W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 22 ]

Temat: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...

Cześć dziewczyny! Czy mogę Was prosić o radę jak i opinię mojej sytuacji z moją ukochaną? Opiszę szczegółowo poniżej co się dzieje.

Od samego początku. Mam 28 lat, moja narzeczona 24. Jesteśmy ze sobą 4 lata i od roku jesteśmy zaręczeni. Pierwszy rok Naszego związku był idealny, drugi nieco gorszy, przechodziliśmy kryzys i ledwo go przetrwaliśmy (ona nie była pewna czy mnie kocha, ale w końcu wszystko skończyło się ok smile) i dalej byliśmy razem. 3 rok także był super. Natomiast aktualny rok nie jest super i od tego właśnie się zaczęło kiepścić.

Nasz związek wpadł w rutynę, także zacząłem w nim ustalać zasady i rządzić, zawsze musiałoby tak jak chciałem, oglądaliśmy tylko te filmy, które ja chciałem, wychodziliśmy na miasto zjeść to, co ja chciałem, pomimo jej protestów, że ona chciałaby coś obejrzeć bądź zjeść to co ona chce. Ja odpowiadałem jej na to, że ja stawiam i idziemy tam, gdzie ja chce. Druga sprawa. Widzieliśmy się dość często, ale praktycznie nie było między Nami uczuć, ani romantyzmu przeze mnie, gdy pracowałem, zbywałem ją, że porozmawiamy potem, bo teraz jestem zajęty, po przyjeździe do Niej, gdy ona chciała porozmawiać, ja łapałem za telefon i także swoje rzeczy robiłem zbywając ją tym, że chce coś poogarniać. Również irytowały ją moje humory np. gdy ona nie robiła czegoś, czego ja chciałem, to przestawałem z nią rozmawiać i ją olewałem wymuszając na Niej to, aby to zrobiła. Żaliła się, że nie ma ze mnie kompletnie pożytku, ponieważ nie pomagałem jej w mieszkaniu, a jeśli o coś poprosiła, to moja odpowiedź brzmiała prawie zawsze tak, że 'dobra, później to zrobię'. Wiele razy dzwoniła do moich rodziców żaląc się na moje zachowanie, że nie może tego wytrzymać. Kolejna sprawa taka, że pomimo, że jest ona dla mnie najważniejsza to były sytuacje, że potraktowałem ją trochę mniej ważniej, bo np. miałem imprezę z kolegami, której nie chciałem odpuścić. Kolejna sprawa, to sprawa mieszkania, chciała ze mną zamieszkać, lecz ja to oddalałem w czasie, ponieważ po prostu nie byłem pewny, czy jestem gotowy na zamieszkanie z nią.

Aż w końcu... pojechała na wieczór panieński i pod wpływem alkoholu przejrzała na oczy, że Nasz związek nie jest super, a wręcz jest zły, bo nazbierało się wiele małych problemów z czego się zrobił jeden ogromny. Również uważam, że na jej zachowanie, które opiszę niżej miały wpływ koleżanki. Ponieważ jedna z jej koleżanek miała męża z którym się rozwiodła, ponieważ ją źle traktował i powiedziała, aby moja kochana zastanowiła się nad ślubem, aby potem nie było problemów i latania po sądach za rozwodem.

Aż w końcu przyszedł ten dzień (przedwczoraj) kiedy to wszystko wybuchło. Po jej przyjeździe z wieczoru panieńskiego nie dała znaku życia, że wróciła. Ja też nie chciałem się odzywać. Bo nie wiedziałem, czy się ogarnęła po tym wieczorze, czy jeszcze nie i nie byłem pewny czy dzwonić. Także nie odzywałem się od Niedzieli do Wtorku. Po czym do mnie zadzwoniła informując, abym do Niej przyjechał, bo musimy poważnie porozmawiać. Od razu ruszyłem tyłek, bo byłem mega stęskniony po tych 2 dniach przerwy.

Gdy się z Nią zobaczyłem, nie wiedziała, jak mi to powiedzieć, zaczęła płakać, ja już wiedziałem, ze coś jest na rzeczy, wręcz przeczuwałem jak do mnie zadzwoniła. Zaczęła mi wytykać wszystkie te problemy opisane wyżej. Powiedziała, że w pewnym sensie mnie kocha, ale nie wie, czy to jest to i potrzebuje czasu na przemyślenie i poukładanie spraw. Potrzebuje czasu, aby sprawdzić, czy to ta prawdziwa miłość. Ani ze mną nie zerwała, ani także zaręczyn nie zerwała, ani także Naszego ślubu, który ma się odbyć za rok póki co nie odwołała. Po prostu potrzebuje czasu na poukładanie sobie tego.

Wtedy mnie totalnie olśniło i dostałem mega kopa jakiego w życiu nie dostałem. Bo gdy widziałem ją płaczącą i gdy widziałem jakie to jest dla Niej trudne to zauważyłem, że te wszystkie moje zachowania były chore, antyzwiązkowe, antyuczuciowe, gdy wtedy gdy tak robiłem niestety traktowałem to jako normalność w związku po 4 latach. Widząc jej łzy w oczach sam się prawie rozkleiłem, było mi taak żal, że takim zachowaniem to wszystko niszczyłem co budowaliśmy. Zdałem sobie ze wszystkiego sprawę, że to przez mnie, to, co uważałem, że jest spoko nagle zdałem sobie sprawę, że tego nie powinno być między dwojgiem kochających się ludzi. Rozmawialiśmy dobre dwie godziny aż sam się otworzyłem wyznając jej wszystkie moje uczucia, które skrywałem przez rok, że jest dla mniej najważniejsza, że ją kocham i mi zależy na tym związku i gdy już wiem co nie gra, będę chciał to natychmiast zmienić. Po prostu otworzyłem oczy, uświadomiłem sobie, że zamieszkanie z Nią, które odkładałem jest priorytetem, bo właśnie tego pragnę, wszystkie moje chore zachowania jestem w stanie zmienić z dnia na dzień, aby już jej więcej nie ranić i aby była szczęśliwa.

