Pomocy! Potrzebuję rad, jak żyć szczęśliwie po trudnych związkach! - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Pomocy! Potrzebuję rad, jak żyć szczęśliwie po trudnych związkach!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1 Ostatnio edytowany przez LaFemme (2021-06-20 15:51:22)

Temat: Pomocy! Potrzebuję rad, jak żyć szczęśliwie po trudnych związkach!

Hej wszystkim, potrzebuję porad, a nawet zimnego kubła na głowę. Jestem w szczęśliwym związku, z mężczyzną parę lat po 30, bez bagażu, o jakim kobiety mogą sobie tylko pomarzyć. Wymienię parę jego cech,  choć oczywiście nie poleciałam na konkretne cechy, tylko na całokształt. Otóż skończył drugie studia (pierwsze było prawo, choć nie praktykuje bo zarabia dzięki firmie kokosy), jest bardzo przystojny, inteligentny, zaradny życiowo, elokwentny, ubiera się lepiej niż większość kobiet, jest bardzo męski, a jednocześnie dojrzały emocjonalnie i kochający, uczuciowy, ma dobre serce, pomoże ludziom na ulicy, a jednocześnie gdy trzeba stanąć w obronie to jest wojownikiem, zarabia bardzo dobrze nie wychodząc z domu, jest słowny, spontaniczny, oczytany, zna się na filmach, muzyce, kocha mnie nad życie i bardziej niż samego siebie (co go momentami przeraża), wysoki, zadbany, chce mieć dzieci, rodzinę (jedziemy się zaręczać niebawem), mieszkanie, samochód, nawet pałkę ma wielką, a wierny jest jak pudel, no mówię wam, ze świecą takiego szukać, ale ja nie mogę do końca się zaangażować. Kocham go i to niesamowicie, ale nie mam chyba na tyle wysokiej samooceny, czy kij wie co żeby się przekonać że to tak będzie trwało. Mieszkamy ze sobą od kilku miesięcy, a ze względu na charakter prac spędzamy ze sobą 24 godziny na dobę. Ale tak dosłownie, bez przerwy. I mi się wydaje, że zaczyna mi woda sodowa do głowy uderzać. Zaczynam doszukiwać się w nim rzeczy (tak głupich, że szkoda gadać, 15 latki nie mają takich problemów), boję się że go zranie i zostanę sama jak palec, jak będę taki skarb traktowała źle. Niestety, jestem po doświadczeniach. Oczywiście, dla niego jestem najpiękniejsza i najinteligentniejsza, zresztą wielu mężczyzn tak o mnie myślało, pomimo mojej patologicznej historii życiowej, bez wchodzenia w szczegóły - poświęciłam lata terapii żeby strawić swoje chore zachowania i nauczyć jakoś kochać siebie pomimo wychowania w rodzinie dysfunkcyjnej. Nie do końca mi to jednak wychodzi. Ciągle czuję się niedostateczna pod jakimś względem (oczywiście nie daje tego po sobie poznać otoczeniu, pewnie ludzie myślą, że taka modeleczka ma wysokie mniemanie, a ja de facto czuję się dobrze tylko kochana, inaczej mam się za zero), ale jest też druga strona mnie, która ciągle chce więcej. Ale czego? Pierwszy raz w życiu jestem obsypywana jakimiś diorami, szanelami i ogólnie czym chcę, znając jego dałby mi gwiazdkę z nieba, gdybym poprosiła. Jednocześnie ciąży na mnie straszna presja, bo wiecie "taki facet trafia się raz w życiu, nie możesz go przepuścić, musisz go już zawsze kochać", a ja się boję takich "zawsze", bo dwa razy oddałam moje serce i zostało to brutalnie wykorzystane do maximum. Ostatni raz nie miałam problemu z wiarą że to będzie już trwało i trwało, ale koleś nagle wpadł w alkoholizm i zmienił się o 180 stopni i tyle z tego trwania było. Nigdy nie miałam wysokich wymagań, a wręcz nie przepadałam za typowo przystojnymi mężczyznami, ten mój naprawdę cholernie się o mnie starał i walczył żeby mnie do siebie przekonać. Byłam taka zrezygnowana, że nie chciałam nikomu dawać już szansy. Mimo, że jestem jeszcze kilka lat przed magiczną trzydziestką, to czuję że mój bagaż doświadczeń mnie przytłacza. Oczywiście, chodzę do psychologa, leczę się, ale teraz jest na urlopie, a ja potrzebuję usłyszeć opinie innych ludzi. Boję się też, że przez intensywność naszego związku szybko się sobą znudzimy (nigdy się nikim nie znudziłam, i wątpię żebym była do tego zdolna w dosłownym sensie, chodzi mi bardziej o to, że za szybko przebrniemy przez pierwszą fazę bycia ze sobą i szybko popadniemy w rutynę), bo 24h non stop to jednak dużo, co więcej mamy tak od pierwszego