Witam. Jestem nowa. Potrzebuję porady i wygadania się... Jestem z mężem 13lat..mamy 3 wspaniałych dzieci. Mój mąż stał się bardzo nerwowym człowiekiem. Nie wiem czy to spowodowane pracą czy zmęczeniem. Ostatnio zaczął się czepiać o nie posprzątany stół, o obiad który był za późno... Dosłownie o wszystko. Ja nie pracuje bo mamy małe dziecko, ale staram się w domu ogarnąć choć przy 3 małych dzieci to jest ciężko
nie radzę sobie i taka jest prawda
dzisiaj zaczął drzec się na dziecko że rozlało picie i pacnal je w głowę
więc zaczęłam się drzec na niego że co on robi. Przecież to dziecko. Wszystko mu przeszkadzało kopał co mu na drodze stanęlo... wykrzyczałam mu że mam dość jego nerwów i jeżeli się nie zmieni i nadal będzie nerwy pokazywał to się z nim rozwiode. A ten ze złością krzyknął to się rozwiedz!! I kopnął jakąś rzecz. Akurat stałam blisko i niestety trafił mnie w plecy. Przeszył mnie niesamowity ból. Zaczęłam krzyczeć z bólu. I w tych nerwach kazałam mu się wynosić. I wiecie co? Wyszedł.... Jestem załamana
nie chciał pewnie (a może tak sobie tłumaczę) we mnie trafić ale najgorsze jest to że on patrzył na mnie i zero reakcji. Żeby chociaż pokazal że żałuje że we mnie trafił no cokolwiek. A on nic... I to boli najbardziej...
Pochodzę z rodziny gdzie był krzyk bicie.... Więc jak mój mąż krzyknął czy w nerwach czymś rzucił to się bałam. I dzisiaj właśnie doszczętnie zniszczył moje poczucie bezpieczeństwa ![]()
Rozstan sie, po co Ci te nerwy?
Nie przesadzasz. On się zaczął zachowywać jakbyście mu przeszkadzali. Skoro wzmianka o rozwodzie nawet nie powoduje opamiętania, to może faktycznie trzeba będzie się rozwieść..
Witam. Jestem nowa. Potrzebuję porady i wygadania się... Jestem z mężem 13lat..mamy 3 wspaniałych dzieci. Mój mąż stał się bardzo nerwowym człowiekiem. Nie wiem czy to spowodowane pracą czy zmęczeniem. Ostatnio zaczął się czepiać o nie posprzątany stół, o obiad który był za późno... Dosłownie o wszystko. Ja nie pracuje bo mamy małe dziecko, ale staram się w domu ogarnąć choć przy 3 małych dzieci to jest ciężko
nie radzę sobie i taka jest prawda
dzisiaj zaczął drzec się na dziecko że rozlało picie i pacnal je w głowę
więc zaczęłam się drzec na niego że co on robi. Przecież to dziecko. Wszystko mu przeszkadzało kopał co mu na drodze stanęlo... wykrzyczałam mu że mam dość jego nerwów i jeżeli się nie zmieni i nadal będzie nerwy pokazywał to się z nim rozwiode. A ten ze złością krzyknął to się rozwiedz!! I kopnął jakąś rzecz. Akurat stałam blisko i niestety trafił mnie w plecy. Przeszył mnie niesamowity ból. Zaczęłam krzyczeć z bólu. I w tych nerwach kazałam mu się wynosić. I wiecie co? Wyszedł.... Jestem załamana
nie chciał pewnie (a może tak sobie tłumaczę) we mnie trafić ale najgorsze jest to że on patrzył na mnie i zero reakcji. Żeby chociaż pokazal że żałuje że we mnie trafił no cokolwiek. A on nic... I to boli najbardziej...
Pochodzę z rodziny gdzie był krzyk bicie.... Więc jak mój mąż krzyknął czy w nerwach czymś rzucił to się bałam. I dzisiaj właśnie doszczętnie zniszczył moje poczucie bezpieczeństwa
On nerwowy, ty krzyczysz, albo wykrzykujesz do niego swoje żale, a nie trzeba po prostu w spokoju porozmawiać? Macie troje dzieci, rozumiem że cię absorbują, ale chyba udałoby ci się zorganizować czas tak, abyście z męzem mieli czas, spokój i warunki do poważnej rozmowy? W sumie nic nie piszesz o męzu, o jego pracy, o problemach które może mieć. Nie jest tak, że nie masz już sił ani ochoty zainteresować się po prostu tym, co się z nim dzieje?
Niewykluczone, że po to takiej rozmowie podejmiecie decyzję o rozwodzie, ale przynajmniej będzie to spokojna i przemyślana decyzja a nie "ukaz" wzajemnie do siebie wywrzeszczany.
