Nie rozumiem. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 32 ]

Temat: Nie rozumiem.

Poznałem kobietę. W sieci. Najpierw maile, telefony. Ok. Rozmawialiśmy godzinami. Imponowała mi. Inteligentna, mądra, energetyczna. Mieszkamy 120 km od siebie. Spotkaliśmy się po 3 miesiącach.
Było świetnie. Kawka, obiad. Poszliśmy na wieżę na punkt widokowy... Było świetnie.
Chciałem ją pocałować, no, ale to pierwsze spotkanie... Potem okazało się, że ona też tego chciała, ale... bała się, co o niej pomyślę.
Potem pojechaliśmy nad rzekę. Spacer lasem.
Dużo rozmowy. I wtedy się zaczęło psuć.
Od początku tej znajomości chyba przeszkadzała jej odległość. To sporo, wiem. Każdy chce mieć kogoś zawsze przy sobie. Ja wierzyłem, że może się udać. Bo te 120 km to nic.
Ale w naszych rozmowach wciąż to akcentowała, tą odległość... W końcu i ja zacząłem tak myśleć. Że to będzie problem.
Wczoraj na tym spacerze zapytała jak ja to widzę... Powiedziałem, (wbrew sobie, ale skoro akcentuje tę odległość, to ok. 120 km to dużo). I że fakt, ta odległość... Zaproponowała przyjaźń. I że chciałaby mnie odwiedzić.
Z tym że "przyjaźń" i koleżeństwo proponuje się, gdy chce się kogoś spławić.
Coś powiedziałem, że koleżanek mam sporo i szukam normalnego związku.
I przytaknalem że z odległością jest... Problem. Więc, skoro i dla niej to problem, to niech faktycznie poszuka sobie kogoś bliżej... Po tych słowach posmutniała.
Kobieta jest świetna, ale nie umie powiedzieć wprost o co jej chodzi.
Dopiero jak się rozstaliśmy... Napisała mi, że ją dwa razy "odrzuciłem" i że "nie słuchałem jej".
O co chodzi????

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-07-11 09:40:07)

Odp: Nie rozumiem.

o to chodzi że spotkałeś kogoś kto lubi gierki.
A jej gra nazywała się: Ty mi udowodnij że Ci zależy i adoruj mnie, a ja poczekam.
nie umiałeś w to grać i przegrałeś. Ale może należy się cieszyć, bo  musiałbyś w to juz grać zawsze?

3

Odp: Nie rozumiem.
BlackDog napisał/a:

Poznałem kobietę. W sieci. Najpierw maile, telefony. Ok. Rozmawialiśmy godzinami. Imponowała mi. Inteligentna, mądra, energetyczna. Mieszkamy 120 km od siebie. Spotkaliśmy się po 3 miesiącach.
Było świetnie. Kawka, obiad. Poszliśmy na wieżę na punkt widokowy... Było świetnie.
Chciałem ją pocałować, no, ale to pierwsze spotkanie... Potem okazało się, że ona też tego chciała, ale... bała się, co o niej pomyślę.
Potem pojechaliśmy nad rzekę. Spacer lasem.
Dużo rozmowy. I wtedy się zaczęło psuć.
Od początku tej znajomości chyba przeszkadzała jej odległość. To sporo, wiem. Każdy chce mieć kogoś zawsze przy sobie. Ja wierzyłem, że może się udać. Bo te 120 km to nic.
Ale w naszych rozmowach wciąż to akcentowała, tą odległość... W końcu i ja zacząłem tak myśleć. Że to będzie problem.
Wczoraj na tym spacerze zapytała jak ja to widzę... Powiedziałem, (wbrew sobie, ale skoro akcentuje tę odległość, to ok. 120 km to dużo). I że fakt, ta odległość... Zaproponowała przyjaźń. I że chciałaby mnie odwiedzić.
Z tym że "przyjaźń" i koleżeństwo proponuje się, gdy chce się kogoś spławić.
Coś powiedziałem, że koleżanek mam sporo i szukam normalnego związku.
I przytaknalem że z odległością jest... Problem. Więc, skoro i dla niej to problem, to niech faktycznie poszuka sobie kogoś bliżej... Po tych słowach posmutniała.
Kobieta jest świetna, ale nie umie powiedzieć wprost o co jej chodzi.
Dopiero jak się rozstaliśmy... Napisała mi, że ją dwa razy "odrzuciłem" i że "nie słuchałem jej".
O co chodzi????

Bo widocznie ona liczyła na to, ze zaprzeczysz że odległość ma znaczenie.
Zadeklarujesz, że się przeprowadzisz bliżej albo zapraszasz ją do przeprowadzki do ciebie.
Jak komuś na kimś zależy to zrobi wszystko aby być jak najbliżej tej drugiej osoby.

Odp: Nie rozumiem.
Ela210 napisał/a:

o to chodzi że spotkałeś kogoś kto lubi gierki.
A jej gra nazywała się: Ty mi udowodnij że Ci zależy i adoruj mnie, a ja poczekam.
nie umiałeś w to grać i przegrałeś.

Ale w to się nie da wygrać. To coś jak mecz w ping ponga ze ścianą - bardzo męczące.

5

Odp: Nie rozumiem.

.. czyli to ona przekonala Ciebie (wbrew Tobie), ze to problem chociaz dla Ciebie to bylo nic...  wg mnie to obydwoje chyba macie klopot z komunikacja.. jeszcze sie poznajevie, znaczy poznawaliscie sie... chyba troche szkoda, ona chciala, Ty chciales..... bywa...

6

Odp: Nie rozumiem.

