Jestem mężatką, która zadurzyła się beznadziejne w innym facecie. Spotykalismy sie przez 2 lata. Na początku to, że zdradzam było dla mnie straszne, miałam wyrzuty sumienia, a z czasem przywykłam do tego jakby tak miało byc. Wiem, że to jest ohydne. Trzy miesiące temu zerwalismy. Twierdzi, że ma inna kobietę, a związek nasz się rozpadł bo jestem zbyt zaborcza. Więc pomimo tego, że było mi cholernie cięzko dałam spokój i postanowiłam się nie odzywac i na nowo sobie wszystko poukładać. Tymczasem on znowu się zaczął ze mna konktaktować. Mówi, że chce byśmy byli przyjaciółmi haha i znowu dązy do spotkan pod róznymi pretekstami po to żebym znowu poszła z nim do łózka. Więc sprawe postawiłam jasno, że chce byc z nim w przyszłości, bo z męzem razem nie bedę. Nie układa nam się od dawna a jestesmy w takim układzie ze wzgledu na dzieci (nie chcemy im burzyc świata, gdy bedą dorosłe to zrozumieją i wtedy przyjma spokojniej nasze rozstanie). Nie wiem jak mam reagowac na tego człowieka. Kocham go, jednak rani mnie mówiąc o niezobowiązujących spotkaniach. Poradźcie!!!!
Podobne tematy
Mam pytanie.To znaczy że Ty i Twój maż razem rozmawialiście o waszym małżeństwie i on też jest tego zdania że powinniście się rozstać(bo napisałaś-nie chcemy im burzyć świata) ?
Po za tym nie zazdroszczę Ci tej sytuacji i nie wiem co Ci mogę poradzić.Wychodzi na to że nie kochasz męza a kochasz tamtego i tamten nie traktuję Cię poważnie.
3 2010-07-01 21:26:21 Ostatnio edytowany przez Emilia (2010-07-01 23:27:01)
Jeżeli chodzi o moje relacje z mężem to polegają na tym , że każde z nas żyje własnym zyciem. Nie zawsze małżeństwo konczy się happy endem. I w naszym przypadku tak jest.
Zawsze uważałam się za silna osobę, która nie podlega manipulacjom i nie ulega pokusom. A teraz czuje się bezradna.
witaj, ile lat mają Wasze dzieci i czemu chcesz tkwić w nieudanym związku ze względu na nie? Nie pytam co się nie układa, ale jeśli tak jest to dzieciaczki i tak to czują. Zakochana kobieta promienieje, ale chyba Tamten faktycznie myśli tylko o ulotnych chwilach. Sytuacja pasowa, ale nie daj się traktować jak "na zachciankę", nawet jeśli darzysz go uczuciem. Albo właśnie dlatego. Przepraszam za określenie. 3maj się ![]()
Moje kochane dzieciaki maja 13 i 14 lat. Dobrze sie ucza i sa szczęsliwe. Bo wiadomo sa najważniejsze dla mnie. a ja przy nich jestem szczesliwa. Chociaż jeżeli chodzi moje zycie "uczuciowe" to tragedia.
I tak jak Agileo piszesz nie bedę realizowac niczyich zachcianek. dzieki
hm, wiesz, jak trochę pocierpi i nie dostanie od razu czego chce, to korona mu z głowy nie spadnie. A jeśli pomyśli o Tobie poważnie, to Twoja teraz stanowczość będzie procentować. ![]()
Dokładnie. Chociaż trudno jest powiedziec niekiedy stanowcze "nie". Pojawia się, przynajmniej w moim przypadku, obawa, że może robię źle. Poza tym mimo wszystko tęsknie za nim chociaż nie podoba mi się jego sposób myslenia i podchodzenie do życia (i do mnie). Poza tym zawsze gdzieś szuka się usprawiedliwienia dla nawet najgorszego drania, jeżeli się do niego cos czuje.