Adamina35 napisał/a:Witam. Jestem nowa. Potrzebuję porady i wygadania się... Jestem z mężem 13lat..mamy 3 wspaniałych dzieci. Mój mąż stał się bardzo nerwowym człowiekiem. Nie wiem czy to spowodowane pracą czy zmęczeniem. Ostatnio zaczął się czepiać o nie posprzątany stół, o obiad który był za późno... Dosłownie o wszystko. Ja nie pracuje bo mamy małe dziecko, ale staram się w domu ogarnąć choć przy 3 małych dzieci to jest ciężko
nie radzę sobie i taka jest prawda
dzisiaj zaczął drzec się na dziecko że rozlało picie i pacnal je w głowę
więc zaczęłam się drzec na niego że co on robi. Przecież to dziecko. Wszystko mu przeszkadzało kopał co mu na drodze stanęlo... wykrzyczałam mu że mam dość jego nerwów i jeżeli się nie zmieni i nadal będzie nerwy pokazywał to się z nim rozwiode. A ten ze złością krzyknął to się rozwiedz!! I kopnął jakąś rzecz. Akurat stałam blisko i niestety trafił mnie w plecy. Przeszył mnie niesamowity ból. Zaczęłam krzyczeć z bólu. I w tych nerwach kazałam mu się wynosić. I wiecie co? Wyszedł.... Jestem załamana
nie chciał pewnie (a może tak sobie tłumaczę) we mnie trafić ale najgorsze jest to że on patrzył na mnie i zero reakcji. Żeby chociaż pokazal że żałuje że we mnie trafił no cokolwiek. A on nic... I to boli najbardziej...
Pochodzę z rodziny gdzie był krzyk bicie.... Więc jak mój mąż krzyknął czy w nerwach czymś rzucił to się bałam. I dzisiaj właśnie doszczętnie zniszczył moje poczucie bezpieczeństwaOn nerwowy, ty krzyczysz, albo wykrzykujesz do niego swoje żale, a nie trzeba po prostu w spokoju porozmawiać? Macie troje dzieci, rozumiem że cię absorbują, ale chyba udałoby ci się zorganizować czas tak, abyście z męzem mieli czas, spokój i warunki do poważnej rozmowy? W sumie nic nie piszesz o męzu, o jego pracy, o problemach które może mieć. Nie jest tak, że nie masz już sił ani ochoty zainteresować się po prostu tym, co się z nim dzieje?
Niewykluczone, że po to takiej rozmowie podejmiecie decyzję o rozwodzie, ale przynajmniej będzie to spokojna i przemyślana decyzja a nie "ukaz" wzajemnie do siebie wywrzeszczany.
Jego nie rusza wzmianka o rozwodzie bo jestem niestety osobą która w nerwach już nie raz mu mówiła że się z nim rozwiedzie..
Mnie boli że on nie zareagował po tym co zrobił....
6 2021-06-20 08:30:25 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2021-06-20 08:36:53)
Salomonka napisał/a:Adamina35 napisał/a:Witam. Jestem nowa. Potrzebuję porady i wygadania się... Jestem z mężem 13lat..mamy 3 wspaniałych dzieci. Mój mąż stał się bardzo nerwowym człowiekiem. Nie wiem czy to spowodowane pracą czy zmęczeniem. Ostatnio zaczął się czepiać o nie posprzątany stół, o obiad który był za późno... Dosłownie o wszystko. Ja nie pracuje bo mamy małe dziecko, ale staram się w domu ogarnąć choć przy 3 małych dzieci to jest ciężko
nie radzę sobie i taka jest prawda
dzisiaj zaczął drzec się na dziecko że rozlało picie i pacnal je w głowę
więc zaczęłam się drzec na niego że co on robi. Przecież to dziecko. Wszystko mu przeszkadzało kopał co mu na drodze stanęlo... wykrzyczałam mu że mam dość jego nerwów i jeżeli się nie zmieni i nadal będzie nerwy pokazywał to się z nim rozwiode. A ten ze złością krzyknął to się rozwiedz!! I kopnął jakąś rzecz. Akurat stałam blisko i niestety trafił mnie w plecy. Przeszył mnie niesamowity ból. Zaczęłam krzyczeć z bólu. I w tych nerwach kazałam mu się wynosić. I wiecie co? Wyszedł.... Jestem załamana
nie chciał pewnie (a może tak sobie tłumaczę) we mnie trafić ale najgorsze jest to że on patrzył na mnie i zero reakcji. Żeby chociaż pokazal że żałuje że we mnie trafił no cokolwiek. A on nic... I to boli najbardziej...
Pochodzę z rodziny gdzie był krzyk bicie.... Więc jak mój mąż krzyknął czy w nerwach czymś rzucił to się bałam. I dzisiaj właśnie doszczętnie zniszczył moje poczucie bezpieczeństwaOn nerwowy, ty krzyczysz, albo wykrzykujesz do niego swoje żale, a nie trzeba po prostu w spokoju porozmawiać? Macie troje dzieci, rozumiem że cię absorbują, ale chyba udałoby ci się zorganizować czas tak, abyście z męzem mieli czas, spokój i warunki do poważnej rozmowy? W sumie nic nie piszesz o męzu, o jego pracy, o problemach które może mieć. Nie jest tak, że nie masz już sił ani ochoty zainteresować się po prostu tym, co się z nim dzieje?
Niewykluczone, że po to takiej rozmowie podejmiecie decyzję o rozwodzie, ale przynajmniej będzie to spokojna i przemyślana decyzja a nie "ukaz" wzajemnie do siebie wywrzeszczany.
Jego nie rusza wzmianka o rozwodzie bo jestem niestety osobą która w nerwach już nie raz mu mówiła że się z nim rozwiedzie..
Mnie boli że on nie zareagował po tym co zrobił....
No właśnie, w nerwach. Rozmawiacie ze sobą na wasze tematy, dotyczące was obojga czy tylko wrzeszczycie na siebie gdy się zezłościcie?
I powiedz czego ty dokładnie chcesz: Naprawdę chcesz się rozwieźć, czy chcesz aby mąż się zmienił?
