netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Jak dalej żyć...?

27 odpowiedzi2 862 wyświetleniazałożony przez Ilonta, 09.08.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jak dalej żyć...?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 28 ]

1

Temat: Jak dalej żyć...?

Nie wiem,czy jest w stanie ktoś mi pomóc,ale chciałabym się wygadać,żebyscie mi coś poradziły,a może poprostu wylać wszystkie żale...znowu dziś przyszedł ten dzień,że nie chce mi się żyć...bo bez niego nie potrafie,odchodząc zabrał całe moje serce i sens istnienia...pozostała pustka,żal i tęsknota...opowiem w skrócie...byłam ze swoim ukochanym 9 miesięcy...od początku nie było kolorowo,nie liczył się z moimi uczuciami,potrafił nie przyjeżdzać kilka weekendów,bo wolał kolegów,imprezy...a ja wszystko wybaczałam,bo kochałam...potem zaczął się starać...kazdy weekend u mnie,były plany na przyszłość...czały czas jednak miał do mnie pretensje,że mu nie ufam i poprosił o zaufanie,więc ja zaczęłam pisać do niego z obcego nr.jako wielbicielka i wiecie co...on powiedział tej niby dziewczynie,że jest wolny...to mnie cholernie zabolało...ale przeprosił a ja głupia znów dalam szanse...ale to cały czas we mnie siedziało...w koncu mnie przerosło i wybuchnęło...zaczęłam go traktować jak śmiecia wg niego...więc on stwierdził,że musi wszystko przemyśleć...w końcu po miesiącu przyjechał się pogodzić...a ja uniosłam się dumą,może zrobiłam to żeby się odegrać za wszystko złe...powiedziałam,że nie widze już dla nas przyszłośći i go zraniłam...i on wyszedł,minęło od tego czasu 2 tyg...zawsze to ja wyciągałam ręke prosiłąm jak głupia zeby wrócił,a on stwierdził,że miałam szanse wtedy,a teraz już nie ma nas...wiem,że mu zależy...ale powiedził,że uczucia zakopał głeboko,nie potrafi wybaczyć i zaufać...jeszcze w sobote pod wpływem emocji napisałam do niego chyba z 5 esów bez odzewu z jego strony...a wczoraj napisałam,że nie chce się z nim kłucić,chce zebyśmy się rozeszli w zgodzie,zznów nie odpisał...pewnie ma mnie już dość...a jacały czas mam jeszcze nadzieje,że się odezwie,co chwile zerkam na tel i niestety..chyba teraz jestem mu w stanie wszystko wybaczyć,zapomnieć,zakopać honor i prosic na kolanach żeby wrócił,wiem,że to jest śmieszne,ale nie wiem jak żyć bez niego...bo mam jeszcze nadzieje,że zrozumie,ale on jest uparty:( nie potrafie już racjonalnie ocenić sytuacji...więc może wy mi pomożecie.Co dalej robić?

2

Odp: Jak dalej żyć...?

Wiem, ze jest Ci teraz ciezko, swiat sie zawalil, a zycie zdaje sie nie miec sensu. Ale tylko tak sie wydaje. Moze jescze nie jutro, moze nie za tydzien, czy miesiac, ale napewno niedlugo znow zaswieci slonce. A to doswiadczenie potraktuj jak lekcje pokazowa, jak NIE powinien wygladac prwdziwy zwiazek. Zycie jest dlugie i bolesne, z czasem powstaje rodzina, pojawiaja sie dzieci. Dzieci dorastaja, rodzice sie starzeja. Pomysl, czy chcialabys zyc w takim piekle niepewnosci przez dlugie lata, obserwowac swojego partnera, szukac dowodow jego wiernosci czy niewiernosci, znosic upokorzeni i zebrac o odrobine milosci? Czy takie wzorce chcialabys przekazac swoim dzieciom? Mysle, ze marzysz o stabilnym, bezpiecznym  i dlugim zyciu z oddanym partnerem, a ten na takiego nie wyglada. A Ty napewno zaslugujesz, zeby byc darem dla kogos i zeby ten ktos  byl darem dla Ciebie, wiec nie zamykaj swojego serca ani umyslu, wyjdz na ulice i sprawdz, co czeka na Ciebie za rogiem.

3

Odp: Jak dalej żyć...?

