Trudne początki rodzicielstwa - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Trudne początki rodzicielstwa

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 69 ]

Temat: Trudne początki rodzicielstwa

Witam.
Od 2 miesięcy jestem mamą. Mamą adopcyjną. Spełniło się marzenie moje i męża, mamy wspaniałą córeczkę, mądrą jak na swoje 2 latka,  kochaną, empatyczną. Więź miedzy nami wytworzyła się bardzo szybko i jest prawdziwa.
Absolutnie nie żałuję decyzji o adopcji ale jest jedno ALE. Czuję się rozczarowana. Nie córcią ale sobą. Tym jak czasem myślę i co czuję. Zastanawiam się czy to jakaś forma depresji z którą coś powinnam zrobić czy dość naturalny etap, przez który przechodzą również inne mamy lub ich część. Otóż czuje się zmęczona, brakuje mi często siły i muszę naprawdę się zebrać żeby ogarnąć Małą. Najgorzej jest w sumie rano, z biegiem dnia jakby się rozkręcam, mam więcej energii i  lepszy nastrój. Ale poranki są paskudne. Owszem Mała wstaje dość wcześnie bo około 6 ale do pracy tez wstawałam wcześnie i problemu nie było. A teraz mam głowę jak z ołowiu. Czasem marzę o tym żeby chociaż chwilę zajęła się sobą i dala mi spokojnie wypić kawę czy umyć się. Jest to o tyle ciężkie ze ona chce być wszędzie tam gdzie ja  i robić to co ja. A ja...zamiast się cieszyć ze tak się dogadujemy (bałam się że może mnie nie zaakceptować nie pokochać) mam nieraz takie poczucie znuzenia za które mi wstyd. Obwiniam się przez to ze jestem złą mamą. Mam dziecko i to takie o jakim marzyłam. A ja zamiast tryskać energią i szczęściem snuje się do południa jak cień. Owszem uśmiecham się do niej , bawimy się ale to takie na zewnątrz. W środku czuję ochotę żeby jak dawniej wyjść na chwilę sama, pobyć ze sobą w ciszy albo zwyczajnie się położyć i zdrzemnąć. Czy też tak miałyście? Pytam bo nie wiem czy to normalne zjawisko ( mam swoje lata, byłam aktywna zawodowo, teraz jestem w domu) czy to ja mam problem ze sobą?   Nie chcę żeby moje dziecko w jakikolwiek sposób poczuło te moje zle fluidy a boję się że może nawet nieświadomie je przekazuję.  Dopiero jak maz wraca z pracy i mam w nim pomoc i obecność kogoś z kim mogę porozmawiać ( do córki tez mówię dużo ale wiadomo jak ta rozmowa wygląda wink ) to odżywam. Wtedy bardziej umiem się cieszyć nasza rodziną, jestem przytomniejsza, weselsza bardziej kreatywna. 
Staram się co jakiś czas robić coś dla siebie ale chyba jakaś przyjemnostka  raz w tygodniu nie daje za bardzo efektów.
Podzielcie się proszę swoimi doświadczeniami i radami smile

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Feniks, rad Ci nie dam, bo nie mam, ale bardzo bardzo Ci gratuluję! Cieszę się, że Wam się udało smile świetna wiadomość na początek brzydkiego dnia smile
Jestem pewna, że dla swojej córki jesteś najlepszą mamą na świecie smile trzymam kciuki, żeby wszystko się ułożyło!

3

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
feniks35 napisał/a:

Witam.
Od 2 miesięcy jestem mamą. Mamą adopcyjną. Spełniło się marzenie moje i męża, mamy wspaniałą córeczkę, mądrą jak na swoje 2 latka,  kochaną, empatyczną. Więź miedzy nami wytworzyła się bardzo szybko i jest prawdziwa.
Absolutnie nie żałuję decyzji o adopcji ale jest jedno ALE. Czuję się rozczarowana. Nie córcią ale sobą. Tym jak czasem myślę i co czuję. Zastanawiam się czy to jakaś forma depresji z którą coś powinnam zrobić czy dość naturalny etap, przez który przechodzą również inne mamy lub ich część. Otóż czuje się zmęczona, brakuje mi często siły i muszę naprawdę się zebrać żeby ogarnąć Małą. Najgorzej jest w sumie rano, z biegiem dnia jakby się rozkręcam, mam więcej energii i  lepszy nastrój. Ale poranki są paskudne. Owszem Mała wstaje dość wcześnie bo około 6 ale do pracy tez wstawałam wcześnie i problemu nie było. A teraz mam głowę jak z ołowiu. Czasem marzę o tym żeby chociaż chwilę zajęła się sobą i dala mi spokojnie wypić kawę czy umyć się. Jest to o tyle ciężkie ze ona chce być wszędzie tam gdzie ja  i robić to co ja. A ja...zamiast się cieszyć ze tak się dogadujemy (bałam się że może mnie nie zaakceptować nie pokochać) mam nieraz takie poczucie znuzenia za które mi wstyd. Obwiniam się przez to ze jestem złą mamą. Mam dziecko i to takie o jakim marzyłam. A ja zamiast tryskać energią i szczęściem snuje się do południa jak cień. Owszem uśmiecham się do niej , bawimy się ale to takie na zewnątrz. W środku czuję ochotę żeby jak dawniej wyjść na chwilę sama, pobyć ze sobą w ciszy albo zwyczajnie się położyć i zdrzemnąć. Czy też tak miałyście? Pytam bo nie wiem czy to normalne zjawisko ( mam swoje lata, byłam aktywna zawodowo, teraz jestem w domu) czy to ja mam problem ze sobą?   Nie chcę żeby moje dziecko w jakikolwiek sposób poczuło te moje zle fluidy a boję się że może nawet nieświadomie je przekazuję.  Dopiero jak maz wraca z pracy i mam w nim pomoc i obecność kogoś z kim mogę porozmawiać ( do córki tez mówię dużo ale wiadomo jak ta rozmowa wygląda wink ) to odżywam. Wtedy bardziej umiem się cieszyć nasza rodziną, jestem przytomniejsza, weselsza bardziej kreatywna. 
Staram się co jakiś czas robić coś dla siebie ale chyba jakaś przyjemnostka  raz w tygodniu nie daje za bardzo efektów.
Podzielcie się proszę swoimi doświadczeniami i radami smile

To co czujesz jest całkowicie normalne. To nie jest tak, że miłość do dziecka daje rodzicowi kopa energii jak ta bateria króliczkowi w reklamie. Każdy odczuwa zmęczenie, znużenie i tęskni za spokojem. Tym bardziej, że małe dzieci są niezwykle absorbujące i wymagają sporo uwagi. A do tego przecież dochodzi też zwykłe prozaiczne życie.
Dla własnej psychicznej higieny musisz zadbać o to, żeby mieć także czas dla siebie, na odpoczynek, wyciszenie się. Będziesz mieć wtedy lepszy nastrój i to się przełoży też na lepszą relację z córką.

4 Ostatnio edytowany przez Be. (2022-07-05 10:26:57)

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Nawet nie musi chodzić o dziecko, po prostu same zmiany w naszym życiu, zmiana rutyny itd powodują często przytłoczenie, ale to mi mija. Twój umysł był przyzwyczajony do pewnych rzeczy, a teraz się zmieniło. Daj mu chwilę odchorować.

5 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2022-07-05 11:16:47)

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Mając dziecko adopcyjne czy własne-odczuwasz dokładnie to samo co każdy rodzic dwuletniego dziecka.
Nawet nie wiesz ile razy czułam to samo gdy moja córka miała dwa lata.Ba-czułam to ze zdwojoną siłą gdy miała lat 3,4,5,6 smile
I tak,moja córka też była (i jest) moim wymarzonym dzieckiem,niezwykle mądrym,empatycznym i ślicznym.
Ale zwyczajnie potrzebowałam swojej przestrzeni w życiu i dzięki temu odpoczywałam.A wypoczęta mama to uśmiechnięta i pełna pomysłów mama smile

6

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
feniks35 napisał/a:

Witam.
Od 2 miesięcy jestem mamą. Mamą adopcyjną. Spełniło się marzenie moje i męża, mamy wspaniałą córeczkę, mądrą jak na swoje 2 latka,  kochaną, empatyczną. Więź miedzy nami wytworzyła się bardzo szybko i jest prawdziwa.
Absolutnie nie żałuję decyzji o adopcji ale jest jedno ALE. Czuję się rozczarowana. Nie córcią ale sobą. Tym jak czasem myślę i co czuję. Zastanawiam się czy to jakaś forma depresji z którą coś powinnam zrobić czy dość naturalny etap, przez który przechodzą również inne mamy lub ich część. Otóż czuje się zmęczona, brakuje mi często siły i muszę naprawdę się zebrać żeby ogarnąć Małą. Najgorzej jest w sumie rano, z biegiem dnia jakby się rozkręcam, mam więcej energii i  lepszy nastrój. Ale poranki są paskudne. Owszem Mała wstaje dość wcześnie bo około 6 ale do pracy tez wstawałam wcześnie i problemu nie było. A teraz mam głowę jak z ołowiu. Czasem marzę o tym żeby chociaż chwilę zajęła się sobą i dala mi spokojnie wypić kawę czy umyć się. Jest to o tyle ciężkie ze ona chce być wszędzie tam gdzie ja  i robić to co ja. A ja...zamiast się cieszyć ze tak się dogadujemy (bałam się że może mnie nie zaakceptować nie pokochać) mam nieraz takie poczucie znuzenia za które mi wstyd. Obwiniam się przez to ze jestem złą mamą. Mam dziecko i to takie o jakim marzyłam. A ja zamiast tryskać energią i szczęściem snuje się do południa jak cień. Owszem uśmiecham się do niej , bawimy się ale to takie na zewnątrz. W środku czuję ochotę żeby jak dawniej wyjść na chwilę sama, pobyć ze sobą w ciszy albo zwyczajnie się położyć i zdrzemnąć. Czy też tak miałyście? Pytam bo nie wiem czy to normalne zjawisko ( mam swoje lata, byłam aktywna zawodowo, teraz jestem w domu) czy to ja mam problem ze sobą?   Nie chcę żeby moje dziecko w jakikolwiek sposób poczuło te moje zle fluidy a boję się że może nawet nieświadomie je przekazuję.  Dopiero jak maz wraca z pracy i mam w nim pomoc i obecność kogoś z kim mogę porozmawiać ( do córki tez mówię dużo ale wiadomo jak ta rozmowa wygląda wink ) to odżywam. Wtedy bardziej umiem się cieszyć nasza rodziną, jestem przytomniejsza, weselsza bardziej kreatywna. 
Staram się co jakiś czas robić coś dla siebie ale chyba jakaś przyjemnostka  raz w tygodniu nie daje za bardzo efektów.
Podzielcie się proszę swoimi doświadczeniami i radami smile

Feniks, no co Ty! Jesteś matką! smile To tak właśnie wygląda. Na początku 90% dramatu 10% radości i wraz z wiekiem dziecka ta proporcja się zmienia. Z tego Twojego opisu wynika, że:
1. jesteś zestresowana -  może za bardzo chcesz, aby było idealnie i za mocno się nad tym dzieckiem pochylasz, a potem sobie mówisz, że nie dźwignęłaś (może tak?)
2. ja zostałam pierwszy raz matką w wieku 31 lat, a byłam umordowana po pachy. Jeśli jesteś starsza to na pewno nie pomaga. Zwykłe zmęczenie zatem dodatkowo.
3. presja, którą na siebie narzucasz i strach, że coś nie wyjdzie, dokłada ciężaru do wózka ze stresem
4. pobyć sama?! SERIO? Wstydzisz się tego? Kochana, jak siedziałam z jednym dzieckiem i później z z dwójką w domu, to jeśli ktoś był łaskaw się  nimi przez godzinę zająć, to wyjeżdżałam na zakupy do (jeszcze wtedy) Tesco i całą drogę łzy leciały my ciurkiem ze szczęścia. I chociaż miałam blisko, to znajdywałam drogę okrężną, aby trochę jeszcze pobyć ze sobą w samochodzie. Nie muszę mówić, że w sklepie, to błądziłam między półkami jak jakiś zmarznięty kloszard i jak najdłużej się dało - ludzie się dziwnie patrzyli, ale co tam. BYŁAM SAMA! big_smile Trzeba mieć chociaż chwilę dla siebie (bo gwarantuję, że zwariujesz), a dla dziecka informacja, że mama to nie zabawka i też ma swój czas, jest ważny - zacznie szanować innych oraz nauczy się samodzielnie bawić.
Zobaczysz, że z czasem tych przyjemności i radości z macierzyństwa będzie więcej, a te nudne czynności będą robić się z automatu, ale nie stawiaj przed sobą gór, których może nie jesteś w stanie jeszcze przekroczyć. To wymaga czasu. Niestety mogę się totalnie mylić, gdyż ja miałam dzieci od urodzenia, Ty zaczynasz nie od początku tylko od 2 roku życia, a to też trudny wiek przekory, a Ty dostałaś go na dzień dobry. Miałam fajną książkę fantastycznej (niestety już nie żyjącej) niani: Tracy HOGG "Język dwulatka" - poczytaj sobie. Mnie swojego czasu wszystkie jej książki bardzo pomogły w zrozumieniu rodzicielstwa: mnie jako matki i dziecka jako tabula rasa człowieka, ale też dały taką pewność siebie, że dobrze robię.
Jakby co, subskrybuję ten wątek - będę zaglądać smile

7

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Feniks, gratuluję!
I przychylam się do wszystkich opinii, jesteś po prostu zmęczona bo w nowej sytuacji. Dziecko w wieku absorbującym, ale stopniowo można "wydłużać" czas samodzielnej zabawy.