8 2010-07-01 23:01:26 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-07-01 23:02:41)
z męzem razem nie bedę. Nie układa nam się od dawna a jestesmy w takim układzie ze wzgledu na dzieci (nie chcemy im burzyc świata, gdy bedą dorosłe to zrozumieją i wtedy przyjma spokojniej nasze rozstanie).
Co za bzdura!!! Omalo sie nie udusiam kawą.
wlasnie ze wzgledu na dzieci trzeba zakonczyc to fikcyjne malzenstwo. Produkujesz emocjonalnie okaleczone dzieci dajac im przyklad funkcjonowania domu i relacji miedzyludzkich. One nigdy nie beda szczesliwe. Nie maja pojecia jak wyglada szczesliwy zwiazek... bo nie z filmow amerykanskich, czy argentynskich telenowel?
Nie wazne co mowisz wazne jaki dajesz przyklad.
A swoich lękow przed zabezpieczenniem sobie tylow nie usprawiedliwiaj dobrem dzieci. Nikt w to nie wierzy.
Zanim zajmiesz sie kochankiem pokaz dziecim jak kulturalnie zakonczyc nieudany zwiazek malzenski.
Dzieci wazniejsze chyba niz kochanek.
Cześć.
Pozwól mi na ocenę , a potem zostawię sobie trochę miejsca na radę. Przez dwa lata (z jakiegoś powodu) spotykałaś się z innym mężczyzną. To , że się w nim trwale zadurzyłaś - znaczy, że to nie zauroczenie (tym bardziej, że ranią Cię jego słowa o "niezobowiązujących spotkaniach") .... i na tym koniec pozytywów.
Byliście razem on odszedł do innej:
- nie wypaliło mu - może tylko w seksie, pewnie chce sobie nadrobić, na dużo mu pozwalałaś, może tego nie ma u innych?
- pozwolisz mu wrócić, to będzie Cię wykorzystywał jako przystajń, gdy będzie szukał tej jedynej, a co z Tobą?
- przeszkadzała mu Twoja zaborczość - powód odejścia... czyżby nastąpiła jakaś odmiana? Którą dostrzegł nie mając z Tobą kontaktu? Myślisz, że to czego nie widział ściągneło go do Ciebie ponownie? A może złapał oddech i znów na jakiś czas mu nie będzie to przeszkadzać? - na jaki czas? od dechy do dech?
- to on odszedł - nie miałaś nic do gadania, jeżeli dasz mu wrócić, utrwalisz go w przekonaniu, że to on decyduje o Was, nic od Ciebie nie zależy, całkowicie przestanie się z Tobą liczyć - a wtedy będzie składał Ci takie obietnice jakie sobie tylko ubzdurasz, będzie obiecywał wszystko czego od niego będziesz oczekiwała - a co pozwoli Ci na wybudowanie w sobie złudnego przekonania, że to się więcej nie powtórzy.
Słuchaj on ma bardzo wygodną sytuację, puka sobie mężatkę, która nie odejdzie od męża, póki dzieci nie dorosną, nie ma Cie na głowie, nie musi Cię karmić, co mu będzie przeszkadzać znaleźć sobie kolejne. Jego nowa dziewczyna oczekiwała że będzie spędzał z nią więcej czasu tak sie złożyło, że to był czas który on poświęcał dla Ciebie - no cóż.
Skoro Cię nie interesują "niezobowiązujące" spotkania, a liczysz na zobowiązujące - powiedz mu o Tym istnieje szansa na to, że wtedy dowiesz o co chodzi. Czy aby to nie wyłącznie o łóżko, a tak jest na 90%. ALe nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło skoro żyjesz z mężem na odległość, to zacznij z kochanka korzystać tak jak on z Ciebie o ile jest dobry, albo pogódź się z tym że nie macie szans i zostaw go, a popracuj nad mężem. Będziesz miała teraz czas na odbudowanie tego, może się zminił przez te 2 lata - a Ty nawet tego nie zauważyłaś. Skupiałaś się na czymś innym, sobie i kochanku. A jeżeli Ci na mężu nie zależy i dotychczasowy układ się nie zmieni, to powiedz swojemu kochankowi, że skoro liczy na "niezobowiązujące" spotkania, to będzie je miał, ale będziesz z niego korzystać dopóki nie znajdziesz sobie kogoś, od kogo, oprócz niezobowiązującego seksu, otrzymasz to na co czekasz, przecież - dzieci dorosną i jak będziesz sobie chciała ułozyć życie inaczej, ale z kimś, kto Cię nie zostawi przy byle okazji ... a przeciez teraz jest dobry czas by sobie kogoś takiego poszukać, on Ci tego nie gwarantuje.
