Tak sobie zagmatwałam życie ,że teraz to ja już nie mam wyjścia.Zostało mi rozwiązanie ostateczne.Mam rodzine ale tak jakby jej nie było.Nic mi nie pomogą a kłopoty tak się nawarstwiły że nie widzę światełka.Sama jestem sobie winna ,że te kłopoty to finanse.Pracuje ale to nic nie daje i nie mogę się z tego wywinąć.Juz mam tego dość.
Podobne tematy
witaj, ale Ci się narobiło
pisz tutaj, może znajdziez wskazówkę, pomoc i odnajdziesz się w tym chaosie. Czasem warto wyrzucić z siebie wszystko. pozdr i miłego postowania
Witam.Wskazówki do rozwiązania tego mojego giga problemu finansowego(jak dla mnie) to chyba nie ma.Wszyscy sa przeciwko mnie - tak mi sie wydaje.Zostaje jak zwykle z problemami sama.coraz bliżej mi do rozwiązania ostatecznego. Jak nie pojawie sie na forum to juz wiecie co się dzieje...
Witaj na forum. ![]()
Jeszcze dycham.A to dopiero środek dnia.Próbowałam cos pozałatwiać, ale wyszło to tak średnio.Za chwile ide do pracy i tyle...
Czy ktoś zna odpowiedz na pytanie - jak przezwyciężyć złe dni w życiu?
hm, chyba jednoznacznej odpowiedzi nie ma. Moja metoda to byka na rogi i do przodu, by nie było gorzej. A na forum myślę, że się pojawisz, bo na pewno masz wiele ciekawego do powiedzenia. Uwierz w siebie!!! Miłego dnia ![]()
Dzięki Słodka Czarodziejko za dobre słowo. I to ma wartość.Tak zdołowana to nie byłam jeszcze nigdy.Różne dziwne rzeczy zdarzały się jak każdemu ale to co się dzieje teraz to apogeum wszelkich problemów jakie by sobie ktoś mógł wymyśleć.Jak coś idzie żle to idzie. Zmieniłam prace i otoczenie. Myślałam że to pierwszy krok w stronę normalności, ale to tylko dało mi wątpliwą satysfakcje ,że się odgryzę za 11 lat straconych. Domowe kłopoty sa nieporównywalnie większe.
Jutro córka broni pracę na UW i panikuje.To akurat myślę,że będzie o.k. Za to ja mam jutro wóz albo przewóz.Jeżeli pojawie sie jutro to znaczy że jeszcze żyje.
Witaj Kocia! Dobrze, że tu zajrzałaś. Na pewno dostaniesz tutaj słowa otuchy. Nie poddawaj się, bo musi być jakieś wyjście z twojej sytuacji. Obejrzyj na Youtobe film SEKRET. Tutaj na forum jest wątek poświęcony temu filmowi. Ja uważam,że to działa. W twoim przypadku całą energię skupiasz na problemach i może dlatego je przyciągasz. Zwróć się wieczorem jak będziesz kładła się spać do swojej podświadomości lub do Boga o podpowiedź, co masz dalej zrobić? I myśl o tym jak by było fajnie, jakby się twoje problemy rozwiązały. U mnie to zadziałało nie raz. Pozdrawiam ciepło.
życie toczy się dalej.Odsunięte czarne chmury na troche.Nie wiem na jak długo. Nadal brak światełka.Wszystko się kumuluje.Zło wyłazi z każdego konta.Jedno jest dobre - córa obroniła prace.To jest mały plusik w bandzie minusów.
Witaj kocia
widzisz - bardzo fajnie że córka się obroniła, powoli do przodu.dziunia ma rację - nie skupiaj się tylko na negatywnych emocjach. ja uważam że szczęście spotyka osoby pewne siebie, zadowolone, śmiało i optymistycznie patrzące w przyszłość - choćby było niewiadomo jak źle.
mówisz że wszyscy są przeciwko tobie - zobacz -tutaj każdy cię wspiera, zawsze możesz liczyć na dobre słowo !
powodzenia
Zawsze też uważałam, że świat należy do odważnych, pewnych siebie i uśmiechniętych, ale cos ostanio mało mi się to sprawdza.
Kolcia, napisz więcej, może jakoś poradzimy?