spotkania, więc nie mogliśmy nigdy za sobą zatęsknić nawet. Czytam różne wątki i tylko się dołuje, bo tyle kobiet słyszało to co ja "jesteś tą jedyną, nigdy przy nikim się tak nie czułem, kocham cię najbardziej na świecie, umarłbym za ciebie, nie przeżyłbym jeśli coś by ci się stało" i inne tego typu, a potem nagle BUM, wszystko się sypie. Boję się czasem, że tak będzie i ze mną, że nie zasługuje na szczęście, choć wszystkie te zwroty były wypowiedziane kilkukrotne ze łzami w oczach i podczas bardzo intensywnych rozmów na nasz temat (potrafi się czasem bać, że go wykorzystam lub zostawię, a on nie da sobie z tym rady). On nigdy wcześniej nie kochał, był z kobietami, z jedną nawet prawie dekadę, ale ciągle tylko go irytowały ich zachowania, przyzwyczajenia, braki w wyglądzie czy intelekcie - nie wiem jakim cudem we mnie tego nie dostrzega - mówi że przez te miłość stał się zupełnie innym człowiekiem i faktycznie, znajomi i rodzina go nie poznają, bo z dnia na dzień zmienił wieloletnie nawyki, on nigdy wcześniej nie powiedział żadnej kobiecie że ją kocha - potwierdzone info - był bardzo zamknięty, niekochliwy, a dopiero niedługo przed poznaniem mnie zaczął mieć pragnienie założenia rodziny i znalezienia miłości. Spotkał parę kobiet przede mną w tamtym okresie, ale także do żadnej nie poczuł "mięty", o zakochaniu po uszy nie wspominając. No ale ja mam oczywiście obawy... Co jeśli mu przejdzie zauroczenie i będzie między nami kijowo? Jest długodystansowy jeśli o związki chodzi, więc wiem że by mnie nie opuścił (a raczej staram się w to wierzyć, bo nic nie wiem na pewno, ale nie chcę dokładać sobie kolejnej paranoi), no ale co jeśli pogorszy się jakość naszego życia i nie będę w stanie już dać mu tego zastrzyku endorfin, który przy mnie dostaje? On by mi najchętniej już dzieciaka robił, ale tak samo było z tym poprzednim i teraz bardzo trudno mi wierzyć w trwałość czegokolwiek tak intensywnego. Oczywiście głęboka miłość też się między nami rozwija, nie brniemy na motylkach, zresztą nie da się ich ciągle czuć po takiej ilości czasu ze sobą. Bardzo się wzajemnie budujemy, zmieniamy, dojrzewamy dla siebie. Od drobnostek, po rzeczy ważne, zaszczepione w nas jeszcze za dzieciaka. Pracujemy nad sobą i doskonalimy swoją relację. O wszystkim rozmawiamy otwarcie i bez ogródek. Na początku był jakiś tydzień, gdzie gryźliśmy się ze sobą troszkę, ale naprawiliśmy to. Zrozumieliśmy nasze wymagania i co każde z nas musi zrobić i oboje wywiązaliśmy się ze swoich partnerskich obowiązków, tak by nikt nie ucierpiał. Nie jest to związek niedojrzały, oparty na idealizacji, czy płytki/powierzchowny. Zaglądamy sobie do głów bardzo głęboko, oczywiście nie codziennie, nie robimy sobie lobotomii, i jesteśmy przyjaciółmi w równym stopniu, co kochankami. Oczywiście, że pragnę za niego wyjść i pozwalam sobie na marzenia o rodzince, skoro i On o tym myśli, ale nie potrafię trochę w to wszystko uwierzyć. Post piszę nieco niedbale i wręcz dziecinnie, bo tak się czuję gdy nachodzą mnie wątpliwości, ale nie jestem aż tak niedojrzała czy nieświadoma siebie, by nie rozróżniać zauroczenia od potężnych filarów do budowania prawdziwej miłości. Byłam jakiś czas kobietą kochającą za bardzo, i z tego także musiałam się wyleczyć. Czy ja po prostu nie umiem zaakceptować szczęścia, bo jeszcze nigdy wczesniej mnie nie spotkało? Boję się, że jeśli w to uwierzę, to się obudzę. Czuję, jak podświadomie próbuje go zdewaluować, bo bronie się przed brnięciem dalej. Chciałam trochę zwolnić, ale wiem że sprawia mu straszny ból bycie beze mnie i zrobiłby to tylko dla mnie, no ale w ostateczności mogę poprosić o parę dni bez siebie. Myślicie, że tego właśnie potrzebuję? Ułożyć to sobie w głowie, przełożyć jakoś na prosty język, że on mnie kocha i powinnam się cieszyć i angażować, zamiast bać się o jutro, którego nikt mi przecież nie zagwarantuje? Czy ja potrzebuję jakiejś degeneracji przez DDD żeby czuć się kochaną? Mam nadzieję, że ktoś tu jest na tyle inteligentny, że pomoże mi uporać się z choć jedną kwestią z tego wszystkiego, co wymieniłam.


