Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 50 ]

Temat: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

Zawsze wydawało mi się, że jestem osobą, która nie przywiązuje wagi do takich drobiazgów. A jednak… Gdy dziś przypadkiem zobaczyłam zdjęcie na ekranie blokady telefonu mojego męża, coś we mnie się złamało. To urocza fotografia naszej córki – jej śmiech, który rozjaśnia nawet najgorszy dzień. Teoretycznie powinnam się tylko uśmiechnąć i wzruszyć, ale zamiast tego poczułam ukłucie zazdrości. I nie chodzi tu o to, że wybrał jej zdjęcie zamiast mojego – przecież nasze dziecko to część nas obojga. Problem leży gdzie indziej.

To kwestia symboliki. Telefon to przedmiot, z którym spędzamy całe dnie, który trzymamy w dłoniach, który widzimy jako pierwszy po przebudzeniu. Umieszczając na nim zdjęcie tylko jednej osoby – nawet jeśli to nasze ukochane dziecko – mimochodem wysyła się komunikat: ty jesteś ważna, ale ona jest ważniejsza. A przecież rodzina to całość. Dlaczego nie wybrać wspólnego zdjęcia? Albo chociaż dwóch osobnych, które się zmieniają?

Może brzmię przewrażliwiona, ale wierzę, że takie drobne gesty często mówią więcej niż wielkie deklaracje. Nie potrzebuję kwiatów ani wielkich słów – czasem wystarczy odrobina uważności, by poczuć się naprawdę docenioną. A teraz zastanawiam się… Czy to naprawdę tylko o to zdjęcie chodzi? Czy może o coś więcej – o tę niewypowiedzianą potrzebę bycia zauważoną nie tylko jako matka, ale też jako kobieta i partnerka?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-08-10 12:17:18)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

A ile dziecko ma lat?

Pytam, bo jak słodki maluszek to większość rodziców umieszcza na pulpicie takie zdjęcia smile

Przyznam, że ja nigdy nie miałam zdjęcia faceta na ekranie, jakoś uważam to za lekką przesadę.

Co do tematu...Martwiłabym się, gdyby miał na tapecie nie wasze dziecko a swoją mamusię big_smile
U Ciebie problem chyba w tym, jak sama zauważyłaś, że masz potrzebę, nawet bardzo silną, bycia zauważoną jako kobieta a ta potrzeba nie jest spełniona. Czyli na co dzień mąż nie okazuje Ci tego, jak jesteś dla niego ważna. W gestach, słowach itp.
Bez szczerej rozmowy się nie obejdzie. Bo może być tak, że z czasem podświadomie zaczniesz obwiniać dziecko za to, że skupia większą uwagę męża, niż Ty.

3

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
IzaIzaIza napisał/a:

Zawsze wydawało mi się, że jestem osobą, która nie przywiązuje wagi do takich drobiazgów. A jednak… Gdy dziś przypadkiem zobaczyłam zdjęcie na ekranie blokady telefonu mojego męża, coś we mnie się złamało. To urocza fotografia naszej córki – jej śmiech, który rozjaśnia nawet najgorszy dzień. Teoretycznie powinnam się tylko uśmiechnąć i wzruszyć, ale zamiast tego poczułam ukłucie zazdrości. I nie chodzi tu o to, że wybrał jej zdjęcie zamiast mojego – przecież nasze dziecko to część nas obojga. Problem leży gdzie indziej.

To kwestia symboliki. Telefon to przedmiot, z którym spędzamy całe dnie, który trzymamy w dłoniach, który widzimy jako pierwszy po przebudzeniu. Umieszczając na nim zdjęcie tylko jednej osoby – nawet jeśli to nasze ukochane dziecko – mimochodem wysyła się komunikat: ty jesteś ważna, ale ona jest ważniejsza. A przecież rodzina to całość. Dlaczego nie wybrać wspólnego zdjęcia? Albo chociaż dwóch osobnych, które się zmieniają?

Może brzmię przewrażliwiona, ale wierzę, że takie drobne gesty często mówią więcej niż wielkie deklaracje. Nie potrzebuję kwiatów ani wielkich słów – czasem wystarczy odrobina uważności, by poczuć się naprawdę docenioną. A teraz zastanawiam się… Czy to naprawdę tylko o to zdjęcie chodzi? Czy może o coś więcej – o tę niewypowiedzianą potrzebę bycia zauważoną nie tylko jako matka, ale też jako kobieta i partnerka?

Jesteś przewrażliwiona, nie porównuj się z dzieckiem. Ty też byś miała na tapecie męża, a nie dziecko? Pewnie powiesz razem, ale to jesteś ty i masz prawo wyboru tak samo jak mąż.
Ale jak się nie ma większych problemów, to te nieistotne urastają do rangi…

4

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
IzaIzaIza napisał/a:

Zawsze wydawało mi się, że jestem osobą, która nie przywiązuje wagi do takich drobiazgów. A jednak… Gdy dziś przypadkiem zobaczyłam zdjęcie na ekranie blokady telefonu mojego męża, coś we mnie się złamało. To urocza fotografia naszej córki – jej śmiech, który rozjaśnia nawet najgorszy dzień. Teoretycznie powinnam się tylko uśmiechnąć i wzruszyć, ale zamiast tego poczułam ukłucie zazdrości. I nie chodzi tu o to, że wybrał jej zdjęcie zamiast mojego – przecież nasze dziecko to część nas obojga. Problem leży gdzie indziej.

To kwestia symboliki. Telefon to przedmiot, z którym spędzamy całe dnie, który trzymamy w dłoniach, który widzimy jako pierwszy po przebudzeniu. Umieszczając na nim zdjęcie tylko jednej osoby – nawet jeśli to nasze ukochane dziecko – mimochodem wysyła się komunikat: ty jesteś ważna, ale ona jest ważniejsza. A przecież rodzina to całość. Dlaczego nie wybrać wspólnego zdjęcia? Albo chociaż dwóch osobnych, które się zmieniają?

Może brzmię przewrażliwiona, ale wierzę, że takie drobne gesty często mówią więcej niż wielkie deklaracje. Nie potrzebuję kwiatów ani wielkich słów – czasem wystarczy odrobina uważności, by poczuć się naprawdę docenioną. A teraz zastanawiam się… Czy to naprawdę tylko o to zdjęcie chodzi? Czy może o coś więcej – o tę niewypowiedzianą potrzebę bycia zauważoną nie tylko jako matka, ale też jako kobieta i partnerka?

Nie mam dzieci, ale Cię trochę rozumiem.

Mój przyjaciel miał w avatarze na fb zdjęcie siebie i żony, bo naprawdę bardzo ją kochał. Przytuleni, roześmiani. Gdy urodziło im się dziecko - zdjęcia żony zniknęły. Na avatarze on sam z córką, w albumach - zdjęcia córki. A przecież między nim a żoną nic się nie popsuło!
Dlaczego nie dał zdjęcia wspólnego, gdzie są całą trójką?
Myślę że jej (żonie) jest też trochę przykro, jak Tobie.

5

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

Czasy takie, że jak mąż Cię nie ma na fejsie czy insta to znaczy, że nie kocha tongue

6

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

Nie wiem co Ci doradzić.  Dla mnie Twoja reakcja jest nieromalna

7

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
Solaris napisał/a:

Czasy takie, że jak mąż Cię nie ma na fejsie czy insta to znaczy, że nie kocha tongue

Zupełnie nie o to chodzi. smile

8 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-08-10 19:34:33)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
madoja napisał/a:
Solaris napisał/a:

Czasy takie, że jak mąż Cię nie ma na fejsie czy insta to znaczy, że nie kocha tongue

Zupełnie nie o to chodzi. smile

Wiem, troszkę śmieszkuję. Ale uważam, że ludzie czasem sobie wkręcają niepotrzebnie pewne rzeczy. Jeśli codzienność jest bez zmian, czyli jest czułość, miłość, zrozumienie.. to fakt, że na fejsie czy w telefonie jest zdjecie dziecka zamiast niej, nie powinien burzyć spokoju. Zazwyczaj ludzie zwracają uwagę na takie rzeczy, gdy ta wspólna codzienność szwankuje, gdy ktoś czuje się zaniedbany, niezauważany, gdzie brak emocjonalnej bliskości.

9 Ostatnio edytowany przez madoja (2025-08-10 15:06:50)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
Solaris napisał/a:
madoja napisał/a:
Solaris napisał/a:

Czasy takie, że jak mąż Cię nie ma na fejsie czy insta to znaczy, że nie kocha tongue

Zupełnie nie o to chodzi. smile

Wiem, troszkę śmieszkuję. Ale uważam, że ludzie czasem sobie wkręcają niepotrzebnie pewne rzeczy. Jeśli codzienność jest bez zmian, czyli jest czułość, miłość, zrozumienie.. to fakt, że na fejsie czy w telefonie jest zdjecie dziecka zamiast niej, nie powinna burzyć spokoju. Zazwyczaj ludzie zwracają uwagę na takie rzeczy, gdy ta wspólna codzienność szwankuje, gdy ktoś czuje się zaniedbany, niezauważany, gdzie brak emocjonalnej bliskości.