Co mam pisać? O kłopotach? Każdy je ma a ja szczególnie. Wszystko było by o,k,gdyby nie chroniczny brak kasy. jak się człowiek wpakuje w kłopoty finansowe to bardzo ciężko jest z tego wyjść,Pracujemy z mężem cały czas a kłopoty zamiast się zmniejszać to rosną. Latanie dziur juz mnie wykańcza psychicznie.Utrzymanie pewnego stausu społecznego staje się coraz to bardziej trudniejsze a wręcz czasami niemożliwe.Pytanie jest jedno - jak zdobyć kase by się wyplątać z tego marazmu?
życie toczy się dalej mimo wszystkich problemów.Swiat jest dziwny.Nawarstwiającym sie problemom nie ma końca.Czy będzie kiedyś taki dzień, że słońce uśmiechnie się tez i do mnie? Myslenie pozytywne stwarza mi coraz to większy problem. Optymizm ucieka. Zawsze to ja wszystkich podtrzymywałam na duchu i mówiłam, że będzie dobrze, a teraz to mnie potrzebna jest pomoc.Odrobina dobrej woli i uśmiech, jakieś słowo też ma swoje znaczenie, Latwiej wyjść z dołka.Innych problemy też są ogromne a ja już nie potrafie im powiedzieć coś co by im pomogło bo sama mam takiego pecha i czarne fatum nad własną duszą, że nie wiem co robić?Wierzcie mi , że momentami sama dobrowolnie oddałabym wszystko by to zmienić.
Jutro znów trudny dzień.Może uda mi się załatwić jedna sprawe.Jak się uda to będzie znów mini światełko.Trzymajce za mnie kciuki.
Problemy! A kto ich nie ma? Chciałabym przeżyć jeden dzień bez natłoku myśli o tym jak to wszystko porozgryzać. Dla innych przestroga - uważajcie - nie wpadajcie w spirale długu bo potem z tego się wywinąć to wyższa szkoła jazdy!
witaj Kocia, robi się z Twojego posta mały pamiętnik ![]()
masz rację, ten natłok myśli jest nie do zniesienia. Powinnaś jednak myśleć pomału, ale do przodu, żeby zachować zdrowe zmysły. Córka obroniła się, więc już promyk słońca zaświecił. Teraz konsekwentnie i spokojnie naprzód. Uwierz, że dla każdego świeci słońce. Byłaś dla wszystkich podporą i otuchą, super, tego każdy chce i wierzę, że teraz Ty dostaniesz wsparcie.
trzymam kciuki
![]()
Pamiętnik pamiętnikiem a życie się plącze i jak wydaje Ci się że już jako tako to bęc,
21 2010-07-08 14:17:43 Ostatnio edytowany przez agileo (2010-07-08 14:22:45)
Zawsze też uważałam, że świat należy do odważnych, pewnych siebie i uśmiechniętych, ale cos ostanio mało mi się to sprawdza.
Swiat należy do odważnych i uśmiechnietych, a przynajmniej uśmiechnietym łatwiej przyjąć porażkę. Wiem, łatwo mi mówić, a to Ty się zadręczasz. Dla siebie samej, spróbuj cieszyć się drobnostkami, to niewiele, ale światełko na drodze do celu. Życzę Ci pewnosci siebie w pokonywaniu Twoich kłopotów.
A :pamiętnikiem: nie chciałam Cię urazić, przepraszam. ![]()
Ja się nie obrażam.Dawno, dawno temu w innych czasach i miejscach - pisałam rzeczywiście pamiętnik. To stare dzieje.Wprawdzie zaczynam być zgryżliwa i mimo starań nie zawsze wychodzi uśmiech ale myśle że albo mi to przejdzie albo będzie gorzej.Jutro znów ruszam w bój o przetrwanie.Zobaczymy co z tego wyniknie.Jak zwykle prosze - trzymajcie za mną!
Jakoś nikt ostatnio nic do mnie ani o mnie nie pisze. ale to nic. Jakos przeżyje.Wczorajsze załatwianie moich biznesOw zakończyło się dość szybko. Po jednym telefonie. W poniedziałek ciąg dalszy. Zobaczymy co z tego wyniknie. Moje kłopoty mnie przerastają.Staram się im nie dać. Czasami nie mam sił do walki i wtedy pisze rozpaczliwe posty. Wasza otucha dodaje mi sił.Nie mam komu się zwierzyć ze swoich problemów bo tak mi się wszystko pokręciło.Czasem to mam wszystkiego dość i wolałabym już się nie budzić . Marzeniem moim jest jeden dzień bez problemów i kłopotów po którym bym mogła już więcej nie budzić się.