120 km to jest problem?
Dokładnie tyle dzieliło mnie i męża gdy się poznaliśmy. Przez rok dojeżdżaliśmy do siebie, potem razem zamieszkaliśmy. NIGDY nie widzieliśmy tego jako problem.

7

Odp: Nie rozumiem.

Uciekaj. Neurotyczna kobieta, nie potrafiaca sie wprost komunikowac, podobnie jak ty. Skoro odleglosc jest dla was problemem, to poco w ogole spotkanie big_smile.

8

Odp: Nie rozumiem.

Dla mnie taka odległość byłaby problemem, ale przecież ta kobieta od początku o tym wiedziała. To po co zawracała głowę sobie i jemu?

9

Odp: Nie rozumiem.

Dla rozrywki płochej ?

10

Odp: Nie rozumiem.

Być może, niebożę wink

11

Odp: Nie rozumiem.
Ela210 napisał/a:

o to chodzi że spotkałeś kogoś kto lubi gierki.
A jej gra nazywała się: Ty mi udowodnij że Ci zależy i adoruj mnie, a ja poczekam.
nie umiałeś w to grać i przegrałeś. Ale może należy się cieszyć, bo  musiałbyś w to juz grać zawsze?

Dokładnie.
+ tekstem, że koleżanki już masz i jej przytakując zepsułeś jej gameplan, draniu, jak mogłeś.
Ja tam uważam, że się da przy takiej odległości ale:
1. Zależy od rytmu życia. Przy mojej obecnej robocie to była mordęga. Dwa lata temu byłoby gites.
2. Realna chęć przeprowadzki jednej ze stron, po nawiązaniu więzi, poznaniu drugiej osoby.
Chociaż osobiście nie komplikowałbym sobie życia.

12

Odp: Nie rozumiem.

Jakaś dziwna, niepotrafiąca komunikować wprost swoich oczekiwań kobieta, oczekująca, że będziesz jej udowadniał na każdym kroku, jak bardzo CI na niej zależy i ją adorował. Do tego te 120 km to trochę za duża odległość..

13

Odp: Nie rozumiem.

ale autor chyba tez raczej nie potrafil powiedziec wprost? Mial inne zdanie i przytakiwal....    ona miala z czyms watpliwosc a on przyznal jej racje - krotka pilka... Nie rozmawiali moze o tym online, chcieli sie spotkac, jak widac nie nadaja na tych samych falach.... Jak dla mnie to nie odleglosc jest problemem..

14

Odp: Nie rozumiem.
cześka8 napisał/a:

.. czyli to ona przekonala Ciebie (wbrew Tobie), ze to problem chociaz dla Ciebie to bylo nic...  wg mnie to obydwoje chyba macie klopot z komunikacja.. jeszcze sie poznajevie, znaczy poznawaliscie sie... chyba troche szkoda, ona chciala, Ty chciales..... bywa...

Najbardziej zabolało mnie to, że zaproponowała mi przyjaźń i że będzie koleżanką. I jednocześnie, bym nadal ją wspierał... I na nic nie liczył, niczego nie oczekiwał.
Nie chciałem i nie chcę już tego typu układów.

15

Odp: Nie rozumiem.

... wg mnie zle zrobila ze od poczatku z ta odlegloscia bo to jakas tam niedogodnosc ale moze chciala wysondowac co Ty na to - moze gdybys zanegowal (zaprzeczyles?) to inaczej by sie potoczyla rozmowa, kwestia czy znalezlibysvie kompromis tej odleglosci...
Potencjal byl, fajnie sie rozmawialo, mieliscie ochote na wiecej (Ty nie bo to 1spotkanie, ona nie bo co bys pomyslal), ale co miala powiedziec jesli dla obojga odleglosc jest problemem... wtedy faktycznie nie warto nic wiecej zaczynac... Nie odbieram jej jako oczekujavej poswiecen i adoracji ksiezniczki, potencjal byl z obu stron, ale zle zrobila napierajac z ta odlegloscia, wiec pewnie bylyby z tym w przyszlosci klopoty....

16

Odp: Nie rozumiem.
cześka8 napisał/a:

... wg mnie zle zrobila ze od poczatku z ta odlegloscia bo to jakas tam niedogodnosc ale moze chciala wysondowac co Ty na to - moze gdybys zanegowal (zaprzeczyles?) to inaczej by sie potoczyla rozmowa, kwestia czy znalezlibysvie kompromis tej odleglosci...
Potencjal byl, fajnie sie rozmawialo, mieliscie ochote na wiecej (Ty nie bo to 1spotkanie, ona nie bo co bys pomyslal), ale co miala powiedziec jesli dla obojga odleglosc jest problemem... wtedy faktycznie nie warto nic wiecej zaczynac... Nie odbieram jej jako oczekujavej poswiecen i adoracji ksiezniczki, potencjal byl z obu stron, ale zle zrobila napierajac z ta odlegloscia, wiec pewnie bylyby z tym w przyszlosci klopoty....

Myślę, że nie o odległość tutaj chodzi. Jest w trakcie rozwodu, który się ciągnie. Jest trochę przewrażliwiona. Nic na to nie poradzę.

Tak na prawdę nie wiem, czym ją zraniłem, dlaczego poczuła się odrzucona. Nie wiem. Przecież powiedziałem jasno, że nie chcę jej na raz, że traktuję ją poważnie, że nie chcę być jej kolegą a facetem, że nie traktuję jej jak koleżankę, a jako przyszłą partnerkę. Że nie chcę być ciągłym wspieraczem, bo mam już tego dosyć, bo wciąż kogoś wspieram, i jestem w ten sposób wykorzystywany. Nie chcę już tak. Chcę normalnego związku.
Uznała, że ją odrzuciłem, że ją zraniłem, że skomplikowałem...

