netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Niekomfortowa sytuacja

55 odpowiedzi1 979 wyświetleńzałożony przez Annia38, 28.03.2026

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Niekomfortowa sytuacja

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 56 ]

1

Temat: Niekomfortowa sytuacja

Dowiedziałam się że do mojej pracy ma przyjść dziewczyna z którą mój obecny chłopak sypiał była to dla niego i chyba dla niej niezobowiązująca relacja oparta na secie chociaż on mówił mi że chciał czegoś więcej ale ona nie chciała było to jakieś 17 lat temu.
Powiedziałam mu że być może to jest ta dziewczyna (nie jesteśmy pewni).powiedziałam mu że nie czuje się komfortowo z tą sytuacja gdzie będę musiała z nią współpracować a jednocześnie mieć świadomość że ona sypiała z moim chłopakiem.
Chłopak zareagował dość obojętnie na zasadzie z czym mam problem skoro to było dawno temu i nie możemy z tym nic zrobić.
Poczułam się zignorowana bo nie wykazał się emalia i zrozumieniem że dla mnie praca z jego była jest bardzo ciężką.co o tym myślicie czy przesadzam czy też ciężko wam by było ?

2

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Annia38 napisał/a:

Dowiedziałam się że do mojej pracy ma przyjść dziewczyna z którą mój obecny chłopak sypiał była to dla niego i chyba dla niej niezobowiązująca relacja oparta na secie chociaż on mówił mi że chciał czegoś więcej ale ona nie chciała było to jakieś 17 lat temu.
Powiedziałam mu że być może to jest ta dziewczyna (nie jesteśmy pewni).powiedziałam mu że nie czuje się komfortowo z tą sytuacja gdzie będę musiała z nią współpracować a jednocześnie mieć świadomość że ona sypiała z moim chłopakiem.
Chłopak zareagował dość obojętnie na zasadzie z czym mam problem skoro to było dawno temu i nie możemy z tym nic zrobić.
Poczułam się zignorowana bo nie wykazał się emalia i zrozumieniem że dla mnie praca z jego była jest bardzo ciężką.co o tym myślicie czy przesadzam czy też ciężko wam by było ?

Z czym masz problem skoro to było dawno i nie możesz z tym nic zrobić?

3 Ostatnio edytowany przez Legat (2026-03-28 13:04:18)

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Annia38 napisał/a:

Poczułam się zignorowana ...

Obawiam się, że to część ogólnej związkowej "wojny". Niedowartościowane kobiety potrafią być baaardzo męczące.

4

Odp: Niekomfortowa sytuacja

17 lat temu, kawał czasu. Jak się nie widzieli od tamtej pory, każde miało swoje życie, to to już jest zeszłoroczny śnieg.

5

Odp: Niekomfortowa sytuacja
złoto napisał/a:

17 lat temu, kawał czasu. Jak się nie widzieli od tamtej pory, każde miało swoje życie, to to już jest zeszłoroczny śnieg.

17 letni snieg to.juz jest big_smile

6 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-03-28 17:27:54)

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Annia38 napisał/a:

Powiedziałam mu że być może to jest ta dziewczyna (nie jesteśmy pewni).

Skoro nie masz nawet pewności, że to ona, to nakręcasz się zupełnie niepotrzebnie.
Ponadto jeśli to ona nie chciała niczego więcej z Twoim partnerem, było to 17 lat temu, to zupełnie nie rozumiem, z czym masz problem.
Nie rozumiem tym bardziej, jakiej reakcji oczekiwałaś od swojego partnera? Powiedział bardzo dojrzale i zgodnie z prawdą, że ze swoją przeszłością nic nie jest w stanie zrobić, bo generalnie do tego przecież się to sprowadzało.

7

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Priscilla napisał/a:
Annia38 napisał/a:

Powiedziałam mu że być może to jest ta dziewczyna (nie jesteśmy pewni).

Skoro nie masz nawet pewności, że to ona, to nakręcasz się zupełnie niepotrzebnie.
Ponadto jeśli to ona nie chciała niczego więcej z Twoim partnerem, było to 17 lat temu, to zupełnie nie rozumiem, z czym masz problem.
Nie rozumiem tym bardziej, jakiej reakcji oczekiwałaś od swojego partnera? Powiedział bardzo dojrzale i zgodnie z prawdą, że ze swoją przeszłością nic nie jest w stanie zrobić, bo generalnie do tego przecież się to sprowadzało.

Może i zgodnie z prawdą, ale przecież nie o to chodzi w związku, aby spławiać temat, który dla nas nie istnieje, ale druga strona ma jakiś problem z nim. Chodzi o podejście i zrozumienie czyichś uczuć a dokładnie najbliższej osoby, na której chyba nam zależy, i właściwą reakcję.. Skoro ona mówiąc mu o swoich obawach/uczuciach poczuła się zignorowana jego reakcją to znaczy, że tak było. Mógł przecież porozmawiać z nią, dlaczego ona tak czuje, wysłuchać i wtedy próbować coś z tym zrobić, aby rozwiązać problem. Nie wiem...okazać zrozumienie, wytłumaczyć, przytulić, powiedzieć kilka szczerych, ciepłych słów, zapewnienć że twarzy tamtej już nie pamięta;) a ona jest dla niego naj i kocha ją najbardziej na świecie itp. itd. Możliwe, że po takim podejściu z jego strony, Ania poczułaby się dobrze i jej obawy rozwiałyby się jak dym na wietrze. A przynajmniej nie czułaby się zignorowana.
Ja bym nie zostawiła swojego faceta z czymś takim machając ręką - oj tam, ale masz problemy...

8 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-03-28 18:04:21)

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Solaris napisał/a:
Priscilla napisał/a:
Annia38 napisał/a:

Powiedziałam mu że być może to jest ta dziewczyna (nie jesteśmy pewni).

Skoro nie masz nawet pewności, że to ona, to nakręcasz się zupełnie niepotrzebnie.
Ponadto jeśli to ona nie chciała niczego więcej z Twoim partnerem, było to 17 lat temu, to zupełnie nie rozumiem, z czym masz problem.
Nie rozumiem tym bardziej, jakiej reakcji oczekiwałaś od swojego partnera? Powiedział bardzo dojrzale i zgodnie z prawdą, że ze swoją przeszłością nic nie jest w stanie zrobić, bo generalnie do tego przecież się to sprowadzało.

Może i zgodnie z prawdą, ale przecież nie o to chodzi w związku, aby spławiać temat, który dla nas nie istnieje, ale druga strona ma jakiś problem z nim. Chodzi o podejście i zrozumienie czyichś uczuć a dokładnie najbliższej osoby, na której chyba nam zależy, i właściwą reakcję.. Skoro ona mówiąc mu o swoich obawach/uczuciach poczuła się zignorowana jego reakcją to znaczy, że tak było. Mógł przecież porozmawiać z nią, dlaczego ona tak czuje, wysłuchać i wtedy próbować coś z tym zrobić, aby rozwiązać problem. Nie wiem...okazać zrozumienie, wytłumaczyć, przytulić, powiedzieć kilka szczerych, ciepłych słów, zapewnienć że twarzy tamtej już nie pamięta;) a ona jest dla niego naj i kocha ją najbardziej na świecie itp. itd. Możliwe, że po takim podejściu z jego strony, Ania poczułaby się dobrze i jej obawy rozwiałyby się jak dym na wietrze. A przynajmniej nie czułaby się zignorowana.
Ja bym nie zostawiła swojego faceta z czymś takim machając ręką - oj tam, ale masz problemy...

Cały czas się tego uczę. Wysłuchać i nawet nic nie mówić smile To trudne jest bo my zadaniowi jestesmy i od razu doradztwo i rozwiązania sie pchają.
- Daj spokoj, zrob tak i po sprawie.

Ale tu nie o to chodzi.

Bo gościu myśli jak facet. Jest problem? Nie ma. O co jej chodzi? Co ja niby mam z tym zrobic? Nie ma sprawy nie ma problemu, nikomu nic nie grozi, nic sie nie stanie. Nic ważnego.  Wniosek : nie ma o czym gadać.

9

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Annia38 napisał/a:

Dowiedziałam się że do mojej pracy ma przyjść dziewczyna z którą mój obecny chłopak sypiał była to dla niego i chyba dla niej niezobowiązująca relacja oparta na secie chociaż on mówił mi że chciał czegoś więcej ale ona nie chciała było to jakieś 17 lat temu.
Powiedziałam mu że być może to jest ta dziewczyna (nie jesteśmy pewni).powiedziałam mu że nie czuje się komfortowo z tą sytuacja gdzie będę musiała z nią współpracować a jednocześnie mieć świadomość że ona sypiała z moim chłopakiem.
Chłopak zareagował dość obojętnie na zasadzie z czym mam problem skoro to było dawno temu i nie możemy z tym nic zrobić.
Poczułam się zignorowana bo nie wykazał się emalia i zrozumieniem że dla mnie praca z jego była jest bardzo ciężką.co o tym myślicie czy przesadzam czy też ciężko wam by było ?

Czy to wciąż ten sam chłopak o którym pisałaś w swoich poprzednich dwóch wątkach?

Myślę, że ty po prostu masz zaniżone poczucie własnej wartości i duże kompleksy. W połączeniu z tym, że nie jesteś pewna uczuć swojego chłopaka,  wytworzył się mega toksyczny "kompot" waszej relacji.
Osoba z niską samooceną nie ufa ani sobie, ani partnerowi. Jest przekonana, że nie jest wystarczająco dobra, by ktoś mógł się nią naprawdę interesować i być wobec niej szczery w uczuciach.. Każdy drobiazg staje się potencjalnym zagrożeniem, więc nie dziwi to, że jakaś dziewczyna z dalekiej przeszłości twojego chłopaka wydaje ci się takim problemem. Pewnie wciąż jesteś czujna, uważna i wciąż sprawdzasz, skąd może spaść na ciebie nieszczęście i z której strony nadejdzie jakaś kobieta, którą zainteresuje się twój wybrany. 
Bardzo trudna sprawa, ale jesli nie wygrzebiesz się z tego dołka i nie zaczniesz o sobie myśleć w innych kategoriach, nie jak potencjalnej ofiary, to wybacz, ale twoje życie lekkie nie będzie.

10

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Bert44 napisał/a:
Solaris napisał/a:
Priscilla napisał/a:

Skoro nie masz nawet pewności, że to ona, to nakręcasz się zupełnie niepotrzebnie.
Ponadto jeśli to ona nie chciała niczego więcej z Twoim partnerem, było to 17 lat temu, to zupełnie nie rozumiem, z czym masz problem.
Nie rozumiem tym bardziej, jakiej reakcji oczekiwałaś od swojego partnera? Powiedział bardzo dojrzale i zgodnie z prawdą, że ze swoją przeszłością nic nie jest w stanie zrobić, bo generalnie do tego przecież się to sprowadzało.

Może i zgodnie z prawdą, ale przecież nie o to chodzi w związku, aby spławiać temat, który dla nas nie istnieje, ale druga strona ma jakiś problem z nim. Chodzi o podejście i zrozumienie czyichś uczuć a dokładnie najbliższej osoby, na której chyba nam zależy, i właściwą reakcję.. Skoro ona mówiąc mu o swoich obawach/uczuciach poczuła się zignorowana jego reakcją to znaczy, że tak było. Mógł przecież porozmawiać z nią, dlaczego ona tak czuje, wysłuchać i wtedy próbować coś z tym zrobić, aby rozwiązać problem. Nie wiem...okazać zrozumienie, wytłumaczyć, przytulić, powiedzieć kilka szczerych, ciepłych słów, zapewnienć że twarzy tamtej już nie pamięta;) a ona jest dla niego naj i kocha ją najbardziej na świecie itp. itd. Możliwe, że po takim podejściu z jego strony, Ania poczułaby się dobrze i jej obawy rozwiałyby się jak dym na wietrze. A przynajmniej nie czułaby się zignorowana.
Ja bym nie zostawiła swojego faceta z czymś takim machając ręką - oj tam, ale masz problemy...

Cały czas się tego uczę. Wysłuchać i nawet nic nie mówić smile To trudne jest bo my zadaniowi jestesmy i od razu doradztwo i rozwiązania sie pchają.
- Daj spokoj, zrob tak i po sprawie.

Ale tu nie o to chodzi.

Bo gościu myśli jak facet. Jest problem? Nie ma. O co jej chodzi? Co ja niby mam z tym zrobic? Nie ma sprawy nie ma problemu, nikomu nic nie grozi, nic sie nie stanie. Nic ważnego.  Wniosek : nie ma o czym gadać.