Jeśli to drugie, to chyba musisz zacząć od siebie, bo straszenie kogoś rozwodem po raz setny naprawdę może wyleźć gardłem. Nie usprawiedliwiam twojego męża, bo jego zachowanie było karygodne, ale próbuje zrozumieć co się stało, że z faceta którego pokochałaś kilkanaście lat temu, któremu urodziłaś trójkę dzieci i który był w końcu dla ciebie podporą i dawał ci poczucie bezpieczeństwa, stał się domowym tyranem. Ludzie w malżeństwie przechodzą różne kryzysy, ale jeśli oboje chcą to je pokonują. Dlatego bez tej poważnej rozmowy i ustalenia czego tak naprawdę chcecie, możecie doprowadzić do rozwodu a potem oboje tego żalować.
Chcę żeby się zmienił. Żeby nie było jego nerwów. Nie chcę się bać własnego męża. Nie wiem czy to jest spowodowane że się boje tym,że mój tata był okropny dla mamy? Boje się krzyków i nerwów. Od razu mam wyobrażenie że w końcu przyjdzie czas że może ja będę dostawać "razy' od męża...
Na żadną terapię czy lekarza on się nie zgodzi. Nie raz namawiałam....czy mi na nim zależy? Nie wiem... Chyba w tym momencie za duży mam żal. ![]()
Chcę żeby się zmienił. Żeby nie było jego nerwów. Nie chcę się bać własnego męża. Nie wiem czy to jest spowodowane że się boje tym,że mój tata był okropny dla mamy? Boje się krzyków i nerwów. Od razu mam wyobrażenie że w końcu przyjdzie czas że może ja będę dostawać "razy' od męża...
Na żadną terapię czy lekarza on się nie zgodzi. Nie raz namawiałam....czy mi na nim zależy? Nie wiem... Chyba w tym momencie za duży mam żal.
Chcesz zeby sie zmienil, ale sie nie zmieni. Takze wybieraj. Ty czy on?
9 2021-06-21 07:55:56 Ostatnio edytowany przez madoja (2021-06-21 08:00:30)
Rozstan sie, po co Ci te nerwy?
Najłatwiej spojrzeć na to jednostronnie...
Ale nikt nie pomyślał jak to wygląda ze strony męża:
- żona nie pracuje
- nie ogarnia domu
- wciąż go straszy rozwodem
- wciąż krzyczy
Czyli facet wraca zmęczony z pracy, w domu syf i marudząca, bezrobotna, krzycząca żona. Nie jest łatwo zgadnąć, że wzajemnie się nakręcają.
Dlaczego oczekujesz autorko, że on nagle będzie o Ciebie zabiegał, żałował, zmieniał się? Póki co dla niego dom to horror, on nie chce o niego walczyć. On chciałby żeby dom był jego oazą, kryjówką, ale dom to miejsce krzyków i gróźb. Jestem pewna, że on też - nie raz - rozważał rozwód z Tobą.
Odpowiedź na pytanie z tematu: to nie jest przemoc (fizyczna). Co najwyżej nie odczuł skruchy że coś Cię uderzyło, ale to nie to samo co przemoc.
Na Twoim miejscu autorko pomyślałabym o pójściu do pracy, zatrudnieniu opiekunki. Ta sytuacja nie może dłużej trwać. I przestań wciąż mężowi mówić o rozwodzie, to żenujące i coraz bardziej Was od siebie oddala.
10 2021-06-21 08:03:25 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2021-06-21 08:06:14)
Winter.Kween napisał/a:Rozstan sie, po co Ci te nerwy?
Najłatwiej spojrzeć na to jednostronnie...
Ale nikt nie pomyślał jak to wygląda ze strony męża:
- żona nie pracuje
- nie ogarnia domu
- wciąż go straszy rozwodem
- wciąż krzyczyCzyli facet wraca zmęczony z pracy, w domu syf i marudząca, bezrobotna, krzycząca żona. Nie jest łatwo zgadnąć, że wzajemnie się nakręcają.
Dlaczego oczekujesz autorko, że on nagle będzie o Ciebie zabiegał, żałował, zmieniał się? Póki co dla niego dom to horror, on nie chce o niego walczyć. On chciałby żeby dom był jego oazą, kryjówką, ale dom to miejsce krzyków i gróźb. Jestem pewna, że on też - nie raz - rozważał rozwód z Tobą.Odpowiedź na pytanie z tematu: to nie jest przemoc (fizyczna). Co najwyżej nie odczuł skruchy że coś Cię uderzyło, ale to nie to samo co przemoc.
Na Twoim miejscu autorko pomyślałabym o pójściu do pracy, zatrudnieniu opiekunki. Ta sytuacja nie może dłużej trwać. I przestań wciąż mężowi mówić o rozwodzie, to żenujące i coraz bardziej Was od siebie oddala.
Nadal to co mowie stoi. On ja stresuje, tak ona sama twierdzi: W takim razie...? Po co ta relacja?
To samo powiedzialabym jemu gdyby powiedzial o tym co ona robi.
On na terapie nie chce, on rzuca rzeczami czyli do przodu idzie z przemoca coraz bardziej bo rzucanie czy kopanie czegos to juz kolejny stopien po podnoszeniu glosu.
Jedno i drugie marnuje czas bedac w tej relacji.