17

Odp: Nie rozumiem.

Gdzies mi umknelo ze jest zajeta, nie wnikam kiedy poinformowala Ciebie, ze sie rozwodzi... oby nie traktowala Cie jak plastra wlasnie, pachnie mi tu jakas manipulacja...

18

Odp: Nie rozumiem.

Ja wierzyłem, że może się udać. Bo te 120 km to nic.
Ale w naszych rozmowach wciąż to akcentowała, tą odległość... W końcu i ja zacząłem tak myśleć. Że to będzie problem.

Często tak masz, że zmieniasz zdanie, bo ktoś uważa inaczej?

Okazuje się, że ona nie potrafi powiedzieć o co jej chodzi wprost, a Ty zmieniasz zdanie, żeby się dopasować do kogoś. I jedno, i drugie niedobre.

120km? Dla wielu osób żaden problem. Mój brat jest ze swoją dziewczyną 8 lat, przez 4 z nich mieszkali od siebie oddaleni 400km.

19

Odp: Nie rozumiem.
BlackDog napisał/a:

Poznałem kobietę. W sieci. Najpierw maile, telefony. Ok. Rozmawialiśmy godzinami. Imponowała mi. Inteligentna, mądra, energetyczna. Mieszkamy 120 km od siebie. Spotkaliśmy się po 3 miesiącach.
Było świetnie. Kawka, obiad. Poszliśmy na wieżę na punkt widokowy... Było świetnie.
Chciałem ją pocałować, no, ale to pierwsze spotkanie... Potem okazało się, że ona też tego chciała, ale... bała się, co o niej pomyślę.
Potem pojechaliśmy nad rzekę. Spacer lasem.
Dużo rozmowy. I wtedy się zaczęło psuć.
Od początku tej znajomości chyba przeszkadzała jej odległość. To sporo, wiem. Każdy chce mieć kogoś zawsze przy sobie. Ja wierzyłem, że może się udać. Bo te 120 km to nic.
Ale w naszych rozmowach wciąż to akcentowała, tą odległość... W końcu i ja zacząłem tak myśleć. Że to będzie problem.
Wczoraj na tym spacerze zapytała jak ja to widzę... Powiedziałem, (wbrew sobie, ale skoro akcentuje tę odległość, to ok. 120 km to dużo). I że fakt, ta odległość... Zaproponowała przyjaźń. I że chciałaby mnie odwiedzić.
Z tym że "przyjaźń" i koleżeństwo proponuje się, gdy chce się kogoś spławić.
Coś powiedziałem, że koleżanek mam sporo i szukam normalnego związku.
I przytaknalem że z odległością jest... Problem. Więc, skoro i dla niej to problem, to niech faktycznie poszuka sobie kogoś bliżej... Po tych słowach posmutniała.
Kobieta jest świetna, ale nie umie powiedzieć wprost o co jej chodzi.
Dopiero jak się rozstaliśmy... Napisała mi, że ją dwa razy "odrzuciłem" i że "nie słuchałem jej".
O co chodzi????


Zacznijmy od tego, że popełniłeś błąd już na samym początku. Nie eskalowałeś kontaktu fizycznego. Młode pistolety i stare wróble - nauczcie się, że jeśli poznajecie kobietę w celach matrymonialnych, to wieczne czajenie się choćby z zaczątkiem kontaktu fizycznego jak dotknięcie dłoni, to błąd. Kierujecie relacje na tory koleżeńskie, zamieniacie się w przyjaciółkę tej kobiety, zakochujecie się tylko wewnątrz własnej głowy oraz wyobrażeniach, by potem wyskoczyć jak partyzant zza krzaków. Tylko to nie będzie zasadzka na jeden patrol z jednostki tyłowej czy kilku soldatów z SD na przepustce, a wyskoczycie na dobrze uzbrojony i ostrzelany pluton Wehrmachtu czy Waffen-SS. I skończy się marnie. Na prawdę nie zdziwiło was, że powtarzanie tego scenariusza zawsze przynosiło te same efekty? Serio, nie wyciągnęliście wniosków?

Jeśli chcecie zbudować relacje, to muszą być trzy czynniki Intymność, Pożądanie i Zaangażowanie. Co z tego, że dyszycie z pożądania w zaciszu waszego pokoju, a z dnia na dzień i spotkania angażujecie się coraz bardziej, jak nie ma intymności? Fizyczność się buduje, eskaluje. Przyzwyczaj kobietę do siebie - nie tylko w kwestii osobowości, ale również dotyku, zapachu. Zaczyna się od niewinnych gestów, by przejść do kroku milowego jakim jest pocałunek.

I tu popełniłeś błąd. Sam wtoczyłeś się na ramy przyjacielskie. Nie dziw się, że kobieta która nie widziała zdecydowanego wektora inicjatywy, który Ty masz zapoczątkować, zaczęła mieć wątpliwości - a raczej zaczęła Cię testować. Ta odległość jest rozumiana dosłownie, w kilometrach, ale również metaforycznie jako między wami.
Inna sprawa, że związek na odległość nie istnieje i każdy kto twierdzi inaczej, czy broni tej "instytucji" oszukuje się, ale już zrozumiałem, że ludzie nie uczą się na własnych błędach. Pół biedy, jeśli uczyliby się na cudzych błędach.
Bardzo dobrze zrobiłeś, że odrzuciłeś "ofertę" przyjaźni. To takie fajne zagranie, które przerzuca odpowiedzialność za wszystko na Ciebie, bo jeśli tą przyjaźń odrzucisz to będzie Twoja wina. Kobieta zrobiła wszystko co mogła w takiej sytuacji tu. chciała utrzymać to na stopie koleżeńskiej, a Ty odrzuciłeś tą wspaniałomyślną ofertę (podobną w formie oraz treści, do wymownego położenia na stole, tuż przed Twoim nosem, nabitego pistoletu z jasną intencją).