Ja oczywiście to rozumiem.

Ale pomyślmy sobie tak.
Gdyby Twój maż Twoje zdjęcie w telefonie (na tapecie) zamienił na zdjęcie Waszego psa - czy w jakiś sposób by Cię to ukłuło?
Jeśli tak, to oznacza że zabolała Cię jego hierarchia.

Nie chodzi o to, że porównuję psa do dziecka, zupełnie nie. smile Tylko o to że trochę może ukłuć, gdy jest się zamienianym na KOGOŚ INNEGO - nawet jeśli tylko w postaci zdjęcia.

Generalnie tak - problem z tematu jest z dupy i prawdopodobnie ja bym sobie tym głowy nie zawracała.
Ale czasami lubię się wczuć w miałkie problemy. smile

10

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
madoja napisał/a:
Solaris napisał/a:
madoja napisał/a:

Zupełnie nie o to chodzi. smile

Wiem, troszkę śmieszkuję. Ale uważam, że ludzie czasem sobie wkręcają niepotrzebnie pewne rzeczy. Jeśli codzienność jest bez zmian, czyli jest czułość, miłość, zrozumienie.. to fakt, że na fejsie czy w telefonie jest zdjecie dziecka zamiast niej, nie powinna burzyć spokoju. Zazwyczaj ludzie zwracają uwagę na takie rzeczy, gdy ta wspólna codzienność szwankuje, gdy ktoś czuje się zaniedbany, niezauważany, gdzie brak emocjonalnej bliskości.

Ja oczywiście to rozumiem.

Ale pomyślmy sobie tak.
Gdyby Twój maż Twoje zdjęcie w telefonie (na tapecie) zamienił na zdjęcie Waszego psa - czy w jakiś sposób by Cię to ukłuło?
Jeśli tak, to oznacza że zabolała Cię jego hierarchia.

Nie chodzi o to, że porównuję psa do dziecka, zupełnie nie. smile Tylko o to że trochę może ukłuć, gdy jest się zamienianym na KOGOŚ INNEGO - nawet jeśli tylko w postaci zdjęcia.

Generalnie tak - problem z tematu jest z dupy i prawdopodobnie ja bym sobie tym głowy nie zawracała.
Ale czasami lubię się wczuć w miałkie problemy. smile

Raczej by mnie nie ukłuło. Ale ja w ogóle nie znoszę być na jakichkolwiek tapetach nawet gdyby to były tapety mojego męża big_smile Kiedyś niemąż na monitor mnie sobie wstawił, od razu kazałam mu usunąć. Po prostu nie lubię tego. Dlatego tutaj to dla mnie żaden problem, ale oczywiście mam inne, nie jestem ideałem, jestem zazdrosna, ale to się przejawia w inny sposób. Jak zobaczę jakąś jego ex gdzieś na jakichś zdjęciach na kompie itp. to mnie strzela coś. Raz wzięłam jakąś książkę z półki, otwieram a tam wypadło zdjęcie jego z nią. Dawne czasy, ale jednak. No żesz...Jakaś pochodna syndromu Rebeki mi się wtedy uruchamia big_smile

11 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-08-10 17:05:53)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

Według mnie to nie masz powodow do zazdrości o własne dziecko. To,że nie jesteś u niego na tapecie na zdjęciu nie oznacza, że kocha Cię mniej. Mój ex to akurat co czesto zmieniał tapete na telefonie raz byłam ja na tapecie,innym razem nasza corka, czasem wszyscy razem i jakoś nie przyszło mi do głowy, żeby być zazdrosna o dziecko,bo miał ja na tapecie np kilka dni czasu,zamiast mnie big_smile

12 Ostatnio edytowany przez IzaIzaIza (2025-08-11 05:55:43)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
Solaris napisał/a:

A ile dziecko ma lat?

Pytam, bo jak słodki maluszek to większość rodziców umieszcza na pulpicie takie zdjęcia smile

Przyznam, że ja nigdy nie miałam zdjęcia faceta na ekranie, jakoś uważam to za lekką przesadę.

Co do tematu...Martwiłabym się, gdyby miał na tapecie nie wasze dziecko a swoją mamusię big_smile
U Ciebie problem chyba w tym, jak sama zauważyłaś, że masz potrzebę, nawet bardzo silną, bycia zauważoną jako kobieta a ta potrzeba nie jest spełniona. Czyli na co dzień mąż nie okazuje Ci tego, jak jesteś dla niego ważna. W gestach, słowach itp.
Bez szczerej rozmowy się nie obejdzie. Bo może być tak, że z czasem podświadomie zaczniesz obwiniać dziecko za to, że skupia większą uwagę męża, niż Ty.

Córka ma 4 latka – to ten uroczy wiek, kiedy tatusiowie często mają 'fazę' na swoje księżniczki, co samo w sobie jest słodkie. Masz rację, że chodzi o coś więcej niż zdjęcie – to właśnie te codzienne gesty, które sprawiają, że czujesz się ważna. Dzięki za zrozumienie i radę. Rozmowa na pewno będzie potrzebna, ale chciałam najpierw upewnić się, czy to nie tylko moja nadwrażliwość. W końcu w rodzicielstwie łatwo zgubić się w rolach 'mamy' i 'żony".

13 Ostatnio edytowany przez IzaIzaIza (2025-08-11 05:55:10)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
wieka napisał/a:
IzaIzaIza napisał/a:

Zawsze wydawało mi się, że jestem osobą, która nie przywiązuje wagi do takich drobiazgów. A jednak… Gdy dziś przypadkiem zobaczyłam zdjęcie na ekranie blokady telefonu mojego męża, coś we mnie się złamało. To urocza fotografia naszej córki – jej śmiech, który rozjaśnia nawet najgorszy dzień. Teoretycznie powinnam się tylko uśmiechnąć i wzruszyć, ale zamiast tego poczułam ukłucie zazdrości. I nie chodzi tu o to, że wybrał jej zdjęcie zamiast mojego – przecież nasze dziecko to część nas obojga. Problem leży gdzie indziej.

To kwestia symboliki. Telefon to przedmiot, z którym spędzamy całe dnie, który trzymamy w dłoniach, który widzimy jako pierwszy po przebudzeniu. Umieszczając na nim zdjęcie tylko jednej osoby – nawet jeśli to nasze ukochane dziecko – mimochodem wysyła się komunikat: ty jesteś ważna, ale ona jest ważniejsza. A przecież rodzina to całość. Dlaczego nie wybrać wspólnego zdjęcia? Albo chociaż dwóch osobnych, które się zmieniają?

Może brzmię przewrażliwiona, ale wierzę, że takie drobne gesty często mówią więcej niż wielkie deklaracje. Nie potrzebuję kwiatów ani wielkich słów – czasem wystarczy odrobina uważności, by poczuć się naprawdę docenioną. A teraz zastanawiam się… Czy to naprawdę tylko o to zdjęcie chodzi? Czy może o coś więcej – o tę niewypowiedzianą potrzebę bycia zauważoną nie tylko jako matka, ale też jako kobieta i partnerka?

Jesteś przewrażliwiona, nie porównuj się z dzieckiem. Ty też byś miała na tapecie męża, a nie dziecko? Pewnie powiesz razem, ale to jesteś ty i masz prawo wyboru tak samo jak mąż.
Ale jak się nie ma większych problemów, to te nieistotne urastają do rangi…

Wiem, że porównywanie się do dziecka brzmi absurdalnie – i pewnie masz rację, że to 'pierwszy świat problem. Ale czasem te drobiazgi odsłaniają większe pragnienia: bycia zauważoną nie tylko jako rodzic, ale też jako partnerka. Może to kwestia języka miłości? Dla jednych to słowa, dla innych właśnie takie symbole. Dzięki za perspektywę – czasem warto usłyszeć, że się dramatyzuje.

14

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
madoja napisał/a:
IzaIzaIza napisał/a:

Zawsze wydawało mi się, że jestem osobą, która nie przywiązuje wagi do takich drobiazgów. A jednak… Gdy dziś przypadkiem zobaczyłam zdjęcie na ekranie blokady telefonu mojego męża, coś we mnie się złamało. To urocza fotografia naszej córki – jej śmiech, który rozjaśnia nawet najgorszy dzień. Teoretycznie powinnam się tylko uśmiechnąć i wzruszyć, ale zamiast tego poczułam ukłucie zazdrości. I nie chodzi tu o to, że wybrał jej zdjęcie zamiast mojego – przecież nasze dziecko to część nas obojga. Problem leży gdzie indziej.

To kwestia symboliki. Telefon to przedmiot, z którym spędzamy całe dnie, który trzymamy w dłoniach, który widzimy jako pierwszy po przebudzeniu. Umieszczając na nim zdjęcie tylko jednej osoby – nawet jeśli to nasze ukochane dziecko – mimochodem wysyła się komunikat: ty jesteś ważna, ale ona jest ważniejsza. A przecież rodzina to całość. Dlaczego nie wybrać wspólnego zdjęcia? Albo chociaż dwóch osobnych, które się zmieniają?

