Hej,
Piszę bo jestem dosyć załamana, otóż od 14 lat mam męża i bardzo go kocham, on mnie też.. jednak niedawno miała miejsce następująca sytuacja: mąż wyznał, że 4,5 miesięcy temu była pewna dziewczyna, której rzekomo on się bardzo spodobał - nikogo nie szukał, nic nie robił, ale po prostu ta dziewczyna spotkała go w pracy, gapiła się na niego, uśmiechała się, machała mu, aż w końcu podeszła do niego. Podobno powiedziała, że on bardzo jej się spodobał i chciałaby się z nim spotykać - ale mąż od razu powiedział, że ma żonę, kocha ją , nie zostawi jej i dziewczyna może liczyć co najwyżej na przyjaźń. Ona jednak powiedziała, że nie odpuszcza - liczyła na związek oraz seks - podrywała go i chciała się z nim przespać, ale mąż tylko z nią rozmawiał i utrzymywał kontakt czysto koleżeński. Po miesiącu ona przestała do niego pisać, bo źle czuła się z faktem, że on jest żonaty i chciała coś poza przyjaźnią, a on mógł jej tylko to zaoferować, bo mnie kocha... Jednak pisali ze sobą, ale tylko w formie koleżeńskiej - jak kolega z koleżanką (ona cały czas chciała seksu, ale mąż był niewzruszony).. jak myślicie mąż zachował się w porządku czy nie, jeśli nic nie robił i trzymał ją na dystans jak koleżankę? Nie da się ukryć , że ta informacja nieźle zryła mi i tak nadwątloną psychikę - nie wiem szczerze co o tym wszystkim myśleć, bo mąż nic nie zrobił , ale ja strasznie to przeżywam, bardzo mnie to zraniło.. Ufać mu, wierzyć czy nie? Zachował się w porządku czy nie?
