netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

chce byc sama

15 odpowiedzi3 427 wyświetleńzałożony przez water50, 12.08.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1

Temat: chce byc sama

w zwiazku sie wypalilam. Widze siebie zadowolona, spelniona, pelna spokoju tylko poza jakimkolwiek zwiazkiem.
Nie wzielo sie to samo z siebie - moje malzenstwo nie jest udane. Maz mial historie przemocy psychicznej, wywalania swych frustracji na mnie i moich synow - teraz sie uspokoil ale we mnie jest pamiec tego co sie wtedy wydarzylo, co zrobil, powiedzial, jaki byl jego stosunek do tego co dla mnie wazne... Ciagne ten zwiazek bo wlasciwie nie bardzo wiem co zrobic. Naleze do osob ktore potrafia znalezc wszedzie swoj kawalek miejsca - tak jest i w tym przypadku. Nie jestem nieszczesliwa, realizuje sie poprzez hobby, zainteresowania a do malzenstwa nie wnosze nic procz podstawowych, niezbednych czynnosci/obowiazkow. Nie mam ani sily ani tym bardziej checi na rozwoj w tym kierunku bo nie widze zadnych korzysci - ani dla siebie, ani dla synow - wylacznie dla meza.
Jestem zmeczona rozdawaniem siebie za darmo. Niedawno przekonalam sie ze osoba, ktora zaczelam uwazac za przyjaciolke tez chce mnie wykorzystac, "ogrzac sie przy moim ogniu" w zamian nie dajac nic. Juz mnie to meczy. Mam wokol siebie kilka takich osob ale znam ich motywacje i nie odkrywam sie z zaufaniem, nasze kontakty sa dosc ograniczone z mojej strony.
Mieszkam za granica, tutaj w Polsce mam mieszkanie i moglabym przeciez wrocic ale to nie takie proste bo z czego zyc? Tam jestem od ok 15 lat, mam ugruntowana pozycje, obywatelstwo, pomoc w trudnej sytuacji (zajmuje sie niepelnosprawnym dzieckiem). Jestem w stanie zyc godnie mimo trudnosci.
Czuje rozdarcie. Trudno mi to przyznac (a wlasciwie latwiej anonimowo) ze cierpie. Jestem teraz w Polsce na wakacjach, jutro wracam po ponad miesiacu pobytu w spokoju, wsrod bliskich ludzi gdzie kazdy jest szanowany i moze liczyc na druga osobe w kazdej sytuacji.
Maz jest osoba ktora psychicznie zabiera soba wiele miejsca, niejeden z moich znajomych/rodziny stwierdzil ze w jego obecnosci jest atmosfera ciezka, gesta i czuje sie napiecie. Mam tez wrazenie ze czasami mu przeszkadzamy i tylko opinia publiczna (oraz wygoda zycia z nami, nie samotnie kiedy trzeba wszystko samemu zrobic, zalatwic, zajac sie itp) powoduje ze ma zafalszowany obraz czego naprawde chce i do czego sie nadaje. Chodzil na terapie ale krotko i tylko dlatego ze po kolejnej awanturze zglosilam na policje (a ma juz zafajdane papiery u socjalnego i to od kilku lat), ale siedzi cicho, nie awanturuje sie, nie straszy samobojstwem ani nie odwaza sie na grozby w stosunku do mnie. Tylko, ze ja jestem juz do tego stopnia uprzedzona, iz spodziewam sie zmiany w najmniej oczekiwanym momencie, ze np wstanie w nocy ni tad ni zowad i zacznie wrzeszczec. Tak juz bylo.
Z chorym synem tez nie jest mi latwo i czesto czuje sie po prostu zmeczona. Dochodzi do tego codzienne dowozenie go do osrodka terpaeutycznego (lacznie 100km dziennie), powinien jezdzic minibusem ale czasami zachowuje sie w nim agresywnie, nie wiemy co jest przyczyna; tzn sa podejrzenia odnosnie kierowcy ale pewnosci nie ma. W weekend zostawiam syna z mezem tak jak wczesniej ustalilismy - jest w stosunku do niego OK, syn przestal sie go bac ale nadal boi sie agresywnych zachowan i podniesionego glosu.