Może brzmię przewrażliwiona, ale wierzę, że takie drobne gesty często mówią więcej niż wielkie deklaracje. Nie potrzebuję kwiatów ani wielkich słów – czasem wystarczy odrobina uważności, by poczuć się naprawdę docenioną. A teraz zastanawiam się… Czy to naprawdę tylko o to zdjęcie chodzi? Czy może o coś więcej – o tę niewypowiedzianą potrzebę bycia zauważoną nie tylko jako matka, ale też jako kobieta i partnerka?

Nie mam dzieci, ale Cię trochę rozumiem.

Mój przyjaciel miał w avatarze na fb zdjęcie siebie i żony, bo naprawdę bardzo ją kochał. Przytuleni, roześmiani. Gdy urodziło im się dziecko - zdjęcia żony zniknęły. Na avatarze on sam z córką, w albumach - zdjęcia córki. A przecież między nim a żoną nic się nie popsuło!
Dlaczego nie dał zdjęcia wspólnego, gdzie są całą trójką?
Myślę że jej (żonie) jest też trochę przykro, jak Tobie.

Dokładnie o to mi chodzi! To nie jest zazdrość o miłość do dziecka, tylko o ten symboliczny brak. Wspólne zdjęcie byłoby takim prostym gestem: 'jesteśmy rodziną, a nie tylko rodzicami'. Cieszę się, że ktoś to zrozumiał – bo czasem trudno to wytłumaczyć bez wrażenia, że 'wymyślam problemy'. Dzięki za przykład – utwierdził mnie w przekonaniu, że to nie tylko moja głowa.

15 Ostatnio edytowany przez IzaIzaIza (2025-08-11 05:54:34)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
Solaris napisał/a:

Czasy takie, że jak mąż Cię nie ma na fejsie czy insta to znaczy, że nie kocha tongue


Haha, no tak – wtedy byłby to dowód miłości w stylu XXI wieku. Ale serio: chyba wolę, żeby jego uczucia były widoczne w realu, a nie tylko w social mediach. Choć jeden post z serduszkiem by nie zaszkodził... śmiech przez łzy

16 Ostatnio edytowany przez IzaIzaIza (2025-08-11 05:54:02)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
Julia life in UK napisał/a:

Według mnie to nie masz powodow do zazdrości o własne dziecko. To,że nie jesteś u niego na tapecie na zdjęciu nie oznacza, że kocha Cię mniej. Mój ex to akurat co czesto zmieniał tapete na telefonie raz byłam ja na tapecie,innym razem nasza corka, czasem wszyscy razem i jakoś nie przyszło mi do głowy, żeby być zazdrosna o dziecko,bo miał ja na tapecie np kilka dni czasu,zamiast mnie big_smile

Może masz rację, że to nieracjonalne – miłość do dziecka i partnera to przecież dwa różne uczucia. Ale emocje rzadko słuchają logiki. Dzięki za szczerość – czasem warto usłyszeć, że się spinamy o drobiazgi. Pewnie gdybym na co dzień czuła się bardziej doceniana, zdjęcie nawet by mi nie przyszło do głowy.

17

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
IzaIzaIza napisał/a:
Solaris napisał/a:

A ile dziecko ma lat?

Pytam, bo jak słodki maluszek to większość rodziców umieszcza na pulpicie takie zdjęcia smile

Przyznam, że ja nigdy nie miałam zdjęcia faceta na ekranie, jakoś uważam to za lekką przesadę.

Co do tematu...Martwiłabym się, gdyby miał na tapecie nie wasze dziecko a swoją mamusię big_smile
U Ciebie problem chyba w tym, jak sama zauważyłaś, że masz potrzebę, nawet bardzo silną, bycia zauważoną jako kobieta a ta potrzeba nie jest spełniona. Czyli na co dzień mąż nie okazuje Ci tego, jak jesteś dla niego ważna. W gestach, słowach itp.
Bez szczerej rozmowy się nie obejdzie. Bo może być tak, że z czasem podświadomie zaczniesz obwiniać dziecko za to, że skupia większą uwagę męża, niż Ty.

Córka ma 4 latka – to ten uroczy wiek, kiedy tatusiowie często mają 'fazę' na swoje księżniczki, co samo w sobie jest słodkie. Masz rację, że chodzi o coś więcej niż zdjęcie – to właśnie te codzienne gesty, które sprawiają, że czujesz się ważna. Dzięki za zrozumienie i radę. Rozmowa na pewno będzie potrzebna, ale chciałam najpierw upewnić się, czy to nie tylko moja nadwrażliwość. W końcu w rodzicielstwie łatwo zgubić się w rolach 'mamy' i 'żony".

Ta faza na księżniczki lubi pozostawać, o czym nie świadczy zdjęcie na tapecie ale jeśli faktycznie będzie wychowywał dziecko na córeczkę tatusia, to ta wejdzie mu na głowę i dobrze nie będzie, też w kontekście twojego samopoczucia.
Dlatego nie o zdjęciu w telefonie ale o waszych relacjach powinnaś z mężem porozmawiać czyli ty, dziecko i mąż, tym bardziej jeśli widzisz, że on nie kocha córki tylko jest w niej zakochany i czujesz się na drugim planie nie tylko dla męża ale też dla córki.

18 Ostatnio edytowany przez Legat (2025-08-11 08:45:05)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
IzaIzaIza napisał/a:

Może masz rację, że to nieracjonalne – miłość do dziecka i partnera to przecież dwa różne uczucia.

Przecież tu nie chodzi o uczucia. Chodzi o hierarchię, w której ty jesteś na końcu.

wieka napisał/a:

Dlatego nie o zdjęciu w telefonie ale o waszych relacjach powinnaś z mężem porozmawiać ...

A ja się znowu powtórzę. smile Jedna rozmowa niczego nie załatwi. Jeśli faktycznie mąż ma swoją księżniczkę, to przez rozmowę nie zrezygnuje z tego co daje mu radość i satysfakcję.
Gdzieś to małżeństwo się zagubiło. Może od początku nie było miłości, tylko chęć posiadania dziecka, stabilizacji. Trzeba to sobie poukładać najpierw w głowie samemu.

19 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-08-11 08:48:25)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
Legat napisał/a:
IzaIzaIza napisał/a:

Może masz rację, że to nieracjonalne – miłość do dziecka i partnera to przecież dwa różne uczucia.

Przecież tu nie chodzi o uczucia. Chodzi o hierarchię, w której ty jesteś na końcu.

Nie wiem czy można mówić o końcu, ale często też tak bywa, że kobieta jak już ma dziecko to jest dla niej całym światem, a mąż jest odstawiony na boczny tor, choć nie przypięty do ostatniego wagonu i tu może być sytuacja odwrotna. Dlatego autorka odczuwa dyskomfort związany ze zbytnim zaangażowaniem męża i jakby pominięciem jej w równorzędnym wychowywaniu dziecka. A wszystko co jest związane z wychowaniem dziecka powinno być uzgodnione wspólnie, jeżeli jest dysonans.

20

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
IzaIzaIza napisał/a:
Solaris napisał/a:

A ile dziecko ma lat?

Pytam, bo jak słodki maluszek to większość rodziców umieszcza na pulpicie takie zdjęcia smile

Przyznam, że ja nigdy nie miałam zdjęcia faceta na ekranie, jakoś uważam to za lekką przesadę.

Co do tematu...Martwiłabym się, gdyby miał na tapecie nie wasze dziecko a swoją mamusię big_smile
U Ciebie problem chyba w tym, jak sama zauważyłaś, że masz potrzebę, nawet bardzo silną, bycia zauważoną jako kobieta a ta potrzeba nie jest spełniona. Czyli na co dzień mąż nie okazuje Ci tego, jak jesteś dla niego ważna. W gestach, słowach itp.
Bez szczerej rozmowy się nie obejdzie. Bo może być tak, że z czasem podświadomie zaczniesz obwiniać dziecko za to, że skupia większą uwagę męża, niż Ty.

Córka ma 4 latka – to ten uroczy wiek, kiedy tatusiowie często mają 'fazę' na swoje księżniczki, co samo w sobie jest słodkie. Masz rację, że chodzi o coś więcej niż zdjęcie – to właśnie te codzienne gesty, które sprawiają, że czujesz się ważna. Dzięki za zrozumienie i radę. Rozmowa na pewno będzie potrzebna, ale chciałam najpierw upewnić się, czy to nie tylko moja nadwrażliwość. W końcu w rodzicielstwie łatwo zgubić się w rolach 'mamy' i 'żony".

