Cześć dziewczyny! Czy mogę Was prosić o radę jak i opinię mojej sytuacji z moją ukochaną? Opiszę szczegółowo poniżej co się dzieje.
Od samego początku. Mam 28 lat, moja narzeczona 24. Jesteśmy ze sobą 4 lata i od roku jesteśmy zaręczeni. Pierwszy rok Naszego związku był idealny, drugi nieco gorszy, przechodziliśmy kryzys i ledwo go przetrwaliśmy (ona nie była pewna czy mnie kocha, ale w końcu wszystko skończyło się ok
) i dalej byliśmy razem. 3 rok także był super. Natomiast aktualny rok nie jest super i od tego właśnie się zaczęło kiepścić.
Nasz związek wpadł w rutynę, także zacząłem w nim ustalać zasady i rządzić, zawsze musiałoby tak jak chciałem, oglądaliśmy tylko te filmy, które ja chciałem, wychodziliśmy na miasto zjeść to, co ja chciałem, pomimo jej protestów, że ona chciałaby coś obejrzeć bądź zjeść to co ona chce. Ja odpowiadałem jej na to, że ja stawiam i idziemy tam, gdzie ja chce. Druga sprawa. Widzieliśmy się dość często, ale praktycznie nie było między Nami uczuć, ani romantyzmu przeze mnie, gdy pracowałem, zbywałem ją, że porozmawiamy potem, bo teraz jestem zajęty, po przyjeździe do Niej, gdy ona chciała porozmawiać, ja łapałem za telefon i także swoje rzeczy robiłem zbywając ją tym, że chce coś poogarniać. Również irytowały ją moje humory np. gdy ona nie robiła czegoś, czego ja chciałem, to przestawałem z nią rozmawiać i ją olewałem wymuszając na Niej to, aby to zrobiła. Żaliła się, że nie ma ze mnie kompletnie pożytku, ponieważ nie pomagałem jej w mieszkaniu, a jeśli o coś poprosiła, to moja odpowiedź brzmiała prawie zawsze tak, że 'dobra, później to zrobię'. Wiele razy dzwoniła do moich rodziców żaląc się na moje zachowanie, że nie może tego wytrzymać. Kolejna sprawa taka, że pomimo, że jest ona dla mnie najważniejsza to były sytuacje, że potraktowałem ją trochę mniej ważniej, bo np. miałem imprezę z kolegami, której nie chciałem odpuścić. Kolejna sprawa, to sprawa mieszkania, chciała ze mną zamieszkać, lecz ja to oddalałem w czasie, ponieważ po prostu nie byłem pewny, czy jestem gotowy na zamieszkanie z nią.
Aż w końcu... pojechała na wieczór panieński i pod wpływem alkoholu przejrzała na oczy, że Nasz związek nie jest super, a wręcz jest zły, bo nazbierało się wiele małych problemów z czego się zrobił jeden ogromny. Również uważam, że na jej zachowanie, które opiszę niżej miały wpływ koleżanki. Ponieważ jedna z jej koleżanek miała męża z którym się rozwiodła, ponieważ ją źle traktował i powiedziała, aby moja kochana zastanowiła się nad ślubem, aby potem nie było problemów i latania po sądach za rozwodem.
Aż w końcu przyszedł ten dzień (przedwczoraj) kiedy to wszystko wybuchło. Po jej przyjeździe z wieczoru panieńskiego nie dała znaku życia, że wróciła. Ja też nie chciałem się odzywać. Bo nie wiedziałem, czy się ogarnęła po tym wieczorze, czy jeszcze nie i nie byłem pewny czy dzwonić. Także nie odzywałem się od Niedzieli do Wtorku. Po czym do mnie zadzwoniła informując, abym do Niej przyjechał, bo musimy poważnie porozmawiać. Od razu ruszyłem tyłek, bo byłem mega stęskniony po tych 2 dniach przerwy.
Gdy się z Nią zobaczyłem, nie wiedziała, jak mi to powiedzieć, zaczęła płakać, ja już wiedziałem, ze coś jest na rzeczy, wręcz przeczuwałem jak do mnie zadzwoniła. Zaczęła mi wytykać wszystkie te problemy opisane wyżej. Powiedziała, że w pewnym sensie mnie kocha, ale nie wie, czy to jest to i potrzebuje czasu na przemyślenie i poukładanie spraw. Potrzebuje czasu, aby sprawdzić, czy to ta prawdziwa miłość. Ani ze mną nie zerwała, ani także zaręczyn nie zerwała, ani także Naszego ślubu, który ma się odbyć za rok póki co nie odwołała. Po prostu potrzebuje czasu na poukładanie sobie tego.