Tak, myśli jak facet, ale można przecież tez myśleć jak facet, któremu zależy na swojej kobiecie, to się nie wyklucza:) więc jeśli ona ma z czymś problem i mu o tym mówi to nie po to, aby on to lekceważył, bo dla niego "nie ma o czym gadać". To zresztą działa w obie strony.
To bardzo fajna rzecz u facetów, że są konkretni i zadaniowi, na pewno kobiety to doceniają, ale nawet, gdy nic nie mogą realnie zrobić to zawsze mogą powiedzieć:
1. Nie wiedziałem, że to dla ciebie problem. Nie mogę tej rzeczy zmienić, ale co mogę zrobić, abyś poczuła się lepiej? 
To lepsze niż:
2. Z czym masz problem? Było, minęło, nic nie można zrobić.
Jest ogromna różnica w podejściu, prawda?  
I w związku o to chodzi, o taką wzajemną dbałość, uważność i troskę o siebie.
Masz 20 letni staż małżeński i sam doskonale wiesz, jak to działa:)

11 Ostatnio edytowany przez Melanie93 (2026-03-28 19:30:19)

Odp: Niekomfortowa sytuacja

Oni nawet parą nie byli tylko spotykali się na seks, ale skończyli to. Ja dalej kumpluje się z moim byłym partnerem seksualnym, często grilluje z nim, jeździmy na jakieś imprezy, w góry, basen a mój partner czasami z nami też jeździ, a czasami woli siedzieć w domu. Nie robi mi o to problemów "bo On tam jest" - zresztą wszystko mu powiedziałam. Na samym początku z tym co miałam niezobowiązującą znajomość mówiłam, że z nim łączy mnie tylko seks, nie zmieni się to w coś romantycznego więc o związku może zapomnieć, myślał inaczej ode mnie, ale się zgodził na taki układ. Gdy spotkałam mojego obecnego partnera, i zaczęłam się z nim umawiać, to od razu zakończyłam. I nic, było, minęło to przeszłość. Od dwóch lat żyjemy normalnie, bo przecież mamy siebie, kochamy się i sobie ufamy, więc moim zdaniem nie wiem co Ci tam przeszkadza. Jeszcze to ty się będziesz z nią widywać, a nie twój partner, to dziwi mnie, że masz takie podejście jakbyś ją znała z czasów gdy łączyła ich taka relacja. Troszkę moim zdaniem przesadzasz. Może się okaże, że jest fajna, i się zakumplujecie.

12

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Solaris napisał/a:

Może i zgodnie z prawdą, ale przecież nie o to chodzi w związku, aby spławiać temat, który dla nas nie istnieje, ale druga strona ma jakiś problem z nim. Chodzi o podejście i zrozumienie czyichś uczuć a dokładnie najbliższej osoby, na której chyba nam zależy, i właściwą reakcję.. Skoro ona mówiąc mu o swoich obawach/uczuciach poczuła się zignorowana jego reakcją to znaczy, że tak było. Mógł przecież porozmawiać z nią, dlaczego ona tak czuje, wysłuchać i wtedy próbować coś z tym zrobić, aby rozwiązać problem. Nie wiem...okazać zrozumienie, wytłumaczyć, przytulić, powiedzieć kilka szczerych, ciepłych słów, zapewnienć że twarzy tamtej już nie pamięta;) a ona jest dla niego naj i kocha ją najbardziej na świecie itp. itd. Możliwe, że po takim podejściu z jego strony, Ania poczułaby się dobrze i jej obawy rozwiałyby się jak dym na wietrze. A przynajmniej nie czułaby się zignorowana.
Ja bym nie zostawiła swojego faceta z czymś takim machając ręką - oj tam, ale masz problemy...

Po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że w gruncie rzeczy masz rację, ja być może po prostu nie rozumiem podejścia prezentowanego przez Autorkę. Osobiście wychodzę z założenia, że przeszłość zostawia się za sobą. Niemal każdy z nas ją ma i nie da się jej zmienić.

Mnie nie dręczą myśli o poprzednich partnerkach mojego partnera. Uważam, że skoro jest ze mną i w naszym związku nic złego się nie dzieje, to nie stanowią one dla mnie żadnego zagrożenia. Nie jestem zazdrosna o jego przeszłość, dlatego obecność w moim otoczeniu kogokolwiek z jego wcześniejszego życia również nie jest dla mnie problemem. Mam też świadomość, że to ja jestem teraz jego wyborem i to daje mi nawet poczucie pewnej przewagi nad byłymi. Moja pewność siebie stoi jednak we właściwym miejscu, chyba w przeciwieństwie do Ani.

13 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2026-03-28 21:59:44)

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Annia38 napisał/a:

Dowiedziałam się że do mojej pracy ma przyjść dziewczyna z którą mój obecny chłopak sypiał była to dla niego i chyba dla niej niezobowiązująca relacja oparta na secie chociaż on mówił mi że chciał czegoś więcej ale ona nie chciała było to jakieś 17 lat temu.
Powiedziałam mu że być może to jest ta dziewczyna (nie jesteśmy pewni).powiedziałam mu że nie czuje się komfortowo z tą sytuacja gdzie będę musiała z nią współpracować a jednocześnie mieć świadomość że ona sypiała z moim chłopakiem.
Chłopak zareagował dość obojętnie na zasadzie z czym mam problem skoro to było dawno temu i nie możemy z tym nic zrobić.
Poczułam się zignorowana bo nie wykazał się emalia i zrozumieniem że dla mnie praca z jego była jest bardzo ciężką.co o tym myślicie czy przesadzam czy też ciężko wam by było ?

Przesadzasz i to grubo.
To była znajomość sprzed 17 lat. Nie 7 tygodni, mscy czy nawet 7 lat tylko 17stu. Twoj facet juz dawno jak widać zamknął ten rozdział i podchodzi do tego normalnie czyli neutralnie. Czego się spodziewałas Autorko?  Że zacznie się pocić, jąkać bać tego ? To dopiero by oznaczało że coś tam jeszcze w sercu może zostało. Przepraszać Ciebie też nie ma za co bo to była znajomość przed Tobą i on nie ma wpływu na to że ta akurat osoba będzie z Tobą pracowała. Co miałby zrobić ? Kazać Ci się zwolnić z pracy? Iść do tej kobiety i zakazać się jej zatrudniać? Serio nie rozumiem problemu. Jeszcze może bym rozumiała gdyby to on miał pracować ze swoją byłą bo a nóż odżyłyby dawne uczucia. Ale pracować z nią masz Ty nie on. Dla Ciebie to jest zupełnie obca osoba, której już nic nie łączy z Twoim chłopakiem i z tego co napisałaś nawet przed 17 laty niewiele z jej strony łączyło. Nie jest byłą żoną, matką jego dzieci, miłością jego życia ani nikim ważnym. A Ty zwyczajnie kręcisz na siłę dramę i masz pretensje że on nie chce w tej dramie współuczestniczyć. Pytanie brzmi nie dlaczego on się tak zachował i czy zachował zle tylko dlaczego Ty się tak zachowujesz?  Niskie poczucie wartości ? Czy zamiłowanie do emocjonalnych rollercoasterów które sama kreujesz?
Co do tego co napisała Solaris czyli o dbałości o uczucia partnera. Tak jest to ważne ale czasem proste komunikaty są lepsze i bardziej szczere niż takie trochę rodem z gabinetu psychoterapeutycznego teksty „rozumiem że Cię to boli co mogę z tym zrobić”?  Szczególnie dziwnie i jakoś mało autentycznie brzmią one w sytuacji gdy z daną sprawą nie można nic zrobić. Więc ja mimo wszystko i mimo ponad 20 letniego stażu małżeńskiego wolałabym takie właśnie zdziwienie i proste postawienie sprawy przez męża na zasadzie kobieto ja jestem z Tobą i Ciebie kocham a to że jakaś kobieta z czasów zamierzchłych być może będzie z Tobą pracować nie ma żadnego znaczenia. Bo to byłoby prawdziwe i zdrowe emocjonalnie. A tworzenie otoczki troski słownej na której wszystko się zaczyna i kończy (bo przecież co realnie mógłby zrobić ten chłopak żeby poprawić samopoczucie Autorki) jest w moim odczuciu jakieś powierzchowne właśnie i nieprawdziwe.

14

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Solaris napisał/a:

Może i zgodnie z prawdą, ale przecież nie o to chodzi w związku, aby spławiać temat, który dla nas nie istnieje, ale druga strona ma jakiś problem z nim. Chodzi o podejście i zrozumienie czyichś uczuć a dokładnie najbliższej osoby, na której chyba nam zależy, i właściwą reakcję..


Ciekawe, ciekawe. A nawet śmieszne.


Nic nie znacząca przygoda/romans sprzed 17 lat, a autorka - nie nastolatka, tylko babka pod 40stkę, nie mając nawet pewności czy to ta sama babka z przeszłości swojego faceta, to już ma pełne porty i żal wymieszany z pretensją do niego.

A czytaliście jej poprzednie wątki chociaż, żeby wiedzieć jakie akcja babka odwala?

Ja pierdole. Wolałbym dostać w jaja nieheblowaną deską niż spędzić choć jedną randkę z tatką babą jak autorka.


Solaris - jak ktoś ci robi wyrzuty i pretensje o romans sprzed prawie 20stu lat to się taką osobę zabija śmiechem i wysyła na terapię.

15

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Priscilla napisał/a:
Solaris napisał/a:

Może i zgodnie z prawdą, ale przecież nie o to chodzi w związku, aby spławiać temat, który dla nas nie istnieje, ale druga strona ma jakiś problem z nim. Chodzi o podejście i zrozumienie czyichś uczuć a dokładnie najbliższej osoby, na której chyba nam zależy, i właściwą reakcję.. Skoro ona mówiąc mu o swoich obawach/uczuciach poczuła się zignorowana jego reakcją to znaczy, że tak było. Mógł przecież porozmawiać z nią, dlaczego ona tak czuje, wysłuchać i wtedy próbować coś z tym zrobić, aby rozwiązać problem. Nie wiem...okazać zrozumienie, wytłumaczyć, przytulić, powiedzieć kilka szczerych, ciepłych słów, zapewnienć że twarzy tamtej już nie pamięta;) a ona jest dla niego naj i kocha ją najbardziej na świecie itp. itd. Możliwe, że po takim podejściu z jego strony, Ania poczułaby się dobrze i jej obawy rozwiałyby się jak dym na wietrze. A przynajmniej nie czułaby się zignorowana.
Ja bym nie zostawiła swojego faceta z czymś takim machając ręką - oj tam, ale masz problemy...

Po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że w gruncie rzeczy masz rację, ja być może po prostu nie rozumiem podejścia prezentowanego przez Autorkę. Osobiście wychodzę z założenia, że przeszłość zostawia się za sobą. Niemal każdy z nas ją ma i nie da się jej zmienić.

Mnie nie dręczą myśli o poprzednich partnerkach mojego partnera. Uważam, że skoro jest ze mną i w naszym związku nic złego się nie dzieje, to nie stanowią one dla mnie żadnego zagrożenia. Nie jestem zazdrosna o jego przeszłość, dlatego obecność w moim otoczeniu kogokolwiek z jego wcześniejszego życia również nie jest dla mnie problemem. Mam też świadomość, że to ja jestem teraz jego wyborem i to daje mi nawet poczucie pewnej przewagi nad byłymi. Moja pewność siebie stoi jednak we właściwym miejscu, chyba w przeciwieństwie do Ani.

Bardzo dobrze uważasz i masz bardzo dobre podejście, gdyby wszyscy takie mieli to życie byłoby piękne:) ale ludzie są rożni, mają różne osobowości, doświadczenia, kompleksy, traumy, fobie itp. itd. które manifestują się w życiu często w taki właśnie sposób. Dla Ciebie jest to irracjonalne, bo jak napisałaś, to przeszłość, liczy się tu i teraz. Ale Ania, która chyba ma problem z samooceną i jej pewność siebie jest mała, patrzy na to inaczej. 
Przykładowo, większość ludzi wsiada do windy i to jest coś zupełnie normalnego dla nich, ale klaustrofobik ma problem i jego lęk mimo, iż irracjonalny, jest prawdziwy i nie może nad nim zapanować. Można się śmiać z tego i szydzić, ale dla takich ludzi to nie jest zabawne. I Ania może tak właśnie funkcjonuje. Zapewne nawet zdaje sobie sprawę, że to dziwne, głupie, nierozsądne, ale nie może tego przezwyciężyć. I taka niby błaha rzecz jak jakaś dziewczyna, która się pojawia a z którą kiedyś on chciał coś budować, generuje w niej jakieś emocje, których najbliższa jej osoba nie rozumie i bagatelizuje.
Nie wiem, czy on sobie zdaje sprawę z tego, co w jej głowie siedzi. Nie wiadomo jak ich związek wygląda na co dzień, czy tego typu sytuacji jest więcej, że ona odczuwa jakiś dyskomfort permanentnie, czy tylko od czasu do czasu. Jak to większy problem to jakaś terapia by nie zaszkodziła, żeby to jakoś poukładać i żyć normalnie, bez lęku. Inaczej każdy związek będzie funkcjonował słabo, bo zwyczajnie będzie go sabotować, gdyż taki ma wzorzec reakcji. Z innym facetem będzie podobnie.

