Temat do luźnej dyskusji. Zdarzało wam się poznawać kogoś kto was fascynował, często ze wzajemnością ale zachodziły jakieś czynniki które sprawiały, że wiedzieliście, że to nie ma sensu, szkoda czasu albo że obojgu stanie się kuku?
Wiadomo, chyba najpopularniejsza sytuacja to zauroczenie się kimś zajętym albo samemu będąc zajętym (albo oboje).
I omińmy też patologię wszelkiej maści, alkoholików, narkomanów etc.
Ja na przykład mam dobrą koleżankę. Bardzo ułożona dziewczyna. I imponuje mi tym, jaka jest. Plus mój typ. Ogólnie brałbym i chyba ona też. Ale!
Jest niesamowicie religijna. W sensie trzyma się katolickich zasad wiary, w tym tych dotyczących seksualności.
Ja ją bardzo szanuje więc gdy się o tym dowiedziałem cóż, skierowałem znajomość na drogę koleżeńską. I nie uważam tego za jakieś dziwne - od ma takie postanowienie/zasady, potrafi się go trzymać - respekt. W hipotetycznej sytuacji, nie chciałbym by na przykład złamała swoje postanowienia skoro są dla niej tak ważne.
A ja natomiast lubię seks i mam duże potrzeby. A logicznym jest, że jej abstynencja seksualna stoi w konflikcie z moimi potrzebami. I ani jedno ani drugie nie jest gorsze, tu po prostu nie ma miejsca na kompromis, jedna strona musiałaby się poświęcić.
A jak jest u was? Co, oprócz tak wyraźnych powodów jak zajęcie było dla was murem nie do przeskoczenia?
1 2021-07-11 07:54:51 Ostatnio edytowany przez zrzutekranu (2021-07-11 07:56:43)
Jestem straszna pod tym względem, że odrzucam nie tylko „miłość”, ale także przyjaźń, gdy ktoś/coś mi nie zagra u danej osoby.
Z takich podstawowych rzeczy to nie wyobrażam sobie relacji z zamordystą, czyli kimś, kto narzuca innym swoje wartości, światopogląd itp. Mogę z taką osobą wymienić poglądy, zainteresować się nią, chcieć zrozumieć, jak „działa”, ale nie zbuduję z kimś takim żadnej bliższej więzi.
Odrzucają mnie też pewne cechy osób, jak nielojalność i tu jestem wyczulona na najmniejsze oznaki, jak tylko coś takiego wyczuwam, to od razu trzymam dystans i nie ma szans zbliżyć się do mnie. Pewnie z tego powodu mam niewielkie grono prawdziwych przyjaciół, którzy są przy mnie od lat zamiast rzeszy przypadkowych „przyjaciół”.
Temat do luźnej dyskusji. Zdarzało wam się poznawać kogoś kto was fascynował, często ze wzajemnością ale zachodziły jakieś czynniki które sprawiały, że wiedzieliście, że to nie ma sensu, szkoda czasu albo że obojgu stanie się kuku?
Wiadomo, chyba najpopularniejsza sytuacja to zauroczenie się kimś zajętym albo samemu będąc zajętym (albo oboje).
I omińmy też patologię wszelkiej maści, alkoholików, narkomanów etc.
Ja na przykład mam dobrą koleżankę. Bardzo ułożona dziewczyna. I imponuje mi tym, jaka jest. Plus mój typ. Ogólnie brałbym i chyba ona też. Ale!
Jest niesamowicie religijna. W sensie trzyma się katolickich zasad wiary, w tym tych dotyczących seksualności.
Ja ją bardzo szanuje więc gdy się o tym dowiedziałem cóż, skierowałem znajomość na drogę koleżeńską. I nie uważam tego za jakieś dziwne - od ma takie postanowienie/zasady, potrafi się go trzymać - respekt. W hipotetycznej sytuacji, nie chciałbym by na przykład złamała swoje postanowienia skoro są dla niej tak ważne.
A ja natomiast lubię seks i mam duże potrzeby. A logicznym jest, że jej abstynencja seksualna stoi w konflikcie z moimi potrzebami. I ani jedno ani drugie nie jest gorsze, tu po prostu nie ma miejsca na kompromis, jedna strona musiałaby się poświęcić.
A jak jest u was? Co, oprócz tak wyraźnych powodów jak zajęcie było dla was murem nie do przeskoczenia?