Teraz Nasz związek jest w stanie zawieszenia, muszę czekać aż wszystko przemyśli. Lecz mam bardzo złe przeczucia pomimo tego, że obiecałem jej, że wszystko to zmienię i naprawię. Nie wiem, czy da mi drugą szansę, bardzo bym chciał, bo jestem w Niej zakochany, jest najważniejszą osobą w moim życiu. Po rozmowie zabrałem ją na sushi i spacer do parku po czym wróciłem do domu, bo nie chciała, abym został na noc.

Minęła noc, a ja nie wytrzymałem i do Niej zadzwoniłem, odebrała bez żadnych pretensji, że dzwonię, pragnąłem jej jeszcze raz całe moje zachowanie wytłumaczyć, wyjaśnić i dać impuls, że zaczynam zmiany. Rozmawialiśmy półtorej godziny, po czym zakończyliśmy rozmowę obiecując jej, że nie będę już dzwonić dając jej czas na przemyślenia, o który prosiła, kończąc rozmowę, zasygnalizowała, abym do Niej dzwonił od czasu do czasu, jeśli będę chciał porozmawiać.

Minęła kolejna nieprzespana noc. Nie wytrzymałem i znowu zadzwoniłem. Na początku odebrała poirytowana, że jestem natarczywy, po czym zaczęliśmy ze sobą rozmawiać i wszystko sobie ponownie wyjaśniać i rozmawiać o nas, o przeszłości, z mojej strony było pełno uczuć. Ona trzymała dystans. Biorąc pod uwagę fakt, że od miesiąca mi mówi, że wyprowadza się z aktualnego mieszkania i abym jej pojechał pomóc, zaproponowałem jej pomoc mówiąc, że jako zaręczonego jest to mój obowiązek i nie widzę szans, abym tego nie zrobił. Powiedziała, że do mnie zadzwoni, abym jej pomógł, umówiliśmy się także na kolejną Niedzielę na spływ kajakowy. I zakończyliśmy rozmowę.

I od dzisiaj już nie mam zamiaru dzwonić, szanuję jej decyzję, że potrzebuje czasu, lecz mam strasznie złe przeczucia, że może to być koniec, że przemyśli i postanowi to zakończyć nie dając mi nawet szans na zmianę, gdy ja sobie wszystko uświadomiłem i zamierzam działać na 100%, aby wszystko ponaprawiać.

Trochę się rozpisałem, mam nadzieje, że zrozumiale, bo nie ukrywam, że pisałem ten post z wielkim smutkiem i pustką. Dziewczyny, czy możecie mi coś doradzić, przeanalizować tą sytuację, czy będzie dobrze? Czy da mi szansę to naprawić? Co mam zrobić? Pomimo wszystko kochaliśmy się i mam nadzieję, że w końcu zadzwoni i powie, że możemy kontynuować, ale ma być kompletna zmiana mojej osoby.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...

Człowiek, który kocha drugą osobę nie zachowuje się tak, jak Ty zachowywałeś się wobec narzeczonej.


"Wisienką na torcie" jest pytanie

Hubster napisał/a:

(...) czy możecie mi coś doradzić, przeanalizować tą sytuację, czy będzie dobrze? (...)

3 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-06-25 22:38:49)

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...

Strasznie się obwiniasz trochę to podejrzane dla mnie,związek tworzą dwie osoby ,gdzie w tym czasie była dziewczyna na co czekała ?
Na co Ty liczyłeś ,że zawsze już tak będzie a po niej wszystko spływa.

To nie jest przerwa, to koniec raczej,THE END po prostu
nawet jak przerwa się być może skończy, łaskawie z jej strony,
coś u niej nie wypali na przykład z kimś nowym na horyzoncie,( tak wiem na 100% nie poznała nikogo smile )
znudzi jej się bycie samą ,lub zatęskni z sentymentu ,będzie czegoś potrzebować ,załatwić coś przez Ciebie
Ty Autorze takim zaplanowanym, zaprojektowanym, "naprawczym""biełorycerzowaniem",zabieganiem o nią,walką (w domyśle)  ,ze zdwojoną siłą ,staraniem się i wymuszaniem jakoby zależności na odwrót w poddaństwie teraz z Twojej strony,
nic nie wskórasz ani teraz, ani nigdy,za chwilę będzie to samo, co było, dodatkowo ona może rządzić na chwilę Tobą i rozkazywać w związku
rywalizacja na tym poziomie zniszczy już doszczętnie wasze więzi,zadziałać mogą z większym prawdopodobieństwem stare nawyki i mechanizmy
jak nie dogadacie się i nie zrozumiecie,każde siebie z osobna swoich intencji i motywów działań uczuć i odpowiedzialności.
Związku nie buduje się na odpychaniu i przyciąganiu,pozornej obojętności,byciem rodzicem i wychowawcą dla drugiej osoby, zaniedbywaniem wzajemnej komunikacji, rozkapryszonym dzieciakiem będąc,
tak też nie zaklepiesz nikogo na zawsze,przejmując niby władzę i kontrolę nad szczęściem ,wyobrażeniami jego ,nad osobą i związkiem.
Jedynie młody wiek was tłumaczy i brak doświadczenia ,dojrzałości.
Odwrotność odpychania mniej lub bardziej świadomego, nadskakiwaniem ,wieszaniem się na kimś, w sensie uzależnianiem się ,obietnicami na wyrost ,dawania komuś w ciemno  szczęścia ,
jest zbędna ,nie ma z tego prawdziwego zdrowego pożytku ,
jedynie chwilowa korzyść często wchodzi w grę ,
to bardzo płytkie i powierzchowne działania ,unik
dlatego takie emocje w was być może są ,
również po wierzchu tylko intensywne i niecodzienne, w zagrożeniu rozstaniem i cierpieniem po nim.Z resztą ona widzi to po swojemu i inaczej od Ciebie zapewne.
Raczej uszanuj jej decyzję i daj sobie i jej spokój ,jak chcesz to czekaj ,daruj jej wolność w swoich myślach bo się uwiązałeś nad wyraz 
przeżyj żałobę i zdobądź się na refleksję ,ale też nie przez samobiczowanie się w poczuciu winy ,
dziewczyna ma też trochę za uszami ,
prawdopodobnie przez jakiś czas wygodnie jej było żyć w jakimś konflikcie i niezgodzie ze sobą,
w zaniechaniu mówienia o oczekiwaniach wprost,
do czasu - dziewczyna ma dosyć ,coś pękło 
bycie uległym też szkodzi w konsekwencjach to setki urazów różnych jest nie rozwiązanych tylko stłumionych,
ale też bycie ofiarą bywa korzystne w pewien sposób, zwalnia od odpowiedzialności,
jeśli mówiła a Ty nie słuchałeś to wiesz jaki  błąd popełniłeś tak myślę ,
i nie musiałeś się na wszystko jak leci zgadzać wbrew sobie konflikty w związku są do rozwiązywania, a nie do unieważniania,lekceważenia ich,
żeby uniknąć przykrości to takie odraczanie i odwlekanie w czasie .Nie zawsze musi być miło i przyjemnie.
Z dnia na dzień się nie zmienisz, to życzeniowe, magiczne myślenie pod wpływem lęku i obawy przed stratą,samotnością,bólem.
Użalanie się nad sobą może być również pułapką ,tak samo obwinianie dziewczyny za cokolwiek,ma wady jak wszyscy ludzie to oczywiste 
takie etapy po rozstaniach mają miejsce, dla mnie to strata czasu w pewnym sensie ,ale bywa konieczna i nieuchronna jak widzę często w życiu, to też faza dochodzenia do równowagi.

