Chyba jak każda z nas tutaj..mam potrzebę opowiedzenia wam swojej historii i usłyszenia waszej opinii,rady,odpowiedzi...nie wiem...ostatnio nic nie wiem...
Tak więc, logicznie, zacznę od początku. Byłam z chłopakiem rok czasu, równo rok czasu...Jak wyglądał nasz związek? Poznaliśmy się na dyskotece, fizycznie od razu mi się spodobał i to bardzo,bardzo,bardzo, ja zresztą mu też, wymiana numerami telefonów itd.. Następnie tysiące sms-ów, spotkanie, pocałunki, mój pierwszy seks, wcześniej byłam dziewicą... jesteśmy oboje z tego samego miasta, ja studiuję w innym-200km dalej, wakacje razem, potem wyjechałam na studia, mieliśmy taki układ,że ja przyjeżdżałam raz na miesiąc do domu,a on raz na miesiąc przyjeżdżał do mnie-było pięknie, idealnie wręcz, on-zakochany,wpatrzony,zrobiłby dla mnie wszystko, ja zresztą też...jednak było sporo rzeczy które mi przeszkadzały-przede wszystkim to,że jest strasznie leniwy, przez rok kiedy z nim byłam pracował może z 5 miesięcy, resztę czasu leżał w domu na fałszywych zwolnieniach, jednak zawsze miał trochę kasy żeby do mnie przyjechać...myślę też niestety że dużo w tym związku namieszała moja mama, które ciągle coś mu wytykała-że nie pracuje,ze się nie uczy (nie ma nawet 1 klasy średniej szkoły skończonej), a ma 23 lata, ze nic nie umie itd. itd.
Początek piękny, zakochani bez pamięci, dopóki nie wróciłam do domu na wakacje ze studiów-nuda,monotonia, jedyne co mu się chciało to oglądać telewizję, albo grac w gierki, ja-traktowana jak powietrze, nie chcial sie kochac, nie chcial sie calowac-jak to mowil-'bo mi sie jakos nie chce', jak go o cos pytalam to albo udawal ze mnie nie slyszy, kazda jego byla dziewczyna tez zreszta byla dla niego dziwka, zero kolezanek, sami koledzy-albo sie widzial ze mna, albo z kolegami,zero wspolnych znajomych i wspolnych jakichs imprez,albo my sami razem w domu,albo on z kolegami
ja- na poczatku zakochana, z czasem majaca tego wszstkiego dosc i wtedy ten dzien-sobota...
sms od niego,ze nie bedziemy sie widziec przez dwa dni(weekend), gdyz on chce pobyc z kolegami i ze swoim ojcem,ze spotkajmy sie dopiero w poniedzialek
ja-cale zycie bardzo wesola i szalona dziewczyna, lubiaca imprezy,ludzi,rozmowy do rana,nienawidzaca siedziec w domu przez telewizorem...mysle sobie-sobota-nie bede siedziec w domu-on z kumplami,ja tez gdzies ide-spotkalam sie ze znajomymi i wtedy zadzwonil moj bardzo dobry kolega,ktory odkad tylko go znam, zawsze mi sie podobal-zawsze,dostawalam dreszczy na sam jego widok
-mowi mi-spotkajmy sie-ja - ok,
zreszta..nigdy nie umialam mu odmowic, za bardzo go lubilam, za bardzo lubilam jego towarzystwo, za bardzo...mi sie podobal...i wtedy stalo sie...oboje bylismy pijani...zdradzilam mojego chlopaka...najgorsze bylo to,ze w ogole tego nie zalowalam, czulam,ze bylo to niczym 'spelnienie swoich najskrytszych marzen', zreszta on tez tak mowil..ze zawsze mu sie podobalam, tylko zawsze byl jakis inny chlopak i on nie chcial sie wpieprzac-tak bylo naprawde-czesto sie spotykalismy cala brygada,ale nigdy nie mielismy okazji pobyc sami..porozmawiac....tak naprawde to zazwyczaj spotykalam sie z nimi tylko po to,zeby pobyc z NIM....
dalej bylo tak... wiedzialam,ze musze to powiedziec dla mego chlopaka i z nim sie rozstac, wiedzialam,ze tak powinnam zrobic,ze nie potrafie udawac, ba, ze nawet NIE CHCE udawac, na poczatku sciemnialam,ze to bezsensu itd. ale potem napisalam prawde-ze go zdradzilam, ze calowalam sie z innym,
on MOMENTALNIE do mnie- ty [***] [***], ty [***], zniszcze cie, kazdy musi wiedziec jaka z ciebie [***], [***] [***], [***]...i tak z dwa dni... co ja sie nabeczalam i naprzezywalam to moje...ale tlumaczylam mu sie dalej,bo czulam,ze tak powinnam,to moja wina i musze teraz poniesc tego konsekwencje, pisal straszne rzeczy...ze tego pozaluje, ze przysiega mi,ze tak sie stanie, ze bylam taka porzadna, a stalam sie taka [***] i kazdy musi sie o tym dowiedziec,zebym [***] do swojego nowego [***] itd. itd. itd...jednym slowem masakra...no ale dalej sie tlumaczylam,bo dalej uwazalam,ze powinnam, pisalam mu,ze nie prosze go o wybaczenie, tylko o normalne,kulturalne rozstanie sie, bo popelnilam blad, chcialam byc fair,wiec powiedzialam mu prawde, a on i tak dalej mnie wyzywal..rowno dwa dni...od najgorszych....ostatnio napisal,zebysmy sie spotkali i pogadali,ze nic mi nie zrobi,chce tylko pogadac..
juz mu nie odpisalam...z tym chlopakiem z ktorym go zdradzilam,spotkalam sie jeszcze nie raz, bylo fajnie, nawet bardzo fajnie, jednak niekiedy mam wrazenie,ze chodzi mu tylko o seks... niby mowi,ze mu zalezy, ze chce byc ze mna itd. ale tak naprawde nic takiego nie robi...pisze tylko kilka smsow dziennie...jak dla mnie o wiele,wiele za malo...fakt,ze on pracuje,jest bardzo pracowity...nie wiem, nie wiem co mam o tym myslec...podobno nie mozna budowac swego szczescia na czyjims nieszczesciu,wiec moze powinnam zostawic i tego i tego,zeby ukladali sobie zycie sami, a ja sama tez...z kims innym...za zdrade zaplacilam gorzko,sama siebie ukaralam moralnie i psychicznie nie raz...nigdy sie tak nie czulam, nigdy nikogo nie zdradzilam...ale z drugiej strony mysle sobie,ze gdybym naprawde kochala swego chlopaka, to bym go nie zdradzila, prawda? co myslicie o tym wszystkim? ja juz sama sie gubie w myslach...mama mi powiedziala-ze gdyby ten drugi naprawde chcial ze mna byc, to by juz dawno sie staral...moze i jest cos w tym prawdy.... moze chodzi mu tylko o jedno,ale jak tu sie o tym dowiedziec? czy warto w to wchodzic? angazowac sie? nic juz nie wiem..nic juz nie rozumiem...