Oczywiscie, ze tak jest i sama w zyciu stosuje te praktyke
. Nie wszystko co morze wyrzuci na brzego, i co nam sie spodoba, musimy zabrac do domu. Dla mnie osobiscie powody, dla ktorych nie rozwijam relacji romantycznych: inny sezon zycia, uzaleznienia (kazde!), niedojrzalosc, zbyt odlegle pochodzenie kulturowe, zbyt duza odleglosc, inny poziom zycia. Reszte mysle, ze mozna negocjowac
.
A jak jest u was? Co, oprócz tak wyraźnych powodów jak zajęcie było dla was murem nie do przeskoczenia?
- odwracanie wzroku od zła i krzywdy innych osób (życie w bańce)
- poczucie wyższości i określony sposoby wartościowania ludzi i zjawisk (jak i ich negowanie)
- czerpanie satysfakcji z niepowodzeń innych
- określone poglądy polityczne
- życie mokrym snem nastolatki i disnejowską wizją życia
- oczekiwanie, że drugi człowiek ma być narzędziem które ma magicznie sprawić, że nasze życie będzie mlekiem i miodem płynące i nagle staniemy się pełni (zamiast robić to samemu w sobie)
Dawniej takim murem (lecz przeskoczonym) były róźnice kulturowe i odmienna religia, ale poznałam z 30 takich związków ze stażami od 2-20 lat i jak się okazało, jeśli dwie strony mają wolę- to można to przeskoczyć i łączyć. Jednak ograniczenia są w głowach.
5 2021-07-11 09:23:57 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-07-11 09:27:48)
A jak jest u was? Co, oprócz tak wyraźnych powodów jak zajęcie było dla was murem nie do przeskoczenia?
Przy niedzieli będzie filozoficznie ,bo to dla mnie istotne.
Najwięcej oporów ,przeszkód swego czasu to miałem do pokochania i miłości osoby ,którą znam od urodzenia z którą będę do śmierci
okazało się że nie znam wcale tej osoby i tylko tak mi się zdawało,czasem był obcy ,czasem był wrogiem i ciągle jakiś taki nie taki ,
w ogóle często myślałem że nie można i nie da rady go pokochać.że to jest jakiś kit i utopia ,urojenie starców ,nie warto ,to niemożliwe i nigdy nie zasłuży sobie na miłość
byłem przekonany i bardzo chciałem wierzyć że to nie jest możliwe i nie ma szans pokochać siebie samego.
Błąd wszystko jest możliwe ,od tego można zacząć reszta dzieje się już sama ponieważ miłość eksploduje i nie da rady trzymać jej pod kloszem,miewa cudowne właściwości przemiany i czyni wolnym pomimo słabości i ograniczeń, uwarunkowań,oczekiwań i determinacji.
Błąd wszystko jest możliwe ,od tego można zacząć reszta dzieje się już sama ponieważ miłość eksploduje i nie da rady trzymać jej pod kloszem,miewa cudowne właściwości przemiany i czyni wolnym pomimo słabości i ograniczeń uwarunkowań,oczekiwań i determinacji.
Pięknie to napisałeś.
po co głębokie rozważania, jak facet leci na koleżankę i oblizuje się jak lis za bramka, wiedząc że aby coś od niej uzyskać musiałby jej coś ukraść.
A tytuł wątku, haha
)
8 2021-07-11 09:38:36 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-07-11 12:20:59)
Jak do luźnej dyskusji to do luźnej
To wcale nie takie głębokie to normalka jest oczywistość po prostu .
pewnych rzeczy się nie ominie ,choć uwierają i szuka się obejścia, skrótu, niby kompromisu jednocześnie .
nie ma co się zmulać taką "miłością" i rozpraszać
chociaż czasem dobrze jest ,nabić sobie parę guzów dla przytomności.
A jak jest u was? Co, oprócz tak wyraźnych powodów jak zajęcie było dla was murem nie do przeskoczenia?
Tyle rzeczy, ze az szkoda pisac tak obszerna liste
10 2021-07-11 10:05:13 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-07-11 12:18:50)
Ja na przykład mam dobrą koleżankę. Bardzo ułożona dziewczyna. I imponuje mi tym, jaka jest. Plus mój typ. Ogólnie brałbym i chyba ona też. Ale!
Jest niesamowicie religijna. W sensie trzyma się katolickich zasad wiary, w tym tych dotyczących seksualności.
