Witajcie, postanowiłam założyć temat, bo sama już nie wiem co myśleć o tej sytuacji, a może Wy mi coś doradzicie.
W związku z chłopakiem jestem od ponad roku. Mój chłopak w ciągu tego czasu bardzo się zmienił. I tak, zdaję sobie sprawę, że początki związku zawsze są piękne, każdy się stara, a dopiero z czasem poznaje się człowieka i to jaki jest w codziennych sytuacjach.
Niedługo zamieszkamy razem, bo on wynajmuje mieszkanie, ja mam swój dom więc wspólnie podjęliśmy decyzję, że lepiej będzie zamieszkać u mnie i dzielić się opłatami na pół.
Zacznę od tego, że kiedy zostaliśmy parą, mój chłopak bardzo upewniał się czy na pewno będę chciała wziąć ślub i mieć dzieci, bo dla niego to było ważne. Po kilku miesiącach stwierdził, że nie chce mieć dzieci, bo go denerwują, nie mógłby pospać do południa, nie stać go. I wiem, każdy ma prawo zmienić zdanie, ale w ciągu kilku miesięcy? Swojej rodzinie powiedział, że nie chcemy mieć dzieci i potem musiałam to odkręcać, bo wypowiadał się w moim imieniu i pojawiły się pytania dlaczego nie chcę zostać mamą. Dodatkowo teraz ciągle sobie żartuje, że jak zajdę w ciążę to będzie musiał mnie rzucić. Ja go nie naciskam na dziecko, ale też chciałabym wiedzieć na czym stoję, bo aktualnie mam 25 lat i nie robię się coraz młodsza. Dodam, że nie chcę dziecka już teraz, ale też nie chcę dowiedzieć się w ciągu kilku lat, że nie zamierza zakładać rodziny. Niby nie chce dzieci, ale raz na jakiś czas coś tam powie na ten temat.
Mój chłopak stał się człowiekiem chorągiewką. Ciągle zmienia zdanie nawet jeśli mowa o jakichś poważniejszych sprawach. Niestety dowiaduję się o tym przez przypadek albo w ostatniej chwili. Mam wrażenie, że w ogóle nie liczy się z moim zdaniem. Jakiś czas temu planowaliśmy wspólne wakacje. Stwierdził, że jego nie interesuje żadne zwiedzanie i chce wynająć sobie pokój w hotelu z basenem i tam spędzać czas. Powiedziałam, że zawsze można się dogadać, można jeden dzień poświęcić na spacery żeby coś zobaczyć, a innego dnia posiedzieć w hotelu tak, jak on chce. Nie zgodził się, bo nie. Stwierdziłam, że w takim razie niech to przemyśli, bo ja też nie chcę jechać i przez cały pobyt siedzieć w hotelu. Po kilkunastu dniach zapytałam co z tymi wakacjami, bo pracuję zdalnie i muszę sobie pracę ustawić. Stwierdził, że nie jedziemy, bo nas nie stać.
"Nie stać mnie/nas" to też kolejna sprawa. Jesteśmy ponad rok razem, a ja dalej nie wiem ile zarabia. I zrozumiałabym to jakbym go naciągała na coś, chciała żeby mi coś kupował. Zawsze albo się dokładam, albo oddaję mu pieniądze jeśli on płaci. Ile zarabia chciałabym wiedzieć z jednej, prostej przyczyny. Wydaje mi się, że wie, że wtedy mogłaby zweryfikować czy mówi prawdę. Według mnie używa tego tekstu jak coś jest mu nie na rękę i nie chce się tłumaczyć. Kiedyś powiedział, że nie stać go na składniki na zupę pomidorową. Po czasie okazało się, że nie miał na nią ochoty.
Zauważyłam, że przestał się starać. Kiedyś robiliśmy kolację, piliśmy wino i oglądaliśmy film przy świecach. Jakiś czas temu wspomniałam mu, że tęsknię za tymi czasami. Stwierdził, że to była głupota z tymi świecami i takim romantyzmem.
Od początku znajomości lubiliśmy się droczyć i sobie dokuczać, wszystko w granicach dobrego smaku. Niestety teraz prawie codziennie słyszę teksty typu "Ty się nie znasz", "a co Ty możesz wiedzieć". Nawet jeśli obydwoje wiemy, że mam rację to mi jej nie przyzna. Powiedziałam, że czasami w żartach można tak powiedzieć, ale nie za każdym razem kiedy wypowiadam się na jakiś temat. Nie przejął się tym więc mieliśmy ciche dni (wolę nic nie mówić niż zrobić awanturę, a może to błąd). W tym czasie zachowywał się jakbym to ja mu coś zrobiła, sam z siebie nie przyszedł o tym pogadać, nie pomyślał, że może nie powinien tak mówić. Przerwa od takiego mówienia trwała aż jeden dzień.
Mówię coś do niego, a on chwilę później nawet nie wie co mówiłam. Twierdzi, że słucha tylko ważnych rzeczy. W tym przypadku akurat nie tylko mnie nie słucha, bo niedawno jego siostra też złapała się na tym, że mówiła jak do ściany.
Ze mną nie porozmawia na jakieś poważniejsze tematy. Twierdzi, że mało mówi i nic z tym nie zrobi. Szkoda tylko, że chociażby z kolegami rozmawia więcej niż ze mną. Mam wrażenie, że o ile na początku interesowałam go ja i to, co myślę na jakiś temat to teraz jestem tylko do pogadania od czasu do czasu.
Z uwagi na moją pracę zdalną bywa tak, że wsiadam w samochód i spędzam u niego kilka dni. Wtedy mu sprzątam, prasuję, jak wraca z pracy to zawsze czeka na niego obiad. Nie oczekuję za to podziękowań, robię to sama z siebie. Jednak byłoby miło jakby chociaż raz powiedział, że cieszy się, że coś zrobiłam, w czymś mu pomogłam.
W jego poprzednim związku każdy martwił się o siebie, każdy robił wszystko pod siebie, podobno nie mówili sobie/nie robili dla siebie nic miłego.
Wiem, że ma trudny charakter. Myślicie, że to jeszcze możliwe nauczyć go, że związek polega na kompromisach i trzeba liczyć się z uczuciami drugiej połówki? Kocham go i nie chcę zrywać, ale też nie chcę być w związku w którym czuję się ciągle jakbym była głupia i nie zasługiwała na romantyczny wieczór we dwoje.
Wybaczcie, kompletnie nie miałam pomysłu na tytuł tematu ![]()