Zreszta czy nie naciagasz troche tego co on tam niby przezywa, bo pacanie dzieciaka bo rozlal sok to przesadna reakcja, to samo rzucanie sie o to, ze obiad spozniony czy balagan na stole. To nie swiadczy o syfie zadnym.
Ja tak nie patrze na zycie, ze jak ja pracuje, a partner nie to on musi robic wszystko w domu. Tak to sie pomoc domowa wynajmuje, ze sa kase oni musza cos wykonac. Jednak jezeli on to widzi w ten sposob, a nawet dziecko rozlewajace sok go tak denerwuje to po co mu ta rodzina? Nie ma za bardzo sensu w tym siedziec.
To nie tak że leżę z dupą..ale chyba osoby które mają małe dzieci zrozumieją...ciągle jest coś do roboty. Jedno zrobię kolejne naruszone i tak w kółko.... Dlatego mam wieczny bałagan bo nie nadążam sprzątać.
Do męża mam żal. Nie umiem się przemóc...
Winter.Kween napisał/a:Rozstan sie, po co Ci te nerwy?
Najłatwiej spojrzeć na to jednostronnie...
Ale nikt nie pomyślał jak to wygląda ze strony męża:
- żona nie pracuje
- nie ogarnia domu
Ciekawa jestem, jak wyglądałoby jego ogarnianie domu jakby miał sam zostać z trójką małych dzieci. Może jak taki zdolny nich pokaże żonie jak opiekować się trójką dzieci, mieć dom czysty jak z reklamy i z obiadem zawsze wyrobić się na czas.
Gość ma zwyczajnie wygórowane oczekiwania w stosunku do swojej partnerki. Dom nie będzie wyglądał jak z obrazka przy trójce małych dzieci. Poślizg z obiadem też jest wtedy bardzo prawdopodobny.
napisałas "Mój mąż stał się bardzo nerwowym człowiekiem".. kiedy? wczesniej nie przejawial oznak? co go przerosło ze "stał się"??? czy jestes w stanie zauwazyc ten moment kiedy.. jednak zmienil się chyba? niby ludzie się nie zmieniają, niby zacznij zmiany od siebie, ale jednak tu się cos zmieniło? cos się zepsuło to ... zostaw, nie naprawiaj, bo on nie chce.. porozmawiac w takim stanie nie jest prosto jesli wszystko go denerwuje to jak tu usiąsc i porozmawiac - musicie bo tak dalej byc nie moze... latwo się mowi...
autorko... u mnie po dzieciach tez się zmienilo, partner się zmienil, czy ja się zmienilam.. wszystko.. bynajmniej nie na lepsze, tez partner stal się bardziej... trudny, jeszcze jak w pracy u niego się zmienilo to juz w ogole... najlatwiej oczywiscie zostawic to wszystko bo jest zle i szukac spokoju, i wierzyc ze w innej relacji problemy się nie pojawiają, albo z kims innym latwiej bedzie sie te problemy rozwiązywac??
niestety nic nie poradzę, wiem że jest trudno i ciężko i musicie wyciszyc emocje i porozmawiac by zauwazal jak szkodzi rodzinie, "sprzedac" dzieci komu na łikend, wieczor, cokolwiek by znalezc chwile na spokojną rozmowe.... u nas jak nie moglam sie dogadac w pewnym momencie napisałam list, na jakis czas pomoglo, ale trzeba umiec rozmawiac spokojnie, nie drzec sie na siebie wzajemnie... bo agresja (slowna tez) rodzi agresje a dzieci patrzą...
Wlasnie mnie tez zastanawia od kiedy sie taki stal bo to nie jedno a juz trzecie dziecko , nie dwu czy trze letni zwiazek a 13 juz. I pytanie od kiedy to ta, trzeba by siasc spokojnie jak bedzie mial lepszy humor i pogadac wspolnie chociaz sprobowac zapytac co sie dzieje czy to przez prace czy przez co innego. Moze uda sie wyjsc jakos z tych problemow, chyba ze on ma dosc juz tego wszystkiego to wtedy juz nic nie zrobisz. Ale dziwne bo jezeli wczesniej bylo ok przy dwojce dzieciakow np a teraz po trzecim cos mu zaczyna odwalac hm. Nie jest to latwy przypadek bez poznania wielszych sczegolow, w ogole dbacie o siebie uprawiacie sex , codzicie do kina na spacery robice cos razem wyjezdzacie czy tylko ty w domu od robota i bez tego wszystkiego co powinni ribic dwoje ludzi czy z dziecmi czy bez. Czy on wczesniej pomagal przy pierwszej dwojce dzieciakow wychodzil z nimi na dwor. Duzo niewiadomych jest , musialabys sie zastanowic od kiedy taki sie zrobil a najlepiej na spokojnie pogadac zapytac sie czy moze ma jakis problem. Moze zmieknie i cis wydusi z siebie.
Na podwórko wychodzi z dziećmi ale rzadko. Nigdzie nie zabiera całej 3 chyba że jak ja pojadę z nimi bo jak twierdzi nie da sobie rady. Kiedy stał się nerwowy? Ciężko powiedzieć. Na pewno wcześniej zdarzało się mu krzyknąć i być nerwowym ale to nie tak jak teraz. Przed ślubem tego nie było.