16

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Jack Sparrow napisał/a:
Solaris napisał/a:

Może i zgodnie z prawdą, ale przecież nie o to chodzi w związku, aby spławiać temat, który dla nas nie istnieje, ale druga strona ma jakiś problem z nim. Chodzi o podejście i zrozumienie czyichś uczuć a dokładnie najbliższej osoby, na której chyba nam zależy, i właściwą reakcję..


Ciekawe, ciekawe. A nawet śmieszne.


Nic nie znacząca przygoda/romans sprzed 17 lat, a autorka - nie nastolatka, tylko babka pod 40stkę, nie mając nawet pewności czy to ta sama babka z przeszłości swojego faceta, to już ma pełne porty i żal wymieszany z pretensją do niego.

A czytaliście jej poprzednie wątki chociaż, żeby wiedzieć jakie akcja babka odwala?

Ja pierdole. Wolałbym dostać w jaja nieheblowaną deską niż spędzić choć jedną randkę z tatką babą jak autorka.


Solaris - jak ktoś ci robi wyrzuty i pretensje o romans sprzed prawie 20stu lat to się taką osobę zabija śmiechem i wysyła na terapię.

Po pierwsze nie koloryzuj, gdzie Ty wyrzuty widzisz i pretensje w jej poście? Na razie napisała tylko, że  się źle z tym czuje, ciężko jej i o tym mu powiedziała a on na to jak na lato.
Fajnie, że podzieliłeś się z nami jaką przyjemność wolą Twoje jaja, tylko co to wnosi do tematu? Pewnie mając wybór Ty lub cegła na łeb, niejedna też wybrałaby cegłę no i co w związku z tym? Nic, pewnie dalej będziesz tu się wymądrzał:))
Daj ludziom żyć. Niech się wygada dziewczyna. Gdyby każdy był taki akuratny to psycholodzy i psychiatrzy straciliby pracę.

Ja nie traktuję bliskich ludzi w ten sposób, że ich problemy, nawet dziwne, zabijam śmiechem.  Myślę, że Ty w gruncie rzeczy też taki nie jesteś w realnym życiu tylko tutaj udajesz takiego kozaka.

17

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Solaris napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:
Solaris napisał/a:

Może i zgodnie z prawdą, ale przecież nie o to chodzi w związku, aby spławiać temat, który dla nas nie istnieje, ale druga strona ma jakiś problem z nim. Chodzi o podejście i zrozumienie czyichś uczuć a dokładnie najbliższej osoby, na której chyba nam zależy, i właściwą reakcję..


Ciekawe, ciekawe. A nawet śmieszne.


Nic nie znacząca przygoda/romans sprzed 17 lat, a autorka - nie nastolatka, tylko babka pod 40stkę, nie mając nawet pewności czy to ta sama babka z przeszłości swojego faceta, to już ma pełne porty i żal wymieszany z pretensją do niego.

A czytaliście jej poprzednie wątki chociaż, żeby wiedzieć jakie akcja babka odwala?

Ja pierdole. Wolałbym dostać w jaja nieheblowaną deską niż spędzić choć jedną randkę z tatką babą jak autorka.


Solaris - jak ktoś ci robi wyrzuty i pretensje o romans sprzed prawie 20stu lat to się taką osobę zabija śmiechem i wysyła na terapię.

Po pierwsze nie koloryzuj, gdzie Ty wyrzuty widzisz i pretensje w jej poście? Na razie napisała tylko, że  się źle z tym czuje, ciężko jej i o tym mu powiedziała a on na to jak na lato.
Fajnie, że podzieliłeś się z nami jaką przyjemność wolą Twoje jaja, tylko co to wnosi do tematu? Pewnie mając wybór Ty lub cegła na łeb, niejedna też wybrałaby cegłę no i co w związku z tym? Nic, pewnie dalej będziesz tu się wymądrzał:))
Daj ludziom żyć. Niech się wygada dziewczyna. Gdyby każdy był taki akuratny to psycholodzy i psychiatrzy straciliby pracę.

Ja nie traktuję bliskich ludzi w ten sposób, że ich problemy, nawet dziwne, zabijam śmiechem.  Myślę, że Ty w gruncie rzeczy też taki nie jesteś w realnym życiu tylko tutaj udajesz takiego kozaka.

Dobre "Ty lub cegła na leb"  big_smile big_smile

18

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Annia38 napisał/a:

Dowiedziałam się że do mojej pracy ma przyjść dziewczyna z którą mój obecny chłopak sypiał była to dla niego i chyba dla niej niezobowiązująca relacja oparta na secie chociaż on mówił mi że chciał czegoś więcej ale ona nie chciała było to jakieś 17 lat temu.
Powiedziałam mu że być może to jest ta dziewczyna (nie jesteśmy pewni).powiedziałam mu że nie czuje się komfortowo z tą sytuacja gdzie będę musiała z nią współpracować a jednocześnie mieć świadomość że ona sypiała z moim chłopakiem.
Chłopak zareagował dość obojętnie na zasadzie z czym mam problem skoro to było dawno temu i nie możemy z tym nic zrobić.
Poczułam się zignorowana bo nie wykazał się emalia i zrozumieniem że dla mnie praca z jego była jest bardzo ciężką.co o tym myślicie czy przesadzam czy też ciężko wam by było ?

Normalnie to bym powiedziała, że przesadzasz. Jednak nie znam ciebie ani twojego chłopaka, więc powiem tylko, że jeśli ty masz obiekcje, to coś musi w tym być; do tego jeszcze obojętna reakcja twojego chłopaka, że to ty masz problem a nie on. Uważam, że jeśli idziecie razem przez życie, to jakaś więż powinna być. Jeśli jej nie ma lub nie tego oczekujesz, to jest twoja decyzja czy się na to zgadzasz. Tu nie ma większego znaczenia czy pojawi się dawna dziewczyna czy jakaś inna. Ważna jest wasza relacja i jak się w niej czujesz.

19 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-03-29 03:55:04)

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Solaris napisał/a:

Bardzo dobrze uważasz i masz bardzo dobre podejście, gdyby wszyscy takie mieli to życie byłoby piękne:) ale ludzie są rożni, mają różne osobowości, doświadczenia, kompleksy, traumy, fobie itp. itd. które manifestują się w życiu często w taki właśnie sposób. Dla Ciebie jest to irracjonalne, bo jak napisałaś, to przeszłość, liczy się tu i teraz. Ale Ania, która chyba ma problem z samooceną i jej pewność siebie jest mała, patrzy na to inaczej. 
Przykładowo, większość ludzi wsiada do windy i to jest coś zupełnie normalnego dla nich, ale klaustrofobik ma problem i jego lęk mimo, iż irracjonalny, jest prawdziwy i nie może nad nim zapanować. Można się śmiać z tego i szydzić, ale dla takich ludzi to nie jest zabawne. I Ania może tak właśnie funkcjonuje. Zapewne nawet zdaje sobie sprawę, że to dziwne, głupie, nierozsądne, ale nie może tego przezwyciężyć. I taka niby błaha rzecz jak jakaś dziewczyna, która się pojawia a z którą kiedyś on chciał coś budować, generuje w niej jakieś emocje, których najbliższa jej osoba nie rozumie i bagatelizuje.
Nie wiem, czy on sobie zdaje sprawę z tego, co w jej głowie siedzi. Nie wiadomo jak ich związek wygląda na co dzień, czy tego typu sytuacji jest więcej, że ona odczuwa jakiś dyskomfort permanentnie, czy tylko od czasu do czasu. Jak to większy problem to jakaś terapia by nie zaszkodziła, żeby to jakoś poukładać i żyć normalnie, bez lęku. Inaczej każdy związek będzie funkcjonował słabo, bo zwyczajnie będzie go sabotować, gdyż taki ma wzorzec reakcji. Z innym facetem będzie podobnie.

Tak sobie właśnie pomyślałam, że opisany problem jest w gruncie rzeczy bardzo podobny do sytuacji, w których niektórym mężczyznom życie zatruwa świadomość, że nie są pierwszymi dla swojej partnerki. Sama świadomość wcześniejszych doświadczeń drugiej osoby zaczyna wtedy żyć własnym życiem - pojawia się porównywanie, niepokój, a czasem nawet poczucie zagrożenia, mimo że dotyczy to przeszłości, która nie ma realnego wpływu na obecną relację.

Z tego bardzo łatwo rodzą się napięcia i różne niezdrowe mechanizmy, jak nadmierna zazdrość, próby kontroli, doszukiwanie się problemów tam, gdzie ich nie ma. W efekcie cierpi na tym związek, bo zamiast budować coś na tym, co jest tu i teraz, energia idzie w przeżywanie czegoś, na co żadna ze stron nie ma już wpływu.
Tutaj obiekt przeszłości, która stwarza problem, ma szansę nabrać realnych kształtów, co może generować jeszcze większe obawy i niepokój i jeszcze bardziej wpływać na jakość związku.

Nie przeceniałabym jednak roli partnera, bo jeśli realnie nic się nie dzieje, on nie nadużył zaufania, przeszłość ma pozamykaną, to poza jakąś próbą zrozumienia emocji Ani, na dobrą sprawę nie jest w stanie nic z tym zrobić. Owszem, może z nią porozmawiać, uspokoić, ale nie może za te emocje odpowiadać, bo to nie z powodu jego postawy czy zachowania wynika źródło problemu.

To Ania musi przepracować pewne problemy, z którymi ewidentnie sobie nie radzi, a w takich sytuacjach kluczowe jest oddzielenie przeszłości od teraźniejszości i uświadomienie sobie, że to, co było kiedyś, nie definiuje obecnej relacji ani jej wartości.
Równocześnie jej niskie poczucie własnej wartości może nakazywać jej tkwić w relacji, w której z jakiegoś powodu wcale nie czuje się pewnie. Na to zresztą wskazują jej poprzednie wątki, w które właśnie zerknęłam.

20 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-03-29 08:33:14)

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Priscilla napisał/a:
Solaris napisał/a:

Bardzo dobrze uważasz i masz bardzo dobre podejście, gdyby wszyscy takie mieli to życie byłoby piękne:) ale ludzie są rożni, mają różne osobowości, doświadczenia, kompleksy, traumy, fobie itp. itd. które manifestują się w życiu często w taki właśnie sposób. Dla Ciebie jest to irracjonalne, bo jak napisałaś, to przeszłość, liczy się tu i teraz. Ale Ania, która chyba ma problem z samooceną i jej pewność siebie jest mała, patrzy na to inaczej. 
Przykładowo, większość ludzi wsiada do windy i to jest coś zupełnie normalnego dla nich, ale klaustrofobik ma problem i jego lęk mimo, iż irracjonalny, jest prawdziwy i nie może nad nim zapanować. Można się śmiać z tego i szydzić, ale dla takich ludzi to nie jest zabawne. I Ania może tak właśnie funkcjonuje. Zapewne nawet zdaje sobie sprawę, że to dziwne, głupie, nierozsądne, ale nie może tego przezwyciężyć. I taka niby błaha rzecz jak jakaś dziewczyna, która się pojawia a z którą kiedyś on chciał coś budować, generuje w niej jakieś emocje, których najbliższa jej osoba nie rozumie i bagatelizuje.
Nie wiem, czy on sobie zdaje sprawę z tego, co w jej głowie siedzi. Nie wiadomo jak ich związek wygląda na co dzień, czy tego typu sytuacji jest więcej, że ona odczuwa jakiś dyskomfort permanentnie, czy tylko od czasu do czasu. Jak to większy problem to jakaś terapia by nie zaszkodziła, żeby to jakoś poukładać i żyć normalnie, bez lęku. Inaczej każdy związek będzie funkcjonował słabo, bo zwyczajnie będzie go sabotować, gdyż taki ma wzorzec reakcji. Z innym facetem będzie podobnie.

Tak sobie właśnie pomyślałam, że opisany problem jest w gruncie rzeczy bardzo podobny do sytuacji, w których niektórym mężczyznom życie zatruwa świadomość, że nie są pierwszymi dla swojej partnerki. Sama świadomość wcześniejszych doświadczeń drugiej osoby zaczyna wtedy żyć własnym życiem - pojawia się porównywanie, niepokój, a czasem nawet poczucie zagrożenia, mimo że dotyczy to przeszłości, która nie ma realnego wpływu na obecną relację.

Z tego bardzo łatwo rodzą się napięcia i różne niezdrowe mechanizmy, jak nadmierna zazdrość, próby kontroli, doszukiwanie się problemów tam, gdzie ich nie ma. W efekcie cierpi na tym związek, bo zamiast budować coś na tym, co jest tu i teraz, energia idzie w przeżywanie czegoś, na co żadna ze stron nie ma już wpływu.
Tutaj obiekt przeszłości, która stwarza problem, ma szansę nabrać realnych kształtów, co może generować jeszcze większe obawy i niepokój i jeszcze bardziej wpływać na jakość związku.

Nie przeceniałabym jednak roli partnera, bo jeśli realnie nic się nie dzieje, on nie nadużył zaufania, przeszłość ma pozamykaną, to poza jakąś próbą zrozumienia emocji Ani, na dobrą sprawę nie jest w stanie nic z tym zrobić. Owszem, może z nią porozmawiać, uspokoić, ale nie może za te emocje odpowiadać, bo to nie z powodu jego postawy czy zachowania wynika źródło problemu.