4

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...

Ty sobie jaja robisz przez 4 lata zachowywałeś się jak skończony k….  a teraz nagle cię olśniło.
Jeśli nie jesteś trolem z głupimi pomysłami to proponuje zacząć od pracy nad sobą bo związek tworzą dwie osoby a nie jedna która decyduje za wszystkich podległych.
A tej dziewczynie daj spokoj - twoj czas minął a wykorzystałeś go jak widać powyżej.

5

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...
Hubster napisał/a:

Cześć dziewczyny! Czy mogę Was prosić o radę jak i opinię mojej sytuacji z moją ukochaną? Opiszę szczegółowo poniżej co się dzieje.

Od samego początku. Mam 28 lat, moja narzeczona 24. Jesteśmy ze sobą 4 lata i od roku jesteśmy zaręczeni. Pierwszy rok Naszego związku był idealny, drugi nieco gorszy, przechodziliśmy kryzys i ledwo go przetrwaliśmy (ona nie była pewna czy mnie kocha, ale w końcu wszystko skończyło się ok smile) i dalej byliśmy razem. 3 rok także był super. Natomiast aktualny rok nie jest super i od tego właśnie się zaczęło kiepścić.

Nasz związek wpadł w rutynę, także zacząłem w nim ustalać zasady i rządzić, zawsze musiałoby tak jak chciałem, oglądaliśmy tylko te filmy, które ja chciałem, wychodziliśmy na miasto zjeść to, co ja chciałem, pomimo jej protestów, że ona chciałaby coś obejrzeć bądź zjeść to co ona chce. Ja odpowiadałem jej na to, że ja stawiam i idziemy tam, gdzie ja chce. Druga sprawa. Widzieliśmy się dość często, ale praktycznie nie było między Nami uczuć, ani romantyzmu przeze mnie, gdy pracowałem, zbywałem ją, że porozmawiamy potem, bo teraz jestem zajęty, po przyjeździe do Niej, gdy ona chciała porozmawiać, ja łapałem za telefon i także swoje rzeczy robiłem zbywając ją tym, że chce coś poogarniać. Również irytowały ją moje humory np. gdy ona nie robiła czegoś, czego ja chciałem, to przestawałem z nią rozmawiać i ją olewałem wymuszając na Niej to, aby to zrobiła. Żaliła się, że nie ma ze mnie kompletnie pożytku, ponieważ nie pomagałem jej w mieszkaniu, a jeśli o coś poprosiła, to moja odpowiedź brzmiała prawie zawsze tak, że 'dobra, później to zrobię'. Wiele razy dzwoniła do moich rodziców żaląc się na moje zachowanie, że nie może tego wytrzymać. Kolejna sprawa taka, że pomimo, że jest ona dla mnie najważniejsza to były sytuacje, że potraktowałem ją trochę mniej ważniej, bo np. miałem imprezę z kolegami, której nie chciałem odpuścić. Kolejna sprawa, to sprawa mieszkania, chciała ze mną zamieszkać, lecz ja to oddalałem w czasie, ponieważ po prostu nie byłem pewny, czy jestem gotowy na zamieszkanie z nią.

Aż w końcu... pojechała na wieczór panieński i pod wpływem alkoholu przejrzała na oczy, że Nasz związek nie jest super, a wręcz jest zły, bo nazbierało się wiele małych problemów z czego się zrobił jeden ogromny. Również uważam, że na jej zachowanie, które opiszę niżej miały wpływ koleżanki. Ponieważ jedna z jej koleżanek miała męża z którym się rozwiodła, ponieważ ją źle traktował i powiedziała, aby moja kochana zastanowiła się nad ślubem, aby potem nie było problemów i latania po sądach za rozwodem.