(jeżeli zacznie Cię po tym traktować jako wkład do łóżka, będziesz miała czaqrne na białym o co mu chodziło od początku - wtedy sprawa stanie sie oczywista. Istnieje też szansa, ze gdy mu przedstawisz sprawę w powyższy sposób - zacznie się starać, a wtedy, no cóż... może gra okarze się że tak źle nie zainwestowałaś swoich uczuć, ale to juz inna bajka).
Jednak najwazniejsze sobie zostawiłem na koniec. Odpowiedz sobie na pytanie, czy to, że jesteś zaborcza nie jest istota problemu i było przyczyną kopowów w kolejnych związkach - najpierw z mężem, a potem z kochankiem? Może powinnaś nad sobą popracować, by kolejny mężczyzna nie "poznał" się na Tobie i podziękował za współpracę. Przemyśl sprawę, a możepotrafisz zmienić się? Inaczej będziesz narażona - na niepowodzenia w związkach. Jednak zmieniając się - ułozysz sobie życie rodzinne, nawet odbudujesz relacje z mężem, na zasadach takich które sobie wymażyłaś z mężczyzna, za którego wyszłaś?
PS
Jednego nie rozumiem. Piszesz że Cię zostawił i jest Ci źle, a potem, że podoba Ci się sposób jego myślenia, podchodzenia do życia i Ciebie??? A on to co? - półka z prezerwatywami, z której sobie wybierasz, co Ci sie podoba, a reszty nie musisz zabierać do domu? Żyjąc z innym człowiekiem tak się nie da. Przykład - on nie został z Tobą zapominając, że jesteś zaborcza, przeciwnie właśnie, to był powód, że zrezygnował z całej reszty, w tym z łóżka z "wygodną" mężatką.
Dunkis chciałam wyjaśnić, że nie podoba mi się sposób w jaki on mnie traktuje. Źle to ujęłam nie chodzi mi o to , że wybieram sobie jakieś cechy charakteru bo każdy z nas jest inny i ma swoje wady i zalety, albo je tolerujemy, nie przeszkadzają nam albo całkowicie dyskredytują człowieka w naszych oczach i wówczas nie chcemy z nim być. Jeżeli o mnie chodzi to lubie go takim jaki jest, tylko ta jedna cecha być może najważniejsza strach przed związkami. Do tej pory wszystkie jego związki się rozpadały. Ze mna i tak był długo jak na jego możliwości. Nie miałabym dylematu, gdyby nie to, że znowu zaczął pisać. Przestałam się odzywać, najpierw spróbowałam odezwac się do niego, ale stwierdził, że się pomyliłam bo nie będe go kontrolowac mam przeciez swojego męża itp. (zadzwoniłam do niego wieczorem jak był podobno u swojej matki, on nie odebrał telefonu i był wielce oburzony że dzwonię i tak przestaliśmy się do siebie odzywac) Potem znowu zaczął do mnie pisać twierdząc, że możemy byc przyjaciółmi bo sie dogadujemy. I tak to się ciągnie. Jak chce porozmawiać to nigdy nie daje mi jasnych odpowiedzi tylko zwodzi. W końcu stwierdził, ze skoro ja mam męża to on może miec kobietę. I nie będzie na moje zachcianki!!!! A było tak, że to ja zawsze się do niego dostosowywałam!!! I teraz znowu chce się spotykać tylko na jego warunkach. Zawsze sądziłam, ze potrafie myśleć logicznie, ale teraz uważam, że nic nie wiem. Totalnie się pogubiłam. nadmienie że nie jestem z tych kobiet które romasują z byle poznanym facetem. On jest moim drugim facetem w zyciu! I teraz tylko rozmawiamy bo ja nie chce być tak traktowana.