8

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Nawet nie wiecie jak mi byly potrzebne takie słowa. Dziękuję wszystkim z całego serducha za gratulacje i za to wsparcie. Czyli jednak nie taka matka straszna jak się wydaje smile

9

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Nic się nie "pucowałaś" koleżanko wcześniej ,ale spoko rozumiem i gratuluje.
To co odczuwasz to normalka,ja na samym początku po urodzeniu córki to odleciałem,ale wróciłem do normy i trzeba się było zaadoptować ,natura daje sama z siebie narzędzia byle nie kombinować za dużo,
nie udawaj przed córką nadczłowieka
ona się szybciej przyzwyczai do niektórych rzeczy w tym i Twoich drzemek

Poziom Pokahontas jest ciekawszy i można "bezkarnie" oglądać kreskówki dla dzieci smile

10 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2022-07-05 13:33:30)

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Gratuluję! smile


To, co przeżywasz, jest zupełnie naturalne, bo świat wywrócił Ci się do góry nogami. Dokoła pełno zachwytów i opowieści o tym, jak wspaniale być rodzicem, rzadko jednak mówione jest o drugiej stronie medalu: zmęczeniu, zniechęceniu, rozdrażnieniu, niewyspaniu, chęci, by dziecko zajęło się sobą i pozwoliło swobodnie oddychać; niekiedy marzenia sięgają głębiej: by wszystko wróciło do "starej normy". Ta ciemna strona dotyka, bo jakże mogłoby być inaczej, także tych, dla których dziecko jest wyśnione, wymarzone, długo wyczekiwane. W takich, odległych już, chwilach pocieszałam się myślą, że wszystko mija i za czas jakiś wyśpię się, spokojnie będę mogła przeczytać książkę, it.p.
Wiedz, że stając się matką nie przestałaś być człowiekiem, zaspokojenie Twych potrzeb jest ważne. Gdy akumulator nie jest doładowywany, pada. smile

Na szczęście jesteś mamą wystarczająco dobrą, nie pretenduj do bycia idealną.

11 Ostatnio edytowany przez Ewe131 (2022-07-05 14:58:11)

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
feniks35 napisał/a:

Nawet nie wiecie jak mi byly potrzebne takie słowa. Dziękuję wszystkim z całego serducha za gratulacje i za to wsparcie. Czyli jednak nie taka matka straszna jak się wydaje smile

Droga Mamo! Każda mama ma prawo byc zmęczona, rozdrażniona, zestresowana, mimo, że kocha swoje dziecko najmocniej na świecie czasem marzy, by przestało choć na chwilę paplać, albo nawet czasem z chęcią zaplanowałaby dla dziecka lot w kosmos big_smile chociaż na godzinkę big_smile
Wyjazdy do biedry w samotności są na wagę złota big_smile

12

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
Ewe131 napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Nawet nie wiecie jak mi byly potrzebne takie słowa. Dziękuję wszystkim z całego serducha za gratulacje i za to wsparcie. Czyli jednak nie taka matka straszna jak się wydaje smile

Droga Mamo! Każda mama ma prawo byc zmęczona, rozdrażniona, zestresowana, mimo, że kocha swoje dziecko najmocniej na świecie czasem marzy, by przestało choć na chwilę paplać, albo nawet czasem z chęcią zaplanowałaby dla dziecka lot w kosmos big_smile chociaż na godzinkę big_smile
Wyjazdy do biedry w samotności są na wagę złota big_smile

...albo chce to kochane dzieciątko wyrzucić przez okno, bo nie daje już rady wytrzymać jazdy, którą kochane dzieciątko właśnie sobie wyprawia wink. W takich przypadkach, trzeba powiedzieć: "przepraszam, muszę na chwilę wyjść". I wyjść z pomieszczenia, a nawet na zewnątrz, pooddychać, rozpłakać się, wykrzyczeć, uderzyć pięścią w ścianę. I potem na spokojnie z uśmiechem wrócić do tego kochanego dzieciątka big_smile TAKIE ŻYCIE big_smile

13

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Dokładnie takie mam czasem myśli. Ze musze wyjść zeby odparować ze złości lub niemocy wink
Dziękuję za takie szczere słowa. Faktycznie w społeczeństwie mało się mówi o tym ze rodzicielstwo to nie tylko miody. Niby mówi się o zmęczeniu, chorobach dzieci itp ale mało kto umiał porozmawiać ze mną tak szczerze że czasem ma ochotę przekształcić swoje dziecko tożsamościowo big_smile, wyjść,
wyjechać w Bieszczady i odpocząć chwile od brzdąca.
Paslawek  nie przypucowalam się gdyż sprawy potoczyły się mega szybko. Telefon z Ośrodka Adopcyjnego, intensywne odwiedziny u Córeczki i bach dziecko w domu. Ekspresowe tempo zamykania spraw w pracy i nagle cisza ( no dobra "cisza" ) i stały pobyt w domu z dzieckiem na macierzyńskim.
Wiecie, być moze moje wyrzuty sumienia plyna tez z tego że bardzo chciałam dać małej więcej niż dziecku które rodzi się w rodzinie. Ona tyle przeszła na te swoje 2 latka. Chciałam jej wynagrodzić to zło i ten smutek którego doświadczyła. A tu nagle okazało się że nama heros sflaczała jak przekłuty balonik i czasem  marzy tylko o tym żeby juz była ta pora drzemki Młodej coby i mama mogła zamknąć na chwilę oko wink
Jeszcze raz dzięki wielki wszystkim :* Chyba faktycznie za dużo od siebie wymagałam i zbyt surowo oceniam siebie jako matkę zapominając ze jestem też człowiekiem.

14 Ostatnio edytowany przez blueangel (2022-07-05 17:43:10)

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

twoje zycie sie zmienilo- teraz jestes rodzicem. u rodzicow to normalne smile ciesz sie, ze juz troche "odchowana". z noworodkiem i niemowlakiem zmeczenie jest jeszcze bardziej intensywne, chociazby przez nieprzespane noce, bo glodne sie budzi (zalezy od dziecka, ale nawet i co 2 godziny). pociesze cie, ze bedzie lepiej smile czas szybko leci, dzieci staja sie coraz bardziej samodzielne to i zmeczenia bedzie mniej, a i czasu dla siebie wiecej smile

i z calego serducha gratuluje decyzji. zycze szczescia! niebawem nie bedziesz mogla juz sobie wyobrazic jak moglabys zyc bez niej smile


poprostu na filmach nie widac, jak to naprawde jest miec dzieci, wiec poki sie nie ma wlasnych to sie nie wie smile kazda mama przechodzi przez to, co ty, bo teraz tez jestes mama.

15 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2022-07-05 21:30:20)

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

A ktoś może Ci pomóc, chociaż na chwilę?
Mama, siostra, przyjaciółka?
Żebyś mogła chociaż na chwilę w wannie poleżeć,  czy cokolwiek zrobić w drugim pokoju, by mała wiedziała, że jej nie uciekniesz, wrócisz.
Może któraś koleżanką ma dziecko w podobnym wieku, mogłyby się pobawić, a Ty wymienić doświadczeniami?
Ni spinaj się też tak, nie wszystko musi być perfekcyjne:)

16

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
Ela210 napisał/a:

A ktoś może Ci pomóc, chociaż na chwilę?
Mama, siostra, przyjaciółka?
Żebyś mogła chociaż na chwilę w wannie poleżeć,  czy cokolwiek zrobić w drugim pokoju, by mała wiedziała, że jej nie uciekniesz, wrócisz.
Może któraś koleżanką ma dziecko w podobnym wieku, mogłyby się pobawić, a Ty wymienić doświadczeniami?
Ni spinaj się też tak, nie wszystko musi być perfekcyjne:)

Teoretycznie mogę liczyć na pomoc mamy ale to jest teoretycznie bo mała odczuwa na razie tak silny lęk separacyjny ze gdy znikam jej z oczu to dostaje spazmów i nie mozna jej uspokoic. Z tego powodu nie mam serca wychodzic a jak juz naprawdę musze to wymykam sie jak zlodziej z poczuciem ze jej robię krzywdę. W praktyce więc nawet jeśli jest babcia to i tak mała jest przyklejona do mnie. Razem w kuchni, razem w sklepie, razem w wc.. I tak nie mogę narzekać bo mama pomaga mi w sprawach technicznych typu zrobienie prania czy ugotowanie czegos. Smażenie kotletów gdzie tluszcz pryska a mala jest uwieszona na mnie przerabiałam kilka razy i tymbardziej doceniam tą pomoc babci ale brakuje mi wciąż chwili dla siebie, nawet w tych intymnych momentach typu korzystanie z toalety. Raz próbowałam postawić tą granicę i nie wpuscic jej do lazienki tlumaczac ze zaraz wracam i jestem tuz za drzwiami to leżała pod drzwiami wc płacząc i wołając mnie z rączką wsuniętą pod te drzwi. Czulam się jakbym jej autentycznie krzywdę robila.
Tłumaczę sobie to wszystko trochę tym co córka przeszła i że potrzebuje czasu by w pełni poczuc się bezpiecznie w sensie ze mama jest i tym razem już będzie na zawsze, nawet jeśli na chwilę zniknie to zaraz wróci. Widocznie corcia jeszcze nie ma tej pewności i jest za mała zeby zrozumieć moje zapewnienia. Zostaje chyba przetrwać ten czas i korzystać z chwil kiedy jest tata albo mała spi.

17

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
feniks35 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

A ktoś może Ci pomóc, chociaż na chwilę?
Mama, siostra, przyjaciółka?
Żebyś mogła chociaż na chwilę w wannie poleżeć,  czy cokolwiek zrobić w drugim pokoju, by mała wiedziała, że jej nie uciekniesz, wrócisz.
Może któraś koleżanką ma dziecko w podobnym wieku, mogłyby się pobawić, a Ty wymienić doświadczeniami?
Ni spinaj się też tak, nie wszystko musi być perfekcyjne:)

Teoretycznie mogę liczyć na pomoc mamy ale to jest teoretycznie bo mała odczuwa na razie tak silny lęk separacyjny ze gdy znikam jej z oczu to dostaje spazmów i nie mozna jej uspokoic. Z tego powodu nie mam serca wychodzic a jak juz naprawdę musze to wymykam sie jak zlodziej z poczuciem ze jej robię krzywdę. W praktyce więc nawet jeśli jest babcia to i tak mała jest przyklejona do mnie. Razem w kuchni, razem w sklepie, razem w wc.. I tak nie mogę narzekać bo mama pomaga mi w sprawach technicznych typu zrobienie prania czy ugotowanie czegos. Smażenie kotletów gdzie tluszcz pryska a mala jest uwieszona na mnie przerabiałam kilka razy i tymbardziej doceniam tą pomoc babci ale brakuje mi wciąż chwili dla siebie, nawet w tych intymnych momentach typu korzystanie z toalety. Raz próbowałam postawić tą granicę i nie wpuscic jej do lazienki tlumaczac ze zaraz wracam i jestem tuz za drzwiami to leżała pod drzwiami wc płacząc i wołając mnie z rączką wsuniętą pod te drzwi. Czulam się jakbym jej autentycznie krzywdę robila.
Tłumaczę sobie to wszystko trochę tym co córka przeszła i że potrzebuje czasu by w pełni poczuc się bezpiecznie w sensie ze mama jest i tym razem już będzie na zawsze, nawet jeśli na chwilę zniknie to zaraz wróci. Widocznie corcia jeszcze nie ma tej pewności i jest za mała zeby zrozumieć moje zapewnienia. Zostaje chyba przetrwać ten czas i korzystać z chwil kiedy jest tata albo mała spi.

To całkiem normalne smile są takie dzieci, które wiszą na rodzicach. mój syn od malutkiego poszedł do każdej osoby, a córka mogła być tylko u mnie lub męża na ręku, jak ktoKOLWIEK wziął ją na sekundę to był wrzask. Gotowanie, układanie zabawek czy inne prace z Nią na ręku były przez jakiś czas "normą", jak była bardziej kumata to nawet wózek z Nią mogłam prowadzić tylko ja lub mąż ... po prostu była przyklejona i już. Idąc do toalety nie zamykałam nawet drzwi, bo miałabym syrenę, jak nie było męża w domu to nawet musiałam kąpiel brać z widownia smile to wszystko minie smile ciesz się z tych chwil, zapamiętuj je, bo kiedyś będziemy za tym tesknic jak nam dzieci z domu wyfruną big_smile
Teraz córka jest przedszkolaczkiem, jest bystra i mądra, ale cały czas potrzebuje dużo przytulasów w ciągu dnia:) taką ma osobowość.

18 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-07-05 23:29:19)

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
Ewe131 napisał/a:

ciesz się z tych chwil, zapamiętuj je, bo kiedyś będziemy za tym tesknic jak nam dzieci z domu wyfruną big_smile

Oj będziecie będziecie -  normalka smile
chlipanie po kątach też tak przez tydzień smile

19

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Przede wszystkim bardzo Wam, Feniks, gratuluję! Pamiętam, kiedy pisałaś, że tak mocno chciałabyś, a dziś realnie jesteś już matką. Ufam, że się w tej nowej roli relatywnie szybko odnajdziesz i poczujesz się w niej naprawdę spełniona.