Aż w końcu przyszedł ten dzień (przedwczoraj) kiedy to wszystko wybuchło. Po jej przyjeździe z wieczoru panieńskiego nie dała znaku życia, że wróciła. Ja też nie chciałem się odzywać. Bo nie wiedziałem, czy się ogarnęła po tym wieczorze, czy jeszcze nie i nie byłem pewny czy dzwonić. Także nie odzywałem się od Niedzieli do Wtorku. Po czym do mnie zadzwoniła informując, abym do Niej przyjechał, bo musimy poważnie porozmawiać. Od razu ruszyłem tyłek, bo byłem mega stęskniony po tych 2 dniach przerwy.

Gdy się z Nią zobaczyłem, nie wiedziała, jak mi to powiedzieć, zaczęła płakać, ja już wiedziałem, ze coś jest na rzeczy, wręcz przeczuwałem jak do mnie zadzwoniła. Zaczęła mi wytykać wszystkie te problemy opisane wyżej. Powiedziała, że w pewnym sensie mnie kocha, ale nie wie, czy to jest to i potrzebuje czasu na przemyślenie i poukładanie spraw. Potrzebuje czasu, aby sprawdzić, czy to ta prawdziwa miłość. Ani ze mną nie zerwała, ani także zaręczyn nie zerwała, ani także Naszego ślubu, który ma się odbyć za rok póki co nie odwołała. Po prostu potrzebuje czasu na poukładanie sobie tego.

Wtedy mnie totalnie olśniło i dostałem mega kopa jakiego w życiu nie dostałem. Bo gdy widziałem ją płaczącą i gdy widziałem jakie to jest dla Niej trudne to zauważyłem, że te wszystkie moje zachowania były chore, antyzwiązkowe, antyuczuciowe, gdy wtedy gdy tak robiłem niestety traktowałem to jako normalność w związku po 4 latach. Widząc jej łzy w oczach sam się prawie rozkleiłem, było mi taak żal, że takim zachowaniem to wszystko niszczyłem co budowaliśmy. Zdałem sobie ze wszystkiego sprawę, że to przez mnie, to, co uważałem, że jest spoko nagle zdałem sobie sprawę, że tego nie powinno być między dwojgiem kochających się ludzi. Rozmawialiśmy dobre dwie godziny aż sam się otworzyłem wyznając jej wszystkie moje uczucia, które skrywałem przez rok, że jest dla mniej najważniejsza, że ją kocham i mi zależy na tym związku i gdy już wiem co nie gra, będę chciał to natychmiast zmienić. Po prostu otworzyłem oczy, uświadomiłem sobie, że zamieszkanie z Nią, które odkładałem jest priorytetem, bo właśnie tego pragnę, wszystkie moje chore zachowania jestem w stanie zmienić z dnia na dzień, aby już jej więcej nie ranić i aby była szczęśliwa.

Teraz Nasz związek jest w stanie zawieszenia, muszę czekać aż wszystko przemyśli. Lecz mam bardzo złe przeczucia pomimo tego, że obiecałem jej, że wszystko to zmienię i naprawię. Nie wiem, czy da mi drugą szansę, bardzo bym chciał, bo jestem w Niej zakochany, jest najważniejszą osobą w moim życiu. Po rozmowie zabrałem ją na sushi i spacer do parku po czym wróciłem do domu, bo nie chciała, abym został na noc.

Minęła noc, a ja nie wytrzymałem i do Niej zadzwoniłem, odebrała bez żadnych pretensji, że dzwonię, pragnąłem jej jeszcze raz całe moje zachowanie wytłumaczyć, wyjaśnić i dać impuls, że zaczynam zmiany. Rozmawialiśmy półtorej godziny, po czym zakończyliśmy rozmowę obiecując jej, że nie będę już dzwonić dając jej czas na przemyślenia, o który prosiła, kończąc rozmowę, zasygnalizowała, abym do Niej dzwonił od czasu do czasu, jeśli będę chciał porozmawiać.

Minęła kolejna nieprzespana noc. Nie wytrzymałem i znowu zadzwoniłem. Na początku odebrała poirytowana, że jestem natarczywy, po czym zaczęliśmy ze sobą rozmawiać i wszystko sobie ponownie wyjaśniać i rozmawiać o nas, o przeszłości, z mojej strony było pełno uczuć. Ona trzymała dystans. Biorąc pod uwagę fakt, że od miesiąca mi mówi, że wyprowadza się z aktualnego mieszkania i abym jej pojechał pomóc, zaproponowałem jej pomoc mówiąc, że jako zaręczonego jest to mój obowiązek i nie widzę szans, abym tego nie zrobił. Powiedziała, że do mnie zadzwoni, abym jej pomógł, umówiliśmy się także na kolejną Niedzielę na spływ kajakowy. I zakończyliśmy rozmowę.

I od dzisiaj już nie mam zamiaru dzwonić, szanuję jej decyzję, że potrzebuje czasu, lecz mam strasznie złe przeczucia, że może to być koniec, że przemyśli i postanowi to zakończyć nie dając mi nawet szans na zmianę, gdy ja sobie wszystko uświadomiłem i zamierzam działać na 100%, aby wszystko ponaprawiać.

Trochę się rozpisałem, mam nadzieje, że zrozumiale, bo nie ukrywam, że pisałem ten post z wielkim smutkiem i pustką. Dziewczyny, czy możecie mi coś doradzić, przeanalizować tą sytuację, czy będzie dobrze? Czy da mi szansę to naprawić? Co mam zrobić? Pomimo wszystko kochaliśmy się i mam nadzieję, że w końcu zadzwoni i powie, że możemy kontynuować, ale ma być kompletna zmiana mojej osoby.

Nie, ona nie tylko w pewnym, ale w żadnym sensie Cię już nie kocha.
A przerwa, to takie bardziej odroczone w czasie rozstanie, które ma być z założenia przekazane osobie porzucanej - w sposób łagodniejszy.
Bo że do niego dojdzie, nie jest kwestią prawdopodobieństwa, tylko czasu.
To koniec Waszego związku.