Tutaj zawsze troche odpoczniemy a potem powrot do tej nerwowej atmosfery, ktora wlasciwie to my mamy w sobie jako forme uprzedzenia. Powinnismy sie stamtad wyniesc - OK, wiem co moze nam pomoc ale nie wiem jak to zrealizowac.
Nie mowcie ze to proste bo nie jest. Moge sie wyprowadzic - ale za tym kryje sie nie tylko zabranie szczoteczki do zebow (nie mam na mysli podzialu majatku itp bo od meza nic nie chce i nie chcialam nigdy; mieszkamy w jego domu i choc przepisal go na nas oboje to ja nie czuje sie jego wspolwlascicielem, nie czuje ze to moj dom). Mlodszy syn chodzi tu do szkoly sredniej (jeszcze dwa lata) i musialabym go dowozic albo wynajac mu kwatere (co wlasciwie na jedno wychodzi), gdybym wyprowadzala sie gdziekolwiek to tylko w poblize osrodka starszego syna zeby uniknac problemow z dowozem (teraz jazda busem troche trwa a gdybysmy mieszkali blizej to byloby raptem kilka minut i sadze ze problem z jego zachowaniem w busie tez by zniknal); nie chce mlodszemu zmieniac szkoly bo tam go juz znaja, on tez ma kolegow i jest przyzwyczajony. I jest jeszcze oplata za wynajem bo nie sadze bym dostala dotacje z socjalu skoro mam mieszkanie wlasnosciowe w innym kraju Unii a moja praca (czyli zarobek) zalezy od opieki nad starszym synem.
Sa tez zwierzeta z ktorymi jestem bardzo zwiazana i bez nich sie stad nie rusze.
Bede w posiadaniu kwoty wystarczajacej na kupno malego domku ale z czasem (mam do sprzedania dzialke budowlana w Polsce).
Maz tak szybko nie zrezygnuje bo mu z nami wygodnie. I co by ludzie powiedzieli (mieszkamy na wsi gdzie wszyscy sie znaja)...
Nie chce sie szarpac. Chce spokoju.
No i tak mnie przed wyjazdem na refleksje zebralo... Za dwa, trzy dni wskocze w swoja rzeczywistosc i pewnie bede sie z tego smiac, ale przyznam Wam sie ze nigdy tak podle nie czulam sie przed powrotem do domu - a jezdze dosc czesto. Byc moze coraz gorzej znosze podroze, byc moze dosc chybione wakacje dolozyly sie do obnizenia nastroju? Zwykle jezdze sama a tym razem kolezanka namowila mnie na wspolny wyjazd - oczywiscie ja wszystko zorganizowalam tak jak dla siebie i byloby Ok gdybym nie czula sie ograniczana przez czyjas obecnosc (ja na tych swoich wakacjach po prostu odpoczywam od ludzi ktorych mam na codzien w nadmiarze, robie co chce, chodze gdzie chce, zmieniam plany itp - jestem wolna od jakichkolwiek przymusow i obowiazkow - w taki sposob zwiedzilam juz kilka miast w Europie i zawsze wracalam zadowolona, wypoczeta psychicznie choc fizycznie padalam na pysk) a kolezanka nie jezdzi zbyt czesto wiec jest malo obeznana i chodzilysmy wiekszosc dni razem. Mnie to meczylo i ja pewnie tez - a bala sie na poczatku chodzic sama mimo iz startowalysmy z tego samego poziomu (ja rowniez nie znalam tego miejsca, to byl moj pierwszy pobyt). Wygladalo na to ze ja wiekszosc spraw, rzeczy zalatwiam (nawet kawe robie, bo ona jak robila sobie mnie nie zaproponowala ale jak ja robilam to mowi: zrob bo ja nie chce uszkodzic ekspressu jakby to byla jakas filozofia obslugiwac takie urzadzenie) a ona tylko korzysta bo zero zaangazowania, wysilku, inwencji. Wyleczylam sie ze wspolnych wakacji z kimkolwiek. Ale niesmak pozostal i to ze dalam sie podejsc i wykorzystac mimo iz wydawalo mi sie ze potrafie unikac takich sytuacji. Widocznie nie mam jeszcze systemu obronnego dostatecznie wyksztalconego i nadal pozwalam sie wodzic za nos...
Skoncze moze, bo sie robi elaborat. Zabije ten czas i obejrze jakis dobry film...