- byłaś dzisiaj na spacerze?
- byłaś dzisiaj w sklepie?
- byłaś dzisiaj gdziekolwiek indziej?

Znajdź sobie miejsce, albo zajęcie gdzie nie będziesz musiała myśleć o tym czy znów on się odezwie. Bądź przy tym dzielna i nie poddawaj się swoim uczuciom - to takie moje głupie gadanie faceta.Przygotuj się do rozmowy z chomikami swojej ciotki. Zapewne będą chciały usłyszeć jak to wyglądał Twój związek na odległość. Zapewne Ci powiedzą, że przez te dni, przez które się nie widzieliście, żyliście wyobrażeniami o sobie, o tym jakim partnerem dla Was, dla Ciebie, mogła by być druga strona. To, że jak już sie spotykaliście i nie potrafiliście się porozumieć, wynika z rozbieżności, iż rzeczywisty obraz różnił się od tego czym żyliście będąc z dala od siebie. Mało prawdopodobne jest, by związek na odległośc nie prowadził do tego, że ludzie się od siebie oddalają. Po to, by sobie jakoś poradzić z tęsknotą, zastanawiają się tacy ludzie co by robili, jak by się zachowali, gdyby byli w danej chwili razem to buduje pewien, wyidealizoawny obraz. BO wiadomo sytuacje są co dzień są mało schematyczne. Właśnie dlatego trudno się dogadać, gdy już faktycznie dojdzie to dego spotkania budujesz sobie obraz, taki, że on się zachowa wtedy tak jak byś sobie tego życzyła, a tu ... zderzenie z rzeczywistością. A przecież Ty sama siebie przyzwyczaiłaś do tego, że on się zachowuje po Twojemu. Może to być nawet nieświadome. Ludzie znający się ze sobą i przbywający zaskakują się co czasami prowadzi do waśni, a w takim przypadku jak Twój, no cóż szkoda gadać, jaka dzieli Was przepaść. Żyłaś, czy też żyliście wyobrażniami  o sobie. I pewnie mocno za sobą tęskniliście, a potem znów spotkanie znó bach, potem wracał błogi stan tęsknoty, przeważały wyimaginowane obrazy - przebaczenia, czas leczy rany - dp na stępnego spotkania no i znowu bum. Skoro wasze "bycie" sprowadzało się do bycia na odległość, nie znaliście się. Zauroczenie dotyczy wyidealizowanego spojrzenia na siebie to utopia. Popatrz na siebie jak na księżniczke zamkniętą w wieży, do której przybywał do tej pory książę, ale zawsze tak jakoś zapominał drabiny i choć podskakiwał, by dostać się do Ciebie, a Ty podawałaś mu własnego za krótkiego kucyka, by się wdrapał na górze, nic z tego nigdy nie wychodziło, chcieliście, ale każde na swój sposób. Żeby być ze sobą to trzeba po prostu być. Zastanów się dobrze czy kochasz jego, czy też jego jakiego sobie stworzyłaś we własnym umyśle. Jeżeli jego - to jedyne co mi się ciśnie na myśł to rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa, a na koniec rozmowa - o czym - o wszystkim i o niczy. Możecie zacząć mówić o swoich uczuciach odrzucając waśnie. Poznawajcie się i kochajcie, o ile kochacie siebie, a nie marzenia o wspólnym byciu.
aga mnie uprzedziła... ale tak po cichu to też myślę, że to bez perspektywy.

4

Odp: Jak dalej żyć...?

Nie wiem, po co piszę bo sama jestem w podobnej sytuacji (tylko mam wrażenie, że gorszej... ale to długa historia) więc pocieszyć Cię nie mogę. Ale rozumiem, co czujesz w 100% - przechodzę przez to samo właśnie... Znam ten ból od podszewki, znam to uczucie kiedy jesteś gotowa zapomnieć o wszystkim, wybaczyć wszystko, poświęcić wszystko aby tylko Cię przytulił i żeby znowu było tak jak wcześniej. Nie wiem, co Ci doradzić... Gdyby był panadol na ból w sercu byłoby super, ale nie ma więc trzeba przez to po prostu przejść. I ani na chwilę nie zapominać, że to przejdzie i życie od nowa nabierze sensu...
Nie poswięcaj honoru i własnej siebie w imię niczego i nikogo, a już na pewno nie dla faceta. Pamiętaj, że są ich miliony i w swoim czasie znajdziesz tego właściwego. Nie roztrząsaj tych kilku dobrych chwil, przerabiaj w kółko w pamięci to wszystko, czym Cie zranił (nie napiszę Ci, żebyś starała się o nim nie myśleć bo wiem, że to na tym etapie nierealne) i myśl, czy masz ochotę na powtórkę z rozrywki w przyszłości...