Nowy problem,ale tym razem z innej beczki.Jak zmusić pewnych ludzi do opieki nad ojcem.Dowiedziałam się dziś że wystawili mu łóżko do takiej komórki pod schodami.On jest niepełnosprawny.Ma kłopoty z poruszaniem się.MOPS mi odpowiedział że najlepiej by się nim zajęła córka a oni dadzą jej 500 zł.Syn pije wraz z żoną(to ten co tam mieszka razem z ojcem).Był w domu opieki ale inny synalek przyniósł ojcu wódke i ten się spił a więc Ci go wywalili do domu.Mieszka wtej chwili jak w chlewku.Nikt się nim właściwie nie zajmuje.Ja mieszkam od nich 500 km.Jak zmusić kogokolwiek do interwencji?Przeciez to jest człowiek, który całe życie pracował i wychowywał dzieci. Teraz one wypieły się na niego.
Wóz albo przewóz,
I jest wóz.Zjadam 20 captoprili i z 6 ketonali i nic...i cp dalej...
Chwilowo spoko.To tylko do rana.Tak sobie zagmatwać życie to trzeba mieć talent,
jak ten świat jest popieprzony! Wszystko przeciw mnie.
29 2010-07-16 22:50:41 Ostatnio edytowany przez Shabby (2010-07-16 22:57:59)
Przedawkowanie leków to nic przyjemnego, dodasz sobie tylko niepotrzebnie nowego zmartwienia. Świat jest niesprawiedliwy czasami, czasami dostajemy mocno w cztery litery i nie możemy nic temu zaradzić, czasami wszystko jest jakby przeciwko nam, czasami nawet najbliżsi odwracają sie od nas ... a my ?! a my musimy to przetrwać ... wiem, ze jest to cholernie ciężkie, ale zawsze po ciężkim okresie nadchodzi spokój, ukojenie. Trzymaj się, musi być lepiej ...
witaj Kocia
parę dni mnie nie było na forum, sorki, a widzę, ze tu sporo się działo u Ciebie. Lekomania to moze stać się Twój kolejny problem, a tych przecież masz juz dość, co?
Zycie samo w sobie uwielbia gmatwać nasze plany i wierz mi niewielu ludzi wiedzie beztroski żywot. Kwestia naszej mocnej psychiki i podejścia. Czarnowidztwo niestety nie pomaga.....
Co do opieki nad tym staruszkiem, czy to Twoja rodzina czy martwisz sie o kogoś tak daleko mieszkającego z serca? Przykra ta sytuacja i urągająca ludzkości, ale skup się teraz na sobie, bo po każdej burzy wychodzi słońce....Musisz w to wierzyć i obiecaj nie brać tyle leków<<<<<<<<<<
pozdrawiam cieplutko i zyczę siły ![]()
31 2010-07-19 21:34:54 Ostatnio edytowany przez kocia (2010-07-19 22:01:17)
Witaj agileo! Ja nie jestem lekomanką.Ja myślałam że jak zjem tyle pogułek i to obniżających ciśnienie to mnie trafi, ale tylko przez moment wydawało mi się że jestem nieco słabsza.Ja po prostu już czasami mam tego definitywnie dość.
Długo nie pisałam ale znów zbierają się czarne chmury.Jak zagrzmi to będzie tym razem koniec.
Brak przejaśnień.Brzmi to jak komunikat meteorologiczny...
Dawno nie dawałam znaku życia, a więc żyje jeszcze... Kłopoty są moją domeną jak zwykle.Dziś mam imieiny i co Wam powiem, to to , że wszyscy prawie mnie olali (tak to się mówi teraz). Tylko dwie osoby złożyły mi życzenia. I co ja jestem warta? Póki miałam kase i młodość to pamiętali więcej lub mniej ale zawsze, a teraz ? Teraz została mi praca i obowiązki i ogromna ochota na to by wreszcie się zdecydować na rozwiązanie ostateczne.Nikt sie jeszcze nie urodził taki kto by odpowiedział na zasadicze pytanie czy jest potem jakieś potem i czy ma się wreszcie święty spokój?
