Nie umiem komunikować się z mężem i z tego powodu średnio co 4 dni wybucha między nami gigantyczna awantura. Nasz problem jest strasznie złożony, ale spróbuję go opisać...
Mąż twierdzi, że nie myślę, co mówię, i przy najbłahszych rzeczach zarzuca mi kłamstwa, pyskowanie i ignorowanie go. Właściwie drażni go we mnie bardzo wiele rzeczy, ale nie są to klasyki typu brak seksu, sprzątania czy kłótliwość, tylko, jak to określa, "robienie rzeczy na odpie*dol, po czym udawanie, że nie ma problemu" - np. kiedy trenuję z nim jego ulubiony sport, zarzuca mi, że za mało się staram, że już parę lat trenujemy, a ja dalej nie jestem dla niego żadnym przeciwnikiem. Uważa, że jest to mój bunt i wyraz tego, że mam go gdzieś, podobnie jak z innym naszym hobby (specyficznym, więc nie określę, jakim). Kiedyś robilam te rzeczy z przyjemnością, ale ilość jego krytycznych uwag, a także częstego i długiego wyśmiewania mnie za błędy (uważa, że "inaczej do mnie nie dotrze") sprawiły, że hobby totalnie mi zbrzydło. Z upływem lat do tych uwag dołączały kolejne - że nie proponuję nic od siebie i nie próbuję go zainteresować, że jestem nieogarnięta i nie potrafię podejmować decyzji (owszem, mam taki problem, ale sytuacja, kiedy każdy, najmniejszy błąd jest mi boleśnie wypominany LATAMI, serio - do dziśmąż wypomina mi, że dałam pieniądze alkoholiczce 10 lat temu lub chlapnęłam mu mydłem do oczu 8 lat temu), że go nie słucham (bo mimo wyczerpujących wykładów nt. moich błędów nadal je popełniam), mam gdzieś i "wydaje mi się, że jak się popłaczę, to sprawa zalatwiona". Ostatnio stopień czepialstwa mnie przeraża - kiedy proponuję mu coś, np. "Idziemy do parku?", on od razu wpada w furię, że "komunikuję się jak kosmitka, nie potrafię go o nic poprosić, mam nauczyć się go prosić albo iść sama, jeśli tego nie potrafię". Ja już kompletnie przestaję rozumieć, o co mu chodzi. Gadamy o naszych problemach serio godzinami, w tygodniu tak spokojnie 12 h samych rozmów o problemach, ale zamiast ku rozwiązaniu, one idą dalej ku jego furii i mojemu płaczowi i zamknięciu się w sobie.
Nie chcę porad, że mamy zerwać. Zarówno on, jak i ja chcemy odbudować komunikację, ale ja go po prostu nie rozumiem, a on coraz mocniej się frustruje i sądzi, że powtarza mi w kółko to samo, ale ja go ignoruję. Czy ktoś też tak kiedyś miał? Błagam, pomocy.