Jesli masz z kim pogadac - idz i sie wyplacz. To na pewno pomoze...

5

Odp: Jak dalej żyć...?

Gdyby on tylko chciał mnie wysłuchać i dać szanse...dziwne to wszystko,wiem,że on mnie strasznie krzywdził,tylko po jego ostatnich eskach wzbudził własnie we mnie poczucie winy,że to przeze mnie wszystko sie rozpadło.Może dlatego myśle teraz emocjonalnie,bo mam wrażenie,że mogłam postepować inaczej i teraz bylibyśmy razem,a teraz on już nie chce dać mi szansy...dlaczego tak jest,ja potrafiłam wybaczać,a on nie potrafi...a sam nie rozumie ze zle postępował i wszystko wrzucił na moje barki,mnie obarczył cała wina...z tym nie moge sobie poradzić...a chcialabym,żeby jeszcze zatęsknił i miał choć dobre wspomnienia ze mną...

6

Odp: Jak dalej żyć...?

Dobra to może spróbuję tak. Jak myślisz co jemu dało to, że wsbudzał w Tobie poczucie winy, że leży ona po Twojej stornie? Zepchnął odpowiedzialność na Ciebie, by samemu sobie ulżyć, zrzucając ciężar. Pomyśl, w takich sytuacjach wina jest po dwóch stronach. To nie był związek Twój z nim, a Wasz - dwoje ludzi.
Teraz sobie zdałem sprawę, że chyba jesteś na etapie takim, że jedynie czas jest cokolwiek w stanie zdziałać - oczywiście ten upływający. Trzymaj się, na pewno będzie dobrze.

7

Odp: Jak dalej żyć...?

Masz racje Dunkis chyba tak własnie działa ludzka psychika...najchętniej bym mu powiedziała co czuje...ale tylko o tych negatywnych uczuciach...żeby i jemu nie było tak łatwo...ja chyba naprawde jestem głupia,mam jeszcze nadzieje,że wróci,a on tylko potrafi ranić i spedzać wine na mnie...pewnie tak najłatwiej...marze o tym,żeby i on teraz cierpiał beze mnie...wiem,że teskni i to dodaje mi sił,bo się męczy...i mam nadzieje,że tak bedzie jak najdłużej,niech wie co ja czułam przez tyle miesięcy jak mnie ranił...on chyba nie zasługuje,żebym go kochała...

8

Odp: Jak dalej żyć...?

Nie docenil tego co mial, zawsze dupek trafi na wierna, fajna oddana calym sercem dziewczyne....

9

Odp: Jak dalej żyć...?

Niestety własnie tak bywa...każdy popełnia błedy,ale ja tak naprawde za dobra dla niego chyba byłam i dlatego teraz tak mi zle:(

10

Odp: Jak dalej żyć...?

nie mozna byc za dobrym, za slodkim , na akzde wezwanie....widze po sobie , ze cyz to facet czy kobieta wykorzystuja to

11

Odp: Jak dalej żyć...?

Wiem,że za dużo wybaczałam,ale jak przestać cierpieć i pozbyć się nadziei,że jeszcze będziemy razem?

12

Odp: Jak dalej żyć...?

a po co byc z kims, z ktorym bys nie byla pewna ,ze jest wierny, ze ciebie naprawde kocha, znajdziesz sobie kogos kto to doceni...lepiej troche pocierpiec niz zyc w niepewnosci uwierz mi

13

Odp: Jak dalej żyć...?

Dziękuje wam wszystkim z całego serduszka za wsparcie:*mam nadzieje,że jakoś się pozbieram...fajnie jest się wygadać,to pomaga a osoby postronne potrafią obiektywnie ocenić sytuacje

14

Odp: Jak dalej żyć...?

zawsze latwiej  jest komus doradzic, niestety najtrudniej jest w sprawach zwiazanych wylacznie ze soba

15

Odp: Jak dalej żyć...?