Tak też przypuszczałem, że źle to ujełaś, ale może ktoś inny to przeczyta i się nad takim rozumowaniem zastanowi. Bycie z kimś sprowadza się do tolerowania rzeczy których nie lubimy , ale zazwyczaj w takiej osobie widzimy więcej tego lepszego niz złego. A może to po prostu miłość i chemia... Nie bądź Matką Teresą, nie będź jego lekarstwem na nieudane związku, nie pozwól by Twoim kosztem budował sobie poczucie że jest zdolny do długotrwałych związków, to nie powinno być wogóle istotne, a na pewno nie dla Ciebie --- jeśli myślisz inaczej to już przegrałaś, bo on to wykorzysta. A może rzeczywiście mu nie wychodzą związki, w takim razie po prostu będziesz dla niego osobą, z którą mu nie wyszło i tyle nic mniej i nic więcej. Nie określałbym tego tak, że on czuje strach przed związkami wręcz przeciwnie, on ciągle szuka. A to, że mu z jakiś tam powodów nie wychodziło, no cóż... Co do tych waszych rozmów telefonicznych, odwiedzin u matki, to naprawdę nie jest istotne co Ci powie, że gdzie był itd. Problem w tym, że on jest dorosłym człowiekiem, a skoro jest wolny nie powinien się oburzać, że go w jakieś chwili potrzebowałaś, że dzwoniłaś do niego on ma takie samo prawo nie odbierać telefonu, jak Ty masz prao do niego dzwonić, ale oburzać się i mieć pretensje... W takim przypadku, prawdopodobnie potwierdzę to czego sama się domyślasz, twój telefon był niewygodny z zupełnie innych powodów.Fajne są tylko te telefony, gdy będziesz mu pdawała datę i czas spotkania gdy o nie poprosi? Gdy czytałem co pisałaś, o jego oświadczeniu, że skoro Ty możesz mieć męża to on może mieć kobietę i nie będzie na Twoje zachcianki, domyśliłem się co bezbłędnie co będzie dalej. ... . Domysliłem się, że to Ty dźwigałaś ciężar dostosowywania się do terminów i warunków spotkań, które Ci stawiał. Szkoda że od razu nie ustaliliście warunków, które by Wam obydwojgu pasowały. Z tego co napisałaś, iż umożliwia Ci łaskawie spotykanie się z nim na jego warunkach, wychodzi na to że on czuje że ma Cie w garści i może zrobić co mu się podoba (... ciekawe czy już poznałaś te warunki...)
Myliłem się pisząc, że może go ruszy, gdy mu powiesz, że też go będziesz traktować jednie jako kochanka, przystanek w oczekianiu na osobę, która oprócz seksu będzie chciała się z Tobą związać. To nie ma sensu, to on Cię tak traktuje i chce to wykorzystać. On żeruje na tym, że wie iż, tęsknisz za nim. A czy to nie jest tak, że oddajesz mu się w zamian za to, że Cię przytuli powie coś miłego... bo tak mi się zdaje, gdyż na początku pisałaś jak ciężko było CI się pogodzić z tym że sypiasz z innym facetem, a teraz przyzwyczaiłaś sie do tej ceny, którą musisz płacić za jego "ciepło"? Przepraszam, że to tak ująłem, ale może inne kobiety nie chciały dłużej ponosić ceny jaką Ty ponosisz? Może właśnie dlatego jego związki się rozpadały? Może nie należysz do kobiet które romansują z byle poznanym facetem, ale czy to samo możesz powiedzieć o nim (oczywiście zachowując stosowną różnicę płci)?
PS.
A właściwie to dlaczego nie romansujesz z byle poznanymi facetami?