Ostatnio dowiedziałam się że z kumplem popala trawkę...chyba tak na prawdę nie znałam swojego męża. Nie wiem czy go kocham .. coś mnie ciągnie do niego...może strach że zostanę sama z 3 dzieci? Nie mam wsparcia w rodzinie dlatego jest mi ciężko....jednego w życiu jestem pewna... żałuję że wyszłam za tego człowieka.....nie żałuję że mam dzieci...żałuję tylko że z nim...
Na podwórko wychodzi z dziećmi ale rzadko. Nigdzie nie zabiera całej 3 chyba że jak ja pojadę z nimi bo jak twierdzi nie da sobie rady. Kiedy stał się nerwowy? Ciężko powiedzieć. Na pewno wcześniej zdarzało się mu krzyknąć i być nerwowym ale to nie tak jak teraz. Przed ślubem tego nie było.
Ostatnio dowiedziałam się że z kumplem popala trawkę...chyba tak na prawdę nie znałam swojego męża. Nie wiem czy go kocham .. coś mnie ciągnie do niego...może strach że zostanę sama z 3 dzieci? Nie mam wsparcia w rodzinie dlatego jest mi ciężko....jednego w życiu jestem pewna... żałuję że wyszłam za tego człowieka.....nie żałuję że mam dzieci...żałuję tylko że z nim...
Jak sie nie rozstaniesz z nim to pewnie bedziesz zalowac bo zycie to nie klasowka i nie ma juz poprawki.
17 2021-06-28 17:56:09 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-06-28 18:40:53)
Ostatnio dowiedziałam się że z kumplem popala trawkę...chyba tak na prawdę nie znałam swojego męża.
Po części masz odpowiedź dlaczego mąż bywa rozdrażniony,widocznie jest z tych palaczy którzy źle znoszą niepalenie i stany po paleniu i okresy przerwy między jaraniem jointów.
To niestety bywa dość istotne jeżeli ma już natrętne myślenie o paleniu i głód przyjemności stąd się biorącej,częste palenie rozprasza,rozkojarza i też i zmula niektórych bardziej niektórych mniej, w okresie po przypalaniu.Przeszkody na drodze do zajarania łatwo wzbudzają agresję bo pokrętnie logicznie i nawykowo najłatwiej przemocą spacyfikować otoczenie i bliskich,wcześniej bywał nerwowy nietrudno mu stosować przemoc, nie jest to jednak jedyny sposób, inne to okresowa potulność i niby ugodowość, takie z poczucia winy bycie do rany przyłóż i mnóstwo działań pozorujących niby normalność, coś takiego ma zamaskować i uśpić czujność i zakamuflować palenie przed otoczeniem które tego nie aprobuje.Inną kwestią jest też to czy tylko pali jeżeli miesza to z innymi używkami to reakcje w organizmie naprawdę są trudne do opanowania przewidzenia i kontrolowania.
Nie wszyscy palacze tak maja jak Twój mąż, ale bardzo często mają tak palacze uzależnieni psychicznie od palenia marihuany.
Czasami bardzo szybko można się od tego uzależnić "wielka niewiadoma" dlaczego tak bywa z niektórymi osobnikami ,że momentalnie tracą panowanie nad paleniem co ma ogromny wpływ na niepanowanie nad emocjami i odwrotnie nieumiejętne obchodzenie się z uczuciami jest przyczyną rozwoju uzależnienia.
Zdaję sobie sprawę że dla Ciebie to marne pocieszenie i usprawiedliwienie dla niego to właściwie żadne.
Wejście w rolą jego osobistego żandarma, opiekunki ,wychowawczyni nawet w szczytnym celu ratowania go to słaby sposób na dalsze z nim życie,jedynie jego dobrowolna decyzja o zmianie może mieć jakiś pożytek i skutek, inaczej czeka was kolejna wojna o kontrolę.
W Twoim stanie mam wrażenie niemożliwym już jest zaakceptowanie zachowań męża tego co mówi robi,straciłaś poczucie bezpieczeństwa, pewność i zaufanie do niego, masz już awersję,wiele żalu,lęku,co jest dla mnie zrozumiałe ,będziesz prawdopodobnie tracić czas i siły na bitwy z nim, a on jest świetnie przygotowany do obrony przez atak ,będzie bronić swojej wolności za wszelką cenę prawdopodobnie jeżeli jego obsesja urosła i on stracił lub traci kontrolę nad samym paleniem czyli pali nawet wtedy kiedy mu się nie bardzo chce i być może ma bardzo silną potrzebę przymus przypalenia,ukrywanie popalania z kolegami już chyba zmęczyło go też ,a traci również kontrolę nad emocjami które tłumi paleniem i steruje uczuciami unika lub ucieka od czegoś.
Raczej dla niego w jego stanie utrata rodziny to żadna strata ,zacznij poważnie rozważać rozstanie i organizowanie życia bez niego.
Do życia z nim możesz się przystosować ,ale to kosztuje wiele złych emocji i wielu rzeczy nie da się przewidzieć jeżeli jego palenie jest uzależnieniem ,będziesz tylko częścią nałogowego systemu który krąży wokół niego i służy zaspokajaniu jego obsesji,nałogowej regulacji uczuć .
Nie jesteś też od tego żeby wbrew sobie tolerować i stwarzać mężowi komfortowe warunki do jarania ,ponieważ masz prawo do własnych obaw i przekonań,on zobowiązał się też do czegoś żeniąc się z Tobą i zakładając rodzinę.