Marze już chyba tylko o tym,żeby poczuć obojętność...wyrzucić z siebie złe emocje i nadzieje,że może jeszcze kiedyś będziemy razem...tylko kiedy to nastąpi...?!

16

Odp: Jak dalej żyć...?

Przeszłam podobną historie. Straciłam na tego lowelasa 14 ms. Żeby urozmaicić wątek on spotykał się przez 3 ms. ze mną i ze swoją byłą. Żeby było jeszcze zabawniej ona go kiedyś zostawiła , ponieważ wróciła do swojego byłego i wcześniej go zdradzała i doprawiała mu mega rogi big_smile (on dowiedział się o tym bo podszył się pod inną osobę i pisał do niej z innego konta gg - dureń,dzieciak). Wniosek są siebie warci big_smile
Od niecałych 2 ms. jestem sama i dobrze mi  z tym. On pisał do różnych dziewczyn i na gg, nk ,proponował spotkania im itd. zachowywał się jak 14 latek smile . A ja non stop się przejmowałam tylko i myślałam o tym, byłam głupia, ślepa  . Teraz mam spokojną głowę. Kiedyś gadałam z jego EKS, z tą którą teraz jest na jego temat i nic się nie zmieniło od momentu kiedy był z nią: jest dziecinny, zapatrzony w siebie, kościółkowiec - nie ma nic gorszego na świecie niż podrasa kościółkowców,laluś, z resztą jego cała "wspaniała" rodzinka kościółkowców na czele siostra Monisia i mamusia, potem szwagierek jedyny w miarę normalny i bezstronny , no i tatulek ateista tak jak ja big_smile Jaruś , Sraluś... wszyscy tego idiote ukrywali. Jak dzwoniłam do mamulki to mamulka mówiła mi , że Jaruś sprząta podwóreczko, kosi trawkę albo wiecznie coś. Wspaniały , pracowity ach och... a on się gził z eks albo z jakąś z nk big_smile
Kościółkowiec często miał pretensje , że nie chodzę do kościółka i do komunii... a on chodził ze stoickim spokojem mimo , że obracał 2 panienki , całkiem możliwe , że więcej... w końcu kto by to zliczył big_smile On jest sportowcem liczy się ilość, nie jakość!!
ALE TA EKS mimo to z nim jest!:D A ja sikam ze śmiechu? Jak ten ślepy,blady paszkwil może być z tym lowelaskiem. Ledwo co się dowiedziałam , że on grał na dwa fronty big_smile Miałyśmy solidarnie z nim zerwać big_smile A tu okazało się , że ten paszkwil z nim jest big_smile Tak zaczęła się niedawno opowieść z serii "Paszkwil i piękny lowelas". Ona była ze mną taka solidarna bo chciała go odbić i interesował ją poziom mojej bezinteresowności . Potem mi się spóźnił okres trochę się wystraszyłam... ale na szczęście wszystko OK.
Ta akcja wyszła w czerwcu, natomiast w lipcu jak i teraz on chciał się ze mną spotkać:D A ja nie chce!! I on jest chyba strasznie zdziwiony, że był kiedyś dla mnie całym światem a teraz  nie chce go widzieć na oczy big_smile Bo jest kretynem, przez którego wylałam może łez. BYŁ idiotą, sukinkotem, ktory nie potrafił dostrzec tego , że kocham go całym sercem i, że jest moją pierwszą miłością i facetem itd. On wydaje mi się, że nigdy mi nie ufał, ponieważ sam wiedział, że sobie ma dużo do zarzucenia, np. jak wieczorem wracałam z imprezy w Poznaniu to on do minie dzwonił z zastrzeżonego.Albo wcześnie rano...żeby sprawdzić  czy leże sama w łóżku. Nigdy bym go nie zdradziła, z resztą do tej poty tego nie robie .... bo chce być sama.
1. Są wakacje.
2.Rozstali się rok temu w lutym, on był niby taki chojrak i postawił jej cały wyjazd big_smile
3.Opłaci jej teraz wyjazd wakacyjny.
4.Wnioski laska go wydynda i znowu zostawi.