Ja ją bardzo szanuje więc gdy się o tym dowiedziałem cóż, skierowałem znajomość na drogę koleżeńską
To która z tych "sisters of mercy" ?
A,B czy może już C .
Masz przerób Zrzuciekranu ![]()
Miłość to akurat trudna do ukatrupienia jest..
Natomiast słowo jest nadużywane do określenia innych relacji.
12 2021-07-11 12:17:55 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2021-07-11 12:29:32)
Trochę odwracasz kotka ogonem, autorze ![]()
To nie jest kwestia "miłości niemożliwej", z której zmuszony jesteś zrezygnować.
Ty wiesz, że od tej dziewczyny nie uzyskasz seksu, a może i nic nie uzyskasz - przynajmniej na swoich warunkach; i teraz tłumaczysz sobie i nam, że tak naprawdę to Ty jej nie chcesz i musisz odrzucić milość niemożliwą. Racjonalizujesz sobie fakt, że czegoś nie możesz dostać, deprecjonując to. To znaczy, nie odbierasz wartości tej dziewczynie jako osobie. Wierzę, że ją szanujesz jak potrafisz. Mam nadzieję, że to zrozumiałe.
Ktoś, gdzieś taki mechanizm nazwał syndromem kwaśnych winogron - może znajdziesz.
A przede wszystkim, żadna to miłość. Koło miłości twoje odczucie nawet nie leżało. Dobrze, że napisałeś to słowo w cudzysłowie.
A przede wszystkim, żadna to miłość. Koło miłości twoje odczucie nawet nie leżało. Dobrze, że napisałeś to słowo w cudzysłowie.
Miłość to żadna magia, tak to jest może tylko w romantycznych komediach ;-)
No właśnie tak rozumiem miłość w cudzysłowie/wiu, że skoro miłość to wybór/decyzja, to dajesz sobie przyzwolenie lub nie na wejście w to uczucie i nie wchodzisz, jak coś Cię blokuje, stoi na przeszkodzie, po prostu nie akceptujesz w pełni potencjalnego wybranka z wadami i zaletami. Niektórzy mówią, że kocha się pomimo, ale są rzeczy/sprawy/cechy, których się nie przeskoczy bardzo indywidualne i osobiste i chyba o to jest pytanie.
14 2021-07-11 13:13:50 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-07-11 13:14:31)
No pewnie że miłość to żadna magia ,a na pewno nie czarna,to postawa,zdolność i decyzja etc,ale to też emocje i uczucia bardzo,bardzo różne ,kolorowe i podłużne ![]()
No pewnie że miłość to żadna magia ,a na pewno nie czarna,to postawa,zdolność i decyzja etc,ale to też emocje i uczucia bardzo,bardzo różne ,kolorowe i podłużne
A u autora to raczej zauroczenie i pociąg, to trochę za mało składowych ; )
16 2021-07-11 13:24:54 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-07-11 13:25:39)
paslawek napisał/a:No pewnie że miłość to żadna magia ,a na pewno nie czarna,to postawa,zdolność i decyzja etc,ale to też emocje i uczucia bardzo,bardzo różne ,kolorowe i podłużne
A u autora to raczej zauroczenie i pociąg, to trochę za mało składowych ; )
To właśnie są te uczucia podłużne
Taki słodki początek ,początkowego,początkującego,początku ,czasem łatwo przychodzi i szybko,odchodzi na samym początku
uff
dalej to co będzie zależy już od tego ile się wytrzyma i nie zatrzyma się tylko na robieniu sobie dobrze .
17 2021-07-11 14:51:24 Ostatnio edytowany przez zrzutekranu (2021-07-11 14:54:35)
Ojoj ale dupcia zapiekła tu kogoś.
Ja nigdzie nie napisałem, że kocham czy nawet zakochany jestem, ot, nudziło mi się to i założyłem wątek bo temat mi się wydawał ciekawy. I jak ktoś wyżej napisał, to żadna miłość z mojej strony, ot sympatia.
I oczywiście, że celowo użyłem słowa w cudzysłowie, skrót myślowy.
I nie jest to żadna z dziewcząt z poprzedniego związku, tamten temat jak dla mnie zamknięty. Serio to takie dziwne, że mam więcej jak dwie znajome?
Niepodobna, powiem krótko - jak masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem to polecam jeszcze raz przeczytać mój pierwszy post. To sytuacja w której nie ma miejsca na kompromisy i tyle.