4 latka to już dziewuszka z charakterkiem, ale jeszcze słodziak do którego ręce same się garną, żeby tulasić smile Bardzo dobrze, że tatusiowie mają fazy na księżniczki. Relacja z tatą jest dla dziewczynki bardzo ważna. Lepsze bycie księżniczką niż kopciuszkiem, bo kiepska relacja z tatą to potem często kiepskie relacje z mężczyznami. Daddy issues. Nic fajnego.
Czy wątpliwości powstały dopiero po tym, jak zobaczyłaś zdjęcie? Gdyby nie to, to czułaś się wystarczająco ważna?
Dziecko zawsze zmienia trochę relacje w układzie k-m i to jest naturalne. Przestajesz być już tylko kobietą, kochanką, żoną...a jesteś matką. Czasem ludzie się gubią w tych rolach, nie trzymają balansu, skupiają się bardziej na jednej, co nie jest dobre.
Koniecznie porozmawiaj z mężem, bez spiny smile

21 Ostatnio edytowany przez Alice1 (2025-08-11 18:30:27)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

Ja kiedys tez mialam takiego faceta pierdole .... ale gdy patrzyl na inne kobietki to bylam zazdrosna

22

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
Solaris napisał/a:

Relacja z tatą jest dla dziewczynki bardzo ważna. Lepsze bycie księżniczką niż kopciuszkiem, bo kiepska relacja z tatą to potem często kiepskie relacje z mężczyznami. Daddy issues. Nic fajnego.

To sobie wyobraz jak odrealnione wymagania ma pozniej taka "ksiezniczka" w stosunku do swojego partnera.
W ogole nie znajdzie sobie nikogo bo zaden nie bedzie mial szans wypelnic butow po ojcu pedofilu, utrzymujacym corke w bance zayebistosci.

23

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
JohnyBravo777 napisał/a:
Solaris napisał/a:

Relacja z tatą jest dla dziewczynki bardzo ważna. Lepsze bycie księżniczką niż kopciuszkiem, bo kiepska relacja z tatą to potem często kiepskie relacje z mężczyznami. Daddy issues. Nic fajnego.

To sobie wyobraz jak odrealnione wymagania ma pozniej taka "ksiezniczka" w stosunku do swojego partnera.
W ogole nie znajdzie sobie nikogo bo zaden nie bedzie mial szans wypelnic butow po ojcu pedofilu, utrzymujacym corke w bance zayebistosci.

Jak Cię poniesie wyobraźnia to rzeczywiście możesz sobie wyobrazić więcej, niż potrzeba.  Dalej uważam, że z dwojga złego, lepiej być w bańce zayebistości niż beznadziei. Z wymagań zawsze można zejść a w drugą stronę nie przeskoczysz często.

24 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-08-11 19:09:37)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
Solaris napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:
Solaris napisał/a:

Relacja z tatą jest dla dziewczynki bardzo ważna. Lepsze bycie księżniczką niż kopciuszkiem, bo kiepska relacja z tatą to potem często kiepskie relacje z mężczyznami. Daddy issues. Nic fajnego.

To sobie wyobraz jak odrealnione wymagania ma pozniej taka "ksiezniczka" w stosunku do swojego partnera.
W ogole nie znajdzie sobie nikogo bo zaden nie bedzie mial szans wypelnic butow po ojcu pedofilu, utrzymujacym corke w bance zayebistosci.

Jak Cię poniesie wyobraźnia to rzeczywiście możesz sobie wyobrazić więcej, niż potrzeba.  Dalej uważam, że z dwojga złego, lepiej być w bańce zayebistości niż beznadziei. Z wymagań zawsze można zejść a w drugą stronę nie przeskoczysz często.

Ta opinia jest calkowicie przeciwna moim obserwacjom.
Znajdzie sie grono mezczyzn, ktorzy wypelnia buty po ojcu na chwile aby zaliczyc.
Wiec dziewczyna sie bedzie ludzila, ze jej wymagania nie sa problemem.
Tylko faceci sa chuyami bo ciupaja i uciekaja.

Szansa, ze taka kobieta (ksiezniczka) uswiadomi sobie, ze problem lezy w jej niewielkich umiejetnosciach i - w konsekwencji - tym co moze zaoferowac a jednoczesnie zbyt wielkich wymaganiach (a przeciez dla ksiezniczki zadne wymagania nie sa zbyt wielkie) - z moich obserwacji - wynosi dokladnie 0%.

25

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
JohnyBravo777 napisał/a:
Solaris napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

To sobie wyobraz jak odrealnione wymagania ma pozniej taka "ksiezniczka" w stosunku do swojego partnera.
W ogole nie znajdzie sobie nikogo bo zaden nie bedzie mial szans wypelnic butow po ojcu pedofilu, utrzymujacym corke w bance zayebistosci.

Jak Cię poniesie wyobraźnia to rzeczywiście możesz sobie wyobrazić więcej, niż potrzeba.  Dalej uważam, że z dwojga złego, lepiej być w bańce zayebistości niż beznadziei. Z wymagań zawsze można zejść a w drugą stronę nie przeskoczysz często.

Ta opinia jest calkowicie przeciwna moim obserwacjom.

Jakoś będę musiała z tym żyć wink

26

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

Rozwinalem mysl

27 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-08-11 20:02:17)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
JohnyBravo777 napisał/a:

Rozwinalem mysl

Na pewno tak bywa, Ty jednak robisz regułę z tego, że wszystkim księżniczkom odjedzie peron z tego poczucia zayebistości. Nie każda księżniczka jest oderwana od życia. Bycie ksieżniczką tatusia pojmuję bardziej jako rozpieszczanie, ale nie ekstremalne typu, że tata spełnia wszystkie jej zachcianki i usuwa pył sprzed stóp, utwierdzajac w przekonaniu, że jest pępkiem świata, tylko dawanie poczucia pełnej akceptacji i budowanie wysokiej samooceny, żeby wzrastała w tej męskiej energii bez żadnych kompleksów, aby potem w kontaktach z mężczyznami czuła się jak ryba w wodzie. 

Poza tym weź pod uwagę, że dziecko obserwuje i czerpie wzorce z obojga rodziców, więc ważne jest też to, jaką relację ma ojciec z matką - jeśli normalną, to bez obaw, księżniczka będzie mieć dobry wzorzec jak powinna wyglądać relacja i żaden normalny facet nie będzie musiał się bać, że nie sprosta jej wymaganiom. 
Uważam, że bardziej przekichane mają te, które relacje z ojcem miały beznadziejne albo żadne, bo będą chwytać się byle gówna, w przekonaniu, że nie zasługują na nic lepszego. To one padają ofiarą cwaniaków, bajerantów, ruchaczy i rożnych matrymonialnych oszustów, którzy właśnie żerują na takich kobietach z niską samooceną.

A wracając do baniek - wciąż twierdzę, że lepsza bańka zayebistości niż beznadziei smile Dzieci trzeba wychowywać na zwycięzców, lepiej niech wierzą, że są wspaniałe, nawet, gdy nie są, bo z takim nastawieniem lepiej się żyje smile
Przepadło w czasie wiele talentów i geniuszy, bo czuli się jak przegrywy.

28 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-08-11 23:15:15)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

Twoj argument o lepszosci jednej banki nad druga to falszywy dylemat.
To tak jak rozwodzic sie czy lepiej gdy sie zarazimy HIV czy Kila - malo pomocne.

Rodzice powinni wychowywac dzieci tak aby byly przygotowane do swojej roli a ich samoocena nie powinna byc sztywna tylko zalezna od przydatnosci.

Ps. Zdanie "Nie każda księżniczka jest oderwana od życia" samo sobie zaprzecza. Bo ksiezniczka z definicji jest oderwana od zycia. Nie wiem w jaki sposob Ty definiujesz ten koncept i gdzie widzisz granice?
Uwazasz, ze jesli komus mowisz, ze jest zayebisty ze wzgledu na sam fakt istnienia to budujesz w tej osobie motywacje do rozwoju?

29

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
JohnyBravo777 napisał/a:

Twoj argument o lepszosci jednej banki nad druga to falszywy dylemat.
To tak jak rozwodzic sie czy lepiej gdy sie zarazimy HIV czy Kila - malo pomocne.

Rodzice powinni wychowywac dzieci tak aby byly przygotowane do swojej roli a ich samoocena nie powinna byc sztywna tylko zalezna od przydatnosci.

Ps. Zdanie "Nie każda księżniczka jest oderwana od życia" samo sobie zaprzecza. Bo ksiezniczka z definicji jest oderwana od zycia. Nie wiem w jaki sposob Ty definiujesz ten koncept i gdzie widzisz granice?
Uwazasz, ze jesli komus mowisz, ze jest zayebisty ze wzgledu na sam fakt istnienia to budujesz w tej osobie motywacje do rozwoju?

Falszywy czy nie, życie jest jakie jest, po co się spierać o formuły, fajnie sobie pofilozofowac jak być powinno itp. ale każdy chce przeżyć je jak najlepiej a co to dla niego znaczy - jego sprawa.
Tak samo jałowa dyskusja w temacie wyboru mniejszego zła. Zawsze znajdą się tacy, co będą dowodzić, ze nie ma mniejszego, większego a zło jest złem itd.
To samo rozwój... Już pomijając czym on dla każdego jest, dlaczego zakładasz, że każdemu na tym zależy? Tak to można dyskutować bez końca.
Świat to dźungla, życie to ruletka, dzisiaj tracisz czas na jakieś dociekania gdzie są jakieś granice a jutro samochód mnie lub Ciebie rozjedzie i tyle z tego będzie.
Ksieżniczki, nieksiezniczki...co mnie to... Ważne dla mnie, co mnie dotyczy.