Nie wiem czy będzie się ze mną jeszcze kontaktował. Myślę, że tak bo wie co stracił. Dla mnie jest zerem, kimś kto nie istniał. Myślałam , że jest fajnym , spokojnym chłopakiem z małej miejscowości, który nigdy mnie nie zrani i nie zdradzi bo wie jaki ból przeszedł jak został zdradzony. Dla mnie to był ból fizyczny. Schudłam... nie moge przytyć do tej pory. Warze 53 przy wzroście 176 cm. Czasem snuje mrzonki... nie moge jeść, lecą mi przedmioty z rąk jak mam gorszy dzień. Ale on nigdy nie istniał , więc był wytworem wyobraźni, który stworzyła odległość, ślepe wyobrażenie...kogoś kto nie istnieje....

17

Odp: Jak dalej żyć...?

Wyrzuć to z siebie, rozmawiaj na ten temat, pisz pamiętnik.... "na linie nad przepaścią tańcz a w jedną krotką chwilę pojmiesz po co żyjesz...kochaj mnie nieprzytomnie jak zapalniczka ogień ...ja sucha studnia wode ..." To jest wyobrażenie miłości, które znjadziesz ze stałym partnerem nie takim na wekeend. Dla mnie mój związek był  na Saharze ja byłam tą suchą studnią która nie mogła dostać wody czasem były jakieś przypływy.... ale okresy suszy są dłuższe i surowsze.... a ja chce być szczęśliwa z kimś to jest naprawdę....a nie fatamorganą na pustyni.

18

Odp: Jak dalej żyć...?

Marissa masz wielka psychike, podziwiam ,ze potrafilas tak calkowicie wylaczyc sie na niego, i czytajac to forum(pewnie jako rodzynek stojacy po tej 2 stronie , ze tal to ujme) widze , ze istnieja fajne babki...ktore gdy kogos kochaja to nie maja watpliwosci czy beda z ta osoba zawsze...i bardzo tego pragnely....tylko czemu ja sie zakochalem w osobie ktora po roku mowi, ze nie wie jak to w przyszlosci bedzi ehhh

19

Odp: Jak dalej żyć...?

Odniosę się do mojego przypadku. Ja byłam pewna ,że chce być z Jarkiem, on poniekąd też chciał i miał jakieś plany... Nie ważne zdradził mnie i nie zapomnę mu tego itd. W rezultacie jak się dowiedziałam o tym miałam żal, czułam obrzydzenie mieszałam śline z inną, pisał nam te same sms na dobranoc, ta sama bajera. On miała na imię tak jak ja. Oby dwie studiowałyśmy w Poznaniu smile On w Warszawie, a w tróje mieszkaliśmy w okolicach Łodzi big_smile Bez sensu !Z czasem przeszkadzał mi związek na odległość, ale byłam zakochana jeden wekeend dawał mi siły na cały lub 2 tyg. On nie jest zdecydowany z kim chce być... pewnie z nią też nie będzie... To nie mój problem.
Chciałam żeby był moim jedynym....Ale skoro tak nie będzie ... trudno... może ktoś inny doceni to , że potrafię być oddaną i wierną dziewczyną ... i może nie będę musiała być znowu dziewicą...bo to było minęło....

20

Odp: Jak dalej żyć...?

Tęsknię za nim nadal 14 ms. to troche czasu, TO ON angażował mnie w ten związek i nakręcał, angażował jakieś spotkania mnie z jego rodziną... nie wiem po co skoro tak postąpił sad Udaje przed nim , że jestem silna i mu nigdy nie ulegne.... I zaczynam wychodzić z zamroczenia i patrzeć trzeźwo... I jestem coraz silniejsza i pewniejsza że zasługuje również na lojalność ze strony faceta, którego kiedyś spotkam i który będzie świetnym kompanem w złych i dobrych chwilach.
W tym związku to ja byłam skałą... ja wiedziałam o jego poprawkach.. wyżywał się na mnie cały tydzień....  a ja już później jak zdał egzamin nie miałam siły cieszyć się jego szczęściem bo byłam wymęczona przez cały tydzień humorów, wiedzialam o jego problemach w rodzinie... on potrafił użalać się nad sobą , ale nie potrafił słuchać i wspierać mnie....
Teraz jestem spokojna , że nikt mnie nie zdradza i nie złapę syfa i mogę skupić się na sobie i swoich studiach. Jestem wolna...może wkrótce spotkam kogoś fajnego i nie będę już samotna i ktoś mnie przytuli od serca wink Wiem, że jestem w stanie wiele dać...więc może wreszcie dostane coś w zamian smile

21

Odp: Jak dalej żyć...?

