Cześć wszystkim!
Piszę, bo muszę się wygadać i chce abyście spojrzeli z boku na tą sytuacje i coś może doradzili, bo nie wiem czy to we mnie jest problem czy w nim.
Pokrótce: ja mam 29 lat, Ł. ma 30, jesteśmy razem 10 lat, wybudowaliśmy wspólnie dom w którym mieszkamy od 2 lat. Od 6 lat wspólnie pracujemy w firmie jego taty. Nie mamy dzieci. Miesiąc temu się zaręczliśmy, choć te zaręczyny były raczej skutkiem nacisku rodzin, każdy już pytał "a kiedy ślub". Ja nie naciskałam, jakiś czas temu, powiedziałam tylko, że czekam do mojej 30 i jeśli do tego czasu nie padnie żadna deklaracja to trzeba będzie podjąć decyzję czy w lewo czy w prawo, bo dla mnie ślub jest czymś ważnym i ja tego oczekuje. Ogólnie zaraz po zaręczynach, ustaliliśmy date ślubu itp. ale do sedna.
On ma tendencję do fochów. Bardzo częstych fochów o byle co. Pewnie zapytacie a jak było wcześniej. Patrząc z perspektywy czasu, bywało różnie, zdarzały mu się fochy ale obecnie coraz częściej. Te fochy objawiają się tym, że się po prostu nie odzywa. Milczy, ignoruje mnie. Od wczoraj się nie odzywa i ja nawet nie wiem o co. Zazwyczaj było tak, że ja nadskakiwałam i po jakimś czasie zaczynał się odzywać, ale nie mogę się za każdym razem płaszczyć przed nim. Jeszcze bym rozumiała, gdybym coś zrobiła nie tak, bo dla mnie przeprosiny wtedy są logiczne.
Jestem osobą, która na bieżąco rozwiązuje nieporozumienia. Nienawidzę jakichś cichych dni, bo mnie to męczy. Gdy już pojawi się foch, mogę krzyczec, płakać, ignorować go i tak nic na niego nie działa. Nie wiem już co mam myśleć, jak mam się zachowywać, co robić bo jestem już zmęczona tym.
Wiem,że ma wiele stresów, pracuje całymi dniami po 10-12 godzin. Mam wrażeni, że odreagowuje na mnie swoją frustrację, jaka się w nim nazbiera w ciągu dnia.
Może, ktoś z Was był w takiej sytuacji?