To Ania musi przepracować pewne problemy, z którymi ewidentnie sobie nie radzi, a w takich sytuacjach kluczowe jest oddzielenie przeszłości od teraźniejszości i uświadomienie sobie, że to, co było kiedyś, nie definiuje obecnej relacji ani jej wartości.
Równocześnie jej niskie poczucie własnej wartości może nakazywać jej tkwić w relacji, w której z jakiegoś powodu wcale nie czuje się pewnie. Na to zresztą wskazują jej poprzednie wątki, w które właśnie zerknęłam.

Pomimo tego ze to popierdolka to może generować pewne  problemy w przyszłości.

Wiem od kolegi smile

O ile jakaś tam doza zazdrości jest znośna to ciągle przeświadczenie ze może pójść na bok bedzie uwierac. Także niech sobie Autoka poukłada to w głowie póki wcześnie bo jak bedzie mu dziure w brzuchu ciągle wiercić to sie zmęczy tym. On sie zmeczy

21 Ostatnio edytowany przez Legat (2026-03-29 09:31:48)

Odp: Niekomfortowa sytuacja

Użytkowniczki chętnie przesuwają granice. Gdy w związku ma problem ze swoim niedowartościowaniem i zazdrością facet - to jego problem. Te same kłopoty kobiety, to już wspólny związkowy problem, nad którym facet powinien pochylić całą swoją uwagę, bo przecież idą razem przez życie. smile
Co o dziwo nie przeszkadza, tym samym użytkowniczkom, w innych wątkach mówić o równościach kobiet i mężczyzn.
A przecież zupełnie inaczej widzą role mężczyzny i kobiety w związku.

22 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-03-29 10:43:06)

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Legat napisał/a:

Użytkowniczki chętnie przesuwają granice. Gdy w związku ma problem ze swoim niedowartościowaniem i zazdrością facet - to jego problem. Te same kłopoty kobiety, to już wspólny związkowy problem, nad którym facet powinien pochylić całą swoją uwagę, bo przecież idą razem przez życie. smile
Co o dziwo nie przeszkadza, tym samym użytkowniczkom, w innych wątkach mówić o równościach kobiet i mężczyzn.
A przecież zupełnie inaczej widzą role mężczyzny i kobiety w związku.

Bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia…
Niektórzy postrzegają partnera jako psychoterapeutę i winią go za swoje samopoczucie, jak w tym przypadku.

23 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2026-03-29 13:10:30)

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Legat napisał/a:

Użytkowniczki chętnie przesuwają granice. Gdy w związku ma problem ze swoim niedowartościowaniem i zazdrością facet - to jego problem. Te same kłopoty kobiety, to już wspólny związkowy problem, nad którym facet powinien pochylić całą swoją uwagę, bo przecież idą razem przez życie. smile
Co o dziwo nie przeszkadza, tym samym użytkowniczkom, w innych wątkach mówić o równościach kobiet i mężczyzn.
A przecież zupełnie inaczej widzą role mężczyzny i kobiety w związku.

Legat, jak to miało być do mnie, to jeszcze raz napiszę, że chodzi o jakość relacji, a nie o o to czyja to jest wina. Jeśli autorka podejrzewa, że może być coś nie tak, to może miała już podobne sytuacje z tym partnerem? Albo z innym? Albo, w ogóle, taki ma charakter? Nie da się powiedzieć jednoznacznie, bo nie wiemy jak się partner na to zapatruje, może sam tego nie wie jak będzie. Bo niby skąd ta niepewność się bierze?  A jeśli relacja jest mocna, to nie zaszkodzi jej żadna dawna dziewczyna i autorka nie ma się czego obawiać.
Gdybam, że w sytuacji dawnego chłopaka autorki w pracy, czyli sytuacji odwrotnej, obecny partner też mógłby się zastanawiać. A może się mylę?

24 Ostatnio edytowany przez Solaris (2026-03-29 13:52:11)

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Legat napisał/a:

Użytkowniczki chętnie przesuwają granice. Gdy w związku ma problem ze swoim niedowartościowaniem i zazdrością facet - to jego problem. Te same kłopoty kobiety, to już wspólny związkowy problem, nad którym facet powinien pochylić całą swoją uwagę, bo przecież idą razem przez życie. smile
Co o dziwo nie przeszkadza, tym samym użytkowniczkom, w innych wątkach mówić o równościach kobiet i mężczyzn.
A przecież zupełnie inaczej widzą role mężczyzny i kobiety w związku.

A Ty Legat masz z tym jakiś problem, że się tak zawsze odpalasz? Chcesz o tym porozmawiać?;)) Czy po prostu z nudów pilnujesz tu sprawiedliwości tylko? smile
Notujesz w zeszycie, która użytkowniczka i ile razy co i komu odpisała?:))
A bierzesz pod uwagę wpływ pogody, ciśnienia atmosferycznego i pmsa? big_smile

Akurat na tym forum kobiety są bardzo przychylne mężczyznom. A ileż razy ja tu pocieszałam tych biedakow to nie zliczę. Normalnie Matka Teresa! xd
Idź poczytaj forum swoich ziomali samców jak się pochylają nad problemami kobiet, to Ci długopis z ręki wypadnie z wrażenia;)

25

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Priscilla napisał/a:
Solaris napisał/a:

Bardzo dobrze uważasz i masz bardzo dobre podejście, gdyby wszyscy takie mieli to życie byłoby piękne:) ale ludzie są rożni, mają różne osobowości, doświadczenia, kompleksy, traumy, fobie itp. itd. które manifestują się w życiu często w taki właśnie sposób. Dla Ciebie jest to irracjonalne, bo jak napisałaś, to przeszłość, liczy się tu i teraz. Ale Ania, która chyba ma problem z samooceną i jej pewność siebie jest mała, patrzy na to inaczej. 
Przykładowo, większość ludzi wsiada do windy i to jest coś zupełnie normalnego dla nich, ale klaustrofobik ma problem i jego lęk mimo, iż irracjonalny, jest prawdziwy i nie może nad nim zapanować. Można się śmiać z tego i szydzić, ale dla takich ludzi to nie jest zabawne. I Ania może tak właśnie funkcjonuje. Zapewne nawet zdaje sobie sprawę, że to dziwne, głupie, nierozsądne, ale nie może tego przezwyciężyć. I taka niby błaha rzecz jak jakaś dziewczyna, która się pojawia a z którą kiedyś on chciał coś budować, generuje w niej jakieś emocje, których najbliższa jej osoba nie rozumie i bagatelizuje.
Nie wiem, czy on sobie zdaje sprawę z tego, co w jej głowie siedzi. Nie wiadomo jak ich związek wygląda na co dzień, czy tego typu sytuacji jest więcej, że ona odczuwa jakiś dyskomfort permanentnie, czy tylko od czasu do czasu. Jak to większy problem to jakaś terapia by nie zaszkodziła, żeby to jakoś poukładać i żyć normalnie, bez lęku. Inaczej każdy związek będzie funkcjonował słabo, bo zwyczajnie będzie go sabotować, gdyż taki ma wzorzec reakcji. Z innym facetem będzie podobnie.

Tak sobie właśnie pomyślałam, że opisany problem jest w gruncie rzeczy bardzo podobny do sytuacji, w których niektórym mężczyznom życie zatruwa świadomość, że nie są pierwszymi dla swojej partnerki. Sama świadomość wcześniejszych doświadczeń drugiej osoby zaczyna wtedy żyć własnym życiem - pojawia się porównywanie, niepokój, a czasem nawet poczucie zagrożenia, mimo że dotyczy to przeszłości, która nie ma realnego wpływu na obecną relację.

Z tego bardzo łatwo rodzą się napięcia i różne niezdrowe mechanizmy, jak nadmierna zazdrość, próby kontroli, doszukiwanie się problemów tam, gdzie ich nie ma. W efekcie cierpi na tym związek, bo zamiast budować coś na tym, co jest tu i teraz, energia idzie w przeżywanie czegoś, na co żadna ze stron nie ma już wpływu.
Tutaj obiekt przeszłości, która stwarza problem, ma szansę nabrać realnych kształtów, co może generować jeszcze większe obawy i niepokój i jeszcze bardziej wpływać na jakość związku.

Nie przeceniałabym jednak roli partnera, bo jeśli realnie nic się nie dzieje, on nie nadużył zaufania, przeszłość ma pozamykaną, to poza jakąś próbą zrozumienia emocji Ani, na dobrą sprawę nie jest w stanie nic z tym zrobić. Owszem, może z nią porozmawiać, uspokoić, ale nie może za te emocje odpowiadać, bo to nie z powodu jego postawy czy zachowania wynika źródło problemu.

To Ania musi przepracować pewne problemy, z którymi ewidentnie sobie nie radzi, a w takich sytuacjach kluczowe jest oddzielenie przeszłości od teraźniejszości i uświadomienie sobie, że to, co było kiedyś, nie definiuje obecnej relacji ani jej wartości.
Równocześnie jej niskie poczucie własnej wartości może nakazywać jej tkwić w relacji, w której z jakiegoś powodu wcale nie czuje się pewnie. Na to zresztą wskazują jej poprzednie wątki, w które właśnie zerknęłam.

Nikt tu przecież nie napisał, że jej facet jest sprawcą jej problemu czy, że powinien brać odpowiedzialność za jej emocje bo niby dlaczego miałby?
Tylko właśnie o zrozumieniu z jego strony, o pochyleniu się nad tym i zwykłym, normalnym zapytaniu jak może jej pomóc. Czasem wystarczy wygadanie się, wyrzucenie z siebie obaw i lęków i świadomość, że ktoś to rozumie i jest z Tobą. A nie postawa "to nie mój problem kochanie". To nie pomaga a tylko jeszcze nasila obawy.
Ta ex sprzed lat jest tylko emocjonalnym wyzwalaczem, aktywowała w Ani jej jakieś demony, które sobie mniej lub bardziej drzemały a teraz wylazły i zatruwają jej głowę.
A przykład mężczyzn jaki podałaś na wstępie faktycznie z tej samej grupy:) To podchodzi pod zazdrość wsteczną. U facetów to się głownie objawia o kontakty seksualne a u kobiet o sferę emocjonalną.
To, że Ania musi przepracować swoje traumy to oczywista oczywistość, bo jak wczesniej wspomniałam, będzie odtwarzać swój wzorzec reakcji. Ale fajnie, gdyby miała wsparcie ze strony człowieka z ktorym dzieli życie? Bo nie wiem jak ich związek wygląda, czy razem mieszkają czy nie...
A jeśli on nie chce, bo mu nie zależy, bo uważa, że ta relacja nie jest warta większej uwagi z jego strony to... po co w niej jest? Chyba szkoda czasu na takie coś imho.

26

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Solaris napisał/a:

A jeśli on nie chce, bo mu nie zależy, bo uważa, że ta relacja nie jest warta większej uwagi z jego strony to... po co w niej jest? Chyba szkoda czasu na takie coś imho.

To bylo jak "nie-Solaris" smile

27

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Solaris napisał/a:

Nikt tu przecież nie napisał, że jej facet jest sprawcą jej problemu czy, że powinien brać odpowiedzialność za jej emocje bo niby dlaczego miałby?
Tylko właśnie o zrozumieniu z jego strony, o pochyleniu się nad tym i zwykłym, normalnym zapytaniu jak może jej pomóc. Czasem wystarczy wygadanie się, wyrzucenie z siebie obaw i lęków i świadomość, że ktoś to rozumie i jest z Tobą. A nie postawa "to nie mój problem kochanie". To nie pomaga a tylko jeszcze nasila obawy.
Ta ex sprzed lat jest tylko emocjonalnym wyzwalaczem, aktywowała w Ani jej jakieś demony, które sobie mniej lub bardziej drzemały a teraz wylazły i zatruwają jej głowę.

Pytanie otwarte, czy ma sens pytanie "jak mogę ci pomóc" w sytuacji, w której pojawia się taki "wyzwalacz demonów".
Trochę mi to zalatuje wpychaniem partnera w rolę terapeuty, co to wesprze, pomoże przeanalizować oraz pochyli się z troską nad problemem, którego nie wygenerował i który ma korzenie w przeszłości Ani. 
Jak dla mnie to nie rola dla partnera, bo co on może tak naprawdę zrobić? Na okrągło temat międlić i  tłumaczyć, że nie jest wielbłądem i ze to, co było 17 lat temu to prehistoria? Ja bym się w takiej sytuacji znaleźć nie chciała.
Oczekiwanie, ze partner uczciwie i szczerze zrozumie jakieś demony z przeszłości powiedzmy pół biedy, dokształci się w teorii i może zrozumie, tyle że rozum jest chłodny. Oczekiwanie od partnera spontanicznego empatyzowania gdy w grę wchodzą demony przeszłości  to obawiam się ślepa uliczka.