Jesteś matką najlepszą, jaką potrafisz być, a to co przeżywasz jest zupełnie naturalne. Kiedy ja zostałam mamą, byłam od Ciebie znacząco młodsza, właściwie byłam bardzo młoda, być może dzięki temu wiele rzeczy brałam takimi, jakie są, przyjmowałam naturalnie, biorąc je na klatę (wspominam, bo jestem przekonana, że zaledwie dekadę później wyglądałoby to już zupełnie inaczej), a mimo to do dziś pamiętam zmęczenie, czasem irytację, znużenie, a na pewno bezsilność, pomimo że przecież kochałam miłością bezwarunkową. Syn był bardzo żywym, absorbującym dwulatkiem, choć muszę przyznać, że kiedy zostawaliśmy w domu tylko we dwoje, potrafił się sobą na chwilę zająć, jedynie co jakiś czas przybiegając, jakby chcąc sprawdzić "czy ta mama aby na pewno jeszcze jest". Nie był do mnie stale przyklejony, spokojnie mogłam wziąć prysznic czy skorzystać z toalety - tu miałam o niebo lżej od Ciebie.

Twoja córcia ma za sobą trudne przeżycia, stąd jej paniczna histeria, kiedy znikasz z oczu. Jestem przekonana, że i dla niej, i dla Ciebie są to bardzo trudne chwile, ale otoczona miłością w końcu poczuje się bezpiecznie i wtedy powinno być znacząco łatwiej. Jakby było mało, dwa lata to okres buntu, ustalania granic, to test Twojej cierpliwości i konsekwencji, więc jeśli do pakietu dodasz balast, jakie ze sobą niesie, to jako matka masz podwójnie trudno.

W każdym razie pamiętaj, że nie startujesz w konkursie na "matkę roku", masz prawo do własnych emocji, zmęczenia, masz też prawo do pojawiających się wątpliwości. Sądzę, że każdy rodzic je miał, ja na pewno. Twoje życie przewróciło się do góry nogami niemal z dnia na dzień, trochę potrwa zanim oswoisz się z tą nową sytuacją, przestawisz na inny niż do tej pory "tryb", poukładasz dzień, wejdziesz w nową świadomość i mentalność.
Rodzicielstwo to wspaniała przygoda, ale istotnie nie jest pozbawiona ciemnych stron. Odkąd pamiętam media bombardują nas reklamami radośnie śmiejących się bobasków, oczywiście jedynie rozkosznie słodkich, a w życiu to tak nie wygląda.

Czy w razie potrzeby ośrodek adopcyjny oferuje Wam jakieś wsparcie? Jeśli tak, to gdybyś niepokojąco długo nie umiała się w tym wszystkim odnaleźć, nie obawiaj się z niego korzystać. Jestem przekonana, że dla nich to chleb powszedni i będą wiedzieć jak pomóc.

20

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
Olinka napisał/a:

Przede wszystkim bardzo Wam, Feniks, gratuluję! Pamiętam, kiedy pisałaś, że tak mocno chciałabyś, a dziś realnie jesteś już matką. Ufam, że się w tej nowej roli relatywnie szybko odnajdziesz i poczujesz się w niej naprawdę spełniona.

Jesteś matką najlepszą, jaką potrafisz być, a to co przeżywasz jest zupełnie naturalne. Kiedy ja zostałam mamą, byłam od Ciebie znacząco młodsza, właściwie byłam bardzo młoda, być może dzięki temu wiele rzeczy brałam takimi, jakie są, przyjmowałam naturalnie, biorąc je na klatę (wspominam, bo jestem przekonana, że zaledwie dekadę później wyglądałoby to już zupełnie inaczej), a mimo to do dziś pamiętam zmęczenie, czasem irytację, znużenie, a na pewno bezsilność, pomimo że przecież kochałam miłością bezwarunkową. Syn był bardzo żywym, absorbującym dwulatkiem, choć muszę przyznać, że kiedy zostawaliśmy w domu tylko we dwoje, potrafił się sobą na chwilę zająć, jedynie co jakiś czas przybiegając, jakby chcąc sprawdzić "czy ta mama aby na pewno jeszcze jest". Nie był do mnie stale przyklejony, spokojnie mogłam wziąć prysznic czy skorzystać z toalety - tu miałam o niebo lżej od Ciebie.

Twoja córcia ma za sobą trudne przeżycia, stąd jej paniczna histeria, kiedy znikasz z oczu. Jestem przekonana, że i dla niej, i dla Ciebie są to bardzo trudne chwile, ale otoczona miłością w końcu poczuje się bezpiecznie i wtedy powinno być znacząco łatwiej. Jakby było mało, dwa lata to okres buntu, ustalania granic, to test Twojej cierpliwości i konsekwencji, więc jeśli do pakietu dodasz balast, jakie ze sobą niesie, to jako matka masz podwójnie trudno.

W każdym razie pamiętaj, że nie startujesz w konkursie na "matkę roku", masz prawo do własnych emocji, zmęczenia, masz też prawo do pojawiających się wątpliwości. Sądzę, że każdy rodzic je miał, ja na pewno. Twoje życie przewróciło się do góry nogami niemal z dnia na dzień, trochę potrwa zanim oswoisz się z tą nową sytuacją, przestawisz na inny niż do tej pory "tryb", poukładasz dzień, wejdziesz w nową świadomość i mentalność.
Rodzicielstwo to wspaniała przygoda, ale istotnie nie jest pozbawiona ciemnych stron. Odkąd pamiętam media bombardują nas reklamami radośnie śmiejących się bobasków, oczywiście jedynie rozkosznie słodkich, a w życiu to tak nie wygląda.

Czy w razie potrzeby ośrodek adopcyjny oferuje Wam jakieś wsparcie? Jeśli tak, to gdybyś niepokojąco długo nie umiała się w tym wszystkim odnaleźć, nie obawiaj się z niego korzystać. Jestem przekonana, że dla nich to chleb powszedni i będą wiedzieć jak pomóc.

Tak, w razie potrzeby możemy skorzystać z pomocy ośrodka. Na razie jeszcze nie prosiłam o tą pomoc bo zakładam że finalnie nauczę się funkcjonować w nowej sytuacji. Nie jestem mistrzynią wchodzenia lekko w nowe sytuacje i zwykle potrzebuję trochę czasu. Mam nadzieję, że i tu tak będzie. Spokojniejsza jestem o tyle, że skoro piszecie że trudne emocje to norma to przestałam się biczować za moje smile

21 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2022-07-06 09:07:27)

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
feniks35 napisał/a:

Dokładnie takie mam czasem myśli. Ze musze wyjść zeby odparować ze złości lub niemocy wink
Dziękuję za takie szczere słowa. Faktycznie w społeczeństwie mało się mówi o tym ze rodzicielstwo to nie tylko miody. Niby mówi się o zmęczeniu, chorobach dzieci itp ale mało kto umiał porozmawiać ze mną tak szczerze że czasem ma ochotę przekształcić swoje dziecko tożsamościowo big_smile, wyjść,
wyjechać w Bieszczady i odpocząć chwile od brzdąca.
Paslawek  nie przypucowalam się gdyż sprawy potoczyły się mega szybko. Telefon z Ośrodka Adopcyjnego, intensywne odwiedziny u Córeczki i bach dziecko w domu. Ekspresowe tempo zamykania spraw w pracy i nagle cisza ( no dobra "cisza" ) i stały pobyt w domu z dzieckiem na macierzyńskim.
Wiecie, być moze moje wyrzuty sumienia plyna tez z tego że bardzo chciałam dać małej więcej niż dziecku które rodzi się w rodzinie. Ona tyle przeszła na te swoje 2 latka. Chciałam jej wynagrodzić to zło i ten smutek którego doświadczyła. A tu nagle okazało się że nama heros sflaczała jak przekłuty balonik i czasem  marzy tylko o tym żeby juz była ta pora drzemki Młodej coby i mama mogła zamknąć na chwilę oko wink
Jeszcze raz dzięki wielki wszystkim :* Chyba faktycznie za dużo od siebie wymagałam i zbyt surowo oceniam siebie jako matkę zapominając ze jestem też człowiekiem.

No,niestety,z tego co wiem adopcja malutkiego czy trochę większego dziecka tak właśnie wygląda.
Moja znajoma deklarowała adopcje noworodka płci żeńskiej
Po kursach zadzwoniono do niej z propozycją,że jest chłopiec,półroczny,z FAS do adopcji.I ma się zdecydować w ciągu trzech godzin.
Rodzice adopcyjni niestety często próbują wynagradzać dziecku to,że było w DD. W tym wieku dzieciaczek za tydzień,dwa zupełnie o tym zapomina.Pamięta tylko rodzic adopcyjny smile
Dwulatka to jeszcze dzieciaczek,który śpi w ciągu dnia.Taka pięciolatka niesypiająca w dzień jest zdecydowanie trudna do ogarnięcia smile
Moja jest 17 latką.I myślisz,że jest łatwiej? Hehehe,nieeee,nie jest. Panicznie boję się o nią gdy wychodzi z domu. Ma huśtawki nastrojów,że w sumie nie wiesz czy płacze bo coś trudnego dzieje się w jej życiu czy po prostu nie może nie znaleźć swojej ulubionej konturówki smile

Czy sama zajmujesz się córeczką? Czy masz do pomocy tatę ?

22

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
gojka102 napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Dokładnie takie mam czasem myśli. Ze musze wyjść zeby odparować ze złości lub niemocy wink
Dziękuję za takie szczere słowa. Faktycznie w społeczeństwie mało się mówi o tym ze rodzicielstwo to nie tylko miody. Niby mówi się o zmęczeniu, chorobach dzieci itp ale mało kto umiał porozmawiać ze mną tak szczerze że czasem ma ochotę przekształcić swoje dziecko tożsamościowo big_smile, wyjść,
wyjechać w Bieszczady i odpocząć chwile od brzdąca.
Paslawek  nie przypucowalam się gdyż sprawy potoczyły się mega szybko. Telefon z Ośrodka Adopcyjnego, intensywne odwiedziny u Córeczki i bach dziecko w domu. Ekspresowe tempo zamykania spraw w pracy i nagle cisza ( no dobra "cisza" ) i stały pobyt w domu z dzieckiem na macierzyńskim.
Wiecie, być moze moje wyrzuty sumienia plyna tez z tego że bardzo chciałam dać małej więcej niż dziecku które rodzi się w rodzinie. Ona tyle przeszła na te swoje 2 latka. Chciałam jej wynagrodzić to zło i ten smutek którego doświadczyła. A tu nagle okazało się że nama heros sflaczała jak przekłuty balonik i czasem  marzy tylko o tym żeby juz była ta pora drzemki Młodej coby i mama mogła zamknąć na chwilę oko wink
Jeszcze raz dzięki wielki wszystkim :* Chyba faktycznie za dużo od siebie wymagałam i zbyt surowo oceniam siebie jako matkę zapominając ze jestem też człowiekiem.

No,niestety,z tego co wiem adopcja malutkiego czy trochę większego dziecka tak właśnie wygląda.
Moja znajoma deklarowała adopcje noworodka płci żeńskiej
Po kursach zadzwoniono do niej z propozycją,że jest chłopiec,półroczny,z FAS do adopcji.I ma się zdecydować w ciągu trzech godzin.
Rodzice adopcyjni niestety często próbują wynagradzać dziecku to,że było w DD. W tym wieku dzieciaczek za tydzień,dwa zupełnie o tym zapomina.Pamięta tylko rodzic adopcyjny smile
Dwulatka to jeszcze dzieciaczek,który śpi w ciągu dnia.Taka pięciolatka niesypiająca w dzień jest zdecydowanie trudna do ogarnięcia smile
Moja jest 17 latką.I myślisz,że jest łatwiej? Hehehe,nieeee,nie jest. Panicznie boję się o nią gdy wychodzi z domu. Ma huśtawki nastrojów,że w sumie nie wiesz czy płacze bo coś trudnego dzieje się w jej życiu czy po prostu nie może nie znaleźć swojej ulubionej konturówki smile

Czy sama zajmujesz się córeczką? Czy masz do pomocy tatę ?

Tata pomaga ale dopiero po pracy czyli około 16-17.  Nie mogę narzekać bo angażuje się ale mała i tak musi miec mnie na oku.
Mam świadomość ze rodzicielstwo jest ciężkie. Pewnie gdybym była młodsza byłoby mi trochę łatwiej ale jest jak jest. Wiem też że pewnie za jakiś czas jeszcze zatęsknię za tym czasem gdy corcia była taka mała i zależna ode mnie, chcąca się tulić i być że mną. smile

23

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
feniks35 napisał/a:

Teoretycznie mogę liczyć na pomoc mamy ale to jest teoretycznie bo mała odczuwa na razie tak silny lęk separacyjny ze gdy znikam jej z oczu to dostaje spazmów i nie mozna jej uspokoic. Z tego powodu nie mam serca wychodzic a jak juz naprawdę musze to wymykam sie jak zlodziej z poczuciem ze jej robię krzywdę. W praktyce więc nawet jeśli jest babcia to i tak mała jest przyklejona do mnie. Razem w kuchni, razem w sklepie, razem w wc.. I tak nie mogę narzekać bo mama pomaga mi w sprawach technicznych typu zrobienie prania czy ugotowanie czegos. Smażenie kotletów gdzie tluszcz pryska a mala jest uwieszona na mnie przerabiałam kilka razy i tymbardziej doceniam tą pomoc babci ale brakuje mi wciąż chwili dla siebie, nawet w tych intymnych momentach typu korzystanie z toalety. Raz próbowałam postawić tą granicę i nie wpuscic jej do lazienki tlumaczac ze zaraz wracam i jestem tuz za drzwiami to leżała pod drzwiami wc płacząc i wołając mnie z rączką wsuniętą pod te drzwi. Czulam się jakbym jej autentycznie krzywdę robila.
Tłumaczę sobie to wszystko trochę tym co córka przeszła i że potrzebuje czasu by w pełni poczuc się bezpiecznie w sensie ze mama jest i tym razem już będzie na zawsze, nawet jeśli na chwilę zniknie to zaraz wróci. Widocznie corcia jeszcze nie ma tej pewności i jest za mała zeby zrozumieć moje zapewnienia. Zostaje chyba przetrwać ten czas i korzystać z chwil kiedy jest tata albo mała spi.

