cześć, jestem Marjotka. Mam 27 lat i 2 dzieci. Od 7 lat mieszkam w Niemczech.
Wiem, ze pewnie podobnych tematów jest multum, ale potrzebuje wyrzucić z siebie swoje emocje i swoją historie..
Mój mąż nie jest polakiem. Od początku nasz związek był toksyczny, ale jak często to bywa nie widziałam, a może bardziej nie chciałam tego widzieć.
Dziś jestem już świadoma. Dziś wiem, że nic lepszego, niż odejść zrobić nie moge. Problem tylko w tym, że czuje się strasznie samotna. Mieszkam 1000 km od rodziny. Nie mam znajomych. Wrócić do Polski... nie bardzo mam gdzie i nie oszukujmy się.. w Polsce nie dzieje się dobrze.
Mam trudności w zdobywaniu nowych znajomości. Straciłam poczucie własnej wartości.
Moje życie na dzień dzisiejszy wygląda tak, że siedze całymi dniami sama z dziećmi. Często wybucham, bo nie radze sobie z emocjami. Potem zadręczam się tym, że wybuchłam. Moje dzieci są małe, mają 2 i 4 lata. Chodzą, a raczej "chodzą" do przedszkola... Często choruja, częściej są w domu niz w przedszkolu..
Nie pracuje, bo nie mam żadnej opieki do dzieci. Na męza nie moge liczyc.
Boję się, że zaczne prace i po tygodniu będę musiała przerwać... boję się, że wtedy podupadne psychicznie jeszcze bardziej.
Był czas, ze juz nie płakałam. Że byłam tak wypompowana z emocji, że nic mnie nie ruszało. Nie płakałam jak znow go nie było. Jak zaczął nową awanture.
Tak. Jestem ofiarą przemocy domowej i wiem, że już dawno powinnam odejść... ale stchórzyłam. Stchórzyłam przez samotność własnie.
Nie mam tu na prawdę nikogo bliskiego. Nie mam do kogo zadzwonić i się wygadać. Dzisiaj nikt nie wie o moich problemach. Nie chce obarczać znowu rodziców, siostry.
Równy rok temu, w moim domu, w ciągu ok 2 miesięcy, policja była ok 4 razy.. i wtedy o wszystkim moja rodzina wiedziała. Fizycznie nie mieli mi jak pomóc. Dlatego się poddałam... wybaczyłam. Starałam się to naprawić. i wydawałoby się, że jest lepiej. Że zrozumiał swój bład.
Od zeszłęgo roku nie podniósł na mnie ręki. Ale psychicznie znęca się nadal.
Od 3 miesięcy znika z domu. Nie wraca na noc. Wyłącza telefon. Czy mnie zdradza ? nie wiem. teoretycznie wiem gdzie jest. ale w praktyce przecież nie bedę po nocy z dziećmi tego sprawdzać.
Dziś wiem, że chce odejść. tylko właśnie. brak mi tej siły. brak odwagi. Dzieci tez nie ułatwiają, bo mimo tego, że on ma ich głęboko w d.... to lgną do niego... płaczą jak wychodzi. ostatnio mój czterolatek powiedział " Mamusiu, ja nie chce jechać na swieta do babci. ja chce tutaj miec swięta, w naszym domku. z tata".
Pękłam. Rozryczałam się, bo wiem, ze jak tu zostaniemy to żadnych swiąt nie będzie. Że jego nie będzie.
Nie wiem, czego oczekuję na forum. może znajdzie sie jakas mama która była w podobnej do mojej sytuacji... która również była totalnie sama i dała rade. Może jakies pomysły jak zacząć samemu od początku...