30 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-08-12 03:13:32)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
JohnyBravo777 napisał/a:

To sobie wyobraz jak odrealnione wymagania ma pozniej taka "ksiezniczka" w stosunku do swojego partnera.
W ogole nie znajdzie sobie nikogo bo zaden nie bedzie mial szans wypelnic butow po ojcu pedofilu, utrzymujacym corke w bance zayebistosci.

Brzmisz, jakbyś kiedyś spotkał na swojej drodze taką "księżniczkę" i ostro się na tej znajomości przejechał.
Zaś samo określenie "po ojcu pedofilu" to już wyżyny uprzedzeń, ewentualnie szastanie słowami bez ich przemyślenia.

JohnyBravo777 napisał/a:

Rodzice powinni wychowywac dzieci tak aby byly przygotowane do swojej roli a ich samoocena nie powinna byc sztywna tylko zalezna od przydatnosci.

Samoocena zależna od przydatności? Patrzenie na samoocenę dziecka wyłącznie przez pryzmat jego "przydatności” stoi niebezpiecznie blisko myślenia, że wartość człowieka zależy od tego, co potrafi dać innym.
Dla mnie to jest dosyć roszczeniowe (żeby nie napisać przedmiotowe) traktowanie innych, którzy mają pełne prawo nie chcieć iść drogą, która w pewien sposób odbiera im prawo do kształtowania własnego życia według swoich wartości i potrzeb. Co więcej, pierwsze moje skojarzenie poszybowało w kierunku komuny, kiedy to wartość człowieka mierzyło się tym, ile może wnieść w ramach kolektywu, a nie tym, kim jest.

Taki model prowadzi do oceniania ludzi według wąskich kryteriów i marginalizowania tych, którzy z różnych powodów nie wpisują się w tę definicję. Osobiście uważam, że lepiej uczyć dzieci, że ich wartość jest stała i niezależna od czynników zewnętrznych, w tym opinii innych ludzi. Tylko wtedy mają w sobie wystarczająco dużo siły, by obronić się przed światem, kiedy ten okazuje się nie być im życzliwy.

31 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-08-12 16:14:28)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
Priscilla napisał/a:

Samoocena zależna od przydatności? Patrzenie na samoocenę dziecka wyłącznie przez pryzmat jego "przydatności” stoi niebezpiecznie blisko myślenia, że wartość człowieka zależy od tego, co potrafi dać innym.

To nie jest niebezpiecznie daleko, tylko to jest pragmatyczna definicja tego kim czlowiek jest - czlowiek (i kazdy inny byt) jest wylacznie tym czym jest suma zmian, ktore powoduje w otoczeniu.


Priscilla napisał/a:

Dla mnie to jest dosyć roszczeniowe (żeby nie napisać przedmiotowe) traktowanie innych, którzy mają pełne prawo nie chcieć iść drogą, która w pewien sposób odbiera im prawo do kształtowania własnego życia według swoich wartości i potrzeb. Co więcej, pierwsze moje skojarzenie poszybowało w kierunku komuny, kiedy to wartość człowieka mierzyło się tym, ile może wnieść w ramach kolektywu, a nie tym, kim jest.

To kim jest czlowiek i jaka jest jego wartosc to to samo.
Twoja definicja, ze wartosc czlowieka opiera sie na tym kim jest nie ma sensu bo w jaki sposob definiujesz to "kim czlowiek jest" jesli nie pragmatycznie (jaka jest jego wartosc).
Jesli sie nie zgadzasz to sprobuj odpowiedziec kim Ty jestes bez uzywania mdlych frazesow i religijnego mistycyzmu.

Priscilla napisał/a:

Taki model prowadzi do oceniania ludzi według wąskich kryteriów i marginalizowania tych, którzy z różnych powodów nie wpisują się w tę definicję. Osobiście uważam, że lepiej uczyć dzieci, że ich wartość jest stała i niezależna od czynników zewnętrznych, w tym opinii innych ludzi. Tylko wtedy mają w sobie wystarczająco dużo siły, by obronić się przed światem, kiedy ten okazuje się nie być im życzliwy.

Trzeba miec w zyciu jakas wartosc nadrzedna.
Ja widze ja jako dobrze dzialajace spoleczenstwo, w ktorym zycie jest latwe a ludzie sa szczesliwi i zjednoczeni.

W kontekscie powyzszego, oczywiscie, ze trzeba marginalizowac tych, ktorzy zamiast do powyzszego sie przyczyniac, utrudniaja to nadmiernie priorytetyzujac wlasne potrzeby.
Tak samo nie kazdy powinien moc sie "obronic" - niektorzy musza polegnac.
Nie chcialabys chyba zyc w swiecie, w ktorym zlodziej czy gwalciciel ma w sobie wystarczajaco duzo sily aby "by obronić się przed światem, kiedy ten okazuje się nie być mu życzliwy".

Wartosc osoby, ktora okradla, zdradzila, zgwalcila nie jest taka sama jak zanim to zrobila.
Tak samo wartosc osoby, ktora zostala lekarzem, ktory leczy trudne choroby nie jest taka sama jak w dziecinstwie lub gdyby wybrala granie calymi dniami w gry komputerowe w domowej piwnicy jako swoj sposob na zycie.

Bardzo duzo masz w glowie pustych frazesow z filozofii humanizmu.

A co do spotykania ksiezniczek... moja stycznosc z nimi polega glownie na tym, ze zarzadzam zespolami, w ktorych takie sie znajduja.
Sa kosztem w budzecie prawie takim samym jak mezczyzni, przy 20% wartosci pracy, ktora dowoza.
Wiec zwalniam je i pozwalam byc ksiezniczkami gdzies indziej.
W samym tym roku juz ponad 10 kobiet (i 3 facetow) zwolnilem.

No ale najwazniejsze, ze sa tym kim chca byc w swojej glowie smile
Choc na ogol to roszczeniowosc droga do szczescia nie jest tongue

32

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
JohnyBravo777 napisał/a:

Trzeba miec w zyciu jakas wartosc nadrzedna.
Ja widze ja jako dobrze dzialajace spoleczenstwo, w ktorym zycie jest latwe a ludzie sa szczesliwi i zjednoczeni.

W kontekscie powyzszego, oczywiscie, ze trzeba marginalizowac tych, ktorzy zamiast do powyzszego sie przyczyniac, utrudniaja to nadmiernie priorytetyzujac wlasne potrzeby.

Pomysł może nie stary jak świat, ale tak ze 2500 lat sobie liczy. Ma dobrą podbudowę filozoficzną plus lata skutecznego wdrażania w życie za sobą i nadal działa.

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
JohnyBravo777 napisał/a:
Priscilla napisał/a:

Samoocena zależna od przydatności? Patrzenie na samoocenę dziecka wyłącznie przez pryzmat jego "przydatności” stoi niebezpiecznie blisko myślenia, że wartość człowieka zależy od tego, co potrafi dać innym.

To nie jest niebezpiecznie daleko, tylko to jest pragmatyczna definicja tego kim czlowiek jest - czlowiek (i kazdy inny byt) jest wylacznie tym czym jest suma zmian, ktore powoduje w otoczeniu.


Priscilla napisał/a:

Dla mnie to jest dosyć roszczeniowe (żeby nie napisać przedmiotowe) traktowanie innych, którzy mają pełne prawo nie chcieć iść drogą, która w pewien sposób odbiera im prawo do kształtowania własnego życia według swoich wartości i potrzeb. Co więcej, pierwsze moje skojarzenie poszybowało w kierunku komuny, kiedy to wartość człowieka mierzyło się tym, ile może wnieść w ramach kolektywu, a nie tym, kim jest.

To kim jest czlowiek i jaka jest jego wartosc to to samo.
Twoja definicja, ze wartosc czlowieka opiera sie na tym kim jest nie ma sensu bo w jaki sposob definiujesz to "kim czlowiek jest" jesli nie pragmatycznie (jaka jest jego wartosc).
Jesli sie nie zgadzasz to sprobuj odpowiedziec kim Ty jestes bez uzywania mdlych frazesow i religijnego mistycyzmu.

Priscilla napisał/a:

Taki model prowadzi do oceniania ludzi według wąskich kryteriów i marginalizowania tych, którzy z różnych powodów nie wpisują się w tę definicję. Osobiście uważam, że lepiej uczyć dzieci, że ich wartość jest stała i niezależna od czynników zewnętrznych, w tym opinii innych ludzi. Tylko wtedy mają w sobie wystarczająco dużo siły, by obronić się przed światem, kiedy ten okazuje się nie być im życzliwy.

Trzeba miec w zyciu jakas wartosc nadrzedna.
Ja widze ja jako dobrze dzialajace spoleczenstwo, w ktorym zycie jest latwe a ludzie sa szczesliwi i zjednoczeni.