Ależ złośliwców tutaj siedzi. Tacy tolerancyjni i oh ah ale dogryźć, dokopać, pierwsi w kolejce.
18 2021-07-11 15:00:40 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-07-11 15:01:55)
Ależ złośliwców tutaj siedzi. .
To prawda,:) ale bez przesady,forum jest dla pełnoletnich przecież ,zakładam że rozumiejących np sarkazm,autoironię itp.
takie też bywają "losy" tematów zakładanych z nudy,gdzie największym problemem wydaje się brak problemu.
- życie mokrym snem nastolatki i disnejowską wizją życia(...)
Powiedziałbym, że warunek absolutnie konieczny i niezbędny ![]()
Co sprawia, że na bank by się nie udało nawet gdyby mnie do kogoś ciągnęło?
*Jeśli facet byłby wierzący to wiem, że nie ma co w to wchodzić.
*Jeśli facet ma wyraźnie mniejsze libido, nie jest w seksie otwarty, nie podziela chociaż mniej więcej tego co mnie kręci, ma seksistowskie myślenie o ciele, seksie, nie ma podobnego podejścia do ciała, nie lubi pieszczot, jeśli jakiś czas jest między nami intymnie, ale ciągle nie jest to dla mnie satysfakcjonujące to wiem, że trzeba się zawijać.
*Jeśli ktoś ma straszne kompleksy, niskie poczucie wartości = najczęściej swój brak pewności siebie będzie jednak próbować odbijać na partnerce.
*Jeśli ktoś uważa, że dopiero związek sprawi, że będzie szczęśliwy. Próbuje byciem z kimś zapełnić jakąś emocjonalną dziurę.
*Jeśli ktoś jest niby jest spokojnym człowiekiem, ale potrafi wyprowadzić go z równowagi pierwsza lepsza bzdura.
*Nie związałabym się z homofobem, seksistą, rasistą, kimś czyje poglądy są antyfeministyczne i szkodzące kobietom.
*Ani z kimś kto ma skrajnie inne plany niż ja od tego gdzie i w jakich warunkach mieszkać, przez dzieci, śluby i inne.
Natomiast jeśli chodzi o faceta fascynującego mnie, ale z którym nie będę - duża odległość plus bardzo nieregularne godziny pracy sprawiają, że wiem, że bym w to nie weszła mimo wszystko...
21 2021-07-15 21:45:49 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2021-07-15 21:46:16)
Odrzuciłam kogoś kto z charakteru sposobu bycia, a także fizycznie pasował mi jak mało kto. Powodem był alkohol, którego pan mocno nadużywał.
Mam podobne przemyślenia do Twoich, jak mi coś imponuje w bliskiej osobie to nawet jeżeli była by szansa i okres słabości tej osoby to w życiu bym jej nie wykorzystał mając na uwadze że na fundamentalne sprawy mamy inne podejście, przyjaciel wspiera nie wykorzystuje, także szacunek za podejście.
Mnie odrzuca jak drugi człowiek na siłę chcę kogoś zmieniać bo dla mnie to dowód że tej osoby nie akceptuję, nie kocha tej osoby jako człowieka tylko stara się dostosować do swojej wizji (nie mylić w wspieraniu do osiągania różnych celi i eliminacji pewnych zachowań jeżeli ta osoba sama uważa to za problem).
Próba narzucenia swojej dominacji bo ktoś przeszedł jakieś patokursy i stosuje manipulację (nie mylić ze zdrową asertywnością i umiejętnością prowadzenia relacji)
Jak ktoś jest w związku ale ciągle mówi o innych facetach/kobietach i co robią lepiej (to jest manipulacja mająca na celu obniżenie wartości i uzyskanie kontroli, mega słabe)
Mam podobne przemyślenia do Twoich, jak mi coś imponuje w bliskiej osobie to nawet jeżeli była by szansa i okres słabości tej osoby to w życiu bym jej nie wykorzystał mając na uwadze że na fundamentalne sprawy mamy inne podejście, przyjaciel wspiera nie wykorzystuje, także szacunek za podejście.
Mnie odrzuca jak drugi człowiek na siłę chcę kogoś zmieniać bo dla mnie to dowód że tej osoby nie akceptuję, nie kocha tej osoby jako człowieka tylko stara się dostosować do swojej wizji (nie mylić w wspieraniu do osiągania różnych celi i eliminacji pewnych zachowań jeżeli ta osoba sama uważa to za problem).