Z tym znajomym widzą się raz na miesiąc może 2 razy w miesiącu. Więc myślę że wtedy pali. W tygodniu pracuje a z domu bez nas nie wychodzi chyba że skosić trawę. Zauwazylabym gdyby był najarany bo widać po oczach. Z kumplem zazwyczaj piją więc to że jara mogłam nie zauważyc...
19 2021-06-28 21:36:52 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-06-28 22:06:46)
Z tym znajomym widzą się raz na miesiąc może 2 razy w miesiącu. Więc myślę że wtedy pali. W tygodniu pracuje a z domu bez nas nie wychodzi chyba że skosić trawę. Zauwazylabym gdyby był najarany bo widać po oczach. Z kumplem zazwyczaj piją więc to że jara mogłam nie zauważyc...
To jeden problem z głowy jeżeli pewna jesteś,że pali raz dwa razy w miesiącu.
tak widać po oczach właściwie po źrenicach jak ujarany ,wcześniej widziałaś go takim?
Jak tylko z kumplem piją to spoko - normalka.
Ośmielę się zwrócić uwagę, że Autorka sama przyznaje się również do tego, że dotrzymuje mężowi kroku w rynsztokowych sposobach komunikacji.
Więc to wygląda na obopólne wzajemne znudzenie i frustrację.
Modelowanie sytuacji w kategoriach on-zły, ona -pokrzywdzona to chyba naciąganie rzeczywistości.
Także i to zawarte w tytule doszukiwanie się ''przemocy'' wygląda jakby chciała koniecznie znaleźć winnego. Taka jakby nadzieja, że jeśli da się jakiś incydent podciągnąć pod przemoc, to ulga. Ufff. On zły, a ja czysta, biedna sponiewierana żona.
A tu chyba zwyczajnie coś się skończyło, coś wypaliło. Ot tak bywa w życiu i można to przyjąć z godnością; a można na siłę szukać ''winnego''.
21 2021-06-29 10:12:19 Ostatnio edytowany przez cześka8 (2021-06-29 10:36:54)
nie wiem czy cos się skonczyło, autorka napisała że coś ciągnie ją do męża... cos zgubili, zaniedbali, ot życie... a ze "dotrzymuje męzowi w rynsztokowych sposobach komunikacji".. czasem ciężko jest stoicko rozmawiac jesli pan mąż chodzi zły i wrzeszczy i szuka zwady, podczas gdy ona także pracuje i to calodobowo i nie potrafią znależć sposobu by spokojnie poszukac jakiegos rozwiązania jak to naprawic, odnaleźć się, odpocząć wspolnie...
niepokojace chyba też jest to ze autorka jest ddd (?), nie znam tematu ale to tez moze byc wiekszy problem... jesli nierozwiązany? pomijam popalanie męża i inne jego zachowania "kawalerskie" ...
Oboje macie zachowania przemocowe - Ty go szantażujesz, a gdy to nie działa masz focha.
On zachowuje się agresywnie. Gdy masz focha to ma przynajmniej trochę spokoju.
Takie małe piekiełko sobie zrobiliście z dziećmi w tle.
A może porozmawiajcie? Potraficie jeszcze?
Bo w takim piekiełku to można długo się babrać i unieszczęśliwiać siebie na wzajem i dzieci przy okazji.
I nie wyżywajcie się na dzieciach. One nie są winne tego, że jesteście nieszczęśliwi.
Nie wyżywajcie....ja się nie wyżywam ale mąż....kolejny raz... Nie dam już rady tak żyć. On się nigdy nie zmieni....
Jak odejść od człowieka który nie docenia że ma żonę dzieci rodzinę...kur...za każdym razem łudzę się że będzie lepiej a gó...o jest lepiej... Nie mam pracy...nie mam jak iść bo mieszkam na wsi więc ze żłobkiem cienko. To co bym zarobiła to stracę na dojazdy i żłobek...nie mam bliskiej rodziny tutaj. Jedyne co mam to dom po rodzicach który na szczęście jest tylko na mnie....chce się w końcu uwolnić... ![]()
Jeśli dom jest Twój, to raczej agresor musi się martwić dokąd pójść, a nie Ty.
Jeśli dom jest Twój, to raczej agresor musi się martwić dokąd pójść, a nie Ty.
Z 500+ nie dam rady wyżyć ![]()
Owszem.
Ale 500+, plus alimenty na dzieci, plus pomoc o jaką możesz się ubiegać jako samotna matka, plus jakakolwiek praca choćby weekendowa, czy dorywcza - daje Ci już jakieś, całkiem realne perspektywy.
Adamina, rozmawiałaś z męzem o rozwodzie? Tak na spokojnie, bez nerwów, wyzywania się wzajemnego itp.?
Przeceiż on nie jest jakimś pólgłowkiem, pewnie kocha swoje dzieci i w sytuacji, gdy nawet sam będzie chciał rozwodu to przecież nie możesz dziś być pewna, że zostawi cię bez wsparcia, w tym finansowego.
Nie "ślimacz" się, tylko weź się realnie za sprawę.
Możecie się rozstać, ale on zawsze będzie ojcem twoich dzieci. Może ci pomagać w opiece nad nimi, abyś podjęła jakąś pracę chociaż na część etatu, a także może cię wspierać finansowo. Niczego nie wiesz na pewno a już dramatyzujesz.
Najpierw ochłoń i porozmawiaj z mężem.
A ty próbowałaś z nim rozmawiać? Czy za każdym razem jak on krzyczy to ty dołączasz swoje piec groszy ?