Dopiero jak się rozstaliśmy... Napisała mi, że ją dwa razy "odrzuciłem" i że "nie słuchałem jej".
O co chodzi????

To, o czym napisałem Ci wyżej. Odrzuciłeś ją za pierwszym razem, gdy nie umiałeś przenieść relacji na wyższy stopień. Zamiast wcisnąć sprzęgło, gdy silnik wkręcał się na wyższe obroty, wolałeś żyłować na drugim biegu. Zatarłeś silnik, rajdowcu. Tak obrazowo mogę Ci to przedstawić. Poległeś, gdy nie wykonałeś gestu początkującego intymność i dającego upust pożądaniu.
Zła i jednocześnie dobra wiadomość jest taka, że to koniec. Nie musisz się tym martwić, bo sprawa upadła. Miej godność męską i odejść, urwij kontakt. Nie płaszcz się, nie jojcz, nie wracaj. Nie rozmyślaj i nie analizuj usilnie przez wiele godzin oraz dni, możliwe scenariusze z zestawu nr. 87500123 czyli CO BY BYŁO GDYBY..
To było i nie wróci. Idź dalej.

Drugie odrzucenie, to odrzucenie tej oferty przyjaźni. Tutaj nawet się nie zagłębiajmy, bo dobrze zrobiłeś. To tylko płacz i narzekanie tej kobiety, nie patrz na to.


Powodzenia dalej, może się czegoś nauczysz.

20

Odp: Nie rozumiem.
Monoceros napisał/a:

Ja wierzyłem, że może się udać. Bo te 120 km to nic.
Ale w naszych rozmowach wciąż to akcentowała, tą odległość... W końcu i ja zacząłem tak myśleć. Że to będzie problem.

Często tak masz, że zmieniasz zdanie, bo ktoś uważa inaczej?

Okazuje się, że ona nie potrafi powiedzieć o co jej chodzi wprost, a Ty zmieniasz zdanie, żeby się dopasować do kogoś. I jedno, i drugie niedobre.

120km? Dla wielu osób żaden problem. Mój brat jest ze swoją dziewczyną 8 lat, przez 4 z nich mieszkali od siebie oddaleni 400km.

Nie zmieniam zdania. Od początku mówiłem, że jest jak jest i te 120 km będzie. I to od nas tylko zależeć będzie, czy one będą.

21

Odp: Nie rozumiem.
Mikry Mike napisał/a:
BlackDog napisał/a:

Poznałem kobietę. W sieci. Najpierw maile, telefony. Ok. Rozmawialiśmy godzinami. Imponowała mi. Inteligentna, mądra, energetyczna. Mieszkamy 120 km od siebie. Spotkaliśmy się po 3 miesiącach.
Było świetnie. Kawka, obiad. Poszliśmy na wieżę na punkt widokowy... Było świetnie.
Chciałem ją pocałować, no, ale to pierwsze spotkanie... Potem okazało się, że ona też tego chciała, ale... bała się, co o niej pomyślę.
Potem pojechaliśmy nad rzekę. Spacer lasem.
Dużo rozmowy. I wtedy się zaczęło psuć.
Od początku tej znajomości chyba przeszkadzała jej odległość. To sporo, wiem. Każdy chce mieć kogoś zawsze przy sobie. Ja wierzyłem, że może się udać. Bo te 120 km to nic.
Ale w naszych rozmowach wciąż to akcentowała, tą odległość... W końcu i ja zacząłem tak myśleć. Że to będzie problem.
Wczoraj na tym spacerze zapytała jak ja to widzę... Powiedziałem, (wbrew sobie, ale skoro akcentuje tę odległość, to ok. 120 km to dużo). I że fakt, ta odległość... Zaproponowała przyjaźń. I że chciałaby mnie odwiedzić.
Z tym że "przyjaźń" i koleżeństwo proponuje się, gdy chce się kogoś spławić.
Coś powiedziałem, że koleżanek mam sporo i szukam normalnego związku.
I przytaknalem że z odległością jest... Problem. Więc, skoro i dla niej to problem, to niech faktycznie poszuka sobie kogoś bliżej... Po tych słowach posmutniała.
Kobieta jest świetna, ale nie umie powiedzieć wprost o co jej chodzi.
Dopiero jak się rozstaliśmy... Napisała mi, że ją dwa razy "odrzuciłem" i że "nie słuchałem jej".
O co chodzi????


Zacznijmy od tego, że popełniłeś błąd już na samym początku. Nie eskalowałeś kontaktu fizycznego. Młode pistolety i stare wróble - nauczcie się, że jeśli poznajecie kobietę w celach matrymonialnych, to wieczne czajenie się choćby z zaczątkiem kontaktu fizycznego jak dotknięcie dłoni, to błąd. Kierujecie relacje na tory koleżeńskie, zamieniacie się w przyjaciółkę tej kobiety, zakochujecie się tylko wewnątrz własnej głowy oraz wyobrażeniach, by potem wyskoczyć jak partyzant zza krzaków. Tylko to nie będzie zasadzka na jeden patrol z jednostki tyłowej czy kilku soldatów z SD na przepustce, a wyskoczycie na dobrze uzbrojony i ostrzelany pluton Wehrmachtu czy Waffen-SS. I skończy się marnie. Na prawdę nie zdziwiło was, że powtarzanie tego scenariusza zawsze przynosiło te same efekty? Serio, nie wyciągnęliście wniosków?