W kontekscie powyzszego, oczywiscie, ze trzeba marginalizowac tych, ktorzy zamiast do powyzszego sie przyczyniac, utrudniaja to nadmiernie priorytetyzujac wlasne potrzeby.
Tak samo nie kazdy powinien moc sie "obronic" - niektorzy musza polegnac.
Nie chcialabys chyba zyc w swiecie, w ktorym zlodziej czy gwalciciel ma w sobie wystarczajaco duzo sily aby "by obronić się przed światem, kiedy ten okazuje się nie być mu życzliwy".

Wartosc osoby, ktora okradla, zdradzila, zgwalcila nie jest taka sama jak zanim to zrobila.
Tak samo wartosc osoby, ktora zostala lekarzem, ktory leczy trudne choroby nie jest taka sama jak w dziecinstwie lub gdyby wybrala granie calymi dniami w gry komputerowe w domowej piwnicy jako swoj sposob na zycie.

Bardzo duzo masz w glowie pustych frazesow z filozofii humanizmu.

A co do spotykania ksiezniczek... moja stycznosc z nimi polega glownie na tym, ze zarzadzam zespolami, w ktorych takie sie znajduja.
Sa kosztem w budzecie prawie takim samym jak mezczyzni, przy 20% wartosci pracy, ktora dowoza.
Wiec zwalniam je i pozwalam byc ksiezniczkami gdzies indziej.
W samym tym roku juz ponad 10 kobiet (i 3 facetow) zwolnilem.

No ale najwazniejsze, ze sa tym kim chca byc w swojej glowie smile
Choc na ogol to roszczeniowosc droga do szczescia nie jest tongue

To Ty jestes szefem firmy jakies, ze ludzi zwalniasz ?

34 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-08-12 20:48:10)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

Tak, jako VP of Tech zarzadzam kilkoma zespolami w IT.
A Ty czasami z forum nie odchodzilas? smile

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
JohnyBravo777 napisał/a:

Tak, jako VP of Tech zarzadzam kilkoma zespolami w IT.
A Ty czasami z forum nie odchodzilas? smile

Odchodzilam nie bylo mnie tu jakis czas,ale wrocilam już
IT to dobra praca jest

36 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-08-14 02:35:44)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
JohnyBravo777 napisał/a:

To nie jest niebezpiecznie daleko, tylko to jest pragmatyczna definicja tego kim czlowiek jest - czlowiek (i kazdy inny byt) jest wylacznie tym czym jest suma zmian, ktore powoduje w otoczeniu.

Jeśli człowiek to "tylko suma zmian, które powoduje w otoczeniu”, to znaczy, że noworodek, niesprawny chory albo ktoś w śpiączce jest… nikim? Oczywiście nie musimy się ze sobą zgadzać, ale Twoja definicja może być dobra dla kogoś, kto ocenia mechaniczne urządzenie, ale nie na potrzeby rozmowy o ludziach.

JohnyBravo777 napisał/a:

To kim jest czlowiek i jaka jest jego wartosc to to samo.
Twoja definicja, ze wartosc czlowieka opiera sie na tym kim jest nie ma sensu bo w jaki sposob definiujesz to "kim czlowiek jest" jesli nie pragmatycznie (jaka jest jego wartosc).
Jesli sie nie zgadzasz to sprobuj odpowiedziec kim Ty jestes bez uzywania mdlych frazesow i religijnego mistycyzmu.

Nie, to nie jest to samo. Kim jesteś – to Twoja historia, charakter, wybory. Wartość – to albo Twoja godność jako człowieka (której nikt Ci nie odbierze), albo to, jak inni Cię oceniają w danym momencie.
Mieszanie ze sobą tych dwóch pojęć prowadzi do niebezpiecznych uproszczeń, bo jeśli ktoś na przykład straci zdrowie lub możliwości, to automatycznie traci swoją wartość jako człowiek?

Pomijam przy tym, że w filozofii (np. Kant, chrześcijaństwo, prawa człowieka) przyjmuje się, że wartość człowieka jako osoby jest niezbywalna i niezależna od tego, kim jest czy co zrobiła. Tożsamość i ocena społeczna to dodatkowe warstwy, ale nie fundament.

Generalnie jednak zadałeś ciekawe pytanie i piszę to bez cienia ironii.


JohnyBravo777 napisał/a:

Trzeba miec w zyciu jakas wartosc nadrzedna.
Ja widze ja jako dobrze dzialajace spoleczenstwo, w ktorym zycie jest latwe a ludzie sa szczesliwi i zjednoczeni.

Myślę, że tu trzeba wyraźnie rozdzielić, kim się jest we własnych oczach, a kim dla świata. Jeśli ktoś czuje się jak śmieć, to raczej innym wiele z siebie nie da, a jeśli da, to najczęściej będzie się to odbywać jego własym kosztem, bo chcąc zasłużyć na życzliwość i/lub uznanie ze strony otoczenia, będzie usiłował na to zasłużyć. To nie jest coś, co czyni nas szczęśliwymi. Analogicznie trudno być szczęśliwym z samego faktu, że jest się przydatnym społeczeństwu, pomimo braku poczucia życiowej satysfakcji.
Osobiście uważam, że trzeba mieć silnie wbudowane wewnętrzne, niezależne od bieżących okoliczności, poczucie własnej wartości, aby móc funkcjonować w świecie na zdrowych zasadach.

I co z moim czy Twoim osobistym szczęściem? Kocham muzykę, kocham taniec, spacery po lesie, wyprawy w góry i wiele innych rzeczy, które sprawiają mi przyjemność - jeśli na tym poziomie coś będzie nie tak, bo wszystko, co robię w życiu będzie sprowadzać się do wartości nadrzędnej, czyli pracy i dawania siebie innym, to wcześniej czy później pojawi się życiowe wypalenie.

JohnyBrawo777 napisał/a:

W kontekscie powyzszego, oczywiscie, ze trzeba marginalizowac tych, ktorzy zamiast do powyzszego sie przyczyniac, utrudniaja to nadmiernie priorytetyzujac wlasne potrzeby.
Tak samo nie kazdy powinien moc sie "obronic" - niektorzy musza polegnac.
Nie chcialabys chyba zyc w swiecie, w ktorym zlodziej czy gwalciciel ma w sobie wystarczajaco duzo sily aby "by obronić się przed światem, kiedy ten okazuje się nie być mu życzliwy".

Wartosc osoby, ktora okradla, zdradzila, zgwalcila nie jest taka sama jak zanim to zrobila.
Tak samo wartosc osoby, ktora zostala lekarzem, ktory leczy trudne choroby nie jest taka sama jak w dziecinstwie lub gdyby wybrala granie calymi dniami w gry komputerowe w domowej piwnicy jako swoj sposob na zycie.

Bardzo duzo masz w glowie pustych frazesow z filozofii humanizmu.

Problem w tym, że mieszasz dwie rzeczy: wartość człowieka jako osoby i ocenę jego działań. Oczywiste, że ktoś, kto krzywdzi innych, powinien ponieść konsekwencje, a ktoś, kto pomaga, zasługuje na uznanie. Ale to nie znaczy, że człowiek traci "wartość istnienia” w momencie popełnienia błędu. W przeciwnym razie musielibyśmy uznać, że wartość każdego z nas skacze w górę lub w dół codziennie – zależnie od tego, czy mieliśmy dobry, czy zły dzień. To tak nie działa, nawet jeśli na głębszym poziomie pojawiają się jakieś uprzedzenia.

37 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-08-14 13:29:32)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

Zamiast sie tutaj produkowac, zapoznaj sie z filozofia pragmatyzmu. Przeczytaj Peirce'a (przede wszystkim "HOW TO MAKE OUR IDEAS CLEAR" https://en.wikisource.org/wiki/Popular_ … ience_II).

Po co? Bo pomoze Ci to zrozumiec, ze "aby móc funkcjonować w świecie na zdrowych zasadach" nie potrzeba jakiejs "sily" tylko umiejetnosci poukladania sobie w glowie.
A aby poukladac sobie w glowie nie trzeba nawet wiedziec duzo wiecej, tylko raczej odrzucac glupie i naiwne idee zamiast sie nad nimi mentalnie masturbowac.

Mieszkajac w Wawie (do ktorej ciagnie za kariera wiele mlodych osob) i spedzajac duzo czasu w kawiarniach mialem mozliwosc zobaczenia dobrych ilustracji co z mozgu robia popularne ksiazki / podcasty i jak czlowiek zamiast madrzec, staje sie pewnym siebie debilem.
Jedna z tych ilustracji jest mloda kobieta, ktora pracuje w korpo do ktorej w odwiedziny przyjechal ojciec ze wsi.

