Witajcie,
Temat wydaje się jasny, ale mimo wszystko mam pewien problem, którym chciałbym się z Wami podzielić...
Najpierw krótki zarys... Zacząłem pracować 1,5 roku temu w nowej firmie, początkowo tylko praca zdalna, więc głównie znałem swój zespół i to raczej jedynie w kwestiach zawodowych. Od początku roku mamy pracę hybrydową, więc jestem 2-3 razy w tygodniu i zacząłem dostrzegać poznawać inne osoby z osobnych działów. W pewnym momencie coraz większą moją uwagę zaczęła przyciągać jedna koleżanka, ale siedzi trochę daleko, więc nie gadaliśmy za dużo, poza jakimiś cześć-cześć albo krótkimi dialogami w kuchni. Niedawno mieliśmy małą imprezę firmową, na której jakoś tak naprawdę przypadkiem wyszło, że sporo gadaliśmy, z innymi też, ale dużo z nią, nawet praktycznie sama dała mi swój numer. Okazało się ogólnie, że mamy sporo wspólnych zainteresować wydawało mi się to dobrą bazą do czegoś więcej. Od razu zaznaczę, że w zasadzie staram się nie romansować w pracy, bo wiem, że raczej z tego może wyjść więcej kłopotów, ale jednak jakiś odsetek sukcesów pewnie jest, więc stwierdziłem, że pewnie będę żałował jak nie spróbuję i więcej będę myślał o tym, jaką okazję tracę.
Więc spróbowałem zaprosić ją gdzieś po pracy, może trochę za późno się odezwałem, ale odpisała enigmatycznie, że ma już plany. Bez propozycji innego terminu... Także ogólnie nie trzeba mi tłumaczyć, co to oznacza... No i teraz jest ta druga strona medalu, czyli ciąg dalszy bycia razem w pracy. Niby siedzi ode mnie daleko, ale trochę ścisnęło mnie jak gadała z jakimś tam kolegą tak po prostu, lepiej się pewnie znają i w ogóle. Jak widzę, że idzie do kuchni sama to trochę mnie niesie, żeby iść i zagadać, ale nie chcę być nachalnym, więc jakoś się trzymam... Niby dziś jak mnie mijała to się przywitała i się nawet uśmiechnęła, ale chyba nie ma co sobie robić naiwnej nadziei po takim zwykłym geście. Spodziewam się od Was odpowiedzi, żeby raczej w to nie brnąć i na nic więcej nie liczyć. Mam jakieś tam lekkie nadzieje, że może też nie miała śmiałości sama, żeby zaproponować coś innego, ale to raczej tylko naiwne nadzieje.
Także problem jest taki, że teraz chciałbym, żeby znów była dla mnie obojętna jak na początku. A to nie łatwe. Żeby nie ściskało jak gada z kimś i żeby nie kusiło iść gadać na siłę, żeby pogadać. Pytanie czy to uczucie w końcu minie? I jak się zachować, żeby nie zwariować? Nie chciałbym tracić tej relacji przynajmniej stricte koleżeńskiej, ale nie chcę, żeby czuła się osaczona, a boję się, że teraz każdy kontakt z mojej strony może oznaczać dla niej jakąś kolejną "próbę".