Próba narzucenia swojej dominacji bo ktoś przeszedł jakieś patokursy i stosuje manipulację (nie mylić ze zdrową asertywnością i umiejętnością prowadzenia relacji)
Jak ktoś jest w związku ale ciągle mówi o innych facetach/kobietach i co robią lepiej (to jest manipulacja mająca na celu obniżenie wartości i uzyskanie kontroli, mega słabe)
Ważną rzecz napisałeś.
Albo Cię akceptuje z całym inwentarzem i nie próbuje zmieniać albo nie. To takie proste. I uczciwe. Nie ma ludzi bez wad. I bzdurą jest twierdzenie, że za wady się kocha. Ale można je akceptować właśnie bo jako całokształt osoby - mimo tych wad czy różnic - jest to osoba świetna.
kamiloo86 napisał/a:Mam podobne przemyślenia do Twoich, jak mi coś imponuje w bliskiej osobie to nawet jeżeli była by szansa i okres słabości tej osoby to w życiu bym jej nie wykorzystał mając na uwadze że na fundamentalne sprawy mamy inne podejście, przyjaciel wspiera nie wykorzystuje, także szacunek za podejście.
Mnie odrzuca jak drugi człowiek na siłę chcę kogoś zmieniać bo dla mnie to dowód że tej osoby nie akceptuję, nie kocha tej osoby jako człowieka tylko stara się dostosować do swojej wizji (nie mylić w wspieraniu do osiągania różnych celi i eliminacji pewnych zachowań jeżeli ta osoba sama uważa to za problem).
Próba narzucenia swojej dominacji bo ktoś przeszedł jakieś patokursy i stosuje manipulację (nie mylić ze zdrową asertywnością i umiejętnością prowadzenia relacji)
Jak ktoś jest w związku ale ciągle mówi o innych facetach/kobietach i co robią lepiej (to jest manipulacja mająca na celu obniżenie wartości i uzyskanie kontroli, mega słabe)Ważną rzecz napisałeś.
Albo Cię akceptuje z całym inwentarzem i nie próbuje zmieniać albo nie. To takie proste. I uczciwe. Nie ma ludzi bez wad. I bzdurą jest twierdzenie, że za wady się kocha. Ale można je akceptować właśnie bo jako całokształt osoby - mimo tych wad czy różnic - jest to osoba świetna.
zgadza się, niemniej jest dobry test dla potencjalnej relacji, jeżeli podczas konwersacji na temat Twoich uczuć, standardów lub oczekiwań słyszysz tylko śmiech lub widzisz atak lub ktoś Ci mówi że to słabe, śmieszne lub nie na czasie to od razu wiesz że nie ma opcji, trzeba też wiedzieć KIM JESTEŚ i CZEGO CHCESZ, płynięcie chwilą lub co ma być to będzie rzadko się kończy happy endem, naszej indywidualnej natury i temperamentu nikt nie zmieni i bardzo dobrze, jesteśmy różni i jest ciekawiej
Co sprawia, że na bank by się nie udało nawet gdyby mnie do kogoś ciągnęło?
*Jeśli facet byłby wierzący to wiem, że nie ma co w to wchodzić.
Ja sam jestem śladowo wierzący lub prawie niewierzący, jednak umiarkowanie wierząca kobieta (nie dewota i nie taką którą by to ograniczało w seksie) byłaby dla mnie do przełknięcia.
*Jeśli facet ma wyraźnie mniejsze libido, nie jest w seksie otwarty, nie podziela chociaż mniej więcej tego co mnie kręci, ma seksistowskie myślenie o ciele, seksie, nie ma podobnego podejścia do ciała, nie lubi pieszczot, jeśli jakiś czas jest między nami intymnie, ale ciągle nie jest to dla mnie satysfakcjonujące to wiem, że trzeba się zawijać.
No z tym się akurat zgodzę.
*Jeśli ktoś ma straszne kompleksy, niskie poczucie wartości = najczęściej swój brak pewności siebie będzie jednak próbować odbijać na partnerce.
Niskie poczucie własnej wartości może być nabyte, zwłaszcza jeśli przez długi czas miało się partnerkę, która dla własnych celów regularnie je facetowi deptała. Tak samo przy odpowiedniej partnerce to poczucie własnej wartości może wrócić.
*Jeśli ktoś uważa, że dopiero związek sprawi, że będzie szczęśliwy. Próbuje byciem z kimś zapełnić jakąś emocjonalną dziurę.