(jak już sobie odpowiesz na to pytanie, zapytaj siebie, czy Twojego kochanka to obchodzi? czy ma podobne zdanie na ten temat - wydaje się że nie, korzysta tylko Twojego podejścia do sprawy, mając pewność, że nic mu się od Ciebie nie przypląta mam na myśli chorobę weneryczną. A co z Tobą pod tym względem, skoro miał inną kobietę(y?) może nie wiesz o wszystkich. Jeśli już się nawet pokusisz z nim spotykać, poproć bo by zrobił badania - może to prozaiczne, ale przynajmniej będziesz miała pewność)?
Dręczy mnie jedno Pytanie, czy Twój mąż też ma kogoś, czy wie o Twoim kochanku, obydwoje udajecie przed dziećmi, czy tylko Ty to robisz?
Wcześniej ustosunkowałaś się wyłącznie do tego co Ci pisałem na temat kochanka, a o rodzinie milczysz. Wiedz, że to szanuję. Zakładam, że Twój mąż też ma kogoś, albo przynajmniej wie że Ty masz kogoś.
Co do logicznego myślenia na pewno umiesz logicznie myśleć, ale masz jedną wadę - jesteś kobietą. (nie miałem zamiaru Cię obrażać) Kobietami rządzą emocje, szczególnie w chwilach rozdarcia i przy podejmowaniu decyzji, to one biorą górę nad wnioskami. Wcale bym się nie zdziwił gdybyś po spisaniu na kartce wszystkich za i przeciw, nawet mając jedynie wypisane argumenty - przeciw, oparła byś się jego uśmiechowi i ramionom, gdyby do Ciebie je wyciągnął. To dlatego właśnie faceci twierdzą, że nie rozumieją kobiet. Bo nie raz ich sensowne argumenty rozbijały się o taką ścianę.
Pytasz się o męża. Nie wiem czy kogoś ma. Nie pytałam go o o to i nie wnikam. Szczerze mówiąc gdybym dowiedziała się , że ma kogoś kamień spadłby mi z serca. Mężowi też nie mówiłam oficjalnie, że z kimś innym się spotykam. Tez nigdy o to nie pytał. Chora to sytuacja, no ale tak jest. Nigdy nie sądziłam, że dojdzie w moim zyciu do czegoś podobnego. Jestem niezależna finansowo. Mój mąż w pewnym sensie jest ze mną z wygody w tej chwili i z przyzwyczajenia (jesteśmy 14 lat po ślubie). Wydawało mi się tez, że jestem bardzo silną osobą, a jednak to tylko złudzenie skoro w końcu pojawiłam się tu, żeby podzielić się swoim problemem. Wiem, że wszystko jest w naszych głowach i musze poradzić sobie z tym w jakiś sensowny sposób. Chciałam tu poszukać potwierdzenia mojej decyzji dotyczącej zakończenia tego toksycznego dla mnie związku pozamałżeńskiego. I znalazłam to potwierdzenie.
Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło .
14 2010-07-02 14:52:40 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-07-02 14:56:06)
Kobietami rządzą emocje, szczególnie w chwilach rozdarcia i przy podejmowaniu decyzji, to one biorą górę nad wnioskami. Wcale bym się nie zdziwił gdybyś po spisaniu na kartce wszystkich za i przeciw, nawet mając jedynie wypisane argumenty - przeciw, oparła byś się jego uśmiechowi i ramionom, gdyby do Ciebie je wyciągnął. To dlatego właśnie faceci twierdzą, że nie rozumieją kobiet. Bo nie raz ich sensowne argumenty rozbijały się o taką ścianę.
Nie wiem czy to jest wylaczna cecha kobiet.
Przez cale swoje dluuuugie (niestety
) zycie spotykalam mezczyzn, ktorzy logicznie nie umieli odpowiedziec na pytanie "Idziemy na spacer?"
Rozmowa wowczas przebiegala tak:
On: Nie mozemy bo rodzice przyjezdzaja
Ja: O! Wlasnie odwolali. Myslalam, ze Tobie tez powiedzieli. No to idziemy?
On: Nie za bardzo moge bo obiecalem Monisi, ze z nia pogram w gre.
Ja: no przeciez mowilam Ci wczoraj, ze idzie na przyjecie urodzinowe do Ani.