2

Odp: chce byc sama

Wiesz może dobrze byłoby pobyc samej. Porozmawiaj z mężem o tym co się dzieje może uzyskasz też opowiedzi w samej sobie co dalej robić.  Może znajdź sobie jakieś hobby dzięki któremu znów poczujesz się dobrze i będziesz mogła się w tym odnaleźć. Życzę powodzenia smile

3

Odp: chce byc sama

Dzieki za zainteresowanie ale - jak pisalam - hobby juz mam i to liczne, nie chodzi o "zabicie czasu" czy tez o "wypelnienie" go.
Rozmowa z mezem to ostatnie co mi przychodzi do glowy. Ja z nim nie rozmawiam, w ostatecznosci mowie do niego. A juz na pewno nie o istotnych dla mnie sprawach. Gdyby tak bylo to nie pisalabym na forum internetowym tylko pobiegla ciupasem do niego wink
Jak pisalam - ja WIEM co robic ale nie bardzo wiem JAK. Troche patowa sytuacja. Do Polski nie wroce i nie tylko ze wzgledu na warunki (kto przyjmie do pracy osobe w wieku 50 lat opiekujaca sie inwalida bez wzgledu na kwalifikacje?) ale i na szkole mlodszego syna, on jest tam w szkole od pierwszej kl. podstawowki i w polskiej szkole raczej by sie nie odnalazl.
Wszystko wroci do "normy" ale wiazacych/konkretnych dzialan i tak w najblizszym czasie nie podejme.

4

Odp: chce byc sama

Z tego co przeczytałam i zrozumiałam, to w sumie tragedii nie ma - wnioskuję, że po prostu potrzebujesz czasu dla siebie, żeby móc oderwać się od szarej rzeczywistości.

Wydaje mi się, że póki jest spokojnie to nie ma co sobie mieszać życia i bawić sie w rozwody i wyprowadzki - na to przyjdzie czas dopiero jak mąż reaktywuje swoją chorobę i zaczną się problemy. Narazie tak jak mówisz proponuję odkładać kasę, załóż swoje własne konto, mąż nie musi wiedziec, sprzedaj działkę i zabezpiecz się finansowo na wszelki wypadek.

Wydaje mi się, że jesteś typem samotnika i do tego jesteś zmęczona życiem. Dobrze by było jakbyś mogła zorganizować sobie jakoś czas i móc się zajmować wyłącznie swoimi sprawami, izolując się w tym czasie od przykrej rzeczywistości. Nie wiem do końca jakie tam masz możliowści, ale powinnaś rozejrzeć się za czymś w czym mogłabyś się realizować i być może z czego mogłabyś mieć jakieś korzyści finansowe. Bo tak to zwariować można, jak ciagle człowiek siedzi w domu i robi to samo.

Chodź wyraźnie da się zauważyć pewną rezygnację w Twojej wypowiedzi.. Hmm.. Czujesz jeszcze radość z życia?