6

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...

Nic nie mówię, ale na tym wieczorze panieńskim musiał być jakiś solidny impuls;) A to ostatnie sushi to pozwoliłeś jej wybrać, czy klasycznie narzuciles swoje zdanie jak ostatni dupek?

7

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...

Trochę masz za uszami niestety. Dziewczyna ci sygnalizowała, prosiła, nawet przez ciebie płakała, żaliła się twoim rodzicom że ją źle traktujesz a do ciebie jak grochem o ścianę...
Na tym wieczorze panieńskim pewnie dziewczyny rozmawiały, chwaliły się swoimi związkami to i ona pod wpływem alkoholu powiedziała jak ma z tobą, no i się zaczęło. Ja też swojej koleżance gdyby mi się zwierzyła odradziłabym serdecznie małżeństwo z takim gościem jak ty. To, że ci się teraz odwidziało i obiecujesz jej gruszki na wierzbie, to naprawdę może być musztarda po obiedzie.

Szczerze? Jakoś nie wierzę w twoją całkowitą przemianę, ale podobno "są rzeczy na świecie które się fizjologom nie śniły" smile

Co możesz zrobić w sytuacji gdy nie chcesz rozstania?
Nie narzucać się, ale nie odmawiać pomocy. Nie przekonywać, nie tłumaczyć jak to się zmieniłeś, nie slowami ale czynami pokazać, że ci na niej zależy.
Masz jedną szansę na sto, że dziewczyna się do ciebie przekona i zechce jeszcze raz z tobą spróbować. Niewiele, ale jednak..

8 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2021-06-26 10:28:08)

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...

Wysyp bliźniaczo podobnych wątków jest tu w ostatnim czasie :-/
To w dużym skrócie, bo ileż razy można to samo pisać :-/ a zaraz poszukam jakiś bliźniaczy wątek, to będziesz się mógł autorze bardziej wczytać.
Pani inicjuje niby-rozstanie. Niby rozstanie, bo nie jest pewna, czy jej się ułoży w szerokim świecie, czy szybko pozna kogoś nowego, więc dobrze na początek zrobić takie rozstanie na niby, na próbę i jak nie zacznie się wokół kręcić stado adoratorów, tudzież jeden upatrzony, to z braku laku zawsze można wrócić na stare, sprawdzone choć nieco nudne i przebrzmiałe śmieci. Pani robi oczywiście przy niby rozstaniu wielką łzawą dramę, bo przecież ona taka biedna, że jej uczuć do dotychczasowego partnera brakuje, ale się tez przyzwyczaiła, a tu musi zmiany wprowadzać :-( Pan widząc łzy wcale nie widzi, jak ona nad swoim losem i nad sobą się użala, ale jak to jej strasznie ciężko takiego faceta niby opuszczać. Pewnie ona więc kocha, że tak się łzami zalewa :-D
A jak ona kocha, to warto o ten związek jeszcze powalczyć, bo nie wiadomo, czy i jak szybko trafi się inna tak bardzo zakochana :-D Zatem trzeba  przejąć kontrolę nad przebiegiem zdarzeń, nad tym niby rozstaniem i w ten sposób dochodzi się do wniosków o swojej winie, bo wtedy wystarczy, że pozbędzie się wad i przewinień a odzyska się poczucie kontroli.
Musisz autorze  jeszcze trochę przeżyć i pożyć, poznać ludzi, żeby wiedzieć, że nie wszystko jest takie jakie się wydaje. Sam nawet zapewne nie do końca wiesz, co Tobą kieruje, no ale na naukę nigdy nie jest za późno. A Twojego związku już nie ma, chociaż jeszcze się łudzisz.


PS. Podaję link do jednego z rzeczonych identycznych wątków i życzę pouczającej lektury i wniosków:
https://www.netkobiety.pl/t124779.html

9

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...

I tak długo z Tobą wytrzymała.... big_smile

10 Ostatnio edytowany przez Hubster (2021-06-26 13:13:48)

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...

Dużo hejtu, ale wcale się nie dziwię. Zasłużyłem na karę, choć nie uważam, że w 100% jest to wszystko moją winą, bo moja narzeczona też nie jest świętą osobą. Lecz, nie ma się co oszukiwać, największe grzechy ja popełniałem.

Wracając do tematu, może to myślenie życzeniowe, lecz uważam, że ona w dalszym ciągu mnie kocha (może i jestem idiotą, że tak myślę tongue) ale do dnia tej poważnej rozmowy widziałem w Niej potężne zaangażowanie w ten związek, robiła dla mnie wszystko, zawsze byłem na pierwszym miejscu, jeśli nie miała czasu na spotkanie, a ja nalegałem to mimo wszystko rezygnowała ze wszystkiego, aby do tego spotkania doszło. I to było po prostu przez 4 lata w każdy dzień była gotowa rzucić wszystko i zrobić coś dla mnie.

Druga sprawa to błąd był z tym nie zamieszkaniem, myślę, że gdybym z Nią mieszkał to to wszystko by się inaczej potoczyło.

Trzecia sprawa, sądzę również, że wybuchnęła i postanowiła mi tak dokopać, żebym poszedł po rozum do głowy i to co się dzieje jest gierką, aby mnie potrzymać w niepewności i żebym ogarnął dupę porządnie raz na zawsze, bo inaczej nic by do mnie nie dotarło.

Ogólnie po tych wiadomościach, które mi napisaliście zajebiście mnie zdołowały i psychicznie przygotowały na totalny koniec. Przez co zastanawiam się, czy jest sens spotykać się z Nią na ten spływ kajakowy, czy może go po prostu odwołać. Chociaż może to by akurat było największą głupotą.