No to faktycznie, lęk Małej jest dość silny... sad Nie dziwię się, że jesteś wykończona i czujesz się osaczona. Słuchaj, ja w takich momentach, kiedy było już naprawdę źle, siadałam na kanapie/balkonie/ sedesie wink gdziekolwiek, gdzie byłam sama i kminiłam: "dłużej nie dam rady, bo zrobię sobie lub komuś krzywdę, zatem trzeba coś wykombinować, znaleźć radę jakąś, jakiś PATENT". Patenty w rodzicielstwie to skarby, które dają dużo radości, warto z nich korzystać. Najlepiej takie wymyślone przez siebie samych, ale może Cię jakoś zainspiruję. Z jednej strony nie możesz zignorować potrzeby dziecka do bycia z mamą/rodzicem (do bliskości), bo zrobisz mu ogromną krzywdę (tu instynkt dobrze Ci zadziałał). Z drugiej, dzieci w tym wieku dość łatwo wkręcić w jakiś bajkowy, zaczarowany światek. I teraz może, aby połączyć te dwie sprawy, możecie np. wybrać się razem do sklepu i wybrać np. przytulankę lub lalkę, którą dziecko wybierze, ale należy zaznaczyć, że ma być ona wyjątkowa, bo ukryjecie w niej cząstkę mamy. I za każdym razem, gdy będzie się Mała czuła samotna (np. jak jesteś w łazience), to może sobie z tą lalką, miśkiem z ukrytą cząstką mamy pogadać, poprzytulać. Najlepiej zrobić  sobie to w formie takiej bajki, opowiadania, rytuału smile Taki luźny pomysł, na szybko, nie wiem czy dobry, ale mam nadzieję, że załapałaś o co chodzi. Lepiej wymyślać coś od razu i zaradzać kryzysom, bo one same nie znikną. Także różne patenty polecam smile. Uaktywnij wyobraźnię smile

Poza tym dobrze, że zapraszasz innych ludzi, bo dziecko ma szansę zaufać nie tylko Tobie, ale stwierdzi, że inni też są w porządku i godni zaufania skoro są akceptowani przez mamę.

Możesz też ją angażować w gotowanie, sprzątanie i inne prace, żeby miała poczucie wagi swojej osoby w domu, czuła się ważna i potrzebna. Jest już na tyle duża, że będzie to dla niej nobilitujące jeśli pozwolisz jej na jakieś tego typu czynności i zmniejszy jej niepewność siebie w tej trudnej sytuacji. Im więcej radości będzie to Tobie sprawiać, tym lepiej. Nie musisz jej "obsługiwać", bądźcie w tym razem, jako drużyna wink

24

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
Evergreen napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Teoretycznie mogę liczyć na pomoc mamy ale to jest teoretycznie bo mała odczuwa na razie tak silny lęk separacyjny ze gdy znikam jej z oczu to dostaje spazmów i nie mozna jej uspokoic. Z tego powodu nie mam serca wychodzic a jak juz naprawdę musze to wymykam sie jak zlodziej z poczuciem ze jej robię krzywdę. W praktyce więc nawet jeśli jest babcia to i tak mała jest przyklejona do mnie. Razem w kuchni, razem w sklepie, razem w wc.. I tak nie mogę narzekać bo mama pomaga mi w sprawach technicznych typu zrobienie prania czy ugotowanie czegos. Smażenie kotletów gdzie tluszcz pryska a mala jest uwieszona na mnie przerabiałam kilka razy i tymbardziej doceniam tą pomoc babci ale brakuje mi wciąż chwili dla siebie, nawet w tych intymnych momentach typu korzystanie z toalety. Raz próbowałam postawić tą granicę i nie wpuscic jej do lazienki tlumaczac ze zaraz wracam i jestem tuz za drzwiami to leżała pod drzwiami wc płacząc i wołając mnie z rączką wsuniętą pod te drzwi. Czulam się jakbym jej autentycznie krzywdę robila.
Tłumaczę sobie to wszystko trochę tym co córka przeszła i że potrzebuje czasu by w pełni poczuc się bezpiecznie w sensie ze mama jest i tym razem już będzie na zawsze, nawet jeśli na chwilę zniknie to zaraz wróci. Widocznie corcia jeszcze nie ma tej pewności i jest za mała zeby zrozumieć moje zapewnienia. Zostaje chyba przetrwać ten czas i korzystać z chwil kiedy jest tata albo mała spi.

No to faktycznie, lęk Małej jest dość silny... sad Nie dziwię się, że jesteś wykończona i czujesz się osaczona. Słuchaj, ja w takich momentach, kiedy było już naprawdę źle, siadałam na kanapie/balkonie/ sedesie wink gdziekolwiek, gdzie byłam sama i kminiłam: "dłużej nie dam rady, bo zrobię sobie lub komuś krzywdę, zatem trzeba coś wykombinować, znaleźć radę jakąś, jakiś PATENT". Patenty w rodzicielstwie to skarby, które dają dużo radości, warto z nich korzystać. Najlepiej takie wymyślone przez siebie samych, ale może Cię jakoś zainspiruję. Z jednej strony nie możesz zignorować potrzeby dziecka do bycia z mamą/rodzicem (do bliskości), bo zrobisz mu ogromną krzywdę (tu instynkt dobrze Ci zadziałał). Z drugiej, dzieci w tym wieku dość łatwo wkręcić w jakiś bajkowy, zaczarowany światek. I teraz może, aby połączyć te dwie sprawy, możecie np. wybrać się razem do sklepu i wybrać np. przytulankę lub lalkę, którą dziecko wybierze, ale należy zaznaczyć, że ma być ona wyjątkowa, bo ukryjecie w niej cząstkę mamy. I za każdym razem, gdy będzie się Mała czuła samotna (np. jak jesteś w łazience), to może sobie z tą lalką, miśkiem z ukrytą cząstką mamy pogadać, poprzytulać. Najlepiej zrobić  sobie to w formie takiej bajki, opowiadania, rytuału smile Taki luźny pomysł, na szybko, nie wiem czy dobry, ale mam nadzieję, że załapałaś o co chodzi. Lepiej wymyślać coś od razu i zaradzać kryzysom, bo one same nie znikną. Także różne patenty polecam smile. Uaktywnij wyobraźnię smile

Poza tym dobrze, że zapraszasz innych ludzi, bo dziecko ma szansę zaufać nie tylko Tobie, ale stwierdzi, że inni też są w porządku i godni zaufania skoro są akceptowani przez mamę.

Możesz też ją angażować w gotowanie, sprzątanie i inne prace, żeby miała poczucie wagi swojej osoby w domu, czuła się ważna i potrzebna. Jest już na tyle duża, że będzie to dla niej nobilitujące jeśli pozwolisz jej na jakieś tego typu czynności i zmniejszy jej niepewność siebie w tej trudnej sytuacji. Im więcej radości będzie to Tobie sprawiać, tym lepiej. Nie musisz jej "obsługiwać", bądźcie w tym razem, jako drużyna wink

Dzieki za podpowiedzi. Patent z wyjatkową lalą faktycznie fajny. Sprobuję smile

25 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2022-07-07 08:55:45)

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Q ogóle ciekawe nowe zabawki się przydadzą,  i wcale nie muszą to być super drogie rzeczy, ale coś co dziecko zainteresuje.
Dwulatki  bywają trudne, bo lubią  wymuszać różne rzeczy.
Może gdzieś jednak postawić granicę trzeba będzie.
Np ta toaleta.
Trudno, będą wycia przez chwilę, potem przestaną  być.
Pewnie przez sytuację adopcyjną są jakieś specjalne warunki do uwzględnienia, ale też nie możesz sobie że strachu że będziesz złą mamą dac wejść sobie  na głowę. smile
Wbrew pozorom dziecko może czuć się bezpieczniej wiedząc że to dorosły zarządza jednak.

26

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
Ela210 napisał/a:

Wbrew pozorom dziecko może czuć się bezpieczniej wiedząc że to dorosły zarządza jednak.

Mało tego, dziecko potrzebuje ściśle wytyczonych granic właśnie po to, aby czuło się bezpiecznie. To okres testowania co mu wolno, czego nie i ono naprawdę lepiej w ten sposób funkcjonuje, kiedy dokładnie wie, w jakich ramach może się poruszać.

Na tym etapie, czyli biorąc pod uwagę traumy Małej, jej histeria, kiedy mama znika za drzwiami toalety, jest jak najbardziej zrozumiała, ale jeśli przekona się po raz dziesiąty czy choćby setny, że ta mama do niej zawsze wraca, to w końcu nabierze do tego faktu zaufania, poczuje się bezpieczniej i także w tych momentach pojawi się u niej spokój. Konsekwencją i uporem można bardzo dużo zdziałać.
Oczywiście samemu też należy zachować spokój, nie irytować się, nie tracić cierpliwości, bo dziecko to wyczuwa i jemu niepokój rodzica się udziela. Można za to na przykład z uśmiechem spróbować kilka razy schować się i ze słynnym "a-kuku" wychylić zza drzwi łazienki, obserwować reakcje, z czasem zacząć tylko się pokazywać, a potem robić to coraz rzadziej. Na pewno nie wolno pozwolić się sterroryzować, tak pomimo wszystko, bo to ostatecznie niczemu dobremu nie służy.

27

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Dziecku się po prostu nie mówi co ma robić, tylko na swoim przykładzie pokazuje co robić należy.

28

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Wiecie ja to wszystko wiem i granice oczywiście stawiam dla dobra Małej. Czytelne zasady są dla dziecka ramami bezpieczeństwa.  Tyle ze z tym lekiem separacyjnym nie jest tak prosto. Odczuwa je dziecko biologiczne które zawsze miało mamę a dziecko adopcyjne tymbardziej.  Nie chxe wchodzić w szczegóły ale moja córcia doswiadczyla zarówno utraty mamy jak i wyjątkowo duzo zmian opiekunów zanim trafiła do rodziny zastępczej z której ja finalnie zabraliśmy. Dla tak małego dziecka to wielka trauma. Wiele z takich dzieci ktore w początkach życia nie doświadczyło bezpiecznej i trwalej wiezi z chociaz jednym opiekunem  wykształca RAD czyli zaburzenia wiezi które potem pozostają im do końca życia uniemożliwiając tworzenie relacji z rodzicami partnerami itp. Na kursie ciągle nam wbijano do głowy ze początki muszą być wlasnie takie ze z mama wszędzie i jak najbliżej zeby dziecko uwierzyło ze tym razem już ma swoją bezpieczna przystań. Dlatego póki co w kwestii potrzeby poczucia bliskości i obecności ulegam Małej.

29

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
feniks35 napisał/a:

Wiecie ja to wszystko wiem i granice oczywiście stawiam dla dobra Małej. Czytelne zasady są dla dziecka ramami bezpieczeństwa.  Tyle ze z tym lekiem separacyjnym nie jest tak prosto. Odczuwa je dziecko biologiczne które zawsze miało mamę a dziecko adopcyjne tymbardziej.  Nie chxe wchodzić w szczegóły ale moja córcia doswiadczyla zarówno utraty mamy jak i wyjątkowo duzo zmian opiekunów zanim trafiła do rodziny zastępczej z której ja finalnie zabraliśmy. Dla tak małego dziecka to wielka trauma. Wiele z takich dzieci ktore w początkach życia nie doświadczyło bezpiecznej i trwalej wiezi z chociaz jednym opiekunem  wykształca RAD czyli zaburzenia wiezi które potem pozostają im do końca życia uniemożliwiając tworzenie relacji z rodzicami partnerami itp. Na kursie ciągle nam wbijano do głowy ze początki muszą być wlasnie takie ze z mama wszędzie i jak najbliżej zeby dziecko uwierzyło ze tym razem już ma swoją bezpieczna przystań. Dlatego póki co w kwestii potrzeby poczucia bliskości i obecności ulegam Małej.

Zgadzam się. Myślę, że instynkt podpowiada nam, gdzie wyznaczać Granice, np. Tłumaczyć, żeby dziecko nie uciekało podczas spacerów, nie chowało się w sklepie między regały, itd, ale żeby dziecku zamknąć drzwi od toalety, niech sobie popłacze i zrozumie, że tam "trzeba" być samemu to nie pojmuje. Albo, żeby "nauczyć" dziecko samodzielnego zasypiania,co wg niektórych mam związane jest z pozostawieniem wrzeszczącego dziecka w pokoju, aż zaśnie z wyczerpania. Straszne... Do dziś usypiam moja 4latke, bo chce, bym była z Nią w pokoju, póki nie zasnie. Starszy syn już zasypia sam, więc ten etap usypiania z rodzicem kiedyś się skończy. Dzieci nie będą też z nami przesiadywać w łazience do 18stki, a jak są małe i mają potrzebę również pójść z nami do toalety to ja osobiście nigdy nie robiłam z tego problemu.

30

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
feniks35 napisał/a:

Wiecie ja to wszystko wiem i granice oczywiście stawiam dla dobra Małej. Czytelne zasady są dla dziecka ramami bezpieczeństwa.  Tyle ze z tym lekiem separacyjnym nie jest tak prosto. Odczuwa je dziecko biologiczne które zawsze miało mamę a dziecko adopcyjne tymbardziej.  Nie chxe wchodzić w szczegóły ale moja córcia doswiadczyla zarówno utraty mamy jak i wyjątkowo duzo zmian opiekunów zanim trafiła do rodziny zastępczej z której ja finalnie zabraliśmy. Dla tak małego dziecka to wielka trauma. Wiele z takich dzieci ktore w początkach życia nie doświadczyło bezpiecznej i trwalej wiezi z chociaz jednym opiekunem  wykształca RAD czyli zaburzenia wiezi które potem pozostają im do końca życia uniemożliwiając tworzenie relacji z rodzicami partnerami itp. Na kursie ciągle nam wbijano do głowy ze początki muszą być wlasnie takie ze z mama wszędzie i jak najbliżej zeby dziecko uwierzyło ze tym razem już ma swoją bezpieczna przystań. Dlatego póki co w kwestii potrzeby poczucia bliskości i obecności ulegam Małej.