Są osoby stworzone do bycia singlem i osoby stworzone do bycia w związku; Ty (takie wrażenie przynajmniej odnoszę czytając pozostałe Twoje kryteria doboru faceta) zdecydowanie należysz do tej pierwszej grupy (zwłaszcza że przy takich kryteriach to jak czekanie na księcia z bajki), ja do tej drugiej.
*Jeśli ktoś jest niby jest spokojnym człowiekiem, ale potrafi wyprowadzić go z równowagi pierwsza lepsza bzdura.
To bardzo względna kwestia: dla jednego kompletną pierdołą będzie coś co absolutnie nie jest nią dla kogoś innego.
*Nie związałabym się z homofobem, seksistą, rasistą, kimś czyje poglądy są antyfeministyczne i szkodzące kobietom.
Początek tego wersu brzmiał całkiem racjonalnie, jednak kolejna część zaczyna wskazywać na radykalną feministkę (z akcentem na radykalną). Dla mnie właśnie ciężkie do przełknięcia jest to co radykalne, niezależnie w którą stronę (nie dotyczy to jedynie seksu: tak nie akceptuję jedynie nadmiernie purytańskiego podejścia).
*Ani z kimś kto ma skrajnie inne plany niż ja od tego gdzie i w jakich warunkach mieszkać, przez dzieci, śluby i inne.
No to akurat brzmi racjonalnie.
Natomiast jeśli chodzi o faceta fascynującego mnie, ale z którym nie będę - duża odległość plus bardzo nieregularne godziny pracy sprawiają, że wiem, że bym w to nie weszła mimo wszystko...
Duża odległość... czasami najbardziej dopasowana osoba jest na drugim końcu Polski i co wtedy?
Summa summarum: lista wygląda niczym podkładka uzasadniająca dążenie do pozostania singlem... albo jak recepta na pozostanie tym singlem do ruskiej wiosny ![]()
26 2021-07-16 12:58:01 Ostatnio edytowany przez Kummernis (2021-07-16 12:59:23)
Ja sam jestem śladowo wierzący lub prawie niewierzący, jednak umiarkowanie wierząca kobieta (nie dewota i nie taką którą by to ograniczało w seksie) byłaby dla mnie do przełknięcia.
Niskie poczucie własnej wartości może być nabyte, zwłaszcza jeśli przez długi czas miało się partnerkę, która dla własnych celów regularnie je facetowi deptała. Tak samo przy odpowiedniej partnerce to poczucie własnej wartości może wrócić.
Są osoby stworzone do bycia singlem i osoby stworzone do bycia w związku; Ty (takie wrażenie przynajmniej odnoszę czytając pozostałe Twoje kryteria doboru faceta) zdecydowanie należysz do tej pierwszej grupy (zwłaszcza że przy takich kryteriach to jak czekanie na księcia z bajki), ja do tej drugiej.
Początek tego wersu brzmiał całkiem racjonalnie, jednak kolejna część zaczyna wskazywać na radykalną feministkę (z akcentem na radykalną). Dla mnie właśnie ciężkie do przełknięcia jest to co radykalne, niezależnie w którą stronę (nie dotyczy to jedynie seksu: tak nie akceptuję jedynie nadmiernie purytańskiego podejścia).
Kummernis napisał/a:*Ani z kimś kto ma skrajnie inne plany niż ja od tego gdzie i w jakich warunkach mieszkać, przez dzieci, śluby i inne.
No to akurat brzmi racjonalnie.
Kummernis napisał/a:Natomiast jeśli chodzi o faceta fascynującego mnie, ale z którym nie będę - duża odległość plus bardzo nieregularne godziny pracy sprawiają, że wiem, że bym w to nie weszła mimo wszystko...
Duża odległość... czasami najbardziej dopasowana osoba jest na drugim końcu Polski i co wtedy?
Summa summarum: lista wygląda niczym podkładka uzasadniająca dążenie do pozostania singlem... albo jak recepta na pozostanie tym singlem do ruskiej wiosny
Nie zgodzę się z Tobą. Przeciwnie, uważam, że właśnie ja i moje podejście robi ze mnie odpowiednią partnerkę z szansą na naprawdę udany związek, ale nie szukającą desperacko.