11

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...
Hubster napisał/a:

Dużo hejtu, ale wcale się nie dziwię. Zasłużyłem na karę, choć nie uważam, że w 100% jest to wszystko moją winą, bo moja narzeczona też nie jest świętą osobą. Lecz, nie ma się co oszukiwać, największe grzechy ja popełniałem.

Wracając do tematu, może to myślenie życzeniowe, lecz uważam, że ona w dalszym ciągu mnie kocha (może i jestem idiotą, że tak myślę tongue) ale do dnia tej poważnej rozmowy widziałem w Niej potężne zaangażowanie w ten związek, robiła dla mnie wszystko, zawsze byłem na pierwszym miejscu, jeśli nie miała czasu na spotkanie, a ja nalegałem to mimo wszystko rezygnowała ze wszystkiego, aby do tego spotkania doszło. I to było po prostu przez 4 lata w każdy dzień była gotowa rzucić wszystko i zrobić coś dla mnie.

Druga sprawa to błąd był z tym nie zamieszkaniem, myślę, że gdybym z Nią mieszkał to to wszystko by się inaczej potoczyło.

Trzecia sprawa, sądzę również, że wybuchnęła i postanowiła mi tak dokopać, żebym poszedł po rozum do głowy i to co się dzieje jest gierką, aby mnie potrzymać w niepewności i żebym ogarnął dupę porządnie raz na zawsze, bo inaczej nic by do mnie nie dotarło.

Ogólnie po tych wiadomościach, które mi napisaliście zajebiście mnie zdołowały i psychicznie przygotowały na totalny koniec. Przez co zastanawiam się, czy jest sens spotykać się z Nią na ten spływ kajakowy, czy może go po prostu odwołać. Chociaż może to by akurat było największą głupotą.

Dlaczego chcesz odwoływać ten spływ? To w końcu ci na niej zalezy czy nie? Moim zdaniem to, że się poróżniliście może wyjść wam obojgu na plus. Jej, bo z zahukanej przez ciebie dziewczyny która jadła nawet tylko to, co łaskawie jej zamówiłeś, bo przecież ty fundujesz ty rządzisz, w końcu postanowiła się "postawić" i pokazać, że nie wszystko będzie łykala jak indyk kluski. Dobra postawa wobec faceta, który w porywach posuwa się do przemocy  Tak, tak.. to co z nią czasami robiłeś to już przemoc.

Dla ciebie nauczka, że nie wszyscy ludzie będą zawsze tańczyli jak im zagrasz i związek to partnerstwo nie relacja pan - poddany.

Nawet gdy się rozejdziecie to wiele oboje wyniesiecie z tego związku.

A z szansy na naprawę tego co schrzaniliście bym nie rezygnowała na twoim  miejscu. Tylko słabi ludzie się poddają walkowerem smile

12 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-06-26 14:53:45)

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...
Hubster napisał/a:

Dużo hejtu, ale wcale się nie dziwię. Zasłużyłem na karę, choć nie uważam, że w 100% jest to wszystko moją winą, bo moja narzeczona też nie jest świętą osobą. Lecz, nie ma się co oszukiwać, największe grzechy ja popełniałem.

Wracając do tematu, może to myślenie życzeniowe, lecz uważam, że ona w dalszym ciągu mnie kocha (może i jestem idiotą, że tak myślę tongue) ale do dnia tej poważnej rozmowy widziałem w Niej potężne zaangażowanie w ten związek, robiła dla mnie wszystko, zawsze byłem na pierwszym miejscu, jeśli nie miała czasu na spotkanie, a ja nalegałem to mimo wszystko rezygnowała ze wszystkiego, aby do tego spotkania doszło. I to było po prostu przez 4 lata w każdy dzień była gotowa rzucić wszystko i zrobić coś dla mnie.

Druga sprawa to błąd był z tym nie zamieszkaniem, myślę, że gdybym z Nią mieszkał to to wszystko by się inaczej potoczyło.

Trzecia sprawa, sądzę również, że wybuchnęła i postanowiła mi tak dokopać, żebym poszedł po rozum do głowy i to co się dzieje jest gierką, aby mnie potrzymać w niepewności i żebym ogarnął dupę porządnie raz na zawsze, bo inaczej nic by do mnie nie dotarło.

Ogólnie po tych wiadomościach, które mi napisaliście zajebiście mnie zdołowały i psychicznie przygotowały na totalny koniec. Przez co zastanawiam się, czy jest sens spotykać się z Nią na ten spływ kajakowy, czy może go po prostu odwołać. Chociaż może to by akurat było największą głupotą.

