JohnyBravo777 napisał/a:To nie jest niebezpiecznie daleko, tylko to jest pragmatyczna definicja tego kim czlowiek jest - czlowiek (i kazdy inny byt) jest wylacznie tym czym jest suma zmian, ktore powoduje w otoczeniu.
Jeśli człowiek to "tylko suma zmian, które powoduje w otoczeniu”, to znaczy, że noworodek, niesprawny chory albo ktoś w śpiączce jest… nikim? Oczywiście nie musimy się ze sobą zgadzać, ale Twoja definicja może być dobra dla kogoś, kto ocenia mechaniczne urządzenie, ale nie na potrzeby rozmowy o ludziach.
JohnyBravo777 napisał/a:To kim jest czlowiek i jaka jest jego wartosc to to samo.
Twoja definicja, ze wartosc czlowieka opiera sie na tym kim jest nie ma sensu bo w jaki sposob definiujesz to "kim czlowiek jest" jesli nie pragmatycznie (jaka jest jego wartosc).
Jesli sie nie zgadzasz to sprobuj odpowiedziec kim Ty jestes bez uzywania mdlych frazesow i religijnego mistycyzmu.
Nie, to nie jest to samo. Kim jesteś – to Twoja historia, charakter, wybory. Wartość – to albo Twoja godność jako człowieka (której nikt Ci nie odbierze), albo to, jak inni Cię oceniają w danym momencie.
Mieszanie ze sobą tych dwóch pojęć prowadzi do niebezpiecznych uproszczeń, bo jeśli ktoś na przykład straci zdrowie lub możliwości, to automatycznie traci swoją wartość jako człowiek?
Pomijam przy tym, że w filozofii (np. Kant, chrześcijaństwo, prawa człowieka) przyjmuje się, że wartość człowieka jako osoby jest niezbywalna i niezależna od tego, kim jest czy co zrobiła. Tożsamość i ocena społeczna to dodatkowe warstwy, ale nie fundament.
Generalnie jednak zadałeś ciekawe pytanie i piszę to bez cienia ironii.
JohnyBravo777 napisał/a:Trzeba miec w zyciu jakas wartosc nadrzedna.
Ja widze ja jako dobrze dzialajace spoleczenstwo, w ktorym zycie jest latwe a ludzie sa szczesliwi i zjednoczeni.
Myślę, że tu trzeba wyraźnie rozdzielić, kim się jest we własnych oczach, a kim dla świata. Jeśli ktoś czuje się jak śmieć, to raczej innym wiele z siebie nie da, a jeśli da, to najczęściej będzie się to odbywać jego własym kosztem, bo chcąc zasłużyć na życzliwość i/lub uznanie ze strony otoczenia, będzie usiłował na to zasłużyć. To nie jest coś, co czyni nas szczęśliwymi. Analogicznie trudno być szczęśliwym z samego faktu, że jest się przydatnym społeczeństwu, pomimo braku poczucia życiowej satysfakcji.
Osobiście uważam, że trzeba mieć silnie wbudowane wewnętrzne, niezależne od bieżących okoliczności, poczucie własnej wartości, aby móc funkcjonować w świecie na zdrowych zasadach.
I co z moim czy Twoim osobistym szczęściem? Kocham muzykę, kocham taniec, spacery po lesie, wyprawy w góry i wiele innych rzeczy, które sprawiają mi przyjemność - jeśli na tym poziomie coś będzie nie tak, bo wszystko, co robię w życiu będzie sprowadzać się do wartości nadrzędnej, czyli pracy i dawania siebie innym, to wcześniej czy później pojawi się życiowe wypalenie.
JohnyBrawo777 napisał/a:W kontekscie powyzszego, oczywiscie, ze trzeba marginalizowac tych, ktorzy zamiast do powyzszego sie przyczyniac, utrudniaja to nadmiernie priorytetyzujac wlasne potrzeby.
Tak samo nie kazdy powinien moc sie "obronic" - niektorzy musza polegnac.
Nie chcialabys chyba zyc w swiecie, w ktorym zlodziej czy gwalciciel ma w sobie wystarczajaco duzo sily aby "by obronić się przed światem, kiedy ten okazuje się nie być mu życzliwy".
Wartosc osoby, ktora okradla, zdradzila, zgwalcila nie jest taka sama jak zanim to zrobila.
Tak samo wartosc osoby, ktora zostala lekarzem, ktory leczy trudne choroby nie jest taka sama jak w dziecinstwie lub gdyby wybrala granie calymi dniami w gry komputerowe w domowej piwnicy jako swoj sposob na zycie.
Bardzo duzo masz w glowie pustych frazesow z filozofii humanizmu.
Problem w tym, że mieszasz dwie rzeczy: wartość człowieka jako osoby i ocenę jego działań. Oczywiste, że ktoś, kto krzywdzi innych, powinien ponieść konsekwencje, a ktoś, kto pomaga, zasługuje na uznanie. Ale to nie znaczy, że człowiek traci "wartość istnienia” w momencie popełnienia błędu. W przeciwnym razie musielibyśmy uznać, że wartość każdego z nas skacze w górę lub w dół codziennie – zależnie od tego, czy mieliśmy dobry, czy zły dzień. To tak nie działa, nawet jeśli na głębszym poziomie pojawiają się jakieś uprzedzenia.