On: Zapomnialem
Ja: No to idziemy?
On: Bedzie padal deszcz
Ja: (Po sprawdzeniu prognozy) Sprawdzilam, zapowiadaja na dzis i na caly tydzien piekna sloneczna pogode
On: Wydawalo mi sie ze jest pochmurnie
ciszaaaaaaaaa dluga ciszaaaa
Ja: No to idziemy na ten spacer?
On: Moze nie dzisiaj bo zle sie czuje.
Ja: Moge Ci jakos pomoc? Brzuch, glowa? chcesz jakas tabletke (pytam bez emocji bo w sprawie opieki medycznej, gotowania i prania to ja zawsze wykazywalam sie mniejszymi emocjami a raczej logika)
On: Nie, samo mi przejdzie
Ja: Czy dzis jest szansa na ten spacer, czy nie? Na przyklad wieczorem?
On: Zobaczymy
Wieczorem oczywiscie byla podobna rozmowa. Dlaczego nie mozna powiedziec "Kochanie strasznie mi sie nie chce, wybacz"
Drugiego meza nauczylam tego. Oh, jakie zycie jest latwiejsze a rozmowy o niczym krotsze.
Nie wiem gdzie tu meska logika.
Moim zdaniem mezczyzni nie sa emocjonalni w zwiazkach gdzie im za bardzo nie zalezy na kobiecie.
Tam gdzie jej chca ponad wszystko... sa proby samobojcze, pisanie wierszy, spiewanie piosenek... Jednym slowem same emocje.
Problem w tym, ze polskie kobiety ( nie widze tego w krajach w ktorym mieszkalam), z jakiegos powodu zasluguja nie tylko na miano "matki Polski" ale i miano "zony-Polki"
Jakis wewnetrzny przymus zaslugiwania na uczucie polaczony z niskim poczuciem wlasnej wartosci. Daje im to taki jakis poped do szukania sobie partnera za wszelka cene w zamian za dobre slowo. Mysle, ze to sie powoli zmienia.
Przepraszam za rozmowe nie na temat.. jak jakis polityk na spotkaniu przedwyborczym ha ha ![]()
A co do mojego zdania w temacie... Ja tam wierze w meza. Jest szansa, ze meza da sie naprawic? Nie chcialabys sprobowac? Jest ojcem Twoich dzieci, wiec jest duze prawdopodobienstwo, ze bedzie najlepszym facetem w ich zyciu.
Wydaje mi sie, ze musisz myslec o mezczyznie w Waszym zyciu (Twoim i dzieci) a nie tylko o sobie, bo tak sie smutno sklada, ze szukasz nie tylko kochanka ale i drugiego ojca dla
dzieci.
Skomplikowane są nasze umysły. Niekiedy nie potrafimy ich ogarnąć i podświadomie chcemy myślec TEŻ o sobie. Ale myśleć o sobie to tez siebie szanować, bo skoro innych szanujemy to tego samego oczekujemy od tych, którzy z nami są.
A co do męża nie wiem czy my jeszcze potrafimy coś wskrzesić. A właściwie chodzi o mnie bardziej. Czuje sie wypalona.
16 2010-07-02 17:33:44 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-07-02 17:34:27)
Czasem warto "zainwestowac" w meza choc sie tak bardzo juz nie chce, a nie inwestowac w kochanka choc sie tak bardzo chce.
Kochankowie maja to do siebie, ze pojawiaja sie w "odpowiednich" momentach.
Pozdrawiam i trzymaj sie.
HMMM... MOZE POWINNAS ZOSTAC Z MEZEM POROZMAWIAC O WAS
KOCHANEK JEST TYLKO NA CHCILE... A CO Z PRZYSIEGA MALZENSKA MILOSC WIERNOSC I UCZCIWOSC NIE ROZUMIEM JAK MOZNA ZDRADZIC !!TO JEST NAJGORSZE UCZUCIE JAKI CZLOWIEK DOZNA WIDZE ZE TWOJE SLOWA!!!SA ZUCONE NA WIATR!!!