W tym wszystkim i Twojej sytuacja proponuje pokierować się samodzielnym myśleniem,nawet jeżeli okaże się to błędem i kolejnym guzem na głowie ,ponieważ jak napisano Tobie wcześniej istnieje jakaś szansa i jakieś prawdopodobieństwo, a w życiu wszystko jest możliwe.
Forum jest nieco specyficzną formą komunikowania się, a ludzkie historie na nim są w dużych ilościach i są jakby skompresowane na potrzeby tematów.Zero jednakowość się nie zawsze sprawdza w życiu a wzory schematy mają wyjątki .
Zdecydowana większości historii podobnych do Twojej kończy się rozstaniem,spora część z nich po czasie ujawnia istnienie osoby trzeciej.ale pewniaków na 100% jeżeli chodzi o zakończenie nie ma
Ludzie też - jednym zmiany przychodzą łatwiej innym trudniej, jedni jakby wolą i są przekonani że można zmienić się dla kogoś inni chcą się zmieniać dla siebie ,a jeszcze innym tak się tylko wydaje że chcą mogą muszą się zmienić.
Subiektywnie i z doświadczenia mogę Ci tylko zasugerować rozwój ,pracę nad sobą dla samego siebie a odkrywanie Tego co i jak pozostawić należy Tobie ponieważ ze sobą spędzisz życie a nie ze mną,jeżeli jednak nie będzie w Twoim związku równowagi i dziewczyna dobrowolnie nie podejmie wyzwania jakim jest jej praca nad sobą to marne widoki na zdrową relację moim zdaniem są,chyba że dziewczyna ma talent do samoistnego rozwijania się bez wsparcia.
Ważna będzie Twoja postawa jeżeli się zejdziecie,a według mnie życie w poczuciu winy i "rycerzowanie" jako rekompensata za bycie "zołzem"i sorry trochę takim tyrankiem ,rozbestwionym dyktatorkiem ,będzie słabe,w takiej relacji za jakiś czas będziesz zbierać urazy jako ten uległy na cenzurowanym podpadnięty ,najlepiej od nowa wystartować na równi i nie rywalizować ze sobą ,z tym że do tego trzeba zgody dwojga i dobrowolności .
Zaufanie jest najistotniejsze i czy Twoja dziewczyna naprawdę potrafi odpuścić i wybaczyć jest gotowa dać wam szansę ,często takie niby odpuszczanie gruba krecha to ściema jest tylko próbą zasypania konfliktów,nie chęć do widzenia ich, idealizowanie ,w rezultacie rany się ciągle jątrzą w ukryciu, a potem powstaje początek gangreny i dopiero groźba amputacji powoduje refleksje na którą z reguły jest za późno.

13

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...

Ogólnie też się zastanawiałem nad tym, czy w związku z tym, że chce przerwy i gdy zadzwoniłem do niej dwa razy z rzędu po tej rozmowie w dwa kolejne dni, przy drugim telefonie powiedziała mi, że robię się trochę natarczywy, a biorąc pod uwagę to, że nie było dużo romantyzmu w tym związku z mojej strony pomyślałem sobie, czy nie wysłać jej poczty kwiatowej.

Pytanie do kobiet - ogólnie teraz jestem w takiej sytuacji, że nie wiem jakie zachowania z mojej strony mogą w niej wzbudzić zachwyt, a jakie zdenerwowanie, więc czy organizacja takiej poczty z jakimś romantycznym listem wyjdzie na plus, minus czy raczej bardziej neutralnie to odbierze? Czy ona takie coś odbierze jako żałość i desperację, czy pokazanie, że mi zależy i chce walczyć o Nią?

14

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...
Hubster napisał/a:

Ogólnie też się zastanawiałem nad tym, czy w związku z tym, że chce przerwy i gdy zadzwoniłem do niej dwa razy z rzędu po tej rozmowie w dwa kolejne dni, przy drugim telefonie powiedziała mi, że robię się trochę natarczywy, a biorąc pod uwagę to, że nie było dużo romantyzmu w tym związku z mojej strony pomyślałem sobie, czy nie wysłać jej poczty kwiatowej.

Pytanie do kobiet - ogólnie teraz jestem w takiej sytuacji, że nie wiem jakie zachowania z mojej strony mogą w niej wzbudzić zachwyt, a jakie zdenerwowanie, więc czy organizacja takiej poczty z jakimś romantycznym listem wyjdzie na plus, minus czy raczej bardziej neutralnie to odbierze? Czy ona takie coś odbierze jako żałość i desperację, czy pokazanie, że mi zależy i chce walczyć o Nią?

A co miałaby oznaczać? Twoją desperację czy chęć pokazania że ci na niej zależy? Zdecyduj się, bo każdy fałsz i próba manipulacji nią może tylko tobie zaszkodzić.

15

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...
Salomonka napisał/a:
Hubster napisał/a:

Ogólnie też się zastanawiałem nad tym, czy w związku z tym, że chce przerwy i gdy zadzwoniłem do niej dwa razy z rzędu po tej rozmowie w dwa kolejne dni, przy drugim telefonie powiedziała mi, że robię się trochę natarczywy, a biorąc pod uwagę to, że nie było dużo romantyzmu w tym związku z mojej strony pomyślałem sobie, czy nie wysłać jej poczty kwiatowej.

Pytanie do kobiet - ogólnie teraz jestem w takiej sytuacji, że nie wiem jakie zachowania z mojej strony mogą w niej wzbudzić zachwyt, a jakie zdenerwowanie, więc czy organizacja takiej poczty z jakimś romantycznym listem wyjdzie na plus, minus czy raczej bardziej neutralnie to odbierze? Czy ona takie coś odbierze jako żałość i desperację, czy pokazanie, że mi zależy i chce walczyć o Nią?

A co miałaby oznaczać? Twoją desperację czy chęć pokazania że ci na niej zależy? Zdecyduj się, bo każdy fałsz i próba manipulacji nią może tylko tobie zaszkodzić.


Salomonka, oczywiście, że chcę, aby odebrała to o chęć walki o Nią i o to, że mi zależy, lecz niestety nie wiem, jak ONA to odbierze w tej sytuacji. O to mi chodziło smile

16

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...

Poczta kwiatowa to świetny pomysł, dzięki temu dziewczyna dostanie kolejne potwierdzenie Twej natarczywości, potwierdzenie tego, że Twoje słowo jest diabła warte, że dalej - mimo uwag o zrozumieniu błędów - forsujesz to, co Ty chcesz, że dalej lekceważysz to, czego chce ona.

17 Ostatnio edytowany przez Arczi69 (2021-06-26 17:07:18)

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...

Około 5-4lat temu byłem podobnym facetem w zwiazku dla partnerki.

Szukała rozrywek na boku, wcale jej się nie dziwie, bo wielokrotnie probowala rozmawiać ze mną a ja nadal swoje.

Autorze, jeśli raz kobieta straciła zainteresowanie to juz nie da się jego odzyskać trwale.

Nie ma coś takiego jak przerwa w zwiazku.
To oznacza, że ona szuka kogoś lepszego lub juz nawet ma na Twoje miejsce.