Kobieta opowiada monologiem przez 15 minut o polityce w pracy, o wyzwaniach, zasadach brania urlopu, zasadach awansu, zasadach robienia kupy...
Po czym jej ojciec zapytal o to jak sie odzywia, o ile wiecej zarabia w nowej pozycji, jakie konkretne umiejetnosci nabedzie i gdzie konkretnie bedzie mogla dzieki nim pracowac i jak wygladaja jej relacje z mezczyznami / przyjaciolmi.
No i na te pytania odpowiedzia byla tylko cisza i uniki.

Trzeba w zyciu wiedziec co jest istotne a co nie jest.
Jesli pchasz sobie do glowy jakies frazesy o fundamentalnej wartosci zycia czlowieka... to oczywiscie mozesz to robic.
Ale po co? Nie wolisz czuc sie wartosciowa dlatego, ze masz rzeczywista spoleczna wartosc?
Ludzie, ktorzy zyja tymi humanistycznymi iluzjami sa malo stabilni - po momentach dobrego samopoczucia odczuwaja "syndrom oszusta".
Ktory nie jest zadnym syndromem tylko momentem kontaktu z rzeczywistoscia.

Ps. ja przeszedlem w zyciu zarowno przez faze bycia zbyt pewnym siebie, jak i depresje.
I gdybym mial wybierac z dwojga zlego - wybralbym depresje za kazdym razem.
Bo o ile depresja sprawiala mi wiele psychicznego bolu zwiazanego z ciaglym stresem i brakiem ogolnej przyjemnosci - przyjemnosc odnajdywalem w fakcie, ze przynajmniej nikogo nie krzywdze a wokol pozostaja ludzie, ktorzy mnie kochaja i ich ta milosc rozwija.
Podczas gdy bycie zbyt pewnym siebie zawsze wiaze sie z gaszeniem innych (w tym tych, ktorych kochamy) i byciem sprawiajacym pozory sukcesu debilem - a w tym przypadku, zwlaszcza wspomniany Kant, mialby duze watpliwosci co do wartosci takiego czlowieka (dla niego kluczowe dla wartosci byla zdolnosc do samodzielnej refleksji zamiast bycia skryptem, ktory sie bezwarunkowo wykonuje niezaleznie od efektow).

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
JohnyBravo777 napisał/a:

Zamiast sie tutaj produkowac, zapoznaj sie z filozofia pragmatyzmu. Przeczytaj Peirce'a (przede wszystkim "HOW TO MAKE OUR IDEAS CLEAR" https://en.wikisource.org/wiki/Popular_ … ience_II).

Po co? Bo pomoze Ci to zrozumiec, ze "aby móc funkcjonować w świecie na zdrowych zasadach" nie potrzeba jakiejs "sily" tylko umiejetnosci poukladania sobie w glowie.
A aby poukladac sobie w glowie nie trzeba nawet wiedziec duzo wiecej, tylko raczej odrzucac glupie i naiwne idee zamiast sie nad nimi mentalnie masturbowac.

Mieszkajac w Wawie (do ktorej ciagnie za kariera wiele mlodych osob) i spedzajac duzo czasu w kawiarniach mialem mozliwosc zobaczenia dobrych ilustracji co z mozgu robia popularne ksiazki / podcasty i jak czlowiek zamiast madrzec, staje sie pewnym siebie debilem.
Jedna z tych ilustracji jest mloda kobieta, ktora pracuje w korpo do ktorej w odwiedziny przyjechal ojciec ze wsi.

Kobieta opowiada monologiem przez 15 minut o polityce w pracy, o wyzwaniach, zasadach brania urlopu, zasadach awansu, zasadach robienia kupy...
Po czym jej ojciec zapytal o to jak sie odzywia, o ile wiecej zarabia w nowej pozycji, jakie konkretne umiejetnosci nabedzie i gdzie konkretnie bedzie mogla dzieki nim pracowac i jak wygladaja jej relacje z mezczyznami / przyjaciolmi.
No i na te pytania odpowiedzia byla tylko cisza i uniki.

Trzeba w zyciu wiedziec co jest istotne a co nie jest.
Jesli pchasz sobie do glowy jakies frazesy o fundamentalnej wartosci zycia czlowieka... to oczywiscie mozesz to robic.
Ale po co? Nie wolisz czuc sie wartosciowa dlatego, ze masz rzeczywista spoleczna wartosc?
Ludzie, ktorzy zyja tymi humanistycznymi iluzjami sa malo stabilni - po momentach dobrego samopoczucia odczuwaja "syndrom oszusta".
Ktory nie jest zadnym syndromem tylko momentem kontaktu z rzeczywistoscia.

Ps. ja przeszedlem w zyciu zarowno przez faze bycia zbyt pewnym siebie, jak i depresje.
I gdybym mial wybierac z dwojga zlego - wybralbym depresje za kazdym razem.
Bo o ile depresja sprawiala mi wiele psychicznego bolu zwiazanego z ciaglym stresem i brakiem ogolnej przyjemnosci - przyjemnosc odnajdywalem w fakcie, ze przynajmniej nikogo nie krzywdze a wokol pozostaja ludzie, ktorzy mnie kochaja i ich ta milosc rozwija.
Podczas gdy bycie zbyt pewnym siebie zawsze wiaze sie z gaszeniem innych (w tym tych, ktorych kochamy) i byciem sprawiajacym pozory sukcesu debilem - a w tym przypadku, zwlaszcza wspomniany Kant, mialby duze watpliwosci co do wartosci takiego czlowieka (dla niego kluczowe dla wartosci byla zdolnosc do samodzielnej refleksji zamiast bycia skryptem, ktory sie bezwarunkowo wykonuje niezaleznie od efektow).

Co Ty piszesz, ze byś wybral depresje? Ona jest straszna przeciez duzo ludzi sie zabija przez depresje albo ida do psychiatryka

39 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-08-14 19:46:38)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

Wiekszosc ludzi, gdyby nie zyla w bance debilizmu powinna wlasnie popelnic samobojstwo bo ich zycie nie ma zadnego sensu - ot przeciwstawianie sie nieuniknionej smierci przez jak najdluzszy czas az do oczywistego finalu.

Rozwiazaniem na zycie nie jest wmawianie sobie, ze jest sie silnym czy ignorancja swojej wlasnej glupoty i niskiej wartosci spolecznej.
Rozwiazaniem jest podjecie decyzji po co chcemy umrzec.
Nie "zyc".
Umrzec.
Bo po to wlasnie zyjemy. To jest ostateczna konsekwencja kazdego zycia. Smierc.
I jedyne nad czym mamy w zyciu kontrole to odpowiedz na pytanie co chcemy zmienic zanim umrzemy (i proba osiagniecia tego).
A pozniej gasnie swiatlo.

Mozna tez nie odpowiedziec sobie na to pytanie i zyc bez sensu w konformistycznym kolku zmiennych kulturowych wiatrow.

Ale gdy czlowiek zdecydowal sie za jaka zmiane chce umrzec to czujac - jakze atrakcyjna w momentach chronicznego, zamieniajacego czlowieka w zombie stresu - chec samobojstwa, zatrzymuje go przed tym swiadomosc, ze jeszcze moze zrobic choc jedna mala rzecz w kierunku tego po co sie tutaj pojawil, ze moze odlozyc swoja smierc o ten jeden dzien.
I tak dzien za dniem.
Az modlitwa i zycie samo przyniesie konieczna pomoc a my odzyskamy chec do zycia i moc inteligentnej, spokojnej mysli.
Tym razem jeszcze bardziej zahartowani.

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
JohnyBravo777 napisał/a:

Wiekszosc ludzi, gdyby nie zyla w bance debilizmu powinna wlasnie popelnic samobojstwo bo ich zycie nie ma zadnego sensu - ot przeciwstawianie sie nieuniknionej smierci przez jak najdluzszy czas az do oczywistego finalu.

Rozwiazaniem na zycie nie jest wmawianie sobie, ze jest sie silnym czy ignorancja swojej wlasnej glupoty i niskiej wartosci spolecznej.
Rozwiazaniem jest podjecie decyzji po co chcemy umrzec.
Nie "zyc".
Umrzec.
Bo po to wlasnie zyjemy. To jest ostateczna konsekwencja kazdego zycia. Smierc.
I jedyne nad czym mamy w zyciu kontrole to odpowiedz na pytanie co chcemy zmienic zanim umrzemy (i proba osiagniecia tego).
A pozniej gasnie swiatlo.

Mozna tez nie odpowiedziec sobie na to pytanie i zyc bez sensu w konformistycznym kolku zmiennych kulturowych wiatrow.

Ale gdy czlowiek zdecydowal sie za jaka zmiane chce umrzec to czujac - jakze atrakcyjna w momentach chronicznego, zamieniajacego czlowieka w zombie stresu - chec samobojstwa, zatrzymuje go przed tym swiadomosc, ze jeszcze moze zrobic choc jedna mala rzecz w kierunku tego po co sie tutaj pojawil, ze moze odlozyc swoja smierc o ten jeden dzien.
I tak dzien za dniem.
Az modlitwa i zycie samo przyniesie konieczna pomoc a my odzyskamy chec do zycia i moc inteligentnej, spokojnej mysli.
Tym razem jeszcze bardziej zahartowani.