U mnie Jarek miał problem sam ze sobą... on mi mówił, że nie potrafi się zaangażować.... itd. że tak ma... nie wiem może jakaś trauma z dzieciństwa... sam mówił , że jest głupim idiotą i że zasługuje na kogoś lepszego....z pewnością miał i ma racje!

22

Odp: Jak dalej żyć...?

jesli chces pogadac do wsle ci moje gg na e - mail
masz fajne podjescie a ja mam coraz bardziej podobne do twojego, chcialbym porozmawiac, a nie chce zasmiecac watku kolezanki, wiec jesli chcesz to napisz do mnie teraz

23

Odp: Jak dalej żyć...?
Ilonta napisał/a:

Masz racje Dunkis chyba tak własnie działa ludzka psychika...najchętniej bym mu powiedziała co czuje...ale tylko o tych negatywnych uczuciach...żeby i jemu nie było tak łatwo...ja chyba naprawde jestem głupia,mam jeszcze nadzieje,że wróci,a on tylko potrafi ranić i spedzać wine na mnie...pewnie tak najłatwiej...marze o tym,żeby i on teraz cierpiał beze mnie...wiem,że teskni i to dodaje mi sił,bo się męczy...i mam nadzieje,że tak bedzie jak najdłużej,niech wie co ja czułam przez tyle miesięcy jak mnie ranił...on chyba nie zasługuje,żebym go kochała...

Jean de la Bruyere

Pragniemy być całym szczęściem osoby kochanej, a jeśli to niemożliwe - to całym nieszczęściem.

24

Odp: Jak dalej żyć...?
Marissa1988 napisał/a:

Przeszłam podobną historie. Straciłam na tego lowelasa 14 ms. Żeby urozmaicić wątek on spotykał się przez 3 ms. ze mną i ze swoją byłą. Żeby było jeszcze zabawniej ona go kiedyś zostawiła , ponieważ wróciła do swojego byłego i wcześniej go zdradzała i doprawiała mu mega rogi big_smile (on dowiedział się o tym bo podszył się pod inną osobę i pisał do niej z innego konta gg - dureń,dzieciak). Wniosek są siebie warci big_smile
Od niecałych 2 ms. jestem sama i dobrze mi  z tym. On pisał do różnych dziewczyn i na gg, nk ,proponował spotkania im itd. zachowywał się jak 14 latek smile . A ja non stop się przejmowałam tylko i myślałam o tym, byłam głupia, ślepa  . Teraz mam spokojną głowę. Kiedyś gadałam z jego EKS, z tą którą teraz jest na jego temat i nic się nie zmieniło od momentu kiedy był z nią: jest dziecinny, zapatrzony w siebie, kościółkowiec - nie ma nic gorszego na świecie niż podrasa kościółkowców,laluś, z resztą jego cała "wspaniała" rodzinka kościółkowców na czele siostra Monisia i mamusia, potem szwagierek jedyny w miarę normalny i bezstronny , no i tatulek ateista tak jak ja big_smile Jaruś , Sraluś... wszyscy tego idiote ukrywali. Jak dzwoniłam do mamulki to mamulka mówiła mi , że Jaruś sprząta podwóreczko, kosi trawkę albo wiecznie coś. Wspaniały , pracowity ach och... a on się gził z eks albo z jakąś z nk big_smile
Kościółkowiec często miał pretensje , że nie chodzę do kościółka i do komunii... a on chodził ze stoickim spokojem mimo , że obracał 2 panienki , całkiem możliwe , że więcej... w końcu kto by to zliczył big_smile On jest sportowcem liczy się ilość, nie jakość!!
ALE TA EKS mimo to z nim jest!:D A ja sikam ze śmiechu? Jak ten ślepy,blady paszkwil może być z tym lowelaskiem. Ledwo co się dowiedziałam , że on grał na dwa fronty big_smile Miałyśmy solidarnie z nim zerwać big_smile A tu okazało się , że ten paszkwil z nim jest big_smile Tak zaczęła się niedawno opowieść z serii "Paszkwil i piękny lowelas". Ona była ze mną taka solidarna bo chciała go odbić i interesował ją poziom mojej bezinteresowności . Potem mi się spóźnił okres trochę się wystraszyłam... ale na szczęście wszystko OK.
Ta akcja wyszła w czerwcu, natomiast w lipcu jak i teraz on chciał się ze mną spotkać:D A ja nie chce!! I on jest chyba strasznie zdziwiony, że był kiedyś dla mnie całym światem a teraz  nie chce go widzieć na oczy big_smile Bo jest kretynem, przez którego wylałam może łez. BYŁ idiotą, sukinkotem, ktory nie potrafił dostrzec tego , że kocham go całym sercem i, że jest moją pierwszą miłością i facetem itd. On wydaje mi się, że nigdy mi nie ufał, ponieważ sam wiedział, że sobie ma dużo do zarzucenia, np. jak wieczorem wracałam z imprezy w Poznaniu to on do minie dzwonił z zastrzeżonego.Albo wcześnie rano...żeby sprawdzić  czy leże sama w łóżku. Nigdy bym go nie zdradziła, z resztą do tej poty tego nie robie .... bo chce być sama.
1. Są wakacje.
2.Rozstali się rok temu w lutym, on był niby taki chojrak i postawił jej cały wyjazd big_smile
3.Opłaci jej teraz wyjazd wakacyjny.
4.Wnioski laska go wydynda i znowu zostawi.