Życzę wszystkim cudownego dnia i bardzo dziękuję za przeczytanie! :*

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Pomocy! Potrzebuję rad, jak żyć szczęśliwie po trudnych związkach!

Wejdź pod lodowaty prysznic. Używaj rozumu zgodnie z jego przeznaczeniem.

3 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-06-20 15:56:25)

Odp: Pomocy! Potrzebuję rad, jak żyć szczęśliwie po trudnych związkach!

Po co mąz przy którym nie możesz czuć się swobodnie? Który niby taki super i tyle zainteresowań,  a żyć bez Ciebie nie może?
Pytał Cię  czy lubisz Dior czy Chanel?
A może Kenzo wolisz?
Serio , 10 lat w związku gdzie nie kochał?
I Ciebie pierwszą kocha?
Ja się nie dziwię  że Twoja intuicja szaleje, Moja  by też szalała.
Mieliście jakieś trudne sytuację życiowe? Jak się zachował?

4

Odp: Pomocy! Potrzebuję rad, jak żyć szczęśliwie po trudnych związkach!

Widzę tu kontynuowanie  terapii  u dobrego psychoterapeuty.  Do tego zadbać o siebie,  poznać siebie bardzo  dobrze,  co z czego się bierze,  akceptacja siebie.  Polecam naprawdę zainteresować  się tematyką  medytacji.  Ba początek też polecam książkę "potęga teraźniejszości". Pozdrawiam

5

Odp: Pomocy! Potrzebuję rad, jak żyć szczęśliwie po trudnych związkach!

