Może tak piszę to facet 30+. Ostatnio wypada koncert uświadomił mi, że wiara w prawdziwą miłość czy idealny związek mi zaszkodziła. Dlaczego mam takie myśli, mimo młodego wieku szukałem partnerki z którą się zgram (nawet jeśli była okazja do seksu i tylko tego z pustą, zdołowaną, napitą dziewczyną człowiek się wycofywał) Jako wieczny romantyk zawsze oczekiwałem więcej, 3 krótkie związki i to wszystko. Także mają 26 lat szukałem tej prawdziwej miłości okazało się jedną porażką każda kobieta którą poznałem tak naprawdę chciała się ustabilizować tylko z powodu bąbelka (owszem chciałem kiedyś dziecko, ale swoje i może głupie córeczkę) i mieliśmy dużo wspólnego. Czytaliśmy to samo, lubiliśmy niektóre te same filmy, słuchaliśmy tego samego, wyprawy do lasu itp. Oczywiście żadna nigdy nie wspominała o bąbelku lub nawet dwóch (jedna nie wiedziała nawet z kim).
Rozumiem że niektóre kobiety to ukrywają rozkochaj faceta, przyciągnij, łóżko, a później niespodzianka. Mimo że jestem romantykiem, miły z natury, ale nawet taki facet jak ja ma limity. Czemu człowiek sobie to uwiadomił, po rozmowie z 22 letnią dziewczyną która się przystawiała na tym koncercie i rozmowie o związkach (chociaż nie sądzę by należała do tego typu kobieta, może zajęci ją kręcą) ogólnie była rozmowa że jestem w związku może nie szczęśliwym, ale jednak więc i zasad się trzymam.
Człowiek też patrząc na wszystkie pary jakie poznała, znajomych tak naprawdę mogę wskazać tylko 2 pary gdzie widać miłość partnerów, rodziną atmosferę reszta to dysfunkcja, układ, czyste partnerstwo nic więcej lub co gorsza zwykły obowiązek (dzieci).
Czy dużo osób znalazło miłość, czy jeszcze w nią wierzy? Czy to taka rzadkość tylko w moim życiu i otoczeniu.