Hej feniks35 widać, że jesteś dobrą, kochającą i zaangażowaną mamą smile. Najważniejsze, aby jakiekolwiek rzeczy zastosujesz pasowały do Ciebie i były z Tobą zgodne. To, że masz chwile słabości to norma, i to czasem nie są wcale chwile, i to też jest norma. ALE najgorszą rzeczą dla matki jest wysłuchiwanie tysiąca rad, co to ona ma zrobić wink Gwarantuję, że prędzej czy później trafi Cię z tym szlag big_smile I to też jest norma wink Powodzenia zatem życzę z Małą, bo wydaje mi się, że dziewczynka świetnie trafiła smile

31

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
Be. napisał/a:

Dziecku się po prostu nie mówi co ma robić, tylko na swoim przykładzie pokazuje co robić należy.

Mam małe dzieci i nie wyobrażam sobie nie tłumaczyć im co można, a czego nie wolno. Samo moje zachowanie to stanowczo za mało.
Np. skąd dziecko ma wiedzieć, żeby nic nie wkładać do kontaktu? Przecież ja tam nic nie wkładam to ono też nie włoży? No wątpię. Dlatego wszystkie kontakty w domu mam zablokowane.
Przykładów możnaby mnożyć miliony. Zgadzam się, że dzieci chłoną sposób bycia rodzicow, ale rozmowy na różne tematy nic nie jest w stanie zastąpić.

32

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
feniks35 napisał/a:

  Nie chxe wchodzić w szczegóły ale moja córcia doswiadczyla zarówno utraty mamy jak i wyjątkowo duzo zmian opiekunów zanim trafiła do rodziny zastępczej z której ja finalnie zabraliśmy. Dla tak małego dziecka to wielka trauma. Wiele z takich dzieci ktore w początkach życia nie doświadczyło bezpiecznej i trwalej wiezi z chociaz jednym opiekunem  wykształca RAD czyli zaburzenia wiezi które potem pozostają im do końca życia uniemożliwiając tworzenie relacji z rodzicami partnerami itp. Na kursie ciągle nam wbijano do głowy ze początki muszą być wlasnie takie ze z mama wszędzie i jak najbliżej zeby dziecko uwierzyło ze tym razem już ma swoją bezpieczna przystań. Dlatego póki co w kwestii potrzeby poczucia bliskości i obecności ulegam Małej.

Rozumiem, to wiele wyjaśnia i oczywiście znacząco zmienia mój punkt widzenia.

Niestety nie do końca zgadzam się z Ewe131. Przede wszystkim uważam, że sam fakt, że dziecko rozpaczliwie wrzeszczy, bo mama zniknęła mu z pola widzenia, domagając się towarzyszenia jej nawet podczas wizyt w toalecie, wyraźnie pokazuje, że gdzieś po drodze został popełniony jakiś błąd.

I owszem, to może działać, dopóki dla mamy nie stanowi to problemu i jest taka możliwość, ale co w sytuacji, kiedy fizycznie nie może być przy dziecku, a przecież coś takiego może zdarzyć się zupełnie niespodziewanie (szpital, choroba, pilny wyjazd) i wówczas nie ma czasu, aby malucha na to emocjonalnie przygotować?

Od razu zaznaczam, że daleka jestem od traumatyzowania maluchów i zostawiania ich, kiedy panicznie czegoś się boją, bo w ten sposób z jednej strony tracą one poczucie bezpieczeństwa, a z drugiej zaufanie do nas, jednak uzależnienie od ciągłej fizycznej obecności jednego rodzica też nie jest zdrowe. Dwulatek jest już na tyle rozumny, że naprawdę można u niego wypracować poczucie bezpieczeństwa bez obecności mamy w zasięgu wzroku.

Evergreen napisał/a:

ALE najgorszą rzeczą dla matki jest wysłuchiwanie tysiąca rad, co to ona ma zrobić wink

Taaak, a żeby było mało, to oczywiście jedynych słusznych big_smile.
Ja miałam to szczęście (do dziś sama nie umiem uwierzyć, jak to było możliwe), że nie miałam wokół siebie takich wszystkowiedzących wyroczni, a przynajmniej nikt sobie na to nie pozwalał, ale też prawdę mówiąc kierowałam się opartą na uważności na dziecko intuicją i ona u nas doskonale się sprawdzała.

33

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Feniks, jak tam u Was? smile

34

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
Lady Loka napisał/a:

Feniks, jak tam u Was? smile

A niezle dziękuję;)
Po pierwsze poznałyśmy się lepiej z córeczką więc i znalazłam jak to ktoś tu napisał pewne "patenty" na postępowanie z nią cobyśmy obie były zadowolone.
Po drugie mała trochę bardziej przekonała się do dziadków więc zdarza się ze spędzi z 20 minut z dziadkiem sama z własnej inicjatywy.
Po trzecie miłość która się rozwinęła między nami sprawiła że dużo mniej mnie już denerwują jej upierdliwe czasem zachowania i chyba też częściowo już do nich przywykłam i do tego nowego trybu życia.
Nie oznacza to że czasem nie mam ochoty urwac się z domu i posiedzieć w ciszy albo zrobić wypad na miasto ale to chyba norma. Jutro mam taki dzień na wypad i już się na niego ciesze pod wąsem big_smile
A co u Ciebie Loka? Już dawno miałam ochotę zapytać ale nie wiem czy mogę:p

35

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
feniks35 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Feniks, jak tam u Was? smile

A niezle dziękuję;)
Po pierwsze poznałyśmy się lepiej z córeczką więc i znalazłam jak to ktoś tu napisał pewne "patenty" na postępowanie z nią cobyśmy obie były zadowolone.
Po drugie mała trochę bardziej przekonała się do dziadków więc zdarza się ze spędzi z 20 minut z dziadkiem sama z własnej inicjatywy.
Po trzecie miłość która się rozwinęła między nami sprawiła że dużo mniej mnie już denerwują jej upierdliwe czasem zachowania i chyba też częściowo już do nich przywykłam i do tego nowego trybu życia.
Nie oznacza to że czasem nie mam ochoty urwac się z domu i posiedzieć w ciszy albo zrobić wypad na miasto ale to chyba norma. Jutro mam taki dzień na wypad i już się na niego ciesze pod wąsem big_smile
A co u Ciebie Loka? Już dawno miałam ochotę zapytać ale nie wiem czy mogę:p

Ale super! smile naprawdę strasznie się cieszę, że możesz się realizować w tym obszarze i poznawać i siebie i swoją córkę smile jakbym była bliżej Ciebie to sama bym Cię wyciągnęła na wypad na miasto, ale chyba trochę kilometrów nas dzieli big_smile

zawsze możesz pytać! smile u mnie tak góra dół, mam spotkania z psychologiem regularnie. Teraz mam trochę spadek, bo wczoraj był mój termin porodu i mam w głowie ciągle takie wizje jak bym sobie leżała z dzieckiem na brzuchu, taki chill totalny.
Ale szykujemy się powoli na kolejną ciążę. Zrobiłam sobie przegląd zdrowotny na 100%, wiem, że z mojej strony wszystko, co miało być wyleczone jest, to co miało być ustawione jest ustawione i można próbować.
Chociaż tak smutno mi czasami, że nawet jak się uda, to już nie będzie TO dziecko. Ja bym chciała TO konkretne. Wydaje mi się, że jako człowiek i tak wiele przeszłam, nie wiem czemu życie nie może mi dać spokoju.

36

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
Lady Loka napisał/a:
feniks35 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Feniks, jak tam u Was? smile

A niezle dziękuję;)
Po pierwsze poznałyśmy się lepiej z córeczką więc i znalazłam jak to ktoś tu napisał pewne "patenty" na postępowanie z nią cobyśmy obie były zadowolone.
Po drugie mała trochę bardziej przekonała się do dziadków więc zdarza się ze spędzi z 20 minut z dziadkiem sama z własnej inicjatywy.
Po trzecie miłość która się rozwinęła między nami sprawiła że dużo mniej mnie już denerwują jej upierdliwe czasem zachowania i chyba też częściowo już do nich przywykłam i do tego nowego trybu życia.
Nie oznacza to że czasem nie mam ochoty urwac się z domu i posiedzieć w ciszy albo zrobić wypad na miasto ale to chyba norma. Jutro mam taki dzień na wypad i już się na niego ciesze pod wąsem big_smile
A co u Ciebie Loka? Już dawno miałam ochotę zapytać ale nie wiem czy mogę:p

Ale super! smile naprawdę strasznie się cieszę, że możesz się realizować w tym obszarze i poznawać i siebie i swoją córkę smile jakbym była bliżej Ciebie to sama bym Cię wyciągnęła na wypad na miasto, ale chyba trochę kilometrów nas dzieli big_smile

zawsze możesz pytać! smile u mnie tak góra dół, mam spotkania z psychologiem regularnie. Teraz mam trochę spadek, bo wczoraj był mój termin porodu i mam w głowie ciągle takie wizje jak bym sobie leżała z dzieckiem na brzuchu, taki chill totalny.
Ale szykujemy się powoli na kolejną ciążę. Zrobiłam sobie przegląd zdrowotny na 100%, wiem, że z mojej strony wszystko, co miało być wyleczone jest, to co miało być ustawione jest ustawione i można próbować.
Chociaż tak smutno mi czasami, że nawet jak się uda, to już nie będzie TO dziecko. Ja bym chciała TO konkretne. Wydaje mi się, że jako człowiek i tak wiele przeszłam, nie wiem czemu życie nie może mi dać spokoju.

Ja z Łodzi nie wiem skąd Ty ale jak blisko to chętnie wypadnę na miasto big_smile
Rozumiem Cię Kochana. Ja mimo ze nie urodziłam swoich dzieci to mam je cały czas ze sobą w glowie. Co jakiś czas myślę ile teraz miałyby lat jakie by byly. Pociecha jest taka że nie są to myśli już dręczące raczej raz na jakiś czas przychodzą i odchodzą. Pozwalam im być i odejść. Trudno byś Ty nie miała swojego Dziecka w sercu i w myśli. Dziecka które widziałaś nadałaś imię, tuliłas. Kochasz je wiec zawsze zostanie z Tobą ale z czasem bardziej w formie tęsknoty i zadumy a nie ogromnego bólu.
Bardzo się cieszę że jesteś zdrowa i gotowa na kolejną  próbę. Trzymam za Was mocno kciuki.
Co do cierpienia to też mam czasem takie przemyslenia ze niektóre osoby żyją  spokojnie a inne wyrabiają jakby limit złych doświadczeń za dwoje hmm

37

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Feniks, czas jest Twoim największym sprzymierzeńcem i widać to już teraz. Warto przy tym pamiętać, że w życiu każdego rodzica, nawet tego mentalnie przygotowanego na zmiany, po pojawieniu się dziecka następuje prawdziwa rewolucja. U jednych mniejsza, u innych ogromna, ale ona jest zawsze i w określonym stopniu burzy obowiązujący dotąd ład. Tego zwyczajnie nie da się uniknąć.
Cieszę się, że powolutku oswajasz się z tą nową sytuacją i uczysz w niej funkcjonować bez szkody dla własnej higieny psychicznej. Najważniejsze, że kochasz, masz w sobie chęć, wszystko inne stopniowo będzie się układać.

Przy okazji nasunęła mi się taka refleksja - noworodki są względnie przewidywalne, a choć każdy jest inny i po drodze mogą pojawić się nieco inne problemy, to jednak wszystko "rozgrywa się" na zupełnie innym poziomie niż ma to miejsce u Was, kiedy masz pod opiekę znacznie bardziej świadomą dziewczynkę, której reakcje są czymś więcej niż sygnałem wskazującym na głód, dyskomfort albo ból, bo do głosu dochodzą także jej coraz bardziej ukształtowane emocje, w dodatku z bagażem naprawdę trudnych doświadczeń. Ty ją od razu taką "dostałaś", nie miałaś więc czasu nauczyć się jej reakcji i sposobów odpowiadania na nie. To że tak szybko zaczynasz sobie z nimi radzić, to Twój ogromny matczyny sukces.

Jeśli co jakiś czas zechcesz nam tu napisać, jak "postępuje sytuacja", to ja z ogromnym zainteresowaniem będę o tym czytać, a tymczasem serdecznie Cię pozdrawiam.

Lady Loka, wcale mnie nie zaskakuje, że tęsknisz do swojego maluszka i że świadomość, że właśnie teraz tuliłabyś go w ramionach, wywołuje smutek i nostalgię. To jest bardzo, bardzo ludzkie, a jeśli dodać do tego, że miłość matki do dziecka podobno jest najczystszym i najsilniejszym uczuciem, to nie ma powodu, aby Twoja miłość miała być mniejsza.
I choć jednego życia nie da się zastąpić innym, to wspaniale, że macie zielone światło, a lęk nie blokuje Cię przed tym, by podjąć kolejną próbę zostania matką.

Nie wiem czy mogę zapytać, ale jak wspólnie z mężem poradziliście sobie z tą traumatyczną sytuacją? Pamiętam, że był moment, kiedy każde z Was przeżywało to po swojemu i osobno, czy to się na pewnym etapie zmieniło?