Jeśli chcecie zbudować relacje, to muszą być trzy czynniki Intymność, Pożądanie i Zaangażowanie. Co z tego, że dyszycie z pożądania w zaciszu waszego pokoju, a z dnia na dzień i spotkania angażujecie się coraz bardziej, jak nie ma intymności? Fizyczność się buduje, eskaluje. Przyzwyczaj kobietę do siebie - nie tylko w kwestii osobowości, ale również dotyku, zapachu. Zaczyna się od niewinnych gestów, by przejść do kroku milowego jakim jest pocałunek.

I tu popełniłeś błąd. Sam wtoczyłeś się na ramy przyjacielskie. Nie dziw się, że kobieta która nie widziała zdecydowanego wektora inicjatywy, który Ty masz zapoczątkować, zaczęła mieć wątpliwości - a raczej zaczęła Cię testować. Ta odległość jest rozumiana dosłownie, w kilometrach, ale również metaforycznie jako między wami.
Inna sprawa, że związek na odległość nie istnieje i każdy kto twierdzi inaczej, czy broni tej "instytucji" oszukuje się, ale już zrozumiałem, że ludzie nie uczą się na własnych błędach. Pół biedy, jeśli uczyliby się na cudzych błędach.
Bardzo dobrze zrobiłeś, że odrzuciłeś "ofertę" przyjaźni. To takie fajne zagranie, które przerzuca odpowiedzialność za wszystko na Ciebie, bo jeśli tą przyjaźń odrzucisz to będzie Twoja wina. Kobieta zrobiła wszystko co mogła w takiej sytuacji tu. chciała utrzymać to na stopie koleżeńskiej, a Ty odrzuciłeś tą wspaniałomyślną ofertę (podobną w formie oraz treści, do wymownego położenia na stole, tuż przed Twoim nosem, nabitego pistoletu z jasną intencją).

Dopiero jak się rozstaliśmy... Napisała mi, że ją dwa razy "odrzuciłem" i że "nie słuchałem jej".
O co chodzi????

To, o czym napisałem Ci wyżej. Odrzuciłeś ją za pierwszym razem, gdy nie umiałeś przenieść relacji na wyższy stopień. Zamiast wcisnąć sprzęgło, gdy silnik wkręcał się na wyższe obroty, wolałeś żyłować na drugim biegu. Zatarłeś silnik, rajdowcu. Tak obrazowo mogę Ci to przedstawić. Poległeś, gdy nie wykonałeś gestu początkującego intymność i dającego upust pożądaniu.
Zła i jednocześnie dobra wiadomość jest taka, że to koniec. Nie musisz się tym martwić, bo sprawa upadła. Miej godność męską i odejść, urwij kontakt. Nie płaszcz się, nie jojcz, nie wracaj. Nie rozmyślaj i nie analizuj usilnie przez wiele godzin oraz dni, możliwe scenariusze z zestawu nr. 87500123 czyli CO BY BYŁO GDYBY..
To było i nie wróci. Idź dalej.

Drugie odrzucenie, to odrzucenie tej oferty przyjaźni. Tutaj nawet się nie zagłębiajmy, bo dobrze zrobiłeś. To tylko płacz i narzekanie tej kobiety, nie patrz na to.


Powodzenia dalej, może się czegoś nauczysz.


Masz rację i nie.
Gdyby chciała pocałować to by to zrobiła. Na punkcie widokowym odmówiła mi. Ok. Próbowałem dalej.
Problem w tym, że sama nie wiedziała, czego chciała. Niby gest do mej twarzy, bo chciała pocałować. Litości. Chcieć każdy może. A tłumaczenie, co bym o niej pomyślał... No, sorry. Wyginała się przy mnie, wygadywała głupoty, sikała.. I co? Nietykalna? Bo co o niej pomyślę? Nie no.
Dobrze grała.
A propozycja bycia przyjacielem... Sory. Nie w tym barze.

22

Odp: Nie rozumiem.

Masz rację i nie.
Gdyby chciała pocałować to by to zrobiła. Na punkcie widokowym odmówiła mi. Ok. Próbowałem dalej.
Problem w tym, że sama nie wiedziała, czego chciała. Niby gest do mej twarzy, bo chciała pocałować. Litości. Chcieć każdy może. A tłumaczenie, co bym o niej pomyślał... No, sorry. Wyginała się przy mnie, wygadywała głupoty, sikała.. I co? Nietykalna? Bo co o niej pomyślę? Nie no.
Dobrze grała.
A propozycja bycia przyjacielem... Sory. Nie w tym barze.

Bo ona oddała Ci pole do wyjścia z inicjatywą? I to nadal stereotypowe zadanie mężczyzny, by iść w awangardzie i wychodzić z inicjatywą, zwłaszcza w relacji? Może się to komuś nie podobać, lub podobać, ale takie są fakty. Przespałeś temat i ominęło Cię. Przyjęła - jak wiemy niesłusznie, ale skąd mogła wiedzieć - że nie chcesz eskalować tego na wyższy poziom relacji. Swoimi czynami wepchnąłeś to na tory koleżeńskie.

Oj chłopie, ile masz lat? Pora się nauczyć, że kobieta nie wie czego chcesz, dopóki ktoś jej tego nie wskaże lub zasugeruje. W tym wypadku jest to mężczyzna. Zawsze tak było.

23

Odp: Nie rozumiem.

