Już w którymś wątku pisałam o tym że między moimi rodzicami a mną nie ma żadnej więzi oprócz tego że daja mi pieniądze i stawiają wymagania za których spełnienie również dostaje pieniądze. A nie mogę się z nimi normalnie porozumieć jak to powinno być z rodzicami np. nigdy szczerze nie rozmawiałam z moją mamą a z ojcem to jż zupełnie zawsze szli na łatwiznę i robią tak nadal myślą że prezenty wszystko załatwią. T rudno się przyznac ale zarówno mój brat jak i ja jesteśmy strasznymi materialistami ale czy to do końca nasza wina a nie rodziców? Jak mamy odmawiać prezentów czy tego że to oni zajmują się opłatami za dom w którym mieszkam z bratem? Chyba nikt nie potrafił by odmówić ale gdy chodzi o rozwiązanie jakiegoś problemu czy rozmowę to pytaja ile jest mi potrzebne i czemu nie mówię otwarcie że potrzebne są mi pieniądze. jestem ciekawa waszych opinii na ten temat i tego czy wasi rodzice też są tacy jakich tutaj opisałam? I jak udało się wam nawiązać kontakt z rodzicami? Czy wasi rodzice stawili przed wami wysoką poprzeczkęi czy za wszelką cenę chcieli żebyście robili to co im odpowiada? Oczywiści nie chcę zmieniać mojej obecnej sytuacji bo odpowiada mi to że rodzice pmogaja nam finansowo ale jak nawiązać z nimi lepszy kontakt i jak powiedziec że za duąo wymagają?
Podobne tematy
Jolcia, w innym wątku pisałaś też jak to zawsze możesz liczyć na wsparcie rodziców, nie tylko finansowe... Ale nie będę wypominać, tylko skupię się na tym poście...
Jola, obawiam się, że wyjście z takiej sytuacji jest trudne. Tym bardziej, że Tobie ta sytuacja odpowiada i nie zrobisz żadnych radykalnych kroków, żeby ich przekonać. Twoi rodzice schrzanili sprawę Waszego wychowania, ale zapewne nie będą w stanie się do tego przyznać. Jedyną możliwą drogą jest rozmowa, rozmowa, rozmowa... Ale to Ty musisz tę rozmowę inicjować i kontrolować jej przebieg. Jeśli zwrócisz się do nich z kolejnym problemem a oni będą chcieli załatwić sprawę jak zwykle to powiedz po prostu, że tym razem nie chodzi Ci o pieniądze, że potrzebujesz ich wsparcia, rozmowy... Najpierw Ty musisz zmienić swoje podejście zanim zaczniesz zmieniać innych. A obawiam się, że w kwestii relacji międzyludzkich, bliskości i emocji to możesz mieć sporo do nadrobienia...
Ja mam teraz zdecydowanie lepszy kontakt z rodzicami niż miałam kiedyś. Wprawdzie w naszych stosunkach nigdy nie było tak zimno jak u Ciebie, ale moi rodzice też mieli problem z otwartymi, szczerymi rozmowami. Znacznie łatwiej przychodziło im wypowiedzenie zakazu czy nakazu niż podanie argumentów czy wysłuchanie naszych. Ale jakoś tak się złożyło, że obie z siostrą jesteśmy dość wrażliwe psychologicznie (nie wiem jak to inaczej określić), zdawałyśmy sobie sprawę, że jesteśmy trochę "niedorobione" emocjonalnie i zaczęłyśmy szukać sposobów "uspołecznienia się" w mądrych źródłach. I w końcu zaczęłyśmy podejmować konfrontacje z rodzicami. Poszło łatwo, chyba oni też chcieli się dogadać. Najlepiej działał element zaskoczenia, kiedy np. awanturniczy zakapior czyli ja zamiast, jak zwykle, kopnąć drzwi mówił do mamy: "a pomyślałaś, że mi jest z tego powodu strasznie przykro", albo "jestem duża i rozumna, to mój wybór i bardziej potrzebuję wsparcia niż prób zmiany mojej decyzji". Jola, poprawa stosunków z rodzicami (i z każdym innym człowiekiem) to proces długotrwały i bardzo pracochłonny. Ale najczęściej możliwy...
Jeśli chodzi o wymagania, poprzeczki itp: moi rodzice nie stawiali wymagań. W każdym razie nie tak otwarcie. Oczekiwali, że się będę dobrze uczyć, że pójdę na studia i to chyba wszystko. Czasem trochę żałuję, że tych poprzeczek nie było. Chyba łatwiej byłoby mi się mobilizować
Za to wtedy, kiedy ich naprawdę potrzebowałam - zawsze byli przy mnie.
jolcia, masz idealna sytuacje. Rodzice wszystko Ci funduja, zamienilabys biede na sam fakt rozmowy z nimi? Raczej nie, wiec przestan uspokajac wlasne sumienie lzawymi postami na forum
.
To nie są łzawe posty tylko prawda o mojej sytuacji. Chcię tylko jakiś sensownych rad.
Vinnga masz racje że w relacjach mięzyludzkich mam wiele do nadrobienia i nie wiem czy to sie uda. Dziś byłam u moich rodziców, chciałam porozmawiać to ojcice zapytał tylko jak moja praca i czy wystarcza mi pieniędzy a i zachwycali się pierścionkiem który odrazu oszacowali że musiał kosztować majątek ale dovrze że mój Szymoin ma zamożnych rodziców to mu pomagają. Jeszcze najgorsze jest to że moją siostrę która ma 16 lat wychowują tak samo jak nas dziś normalnie jakbym zobaczył siebie 10 lat wcześniej czyli dużo wymagań zero wsparcia psychicznego. A co do tych nakazów to były tylko takie lub aż takie że mam zostać policjantką i koniec, ale teraz nie żałuje że nią zostałam. Rodzice wychowywali nas bezstresowo nigdy nawet klapsa nie dostaliśmy ani nas nie zkrzyczeli ale przez to też chyba nie przygotowali nas do prawdziwego życia.
Jeśli możecie to proszę o wasze spostrzeżenia
hej ja mam pytanie nie wiem czy w dobre forum dskusyjne weszłam ale potzrebuje pomocy juz sie gubie .. rodzice a pzrede wszystkim tata nie chce zebym szła na studia mój chłopak idzie na studia a ja teraz pracuje i dopiero od lutego bede wolna tata sie nie zgadza bo zapewnia ze nie dam rady sie sama utrzymac..co mam zrobic chce juz z nim zamieszkac,isc do pracy i studiowac pomożcie prosze
hej ja mam pytanie nie wiem czy w dobre forum dskusyjne weszłam ale potzrebuje pomocy juz sie gubie .. rodzice a pzrede wszystkim tata nie chce zebym szła na studia mój chłopak idzie na studia a ja teraz pracuje i dopiero od lutego bede wolna tata sie nie zgadza bo zapewnia ze nie dam rady sie sama utrzymac..co mam zrobic chce juz z nim zamieszkac,isc do pracy i studiowac pomożcie prosze
Myślę, że powinnaś iść na studia. Twój tata za Ciebie nie będzie żył, bo to Twoje życie i Twoje decyzje.
Jeśli nie udałoby Ci sie ich ukończyć to przynajmniej będziesz miała świadomość, że spróbowałaś. Musisz iść bo jeśli zrezygnujesz to już zawsze będziesz gdybać jakby to było... ale i tak jestem przekonana, że dałabyś sobie radę! Powodzenia ![]()