie dziewczyny z ktorymi mu nie wyszło, a po jakims czasie wracał do mnie i mowil ze to mnie kocha... w co mu wierzyłam bo czułam do niego to samo. Rok temu sie rozstalismy, przed ostatnim razem rozmawialismy - bo to on chcial wrocic i on zerwal, - prawie przez cały dzien, doszlismy do porozumienia - powiedzial, ze poprostu mial dosyc tego , ze jestem zołzą, ze przyczepiam sie do pierdól itd. Obiecałam mu, ze nie bede przeklinać, a z tym mam problem. Jednocześnie ja go prosiłam o to, żeby przestał palic - bo zaczał palić po naszym rozstaniu ( czyli z pol roku dopiero) i żeby ograniczyl picie. Wyjechalismy razem do Anglii i nadal pił, i do tego nie widzialam jego zaangazowania w prace, przy czym dla mnie osobiscie byl bardzo mily, robił mi kawe, sprzatal 2 razy dziennie! Co juz dla mnie bylo chore, no ale opiekował sie mna bardzo... wrocilismy do Polski bo powiedzial, ze niechce mnie stracic, bo zbytnio sie wszystkim przejmuje. Zrobilam to dla niego, bo niechcialam zeby sie meczyl. Wrocilismy - pojechalam do niego, zachowywal sie juz inaczej nie byl taki mily,, bardziej oschly. Ja wrocilam z kolei do mojego domu bo mialam wazne sprawy. Mialam wrocic do niego za 3 dni. Nie odbieral telefonow, po czym jak odebrał, niechcial zbytnio ze mna rozmawiac i przez telefon powiedzial, ze to koniec, ze to za duzo razy itd. przestalismy rozmawiac - to juz 3 tydzien. Ja sie nie moge pozbierać, pije za duzo piw, (prawie caly czas) nie widze sensu w zyciu bo go kocham. Moja przyszla praca miala byc zwiazana z miejscem w ktorym on mieszka.
i nie wiem co mam zrobic
porozmawiac z nim ? dać sobie spokoj ? a moze to ja robilam cos zle? Prosze pomocy!!! ; /
Chyba nie tu napisalam ... ![]()
Dziekuje za wszystkie odpowiedzi...od kilku dni nie spie, caly czas mysle, analizuje, pisze karteczki z plusami i minusami, z przyjacoilmi nie chce o tym rozmawiac...wole poradzic sie kogos bardziej anonimowego i obiektywnego...
Ja go chyba nie kocham:( Odkad go nie widze, zaczelam zupelnie inaczej patrzec na te sprawe... Teraz sie tak zastanawiam, ze ten zwiazek od poczatku mial wygladac inaczej...spotkalismy sie na koncercie, nastepnego dnia rozmawialismy 6 godzin w pubie a od nastepnego bylismy juz para...Od tego czasu prawie mieszkal u mnie a ja nawet nie umialam powiedziec ze mi sie to nie podoba, bo balam sie ze sie obrazi, potem sie rozchorowal i glupio mi bylo go w chorobie wyrzucic a tymczasem on juz mial wlasna polke u mnie w szafie...mysle, ze wtedy popelnilam blad, nie powinnam byla go odrazu tak blisko dopuszczac. Tak sie wdarl w moje zycie, zburzyl wszystko... tak latwo poddaje sie manipulacjom:( Wiem o tym i nic nie moge ze soba zrobic.... Zawalilam troche nauke przez niego, stracilam pare dobrych przyjaciol, zdziczalam w tym pokoju z nim w ktorym tylko filmy, seks, papierosy, filmy, seks...i tak w kolko. Ale najgorsze jest to, ze jest mi GLUPIO go zostawic, bo on mnie kocha, on mnie wspiera, jest taki idealny, pozatym jest kolejna szantazujaca mnie osoba, jest jak moja matka wydzwania po 17 razy na godzine, sprawdza gdzie jestem, co robie, kiedy przyjade.... Czasem czuje sie jak taki pies, ktorego ciagna za smycz we wszystkie strony, chce mi sie wyrwac z tego wszystkiego i wziac gleboki oddech... Ja nie chce klamac, ale caly czas mam w oczach jak mi mowi ze jesli go zostawie pojedzie do Afganistanu, ze mnie znienawidzi, ze on ma ciezko chora matke, jak sie denerwuje to zaczyna palic a ma chore pluca...i ja sie czuje we wszystkim winna...:((nie chce go krzywdzic.... duzo dla mnie znaczy
Czy ja mysle zle? Czy powinnam z nim zostac?
Wydaje mi się, że powinnaś się poważnie zastanowić nad tym czy chcesz dalej być w tym związku. Nie wiem jak długo jesteście ze sobą, ale z tego co napisałas wynika, że nie macie długiego stażu. To jest faza zauroczenia!! Gdyby to był TEN to nie zauważyłabys u niego żadnej wady. Radzę Ci jeszcze raz przemysleć to, czy chcesz być z nim. Żeby związek był udany ludzie musza myślec podobnie, miec podobne cele, ambicje i patrzyć w tym samym kierunku, bo za parę lat to co w tej chwili Ci przeszkadza, stanie się nie do zniesienia. Ty bedziesz zawiedziona jego brakiem ambicji, brakiem rozwoju, a jego będą męczyły Twoje wymagania, którym nie będzie, być może mógł, a może i chciał sprostać...
Mia myślę, że to jeszcze nie ten mężczyzna. Po pierwsze, mimo jego pozornej idealności, to on chyba jednak nie dojrzał jeszcze do poważnego związku skoro stosuje ewidentny szantaż emocjonalny. Poza tym związek to zdolność do kompromisów, nie może być tak, że tylko Ty masz się naginać do jego wizji. Zresztą myślę, że oboje macie zupełnie inną wizję na życie, która z czasem będzie jeszcze większym problemem. Zatem jeśli już teraz masz wątpliwości to myślę, że nie ma sensu dłużej tego związku ciągnąć. I nie daj się wpędzać w poczucie winy, każdy z nas ma swój rozum i jest za siebie odpowiedzialny.
CoRobic a niby co źle robiłaś w tym związku ? Dla mnie to bardziej wygląda jak niedojrzała znajomość nastolatków, które zrywają ze sobą z błachych powodów i potem się schodzą. Osobiście zostawiłabym przeszłość i zajęła się teraźniejszością, w której nie byłoby już tego mężczyzny.
To jak do cholery mam mu o tym powiedziec? Za bardzo go szanuje zeby mu to wszystko mowic, on i tak ma kompleksy to go wgonie w nich jeszcze bardziej... najgorsze jest to ze oboje jestesmy po zwiazkach gdzie nas bardzo skrzywdzono, wiem jak to boli i nie chce by to przezywal raz jeszcze, ale z nim tez nie chce dluzej byc... boze czuje sie jak jakis potwor....