Wielokropku, staram się używać rozumu, na tyle na ile pozwala mi moja nerwica. Oczywiście, że nie myślę o takich rzeczach codziennie. Wiem także, że podałam bardzo błahe cechy naszego związku, pisząc pod wpływem emocji. Przede wszystkim, jestem szczęśliwa, bo buduję związek z człowiekiem dojrzałym, który dba o moje potrzeby emocjonalne i psychologiczne nade wszystko. Nie chcę jednak go przytłaczać moimi paranojami na temat naszego związku, które trafiają mnie średnio raz na tydzień. Przez urlop nie widziałam psychologa od trzech tygodni i myślę, że zaczyna mi to doskwierać. Przepraszam, jeśli mój problem wydaje się być idiotycznym (pewnie taki jest), ale naprawdę obawiam się, że przez swoją niedojrzałość zaszkodzę nam w jakiś sposób. Długo modliłam się o taki związek (ba, o 1/5 rzeczy, które mam w tym związku!) i lęk przed utratą często mnie przeraża. Gdzieś tam jednak przychodzą myśli, że straciłam prawie każdą bliską osobę (choroba, odejście, śmierć - jeszcze za dzieciaka), a jednocześnie od razu gdy nachodzą mnie te myśli czuję się niedojrzała i niewarta mężczyzny, jakim On jest. Oczywiście, nie dzielę się z nim tym zbyt często. Dwa razy rozmawialiśmy na ten temat i myślę, że nie da się dać lepszej reakcji, więc problem jest we mnie - tkwi, i jedynie się oddala, ale nigdy nie odchodzi...

6 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2021-06-20 16:19:51)

Odp: Pomocy! Potrzebuję rad, jak żyć szczęśliwie po trudnych związkach!

Nie staraj się, tylko używaj rozumu. smile To naprawdę znaczna, jakościowa, różnica.

Gdzieś napisałam, że Twój problem jest błahy? Nie przypisuj i mnie, i innym ludziom opinii, które są im obce. I pomyśl, dlaczego takie opinie przypisujesz innym. Odpowiedzi mogą być istotne dla Ciebie.

Najlepszym sposobem na to, by "nachodzące" myśli minęły jest pozwolenie na ich prześlizgnięcie się bez ich zatrzymywania, bez budowania na ich fundamentach równoległej rzeczywistości, bo w końcu to ją będziesz uznawała za tę prawdziwą.

Jean Paul Sartre napisał/a:

Ważnie jest nie to, co ze mną zrobiono, ale to, co ja sam zrobiłem z tym, co mnie zrobiono.

7

Odp: Pomocy! Potrzebuję rad, jak żyć szczęśliwie po trudnych związkach!
Ela210 napisał/a:

Po co mąz przy którym nie możesz czuć się swobodnie? Który niby taki super i tyle zainteresowań,  a żyć bez Ciebie nie może?
Pytał Cię  czy lubisz Dior czy Chanel?
A może Kenzo wolisz?
Serio , 10 lat w związku gdzie nie kochał?
I Ciebie pierwszą kocha?
Ja się nie dziwię  że Twoja intuicja szaleje, Moja  by też szalała.
Mieliście jakieś trudne sytuację życiowe? Jak się zachował?

Tak, pytał - wolałam nic, ale powiedzmy, że chciałby mi "wynagrodzić" życie za dziecka w skrajnej biedzie. W każdym razie prezenty dodałam bardziej, jako taki dosyć filmowy dodatek naszej relacji. Nie zależy mi na tym, to zdecydowanie ponad miarę moich oczekiwań, może za bardzo się tym afiszowałam w temacie, jeśli tak, to przepraszam - to było niechcący. Przede wszystkim jest człowiekiem, który ma ogromną dozę zrozumienia dla mnie. Wybacza mi wiele "przewinień", dziecinnych zachowań, śladów po DDD, niedoskonałości. Daje mi zrozumienie, opiekę i wsparcie, czego nie da się kupić za żadne skarby tego świata i gdyby stracił cały majątek kochałabym go w takim samym stopniu i byłabym wsparciem. Owszem przeżyliśmy ciężkie chwile, ponieważ oboje mamy chore rodzeństwo. Było także parę problemów w trakcie mojego leczenia (terapia) i nigdy mnie nie zawiódł. Z tą kobietą owszem, był dekadę, ale szmat czasu temu, od 16 roku życia, nie mieszkał nigdy z żadną kobietą. Moim zdaniem nie dojrzał wcześniej do miłości, a także nie miał szansy życiowej by na uczuciach się skupić. W latach dwudziestych spotkało go wiele tragedii rodzinnych, czasem życie pisze część scenariusza za nas.

8

Odp: Pomocy! Potrzebuję rad, jak żyć szczęśliwie po trudnych związkach!