Wtedy mnie totalnie olśniło i dostałem mega kopa jakiego w życiu nie dostałem. Bo gdy widziałem ją płaczącą i gdy widziałem jakie to jest dla Niej trudne to zauważyłem, że te wszystkie moje zachowania były chore, antyzwiązkowe, antyuczuciowe, gdy wtedy gdy tak robiłem niestety traktowałem to jako normalność w związku po 4 latach. Widząc jej łzy w oczach sam się prawie rozkleiłem, było mi taak żal, że takim zachowaniem to wszystko niszczyłem co budowaliśmy. Zdałem sobie ze wszystkiego sprawę, że to przez mnie, to, co uważałem, że jest spoko nagle zdałem sobie sprawę, że tego nie powinno być między dwojgiem kochających się ludzi. Rozmawialiśmy dobre dwie godziny aż sam się otworzyłem wyznając jej wszystkie moje uczucia, które skrywałem przez rok, że jest dla mniej najważniejsza, że ją kocham i mi zależy na tym związku i gdy już wiem co nie gra, będę chciał to natychmiast zmienić. Po prostu otworzyłem oczy, uświadomiłem sobie, że zamieszkanie z Nią, które odkładałem jest priorytetem, bo właśnie tego pragnę, wszystkie moje chore zachowania jestem w stanie zmienić z dnia na dzień, aby już jej więcej nie ranić i aby była szczęśliwa.
Teraz Nasz związek jest w stanie zawieszenia, muszę czekać aż wszystko przemyśli. Lecz mam bardzo złe przeczucia pomimo tego, że obiecałem jej, że wszystko to zmienię i naprawię. Nie wiem, czy da mi drugą szansę, bardzo bym chciał, bo jestem w Niej zakochany, jest najważniejszą osobą w moim życiu. Po rozmowie zabrałem ją na sushi i spacer do parku po czym wróciłem do domu, bo nie chciała, abym został na noc.
Minęła noc, a ja nie wytrzymałem i do Niej zadzwoniłem, odebrała bez żadnych pretensji, że dzwonię, pragnąłem jej jeszcze raz całe moje zachowanie wytłumaczyć, wyjaśnić i dać impuls, że zaczynam zmiany. Rozmawialiśmy półtorej godziny, po czym zakończyliśmy rozmowę obiecując jej, że nie będę już dzwonić dając jej czas na przemyślenia, o który prosiła, kończąc rozmowę, zasygnalizowała, abym do Niej dzwonił od czasu do czasu, jeśli będę chciał porozmawiać.
Minęła kolejna nieprzespana noc. Nie wytrzymałem i znowu zadzwoniłem. Na początku odebrała poirytowana, że jestem natarczywy, po czym zaczęliśmy ze sobą rozmawiać i wszystko sobie ponownie wyjaśniać i rozmawiać o nas, o przeszłości, z mojej strony było pełno uczuć. Ona trzymała dystans. Biorąc pod uwagę fakt, że od miesiąca mi mówi, że wyprowadza się z aktualnego mieszkania i abym jej pojechał pomóc, zaproponowałem jej pomoc mówiąc, że jako zaręczonego jest to mój obowiązek i nie widzę szans, abym tego nie zrobił. Powiedziała, że do mnie zadzwoni, abym jej pomógł, umówiliśmy się także na kolejną Niedzielę na spływ kajakowy. I zakończyliśmy rozmowę.
I od dzisiaj już nie mam zamiaru dzwonić, szanuję jej decyzję, że potrzebuje czasu, lecz mam strasznie złe przeczucia, że może to być koniec, że przemyśli i postanowi to zakończyć nie dając mi nawet szans na zmianę, gdy ja sobie wszystko uświadomiłem i zamierzam działać na 100%, aby wszystko ponaprawiać.
Trochę się rozpisałem, mam nadzieje, że zrozumiale, bo nie ukrywam, że pisałem ten post z wielkim smutkiem i pustką. Dziewczyny, czy możecie mi coś doradzić, przeanalizować tą sytuację, czy będzie dobrze? Czy da mi szansę to naprawić? Co mam zrobić? Pomimo wszystko kochaliśmy się i mam nadzieję, że w końcu zadzwoni i powie, że możemy kontynuować, ale ma być kompletna zmiana mojej osoby.