życie daje w kość wszystkim a mnie sobie upodobało.Jak wydarzy się coś pozytywnego to dam znać.Myśle sobie , że ludzie mają różne problemy i jakoś to się rozwiązuje. Dlaczego mnie zdominowały te czarne myśli i paskudny pech? Sama sobie widocznie na to zasłużyłam.Wartość człowieka mierzy się aktualnie w dobie kapitalizmu tylko i wyłącznie za pomocą posiadanego majątku albo pozycji społecznej wynikającej z zajmowanego stanowiska czy to w pracy czy to w administracji państwowej.życie przed transformacją ustrojowa w naszym kraju było inne.rozumiem że to było dla ogółu nienajlepszym rozwiązaniem ale za to jednostka była doceniana i widoczna wbrew temu co się aktualnie lansuje.Była praca stała i jakaś tam pensja.Uśmiech na twarzach , atmosfera towarzyska niezła a i w zakładach było bardziej na luzie. Teraz wszyscy jak te szczury wyścigowe pędzą po kase i to nie zważając na innych.Mam wątpliwości czy taka rywalizacja na dłuższa meta jest dobra.
Próbowałam dziś znów odejść.To druga próba.Mam nadzieje że za trzecim razem będzie finał.
Tyle zła na tej Ziemi.Ja nie mam sił na dalszą walke.Skapitulowałam.Niech się dzieje wola Nieba.Ja tylko chcę pomóc tej woli.Dwie próby odejścia za nało,co mnie dobije?Ile tego musze połknąć żeby odejść? A może jednak zdecyduje się na rzymski krok?Będzie krwawo ale podobno też to nie boli i się zasypia.
Nie znam powagi twoich problemów ale widzę, że nagromadziło się w tobie mnóstwo negatywnych emocji. Wydaje ci się, że świat cię przerasta. Kiedy czuję podobne emocje potrzebny mi jest plan. Zupełnie nowy plan, który daje światełko w tunelu. W swoich odwiecznych poszukiwaniach natrafiłam ostatnio na filozofię buddyjską. Jest w niej taki spokój i skupia się na człowieku a nie na świecie zewnętrznym. Poczytaj, może natchnie cię optymizmem:
buddyzm.info.pl/?page_id=547
do tego polecam medytację, która napawa spokojem:
polski.wildmind.org/mantras/buddyjskie-mantry/sabbe-satta-sukhi-hontu
Jestem katoliczką i nie praktykuję buddyzmu, ale pragnę poznać różne filozofie życia. Ta filozofia niesamowicie podnosi na duchu.
Piszesz, że masz kłopoty finansowe. Znam ludzi, którzy też borykali lub nadal borykają się z ogromnym zadłużeniem. Nie zdajesz sobie może sprawy jak wielu ich jest wśród nas. Żyją. Przecież to tylko kasa. Nie jest miło, ale ziarnko do ziarnka. Ostateczne rozwiązanie to właściwie żadne rozwiązanie. Przecież masz córkę. Czy chcesz zrzucić swój ciężar na jej barki? Będzie to dla niej dużo gorsze, bo będzie się wiązało z bardzo bolesną stratą. Chcesz tego dla niej?
Ze spraw praktycznych polecam jeszcze to forum:
forum.gazeta.pl/forum/f,20012,Oszczedzamy_.html
Życzę powodzenia. Trzymaj się
Każde słowo otuchy jest cenne.Jeszcze żyje ale ja tak nie potrafie.Kłopoty mnie przerosły a nie znam metody wyprostowania sobie ...............zycia na ciąg dalszy.
Jutro znów cięzki dzień.Co ja mam robić? Czy to ostatni?
Hej!Dawno mnie nie było.Jak mySlicie? Znikłam albo skończyLy się problemy? Nic z tego.Było lato i kłopoty.Wciąż żyje co jest bardzo dziwne, ale było już blisko... Te kłopoty się mnoża i rosną. Ja już nawet nie protestuje tylko się poddaje . Usiłuje żyć mimo wszystko co się dzieje i robię dobre miny do złej gry. Jak to się wszystko skończy? Dwie próby odejścia z tego świata nieudane. Może ta trzecia skonczy się chmurką? Jeszcze zostały niecałe dwa lata aby córka skończyła studia, ale nie wydaje mi się że dotrwam...No troche popisałam sobie .