Niestety ..jeden szczegół  nie pozwala za bardzo wierzyć mi w ten wątek, autorko wink

9

Odp: Pomocy! Potrzebuję rad, jak żyć szczęśliwie po trudnych związkach!
Wielokropek napisał/a:

Nie staraj się, tylko używaj rozumu. :) To naprawdę znaczna, jakościowa, różnica.

Gdzieś napisałam, że Twój problem jest błahy? Nie przypisuj i mnie, i innym ludziom opinii, które są im obce. I pomyśl, dlaczego takie opinie przypisujesz innym. Odpowiedzi mogą być istotne dla Ciebie.

Najlepszym sposobem na to, by "nachodzące" myśli minęły jest pozwolenie na ich prześlizgnięcie się bez ich zatrzymywania, bez budowania na ich fundamentach równoległej rzeczywistości, bo w końcu to ją będziesz uznawała za tę prawdziwą.

Jean Paul Sartre napisał/a:

Ważnie jest nie to, co ze mną zrobiono, ale to, co ja sam zrobiłem z tym, co mnie zrobiono.

To mój ulubiony cytat. Miałam go zresztą w opisie na wielu portalach i planowałam dodać i tutaj. :D

Przepraszam, jeżeli brzmiało to jak oskarżenie, w istocie siebie oskarżam o to, a potem przypisuje podobne myślenie osobom reagującym na mnie. Sami jesteśmy swoimi największymi krytykami, jak widać. ;) Zresztą moje podejście, nieraz zdradza schemat "skoro ja myślę o sobie źle, to wszyscy inni także". Dziękuję za Twoje słowa, od dawna obserwuje Wasze rady, kobietki, i bardzo mnie cieszy, że Nicki, za którymi kryją się kobiety, których opinie tutaj niesamowicie szanuje odezwały się w moim wątku. Dziękuję Wam bardzo! :*

10

Odp: Pomocy! Potrzebuję rad, jak żyć szczęśliwie po trudnych związkach!

Nadmiar miodu wywołuje zgrzytanie.

11 Ostatnio edytowany przez LaFemme (2021-06-20 16:31:55)

Odp: Pomocy! Potrzebuję rad, jak żyć szczęśliwie po trudnych związkach!
Ela210 napisał/a:

Niestety ..jeden szczegół  nie pozwala za bardzo wierzyć mi w ten wątek, autorko ;)

No cóż, nie zmuszę nikogo do wiary w to, co piszę. Tak to już jest z forum. Nie mam jednak powodu by kłamać, czy wymyślać i szczerze potrzebuję pomocy. Targa mną wiele sprzeczności, być może któraś z nich została przeze mnie wyrażona na tyle niedbale, że "gryzie w oko". ;)

Edit - Wielokropku, taka już jestem, ale będę się hamować. Nie czuję się anonimowo w Internecie, a do tego traktuję każdą choć kilka lat starszą kobietę z dozą idealizmu. Nie jestem na tym forum nowa, ale tylko "śledzę" przez ostatnie parę lat, więc występuje u mnie jakaś doza jednostronnych emocji.

12

Odp: Pomocy! Potrzebuję rad, jak żyć szczęśliwie po trudnych związkach!

Masz doświadczenie w związkach- wyciągnij wnioski z tych poprzednich, co nie wyszło i dlaczego, co możesz zmienić, jakie zachowania przewidzieć.
Wiesz już co robisz źle - projektujesz w swojej głowie rozstanie. Tu musisz przestać bo będzie jak samospełniająca się przepowiednia.
Z drugiej strony zrozum że jeśli się rozstaniecie to świat się nie zawali, wrócisz do poprzedniego życia, to nie będzie żadna tragedia. Przerabiałam to - kiedy rozstanie nabiera gigantycznych rozmiarów. A tak naprawdę to jakby taka normalność,  ludzie się rozdają. Jeśli zrozumiesz że ewentualne rozstanie nie jest tragedią to być może przezwyciężysz lęk przed nim i zacznij rozsądnie funkcjonować.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Pomocy! Potrzebuję rad, jak żyć szczęśliwie po trudnych związkach!

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024