O jakiej eskalacji mowa?! Przecież to dopiero pierwsze spotkanie. serio jakieś kobiety lubią jak się do nich na pierwszym spotkaniu z łapami startuje?

Autor, zawaliles bo przyznałem jej rację co do odległości, dla Ciebie to nie problem, to dlaczego jej tego nie powiedziałeś? Po co jej przyznałes rację? Ona nie umie się komunikować ale Ty też nie.

24

Odp: Nie rozumiem.

Eeee... zacznijmy od tego, że Autor nie zna tej kobiety, a zna jedynie wykreowany przez nią obraz. I czy ten obraz jest autentyczny czy fikcyjny to trudno jednoznacznie określić.

25

Odp: Nie rozumiem.

dlatego sie spotkali, ale skoro ona jeszcze sie nie rozwiodla, to chyba w ogole za wczesnie...

26

Odp: Nie rozumiem.
CatLady napisał/a:

O jakiej eskalacji mowa?! Przecież to dopiero pierwsze spotkanie. serio jakieś kobiety lubią jak się do nich na pierwszym spotkaniu z łapami startuje?

Autor, zawaliles bo przyznałem jej rację co do odległości, dla Ciebie to nie problem, to dlaczego jej tego nie powiedziałeś? Po co jej przyznałes rację? Ona nie umie się komunikować ale Ty też nie.

No właśnie. I tu brawa. Nie potrafię na pierwszym spotkaniu z łapami latać.
Odległość nie jest problemem. To tylko 2 godziny drogi. Ona o tym wie. Ja mówiłem jasno. Że odległość to żaden problem itd.
Problem w tym, że miałem kilka znajomości które kończyły się po takich tekstach o "przyjaźni" itp. A tak naprawdę miałem być pocieszaczem.
Też muszę kalkulować.
I nie odrzuciłem jej.

27

Odp: Nie rozumiem.
BlackDog napisał/a:
CatLady napisał/a:

O jakiej eskalacji mowa?! Przecież to dopiero pierwsze spotkanie. serio jakieś kobiety lubią jak się do nich na pierwszym spotkaniu z łapami startuje?

Autor, zawaliles bo przyznałem jej rację co do odległości, dla Ciebie to nie problem, to dlaczego jej tego nie powiedziałeś? Po co jej przyznałes rację? Ona nie umie się komunikować ale Ty też nie.

No właśnie. I tu brawa. Nie potrafię na pierwszym spotkaniu z łapami latać.
Odległość nie jest problemem. To tylko 2 godziny drogi. Ona o tym wie. Ja mówiłem jasno. Że odległość to żaden problem itd.
Problem w tym, że miałem kilka znajomości które kończyły się po takich tekstach o "przyjaźni" itp. A tak naprawdę miałem być pocieszaczem.
Też muszę kalkulować.
I nie odrzuciłem jej.


A ja zapytam wprost: jak dużo czasu minęło od ukończenia przez was edukacji? Sięgaliście kiedyś po słownik wyrazów obcych? Pokuszę się o nieco lepsze pytanie: znaczenie słowa eskalacja, czy jak typowy homo sapiens rozumiecie świat binarnie, na półgwizdka i chłopski rozum? Chciałbym was traktować poważnie, ale po tym wyskoku, który jest napędzany ignorancją czyt. niewiedzą etymologii słowa, ciężko mi będzie spojrzeć na was jak na dorosłych ludzi.

Ludzie mają bardzo wygodny mechanizm radzenia sobie z rzeczami, które przerastają ich pojmowanie lub powodują niemiłe "szumy" w myślach. Zjawisko nazywa się dysonansem poznawczym. Pierwszą metodą redukcji tego dysonansu jest racjonalizacja. W ramach racjonalizacji, bardzo często spotykam się z podtypem jakim jest antagonizacja. Ludzie uwielbiają antagonizować zjawiska, rzeczy, ludzi i wszystko czego nie rozumieją, czy to poprzez stygmatyzację epitetami lub łatką "szkodliwości", poprzez werbalny atak, kończąc na ataku fizycznym. Pierwszym przykładem są słynne polowania na czarownice, w tym najsłynniejsze w Salem, w Nowej Anglii. Toczka w toczkę wasze zachowania. Już nie wspomnę o binarnym podejściu ludzi, które jest skrajnie głupie, szkodliwe, a którego najpowszechniejszym odzwierciedleniem są stereotypy. Wasza dwójka to kliniczny przykład jak myślenie zerojedynkowe, zwane dalej binarnym, działa w praktyce. Dla waszego tandemu coś jest albo czegoś nie ma. Nie ma czegokolwiek pośrodku. Jest dobro i zło (śmieszny oraz sztuczny koncept). Albo jesteś za nimi, albo za tamtymi. I takie jednostki podejmują tak krytyczne decyzję jak chociażby sprowadzenie na ten świat nowej istoty.

Autorowi specjalnie, kilka wiadomości wcześniej, napisałem oraz zaznaczyłem co rozumiem przez eskalację. Jak byk stało w moich słowach, że to się buduje. Stopniowo. Zaczynając do pierwszych form kontaktu, jak strzepnięcie udawanego pyłku z kołnierza kurtki, udawanie, że znasz się na chiromancji i wróżenie z dłoni (kobiety bardzo kochają oraz mocno wierzą w horoskopy), czy poprzez inne formy delikatnego kontaktu. Niestety, autorze, albo nie umiesz czytać, albo czytasz po łebkach, stąd też to zabawne oburzenie. W mowie potocznej, panującej wśród dzieciaków, mówiąc wprost - zesrałeś się. Liczyłem na to, że piszę do człowieka potrafiącego zrozumieć pewne rzeczy oraz umiejącego czytać dokładnie, ale chyba się pomyliłem.
Wypisałem Ci wszystko, najprostszym językiem jakim mogłem.