Co zrobić z typem, który wynajmował pokój mojej córce przez rok, a gdy przyjechała po wakacjach to w jej mieszkaniu był nowy lokator.Została na bruku dosłownie.Jej rzeczy z tego mieszkania były nie wiadomo gdzie? Istnieją telefony i poczta.Umowa była podpisana wg mojej córki z miesięcznym wypowiedzeniem a wg typa do końca września. Najlepsze w tym że dokument ten był w tym mieszkaniu w biurku a więc brak wglądu. Córka znalazła inny pokój u znormalizowanych ludzi. Ale zrobił się problem jak odzyskać rzeczy z tamtego mieszkania? Pojechałam i facet wywalił nam to w pudłach na chodnik przed budynkiem. Było już ciemno a więc nie mogłyśmy sprawdzić co tam jest. Po przejrzeniu okazało się że wiele rzeczy brakuje.Na następny dzień dowiózł jeszcze laptopa , 2 talerze i kosz.A co z resztą? Napisałam mu jeszcze raz sms-a ale brak odzewu.Podobno to wyrzucił. Nie wiem jak można wyrzucać niektóre nowe rzeczy albo stanowiące jakąś wartość ? Poza tym nawet drobiazgi stanowią dla studentki ogromną wartość.Teraz w tym mieszkaniu mieszka rodzina, która wynajeła całość. Ciekawe jest to co on zrobi któregoś dnia z nimi.Jak wynajął to komuś innemu to wydaje mi się że powinien przede wszystkim powiadomić nas a po drugie nie wolno wyrzucać rzeczy nie jego. To po mojemu jest delikatnie mówiąc przywłaszczenie aby tego nie nazwać złodziejstwem.
Wciąż mnie cisną kłopoty.Nie wiem jak ja to jeszcze wytrzymuje? Nie dość że odwieczny problem kasy to jeszcze kłopoty ze zdrowiem członków rodziny.A najgorsze jest to że nie ma się komu zwierzyć i podzielić te kłopoty.
Nie wiem czy ktoś czasem czyta te moje posty? A właściwie to jest mi to obojętne. Trudno wszystkich męczyć na tym forum swoimi kłopotami. Jak się nie ma komu wyżalić to to właśnie tak wygląda.Wychodzę tu na największą marudę i narzekacza. A przecież ja taka nie jestem. Tu mogę sobie ponarzekać i pisać to co boli i co dokucza. W realnym świecie tego nie robię.To nie wypada a może brak odbiorców na takie problemy.
czytam kochana, czytam... to naprawdę przykre co zrobili Twojej córce, jak można tak z dnia na dzień kogoś wyrzucić? nie mieści mi się to w głowie.
Nie wiem jakich tu słów urzyć, żeby choć na chwilę odgonić od ciebie te czarne chmury, które zabierają ci radość życia... Wiem, że problemy finansowe są bardzo uciążliwe, trudno z nich wybrnąć. Na pewno nie da się tego zrobić z dnia na dzień, ale przyjdzie dzień kiedy te problemy się skończą, wierzę w ciebie kochana, nie poddawaj się. Masz zdrowie i dwie ręce, które na pewno ciężką pracą w końcu zakończą twoj problem. Wyjdziesz z tego o jedno doświadczenie bogatsza. Życzę Ci tego z całego serca. Będę się za Ciebie modlić i proszę obiecaj mi że zaczniesz nowy dzień bardziej optymistycznie nastawiona do świata, bo wtedy na pweno wszystko Ci się uda. Postanów sobie, że dasz radę, jesteś silną kobietą.
Pozdrawiam Cię cieplutko.
Dzięki dobry duszku.ZLo czai się zawsze i wszędzie ale dobre duszki też są.Pozdrawiam i życze spokojnych świąt.
Tobie też życzę wesołych ale też i spokojnych Świąt. Nie myśl o złych rzeczach - one przynoszą ponure myśli. Myśl o tym co dobre - żeby to pozwoliło Ci iść przez życie z podniesioną głową i pogodą ducha. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.