Może jak krzyczy ( czego nie pochwalam) to daj się wykrzyczeć, nic nie komentuj, generalnie słowa nie mów i jak już skończy zapytaj się spokojnie, bez nerwów - dlaczego tak się zachowuje ? co ważne - ZAPYTAJ SIE a nie wykrzycz. Agresja rodzi agresje - ale nie jesteś dzieckiem i chyba potrafisz siebie na tyle kontrolować żeby nie doprowadzić do agresji ze swojej strony.
Powiedz mu, co cię boli, ze dzieci widza jego zachowanie, ze chciałabyś żeby było inaczej, a jak będzie cos kręcił nosem i znowu zechce mu się huczeć to najzwyczajniej odwróć się i wyjdź do innego pokoju.
Na rozstanie gotowa nie jesteś dlatego ze znajdziesz każde wytłumaczenie żeby się nie rozstawiać ( bo cos tam nie starcza albo cos tam ) - wiec spróbuj jakoś pogadać z nim, albo inaczej nauczyć się rozmawiać - jak on zobaczy ze spsociłaś z tonu raz drugi i trzeci to może w końcu i on spuści z tonu.
i jeszcze jedno - jeśli ktoś jest totalnie wkurzony i leci dużo słów i zachowuje się dość brutalnie ( kopanie w przygodne rzeczy) i ta rzecz trafia w ciebie to nie oczekuj od tej osoby ze w tej sekundzie odwróci się o 180 stopni i zacznie przepraszać- to tak nie działa , każdy musi mieć czas żeby ochłonąć, przemyśleć, uporać się z negatywnymi uczuciami - bo jakbyś ty była na jego miejscu to jestem pewna w stu procentach ze tez byś nie przeprosiła tylko pomyślała sobie w głębi duszy - dobrze tak skurczybykowi
29 2021-06-29 23:06:13 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-06-29 23:06:56)
Najpierw ochłoń i porozmawiaj z mężem.
Słusznie rozstanie i rozwód to nie musi być dla was obowiązkowa "święta wojna " o racje i kto bardziej winny, kto bardziej zaburzony ,kto ma większy żal ,poczucie krzywdy to ślepa uliczka ,tak nie pozbędziesz się złości i urazy wojując z sobą i z mężem.
Brnąc dalej w tę chorą lub wypaloną jak kto woli relację ,stworzyć możesz jeszcze bardziej zagmatwany węzeł ,a lęk przed innym życiem czy samotnością zwiększy się jeszcze i zakorzeni bardziej.
Zacznij działać i poznawać możliwości a nie wyszukiwać przeszkody zadbaj o siebie też bardziej niż zwykle.
Obawiam się że z nim się nie da gadać...za każdym razem milczy...a ja grzecznie spokojnie próbuje z nim rozmawiać
jestem już zmęczona...wiele razy już go wyrzucałam bo przez jego nerwy cierpię ja a przede wszystkim dzieci ... I głupia zawsze mu dawałam szansę. Najdłużej nie mieszkał z nami 2tyg
31 2021-06-29 23:43:24 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2021-06-29 23:50:35)
Obawiam się że z nim się nie da gadać...za każdym razem milczy...a ja grzecznie spokojnie próbuje z nim rozmawiać
jestem już zmęczona...wiele razy już go wyrzucałam bo przez jego nerwy cierpię ja a przede wszystkim dzieci ... I głupia zawsze mu dawałam szansę. Najdłużej nie mieszkał z nami 2tyg
Czyli to trwa już jakiś czas?
Bez konkretnej rozmowy się nie obejdzie.
Trochę jesteś sobie sama winna, bo straszych rozwodem po raz nie wiadomo który, wyrzucasz z domu a potem przyjmujesz go z powrotem bezwarunkowo. On już pewnie do tego twojego gadania przyzwyczaił się, jak do tego że codziennie rano wstaje słońce.
Jesli jesteś zdecydowana na rozwod to powiedz o tym mężowi, bez rozmówek wychowawczych. Daj mu jakiś czas na to, aby z tobą porozmawiał o warunkach. Jeśli jednak on nie zareaguje, to pozostaje ci tylko zacząć realizować swoje postanowienie. Najpierw adwokat, a potem sprawa do sądu o rozwod i alimenty.
Bez straszenia i wyrzucania z domu. Na spokojnie.
Aha! Wyrzucanie męża z domu regularne i powtarzające się, to też przemoc domowa. O straszeniu rozwodem setny raz też już pisałam wcześniej.
32 2021-06-30 08:27:12 Ostatnio edytowany przez Pronome (2021-06-30 08:28:22)
Jasne, 13 lat malzenstwa, maz nagle sie zmienia, on jest przemocowcem, a ja swieta. Wasz kryzys, ktory trwa juz zapewne dlugi czas, wszedl w ostra faze. Jesli macie 3 maluch dzieci, zobowiazania, ty nie pracujesz, to o ile twoj maz nie ma dobrej pensji dyrektorskiej, to nie widze tego kolorowo. Kiedys przychodzi wielkie zmeczenie, spowodowane stresem w pracy, jesli w domu nie ma poprawnych relacji i zwiazek nie daje ukojenia, nie dziwie sie, ze maz szuka uzywek i ma dosc twoich pretensji. Na moje oko macie sie juz dosc, nie wybielalabym sie tak jak to tutaj robisz, bo z opisu widac, ze nie jestes stabilna, szantazujesz meza, bierzesz czynny udzial w klotniach, no i jeszcze to wyrzucanie z domu - dla mnie nie do przyjecia. Na twoim miejscu myslalabym o powrocie do pracy i poukladaniu na nowo logistyki waszej rodziny, jesli chcecie ratowac to malzenstwo. Madrze zorganizowana separacja tez jest pewnym rozwiazaniem, aby zlapac oddech i perspektywe.