28 Ostatnio edytowany przez Solaris (2026-03-29 15:05:08)

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Bert44 napisał/a:
Solaris napisał/a:

A jeśli on nie chce, bo mu nie zależy, bo uważa, że ta relacja nie jest warta większej uwagi z jego strony to... po co w niej jest? Chyba szkoda czasu na takie coś imho.

To bylo jak "nie-Solaris" smile

Ale, że co niby? Ja nigdy nikomu tu nie zalecalam, aby na siłę tkwił w relacji z kimś, na kim mu nie zależy, jesli nie czuje, że warto i że to ma sens. Dzieci nie mają, więc nie ma wyrzutów, że rozwala się rodzinę... Przecież jest tyle kobiet, że bez wysiłku znajdzie taką bez obciążeń jakie ma jego obecna:))
U mnie też nie ma nic na siłę. Jesli mi zależy to nie zostawiam czlowieka samego. Chyba, że skala problemu zrobila się już tak wielka, ze nie mogę tego udźwignąć, np. jego postępujący alkoholizm, więc wtedy odpuszczam.
Ale jeśli facet jest zazdrosny o exów i czasem coś tam mu się uleje, ale to kontroluje, to ok, bo nie wpływa znacząco na związek. Ale, gdy wymyka się spod kontroli i przybiera forme obsesji to wiadomo, nikt nie wytrzyma takiej opresyjności - podejrzeń, kontroli, wypominania, żali itp. Wtedy terapia albo rozstanie:)

29

Odp: Niekomfortowa sytuacja

Solaris, to wszystko co piszesz ma sens tylko i wyłącznie z punktu widzenia praw kobiet.
Jeśli facet zacznie jej pomagać, co będzie ocierać się o niańczenie, skończy z mocnym kopniakiem od niej. Gdy tylko taki opiekun przestanie być jej potrzebny. Wątków na tym forum już było sporo.
Osoby niedowartościowane, zazdrosne - to ciężki materiał do związku. Swoją postawą wykorzystują innych, ciągną w dół, ograniczają, wysysają całą uwagę.
Tu nie jest problemem ta dziewczyna z pracy, to kolejny pretekst, aby zajmować jego uwagę i go ograniczać.
Gdyby to był facet, z całą pewnością radziłbyś rozstanie i święty spokój. Niech się ogarnie.

30

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Muqin napisał/a:
Solaris napisał/a:

Nikt tu przecież nie napisał, że jej facet jest sprawcą jej problemu czy, że powinien brać odpowiedzialność za jej emocje bo niby dlaczego miałby?
Tylko właśnie o zrozumieniu z jego strony, o pochyleniu się nad tym i zwykłym, normalnym zapytaniu jak może jej pomóc. Czasem wystarczy wygadanie się, wyrzucenie z siebie obaw i lęków i świadomość, że ktoś to rozumie i jest z Tobą. A nie postawa "to nie mój problem kochanie". To nie pomaga a tylko jeszcze nasila obawy.
Ta ex sprzed lat jest tylko emocjonalnym wyzwalaczem, aktywowała w Ani jej jakieś demony, które sobie mniej lub bardziej drzemały a teraz wylazły i zatruwają jej głowę.

Pytanie otwarte, czy ma sens pytanie "jak mogę ci pomóc" w sytuacji, w której pojawia się taki "wyzwalacz demonów".
Trochę mi to zalatuje wpychaniem partnera w rolę terapeuty, co to wesprze, pomoże przeanalizować oraz pochyli się z troską nad problemem, którego nie wygenerował i który ma korzenie w przeszłości Ani. 
Jak dla mnie to nie rola dla partnera, bo co on może tak naprawdę zrobić? Na okrągło temat międlić i  tłumaczyć, że nie jest wielbłądem i ze to, co było 17 lat temu to prehistoria? Ja bym się w takiej sytuacji znaleźć nie chciała.
Oczekiwanie, ze partner uczciwie i szczerze zrozumie jakieś demony z przeszłości powiedzmy pół biedy, dokształci się w teorii i może zrozumie, tyle że rozum jest chłodny. Oczekiwanie od partnera spontanicznego empatyzowania gdy w grę wchodzą demony przeszłości  to obawiam się ślepa uliczka.

Nic dodać, nic ująć.

31 Ostatnio edytowany przez Solaris (2026-03-29 15:23:13)

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Muqin napisał/a:
Solaris napisał/a:

Nikt tu przecież nie napisał, że jej facet jest sprawcą jej problemu czy, że powinien brać odpowiedzialność za jej emocje bo niby dlaczego miałby?
Tylko właśnie o zrozumieniu z jego strony, o pochyleniu się nad tym i zwykłym, normalnym zapytaniu jak może jej pomóc. Czasem wystarczy wygadanie się, wyrzucenie z siebie obaw i lęków i świadomość, że ktoś to rozumie i jest z Tobą. A nie postawa "to nie mój problem kochanie". To nie pomaga a tylko jeszcze nasila obawy.
Ta ex sprzed lat jest tylko emocjonalnym wyzwalaczem, aktywowała w Ani jej jakieś demony, które sobie mniej lub bardziej drzemały a teraz wylazły i zatruwają jej głowę.

Pytanie otwarte, czy ma sens pytanie "jak mogę ci pomóc" w sytuacji, w której pojawia się taki "wyzwalacz demonów".
Trochę mi to zalatuje wpychaniem partnera w rolę terapeuty, co to wesprze, pomoże przeanalizować oraz pochyli się z troską nad problemem, którego nie wygenerował i który ma korzenie w przeszłości Ani. 
Jak dla mnie to nie rola dla partnera, bo co on może tak naprawdę zrobić? Na okrągło temat międlić i  tłumaczyć, że nie jest wielbłądem i ze to, co było 17 lat temu to prehistoria? Ja bym się w takiej sytuacji znaleźć nie chciała.
Oczekiwanie, ze partner uczciwie i szczerze zrozumie jakieś demony z przeszłości powiedzmy pół biedy, dokształci się w teorii i może zrozumie, tyle że rozum jest chłodny. Oczekiwanie od partnera spontanicznego empatyzowania gdy w grę wchodzą demony przeszłości  to obawiam się ślepa uliczka.

Ma sens, bo czujesz, że nie jesteś sama z tym i jak już pisalam, samo opowiedzenie o tym, co się dzieje w środku, pomaga. Tu nie chodzi o żadne terapeutyzowanie chociaż już sama rozmowa o czymś, co uwiera jest terapią samą w sobie:) Jejku, czy jak kiedykolwiek bliskiej osobie zwierzałas się ze swoich bolączek to oczekiwałaś, że zajmie się nimi albo machnie rożdzką i znikną?;) Nie. Pewnie wystarczyło, że zostałas wysluchana, zrozumiana, przytulona i uslyszałas parę słów, od ktorych zrobiło Ci się ciepło na sercu:)
Nad analizowaniem demonów Ani to musi popracowac Ania i terapeuta, jeśli problem jest poważny i mocno wpływa na ich relację. Jej facet ma ją tylko wspierać w tym. I pokazywać, ze jest z nią a nie podchodzić na zasadzie "oj tam, wymyślasz, było, minęło". To nie jest wspierajace tylko wprost przeciwnie a związek chyba nie na tym polega. Ale każdy ma swoją własną wizje tego:)

32

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Solaris napisał/a:
Bert44 napisał/a:
Solaris napisał/a:

A jeśli on nie chce, bo mu nie zależy, bo uważa, że ta relacja nie jest warta większej uwagi z jego strony to... po co w niej jest? Chyba szkoda czasu na takie coś imho.

To bylo jak "nie-Solaris" smile

Ale, że co niby? Ja nigdy nikomu tu nie zalecalam, aby na siłę tkwił w relacji z kimś, na kim mu nie zależy, jesli nie czuje, że warto i że to ma sens. Dzieci nie mają, więc nie ma wyrzutów, że rozwala się rodzinę... Przecież jest tyle kobiet, że bez wysiłku znajdzie taką bez obciążeń jakie ma jego obecna:))
U mnie też nie ma nic na siłę. Jesli mi zależy to nie zostawiam czlowieka samego. Chyba, że skala problemu zrobila się już tak wielka, ze nie mogę tego udźwignąć, np. jego postępujący alkoholizm, więc wtedy odpuszczam.
Ale jeśli facet jest zazdrosny o exów i czasem coś tam mu się uleje, ale to kontroluje, to ok, bo nie wpływa znacząco na związek. Ale, gdy wymyka się spod kontroli i przybiera forme obsesji to wiadomo, nikt nie wytrzyma takiej opresyjności - podejrzeń, kontroli, wypominania, żali itp. Wtedy terapia albo rozstanie:)

Wszystko się zgadza tylko w tym watku powód blachy zeby sie rozstawać. No chyba ze jest smietelnie powazny dla Autorki i nie da rady z tym zyc. Napisałaś ze on ma to gdzies. Niekoniecznie. Po prostu co ma z tym zrobic? Powie ze nie ma sprawy bo dla niego nie ma sprawy. Ona chce wysłuchania- ok moze sie facet postarać ja wysłuchać i uspokoić. Moze to wystarczy

Mój kolega zareagował tak samo a zwiazek przetrwał i to najczęściej w całkiem dobrej formie smile

33 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-03-29 15:31:16)

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Solaris napisał/a:

Jejku, czy jak kiedykolwiek bliskiej osobie zwierzałas się ze swoich bolączek to oczekiwałaś, że zajmie się nimi albo machnie rożdzką i znikną?;) Nie. Pewnie wystarczyło, że zostałas wysluchana, zrozumiana, przytulona i uslyszałas parę słów, od ktorych zrobiło Ci się ciepło na sercu:)

A my mamy inaczej. Zaden facet nie rozmawia o swoich problemach zeby go ktos wysłuchał. Powie o tym jak szuka porady. I to między nami różnica. Babki rzeczywiście maja tak ze wystarczy ze sie wygadają i choc problem pozostał to na sercu im lżej.

To nawet nawet ciekawe doświadczenie. Moja zona mowi o problemach to od razu włącza mi sie doradztwo. Ale jak sie skupię i zapamiętam ze nie o to chodzi to ona sobie pogada przez 30 minut, ja posłucham w milczeniu i sprawa załatwiona

34 Ostatnio edytowany przez Solaris (2026-03-29 15:43:44)

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Bert44 napisał/a:
Solaris napisał/a:
Bert44 napisał/a:

To bylo jak "nie-Solaris" smile

Ale, że co niby? Ja nigdy nikomu tu nie zalecalam, aby na siłę tkwił w relacji z kimś, na kim mu nie zależy, jesli nie czuje, że warto i że to ma sens. Dzieci nie mają, więc nie ma wyrzutów, że rozwala się rodzinę... Przecież jest tyle kobiet, że bez wysiłku znajdzie taką bez obciążeń jakie ma jego obecna:))
U mnie też nie ma nic na siłę. Jesli mi zależy to nie zostawiam czlowieka samego. Chyba, że skala problemu zrobila się już tak wielka, ze nie mogę tego udźwignąć, np. jego postępujący alkoholizm, więc wtedy odpuszczam.
Ale jeśli facet jest zazdrosny o exów i czasem coś tam mu się uleje, ale to kontroluje, to ok, bo nie wpływa znacząco na związek. Ale, gdy wymyka się spod kontroli i przybiera forme obsesji to wiadomo, nikt nie wytrzyma takiej opresyjności - podejrzeń, kontroli, wypominania, żali itp. Wtedy terapia albo rozstanie:)

Wszystko się zgadza tylko w tym watku powód blachy zeby sie rozstawać. No chyba ze jest smietelnie powazny dla Autorki i nie da rady z tym zyc. Napisałaś ze on ma to gdzies. Niekoniecznie. Po prostu co ma z tym zrobic? Powie ze nie ma sprawy bo dla niego nie ma sprawy. Ona chce wysłuchania- ok moze sie facet postarać ja wysłuchać i uspokoić. Moze to wystarczy

Mój kolega zareagował tak samo a zwiazek przetrwał i to najczęściej w całkiem dobrej formie smile

Po pierwsze, Jezu, Bert, czy Ty widzisz jakiś szyfr?;) Gdzie ja napisalam, że on ma to gdzieś? Nie jestem az taką wróżką big_smile Napisałam, że jeśli mu zależy to powinien ją wspierać - wystarczy rozmowa i zrozumienie. To zawsze pomaga, gdy widzisz, że nie jesteś sam. A jeśli mu nie zależy, jeśli to za duże obciążenie dla niego, to się rozstać..
Po drugie, pytasz, co on ma zrobić, przecież w kółko piszę o tym, co on ma zrobić - patrz pkt 1 big_smile
Za malo danych natemat ich związku. Nie wiadomo kto jak się angażuje. On może nie umie rozmawiać? Nie wiem, ale ona wyraźnie napisała, że czuje się zignorowana, to chyba bez powodu tego nie napisała. Mamy kwestionowac jej uczucia? Z jej postu przede wszystkim wybrzmiewa żal, że on ją splawił z jej bolączką. Nie oczekiwala, że będzie analizował doglębnie korzenie jej problemu:)
Dla niego to żaden problem, ale przeciez w związku nie mozna okazywać drugiej stronie, ktora ma problem, że jej problem to żaden problem:))))
Ja bym podziękowała za takie wsparcie.