38

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Feniks, jesteś super mamą.  Zrozumiałam że Twoja córeczka ma dwa latka. Z  tego, co czytam wnioskuję, ze z powodzeniem dasz sobie radę. Jeśli możesz, napisz coś więcej.

39 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2022-07-27 08:06:34)

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
feniks35 napisał/a:

Ja z Łodzi nie wiem skąd Ty ale jak blisko to chętnie wypadnę na miasto big_smile
Rozumiem Cię Kochana. Ja mimo ze nie urodziłam swoich dzieci to mam je cały czas ze sobą w glowie. Co jakiś czas myślę ile teraz miałyby lat jakie by byly. Pociecha jest taka że nie są to myśli już dręczące raczej raz na jakiś czas przychodzą i odchodzą. Pozwalam im być i odejść. Trudno byś Ty nie miała swojego Dziecka w sercu i w myśli. Dziecka które widziałaś nadałaś imię, tuliłas. Kochasz je wiec zawsze zostanie z Tobą ale z czasem bardziej w formie tęsknoty i zadumy a nie ogromnego bólu.
Bardzo się cieszę że jesteś zdrowa i gotowa na kolejną  próbę. Trzymam za Was mocno kciuki.
Co do cierpienia to też mam czasem takie przemyslenia ze niektóre osoby żyją  spokojnie a inne wyrabiają jakby limit złych doświadczeń za dwoje hmm

Ja Kraków, więc jakbyś kiedyś była przejazdem, to koniecznie daj znać! smile
Dziękuję smile

Olinko - duży rozmawialiśmy i dalej rozmawiamy. I właściwie tyle. Ja chodzę do psychologa, mąż powiedział, że nie potrzebuje, ale jak ma gorsze chwile to mi mówi i sobie siedzimy razem.

40

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Dziękuję Wam bardzo za zrozumienie i pokrzepiające posty smile
Bardzo chętnie podzielę się w miarę możliwości  nowinami o naszych postępach w budowani rodziny:)
Tamira- Tak moja córeczka skończyła 2 latka. Jest bardzo bystra i spostrzegawcza jak na swój wiek. Z jednej strony to bardzo dobrze a z drugiej zastanawiam się czasem na ile kojarzy i rozumie to co wydarzyło się do tej pory w jej życiu.

41

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Rodzicielstwo nie jest łatwą sprawą niestety, to odpowiedzialność i to ogromna.

42

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
feniks35 napisał/a:

(...) zastanawiam się czasem na ile kojarzy i rozumie to co wydarzyło się do tej pory w jej życiu.

Dwulatka, i to dobrze rozwijająca się, wie już dużo o najbliższym jej świecie i ludziach wokół siebie. Jeszcze nie wszystko kojarzy, nie wszystko rozumie, ale wie, że ktoś był i zniknął, pamięta, że była gdzieś indziej niż teraz. Przeżywa wszystkie uczucia, m.in.: złości się, tęskni, boi się, kocha. To, że nie umie tego wszystkiego nazwać i o wszystkim opowiedzieć, to inna sprawa.

Trzymam kciuki. smile

43

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
Wielokropek napisał/a:
feniks35 napisał/a:

(...) zastanawiam się czasem na ile kojarzy i rozumie to co wydarzyło się do tej pory w jej życiu.

Dwulatka, i to dobrze rozwijająca się, wie już dużo o najbliższym jej świecie i ludziach wokół siebie. Jeszcze nie wszystko kojarzy, nie wszystko rozumie, ale wie, że ktoś był i zniknął, pamięta, że była gdzieś indziej niż teraz. Przeżywa wszystkie uczucia, m.in.: złości się, tęskni, boi się, kocha. To, że nie umie tego wszystkiego nazwać i o wszystkim opowiedzieć, to inna sprawa.

Trzymam kciuki. smile

Dziękuję Wielokropku smile
Tez tak czułam. Może mamy nie pamięta bo straciła ją bardzo wcześnie ale już matkę zastępczą i pobyt tam na pewno kojarzy. Widać to było w kontakcie z nią. Całym ciałem pokazywała ze pamięta..

44

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Mała ma szczęście, że po trudnych latach dostała nowych, mądrych, kochających rodziców, ludzi, którzy nie zaprzeczają jej uczuciom i nie wpychają "jedynej słusznej" wizji świata.

45

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Zgodnie z obietnicą ciąg dalszy naszej historii adopcyjnej smile
Córeczka jest przekochana. Jak to dziecko ma swoje humorki i gorsze momenty ale to naprawdę bardzo małe incydenty i nie związane raczej z jej trudną przeszłością. Ogólnie chyba mamy z mężem ogromnego farta, że odnaleźliśmy się właśnie z nią. Pomijając fakt braku (przynajmniej na ten moment) objawów wielkiej traumy czy zaniedbań mała jest poprostu wspaniała.  Mega bystra, kontaktowa, coraz bardziej śmiała w kontakcie z innymi osobami ale przedewszystkim niezmiernie czuła i empatyczna. Kocha zwierzątka, tuli naszego kota i zaprzyjaźnione psy i robi to tak delikatnie i nienachalnie jakby wiedziala ze może im wyrządzić krzywdę. O czułościach z nami nawet nie mówiąc. Nie wiem czy wykonuje pewne gesty naśladując mnie czy czyni to poprostu z potrzeby serduszka ale potrafi w nocy odszukać moją dłoń, przyłożyć ją do swojego policzka a potem ucałować. Jakby chciała pokazać ze jest szczęśliwa i poczuc jednocześnie ze mama jest obok.
Jestem nadal na jej celowniku i wszędzie za mną drepcze ale nie umiem się już o to nawet złościć. Widzę że potrzebuję bliskości i pewności że tym razem   mama jest i będzie. Staram się też wysypiac na ile to możliwe bo jednak wypoczęta jestem dużo bardziej cierpliwa ( Wow wielkie odkrycie big_smile ).
Tata/ maz bardzo mi pomaga i corka za nim tez przepada chociaz on jest najbardziej upragnionym kompanem glownie do zabaw i wygłupów a to takiego tulenia się to albo my oboje albo mama.
Za chwilę odbierzemy wkoncu nowy akt urodzenia córki a co za tym idzie będziemy mogli zapisać ja do przychodni i zrobić potrzebne badania. Na pewno czeka nas ortopeda i laryngolog bo pewne kwestie wymagają konsultacji ale zaczniemy od podstawowych badan typu morfologia. Rodzina zastepcza poza wykonaniem obowiązkowych szczepień nie zrobiła nic zeby sprawdzić stan zdrowia dziecka ani zaopiekować pewne widoczne mankamenty zdrowotne. Poniekąd nie mam o to żalu bo zdaje sobie sprawę że ilość dzieci w takiej rodzinie uniemożliwia zadbanie o nie w sposób w jaki robi to rodzina prawdziwa. Mam tylko nadzieję że wszystko uda się wyleczyć, naprawić tak by córeczka mogła funkcjonować jeszcze lepiej niż obecnie. Trzymajcie proszę kciuki żeby badania wyszły dobrze smile

46

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Super! Trzymam kciuki! smile

47

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Trzymam kciuki. smile

48

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Cudownie, że wzajemnie macie właśnie siebie. smile
Jestem przekonana, że będziecie, już jesteście, wspaniałą, wspierającą się rodziną, a swoją mądrością, miłością i wyrozumiałością pokonacie przeszkody, które będą do pokonania.

Oczywiście dołączam do grona trzymających kciuki. smile

49

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Feniks, dopiero dzisiaj odkryłam Twój wątek i dlatego nawet się zalogowałam, żeby móc do Ciebie napisać.
Przede wszystkim gratuluję Wam podjęcia takiej decyzji - to naprawdę bardzo odważny krok. Ogromna odpowiedzialność i wyzwanie, jednak znając Ciebie uważam, że świetnie wychowasz córkę. Od samego początku będziesz potrafiła nauczyć ja mądrości życiowej, tak by kiedyś w życiu dała sobie radę i nie była łatwym żerem dla różnych takich.
Wiesz o tym, że ja bardzo sobie cenię i uwielbiam czytać Twoje posty. Jesteś taka konkretna, życiowa i mądra.
Dziecko miało szczęście, że trafiło pod Twoje skrzydła.
Z Twoich lipcowych postów wynikało, że początkowy proces przyzwyczajania się do obecności małego dziecka w domu był dosyć trudny.
Teraz jednak na podstawie ostatniego wpisu wyczuć można, że jest lepiej. To bardzo dobrze, chociaż wiadomo, że jeszcze długa droga przed Wami.
Przede wszystkim nie dopuście do tego, że dziecko zdominowało całe Wasze życie, ponieważ bardzo szybko wypalicie się jako rodzice, a i dla dziecka nie będzie to dobre, jeśli będzie wiedziała, że rządzi w domu.
Zły to dom, w którym rządzi dziecko.
Niestety, ale znam ten problem od podszewki i uwierz mi nie da się fajnie żyć, jeśli wszystko, cokolwiek robione jest w domu tak naprawdę robione jest pod dziecko.
Dwuletnie dziecko potrafi bardzo szybko przejąć władzę nad dorosłymi. W Waszym przypadku takie ryzyko jest bardzo duże, ponieważ Wy ciągle macie na uwadze wcześniejsze traumatyczne przeżycia córki. Chcielibyście więc jakby na zapas wynagrodzić jej to, co przeżyła wcześniej. Tymczasem to może być ślepa uliczka, która doprowadzi Was prosto pod poddanie się rządom dwulatki. Nauczy się ona pewnych zachowań i będzie wymuszała na Was, byście robili to, czego ona chce. Z czasem będzie coraz trudniej, bo człowiek raz nauczony fajnych dla siebie zachowań ciężko z nich rezygnuje.
To że mała przez pierwsze dwa lata swojego życia nie miała w życiu dobrze już się skończyło. Złe zostało podkreślone gruba krecha i od teraz może być tylko dobrze i coraz lepiej.
Jednak, by tak się zadziało należy od samego początku stawiać małej granice i uczyć ja nowej rzeczywistości.
Nie może być tak, żebyś Ty nie mogła nawet na chwilę pobyć sama czy nie mogła wziąć spokojnie prysznica, pomalować się, ubrać albo pójść do ubikacji.
Całe życie przyzwyczajona byłaś do tego, że robiłaś, co chcesz. Nikt nie krępował Ci ruchów. Byłaś po prostu panią samej siebie.
Tak powinno być dalej, bo jeśli nie, to szybko będziesz miała dosyć.
Musisz pozbyć się tego patrzenia na małą przez pryzmat jej wcześniejszych traum.
One oczywiście były, ale tamto już się skończyło, teraz przyszedł czas na nową rzeczywistość.
Dzieci lubią znać granice i szybko przyzwyczajają się do zasad panujących w ich środowisku. Bez tego wszystkiego błądzą jak dzieci we mgle, bo raz wszystko im wolno, a za chwilę rodzice odpuszczają i to, co było niewłaściwe w ich zachowaniu nagle jest akceptowane. Dziecko musi wiedzieć, co mu wolno, a czego nie wolno.
Przykład - jeśli dziecko nauczone jest natychmiast przychodzić na zawołanie rodzica, wówczas w sytuacji zagrożenia przywołane przez rodziców natychmiast przychodzi. Jeśli dziecko jest rozwydrzone i nauczone, że może bimbac sobie na słowa dorosłych, wówczas w żadnej sytuacji rodzic niczego nie może być pewny, bo nigdy nie wiadomo, jak zachowa się dziecko.
Tak więc pozbądź się patrzenia na te dziewczynkę jako na tę, która przeszła tak wiele, bo i Tobie to w niczym nie posłuży ani nie wyjdzie na dobre dziecku.
Ona musi czuć się bezpieczna i pewna gruntu, na którym stoi.

Życzę powodzenia w wychowywaniu córki.

50 Ostatnio edytowany przez Szeptuch (2022-08-17 11:16:34)

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Ulee jak zawsze świetny post.
Zwłaszcza co do rządów dziecka w domu i podporządkowaniu jemu wszystkiego.
Jak bym dodał, a w zasadzie zadał pytanie dlaczego pozwalasz spać córce w waszym małżeńskim łóżku?
Bo tak rozumiem ten fragment:

"Nie wiem czy wykonuje pewne gesty naśladując mnie czy czyni to poprostu z potrzeby serduszka ale potrafi w nocy odszukać moją dłoń, przyłożyć ją do swojego policzka a potem ucałować."

Bo ciągłe usprawiedliwianie tego "syndromem odrzucenia" skończy sie tak ze będzie z tobą spać gdy będzie miała i 6 lat.
Małżeńskie loże jest jak sama nazwa wskazuje dla małżeństwa, dla ciebie i męża a nie dla dziecka.
bo za nim sie obejrzysz będziesz mieć kryzys w związku.
choć też nic nie pisałaś jak wyglądają  teraz WASZE relacje z mężem, co już wiele niestety złego mówi.
Nie przesadzaj z tą miłością do córki, pamiętaj że na pierwszym miejscu jest mąż.


" Rodzina zastepcza poza wykonaniem obowiązkowych szczepień nie zrobiła nic zeby sprawdzić stan zdrowia dziecka ani zaopiekować pewne widoczne mankamenty zdrowotne"

Nie rozumiem też dlaczego przeszłaś nad tym do porządku dziennego.
Skoro zaniedbali waszą córkę, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo ze zaniedbują też  resztę dzieci.
Powinnaś to zgłosić odpowiednim organom.
Oni za ta "opiekę" dostają kupę hajsu, to jest ich PRACĄ.
I powinni sie do niej przykładać.