Obawiam się że z nim się nie da gadać...za każdym razem milczy...a ja grzecznie spokojnie próbuje z nim rozmawiać
A możesz zaprezentować schemat takiej próby?
Jasne, 13 lat malzenstwa, maz nagle sie zmienia, on jest przemocowcem, a ja swieta. Wasz kryzys, ktory trwa juz zapewne dlugi czas, wszedl w ostra faze. Jesli macie 3 maluch dzieci, zobowiazania, ty nie pracujesz, to o ile twoj maz nie ma dobrej pensji dyrektorskiej, to nie widze tego kolorowo. Kiedys przychodzi wielkie zmeczenie, spowodowane stresem w pracy, jesli w domu nie ma poprawnych relacji i zwiazek nie daje ukojenia, nie dziwie sie, ze maz szuka uzywek i ma dosc twoich pretensji. Na moje oko macie sie juz dosc, nie wybielalabym sie tak jak to tutaj robisz, bo z opisu widac, ze nie jestes stabilna, szantazujesz meza, bierzesz czynny udzial w klotniach, no i jeszcze to wyrzucanie z domu - dla mnie nie do przyjecia. Na twoim miejscu myslalabym o powrocie do pracy i poukladaniu na nowo logistyki waszej rodziny, jesli chcecie ratowac to malzenstwo. Madrze zorganizowana separacja tez jest pewnym rozwiazaniem, aby zlapac oddech i perspektywe.
Ale ja bardzo chcę iść do pracy. Kiedyś pracowaliśmy w Niemczech. Na 2 zmiany. Zaszłam w 3 ciążę i wróciliśmy do Polski. Po drugiej wróciłam na 6godz. Wymieniałam się z mężem. On mi wtedy dużo pomagał. Zresztą musiał u obiad ugotować i zająć się dwójka dzieci. Zrobić zakupy zaprowadzić do szkoły i posprzątać. Teraz mieszkajac w Pl bym musiała dojeżdżać do pracy ok 15km. Wg męża więcej na dojazdy i niańkę bym wydala niż zarobiła. Nie mam w tej kwestii żadnego wsparcia u niego. A myślę że to raczej jego wygodnictwo. Ugotowany obiad, dzieci ogarnięte,lekcje z nimi zrobione, zakupy zrobione, kanapeczki do pracy zrobione... A on przychodzi z pracy kładzie się z telefonem na kanapie i tyle. Od czasu do czasu zostanie z młodszymi jak jadę że starszym karate albo skosi trawę... Tyle mam pomocy od niego....ja bardzo chcę iść do pracy do ludzi i mieć swoje pieniądze....
Nie wiem dlaczego, przy ukladzie ty wychowujesz dzieci i ogarniasz dom, a maz zarabia na rodzine, oczekujesz od meza, ze po pracy wskoczy na kolejny, pelen etat w domu. Ustal z mezem liste obowiazkow po jego pracy i sie tego trzymajcie. 50/50 w podziale obowiazkow dom i dzieci, najlepiej wymagac jak oboje bedziecie na etatach. Jesli chcesz pojsc do pracy, to pojdziesz. Od mowienia, ze sie chce, do dzialania daleka droga. 15km dojazdu do pracy w jedna strone to jest nic. Tyle maja mieszkancy obrzezy miasta i codziennie dojedzaja do pracy co centrum.
Nie wiem dlaczego, przy ukladzie ty wychowujesz dzieci i ogarniasz dom, a maz zarabia na rodzine, oczekujesz od meza, ze po pracy wskoczy na kolejny, pelen etat w domu. Ustal z mezem liste obowiazkow po jego pracy i sie tego trzymajcie. 50/50 w podziale obowiazkow dom i dzieci, najlepiej wymagac jak oboje bedziecie na etatach. Jesli chcesz pojsc do pracy, to pojdziesz. Od mowienia, ze sie chce, do dzialania daleka droga. 15km dojazdu do pracy w jedna strone to jest nic. Tyle maja mieszkancy obrzezy miasta i codziennie dojedzaja do pracy co centrum.
Nie oczekuje podziału 50/50 ale chociaż wyjście z dziećmi na podwórko albo pomoc w kąpaniu to chyba nie tak dużo prawda???nie da się z nim ustalać bo 2 dni pomoże a 3 zbyt zmęczony żeby kolację dzieciom zrobić w momencie kiedy ja np pranie składam.... A jak już po moich prośbach wstanie to z nerwami wszystko robi....wczoraj dziecko źle usiadło na krześle chciało się poprawić i co ojcu się nie spodobało w jaki sposób chce to zrobić. Dostał w głowę....uderzył się w nos....polała się krew . Ale to przecież ja winna jestem temu wszystkiemu...
Po Twoim ostatnim wpisie nie ma już wątpliwości, że jesteś trollem, i że bawisz się kosztem naszego forum.
Ze względu na konieczność pożegnania się z Autorką - wątek zamykam.