5

Odp: chce byc sama

Finansowo jestem zabezpieczona. Na kazda ewentualnosc.
Czas mam wypelniony - tylko teraz wakacje i wlasciwie sama sie obijam choc moglabym robic cale mnostwo rzeczy. Syn byl na obozie i wlasnie wrocil wiec do tego doszedl brak rutynowego zajecia i... pustka. Taki krotki kryzys.
Radosc zycia czuje niemal caly czas, nauczylam sie przystawac na chwile, "zatrzymywac czas" i przygladac temu co ulotne, zapamietywac, zatapiac owe chwile jak owada w bursztynie. Duzo chodze po gorach i tam odpoczywam (jak jestem w domu), ciesze sie przyroda i tym ze zyje i moge jeszcze wiele zrobic. Ale lubie tez szybka jazde samochodem, sciganie sie z wiatrem. Zabawe z komputerem (od kilku lat uzywam roznych dystrybucji linuksa i testuje rozne konfiguracje a to zajmuje czas); na zycie zarabiam m. in fotografia i pamiatkarstwem (przyjemne z pozytecznym, wrzuce kiedys pare swoich zdjec). Nie siedze w domu i nie robie tego samego w kolko, choc z mojej wypowiedzi wiele moze wynikac (jednakze wszystko jest kwestia interpretacji).
Dolek powoli mi przechodzi; u mnie to zreszta nie trwa wieki. Jutro od 11 w podrozy, w domu bede wieczorem. Czeka mnie orka z komputerem domowym bo musze kupic nowy a obecny przystosowac do potrzeb meza (sa jakies problemy z wifi od pewnego czasu, wiem co jest przyczyna i jak na razie nie da sie tego rozwiazac bez reinstalacji systemu albo lepiej - instalacji nowego; wiem jakie beda potrzeby uzytkownika wiec moge szybko skonfigurowac).
Mieszkam od 10 lat na wsi gdzie na serwis trzeba czekac ruski rok wiec sama sie wielu rzeczy nauczylam. Nie ma tego zlego wink
A owszem, jestem typem samotnika. Odkrylam to stosunkowo niedawno mimi, iz od lat wiele na to wskazywalo. Mialam okazje popracowac troche nad soba, zajrzec w siebie dokladniej i "odklamac" z bzdur w ktore wierzylam. Spojrzec prawdzie w oczy. Bo jesli nie znamy siebie prawdziwych jak mozemy byc szczesliwi, podazac za swoimi wlasciwymi pragnieniami?
Jestem DDD, tak dla pelnej jasnosci big_smile

6

Odp: chce byc sama

chol*ra, chyba to menopauza - a tak sie cieszylam ze nie mam skokow nastroju itp wink

7

Odp: chce byc sama

Czyli generalnie wszystko w porządku smile

Podziwiam Twoją aktywność i zaradność, naprawdę, a na huśtawki nastrojów polecam czekolade, albo coś równie pysznego big_smile

8

Odp: chce byc sama

ciezko Ci cokolwiek poradzic.
hobby masz, zabezpieczenie finansowe.
mi sie wydaje, ze jestes zawieszona w pewnych sytuacjach, tkwisz w nich jak w czarnych punktach, ale sa to mimo wszytsko punkty bezpieczne, nic sie nie dzieje i dopoki nie zacznie sie cos dziac, nic z tym nie zrobisz. napisalas, ze wiesz CO chcesz zrobic tylko nie wiesz JAK.  gdybys chciala zadzialac naprawde to znalazlabys sposob.
tyle ode mnie.

9

Odp: chce byc sama
0malina0 napisał/a:

mi sie wydaje, ze jestes zawieszona w pewnych sytuacjach, tkwisz w nich jak w czarnych punktach, ale sa to mimo wszytsko punkty bezpieczne, nic sie nie dzieje i dopoki nie zacznie sie cos dziac, nic z tym nie zrobisz. napisalas, ze wiesz CO chcesz zrobic tylko nie wiesz JAK.  gdybys chciala zadzialac naprawde to znalazlabys sposob.
tyle ode mnie.

przyznaje czesciowo racje; problem zas lezy w tym, iz odczuwam dyskomfort a nie mam sily/odwagi/etc zeby to zmienic. Wole czekac na "dogodniejsze warunki" a czas leci. I wkurza mnie wlasna niemoznosc: a/wyartykulowania potrzeby zmian; b/czynnego dzialania w ich kierunku
Cos mi sie nie podoba, przeszkadza - wiem, ze moglabym to zmienic - nie robie tego. Jestem w stanie wytrzymac ow dyskomfort, zlagodzic go (co oczywiscie jest wynikiem jakichs przystosowan = zuzycia energii, ktora moglabym spozytkowac na zmiany prowadzace do usuniecia dyskomfortu), unikac (patrz wyzej - tez wydatkowana energia) zamiast dzialac bo obawiam sie, iz bezposrednie dzialanie (nawet jego zapowiedz, zaznaczenie) obroci sie przeciwko mnie, zrodzi agresje, zwiekszy dyskomfort a nawet zagrozi spokojowi/zdrowiu.
Nie bierze sie to znikad. To pozostalosc po traumatycznej przeszlosci ktora ciagnie sie za mna. Jej podstawa byl lek i aby jego uniknac musialam sie przystosowac dokladnie tak, jak tego ode mnie oczekiwano.
Ale mam juz te swiadomosc. To bardzo wiele. Teraz wypadaloby troche nad tym popracowac ale przydaloby sie jakies wsparcie.
I problem jest wlasnie tutaj, we mnie - nie na zewnatrz. Nauczylam sie znosic niewygody bo dlugo nie mialam innego wyjscia - gdybym protestowala, narazilabym sie na cos (w moim pojeciu) niewyobrazalnego. To jest jak koleina wyzlobiona w psychice - idzie sie tym torem przez lata...