Nie wiem też co chcesz kalkulować, ale dobrze. Żyj w swojej bańce.

28 Ostatnio edytowany przez Monoceros (2021-07-18 16:33:16)

Odp: Nie rozumiem.
Mikry Mike napisał/a:

A ja zapytam wprost: jak dużo czasu minęło od ukończenia przez was edukacji? Sięgaliście kiedyś po słownik wyrazów obcych? Pokuszę się o nieco lepsze pytanie: znaczenie słowa eskalacja, czy jak typowy homo sapiens rozumiecie świat binarnie, na półgwizdka i chłopski rozum? Chciałbym was traktować poważnie, ale po tym wyskoku, który jest napędzany ignorancją czyt. niewiedzą etymologii słowa, ciężko mi będzie spojrzeć na was jak na dorosłych ludzi.

Ludzie mają bardzo wygodny mechanizm radzenia sobie z rzeczami, które przerastają ich pojmowanie lub powodują niemiłe "szumy" w myślach. Zjawisko nazywa się dysonansem poznawczym. Pierwszą metodą redukcji tego dysonansu jest racjonalizacja. W ramach racjonalizacji, bardzo często spotykam się z podtypem jakim jest antagonizacja. Ludzie uwielbiają antagonizować zjawiska, rzeczy, ludzi i wszystko czego nie rozumieją, czy to poprzez stygmatyzację epitetami lub łatką "szkodliwości", poprzez werbalny atak, kończąc na ataku fizycznym. Pierwszym przykładem są słynne polowania na czarownice, w tym najsłynniejsze w Salem, w Nowej Anglii. Toczka w toczkę wasze zachowania. Już nie wspomnę o binarnym podejściu ludzi, które jest skrajnie głupie, szkodliwe, a którego najpowszechniejszym odzwierciedleniem są stereotypy. Wasza dwójka to kliniczny przykład jak myślenie zerojedynkowe, zwane dalej binarnym, działa w praktyce. Dla waszego tandemu coś jest albo czegoś nie ma. Nie ma czegokolwiek pośrodku. Jest dobro i zło (śmieszny oraz sztuczny koncept). Albo jesteś za nimi, albo za tamtymi. I takie jednostki podejmują tak krytyczne decyzję jak chociażby sprowadzenie na ten świat nowej istoty.

Autorowi specjalnie, kilka wiadomości wcześniej, napisałem oraz zaznaczyłem co rozumiem przez eskalację. Jak byk stało w moich słowach, że to się buduje. Stopniowo. Zaczynając do pierwszych form kontaktu, jak strzepnięcie udawanego pyłku z kołnierza kurtki, udawanie, że znasz się na chiromancji i wróżenie z dłoni (kobiety bardzo kochają oraz mocno wierzą w horoskopy), czy poprzez inne formy delikatnego kontaktu. Niestety, autorze, albo nie umiesz czytać, albo czytasz po łebkach, stąd też to zabawne oburzenie. W mowie potocznej, panującej wśród dzieciaków, mówiąc wprost - zesrałeś się. Liczyłem na to, że piszę do człowieka potrafiącego zrozumieć pewne rzeczy oraz umiejącego czytać dokładnie, ale chyba się pomyliłem.
Wypisałem Ci wszystko, najprostszym językiem jakim mogłem.

Nie wiem też co chcesz kalkulować, ale dobrze. Żyj w swojej bańce.

Wspaniały przykład kogoś, kto - gdy jego zdanie zostaje podważone - ucieka się do obrażania ludzi. Wow.

Ja się zgadzam z przedmówcami. Przekraczanie granic fizyczności na pierwszym spotkaniu, dla większości ludzi (szukających związku, nie przygodnego seksu) będzie niekomfortowe. Z tego co znam ludzi, a głównie siebie i moich bliskich, to musi minąć trochę czasu (a u innych kobiet dużo czasu) zanim gesty jakie zostały tu opisane będą mile widziane.

29

Odp: Nie rozumiem.

Aby mówić o przykładach i wskazywać kto nim jest, a nie jest - co jest kolejną formą antagonizacji - wypadało by samemu świecić przykładem. Ot, zagwostka, prawda?
Przede wszystkim, by zapalać pochodnie i robić sztuczny raban, trzeba czytać. Polecam ze zrozumieniem oraz uwagą, bo później wychodzą kwiatki, gdzie autor i jakaś losowa osoba zaczynają tumult, podnosząc larum, tylko dlatego, że nie przeczytali. Ergo, zbłaźnili się i jest to tylko ich wina.

Opisałem kilka wiadomości wcześniej co rozumiem i jak to widzę, by nie było właśnie takich wiadomości. Jak się okazuje, przeceniłem niektórych wink A wystarczyło dokładnie czytać.

30

Odp: Nie rozumiem.

Do mojej byłej żony jeździłem 150 km w jedną stronę drogą jednokierunkową, więc jechało się prawie 3 godziny big_smile Jeździłem do niej praktycznie co dwa tygodnie, a nieraz co łikend. I dało się. Ona oczywiście też do mnie przyjeżdżała. Tak więc 120 km to nie jest jakiś hardcore. A jak jeszcze jest dobre połączenie to już w ogóle. Ale istotny jest inny kontekst całej sytuacji, bo wcześniej czy później powstaje pytanie, kto się do kogo przeprowadzi. I co wtedy ? Ktoś musi się zdecydować na większe zmiany, czyli na zmianę miejsca zamieszkania, pracy itd. To nie jest łatwe.