Wciąż walcze chociaż mam coraz mniej sił i pomysłów na to jak się z tego bagna wygrzebać.Są chwile w których na moment pojawia się mini światełko, jakby mała iskierka , która się rozbłyśnie na moment, ale to tylko ułamek sekundy. To jest nic nieznacząca chwila, która zaraz przygasa i wpada się w ciemność.Takie życie jest bardzo trudne.Przecież życie jest to śmiertelna choroba jak to ktoś powiedział, a ja na nią cierpie od kilku lat wyjątkowo boleśnie.Wieczorem kłade się spać z myślą czy to już ostatni raz? A rano budzę się z następną myślą czy to już? I tak w koło.Jedno mnie hamuje - muszę wytrzymać jeszcze troszke by moja mała skończyła studia, A uśmiech pojawia się wtedy gdy wracam z pracy a na mnie czekają 2 koty.One prawdziwie,bez jakich kolwiek warunków - kochają.I to jest piękne.
Trudy dzisiejszego dnia chyba są już za mną.Jutro do pracy.Dzień powinien minąć jakoś. A co po jutrzejszym dniu? Tego najstarsi górale nie wiedzą.Pozdrowienia dla tych co to czytają.
Nie wiem kto wymySla te hasła przy moim logo? do zakochania jeden krok? ale śmieszne!
Jutro niedziela ale pracująca...
52 2011-01-16 21:48:19 Ostatnio edytowany przez kocia (2011-01-16 21:49:59)
i mija dzień .a co jutro przyniesie?
Witaj Kocia w naszym towarzystwie. Zobaczysz, ze wszystko zawsze na poczatku roznych trudnosci i klopotow wyglada CZARNO i TRAGICZNIE. Nigdy nie jest tak zle aby nie bylo gorzej. Twierdze, ze zawsze z najgorszych opalow zyciowych mozna wyjsc jesli mysli sie pozytywnie. Bo tylko ciezka i nieuleczalna choroba uniemozliwia wszystko. Zycie nauczylo mnie, ze nie nalezy sie poddawac, lecz zmagac sie i mocowac z zyciem. Stekaniem i mowieniem , ze nie widze sensu , ze jeszcze dycham itd. nic a nic nie OSIAGNIESZ. Bedziesz sie cofac z takim nastawieniem a nie isc do przodu rozwiazujac swoje problemy.. Ja wiem , ze nie jest latwo i lekko , ale kto mowil , ze ZYCIE JEST LATWE i PROSTE? NIKT. Popatrz , masz rodzine ktora jest sensem twojego zycia, i to jest wazne a nawet najwazniejsze. Z pewnoscia masz problemy najrozniejsze / materialne , bytowe/ ale nie ty jedna . Sama na tym Bozym Swiecie nie jestes wiec zacznij rozwiazywac swoje problemy spokojnie i rzeczowo. Wiele MOGLABYS NAUCZYC sie odemnie , a naprawde jest czego i byc moze wtedy bys popatrzyla na swoje ZYCIE inaczej. Zycie to nie jest BAJKA , a i zyc nie musisz w luksusie wiec pomysl o tym co napisalam. Byc moze nawet tu na forum w otoczeniu zyczliwych dusz bedzie ci lzej i latwiej pokonywac problemy. PAMIETAJ ZAWSZE JEST JAKIES WYJSCIE , ale nie takie o jakim ty piszesz. Nie kus losu , bo w nieodpowiedniej chwili cos powiesz i moze sie spelnic . I co wtedy .? Masz dla kogo zyc , wiec POKONUJ KLODY RZUCONE CI przez zycie. Zaprzegnij innych aby ci pomogli w rozwiazywaniu tych klopotow na miare swoich mozliwosci. Jak zechcesz to napisz do mnie . Serdecznie cie Kcia pozdrawiam i wiem , ze twoje utesknione swiatelko ZASWIECI. Mam nadzieje, ze nie jest ci przykro , ze tak szczerze ci to napisalam. Tak mialo WLASNIE BYC.
Kocia, dołączyłaś do nas już jakiś czas temu więc chyba pora byś rozejrzała się po innych działów forum.
"Poznajmy się" to dział gdzie witamy się, piszemy dwa słowa o sobie a reszta dopowiadana jest w kokretnych działach tematycznych.
Proszę, nie róbcie bałaganu na forum!
Moderatorka Noelle