35

Odp: Niekomfortowa sytuacja

Solaris ok. Przychodzi do ciebie Twój chłopak i mówi, że u niego w robocie pojawił się facet bardzo przystojny i chyba byłaś z nim związana 17 lat temu, sypiałaś z nim. To dla niego poważny problem i nie umie sobie z tym poradzić. Co mu powiesz?

36

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Legat napisał/a:

Solaris ok. Przychodzi do ciebie Twój chłopak i mówi, że u niego w robocie pojawił się facet bardzo przystojny i chyba byłaś z nim związana 17 lat temu, sypiałaś z nim. To dla niego poważny problem i nie umie sobie z tym poradzić. Co mu powiesz?

Po pierwsze, powiedzialabym - głuptasie, jesteś najprzystojniejszym facetem ever z jakim spałam!:))
Po drugie, zrobilabym dobrą kolację i przy winku porozmawialibyśmy dlaczego on czuje się z tym źle i co dokladnie czuje. Czy myśli o tym, że ja może zachowalam w pamięci jakieś emocje związane z ex? Czy czuje się gorszy, bo porownuje się do niego i myśli, że jest poniżej mego gustu?;) Nie wiem, jak potoczylaby sie rozmowa, to zależaloby od tego, co on by mówił.
Na pewno okazałabym wyrozumiałość dla jego emocji i zapewniła, że gdy myślę o ex to widze tylko obrazy, żadnych emocji w zwiazku z nimi juz dawno we mnie nie ma, więc nie musi mieć żadnych obaw.
I byłabym dla niego bardziej dobra, czuła i uważna, żeby poczuł, że jest dla mnie najważniejszy.
Wszystko zależy od skali problemu. Gdy ma się go pod kontrolą i nie wpływa to destrukcyjnie na związek to ok.
Gdyby jednak nie udalo mu się nad tym zapanować i problem by się poglębiał destabilizując nasze życie to wtedy terapia. A dalej nie wiem, Nie wiem, ile byłabym w stanie znieść, bo w takiej sytuacji ekstremalnej nigdy nie byłam:)

37

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Solaris napisał/a:
Bert44 napisał/a:
Solaris napisał/a:

Ale, że co niby? Ja nigdy nikomu tu nie zalecalam, aby na siłę tkwił w relacji z kimś, na kim mu nie zależy, jesli nie czuje, że warto i że to ma sens. Dzieci nie mają, więc nie ma wyrzutów, że rozwala się rodzinę... Przecież jest tyle kobiet, że bez wysiłku znajdzie taką bez obciążeń jakie ma jego obecna:))
U mnie też nie ma nic na siłę. Jesli mi zależy to nie zostawiam czlowieka samego. Chyba, że skala problemu zrobila się już tak wielka, ze nie mogę tego udźwignąć, np. jego postępujący alkoholizm, więc wtedy odpuszczam.
Ale jeśli facet jest zazdrosny o exów i czasem coś tam mu się uleje, ale to kontroluje, to ok, bo nie wpływa znacząco na związek. Ale, gdy wymyka się spod kontroli i przybiera forme obsesji to wiadomo, nikt nie wytrzyma takiej opresyjności - podejrzeń, kontroli, wypominania, żali itp. Wtedy terapia albo rozstanie:)

Wszystko się zgadza tylko w tym watku powód blachy zeby sie rozstawać. No chyba ze jest smietelnie powazny dla Autorki i nie da rady z tym zyc. Napisałaś ze on ma to gdzies. Niekoniecznie. Po prostu co ma z tym zrobic? Powie ze nie ma sprawy bo dla niego nie ma sprawy. Ona chce wysłuchania- ok moze sie facet postarać ja wysłuchać i uspokoić. Moze to wystarczy

Mój kolega zareagował tak samo a zwiazek przetrwał i to najczęściej w całkiem dobrej formie smile

Po pierwsze, Jezu, Bert, czy Ty widzisz jakiś szyfr?;) Gdzie ja napisalam, że on ma to gdzieś? Nie jestem az taką wróżką big_smile Napisałam, że jeśli mu zależy to powinien ją wspierać - wystarczy rozmowa i zrozumienie. To zawsze pomaga, gdy widzisz, że nie jesteś sam. A jeśli mu nie zależy, jeśli to za duże obciążenie dla niego, to się rozstać..
Po drugie, pytasz, co on ma zrobić, przecież w kółko piszę o tym, co on ma zrobić - patrz pkt 1 big_smile
Za malo danych natemat ich związku. Nie wiadomo kto jak się angażuje. On może nie umie rozmawiać? Nie wiem, ale ona wyraźnie napisała, że czuje się zignorowana, to chyba bez powodu tego nie napisała. Mamy kwestionowac jej uczucia? Z jej postu przede wszystkim wybrzmiewa żal, że on ją splawił z jej bolączką. Nie oczekiwala, że będzie analizował doglębnie korzenie jej problemu:)
Dla niego to żaden problem, ale przeciez w związku nie mozna okazywać drugiej stronie, ktora ma problem, że jej problem to żaden problem:))))
Ja bym podziękowała za takie wsparcie.

Solaris ja Cie rozumiem.

Chciałem tylko zauważyć ze my mamy inaczej. Mówisz "moze nie potrafi rozmwiac" a ja Ci mówię - bo jest facetem. Umie rozmawiac po facetowemu. Nie jest dla nas naturalne wysłuchanie w ciszy. Rozmowa polegająca na wysłuchaniu to cos czego uczymy sie dla babek. My tak nie rozmawiamy. My działamy zadaniami.

On pewnie uwaza ze załatwił sprawę. I to uczciwie. Przetrawił czy jest problem i stwierdził- nie, nie ma. Fakty sa takie ze nie ma problemu. Emocje w niej sa takie ze problem jednak jest. Jej wewnętrzny problem.  Ale dla niego nie ma. Nawet jakby chcial to jest bezsilny bo nie wie o co jej chodzi. Jakby przeczytał Twoje posty to pewnie by zrobił jak piszesz. Ale musi sie nauczyć obcego jezyka

A tu szyfr:
" A jeśli on nie chce, bo mu nie zależy, bo uważa, że ta relacja nie jest warta większej uwagi z..." = ma to gdzies

38

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Bert44 napisał/a:
Solaris napisał/a:

Jejku, czy jak kiedykolwiek bliskiej osobie zwierzałas się ze swoich bolączek to oczekiwałaś, że zajmie się nimi albo machnie rożdzką i znikną?;) Nie. Pewnie wystarczyło, że zostałas wysluchana, zrozumiana, przytulona i uslyszałas parę słów, od ktorych zrobiło Ci się ciepło na sercu:)

A my mamy inaczej. Zaden facet nie rozmawia o swoich problemach zeby go ktos wysłuchał. Powie o tym jak szuka porady. I to między nami różnica. Babki rzeczywiście maja tak ze wystarczy ze sie wygadają i choc problem pozostał to na sercu im lżej.

To nawet nawet ciekawe doświadczenie. Moja zona mowi o problemach to od razu włącza mi sie doradztwo. Ale jak sie skupię i zapamiętam ze nie o to chodzi to ona sobie pogada przez 30 minut, ja posłucham w milczeniu i sprawa załatwiona

No sam widzisz Bert, że czasem nawet mówić za wiele nie trzeba, wystarczy być słuchaczem i jest dobrze, żona zadowolona, może nawet pomyślała - ależ fajnego mam męża, tak dobrze mnie rozumie. A mąż po 30 minutach nawet już nie pamięta o co jej chodziło, ale grunt, że zadowolona big_smile

Wiem, że to nie w męskiej naturze, wyrzygiwanie swoich problemow na prawo i lewo. Ale w związku czasem trzeba, na tym to polega, aby szczerze rozmawiać ze sobą, gdy jest problem. Bo błahostkami można się nie przejmowac.

39

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Bert44 napisał/a:
Solaris napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Wszystko się zgadza tylko w tym watku powód blachy zeby sie rozstawać. No chyba ze jest smietelnie powazny dla Autorki i nie da rady z tym zyc. Napisałaś ze on ma to gdzies. Niekoniecznie. Po prostu co ma z tym zrobic? Powie ze nie ma sprawy bo dla niego nie ma sprawy. Ona chce wysłuchania- ok moze sie facet postarać ja wysłuchać i uspokoić. Moze to wystarczy

Mój kolega zareagował tak samo a zwiazek przetrwał i to najczęściej w całkiem dobrej formie smile

Po pierwsze, Jezu, Bert, czy Ty widzisz jakiś szyfr?;) Gdzie ja napisalam, że on ma to gdzieś? Nie jestem az taką wróżką big_smile Napisałam, że jeśli mu zależy to powinien ją wspierać - wystarczy rozmowa i zrozumienie. To zawsze pomaga, gdy widzisz, że nie jesteś sam. A jeśli mu nie zależy, jeśli to za duże obciążenie dla niego, to się rozstać..
Po drugie, pytasz, co on ma zrobić, przecież w kółko piszę o tym, co on ma zrobić - patrz pkt 1 big_smile
Za malo danych natemat ich związku. Nie wiadomo kto jak się angażuje. On może nie umie rozmawiać? Nie wiem, ale ona wyraźnie napisała, że czuje się zignorowana, to chyba bez powodu tego nie napisała. Mamy kwestionowac jej uczucia? Z jej postu przede wszystkim wybrzmiewa żal, że on ją splawił z jej bolączką. Nie oczekiwala, że będzie analizował doglębnie korzenie jej problemu:)
Dla niego to żaden problem, ale przeciez w związku nie mozna okazywać drugiej stronie, ktora ma problem, że jej problem to żaden problem:))))
Ja bym podziękowała za takie wsparcie.

Solaris ja Cie rozumiem.

Chciałem tylko zauważyć ze my mamy inaczej. Mówisz "moze nie potrafi rozmwiac" a ja Ci mówię - bo jest facetem. Umie rozmawiac po facetowemu. Nie jest dla nas naturalne wysłuchanie w ciszy. Rozmowa polegająca na wysłuchaniu to cos czego uczymy sie dla babek. My tak nie rozmawiamy. My działamy zadaniami.

On pewnie uwaza ze załatwił sprawę. I to uczciwie. Przetrawił czy jest problem i stwierdził- nie, nie ma. Fakty sa takie ze nie ma problemu. Emocje w niej sa takie ze problem jednak jest. Jej wewnętrzny problem.  Ale dla niego nie ma. Nawet jakby chcial to jest bezsilny bo nie wie o co jej chodzi. Jakby przeczytał Twoje posty to pewnie by zrobił jak piszesz. Ale musi sie nauczyć obcego jezyka

A tu szyfr:
" A jeśli on nie chce, bo mu nie zależy, bo uważa, że ta relacja nie jest warta większej uwagi z..." = ma to gdzies

No ok, a więc skoro działacie zadaniowo to dlatego powinien zapytać - co mogę zrobić, aby Ci pomoc, żebyś poczuła sie z tym lepiej?  Brzmi po facetowemu chyba, nie?:) I ona wtedy mu - misiu, moglbyś wysluchac, co mi leży na sercu/wątrobie i postarać się zrozumieć moje uczucia. I wtedy on - dobrze kotku, postaram się.
I jak? Takie to trudne i skomplikowane?:))

40

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Bert44 napisał/a:
Solaris napisał/a:

Jejku, czy jak kiedykolwiek bliskiej osobie zwierzałas się ze swoich bolączek to oczekiwałaś, że zajmie się nimi albo machnie rożdzką i znikną?;) Nie. Pewnie wystarczyło, że zostałas wysluchana, zrozumiana, przytulona i uslyszałas parę słów, od ktorych zrobiło Ci się ciepło na sercu:)

A my mamy inaczej. Zaden facet nie rozmawia o swoich problemach zeby go ktos wysłuchał. Powie o tym jak szuka porady. I to między nami różnica. Babki rzeczywiście maja tak ze wystarczy ze sie wygadają i choc problem pozostał to na sercu im lżej.