31

Odp: Nie rozumiem.

O tej pani była tu juz mowa.
Ale jest i ciąg dalszy. Bez emocji.
Wydzwaniała, rozmawialiśmy. Jedno spotkanie. Bez sensu. Potem dziwaczne problemy, sztuczne, wyimaginowane. Że mąż nie chce dać rozwodu, że sąd nie chce dać jej rozwodu..
Niby chciała mnie odwiedzić... Tylko wciąż jej nie wychodziło.
Wciąż wysłuchiwałem jej żalów na ex męża czy jej dawnego faceta. Wciąż... Że go kochała, rzuciła dla starszego o 12-lat faceta, bo chciała sexu. Tylko sielanka zakończyła się wpadką. Idylla minęła, przyszła proza, pieluchy.
Swego exa kochała, trzymała z nim kontakt. Zwracała głowę. Dała mu "szansę" powrotu - ona i dziecko tamtego. Po latach znów "szansa" powrotu - ona plus już dwoje dzieci tamtego. Odmówił. Ożenił się, ma dziecko... A ona wciąż głowę mu zawraca.
Trzyma go wciąż. I odpycha... Że jej ex chce ją tylko zaliczyć.
Historia do zamęczenia.
Ostatnio wyjechała na 4 dniowe szkolenie. Kontakt slabł. Wciąż pisała ze swym ex, tzw. "przyjacielem".
Niedawno moi siostrzeńcy wpakowali mi się pod moją nieobecność do kompa. Czytali moją korespondencję z nią. Jeden wpadł na pomysł, by z nią... Popisać. Smsy. Zrobiła się z tego schiza.
Siostrzeńcy mają problemy z rozwodem siostry. Alko i przemoc. Starszy myśli samobójcze. Popełnił głupotę z tym wchodzeniem do mego kompa i czytaniem...
Popisali sobie z nią. Ona uznała że to ja.
Rozumiem jej złość.
Ale też mnie rozczarowała... Jest po pedagogice. Myślałem, że zrozumie sytuację. Doradzi, pomoże. I nic. Olewka. "Gówno ją to obchodzi".
Zamilkła.
Czy mi jej brakuje? Nie. Bo wysłuchiwać po raz n-ty o jej ex... Być dawcą czasu, uwagi, wsparcia... Nie chcę.
Ona obrażona...
i dobrze. Bo po co mi konsument?

32

Odp: Nie rozumiem.

Miałem już dość jej przewrażliwienia. Ciągłego szukania uwagi, i wysłuchiwania po raz n-ty gadki o mężu/nie mężu... i jej dawnym chłopaku. To, co było w jwj życiu... nie oceniam.
Gdy ją poznałem ukryła fak, że tego meża ma. 3 tygodnie ściemy.
Gdy zaczęła mówić o swym małżeństwie i życiu... Historia marna. Ale fabuła była...
Miała chołpaka w technikum. Był od niej młodszy 2 lata. On Jehowy. Miał zasady, że sex dopiero po ślubie. Byli razem 2 lata. Ta z nim zerwała. Jak sama mu mówiła "chciała sexu, z kimkolwiek".. I poszła ze starszym o 12 lat facetem. Zaimponowalo jej, że jest starszy, ma pracę. Tylko koleś zapomniał powiedzieć, że jest pod silnym wpływem matki despotki.
Mówiła, że wciąż swego dawnego chłopaka kochała, bo to on był miłością jej życia.
Byli w jednym mieście, mieli wspólnych znajomych. I nadal coś do siebie czuli. Ona po 4 miesiącach sexu miała wpadkę, zaszła w ciążę... On, jej były chłopak, się załamał. Widywali się na spotkaniach u znajomych. Jednak szybko okazało się że życie z tym mężem nie jest normalne. Maminsynek.
Żałowała że tamtego rzuciła.
Chciała wrócić, ale miała dziecko. Zaproponowała mu dawnemu chłopakowi układ - że rzuci męża, ale musi ją przyjąć z dzieckiem tamtego. Tamten odmówił. Wyjechał za granicę. Poznał kobietę, ożenił się. Po 10 latach się rozwiódł.
Było ognisko u znajomych, spotkali się. Ona miała już 2 dzieci. I małżeństwo się sypało.
Siedzieli raz i ona powiedziała, że gdyby chciał, to może rzucić wszystko, by z nim być. On odmówił. Wyjechał na stałe. Ma inną kobietę. I dziecko.
Jej małżeństwo się sypało. Jako powód... Nie miała sexu od pół roku i że "facet jej nie słucha". Miała plany, chciała iść na studia... A skończyła przy garach i pieluchach.
Tylko nikt nie siedzi z kolesiem, którego się nie kocha i nie robi z nim jeszcze jednego dzieciaka..
Problem w tym, że sądziłęm, że coś z tego wyjdzie... Ale nie wyjdzie. Mam dosyć wsyłuchiwania o jej meżu, i dawnym chłopaku. Ostatnio była w pracy na wyjeździe. Myślałem, że pogadamy po powrocie. I co? Znów o jej dawnym chłopaku. Że ma te małe dziecko i pisze do niej. Jak dla mnie to dziwny, chory układ. Wiedzą, że nie mogą być razem, i nie będą. Ale są w jakimś chorym układzie, że trują siebie nawzajem, niszczą swoje związki, a ona boi się, że on chce ją "przelecieć".
To chore.
Nie było tam dla mnie miejsca. Zwyczajnie.

Posty [ 32 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024