Ja chce umrzeć, żeby iść do nieba,ale oczywiście nie życzę sobie śmierci, ale gdybym umarła to właśnie po to

41

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

A może zrób sobie fajną fotkę z córką, wyślij mu i napisz mu coś w stylu : O jaka fajna fotka nam wyszła myślę, że będzie świetnie pasować do twojego tła w telefonie . Weź to z uśmiechem. Czasami nie warto sobie zaprzątać głowy drobnymi rzeczami. Wiem, że wydaje ci się że coś może być nie tak. Ale facet to facet pewnie nawet nie pomyślał, że możesz się tym przejąć. Bądź silną pewną siebie kobietą wydaje mi się, że wiele na tym zyskasz . Pozdrawiam i życzę ci wszystkiego dobrego 

42

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

A może zrób sobie fajną fotkę z córką, wyślij mu i napisz mu coś w stylu : O jaka fajna fotka nam wyszła myślę, że będzie świetnie pasować do twojego tła w telefonie . Weź to z uśmiechem. Czasami nie warto sobie zaprzątać głowy drobnymi rzeczami. Wiem, że wydaje ci się że coś może być nie tak. Ale facet to facet pewnie nawet nie pomyślał, że możesz się tym przejąć. Bądź silną pewną siebie kobietą wydaje mi się, że wiele na tym zyskasz . Pozdrawiam i życzę ci wszystkiego dobrego 

43

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

A może zrób sobie fajną fotkę z córką, wyślij mu i napisz mu coś w stylu : O jaka fajna fotka nam wyszła myślę, że będzie świetnie pasować do twojego tła w telefonie . Weź to z uśmiechem. Czasami nie warto sobie zaprzątać głowy drobnymi rzeczami. Wiem, że wydaje ci się że coś może być nie tak. Ale facet to facet pewnie nawet nie pomyślał, że możesz się tym przejąć. Bądź silną pewną siebie kobietą wydaje mi się, że wiele na tym zyskasz . Pozdrawiam i życzę ci wszystkiego dobrego 

44

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

A może zrób sobie fajną fotkę z córką, wyślij mu i napisz mu coś w stylu : O jaka fajna fotka nam wyszła myślę, że będzie świetnie pasować do twojego tła w telefonie . Weź to z uśmiechem. Czasami nie warto sobie zaprzątać głowy drobnymi rzeczami. Wiem, że wydaje ci się że coś może być nie tak. Ale facet to facet pewnie nawet nie pomyślał, że możesz się tym przejąć. Bądź silną pewną siebie kobietą wydaje mi się, że wiele na tym zyskasz . Pozdrawiam i życzę ci wszystkiego dobrego 

45

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

A może zrób sobie fajną fotkę z córką, wyślij mu i napisz mu coś w stylu : O jaka fajna fotka nam wyszła myślę, że będzie świetnie pasować do twojego tła w telefonie . Weź to z uśmiechem. Czasami nie warto sobie zaprzątać głowy drobnymi rzeczami. Wiem, że wydaje ci się że coś może być nie tak. Ale facet to facet pewnie nawet nie pomyślał, że możesz się tym przejąć. Bądź silną pewną siebie kobietą wydaje mi się, że wiele na tym zyskasz . Pozdrawiam i życzę ci wszystkiego dobrego 

46

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
IzaIzaIza napisał/a:

Zawsze wydawało mi się, że jestem osobą, która nie przywiązuje wagi do takich drobiazgów. A jednak… Gdy dziś przypadkiem zobaczyłam zdjęcie na ekranie blokady telefonu mojego męża, coś we mnie się złamało. To urocza fotografia naszej córki – jej śmiech, który rozjaśnia nawet najgorszy dzień. Teoretycznie powinnam się tylko uśmiechnąć i wzruszyć, ale zamiast tego poczułam ukłucie zazdrości. I nie chodzi tu o to, że wybrał jej zdjęcie zamiast mojego – przecież nasze dziecko to część nas obojga. Problem leży gdzie indziej.

Właśnie, gdzie leży ten problem? Uswiadomiłaś go sobie?

Może nie mozesz się pogodzić z faktem, że jesteś nie najważniejsza? Nawet jeśli chodzi o twoje dziecko?
Najważniejsza relacja w naszym życiu to nie ta, którą nawiązujemy z partnerem, rodzicami czy nawet z dziećmi. Oni mogą nam towarzyszyć podczas życia, niektórzy dłużej, a niektórzy krócej, a ich obecność może być dla nas bardziej lub mniej istotna. Tak samo z przyjaciółmi. Za to relacja, jaką nawiążemy sami ze sobą, zostanie z nami do końca. Dlatego tak ważne jest, by pielęgnować wewnętrzną harmonię.

Ty masz relację z otoczeniem kompletnie nie "rozwiązaną", dlatego wyskoczylo to z dzieckiem, i to będzie "wyskakiwać".

47 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-08-16 01:27:58)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

JohnyBravo777, ależ ja znam i bardzo cenię pragmatyzm, ale różnimy się tym, że ja nie traktuję go jako jedynej słusznej drogi. Skupienie się wyłącznie na tym, co "użyteczne”, potrafi być skuteczne w pracy albo biznesie, ale w życiu osobistym trąci zwykłym wyrachowaniem. Może też prowadzić do zubożenia perspektywy.

Dla wielu ludzi wartości humanistyczne - nawet jeśli czasem brzmią jak frazesy - stanowią fundament poczucia sensu i motywacji. Ich rola jest mniej wymierna, ale bywa kluczowa w trudnych momentach. Uporządkowana głowa to nie tylko selekcja praktycznych idei, ale też umiejętność nadania życiu znaczenia w sposób, który nie zawsze mieści się w tabeli kosztów i zysków.

Rozumiem, że masz złe doświadczenia z nadmiernym poczuciem własnej wartości i że depresja paradoksalnie wydawała Ci się "bezpieczniejsza” dla otoczenia, ale to jest porównywanie dwóch skrajnych biegunów, jakby pośrodku nie było nic innego. A przecież jest, bo jest jeszcze zdrowe poczucie własnej wartości, które nie wymaga ani pompowania ego, ani rezygnacji z działania. Ono oparte jest na świadomości swoich mocnych i słabych stron, bez potrzeby wyżywania się na innych ani uciekania w bezradność. Nie wymaga ani mentalnego "pompowania” siebie, ani rezygnacji z ambicji. Wbrew pozorom, to właśnie ta równowaga daje największą społeczną wartość, bo pozwala działać bez krzywdzenia innych, a jednocześnie zachować wewnętrzną stabilność.

Zauważyłam też pewną sprzeczność, bo sam wyraźnie zaznaczyłeś, w moim odczuciu uznając to jako wielką wartość, że w swojej depresji znalazłeś oparcie w bliskich, którzy okazywali Ci miłość i troskę, a to jest przecież z ich strony czysta postawa humanistyczna. To właśnie te "humanistyczne iluzje”, które tak krytykujesz, sprawiły, że nie zostałeś wtedy sam. Odrzucanie innych w imię "czystej pragmatyki” w takich sytuacjach byłoby odcinaniem gałęzi, na której się siedzi.

Dodam na marginesie, że nie umiem oprzeć się wrażeniu, że Twój protekcjonalny ton w dyskusjach, które prowadzisz na forum, wskazuje na wciąż obecne rozdmuchane poczucie własnej wartości. Ewentualnie zaniżone, ale z silną potrzebą zamaskowania tego faktu.

48 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-08-16 17:25:42)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

Pragmatyzm to nie "Skupienie się wyłącznie na tym, co użyteczne" - to jest definicja utylitaryzmu.
Pragmatyzm dotyczy definicji konceptow.
Koncept jest tylko tym czym jest suma zmian, ktore wprowadza.

Przeczytaj ten esej Peirce'a bo to bedzie prawdopodobnie najmadrzejsza rzecz jaka w zyciu przeczytasz.

Ogolnie nie polecam wypowiadac sie na temat idei, ktorych zrozumienie stworzylismy na podstawie przypadku a nie przeczytania chociazby wstepu do nich przez samego autora.

49

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
JohnyBravo777 napisał/a:

Przeczytaj ten esej Peirce'a bo to bedzie prawdopodobnie najmadrzejsza rzecz jaka w zyciu przeczytasz.

To wprawdzie nie było do mnie, ale choć esej chętnie bym przeczytała, niestety pod załączonym linkiem go zwyczajnie nie ma.

50 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-08-16 21:28:36)

Odp: Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?
Muqin napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

Przeczytaj ten esej Peirce'a bo to bedzie prawdopodobnie najmadrzejsza rzecz jaka w zyciu przeczytasz.

To wprawdzie nie było do mnie, ale choć esej chętnie bym przeczytała, niestety pod załączonym linkiem go zwyczajnie nie ma.

Dokleil sie jakis zbedny nawias i kropka na koncu linka.
https://en.wikisource.org/wiki/Popular_ … Science_II

Posty [ 50 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Niby pierdoła, a jednak czuję się zazdrosna ?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024