51 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-08-17 12:18:05)

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
Szeptuch napisał/a:

Ulee jak zawsze świetny post.
Zwłaszcza co do rządów dziecka w domu i podporządkowaniu jemu wszystkiego.
Jak bym dodał, a w zasadzie zadał pytanie dlaczego pozwalasz spać córce w waszym małżeńskim łóżku?
Bo tak rozumiem ten fragment:

"Nie wiem czy wykonuje pewne gesty naśladując mnie czy czyni to poprostu z potrzeby serduszka ale potrafi w nocy odszukać moją dłoń, przyłożyć ją do swojego policzka a potem ucałować."

Bo ciągłe usprawiedliwianie tego "syndromem odrzucenia" skończy sie tak ze będzie z tobą spać gdy będzie miała i 6 lat.
Małżeńskie loże jest jak sama nazwa wskazuje dla małżeństwa, dla ciebie i męża a nie dla dziecka.
bo za nim sie obejrzysz będziesz mieć kryzys w związku.
choć też nic nie pisałaś jak wyglądają  teraz WASZE relacje z mężem, co już wiele niestety złego mówi.
Nie przesadzaj z tą miłością do córki, pamiętaj że na pierwszym miejscu jest mąż.


" Rodzina zastepcza poza wykonaniem obowiązkowych szczepień nie zrobiła nic zeby sprawdzić stan zdrowia dziecka ani zaopiekować pewne widoczne mankamenty zdrowotne"

Nie rozumiem też dlaczego przeszłaś nad tym do porządku dziennego.
Skoro zaniedbali waszą córkę, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo ze zaniedbują też  resztę dzieci.
Powinnaś to zgłosić odpowiednim organom.
Oni za ta "opiekę" dostają kupę hajsu, to jest ich PRACĄ.
I powinni sie do niej przykładać.

A ja, jak zwykle również się z Tobą zgadzam.
Też zwróciłam uwagę na to spanie z małą.
Feniks nie róbcie takich rzeczy, bo spanie z dzieckiem na pewno nie służy Waszemu małżeństwu.
Dziecko powinno znać swoje miejsce w domu, mieć własne łóżeczko ( wiem, że ma) i spać w nim także i ze względów higienicznych.
Nauczycie ja takich zachowań i w końcu przyjdzie taki czas, że stracicie kontrolę.
Myślę, że będziesz miała spory problem z dyscyplinowaniem dziecka, bo z Twoich postów aż bije to ogromne współczucie dla wcześniejszych losów dziecka.
Naucz się inaczej myśleć o tym dziecku, bo od tej pory jest ona pełnoprawną Twoja córką. Nie możesz skakac koło niej, jakby była ze szkła. Nie jest ze szkła.
Domyślam się też, że sporo problemu stwarza Ci karmienie córki, bo dopiero poznajesz jej ulubione smaki, jeśli ma apetyt, to pół biedy, jeśli niejadek, to też będzie kosztowało Cię to sporo nerwów.
Dlatego musisz tak z nią postępować, by nie wchodziła Ci na głowę, tylko żeby Cię słuchała.
Nie do pomyślenia jest, żebyś nie mogła w spokoju usmażyć kotletów, bo w czasie smażenia musisz trzymać ją na rękach.
Feniks, nie musisz jej trzymać. Robisz tak, bo nie wiesz, jak z nią postępować. Nie jest rozwiązaniem to, że pomaga Ci Twoja mama, która przejęła Twoje obowiązki z gotowaniem. Owszem, babcia może raz na jakiś czas ugotować coś, gdy ma na to ochotę, ale to nie może działać tak, że mama gotuje, bo dziecko drze się tak bardzo, że Ty musisz nosić je na rękach, nawet przy wykonywaniu codziennych obowiazkow.
Feniks, a kręgosłupa Ci nie szkoda na to dźwiganie?
Jeśli nie chcesz zajechać się z robota wokół dziecka, to niestety, ale powinnaś zmienić swoje nastawienie do pojmowania macierzyństwa.
I Ty, i Twój mąż, i córka, Wy wszyscy dopiero uczycie się siebie nawzajem. Jeszcze długa droga do tego, gdy w Waszej rodzinie na dobre zagości pełne poczucie bezpieczeństwa dla każdego jej członka.
Na razie jesteście na etapie istnej rewolucji życiowej, ale to nie znaczy, że musicie ze wszystkiego zrezygnować, gdyż w domu rezyduje dziecko.
Jeśli tamta rodzina dopuściła się takich rażących błędów, to znaczy, że ci ludzie powinni zmienić zajęcie. Nie wiem czy będziecie gdzieś to zgłaszać, czy odpuścicie te sprawę - Wasza decyzja.
Niemniej jednak ilekroć słyszę o takich rzeczach ogarnia mnie obrzydzenie do takich ludzi i pomyśleć, że i z moich pieniędzy tacy są opłacani.
Feniks, żyj normalnie swoim życiem, troszkę wyluzuj, bo chociaż ja rozumiem, że długo czekałaś na swoje dziecko i bardzo pragnelas być matką, to jednak nie możesz iść w kierunku niewolnictwa albo fanatyzmu.
Ciągle masz prawo do własnego życia.
To tyle.

52

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Ulle Szeptuch dziękuję bardzo za Wasze komentarze. Na razie z braku czasu odniosę się tylko do jednej kwesti a resztę opiszę później.
Mała spi sama w swoim łóżeczku. Usypiana jest jednak albo przeze mnie albo męża dopóki nie zaśnie. Wtedy właśnie sięga po moją rękę i przykłada sobie do policzka całując ja.
Sytuacje kiedy trafią do naszego łóżka są sporadyczne typu obudzi się w nocy i placze tak bardzo ze nie można jej uspokoic. Są to jednak incydentalne sprawy. Nawet nie dlatego zeby nie obniżać jakości naszego małżeńskiego pożycia co zwyczajnie jakości snu. Jak to małe dziecko coreczka w lozku rozkłada się tak ze nam zostaje wtedy lezec na samych krawędziach łóżka. Maz wstaje wcześnie do pracy i nie może sobie pozwolić na to żeby wstawać nieprzytomny. Poza tym mamy oboje już ponad 4 dychy więc spanie w takich warunkach to nie na nasze kręgosłupy:D

53

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Ok Feniks, napisz więcej, gdy będziesz miała czas.
Ja i tak bardzo w Ciebie wierzę, ponieważ tak mądrej osoby, jaka Ty jesteś długo można by było szukać nawet i ze świecą.
Będę podglądała Twój wątek.

54

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Wracając do tematu.
Masz rację Ulle ze nie można dać się zdominować i wszystko musi mieć jakieś zdrowe granice. Ja matką chcialam być ale nigdy nie miałam syndromu takiej totalnej matki polki, umęczonej  wiecznie z dzieckiem na ręku i w znoszonym dresie nie majacej ani chwili dla siebie. Dlatego moze te początki tak mnie przerażały. Udało się jednak pewne rzeczy zmienić, znaleźć pewne patenty na niektóre zachowania córki no i wdrożyć maksymę ze szkolenia ktora okazała się bezcenna. Nie wszystkie potrzeby dziecka muszą zostać zaspokojone ale wszystkie powinne zostać zrozumiane i usłyszane. W praktyce oznacza to że nie robię wszystkiego co corka chce jeśli to jest dla niej niebezpieczne lub już dla mnie zbyt obciążające. To osławione smażenie kotletów wygląda  obecnie tak ze corka nadal mi towarzyszy ale już nie na ręku tylko sadzam ja na blacie z dala od kuchni by widziała co robię. Z początku miałam obiekcje co to robienia tak ale na szczęście mała naprawdę jest bardzo rozumna i wie ze jak siedzimy to siedzimy bez wiercenia się by nie spaść. Grzecznie wiec siedzi i obserwuje a ja mogę działać przy kuchni.
Jeśli natomiast są sytuacje gdy naprawdę nie chcę, nie mogę nie ma opcji spełnienia jej pragnienia to ich poprostu nie spełniam. Jest oczywiście placz i bunt ale nie krzyczę wtedy ani nie obrażam się tylko siadam przy niej i poprostu tłumaczę ale jednocześnie pokazuje że rozumiem jej uczucia. Staram się je nazywać typu : wiem ze jestes smutna bo chciałaś wypić moją kawę. Ale to jest kawa dla dorosłych i bolalby Cie po niej brzuszek. Wiem ze Ci przykro ze Ci tego zabraniam, mamie tez jest czasem przykro ze czegos nie może. Chodź Cie przytulę. I wiecie co ? To działa. Coraz częściej szybciej dochodzi do uspokojenia bo mała widzi ze jej potrzeba została dostrzeżona i chociaz nie spełniona to zrozumiana wraz w trudnymi emocjami które temu niespełnieniu towarzysza. To się nazywa regulacja emocji u dziecka. Nabyłam książkę ktora szerzej o tym traktuje i już nie mogę się doczekać zeby zgłębić bardziej temat. Bo widzę że takie rozwiązania służą i mnie i malej.

55

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Oj, jakie to urocze. Jesteś taka przejęta rola młodej, świeżo upieczonej mamy.
Super sobie radzisz, tylko że wiesz jak to jest? Mądre rady w książce a życie, to czasem dwie różne bajki, a człowiek też nie jest cyborgiem i swoje dni też ma.
Czasem jest po prostu zmęczony albo przerażony różnymi problemami, jakie niesie życie, że może zabraknąć mu cierpliwości.
Dzieci potrafią być bardzo męczące i upierdliwe.
Jeśli zdarzy Ci się, że nie zachowasz się idealnie według instrukcji z książki, to nie katuj się z tego powodu. Daj sobie przestrzeń także i na błędy.
W ten sposób atmosfera w Twoim domu będzie, jakby to najlepiej określić, bardziej zbliżona do normalnych realiów i mniej będzie słychać szelest przewracanych kartek.
Osoby, które będą Was odwiedzać też wyczują, że w Waszym życiu nic nie zamarło powieszone na haczyku w związku z pojawieniem się dziecka, tylko dalej można z Wami swobodnie rozmawiać, a nawet palnac jakąś głupotę przy małym dziecku.
Wyobrażam sobie, jaka musisz być szczęśliwa i jak wiele sił do życia przybyło Ci w związku z tym, że jesteś mamą.
Mała na pewno już mówi, więc domyślam się, że gdy pierwszy raz nazwała Cię mamą, a tatę tatą, to oboje z mężem  uniesliscie sie w chmury ze szczęścia.
Myślę, że podjęłaś bardzo dobrą decyzję na dalsze lata swojego życia.
Prawdę mówiąc mnie też od jakiegoś czasu brakuje takiego naprawdę silnego bodźca do życia, czegoś tak naprawdę mocnego.
Lubię swoje życie i ani przez moment się nie nudzę, zawsze mam zajęcie, ale faktem jest, że chyba od trzech miesięcy nic się nie dzieje. Muszę chyba zakręcić się koło czegoś, co sprawi, że rano wręcz wyskoczę z łóżka nie mogąc się doczekać tego, czego chce doświadczyć. Nie mam tylko żadnego pomysłu.
Ty taki potężny zastrzyk życia sobie dałaś i to jest piękne.

56

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Książki to jedno a życie to drugie wiadomo. Zdaję sobie sprawę że teraz jest jeszcze słodko bo mam macierzyński a jak wrócę do pracy to będzie większe zmeczenie nerwy i brak cierpliwości. Niemniej jednak liczę w duchu na to ze to co uda się wypracować już teraz da jakieś profity na przyszłość j może córeczka będzie się szybciej uspokajała w sytuacjach kryzysowych. A jeśli nawet czasem poniosą mnie nerwy to cóż..  każda matkę czasem ponoszą. Moją tez ponosiły i jakoś mnie wychowała na ludzi big_smile
Z tym zastrzykiem energii to różnie bywa. Czasem macierzynstwo daje czasem odbiera siły;) ja nieraz czuje się jak na młoda mamę przystało big_smile a czasem jak stara baba której się zachciało dzieci tongue

57

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Naprawdę Fajnie sie czyta twoje posty i rozmyślania feniks, az sobie człowiek przypomina swoje początki rodzicielstwa, tylko ja startowałem z 5 latkiem, wiec było dużo dużo łatwiej.
Kupiona sterta książek, o rożnych modelach wychowawczych, rożnych psychologów dziecięcych, przeczące sobie w wielu miejscach i ja starający się coś z tych puzzli ułożyć, adekwatnego do sytuacji.
Ja najbardziej wspominam pierwsza chorobę syna.
Zwykła grypa a ja spanikowałem jak cholera zamiast byc wsparciem dla żony to byłem dla niej raczej utrapieniem.
Bo strasznie wszystko przezywałem.
i skończyło sie tak że musiała sie i synem i mną zajmować.
Po tym przeprosiłem ja za swoje zachowanie, na szczęście, jak twierdzi była na to przygotowana, bo ona  za pierwszym razem zareagowała podobnie.
niby człowiek się przygotowywał, ale rzeczywistość wygląda kompletnie inaczej niz książki.
Wiec mysle feniks że nie nakładaj na swoje barki sama więcej niż zdołasz unieś, bo wiem po sobie ze bardzo łatwo na samym początku przeszarżować,
u mnie przejawiało sie to tym że najchętniej wykupywał bym synowi całe sklepy z zabawkami.
I niestety prawie, na szczęście prawie, doprowadziłem do sytuacji że tata to ten dobry bo wszystko kupuje a mama ta zła bo w przeciwieństwie do mnie miała głowę na karku i wiedziała jak to przystopować
Tata to ten od słodyczy a mam od niesmacznych warzyw itp.
Na szczęście mam żonę twardą i ustawiła mnie do pionu z tym wszystkim smile
Po tym sam zrozumiałem wiele rzeczy, uczyłem sie.
Początki sa najtrudniejsze, żeby wypracować ramy w których funkcjonuje rodzina.
po tym juz jest coraz lepiej.