Nie wiem czy będzie się ze mną jeszcze kontaktował. Myślę, że tak bo wie co stracił. Dla mnie jest zerem, kimś kto nie istniał. Myślałam , że jest fajnym , spokojnym chłopakiem z małej miejscowości, który nigdy mnie nie zrani i nie zdradzi bo wie jaki ból przeszedł jak został zdradzony. Dla mnie to był ból fizyczny. Schudłam... nie moge przytyć do tej pory. Warze 53 przy wzroście 176 cm. Czasem snuje mrzonki... nie moge jeść, lecą mi przedmioty z rąk jak mam gorszy dzień. Ale on nigdy nie istniał , więc był wytworem wyobraźni, który stworzyła odległość, ślepe wyobrażenie...kogoś kto nie istnieje....

ms- to milisekunda?
może - jeśli piszesz o oceanie łez to przez "rz",
jeśli warzysz 53, to rzeczywiście z coś nie tak,

Świetne określenie kośćiółkowiec, mam podobne zdanie do Twojego, że najbarziej łajdaczą sie właśnie tacy i takie, którzy nie mają wewnętrzenego honoru, a sakrament pokuty rozwiąże problemy.
Nigdy nie mów nigdy, znam takie Panie co mówiły, że nigdy nie zdradzą, a jednak zdradziły.
A tak wogóle, to z Twojego postu wynika, że zazdrościsz tej jego eks.
Najważniejsze co napisałaś to, to że im dłużej nie byliście ze sobą tym mocniej kochałaś wyobrażenie o ni, to co stworzyła ta wspomniana odległość. Po tym jak zdałaś sobie z tewgo sprawę , to wystarczy że to poczujesz i raz dwa ból odejdzie.
Jesteś sliną osobą, masz dar wybaczania. Na jednym z tutejszych tematów toczyłem bój z takimi świętojebliwymi ludźmi co chodzili do kościoła, byli wielkimi zwolennikami wartości chrześcijańskich, ale nie potrafili wybaczyć zdrady, pisali że zdrady nie mozna wybaczyć, nie należy.
A ja jestem zdania, że jeżeli jest miłość to nawet to można wybaczyć, nawet należy bo walorem miłości jest właśnie zdolność do wybaczani, czego nie pojmują Ci kościółkowce. Tęsknisz bo kochasz, ale zastanów sie tak dla dobra samej siebie, czy on nadal jest takimmężczyzną, jakim był gdy go kochałaś. Zdradę warto wybaczyć nawet dla siebie, ale by być z taką osobą którą zdrzdziła, trzeba byc pewnym, że osoba, która nas zdradziła rozumie swój błąd i chce to zmienić, być i się starać. Sama swoją miłością nie zdziałasz za dużo. Nawet w przypadku gdyby do Ciebie wrócił i czuł potrzby zmian, walki o Ciebie, to i tak będziesz zupełnie go inaczej odbierała, to bęzie inne spotkanie. A sam powrót nie byłby najgorszy, najgorszy byłby okres, po tym wszystkim. Po tym gdybyś go przyjeła do siebie poczuła ulgę, opadłyby też te emocje , które są siłą napędową dzisiaj - dziwnie to brzmi - że to siła - ale tak - to jest siła dzięki której trwasz w takim stanie a nie innym - gdy ona odejdzie wraz z emocjami, wtedy dopiero dopadnie Cię rzeczywistość, która wcale Ci sie nie spodoba. A najgorsze w tym, że właśnie wtedy potrzeba najwięcej sił by budować związek, tak by przetrwał