To nawet nawet ciekawe doświadczenie. Moja zona mowi o problemach to od razu włącza mi sie doradztwo. Ale jak sie skupię i zapamiętam ze nie o to chodzi to ona sobie pogada przez 30 minut, ja posłucham w milczeniu i sprawa załatwiona

Bo mąż czy partner to nie spowiednik czy terapeuta, często zanudzany, są sprawy z których nie ma sensu z nim poruszać, bo bardziej są zarezerwowane dla przyjaciółki, najlepsza do wygadania się.
Tu autorka nie dość, że wyszła przed szereg, co dla niego mogło to oznaczać zazdrość wsteczną. Jeśli faktycznie by ten koszmar autorki się ziścił, to temat nie zejdzie z porządku dziennego i związek raczej się nie utrzyma. Chyba, że facet zgodzi się na wspólną zmianę pracy, bo przecież jak kocha to powinien smile

41

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Solaris napisał/a:
Bert44 napisał/a:
Solaris napisał/a:

Po pierwsze, Jezu, Bert, czy Ty widzisz jakiś szyfr?;) Gdzie ja napisalam, że on ma to gdzieś? Nie jestem az taką wróżką big_smile Napisałam, że jeśli mu zależy to powinien ją wspierać - wystarczy rozmowa i zrozumienie. To zawsze pomaga, gdy widzisz, że nie jesteś sam. A jeśli mu nie zależy, jeśli to za duże obciążenie dla niego, to się rozstać..
Po drugie, pytasz, co on ma zrobić, przecież w kółko piszę o tym, co on ma zrobić - patrz pkt 1 big_smile
Za malo danych natemat ich związku. Nie wiadomo kto jak się angażuje. On może nie umie rozmawiać? Nie wiem, ale ona wyraźnie napisała, że czuje się zignorowana, to chyba bez powodu tego nie napisała. Mamy kwestionowac jej uczucia? Z jej postu przede wszystkim wybrzmiewa żal, że on ją splawił z jej bolączką. Nie oczekiwala, że będzie analizował doglębnie korzenie jej problemu:)
Dla niego to żaden problem, ale przeciez w związku nie mozna okazywać drugiej stronie, ktora ma problem, że jej problem to żaden problem:))))
Ja bym podziękowała za takie wsparcie.

Solaris ja Cie rozumiem.

Chciałem tylko zauważyć ze my mamy inaczej. Mówisz "moze nie potrafi rozmwiac" a ja Ci mówię - bo jest facetem. Umie rozmawiac po facetowemu. Nie jest dla nas naturalne wysłuchanie w ciszy. Rozmowa polegająca na wysłuchaniu to cos czego uczymy sie dla babek. My tak nie rozmawiamy. My działamy zadaniami.

On pewnie uwaza ze załatwił sprawę. I to uczciwie. Przetrawił czy jest problem i stwierdził- nie, nie ma. Fakty sa takie ze nie ma problemu. Emocje w niej sa takie ze problem jednak jest. Jej wewnętrzny problem.  Ale dla niego nie ma. Nawet jakby chcial to jest bezsilny bo nie wie o co jej chodzi. Jakby przeczytał Twoje posty to pewnie by zrobił jak piszesz. Ale musi sie nauczyć obcego jezyka

A tu szyfr:
" A jeśli on nie chce, bo mu nie zależy, bo uważa, że ta relacja nie jest warta większej uwagi z..." = ma to gdzies

No ok, a więc skoro działacie zadaniowo to dlatego powinien zapytać - co mogę zrobić, aby Ci pomoc, żebyś poczuła sie z tym lepiej?  Brzmi po facetowemu chyba, nie?:) I ona wtedy mu - misiu, moglbyś wysluchac, co mi leży na sercu/wątrobie i postarać się zrozumieć moje uczucia. I wtedy on - dobrze kotku, postaram się.
I jak? Takie to trudne i skomplikowane?:))

Tak byłoby najlepiej.

No jasne ze to trudne jak nie wiesz o co chodzi. Przecież powiedzial najszczersza prawde - nie ma problemu. Myslal ze ja uspokoił smile

42

Odp: Niekomfortowa sytuacja

Ona by chciała do trójkąta ona by chciała jeszcze raz, po garderobie mi się pląta,
Lecz ja niestety mówię pas, ja chyba całkiem oszalałem czym to się skończy kto to wie
Już całą polskę przeleciałem a ciągle lecieć mi się chce..

43 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-03-29 17:40:44)

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Bert44 napisał/a:

A my mamy inaczej. Zaden facet nie rozmawia o swoich problemach zeby go ktos wysłuchał. Powie o tym jak szuka porady. I to między nami różnica. Babki rzeczywiście maja tak ze wystarczy ze sie wygadają i choc problem pozostał to na sercu im lżej.

To nawet nawet ciekawe doświadczenie. Moja zona mowi o problemach to od razu włącza mi sie doradztwo. Ale jak sie skupię i zapamiętam ze nie o to chodzi to ona sobie pogada przez 30 minut, ja posłucham w milczeniu i sprawa załatwiona

Stwierdzam, nie po raz pierwszy zresztą, że chyba jednak bliżej mi do faceta niż kobiety. Ja jestem raczej zadaniowcem, nie lubię się wygadywać, bo mi to tylko niepotrzebnie zabiera czas i energię, dlatego kiedy mam problem, to zamiast chwytać za telefon i umawiać się z przyjaciółką na spotkanie, to szukam rozwiązania. Dzwonię do niej, jak już jest "po wszystkim" i ewentualnie o tym opowiadam.
Wiem, że nie jest to standard, ale tak po prostu mam.

44

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Bert44 napisał/a:
Solaris napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Solaris ja Cie rozumiem.

Chciałem tylko zauważyć ze my mamy inaczej. Mówisz "moze nie potrafi rozmwiac" a ja Ci mówię - bo jest facetem. Umie rozmawiac po facetowemu. Nie jest dla nas naturalne wysłuchanie w ciszy. Rozmowa polegająca na wysłuchaniu to cos czego uczymy sie dla babek. My tak nie rozmawiamy. My działamy zadaniami.

On pewnie uwaza ze załatwił sprawę. I to uczciwie. Przetrawił czy jest problem i stwierdził- nie, nie ma. Fakty sa takie ze nie ma problemu. Emocje w niej sa takie ze problem jednak jest. Jej wewnętrzny problem.  Ale dla niego nie ma. Nawet jakby chcial to jest bezsilny bo nie wie o co jej chodzi. Jakby przeczytał Twoje posty to pewnie by zrobił jak piszesz. Ale musi sie nauczyć obcego jezyka

A tu szyfr:
" A jeśli on nie chce, bo mu nie zależy, bo uważa, że ta relacja nie jest warta większej uwagi z..." = ma to gdzies

No ok, a więc skoro działacie zadaniowo to dlatego powinien zapytać - co mogę zrobić, aby Ci pomoc, żebyś poczuła sie z tym lepiej?  Brzmi po facetowemu chyba, nie?:) I ona wtedy mu - misiu, moglbyś wysluchac, co mi leży na sercu/wątrobie i postarać się zrozumieć moje uczucia. I wtedy on - dobrze kotku, postaram się.
I jak? Takie to trudne i skomplikowane?:))

Tak byłoby najlepiej.

No jasne ze to trudne jak nie wiesz o co chodzi. Przecież powiedzial najszczersza prawde - nie ma problemu. Myslal ze ja uspokoił smile

Haha. No tak, męskie podejście w pigułce. Jak uważa, że nie ma problemu, to nie ma problemu! big_smile
Gdyby to tak naprawdę działało, extra by było. Jestem za!:))

45

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Solaris napisał/a:
Bert44 napisał/a:
Solaris napisał/a:

No ok, a więc skoro działacie zadaniowo to dlatego powinien zapytać - co mogę zrobić, aby Ci pomoc, żebyś poczuła sie z tym lepiej?  Brzmi po facetowemu chyba, nie?:) I ona wtedy mu - misiu, moglbyś wysluchac, co mi leży na sercu/wątrobie i postarać się zrozumieć moje uczucia. I wtedy on - dobrze kotku, postaram się.
I jak? Takie to trudne i skomplikowane?:))

Tak byłoby najlepiej.

No jasne ze to trudne jak nie wiesz o co chodzi. Przecież powiedzial najszczersza prawde - nie ma problemu. Myslal ze ja uspokoił smile

Haha. No tak, męskie podejście w pigułce. Jak uważa, że nie ma problemu, to nie ma problemu! big_smile
Gdyby to tak naprawdę działało, extra by było. Jestem za!:))

Ale się musimy nagimnastykować (w sensie babki i faceci) żeby się zrozumieć

46

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Solaris napisał/a:

Ma sens, bo czujesz, że nie jesteś sama z tym i jak już pisalam, samo opowiedzenie o tym, co się dzieje w środku, pomaga. Tu nie chodzi o żadne terapeutyzowanie chociaż już sama rozmowa o czymś, co uwiera jest terapią samą w sobie:) Jejku, czy jak kiedykolwiek bliskiej osobie zwierzałas się ze swoich bolączek to oczekiwałaś, że zajmie się nimi albo machnie rożdzką i znikną?;) Nie. Pewnie wystarczyło, że zostałas wysluchana, zrozumiana, przytulona i uslyszałas parę słów, od ktorych zrobiło Ci się ciepło na sercu:)
Nad analizowaniem demonów Ani to musi popracowac Ania i terapeuta, jeśli problem jest poważny i mocno wpływa na ich relację. Jej facet ma ją tylko wspierać w tym. I pokazywać, ze jest z nią a nie podchodzić na zasadzie "oj tam, wymyślasz, było, minęło". To nie jest wspierajace tylko wprost przeciwnie a związek chyba nie na tym polega. Ale każdy ma swoją własną wizje tego:)

Czy samo opowiedzenie o tym, co się dzieje w środku pomaga?
Ja bym powiedziała, ze to jedno wielkie "zależy" a nie aksjomat.
Zależy komu, zależy kiedy, zależy o co chodzi i jeszcze ileś zależy mogę wykombinować smile
Osobiście nie należę do grupy mającej potrzebę zwierzania się z bolączek, zresztą samo słowo "bolączka" dla mnie trochę jest niejasne.




Tak bardziej ogólnie to odnoszę wrażenie, że jest taki trend "partner/ka ma zaspokoić wszystkie moje potrzeby", a ludzie będący w związkach zwyczajnie nie wyrabiają, bo to nie do udźwignięcia w dłuższej perspektywie.
Partner też człowiek, nie zawsze jest w formie by wysłuchać, może nie być w stanie tak z marszu zrozumieć, o co w ogóle chodzi.
Bardziej serio to naprawdę nie mogę się pozbyć wrażenia, że do wygadywania się i dzielenia bolączkami nie zawsze akurat partner jest najlepszym wyborem.

47 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-03-29 18:25:21)

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Bert44 napisał/a:

To nawet nawet ciekawe doświadczenie. Moja zona mowi o problemach to od razu włącza mi sie doradztwo. Ale jak sie skupię i zapamiętam ze nie o to chodzi to ona sobie pogada przez 30 minut, ja posłucham w milczeniu i sprawa załatwiona

To nie roznica miedzy mezczyznami a kobietami tylko ludzmi zdrowymi i chorymi psychicznie - jedynie korelacja jest taka, ze wiekszosc kobiet jest zaburzonych i stad retoryka, ze to kwestia "plci mozgu xDxD".

Kazdy zdrowy psychicznie czlowiek postawiony w problematycznej sytuacji szuka rozwiazania problemu i wsparcia w jego rozwiazaniu.

Dla twojej zony, jak dla kazdego z narcyzmem - czyli wiekszosci kobiet i czesci mezczyzn - ochrona wlasnego wizerunku jest wazniejsza niz jakikolwiek rzeczywisty problem.

Ludzie, ktorzy tego nie rozumieja, nie potrafia wytlumaczyc dlaczego niektorzy ludzie (wiekszosc kobiet) gdy maja problem i pokaze im sie, ze mozna go latwo rozwiazac, zamiast byc wdziecznymi, sa wsciekli.
A wytlumaczenie jest proste - dzieje sie tak dlatego, ze pokazujac, ze cos co bylo dla nich trudne, jest dla nas latwe zadalismy cios ich EGO.
Natomiast fakt, ze z czyms potrafilismy sobie poradzic lepiej niz druga osoba (gdy nie ryzwalizujemy z nia tylko jej pomagamy) jest ciosem w EGO tej osoby TYLKO pod warunkiem, ze ta osoba uwaza sie za lepsza od nas.

I wlasnie dlatego wiele kobiet (nie wszystkie) nienawidza gdy mezczyzna im pokaze, ze rozwiazanie problemu, ktory byl dla nich trudny, nie jest takie skomplikowane - bo te kobiety uwazaja, ze sa lepsze od mezczyzn a fakt, ze dla mezczyzny bylo latwe cos co dla nich jest trudne pokazuje im prawde, ktorej nie chca widziec (ze wcale nie sa takie zayebiste jak im sie wydaje).

Kazdy kto nie jest przekonany do powyzszego niech zada sobie pytanie jakiego rodzaju akcja bylaby najskuteczniejsza w sytuacji gdy narcystyczny czlowiek z wyjebanym w kosmos EGO mowi nam o swoim problemie.
Kilka propozycji:
- Powiedz mu, ze jest silny i jesli nie on to nikt sobie z tym problemem nie poradzi
- Powiedz, ze wina lezy wylacznie po stronie kogos innego / wszystkich innych
- Powiedz, ze go podziwiasz za to jak sobie radzi i ze Ciebie by juz ten problem kompletnie rozjechal
- Sluchaj przez pol godziny osoby, ktora lubi sluchac swoj glos

Po czym zaaplikuj to do osoby, ktora przyjdzie do Ciebie z problemem i jesli efekty beda lepsze niz pomoc w rozwiazaniu problemu to wiesz, ze masz do czynienia z "narcystycznym czlowiekiem z wyjebanym w kosmos EGO" - jak zona Berta.

