Jakiś czas temu zebrało mi się na przemyślenia i cały czas mi to siedzi w głowie, ale nic konkretnego nie wymyśliłem. Podzieliłem się swoim problemem na męskim forum, ale tam dostałem radę żebym ruchał i nie szukał dziury w całym, wiec mało pomocne, może tutaj ktoś coś doradzi.
Problemem jest to, że gardzę częścią kobiet.
Jak uda mi się w miarę szybko zaciągnąć laskę do łóżka, to leżę po wszystkim koło niej i sobie myślę JPRD, znowu mi się jakaś k...a trafiła.
I po takim zaliczeniu chęć do spotykania się z taką panną spada mi praktycznie do zera. Jak jest naprawdę dobra w łóżku, to jeszcze kilka razy się z taką spotkam, ale ogólne zainteresowanie jej osobą spada dramatycznie.
A z drugiej strony jak nie mogę zaciągnąć panny przez 2 tygodnie do wyra to się wkur..iam, że kolejna cnotka niewydymka co świętą zgrywa.
Uświadomiłem sobie jakiś czas temu, że ja czuję po prostu pogardę do tych dziewczyn i nie mogę zrozumieć dlaczego. Wiem, że to trochę chore ale tak mam. Czuję pogardę do tych, które pożądam, bo te, których nie pożądam są mi całkowicie obojętne. Nie jest to więc jakiś skrajny męski szowinizm, że gardzę wszystkimi kobietami i ich nie szanuję, gardzę maksymalnie kilkoma procentami kobiet, z którymi chcę wejść w seksualną relację.
Z czego to wynika? Znacie kogoś kto też tak ma? Trochę głupio ze znajomymi na taki temat gadać, zastanawiałem się czy nie powinienem pójść do psychologa, ale z drugiej strony nie mam negatywnych emocji do ponad 90% kobiet (nie jestem po prostu nimi seksualnie zainteresowany) a wiązać się na stałe też nigdy nie chciałem więc jest mi w sumie wszystko jedno. Odczuwam tylko jakiś dyskomfort z tymi myślami i zastanawiam się co jest tego powodem?
Dodam, że mam 35 lat i nigdy nie byłem w poważnym związku, nigdy nie mieszkałem z kobietą, część rodziny myśli pewnie, że jestem gejem :-)
Miałem normalne dzieciństwo, nikt mnie nie molestował ani nie gnębił, żadna kobieta mnie nie skrzywdziła a mimo to nigdy nie chciałem mieć żony ani dziewczyny (pomijając dziewczyny do seksu). Gejem na 100% nie jestem, dawniej większość tych lasek poznawałem w klubach, obecnie głównie Tinder. Niby wszystko ze mną ok, tylko po prostu nie rozumiem jak mogę jednocześnie pożądać kobiety i tymi samymi kobietami gardzić. Z czego to może wynikać?