W ostatnim zwiazku tez ex powiedziała, że chce przerwy.

Potem jak na krótko wróciliśmy do siebie to zagrałem va bank i mowie, ze wiem, ze się spotkała z nim i coś było. Na początku głupa grała a potem nie negowała tego.


Także pogodz się z tym, że to koniec. Wyciągnij wnioski i bądź lepszy w kolejnym zwiazku.
Teraz bedziesz latał jak kundel za nią i obrzydniesz jej całkowicie.

Pozdrawiam

Ps. Zadaj sobie pytanie czy jakbyś kochał to byś chciał przerwy?

18

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...

Szczerze,  nie zmienisz  się tak nagle,  za jakiś czas  kiedy emocje opadną  będziesz podobnymi człowiekiem,  zmiana nie dzieje się tak szybko.  Moim zdaniem  to powolny  koniec związku. Zastanawia mnie,  widziała  jaki jesteś,  nie wiem czy była tak ślepa i planowała  ślub z kimś kto jest niedojrzaly emocjonalnie...  Ech.  Daj Jej to o co poprosiła,  o czas.  Z drugiej  strony uważam żeby  nie odwoływać  kajaków,  chyba że ona o to poprosi.  Lepiej niech to się dzieje naturalnie,  co ma  być to będzie. 



"Strach przed utratą kogoś szczerą miłość rodzi
Kochaj ją gdy jest przy tobie i kiedy odchodzi"

19

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...
Istotka6 napisał/a:

Szczerze,  nie zmienisz  się tak nagle,  za jakiś czas  kiedy emocje opadną  będziesz podobnymi człowiekiem,  zmiana nie dzieje się tak szybko.  Moim zdaniem  to powolny  koniec związku. Zastanawia mnie,  widziała  jaki jesteś,  nie wiem czy była tak ślepa i planowała  ślub z kimś kto jest niedojrzaly emocjonalnie...  Ech.  Daj Jej to o co poprosiła,  o czas.  Z drugiej  strony uważam żeby  nie odwoływać  kajaków,  chyba że ona o to poprosi.  Lepiej niech to się dzieje naturalnie,  co ma  być to będzie. 



"Strach przed utratą kogoś szczerą miłość rodzi
Kochaj ją gdy jest przy tobie i kiedy odchodzi"


Ja wiem o tym, że z dnia na dzień wszystkiego nie zmienię, ale wiem, że jestem w stanie to zrobić. Ja jestem ogólnie strasznie upartą osobą i jeśli założę sobie jakiś cel, to muszę do niego dążyć za wszelką cenę, a tym bardziej w takim ważnym przypadku jak ten. Ja nie muszę zmieniać jakichś przyzwyczajeń, które mam od początku swojego życia, tylko wiele małych rzeczy, które wkradły się w trakcie Naszego związku, dokładnie od roku. Problem 1 - przykład, pracuję zdalnie bardzo dużo, praktycznie od rana do wieczora. Narzeczona miała pretensje, że nie pomagam jej przy gotowaniu, np. nawet nie obiorę ziemniaków, nie pomogę jej w posprzątaniu czegoś, nie porozmawiam z Nią, bo mam masę pracy i ją zbywam chcąc przełożyć rozmowę na wieczór. To o takie zmiany chodzi, jest ich sporo ale są małe.

W drugi weekend Lipca mamy wesele. Jak rozmawialiśmy ostatnio przez telefon to doszliśmy do wniosku, że możemy iść razem. Lecz ja nie chcę iść w roli 'nie wiadomo kto', tylko w roli narzeczonego i nie wiem kompletnie co z tym weselem teraz zrobić.

20

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...
Hubster napisał/a:

W drugi weekend Lipca mamy wesele. Jak rozmawialiśmy ostatnio przez telefon to doszliśmy do wniosku, że możemy iść razem. Lecz ja nie chcę iść w roli 'nie wiadomo kto', tylko w roli narzeczonego i nie wiem kompletnie co z tym weselem teraz zrobić.

Nie idź. Jeśli znowu chcesz by było jak ty chcesz to nie idź.

21

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...
Salomonka napisał/a:
Hubster napisał/a:

W drugi weekend Lipca mamy wesele. Jak rozmawialiśmy ostatnio przez telefon to doszliśmy do wniosku, że możemy iść razem. Lecz ja nie chcę iść w roli 'nie wiadomo kto', tylko w roli narzeczonego i nie wiem kompletnie co z tym weselem teraz zrobić.

Nie idź. Jeśli znowu chcesz by było jak ty chcesz to nie idź.


Dzięki za uświadomienie mnie, że i tu znowu robię to samo. Więc pójdę, jeśli będzie chciała smile

22

Odp: W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...
Hubster napisał/a:

Trzecia sprawa, sądzę również, że wybuchnęła i postanowiła mi tak dokopać, żebym poszedł po rozum do głowy i to co się dzieje jest gierką, aby mnie potrzymać w niepewności i żebym ogarnął dupę porządnie raz na zawsze, bo inaczej nic by do mnie nie dotarło.

No tak :-) czasami czytam na forum porady typy: zagroź mu rozwodem, to się opamięta, albo: niech poczuje, że może Cię stracić, to wtedy zacznie postępować tak, jak tego chcesz.
Coż, zwykła manipulacja, która można nazwać i grą.
Chcesz temu ulec? To takie zwyczajne wg Ciebie, że tak się postępuje wobec partnera, żeby go sobie „wychować”? Takie gierki to dla Ciebie dobra metoda? To przygotuj się, że temat przerwy, rozstania itp. będzie dość regularnie powracał w sytuacjach, gdy pożądane będzie, abyś się zmienił, podporządkował itp.

Posty [ 22 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » W pewnym sensie mnie kocha, ale potrzebuje przerwy...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024