48

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Priscilla napisał/a:

Z tego bardzo łatwo rodzą się napięcia i różne niezdrowe mechanizmy, jak nadmierna zazdrość, próby kontroli, doszukiwanie się problemów tam, gdzie ich nie ma. W efekcie cierpi na tym związek, bo zamiast budować coś na tym, co jest tu i teraz, energia idzie w przeżywanie czegoś, na co żadna ze stron nie ma już wpływu.
Tutaj obiekt przeszłości, która stwarza problem, ma szansę nabrać realnych kształtów, co może generować jeszcze większe obawy i niepokój i jeszcze bardziej wpływać na jakość związku.

Nie zawsze idzie to w tym kierunku i nie powoduje trudności w związku ale na pewno na samym początku jest jakieś żachnięcie i może być lekki „niesmak” przy braku reakcji partnera.

49

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Solaris napisał/a:

Nikt tu przecież nie napisał, że jej facet jest sprawcą jej problemu czy, że powinien brać odpowiedzialność za jej emocje bo niby dlaczego miałby?
Tylko właśnie o zrozumieniu z jego strony, o pochyleniu się nad tym i zwykłym, normalnym zapytaniu jak może jej pomóc. Czasem wystarczy wygadanie się, wyrzucenie z siebie obaw i lęków i świadomość, że ktoś to rozumie i jest z Tobą. A nie postawa "to nie mój problem kochanie". To nie pomaga a tylko jeszcze nasila obawy.
Ta ex sprzed lat jest tylko emocjonalnym wyzwalaczem, aktywowała w Ani jej jakieś demony, które sobie mniej lub bardziej drzemały a teraz wylazły i zatruwają jej głowę.
To, że Ania musi przepracować swoje traumy to oczywista oczywistość, bo jak wczesniej wspomniałam, będzie odtwarzać swój wzorzec reakcji. Ale fajnie, gdyby miała wsparcie ze strony człowieka z ktorym dzieli życie? Bo nie wiem jak ich związek wygląda, czy razem mieszkają czy nie...

Ok.,tak Solaris , zgadzam się , oczekujemy pewnych reakcji od najbliższej nam osoby , nie od razu terapeutycznych ale takich partnerskich jak jest nam źle lub nie radzimy sobie z jakąś sytuacją bez względu na źródło pochodzenia problemu czy niepewności. Pomijanie czy niedopowiadanie nie idzie w dobrum kierunku. Później zostają myślidlaczego nie podjął rozmowy i rodzą się następne pytania.

50 Ostatnio edytowany przez Solaris (2026-03-29 18:43:25)

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Muqin napisał/a:
Solaris napisał/a:

Ma sens, bo czujesz, że nie jesteś sama z tym i jak już pisalam, samo opowiedzenie o tym, co się dzieje w środku, pomaga. Tu nie chodzi o żadne terapeutyzowanie chociaż już sama rozmowa o czymś, co uwiera jest terapią samą w sobie:) Jejku, czy jak kiedykolwiek bliskiej osobie zwierzałas się ze swoich bolączek to oczekiwałaś, że zajmie się nimi albo machnie rożdzką i znikną?;) Nie. Pewnie wystarczyło, że zostałas wysluchana, zrozumiana, przytulona i uslyszałas parę słów, od ktorych zrobiło Ci się ciepło na sercu:)
Nad analizowaniem demonów Ani to musi popracowac Ania i terapeuta, jeśli problem jest poważny i mocno wpływa na ich relację. Jej facet ma ją tylko wspierać w tym. I pokazywać, ze jest z nią a nie podchodzić na zasadzie "oj tam, wymyślasz, było, minęło". To nie jest wspierajace tylko wprost przeciwnie a związek chyba nie na tym polega. Ale każdy ma swoją własną wizje tego:)

Czy samo opowiedzenie o tym, co się dzieje w środku pomaga?
Ja bym powiedziała, ze to jedno wielkie "zależy" a nie aksjomat.
Zależy komu, zależy kiedy, zależy o co chodzi i jeszcze ileś zależy mogę wykombinować smile
Osobiście nie należę do grupy mającej potrzebę zwierzania się z bolączek, zresztą samo słowo "bolączka" dla mnie trochę jest niejasne.


Tak bardziej ogólnie to odnoszę wrażenie, że jest taki trend "partner/ka ma zaspokoić wszystkie moje potrzeby", a ludzie będący w związkach zwyczajnie nie wyrabiają, bo to nie do udźwignięcia w dłuższej perspektywie.
Partner też człowiek, nie zawsze jest w formie by wysłuchać, może nie być w stanie tak z marszu zrozumieć, o co w ogóle chodzi.
Bardziej serio to naprawdę nie mogę się pozbyć wrażenia, że do wygadywania się i dzielenia bolączkami nie zawsze akurat partner jest najlepszym wyborem.

Ale mówimy o związku i jego problemach, wiec dla mnie raczej logiczne, ze najpierw ze swoim facetem będę rozmawiać o tym, co nas dotyczy a nie latać po koleżankach i sąsiadkach, bo co ich to tak naprawdę obchodzi?  One znają go lepiej i mnie? Wiesz, jak będę mieć problem typu czy lepszy do prania Vizir w proszku czy w kapsułkach;) to na pewno zwołam naradę koleżanek;)) ale jeśli temat będzie dotyczył nas to pójdę do niego. Bo jego traktuję jak najwazniejsza osobę.
I nikt tu nie mówi o tym, że partner ma zaspokajać wszystkie nasze potrzeby, ale te najważniejsze powinien, chyba na tym związek polega, na wzajemności, każde coś daje i otrzymuje, co jest ważne dla drugiego. A pochylenie się nad problemem bliskiej osoby to czym wg Ciebie jest? Trendem?;) To Ty gdzie się udajesz, jak masz w związku problem? Do sąsiadki? Czy od razu do terapeuty? Ja bym się wściekła, gdyby on poza plecami chciał rozwiązywać coś, co nas dotyczy. Dla mnie kolejność jest jedna i oczywista.

51

Odp: Niekomfortowa sytuacja
kitki napisał/a:
Solaris napisał/a:

Nikt tu przecież nie napisał, że jej facet jest sprawcą jej problemu czy, że powinien brać odpowiedzialność za jej emocje bo niby dlaczego miałby?
Tylko właśnie o zrozumieniu z jego strony, o pochyleniu się nad tym i zwykłym, normalnym zapytaniu jak może jej pomóc. Czasem wystarczy wygadanie się, wyrzucenie z siebie obaw i lęków i świadomość, że ktoś to rozumie i jest z Tobą. A nie postawa "to nie mój problem kochanie". To nie pomaga a tylko jeszcze nasila obawy.
Ta ex sprzed lat jest tylko emocjonalnym wyzwalaczem, aktywowała w Ani jej jakieś demony, które sobie mniej lub bardziej drzemały a teraz wylazły i zatruwają jej głowę.
To, że Ania musi przepracować swoje traumy to oczywista oczywistość, bo jak wczesniej wspomniałam, będzie odtwarzać swój wzorzec reakcji. Ale fajnie, gdyby miała wsparcie ze strony człowieka z ktorym dzieli życie? Bo nie wiem jak ich związek wygląda, czy razem mieszkają czy nie...

Ok.,tak Solaris , zgadzam się , oczekujemy pewnych reakcji od najbliższej nam osoby , nie od razu terapeutycznych ale takich partnerskich jak jest nam źle lub nie radzimy sobie z jakąś sytuacją bez względu na źródło pochodzenia problemu czy niepewności. Pomijanie czy niedopowiadanie nie idzie w dobrum kierunku. Później zostają myślidlaczego nie podjął rozmowy i rodzą się następne pytania.

O to mi chodzi, ale niektorzy patrzą na to w sposob jakby to było cos bardzo trudnego do udźwignięcia a oni stawiani w roli terapeuty.  Jejku, czy naprawde jakims wysilkiem jest dobra wola, życzliwość i proba wczucia się w emocje osoby, ktora kochamy?

52

Odp: Niekomfortowa sytuacja

Dla jednych szklanka jest do połowy pełna, dla drugich - pusta. To, czy nam to się podoba, czy nie, to nie zmienimy tego. I nie mam na myśli wygody. To co dla jednych jest jasne, widoczne i zrozumiałe, dla innych może zupełnie niewidzialne. Dotyczy to nie tylko przewodniego tematu tego wątku, ale wielu innych spraw.

53 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-03-29 19:08:20)

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Solaris napisał/a:

O to mi chodzi, ale niektorzy patrzą na to w sposob jakby to było cos bardzo trudnego do udźwignięcia a oni stawiani w roli terapeuty.  Jejku, czy naprawde jakims wysilkiem jest dobra wola, życzliwość i proba wczucia się w emocje osoby, ktora kochamy?

Ty mamusi i tatusia szukasz a nie partnera.
Partner jest od tego aby wspolnie budowac przyszlosc i rozwiazywac przeszkody na drodze w tym kierunku a nie przy okazji kazdej pierdoly wsluchiwac sie w twoja rozchwiana emocjonalnosc.

Jesli po obowiazkach zostaje troche wolnego czasu to spedza sie go na wspolnych pasjach, seksie i innych zabawach, ktore relaksuja obie osoby.
A nie energetycznym wampirzeniu bo ktos jest emocjonalnie stabilny jak Uranium-235

54

Odp: Niekomfortowa sytuacja
JohnyBravo777 napisał/a:
Bert44 napisał/a:

To nawet nawet ciekawe doświadczenie. Moja zona mowi o problemach to od razu włącza mi sie doradztwo. Ale jak sie skupię i zapamiętam ze nie o to chodzi to ona sobie pogada przez 30 minut, ja posłucham w milczeniu i sprawa załatwiona

To nie roznica miedzy mezczyznami a kobietami tylko ludzmi zdrowymi i chorymi psychicznie - jedynie korelacja jest taka, ze wiekszosc kobiet jest zaburzonych i stad retoryka, ze to kwestia "plci mozgu xDxD".

Kazdy zdrowy psychicznie czlowiek postawiony w problematycznej sytuacji szuka rozwiazania problemu i wsparcia w jego rozwiazaniu.

Dla twojej zony, jak dla kazdego z narcyzmem - czyli wiekszosci kobiet i czesci mezczyzn - ochrona wlasnego wizerunku jest wazniejsza niz jakikolwiek rzeczywisty problem.

Ludzie, ktorzy tego nie rozumieja, nie potrafia wytlumaczyc dlaczego niektorzy ludzie (wiekszosc kobiet) gdy maja problem i pokaze im sie, ze mozna go latwo rozwiazac, zamiast byc wdziecznymi, sa wsciekli.
A wytlumaczenie jest proste - dzieje sie tak dlatego, ze pokazujac, ze cos co bylo dla nich trudne, jest dla nas latwe zadalismy cios ich EGO.
Natomiast fakt, ze z czyms potrafilismy sobie poradzic lepiej niz druga osoba (gdy nie ryzwalizujemy z nia tylko jej pomagamy) jest ciosem w EGO tej osoby TYLKO pod warunkiem, ze ta osoba uwaza sie za lepsza od nas.

I wlasnie dlatego wiele kobiet (nie wszystkie) nienawidza gdy mezczyzna im pokaze, ze rozwiazanie problemu, ktory byl dla nich trudny, nie jest takie skomplikowane - bo te kobiety uwazaja, ze sa lepsze od mezczyzn a fakt, ze dla mezczyzny bylo latwe cos co dla nich jest trudne pokazuje im prawde, ktorej nie chca widziec (ze wcale nie sa takie zayebiste jak im sie wydaje).

Kazdy kto nie jest przekonany do powyzszego niech zada sobie pytanie jakiego rodzaju akcja bylaby najskuteczniejsza w sytuacji gdy narcystyczny czlowiek z wyjebanym w kosmos EGO mowi nam o swoim problemie.
Kilka propozycji:
- Powiedz mu, ze jest silny i jesli nie on to nikt sobie z tym problemem nie poradzi
- Powiedz, ze wina lezy wylacznie po stronie kogos innego / wszystkich innych
- Powiedz, ze go podziwiasz za to jak sobie radzi i ze Ciebie by juz ten problem kompletnie rozjechal
- Sluchaj przez pol godziny osoby, ktora lubi sluchac swoj glos

Po czym zaaplikuj to do osoby, ktora przyjdzie do Ciebie z problemem i jesli efekty beda lepsze niz pomoc w rozwiazaniu problemu to wiesz, ze masz do czynienia z "narcystycznym czlowiekiem z wyjebanym w kosmos EGO" - jak zona Berta.

Dziękuję za specjalistyczna dogłębna diagnozę. Potwierdziłeś moje przypuszczenia. Teraz wszystko jest logiczne

55

Odp: Niekomfortowa sytuacja

Bert, nie karmimy troli!

56

Odp: Niekomfortowa sytuacja
Solaris napisał/a:

Bert, nie karmimy troli!

Taki jestem. Jak ktos głodny to staram sie pomoc. Że taki słodziak jestem smile

Posty [ 56 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Niekomfortowa sytuacja

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026