58

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
feniks35 napisał/a:

Książki to jedno a życie to drugie wiadomo. Zdaję sobie sprawę że teraz jest jeszcze słodko bo mam macierzyński a jak wrócę do pracy to będzie większe zmeczenie nerwy i brak cierpliwości. Niemniej jednak liczę w duchu na to ze to co uda się wypracować już teraz da jakieś profity na przyszłość j może córeczka będzie się szybciej uspokajała w sytuacjach kryzysowych. A jeśli nawet czasem poniosą mnie nerwy to cóż..  każda matkę czasem ponoszą. Moją tez ponosiły i jakoś mnie wychowała na ludzi big_smile
Z tym zastrzykiem energii to różnie bywa. Czasem macierzynstwo daje czasem odbiera siły;) ja nieraz czuje się jak na młoda mamę przystało big_smile a czasem jak stara baba której się zachciało dzieci tongue

Czyli czasem jest tak, że zachciało się babie kłopotów, to wzięła sobie dziecko - to prawda, można mieć i takie myśli. Nie ma co lukrować rzeczywistości i robić z siebie chodzącego ideału.
Mnie tez daleko do ideału i potrafię być naprawdę wredna, jeśli coś mi nie podpasuje.
Generalnie jesteś jednak szczęśliwa. To była dobra decyzja, zrobisz ci możliwe, żeby układało się dobrze, a jak wyjdzie finalnie, to czas pokaże.
Masz prawo do błędów wychowawczych i do okazywania różnych emocji. Tylko w ten sposób będziesz prawdziwa, bez zalatywania sztucznością.
Ciekawa jestem, jaki sposób dyscyplinowania córki już sobie wybrałaś. Bo to że będziesz musiała ja dyscyplinować jest więcej niż pewne.
Ja mam półtorarocznego wnuka, więc wiem, co piszę. Wielki cwaniak z niego, chociaż wcale na takiego nie wygląda. Jego wygląd to zwykła podpucha.
Przy każdym członku rodziny potrafi zachowywać się inaczej, gdyż doskonale wie, kto i na ile mu pozwoli.
U mnie chodzi jak w zegarku, ponieważ brakuje mi sił i cierpliwości, żeby znosić jego wrzaski.
Swojemu tacie wszedł na głowę i każdy wie, że gdy zięć jest w domu, spokoju na pewno nie będzie.
Mały mówi po swojemu i tylko darciem się potrafi oznajmiać światu, czego chce. Moje bębenki w uszach są na wykończeniu, ale jest uroczy.
Tak więc naprawdę czekaja Cię niewaskie atrakcje.
Niemniej jednak dom, w którym mieszka dziecko jest czymś fantastycznym i chyba nic nie daje człowiekowi większej motywacji do życia niż dziecko.
Dobrze zrobiliście.
Mała na pewno szczęśliwa i wydaje mi się, że po tych prawie czterech miesiącach chyba zdążyła się przyzwyczaić oraz bardzo Was pokochać.
Feniks, dopiero uczycie się siebie nawzajem, a to, jak wiesz, dość długi i trudny proces. Musisz być po prostu dobrej myśli.
Myślę, że chyba najgorsza sprawa jest ogarnąć w miarę sprawnie biezaczke, bo wtedy najczęściej dojść może do tego, że człowiekowi puszczają nerwy.
Łatwiej jest spojrzeć na rzecz z szerszej perspektywy, bo patrzysz mając jakąś tam wiedzę oraz dystans.
Gorzej jednak wyrobić się z robota w ciągu dnia. Brakuje też czasu na stare nawyki i przyzwyczajenia. Gdy ja jestem z wnukami czasem tak spieszę, że język zwisa mi aż do podłogi, a czasem jestem wkurzona, że muszę odłożyć swoje sprawy na bok, bo ktoś brzęczy mi nad głową. Lubię po prostu dopieszczać samą siebie, a przy dzieciach mam średnie do tego warunki.
Tak więc długa droga przed Wami, ale jakże podniecająca i fantastyczna.
Feniks jest i będzie super.

59

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
ulle napisał/a:

Ja mam półtorarocznego wnuka, więc wiem, co piszę. Wielki cwaniak z niego, chociaż wcale na takiego nie wygląda. Jego wygląd to zwykła podpucha.
Przy każdym członku rodziny potrafi zachowywać się inaczej, gdyż doskonale wie, kto i na ile mu pozwoli.
U mnie chodzi jak w zegarku, ponieważ brakuje mi sił i cierpliwości, żeby znosić jego wrzaski.
Swojemu tacie wszedł na głowę i każdy wie, że gdy zięć jest w domu, spokoju na pewno nie będzie.
Mały mówi po swojemu i tylko darciem się potrafi oznajmiać światu, czego chce. Moje bębenki w uszach są na wykończeniu, ale jest uroczy.

Oczywiście, że dzieci są cwane i doskonale wyczuwają na ile u kogo mogą sobie pozwolić. Ja z moim synem nie miałam żadnych problemów, jeśli chodzi o dyscyplinę, ale rozmawiałam z nim, tłumaczyłam, odmowa zawsze miała swoje uzasadnienie, jednym słowem od samego początku konsekwentnie wytyczałam granice i pilnowałam ich przestrzegania, jednak traktowałam go po partnersku, oczywiście na miarę możliwości wynikających z bieżącego etapu rozwoju. W tym samym czasie, kiedy to rodzice się nim opiekowali, dziecko stawało się kapryśne, nieznośne, hałaśliwe. Powiem szczerze, że mnie samą irytowało jego zachowanie, ale wychodziłam z założenia, że jeśli zostawiam go pod opieką babci i dziadka, co nie zdarzało się jakoś często, to oni ustalają swoje reguły, które ja akceptuję do momentu, gdy nie będę podważać mojego autorytetu, a syn w domu będzie zachowywał się tak, jak ja to sobie wypracowałam. I tak było. Chłopak wracał do domu i nie miał najmniejszych problemów z płynnym przestawieniem się na zupełnie inne zasady. Mało tego, nigdy nie usłyszałam, że chce do babci, bo tam wszystko mu wolno. Dziś sądzę, że w domu czuł się bezpiecznie, a u dziadków zwyczajnie wykorzystywał fakt, że był ich oczkiem w głowie i uwielbiali go rozpieszczać.

Nieco dookoła, ale dążę do tego, że zakazy i nakazy są dziecku bardzo potrzebne, dlatego odmowa nigdy nie powinna wiązać się z poczuciem winy, nawet jeśli w poczuciu krzywdy będzie ono zanosić się płaczem. Z czasem nauczy się obowiązujących reguł, które staną się oczywiste, a przede wszystkim dadzą mu konieczne do prawidłowego psycho-rozwoju poczucie bezpieczeństwa. Zresztą nie bez powodu nadopiekuńczość od dawna uznawana jest za wyrządzanie dziecku krzywdy, pomimo że przecież intencje rodziców zwykle są dobre i podszyte ich miłością.

60

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Hej Feniks masz dobre podstawy psychologiczne i super, że dziecku wszystko tłumaczysz, a to, że nazywasz i mówisz jej, że rozumiesz jej uczucia jest mistrzostwem smile To jest baaaardzo ważne. Nie raz dostałam pochwałę od psychologów, pedagogów dzieci, że dobrze identyfikują emocje i potrafią je nazwać, radzenie sobie z nimi to etap kolejny. Poza tym na przyszłość, będzie ono wiedzieć, że np. złość i jej okazywanie nie jest niczym złym i nie należy jej kisić w sobie, tyko dać jej się gdzieś ulotnić - oczywiście w cywilizowany sposób bez zbytniej krzywdy dla pozostałych.

Zgadzam się z Olinka - dzieciaki są cwane i będą próbować ile wlezie. Każde popuszczenie/przekroczenie granic to zezwolenie na kolejne próby i kolejne przekroczenia. Trzeba być czujnym pod tym względem wink W związku z tym, że wszystko już zostało powiedziane, podsumowałabym krótko: nie należy starać się ZA BARDZO i nigdy przy nim nie panikować (Twoje emocje przekładają się na dziecko w 100% - chłonie je jak gąbka), bo dziecko będzie mieć poczucie, że jesteś jego własnością i zacznie Cię "używać". To nie jest żadne demonizowanie - dorośli też tak robią, tylko w bardziej zakamuflowany sposób wink. Nie można w każdym razie popaść w niewolnictwo, ale podstawowe potrzeby dziecka muszą być zaspokojone, bo brak tego teraz odbije się w przyszłości na ich życiu.

Przykład: jest spotkanie z innymi dorosłymi, rozmawiacie, śmiejecie się. Dziecko podchodzi, bo chce zwrócić na siebie uwagę/nudzi mu się (wybierz dowolne) i przerywa Wam rozmowę. Możesz postąpić (tak na szybko przytaczam):
a. wysłuchujesz i odpowiadasz: "jestem zajęta idź się pobaw" i zostajesz z gośćmi
b. wysłuchać komunikatu i jeśli nie tyczy się jakiegoś niebezpieczeństwa: "przepraszam kochanie, za 5 minut do Ciebie podejdę, teraz rozmawiam z innymi. Pobaw się sama do tego czasu" Po wyznaczonym czasie podchodzisz i krótko załatwiasz problem
c. przerywasz rozmowę z innymi i "co się stało kochanie, nudzisz się? Zaraz coś znajdziemy" i idziesz z dzieckiem, zostawiając gości

Trzeba wyczuć gdzie jest ta granica wkraczania w Twoją/Waszą przestrzeń i pilnować jednak swojej prywatności. Szanując siebie pokazujesz dziecku jak należy szanować innych i ich odrębność, ale i samego siebie i nie dać się wykorzystać w przyszłości przez innych.

Jasne zasady działania/zakazy/nakazy/obowiązki (wszystko dopasowane do wieku dziecka) są według mnie obowiązkowe, ALE decyzja o ich wykonaniu należy do dziecka. Za to brak wykonania danego zadania ma swoje konsekwencje (np. nie będzie przyjemności, wyjścia, zabawy itd). Układ jest czysty. Nie to, że u mnie jest wszystko na super sztywno wink da się ze mną negocjować, jeśli warunki są inne lub czas ograniczony, ale zawsze coś za coś smile. Taki partnerski układ, trochę jak z dorosłym - to wzmaga poczucie autonomii i samostanowienia o sobie.

61

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Jak tam u Was?:) dobrze liczę, ze to już prawie rok? Będzie impreza? big_smile

62 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2023-04-25 17:09:11)

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Hej :**
Tak bardzo dobrze liczysz:) Zaraz nam stuknie roczek wspólnego życia z córą:) Jasne że impreza będzie:D Ale to zleciało...jakby zaczęło się gora 2 msce temu.
Muszę przyznać że o ile początki tej wspólnej drogi nie były może super łatwe ( chociaz tez nie jakieś super trudne) to teraz jest chyba tak jak w wiekszosci rodzin czyli dużo miłości śmiechu radości a czasem nerwow i braku sił do młodej;))  Pieknie się rozwinęła przez ten rok nie tylko fizycznie czy umysłowo ale też emocjonalnie. Jakoś mi aż żal że nie jest już takim maleństwem tylko prawie metrową panną i to bardzo wygadaną. Z dnia na dzień się zmienia i zaskakuje nowymi umiejętnościami i tekstami. Chyba wykonaliśmy kawał dobrej roboty jeśli chodzi o bezpieczne osadzenie jej w rodzinie i nadrobienie zaległości bo jest chwalona zarówno przez terapeutów  zajęciowych jak i osoby które mają z nią częsty kontakt. Jest pogodna, lubi bawić się z dziećmi, ma ogromne pokłady empatii i lubi nowe zajęcia. Uparta jest bardzo ale tłumaczenie przynosi skutek.
Niedługo czeka mnie powrót do pracy i trochę smuteczek, że nie będę już mogła być tak przy mniej jak dotychczas. Niby chciałabym odpocząć troszkę od niej ale kurcze... Będę tęskniła za tym moim szkrabem prze te praktycznie 9 godzin. No i jak ona przeżyje ta "rozłąkę" z mamunią. Bo mamuniowa jest nadal bardzo ale już nie przyspawana a mamunia też się tak zakochała że tuli to swoje dziecie ile wlezie:))
No ale taka kolej rzeczy, mama do pracy a corcia do przedszkola poznawać nowe rzeczy.
Podsumowując, bałam się tej decyzji przez wiele lat ale okazuje się że była to jedna z najlepszych jakich dokonaliśmy w życiu. Może trochę szkoda ze nie uczyniliśmy tego wcześniej gdy byliśmy młodsi i było więcej sił ale wtedy nie byłam gotowa, no i wtedy to nie byłaby Ona<3 wiec chyba tak miało byc:)

63 Ostatnio edytowany przez R_ita2 (2023-04-25 17:18:52)

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Nie wiedziałam. Coś wspaniałego, cieszę się, że się udało z adopcją. Pięknie piszesz o córce. Niech rośnie zdrowo. Pozdrowienia!

64

Odp: Trudne początki rodzicielstwa
R_ita2 napisał/a:

Nie wiedziałam. Coś wspaniałego, cieszę się, że się udało z adopcją. Pięknie piszesz o córce. Niech rośnie zdrowo. Pozdrowienia!

Dziękuję bardzo i wzajemnie:)) :*

65

Odp: Trudne początki rodzicielstwa

Ale super! big_smile
Pomyśl ile będzie opowiadania co było w przedszkolu, jak się bedziecie spotykać po całym dniu big_smile

Posty [ 1 do 65 z 69 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Trudne początki rodzicielstwa

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024