Miałam partnera, który podeptał moje poczucie wartości, zniszczył je, czułam się jakby mnie nie było. Uważam, że moją sprawą było je doprowadzić do porządku na nowo, a nie oczekiwać, że znajdę partnera, który będzie dopiero mnie z tego wyciągał, że mi wróci poczucie wartości dopiero przy nowym partnerze. Jeśli nie czujesz się ze sobą dobrze przyciągasz kolejne toksyczne osoby takie jak ta partner/ka, które Cię zdeptała wcześniej. Najpierw trzeba dbać o siebie by móc zadbać i pokochać kogoś innego.
Księcia z bajki nie szukam. Księci odrzucam. Szukam zwykłego faceta. Zbliżonego światopoglądem i planami = czyli niewierzący lub niepraktykujący, lubiący seks, wierny, chcący mieć jedno/dwoje dzieci, pracujący, nie seksista, nie homofob - nie są to wymagania z kosmosu, a raczej całkiem przeciętna rzecz.
Ostatniego punktu nie zrozumiałeś. Nie mam problemu zakochać się w kimś z drugiego końca Polski i po jakiś czasie związku na odległość zdecydować się na jego lub moją przeprowadzkę. Mam problem z byciem z kimś kto byłby np. kierowcą TIRa lub marynarzem i był wiecznie poza domem. Takie życie jakiś czas na czas związku na odległość spoko, ale z kimś kogo praca sprawia, że przyjdzie mi żyć obok kogoś a nie z kimś - nie piszę się na takie rzeczy, bo nie po to się jest w związku. Chcę kogoś z kim przede wszystkim będę całe życie lubić spędzać czas i faktycznie mieć możliwość ten czas spędzać. Wracać do wspólnego mieszkania, a nie żyć czekając...
Najwiekszą przeszkoda jest to, że jestem w związku i nie zamierzam sie z niego wypisywać. Kocham mojego partnera i nikt, chocby najbardziej w moim typie, nie skloni mnie do polecenia w jego ramiona. Oczywiście oczy mam i kims się potrafię zauroczyc, ale mi szybko przechodzi, bo nie ma sensu marnować super partnerstwa dla przelotnego romansu.
Z innych czynników, zakladajac, że byłabym wolna:
- duża różnica wieku w dół u faceta (tak poniżej 30 roku życia)
- jakiekolwiek uzależnienie
- poważne problemy psychiczne
- lenistwo, jojczenie i ogólnie postawa roszczeniowa
Nie ma miłości, chyba, że egoizm jest "miłością"
29 2021-07-16 16:52:46 Ostatnio edytowany przez blueangel (2021-07-16 16:58:24)
udarzylo mi sie. byla to duza odleglosc, a przez problemy rodzinn7e/korone dodatkowo stanely na przeszkodzie.
na twoim miejscu nie tracilabym szansy na wartosciowa dziewczyne, ktora nie dosc, ze cie fascynuje to i jeszcze masz peenosc, ze przez jej wiare i zasady bedzie cie traktowac powaznie, nie zdradzi itp
choc z drugiej strony, skoro ona wierzaca, a ty ateista to chyba i tak by noe wyszlo. mpze lepiej dla niej, ze sie nie zdecydowales.
udarzylo mi sie. byla to duza odleglosc, a przez problemy rodzinn7e/korone dodatkowo stanely na przeszkodzie.
na twoim miejscu nie tracilabym szansy na wartosciowa dziewczyne, ktora nie dosc, ze cie fascynuje to i jeszcze masz peenosc, ze przez jej wiare i zasady bedzie cie traktowac powaznie, nie zdradzi itp
choc z drugiej strony, skoro ona wierzaca, a ty ateista to chyba i tak by noe wyszlo. mpze lepiej dla niej, ze sie nie zdecydowales.
To był tylko przykład, to żadna ta jedyna. Za dużo nas dzieli światopoglądowo, super z nas kumple i szanujemy nasze podejścia do życia ale bliżej nam nie po drodze
A ja lubię mieć kumpele. Zresztą ona jasno się określiła, że chciałaby spotykać się tylko z jednym facetem który to zostałby jej mężem. Jej decyzja ale łatwo jej nie będzie myślę.
dodam:
-nałogi
-traktowanie obcych z góry (ot brak szacunku dla pani w sklepie)
-wyrachowanie/po trupach do celu/świadome krzywdzenie innych dla zysku
-życie fejsbukiem i innymi takimi stronami (nie korzystanie ale nadużywanie - ale tu patrz punkt nałogi)
-brak sympatii do zwierzat
-próba zmieniania mnie