PS.
Przepraszam moderatorów za uzycie swego rodzaju wulgaryzmu, ale czasami pewne rzeczy trzeba nazwać po iminiu, gdyz inaczej nie zabrzmią tak jak powinny, juz czuje się skarcony.

25

Odp: Jak dalej żyć...?

Nie wiem czy jej zazdroszczę ... Bo to dziwne kiedy facet z nią jest, a pisze do mnie i proponuje spotkanie... On po prostu zrobił sobie casting , która lepsza... i on nie jest zdecydowany. Tak mi napisał. Od razu mnie tylko tym wkurzył. Co sobie wyobraża , że jest księciem z bajki!?
Jeszcze tęsknie, jeszcze kocham ale on z nią pojechał na wakacje w góry teraz. A w tym tygodniu się jeszcze do mnie odzywał. Chciał się spotkać... i miał jakiś plan co do mnie. Jak mam to rozumieć? Chciał sobie wybrać dziewczynę na wakacje? Czy z nią w góry a zemną potem nad morze?

sad

NO WŁAŚNIE BEZ KOMENTARZA
Na razie nie zastanawiam się nad wybaczeniem zdrady bo nie mam powodów. On jest w górach i .... dopowiedzmy sobie sami

Nie rozumię tego , że skoro on tak zakończył ten związek OCZYWIŚCIE WSZYSTKO MOJA WINA, chciał mi to wmówić, obrażał mnie, pisał przykre rzeczy , że co ja sobie myślałam , że się spotyka z jakąś małolatą, on jest ze swoją małą blondyneczką, że stara miłość nie rdzewieje. I po tym wszystkim, tych akcjach. Ogólnie powiedziałam mu, że mi sie okres spóźnia, sesja , nerwy, stres, schudłam... to tym było spowodowane. To oni w dwójkę do mnie zadzwonili i mówili , że ja z nim nie spałam itd. sad

Tak więc po tym wszystkim , on chciał sie spotkać porozmawiać. Pisał, że żałuje podjętej decyzji. Nie walczył o mnie tak jak walczy facet... mimo, że bardzo chciałam. Bo wiem , że zależało mu na mnie itd. Wiem , że coś iskrzyło.... Nie ważne.

26

Odp: Jak dalej żyć...?

On doskonale wie co czuje. Ta jego była do której wrócił też go zdradziła.... i on nie mógł pojąć dlaczego właśnie mu to zrobiła... dlaczego odeszła od niego. Ale ona sie normalnie z nim spotkała i wytłumaczyła wszystko. A on mnie potraktował jakbyśmy znali się 1 dzień. To do niej przyjechał z bukietem kwiatów (nie wiem czy to prawda jego eks mi tak mówiła) a mi... mi dał ból w sercu. I po tym wszystkim pytał się mnie o powrót.... ale mam swój honor. Nie chce faceta , który skacze z kwiatka na kwiatek.

27 Ostatnio edytowany przez Marissa1988 (2010-08-10 11:53:29)

Odp: Jak dalej żyć...?

Może trochę jestem zazdrosna.... nie zastanawiałam się nad tym. Wysłałam jego dziewczynie inf. które do mnie pisze i chciałam ,żeby o tym wiedziałam bo wiem , że jest z  nią... to ona powiedziała , że to ja sobie zmyślam, nie chciała wierzyć jak jej to wszystko wysłałam to milczała. Zmieniała status na facebooku, że jest z nim w związku... on ma tą opcje niewidoczną, albo jej  nie ustawiał....
Myślała , że wymyślam coś z zazdrości.... ale on pisał.
Chciałam być fer w stosunku do niej sad Bo ona nie była fer w stosunku do mnie sad A wyszło , że to ja źle robie.
Ona nie chciała teraz w to wierzyć bo wie , że czekał ją wyjazd z nim za jakiś czas itd. ...

Posty [ 28 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jak dalej żyć...?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026