10

Odp: chce byc sama

Uwazam,ze powinnas jednak cos zmienic skoro jakis dyskomfort czujesz.  Masz 50siatke (bron boze nie chce Cie urazic) ,ale skoro masz swiadomosc, ze pieniadze nie sa problemem, dasz sobie rade itd, to powinnas cos zmienic i dalsza czesc zycia przezyc na maksa szczesliwie, nawet sama (teraz tez przeciez jestes sama z tego co piszesz, formalnie tylko nie). Mialabys swiadomosc, ze przezwyciezylas swoje strachy, leki. Bylabys silniejsza i z siebie dumna.  Zrobisz jak zechcesz, ale zycie ma sie jedno, przezyj je tak, zeby nie zalowac, ze czegos nie zrobilas/zrobilas .

11

Odp: chce byc sama

ozywiscie masz racje, i ja to tez wiem ale od slowa do czynu droga daleka.
Z lekami walcze od lat. Wiele z nich juz unieszkodliwilam (lek wysokosci miedzy innymi) tylko ten, zwiazany wlasnie z "bliskimi" relacjami (brakiem zaufania, ostroznoscia, wazeniem slow) nadal we mnie tkwi. Celowo uzywam cudzyslowu bo z zalozenia takie relacje nie moga byc bliskie, sa jedynie z nazwy.
Jesli komus nie ufam to gdzies w podswiadomosci tkwi obawa (jesli nie strach), ze ta osoba zdolna jest mnie skrzywdzic w jakis sposob chocby dlatego, ze nie jestem kompatybilna z jej wizja. Nie odnosi sie to do osob obcych ale do tych, z ktorymi przebywam na codzien.

12

Odp: chce byc sama

jesli sie komus nie ufa to pewne reakcje sa naturalne wrecz, tak jak Twoje - strach przed zranienieniem itd.   
najgorsze jest tylko ciagnąć relacje z taka osobą. strasznie to jest męczące.

13

Odp: chce byc sama

oj tak, oj tak - dodam tylko od siebie ze im dluzej ciagnie sie taka relacje, tym wiecej oplatuje nas zaleznosci (czesto tylko luzno z nia zwiazanych) i coraz trudniej sie uwolnic. Ale trudne nie znaczy niemozliwe...
Paradoksem zas jest, ze osoba tak niezalezna, samodzielna, kreatywna, zaradna; ktora wiekszosc swoich sukcesow i to, do czebo doszla w obcym przeciez miejscu zawdziecza sobie i swojej wytrwalosci, uporowi w dazeniu do celu - dala sie uwiklac w cos tak niezdrowego...
No coz, mialam wczoraj chwile kryzysu, wygadalam sie, przeszlo mi i dzisiaj, w dniu wyjazdu, jest dobrze. Wyspalam sie, jestem spakowana, pogoda piekna... I zaczynam powoli robic plany: co po powrocie, co zalatwic, co pilne, co przyjemne i wiaze sie z np wyzwaniem (kupno nowego komputera; zapowiadana wizyta przyjaciol i wedrowki po gorach na weekend, a moze sama sie urwe gdzies na wybrzeze?), snily mi sie moje pieski, moze nawet dzisiaj (zalezy o ktorej bede w domu; z lotniska mam autobus lub pociag, zalezy na co zdaze) odwiedze moje ulubione miejsca... W kazdym razie nie bede miala czasu na biadolenie wink tongue

14

Odp: chce byc sama

to ja Ci zycze, zebys nie miala po prostu powodów do niego wink

15

Odp: chce byc sama

Ale czasem to dobrze tak sobie ponarzekac (pamietajac, ze wszystko ma swoj czas i miejsce wink)
Mimo wszystko - nie mam czasu na to. Nawet jesli znalazlby sie powod to sa inne ktorymi warto poswiecic wiecej uwagi.

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026